Dodaj do ulubionych

Kidnaperzy (art)

29.08.10, 22:03
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53663,8244843,Kidnaperzy.html
czytac to sie tego za bardzo nie da, no ale skupmy sie na t resci.
Jak reklama wode z mozgu robi wink

'Dzieci to target'. Znudzeni materialiści. Ich życie w szkole to 'bezwzględna
walka'. Starsze są pyskate, malują się, stosują używki, 'chodzą ze sobą', a
rodziców mają za 'nic niekumające' skamieliny, którymi manipulują podczas
zakupów. Reklamy dla dzieci muszą skupiać ich uwagę. Są więc krótkie, proste,
intensywne, barwne, w lekkim nastroju, wykorzystują modnych bohaterów oraz gry
i animacje. Czasem konfrontują świat dziecięcy z dorosłym, pokazują, jak
przeciwstawić się rygorom i nakazom rodziców, uczą robić to, na co się ma
ochotę. Czasem wykorzystują głupie dowcipy i maltretowanie animowanych
bohaterów, których można 'bezkarnie zrzucić ze schodów, zmiażdżyć kilkutonowym
klockiem lub przynajmniej ?bezkrwawo? wystrzelić armatą w kosmos' - tak piszą
w piśmie 'One Way Mirror' wydawanym przez firmę badającą konsumentów. Czyta to
reporterka, mama trzyletniej Tosi. Spogląda na swój 'target', który na
podłodze obok układa klocki. I robi się jej smutno.
Obserwuj wątek
    • mrs.t 2 29.08.10, 22:03
      SCENA DRUGA: DZIECKO OGLĄDA PIĘĆ TYSIĘCY REKLAM ROCZNIE

      Duży pokój, godzina 19. Na sofie siedzi Reporterka z Tosią. Codziennie o tej
      porze dziecko przez godzinę ogląda dobranocki w telewizji. Trzykrotnie, między
      bajkami, wyświetlane są bloki reklamowe. Mama oblicza, że jej dziecko ogląda
      około 15 reklam dziennie, czyli ponad 5 tysięcy rocznie. Pociesza się, że
      amerykańskie dzieci oglądają średnio sto reklam dziennie (wg organizacji New
      American Dream).

      TOSIA (na widok reklam): Mamusiu! Kupisz mi tę lalkę? Mamusiu! Chcę mieć tego
      konika. Mamusiu! Zjadłabym ten deserek.

      REPORTERKA: Dziecko, te reklamy kłamią. Te zabawki tak naprawdę nie ruszają się
      same. Tym piratom z reklamy jogurtu zależy tylko na moich pieniądzach.

      SCENA TRZECIA: UCZYMY DZIECKO MÓWIĆ REKLAMIE 'NIE'

      PSYCHOLOG Monika Burchart : Trzylatek nie zrozumie zdania, że reklamy kłamią. W
      tym wieku dziecko nie rozdziela świata realnego od nierealnego. Dla niego
      jogurtowi piraci istnieją tak samo jak mama.

      REPORTERKA: To może powinnam w czasie reklam przełączać telewizję na inny kanał?

      PSYCHOLOG: To fikcja. Reklamy są wszędzie. W telewizji, internecie, na
      billboardach, na koszulkach kolegów, na ich plecakach.

      REPORTERKA (trochę już załamana): To co robić?

      PSYCHOLOG: Nauczyć dziecko mówić reklamom 'nie'. Widzi Barbie w reklamie? Bardzo
      ją chce? To nie znaczy, że ją dostanie. Można kupić, ale trzeba umieć postawić
      granicę. Jedna Barbie i koniec, niezależnie od tego, ile jeszcze lalek będzie
      występowało w telewizji. Tak uczymy przyszłego dorosłego, że nie trzeba ulegać
      każdej potrzebie.

      REPORTERKA: A jak rozmawiać ze starszym dzieckiem?

      PSYCHOLOG Renata Maksymiuk (współautorka książki 'Dorośli reklamują, dzieci
      kupują.', która ukaże się w maju): Można je zabrać do sklepu. Jest teraz, dość
      przerażająca, reklama zabawek Cars - mały samochód ucieka przed wściekłym
      kombajnem. W sklepie można dziecku zademonstrować, że zabawki same nie potrafią
      jeździć. A jeśli reklamę skierowaną do dziecka uznamy za nieetyczną, można to
      zgłosić Radzie Reklamy.

      Reporterka na stronie Rady Reklamy znajduje skargę na reklamę Actimela. Że
      dzieko pijące jogurt jest kolorowe, a jego koledzy szarzy, bo nie piją. Są też
      skargi na napoje Kubuś Water i Jupi, które w reklamach zostały nazwane wodą. We
      wszystkich przypadkach Rada uznała, że producenci powinni wprowadzić zmiany w
      reklamówkach. Z Kodeksu Etyki Reklamy: reklama skierowana do dzieci i młodzieży
      nie może wykorzystywać ich naiwności i braku doświadczenia. Nie może dawać do
      zrozumienia, że reklamowany produkt zapewni dzieciom przewagę społeczną lub
      psychologiczną nad innymi. Nie może podważać autorytetu rodziców, wprowadzać w
      błąd co do wielkości, natury, trwałości i wyglądu produktu. Nie może instruować
      dzieci, jak nakłaniać dorosłych do zakupu prezentowanej rzeczy.
    • mrs.t 3 29.08.10, 22:04
      SCENA CZWARTA: FAJNE SĄ TYLKO ZABAWKI Z REKLAM

      Reporterka robi badania terenowe.


      GRZEGORZ (ma 11-miesięczną córkę): Moje dziecko na widok reklamy w telewizji
      zamiera. Mam wtedy niemiłe wrażenie, jakby do mojego domu wchodził ktoś obcy i
      przejmował władzę nad dzieckiem.

      DOROTA (mama dziewięcioletniego Mateusza): Musisz mieć zabawki z telewizji,
      jeśli chcesz się liczyć na szkolnym korytarzu. Mój syn ma kłopoty w kontaktach z
      innymi dziećmi. Jeśli ktoś ma do niego podejść, bo ma najnowszego bakugana, to
      warto go kupić.

      BARTŁOMIEJ (ojciec czteroletniej Poli i dziewięcioletniego Maksa): Jeśli Pola
      pyta, czy kupię jej zabawkę z reklamy, mówię, że pogadamy później. I zapomina.
      Kiedyś powiedziałem Maksowi, że nie może oglądać kanału Jetix, bo prezydent
      Warszawy kazał go wyłączyć. To strasznie agresywny kanał.

      KINGA (mama ośmioletniej Oli): Telewizja wyżera dziecku mózg. Ola ogląda ją
      godzinę dziennie, nie więcej. Ale nikt mi nie wmówi, że dziecko mające Barbie
      stoczy się w przyszłości.

      W warszawskim przedszkolu Bajkowa Kraina, wśród 14 sześciolatków.

      REPORTERKA: Skąd wiecie, jakie zabawki są najfajniejsze?

      CHÓR PRZEDSZKOLAKÓW: Z reklamy!

      DZIEWCZYNKA Z KITKĄ: Lecą w Cartoon Network i Mini Mini!

      CHŁOPIEC: Mamusia mówiła, że reklama jednak może kłamać.

      DZIEWCZYNKA Z KITKĄ: Dlatego ja się nie przekonuję reklamą. Idę do sklepu i sama
      sprawdzam, czy zabawka jest nakłamana, czy nie.

      Reporterka sporządza z dziećmi listę ich marzeń zabawkowych.

      Dziewczynki: pet shopy; lalki Polly Pocket; Barbie Arielka; koniki Pony.

      Chłopcy: gormity; bakugany; Lego Atlantis; Lego Star Wars.

      Wszystkie te zabawki są reklamowane w telewizji.

      SCENA PIĄTA: DZIECI KOCHAJĄ KONIKI PONY

      Reporterka obraca w rękach różowego konika Pony swojej córki i zastanawia się,
      dlaczego dzieciom podobają się akurat takie zabawki: Czytałam gdzieś, że zabawki
      mają wielkie głowy i ogromne oczy, bo podświadomie wywołują w nas odruchy
      opiekuńcze, jak niemowlęta albo małe zwierzęta. Ale klocki, choć nie mają tych
      cech, dzieci też lubią. Stawia na stole drugiego konika Pony i doznaje
      oświecenia, że być może chodzi o kolekcję. Wszystkie zabawki z listy marzeń
      stworzonej przez przedszkolaki, można kolekcjonować niemal bez końca.

      PSYCHOLOG Witold Siekierzyński, psycholog ekonomiczny i specjalista PR: Dobrze
      pani kombinuje. Kolekcjonowanie leży w naturze dziecka. I wytwórcy zabawek
      wykorzystują to bezwzględnie. Kilkulatki mogą zbierać wszystko. Potrafią
      kolekcjonować ulotki agencji towarzyskich czy etykiety z pudełek papierosów
      przestrzegające przed skutkami palenia ze zdjęciami nowotworów. Słyszałem o
      takim przypadku w Szwecji. Wyobrażam sobie, że jednego raka krtani można
      wymienić na dwa raki płuc. Dodawanie do produktu zabawek, naklejek, gier to
      właśnie wykorzystywanie zamiłowania dzieci do kolekcjonerstwa. Podstawą
      komunikacji jednego z jogurtów jest dołączony do niego alfabet ze zwierzątkami,
      a producent witamin reklamuje głównie dołączony do nich 'zmieniacz głosu'.

      Reporterka znajduje w internecie blog Kingi Zwierzchowskiej
      www.marketingdzieciecy.wordpress.com, która zamieściła tam własny dekalog
      marketingu dziecięcego - 'Przepis na idealną reklamę'. Siódme: 'Pamiętasz swój
      klaser ze znaczkami ? Daj dziecku możliwość zdobywania i kolekcjonowania
      gadżetów, a możesz być pewien, że sięgnie po Twój produkt, choćby po to, aby
      uzupełnić swój zbiór'.
    • mrs.t 3 29.08.10, 22:04
      SCENA SZÓSTA:

      NA DZIECKO CZYHAJĄ KIDNAPERZY

      Ze strony organizacji New American Dream Reporterka dowiaduje się, że dzieci
      stosują wobec rodziców Strategię Nękania. Przeciętny dzieciak potrafi prosić o
      rzecz z reklamy dziewięć razy. Dziesięć procent z nich to mistrzowie - dochodzą
      do 50 próśb. Ponad połowa nękanych rodziców poddaje się i kupuje. James McNeal,
      amerykański badacz marketingu, cztery lata temu obliczył, że niemal połowa
      domowych zakupów w USA zależy od wyboru dzieci poniżej 15. roku życia. A ich
      wpływ wycenił na 680 mld dol. Jest o co walczyć, więc marketerzy chcą przejąć
      władzę nad dziećmi jak najwcześniej. Wyścig do umysłów dziecięcych, a co za tym
      idzie, do portfeli ich rodziców, nazywają po prostu kidnapingiem.

      Kinga Zwierzchowska opisuje w swoim blogu badania Szwajcarów, którzy
      nienarodzonym dzieciom puszczali dzwonki, melodyjki i hasła, które odnosiły się
      do konkretnych marek. Prawie 80 proc. noworodków rozpoznawało potem dźwięki z
      okresu płodowego. Już przedszkolaki rozróżniają marki i mają wpływ na to, jakie
      słodycze będą w domu. Dzieci decydują o wyborze samochodu, o wakacjach (stąd
      popularne ostatnio w Polsce reklamy biur turystycznych, w których występują
      dzieci), a nawet mieszkania (w USA deweloperzy starannie wykańczają place zabaw
      i urządzają luksusowo pokoje dziecięce w apartamentach pokazowych).

      Toyota stworzyła auto Scion, które dzieci mogą same zaprojektować. A swojego
      minivana reklamowała jako 'zaprojektowanego z myślą o dzieciach'. Skoda w
      Niemczech założyła klub dla dzieci i wysyłała im kartki urodzinowe. A producent
      aut marki Dodge w 2006 r. 'żaangażował' do reklamy modelu Caravan postaci z
      filmu animowanego 'Potwory i spółka'. Firma zanotowała znaczny wzrost sprzedaży
      tego samochodu wśród rodzin z dziećmi. Postaci z bajek potrafią 'sprzedać'
      wszystko. Wystarczy umieścić je na pudełku z żelazkiem, żeby dziecko wśród
      kilkudziesięciu innych wskazało rodzicom ten produkt. Reporterka idzie do sklepu
      zabawkowego w centrum handlowym. Znajduje na półkach małe pralki, żelazka i
      wiertarki identyczne z 'dorosłymi'. Na boku każdej z nich wytłoczone są nazwy
      oryginalnych marek - Bosch, Philips, Miele.

      PSYCHOLOG Renata Maksymiuk: Te zabawki mają przywiązać do marki. Starsze dzieci
      doradzą rodzicom zakup sprzętu właśnie z taką nazwą. A same w przyszłości kupią
      pralkę lub lodówkę firmy, do której czują sentyment z dzieciństwa.


      SCENA SIÓDMA: JESZCZE WIĘCEJ SKLEPÓW

      Piętrowy dom towarowy w stolicy Polski. Wielka przestrzeń poziomu pierwszego
      podzielona na strefę damską, męską i unisex. Lewa strona sklepu różowa, prawa
      naszpikowana bronią i potworami. Reporterka jest w Smyku, sklepie największej
      sieci zabawkowej w kraju. Sunie wzdłuż regałów. Za nią Marek Łebek, rzecznik
      prasowy Smyka. Hity z listy marzeń przedszkolaków na wprost wejścia. Tabliczki z
      napisem: 'Reklama w TV'.

      REPORTERKA: Jesteście sprzężeni z telewizją. Nakręcacie się wzajemnie.

      RZECZNIK: To dla ułatwienia poszukiwań. Większość rodziców przychodzi do sklepu
      sama. Wiedzą, co mają kupić, bo dzieci im pokazały w telewizji. Dzięki tym
      tabliczkom łatwiej znajdują to, czego szukają. Trafiają do regału z zabawkowym
      sprzętem AGD. Różowe pralki, zestaw dla małej sprzątaczki korporacyjnej - mop,
      wiadro, miska, płyny i proszki czyszczące na wózku. Ani jednego samochodu (prócz
      wozów kempingowych dla długonogich lalek), nawet pół różowego karabinu, zero
      brokatowych potworów. Kierują się w stronę regałów wojennych. Zieleń, czerń i
      czerwień. Setki potworów, samochodów, interaktywne gryzonie. Ani jednej
      miotełki, nawet pół garnuszka.

      REPORTERKA (denerwuje się, bo także jej dziecko od niedawna nie uznaje żadnych
      kolorów poza różowym i nie chce słyszeć o zabawkach dla chłopców): Na chłopięcej
      stronie nie ma nawet zestawów dla małych lekarzy. Czy w świecie producentów i
      sprzedawców zabawek nie ma mężczyzn kucharzy, lekarzy, sprzątaczy czy choćby
      troskliwych ojców? Nie słyszeli o kobietach żołnierkach czy zawodowych kierowcach?

      RZECZNIK: My nie narzucamy modelu wychowania, tylko dostosowujemy się do tego,
      czego chcą klienci. Może jest tak, że dziewczynki szybciej dojrzewają i częściej
      chcą się bawić w lekarza? Przyznam, że coraz częściej chłopcy kupują lalki, a
      dziewczynki samochody.

      REPORTERKA: To może wymieszajcie zabawki na półkach?

      RZECZNIK: Wtedy powstałby chaos. Wyraźny rozdział na zabawki chłopięce i
      dziewczęce ułatwia klientom poszukiwania.

      Po drodze do kolejnego sklepu Reporterka myśli, że bardziej podoba jej się w
      Hiszpanii, gdzie przepisy nie pozwalają umieszczać w reklamach dla dziewczynek
      koloru różowego, a dla chłopców niebieskiego, żeby nie utrwalać stereotypów.

      Wchodzi do Kalimby Kofifi, sklepu zabawkowego połączonego z kawiarnią na
      warszawskim Żoliborzu. Jest tu drewnianie, tekturowo i szmacianie. Założyła go
      kilka lat temu Natka Luniak, kiedy urodziła córkę Helę i odkryła, że zabawki
      dostępne na rynku się jej nie podobają.

      - Zrobiłam alternatywę dla Barbie, czyli szmaciane lalki, a dla nich ubranka.
      Uważałam, że pięcioletnie dziewczynki niekoniecznie muszą się utożsamiać z
      cycatymi blondynami w miniówach. Ale fala plastikowej Barbie nas nie ominęła.
      Córka tak długo nade mną pracowała, mówiła, że to nie w porządku, że tylko ona
      nie ma tej lalki, że uległam. Powiedziałam: "OK, możesz mieć Barbie, ale musisz
      teraz popracować nad babcią. U niej na pianinie siedzi taka lalka z jej
      dzieciństwa". Hela ją dostała i była zachwycona.

      SCENA ÓSMA: DOBRE SŁOWO O REKLAMIE

      REPORTERKA: Zaraz zwariuję. To mam pozwolić na oglądanie reklam czy nie? Kupić
      Barbie czy nie? Kazać nosić czarne ubrania czy pozwolić na różowe?

      PSYCHOLOG Monika Burchart: Nie jest ważne czym, ale jak się dzieci bawią. Nóż
      może służyć do krojenia chleba i do zabijania. Barbie może służyć do tego, żeby
      wyprodukować stereotyp kobiety, i do tego, żeby się nauczyć, czym jest taki
      stereotyp.

      PSYCHOLOG Renata Maksymiuk: Moja córka marzyła o Barbie księżniczce, więc
      dostała pod choinkę. Teraz uczę dziecko, że księżniczka, z którą się
      identyfikuje, ma dobre maniery, dobrze zachowuje się przy stole, nie tupie i nie
      krzyczy.

      REPORTERKA: Można znaleźć coś pozytywnego w reklamach dla dzieci?

      PSYCHOLOG Witold Siekierzyński: Uważam, że reklamy skierowane do dzieci powinny
      być w ogóle zakazane lub mocno ograniczone.

      Dlaczego prawo ogranicza dzieciom możliwość decydowania o sobie? Bo dopiero uczą
      się świata. Mają kłopoty z rozdzielaniem świata wyobrażonego (pokazanego w
      reklamach i bajkach) od rzeczywistości. W świetle prawa nie mogą same dokonywać
      zakupów, ale reklamy oferujące kupno produktu skierowane są do nich. Rozdwojenie
      jaźni czy próba wykorzystywania dzieci do wymuszania zakupów?

      PSYCHOLOG Renata Maksymiuk: W reklamie dobre jest to, że stanowi trening
      konsumencki. Uczy stosunku do pieniądza. Bywają dobre, estetyczne reklamy, które
      kształtują gust dziecka. Są takie, które wspierają rodziców, czasem dziecko
      szybciej zacznie myć zęby, bo tak robi bohater w reklamie pasty. To zadaniem
      rodziców jest później powiedzieć, że są różne rodzaje past. Inne pokazują zdrowy
      styl życia, sport, pozytywne zachowania społeczne. Jeśli dziecko w reklamie
      dzieli się czymś z innymi, warto zwrócić na to uwagę.
    • green_naranja Re: Kidnaperzy (art) 30.08.10, 13:21
      serdecznie nienawidze telewizji i gdyby nie M, ktory bez niej zyc
      nie moze, wywalilabym pudlo na smietnik. no dobra, nie wywalilabym,
      bom kinomanka i filmy jednak wole na duzym ekranie ogladac, czy to z
      Blue raya czy dvd, wiec by zostal, ale tylko do tego. antene bym
      wywalila;/
      • irima2 Re: Kidnaperzy (art) 30.08.10, 14:31
        Tylko reklama to nie tylko TV. Billboardy, ulotki, promocje w
        sklepach, samo ułozenie towarów na półce, skandaliczne "prezenty" w
        żłobkach i przedszkolach - np. mój synek dostawał w żłobku danonki.
        A najbardziej to presja rówieśników. Nie wiem jak mój syn na razie
        się przed tym broni i jego ulubioną bajką nie jest Ben 10 tylko
        Zaczarowany Ołówek i nie błaga mnie o zakup bakuganów. Może to tylko
        kwestia czasu, ale z drugiej strony widzę, że on jest strasznym
        indywidualistą. No i mam nadzieję, że nie bez znaczenia jest jednak
        nasze wychowanie.
        Jedyne co na nim robi wrażenie to duzo i duże. Jak się go pyta co by
        chciał to "dużo pamperków", "dużą straż pożarną".
        Ale największa odpowiedzialność spoczywa na rodzicach:
        GRZEGORZ (ma 11-miesięczną córkę): Moje dziecko na widok reklamy
        w telewizji zamiera. Mam wtedy niemiłe wrażenie, jakby do mojego
        domu wchodził ktoś obcy i przejmował władzę nad dzieckiem.

        Nawet mi się tego komentować nie chce...
        • mrs.t Re: Kidnaperzy (art) 30.08.10, 15:44
          > GRZEGORZ (ma 11-miesięczną córkę): Moje dziecko na widok reklamy
          > w telewizji zamiera. Mam wtedy niemiłe wrażenie, jakby do mojego
          > domu wchodził ktoś obcy i przejmował władzę nad dzieckiem.

          > Nawet mi się tego komentować nie chce...


          dokladnie
          pod artykulem tylko to skomentowalam.
          co 11miesieczniak robi przed TV.


          barb,
          jasne, TV to nic zlego, jesli wiesz ze jestes w stanie kontrolowac swoje
          dziecko. zwlaszcza ze nie wiem ile dziecie Twe ma smile
    • barb.d Re: Kidnaperzy (art) 30.08.10, 14:16
      A ja mojemu dziecku pozwalam czasami na oglądanie bajek. Uważam, że
      niektóre są rewelacyjne! Np. Dobranocny ogród, Charlie i Lola, Boogie
      Beebies czy Waybaloo... moje dziecko je uwielbia. Lubię obserwować
      sposób w jaki na nie reaguje. W Waybaloo jest bardzo przyjemna,
      relaksacyjna muzyka. Charlie i Lola jest fajnie zrobiona. Do niedawna
      nie było tam w ogóle reklam, teraz chyba tylko w weekendy pojawiają
      się reklamy innych programów z grupy BBC.
      • barb.d Re: Kidnaperzy (art) 30.08.10, 16:13
        W ostatnim zdaniu chodziło mi o kablówkowy program Ceebeebies...
        oczywiściesmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka