Dodaj do ulubionych

"Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dywaniku

19.10.10, 12:19
Wychowawczyni przedszkolna mojej 4-letniej córki od czasu do czasu tak zagaja:

"Proszę porozmawiać z Hanią w domu, żeby tak nie płakala bardzo gdy

- coś jej się zapodzieje
- zrobi krzywo kreske na kartce
- kartka jej upadnie
- nie moze znalezc misia
- nie lubi kopytek (ktorych nie musie wcale jesc)
- nie zna odpowiedzi na jakies pytanie .."

Ja pani wychowawczyni na to, że "my od 4 lat walimy głową w ścianę i rozmawialismy z córką o tym, że nie ma co plakać, że lepiej powiedzieć - miliardy razy."

Zastanawam sie co jako rodzic moge zrobic poza _rozmawaniem_? Czy takie dialogi na cztery nogi cokolwiek 4-latkowi pomagaja?

Ze ja ją biorę na kolana, tulę i mówię "Hanuniu, gdy Ci sie cos zgubi w przedszkolu, czy krzywo cos narysujesz to jak Ci jest? Smutno? I chcesz zeby bylo Ci weselej? To co jest lepsze, płakać dlugo, czy: powiedziec "nie lubie kopyek"/ narysowac jeszcze raz / poszukać misia z panią?"

I ona owszem - przyznaje, ze lepiej powiedziec, sprobowac raz jeszcze, nie poddawac sie, ze nie ma co tak bardzo plakac, tylko pomyslec, co moge zrobic, zeby bylo lepiej - albo przynajmniej - powiedziec o tym.

I tak sobie gadamy, i wiadomo, jak jest w praktyce - w praktyce - znowu jakas frustracja - wywołuje u młodej łzy jak groch i mała wyje ileśnaście minut nieutulona.

Podczytuje jej bajki terapeutyczne - troche ja nudzą (sa jeszcze moze za trudne), sama nie potrafie takich wymyslac. N nie mam pomysłu zadnego, jak tego mojego wrazliwca troche odwrazliwic na tak silne przezywanie frustracji.

I uspokajam tych, ktorzy mi zaraz zarzuca, ze chce miec 4-latke ideał - nie. Ale chce dawac jej narzedzia i umiejetnosci emocjonalne i spoleczne, zeby sobie w ogole w zyciu z ta swoja emocjonalnoscia i niepowodzeniami radzila dobrze, a nie wpadala w rozpacz i bezradnosc.

Moze jest jakas ksiazka na ten temat? Z jakimis pomyslami na zabawy i co rodzic ma mowic - robic, zeby do 4-latka to trafialo i go realnie UCZYŁO nowych reakcji i zachowań?

Dziekuje z góry!!
Obserwuj wątek
    • nat.wroclaw Aha! zapomniałam jeszcze dodać!! 19.10.10, 12:26
      Zapomniałam dodac, ze do tego repertuaru płaczliwych reakcji na niepowodzenie, trudnosc - doszedl jeszcze od paru miesiecy - wstyd.

      Takie klasyczne "Ale ja sie wstydze, ale oni sie na mnie patrza, ale ja nie chce powiedziec, bo trzeba powiedziec glosno".

      Jestem bezradna sad( Nie mam bladego pojecia jak ja młodej mam w tym pomóc, zeby sie no nie wstydziła, zwlaszcza, ze ma jakies tam zdolnosci i robi kilka rzeczy naprawde fajnie - a ta nie - ze nie powie, nie pokaze, ni odpowie w przedszkolu, bo sie wstydzi.

      Oczywiscie - z mezem, chwalimy, nagradzamy, wspieramy - srata tata pirdata. O kant dupy nasze gadanie .. no własnie i o tym jest ten watek - o rodzicielskim gadaniu, ile ono jest warte (zakladajac ze jest szczere, adekwatne i sensowne). My gadamy - a młoda zwija sie społecznie..

      • ziemiagn Re: Aha! zapomniałam jeszcze dodać!! 19.10.10, 14:03
        U nas jest podobnie, ale to wstydzenie nie jest takie silne. Marudzenie i reagowanie płaczem na drobiazgi - owszem, jest bardzo silne. Ja nazywam to na swój domowy użytek temperamentem lekko histerycznym, ale wkurza mnie strasznie. Ogólnie oczywiście rozumiem, wspieram itd itp, ale wyprowadza mnie to z równowagi w okamgnieniu.

        Ja zaczęłam mówić, że pogadamy, jak się uspokoi i będzie mówiła spokojnie. A jak tak strasznie marudkuje, to moje uszka się zamykają i przestają ją słyszeć. No i przestawałam reagować. Jak zaczynała mówić po ludzku, bo już jej przechodziło, byłam wspaniała, tuląca, rozumiejąca i pomocna. Nam to pomagało, bo pokazywało małej, że marudzenie w związku z drobiazgami nie daje jej mojej uwagi i wsparcia, a jak mówi jak człowiek, to i owszem.
        Marudzenie nie znikło całkiem, ale zostało ograniczone i oflagowane jako nieskuteczne.

        Druga sprawa, to płacze na bazie złości - też ją uczę, żeby raczej mówiła " mamo, nie rób tak, bo to mnie denerwuje" , "mamo, nie lubię tego" zamiast zanoszenia się rykiem. Mamy 5% postęp smile ale to dopiero pocżątek ...

        Jesli chodzi o bajki terapeutyczne, to wg. mnie są super, ale my wymyślamy sami. Wiemy, jakie historyjki ją kręcą i dopasowujemy do odbiorcy. Mamy serię o mróweczce i biedroneczce no i te zwierzaki mają różne perypetie. Najgorzej było zacząć wymyślać, potem poszło już dużo łatwiej. Basia do tej pory pamięta bajki, które opowiadałam jej 2 lata temu, o krówce, która bała się wody i przestała się myć, albo o owieczce, która potknęła się o kamień, jak biegła do mamy i nie chciała potem pokazać skaleczenia mamie, bo się bała wody utlenionej ... Ogólnie bardzo lubiła tego słuchać a potem łatwo mogłam się odwołać w trudnej sytuacji do tego, co zrobiło w bajce zwierzątko.
        • nat.wroclaw Re: Aha! zapomniałam jeszcze dodać!! 19.10.10, 14:14
          Ziemiagn - dzieki, tyle, ze ja nie pytam o histerie (nie tym razem, he he - pytalam całkiem niedawno w osobnym watku, histerie (taaa, temterament 'lekko' histeryczny - to b. trafna nazwa) mamy rozparcelowane w miare.

          Ja pytam o taki płacz - wyjca " łeeee, bo mi sie nie udaaałoo, bo mi <chlip, chlip> upaaadłoo, buuu!"

          Ja tez raczej olewam, gdy ona ryczy o takie duperele, no ale raz, że kazali w przedszkolu "porozmawiac z córką .." smile), dwa ze żal małej - zabiera sie do rysowania, cala az promienieje radoscia i euforia, ze bedziemy z mamusia rysowac i nagle - jeb! kredka zlamana, kartka pognieciona, bo jej cos tam nie wyszło, a na kartce jest kreska dlugosci centymetra. No żal dziecka, bo zamiast przyjemnie spedzic czas z rodzicem - ma ambe na pol godziny i zaraz trzeba juz isc sie mysc i spac.

          Totez - again - szukam narzedzi - co poza rozmowami i takim tokowaniem dziecku w stylu "Słoneczko, pierdu pierdu" - mozemy zrobic, zeby ja UCZYC radzic sobie konstruktywnie z niepowodzeniami.

          Amentsmile

          • lolinka2 Re: Aha! zapomniałam jeszcze dodać!! 20.10.10, 01:40
            wyrażanie emocji - hasło klucz

            "uuu, kredka się złamała - jesteś wściekła, bo chciałaś nią rysować, a tu klops. A jak mocno jesteś wściekła? Choć potupiemy nogami ze złości na połamaną kredkę...
            smutno ci? czasem jest smutno jak coś nam się nie udaje, czasem czujemy się rozczarowani, bo coś chcemy a nie wychodzi... czasem się na siebie złościmy.... ty też? kiedy jest ci smutno? a kiedy jesteś rozczarowana? a kiedy się złościsz na siebie? a na Zosię w przedszkolu też się złościsz? A Zosia na ciebie? Nooo. wiesz, mnie też jest czasem smutno, czasem jestem rozczarowana (np. gdy chciałam sobie kupić fajne buty ale nie było mojego rozmiaru), a czasem się na siebie złoszczę (gdy nie odpowiedziałam niemiłej pani w autobusie do słuchu tongue_out). Każdy tak czasem ma... Jak można pokazać rozczarowanie? Jak pokażemy że się złościmy? A jak pokażemy smutek?"

            chodzi o to, żeby jej ten repertuar sposobów wyrażania emocji rozszerzyć, jednocześnie nie racjonalizując nadmiernie (możesz z panią misia poszukać), bo to może być odebrane jako lekceważenie jej b. poważnego problemu i umniejszanie jego znaczenia. Tak, problem jest, uczucie też jest, nazywamy uczucie i kombinujemy jak różnymi sposobami je wyrazić. Po takim treningu 4-latka kłócąca się z siostrą wrzeszczy: "i jestem na ciebie zła, bo ty nie jesteś dla mnie bardzo miła. A taka wściekła jestem że aż krzyczę i tupię!", a w kontekście połamanych kredek "tatusiu, jest mi bardzo przykro bo połamała się kredeczka, a to była moja ulubiona kredeczka, różowa... przytulisz mnie? bo mi tak smutno... tatusiu, a ty umiesz nareperować tą kredeczkę?"
            • nat.wroclaw lolinka2 20.10.10, 03:14
              Jeszcze, jeszcze!

              O to mi dokładnie chodziło.. o takie konkrety.

              Poradzisz cos jeszcze na te jej "Wstydzę się, bo wszyscy na mnie patrzą.."

              I skąd brać takie pomysły? smile

              Dzięki!
              • truscaveczka Re: lolinka2 20.10.10, 10:46
                Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały - jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły - Adele Faber, Elaine Mazlish. Podstawy smile
              • mama303 Re: lolinka2 20.10.10, 21:06
                nat.wroclaw napisała:

                > Poradzisz cos jeszcze na te jej "Wstydzę się, bo wszyscy na mnie patrzą.."

                Ja mówię tak: "doskonale Cie rozumiem, bo ja czuje dokładnie to samo".
                To bardzo pomaga.
              • lolinka2 Re: lolinka2 21.10.10, 21:56
                kochanie... patrzą bo mają oczy, ty też patrzysz na Zosię/ Jasia/ Gienię, prawda? No a jak zobaczą, że jak ci się kredka złamie, umiesz poradzić sobie mimo wszystko, to pomyślą: Ale ta Hania jest dzielna i mądra - złamała się jej kredka, a ona mimo wszystko taki ładny rysunek zrobiła... I możesz podpowiedzieć koleżance, że jak się kartka zgniecie to co można zrobić? (poczekaj aż powymyśla) - no właśnie, można wziąć drugą... co jeszcze? (poczekaj...) można zrobić coś ze zgniecionej kartki, jakoś ją poskładać i wyjdzie ptaszek, albo statek i to kolorowe bo malowana kartka była smile


                Skąd pomysły? Dla mnie ze zniżenia się do poziomu myślenia dziecka, poważnego traktowania jego problemów, lektury miliarda książek o psychice itp (niekoniecznie dziecięcej) i terapii własnej.
                • nat.wroclaw Lolinka - zamieszkaj z nami!! ;-) 22.10.10, 08:00
                  A tak poważnie, to przede wszystkim jeszcze raz dziękuję. Pewnie nie zdążę już przeczytać w swoim życiu miliarda książek (domyslam sie, że z tego miliarda nie dalabys rady polecic jednej (a chocby i dziesięci) kluczowej? A moze? Hmm??

                  Natomiast, wczoraj - gdy młoda, tradycyjnie już, płakała o cos tam - zachodziłam w głowe - co by jej tu powiedziec metoda Lolinki, co by tu?? I niestety pustka.

                  Bo o ile na niepowodzenia masz fajny patent, to co tu rzec, gdy dziecie płacze i placze "Bo jak szlismy na basen, to pani mnie dała w parze z chłopaaaakieeem!"

                  I nie chodzi o to, ze chłopiec był niemiły, ze go nie znała albo nie lubila. On był _chłopcem_ (a to w wieku czterech lat, jak sie okazuje wielka wada).

                  Stała z nim w parze 5 minut. A płacz, gdy o tym opowiadala, trwal ze dwadziescia.

                  Albo masło. Młoda nie spożywa masła. Mąż od czasu do czasu delikatnie próbuje ja do tegoż zachęcić - że zdrowe, że smaczne, że śliczne kanapeczki (kanapeczek młoda tez nie jada).

                  I wczoraj kompletnie ni priczom ona sobie przypomina, ze tata kiedys proponowal jej chlebek z maselkiem. I ryk. Ze ona nie lubi, ze jestesmy okropni, ze "Buuuuuuuu". Schowała sie pod schody i wyje. Co ja mam jej powiedziec? "Złe masełko?" czy "Zły tatus"? smile

                  Ratunku!!! AAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                  • lolinka2 Re: Lolinka - zamieszkaj z nami!! ;-) 22.10.10, 12:04
                    z chłopakiem.... a z którym? I co smutno było...? taaaak... hmm... rozumiem. A wiesz co, gdy byłam w twoim wieku, to miałam takiego kolegę....(tu opowieść, która z założenia ma wciągnąć dziecko w wartką akcję, żeby w końcu nie wyło, a z drugiej strony pokazać, że z chłopakami też się można fajnie bawić).
                    Na marginesie - mam 4latkę i nie wiem nic o tym, żeby chłopcy byli "gorszym gatunkiem". Ba - mam 8latkę i też nie pamiętam takiego momentu.... przyjrzałabym się indoktrynacji w przedszkolu, bo coś czuję, że tu jest klucz.


                    Jak nie jada kanapeczek, to niech nie jada. Nie jada masła - to trudno smile A co do samego narzekania: i cooo, tata dał ci chleb z masłem...? a ty nie lubisz masła... no właśnie, ciekawe dlaczego tata dał ci chleb z masłem: zapomniał??? mógł zapomnieć... a może tacie tak bardzo smakuje masełko, że chciał ciebie też nim poczęstować... też może być, prawda? A powiedz mi, jadłaś kiedyś masełko o smaku.... (rzodkiewki, szczypiorku, czosnku, ogórka...?) Wiesz, jakie pyszne?? Słuchaj, to może się pobawimy w robienie kanapek? Nie musisz jeść kanapek, jeśli nie zechcesz. Dla ciebie zrobimy specjalne kosteczki_dla_haneczki. Nie wiesz co to?? OOoo, kochana, to koniecznie musisz zobaczyć (tonem reklamy goździkowej i etopiryny tongue_out).
                    robisz minipróbki masła o różnych smakach (dodając trochę pokrojonej wędliny, do innej próbki ogórek, do innej cebulka, do innej czosnek etc. głównie takie rzeczy, które ona lubi) i smarujecie tym kosteczki chleba (takie 5 x 5 cm) i kombinujecie która najsmaczniejsza. Ona wybiera (zjadając po 1 kosteczce z każdego smaku) i wtedy tym masełkiem smarujecie kanapki dla rodziny (i ona tej kanapki już jeść nie musi, jeśli nie chce)...

                    A jak się chowa pod schody i wyje...? "Kochanie, jak się wypłaczesz i będziesz chciała przytulić, to jestem tutaj." Po prostu.

                    tyle z wymyślonych na poczekaniu smile
                    • nat.wroclaw Dobra, jeszcze tylko jedno i juz Ci dam spokój:) 22.10.10, 12:37
                      Hmm przedszkole chyba w porzo - zwłaszcza, ze to drugie przedszole i w pierwszym w zeszlym roku było podobnie, a przed przedszkolem tez tak było: ze różowy ladny, bo dla dziewczynek, czarny/szary/granatowy - brzydki bo dla chłopców.

                      Ja mysle, ze moze taki wiek + babcia starej daty nauczycielka + 3 lata starszy kuzyn: "Haniu nie wypada, dziewczynki nie krzycza, nie tupią, nie to nie tamto, nie sraja, nie bekają, nie bałagania .." Ukrócam to jak mogę, ale bywa, ze mnie przy nich nie ma i wtedy moze babcia robi młodej pranie mózgu.

                      Anyway, chyba nic strasznego, bo o paradoksie, młoda kuzyna i własnego brata kocha nad zycie, a z chlopcami z grupy bawi sie do upadlego.

                      Kanapeczki - of kors były i kosteczki, i muchomorki i krokodylki i stawanie na głowie i klaskanie uszami. Dupa.

                      Proces robienia kosteczek dla Haneczki idzie idealnie z entuzjazmem i podnieceniem i radością do momentu konsumpcji. "Ale ja nie luuubieeee!" i płacz. I po zabawie, młoda ucieka za fotel, czy gdzies tam wymaszerowuje w kazdym razie ostentacyjnie z rykiem i koniec frajdy. Zeby nikt nie myslal, ze za nią lece i ją zmuszam, namawiam, cokolwiek. Nie - to nie, zostawiam. Echh..

                      Lolinka, to ja jeszcze chcialam pociagnac Cie za wyobraźnię w kwestii uczenia sie nowych rzeczy.

                      Nie chce i juz. Tzn jest dwojako:

                      - chce, próbuje sama (na przyklad przeskakiwac przez zawieszona skakanke, albo wycinac nozyczkami) - nie wychodzi jej za pierwszym razem - płacze i poddaje sie. I nie da sobie pokazac, wytłumaczyc, ze jeszcze raz, chodz, zobacz, mozna tak i tak - nie, ona nie umie i juz, i obrazona na caly swiat i autentycznie smutna. Ale nie do sobie pomoc!

                      - ja albo mąż proponujemy jakas nowa czynnosc, zrobienie jakiegos zadania, nauczenie sie czegos (na miare jej mozliwosci).
                      "Ale mamusiu ja juz umiem, zobacz zobacz!" Krzyczy i pokazuje, oczywiscie nie umiejac: zamazuje kartke (jesli to jest nauka literki), zaspiewa cos wymyslonym jezykiem (jesli to piosenka), wyrwie przedmiot, bedzie nim machac alo uciekac z nim.

                      Jednym slowem - tak wielkie jest w niej napiecie zwiazane nie wiem, z nieumiejetnoscia czegos, ze nie zatrzyma sie na moement zeby sie nauczyc, tylko przejmuje inicjatywe i koniec nauki, bo ucieka, nie slucha (w sensie zaczyna sie wyglupiac, zmieniac temat, spiewa, biega rzuca czyms, wchodzi mi na plecy i zjezdza ze mnie. Dostaje takiej głupawki.

                      Na razie odpuszczam - nie chce to nie, nic na sile, ale troce szkoda, bo mloda ma fajny potencjal, jest tyle swietnychgier i zabaw, a ona wszystko olewa i nie chce i juz. ma swoj swiat. Nie deprecjonuję go, ale ten swiat nie wpuszcza zbyt wielu nowosci, odmiany.

                      Swiat lalek, ksiezniczek, bajek, dzidziusiow, kucykow pony i ksiazek - taki bardzo dziewczecy, jak na razie smile

                      Odpuscic? Czy uczyc ja nowosci, ale jak??


                      • lolinka2 Re: Dobra, jeszcze tylko jedno i juz Ci dam spokó 22.10.10, 13:11
                        z uczeniem się to i moja tak ma... za wszelką cenę chce być dzieckiem - to raz (mówię o mojej, ale może cię to zainspiruje jakoś), a dwa - za wszelką cenę chce uniknąć ryzyka niepowodzenia.
                        my odpuszczamy ile się da - nie chcesz? to nie. nic na siłę. to rób po swojemu - potem wrzeszczy z frustracji: córko, chciałam ci pokazać jak się to robi, wybrałaś inne rozwiązanie i niekoniecznie się okazało najszczęśliwsze... cóż, uczymy się na błędach. Popłacz teraz sobie, lżej ci będzie.../ tudzież: no tak, nie MUSISZ tego robić, a wiesz, Natalka (starsza siostra) zawsze odrabia lekcje jak wróci ze szkoły, a to nie jest jakieś szaleńczo trudne, tylko właśnie a to rysunek musi zrobić, a to szlaczek, a to coś napisać... na tym polega odrabianie lekcji, a samo określenie strasznie trudno brzmi, prawda? aż się wydaje że to taaaaaakie skomplikowane jest.../ albo: Tkaniś, fajnie śpiewasz po swojemu, ja cię pytam i proszę posłuchaj przez chwilę: chcesz, żebym cię nauczyła tej piosenki? Nie? OK, to śpiewaj po swojemu. Jeśli się namyślisz, to wiesz gdzie mnie szukać.

                        Nie poganiać intelektualnie. Coś, co powiedziała mi b. mądra terapeutka dziecięca: zdolne dziecko samo będzie szukać okazji do rozwoju intelektualnego. I ma na to całe życie. A na dzieciństwo ma tylko parę lat i trzeba je fajnie wykorzystać.
                        Ergo: wrzuć na luz, niech się bawi, niech udaje że pisze rysując bazgroty etc. Gdy dorośnie do danej czynności, przyjdzie sama i się upomnie - słowo harcerza tongue_out też myślałam, że moja 4latka zawsze będzie taka pociamkana (a starszą mamy po prostu kosę intelektualną więc różnica gigantyczna), ale widzę, że w swoim tempie dochodzi do różnych rzeczy... nie proponować, nie zmuszać, niech się bawi po swojemu; jak się chcecie zaangażować, to idźcie za nią, bądźcie pół kroku za nią - niech sama wymyśla zabawy, proponuje działania - ona się wtedy utwierdza w przekonaniu o swojej mocy sprawczej a nie o tym, że "nie dorasta" do wymagań rodziców. Czyli pomoże jej to na poczucie wartości, więc na nieśmiałość a dodatkowo będzie takim "układem odpornościowym emocjonalnym".
                        • nat.wroclaw Re: Dobra, jeszcze tylko jedno i juz Ci dam spokó 22.10.10, 13:24
                          Ament.

                          Niech Cię Bóg błogosławi, Mądra Kobieto smile

                          Dzięki śliczne!

                          PS. Jak Ci się kiedyś przypomni, że wśród miliarda przeczytanych książek jest jednak jedna taka, co w zasadzie warto i każdy rodzic powinien, to polecam się szanownej pamięci!
    • joannab-o Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 19.10.10, 18:14
      Każde dziecko ma takie zachowania i z czasem potrafi zrozumieć, że to nie ma sensu.
      Zastanawiam się, czy Ty nie przedobrzyłaś z tłumaczeniami i stąd to nasilenie problemu, jego trwałość i obecnie dołączenie się elementu wstydu.

      Jeżeli zaczynasz tak jak napisałaś, analizować, zarówno sytuację jak i uczucia dziecka to problem z prostego "upadło mi", " kreska jest krzywa", "nie chcę jeść, a mama tego oczekuje" (co za podłe życie!) rośnie do "zachowuję się źle, nie umiem postąpić tak jak powinnam, wszyscy rozumieją na wylot co czuję (skoro mama rozumie) i oceniają mnie negatywnie".

      Oczywiście moje dziecko (3,5) też ma takie momenty. Staram się nie irytować i tonem spokojnym, takim, w którym słychać, że sytuacja wydaje mi się najzwyczajniejsza w świecie, proponuję pomoc, mówię no to trudno, albo no to nie jedz itd. Zachowania takie już zanikają.
    • lolinka2 Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 19.10.10, 18:38
      "szanowna pani wychowawczyni przedszkola
      rozmawiam z moją córką codziennie, ba - nawet kilkakrotnie w ciągu dnia. Wraz z mężem wdrażamy konsekwentnie zasady wychowawcze, tak aby życie córki było uporządkowane, by czuła się bezpieczna i znała zasady postępowania. Niestety nie ma nas w przedszkolu, gdy mają miejsce sytuacje przez panią opisywane. W związku z tym sugeruję, żeby na bieżąco interweniowała i rozmowy wychowawcze podejmowała osoba będąca w danej chwili na miejscu. Interwencje takie bowiem "z opóźnieniem" są w przypadku 4-latków wysoce nieskuteczne, o czym - mam nadzieję - pani wie. Nadmieniam i przypominam, iż w trakcie pobytu w przedszkolu córka znajduje się pod opieką wykwalifikowanego, jak mniemam, personelu, zaś w przedszkole z natury rzeczy jest placówką wychowawczą." Tyle usłyszałaby pani ode mnie smile
      • yula Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 19.10.10, 19:30
        dobra odpowiedz dla wychowawczyni smile, ona jest od rozmów w przedszkolu. Co do takich sytuacji w domu, nie rozwodzić sie nad tym, ale i nie zaprzeczać jej emocją, po prostu powiedzieć że tak sie zdarza, właśnie po to uczy sie rysować te proste linie itp. Moja ma już 5,5 ale też zdarzają jej sie podobne sytuacje, ostatnio razem z synem robiły zadania z książek i ja zajęta synem rzuciłam że nie wykonała polecenia i wszystko pokolorowała jedną kredką a było napisane różnymi. Były krokodyle łzy, ale usiadłam przy niej, przytuliłam i wytłumaczyłam że ona dopiero uczy sie wykonywać takie polecenia i że pomyłki sie zdarzają wszystkim smile szybko sie uspokoiła i wróciła do pracy. Jak była mniejsza takie sytuacje były częstsze ale powoli jej przechodzi.
      • mama303 Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 20.10.10, 21:10
        Ja bym jeszcze powiedziała że licze na szanownej Pani wychowczyni pomoc z racji jej wykształcenia pedagogicznego. Może ma jakieś sprawdzone sposoby smile

    • mimamai Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 19.10.10, 18:48
      U nas czasem w takich przypadkach pomaga "rozmawianie" z przedmiotami w rodzaju:
      "Kredko, rysuj prosto", "Kartko, bądź grzeczna" albo żartowanie -"Oj, dzisiaj kredki jakoś krzywo rysują, może są zmęczone?"
      Czasami też pomaga po prostu pytanie, co można zrobić. Na dramatyzowanie w stylu "Aaaaa, kredka się złamała" pytam : "I co? Możesz nią dalej rysować czy nie?". I często się okazuje, że złamanie nie takie straszne i można rysować.
      A czasem nie pomaga nic i po prostu słucham płaczu trzylatka nad złąmaną kredką czy zapodzianą zabawką.
    • joannab-o Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 21.10.10, 16:40
      Nie przypadł Ci do gustu mój post, to spróbuję jeszcze raz, teraz brutalniej wink

      Wpędzasz swoje dziecko w nieśmiałość. Tu definicja z portalu Nieśmiali:

      "Nieśmiałość może być określona jako świadomość własnej niezdolności do podjęcia działania, które chce się podjąć i co do którego wie się jak to zrobić. Jest to także obawa przed negatywną samooceną lub negatywną oceną ze strony innych.
      W potocznym rozumieniu nieśmiałość jest uczuciem niepewności i lęku przed innymi ludźmi, przed rozmową z nimi, czy nawet przed zapytaniem o coś czy poproszeniem o jakąś przysługę."
      Leczenie natomiast polega na mozolnym pozbywaniu się autocenzury

      Jak widać najzwyczajniejsze w świecie zachowania polegające na płaczu w obliczu niepowodzeń losowych nie mają nic wspólnego z definicją nieśmiałości.
      Dopiero gadanie, analizowanie zachowania, nakłanianie do podejmowania decyzji i zachowywania się konkretny sposób w kontaktach międzyludzkich, czyli wszystko to, co nazywasz "dawaniem dziecku narzędzi i umiejętności społecznych" doprowadziło do pojawienia się "wstydu" czyli nieśmiałości właśnie.

      Na Twoim miejscu poszłabym po poradę do psycholog specjalizującego się w tym problemie, żeby dał wskazówki Tobie i przedszkolance, jak nie dopuścić do pogłębienia się niemożności podejmowania decyzji, blokady emocjonalnej w sytuacjach bycia obserwowanym, autocenzury. Oczywiście rozumiem, że masz dobrą wolę, ale nieśmiałość jest pewnie w 100% (minus sieroty naturalne) powodowana przez rodziców "pomagających" swoim dzieciom. To nie jest choroba wrodzona.

      Mam nadzieję, ze panie Faber i Mazlish czytają takie wątki i już piszą erratę do swoich poradników...
      • nat.wroclaw Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 22.10.10, 08:24
        joannab-o napisała:

        > Nie przypadł Ci do gustu mój post, to spróbuję jeszcze raz, teraz brutalniej wink

        Echh, wszystko sie ostatnio brutalizuje, PiS, Palikot i nawet Forum Wychowanie..

        > Wpędzasz swoje dziecko w nieśmiałość.

        Nooo, nieźle. Dobrze, że mam dystans do forum i przy takich diagnozach widzę tekst ukryty "moim zdaniem, wydaje mi się, sądzę, że .." - w przeciwnym razie czytajac takie stuprocentowe sądy wpędziłabym siebie samą w depresję.

        > Leczenie natomiast polega na mozolnym pozbywaniu się autocenzury

        To bardzo trafne zdanie, taki punkt zaczepienia, jakis frame do postrzegania takich zachowań córki w ogóle. Dzieki! Poza tym w poscie wyżej piszesz o takim rozkminianiu błahych spraw i analizowaniu. Nie jest tak zawsze - forum niestety wymaga skrótowości - podałam przyklad tego, jak rozmawiam z małą, ale przeciez nie przy kazdej upuszczonej kredce. Ale! - to tez słuszna mysl, zeby tak nie kminić i nie ględzić (wlasnie dlatego załozylam ten wątek, żeby podpytac o pomysly alternatywne do ględzenia smile

        >wszystko to, co nazywasz "dawaniem dziecku narzędzi i umiejętności społecznych" doprowad
        > ziło do pojawienia się "wstydu" czyli nieśmiałości właśnie.

        Hmm, to co zrobilabyś, gdyby Twoje (nie 3,5, ale 4-letnie) dziecko płakało na widok obiadu, ubrania, na wspomnienie sytuacji z przedszkola, nie mogac znalezc misia, no sama wiesz. Nie tak ogolnie, tylko stawiasz na stole talerzyk z ryzem i kurczakiem (heh, niech bedzie ze wczesniej nawet uzgodnilas z dzieckiem, ze to chce na obiad) a tu placz. "Bo ja nie chciaaałeeeem ryyyżuuu z sooooseeeem". I co robisz? "Bo paaanii mi kaaazaaałaa stać w parze z Michaaaałeeeem" Co mówisz?
        "Bo taaataa mi mowił, ze jablka są zdrooooweee, a ja nie luuubieeee". Hmm? Nie chodzi o argumenty! Nie nie - co robisz z tym, ze za kazdym razem twoje dziecko _płacze_. Kumasz?

        I nie przestaje po jednym cudownym zdaniu - wytruchu. Nie przestaje równiez, gdy ten płacz ignorujesz (tzn kiedys tam konczy placz, ale kolejna sytuacja i kolejne wycie).

        No wiec:

        - ględzenie - nie,
        - rozmowa o uczuciach - nie,
        - uczenie - jak sobie radzic z niepowodzeniem - nie (bo wg Ciebie dawanie narzedzi wpedza w niesmialosc).

        Toteż pytam - jaka jest wg Ciebie alternatywa?
        • joannab-o Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 22.10.10, 10:01
          Nie chcę Ci dokopać. I nie ja postawiłam diagnozę, tylko podałam Ci definicję, jaką od serca stworzyli o sobie sami nieśmiali. Przecież zgadza się co do joty z twoim opisem zachowania córki.

          A co doprowadziło do tego, że wpasowała się w tę definicję? Tutaj, owszem, jest moje "ja myślę", ale jaką masz koncepcję inną niż ta, że to Ty sama spowodowałaś swoimi radami, jak zachować się w danej sytuacji, że córka zaczęła cenzurować swoje zachowanie?

          Co ja bym robiła w takich sytuacjach, to już napisałam. Nie rozszerzałabym znaczenia danej sytuacji poza to co ona naprawdę znaczy - pomagałabym rozwiązać problem praktyczny, dawałabym poznać swoim zachowaniem i tonem głosu,a nawet i delikatną uwagą, że nie dziwię się jakiemuś niepowodzeniu czy niechęci do jedzenia albo stania z Michałem. Wysłuchałabym ze zrozumieniem relacji dziecka z przedszkola i nie dawałabym żadnych rad, przekazując w ten sposób to, że wierzę w jego zdolność samodzielnego znalezienia rozwiązania.
          W trudniejszych sprawach rozmawiałabym z opiekunkami w przedszkolu, żeby ułatwiały dziecku życie (np nie dawały do pary z Michałem)

          Dziecko ma prawo zachowywać się w sposób wynikający z jego osobowości, doświadczeń, czy nawet pewnych obciążeń. Presja (sugerowanie zachowań, zwłaszcza z bijącym z tonu i treści przekonaniem, że są one oczywiste i łatwe do wdrożenia) zawsze pogorszy sprawę bo w jej wyniku dziecko zyska przekonanie, że to ono jest nie w porządku, głupie i nieudolne.

          Mój syn miał kiedyś (trochę tego ma do dziś) pewien rodzaj trudności w kontaktach. W wieku 9 lat nie chodził sam do sklepu, ze względu na nieunikniony kontakt z obsługą. Wolno mu było, nikt nie komentował tego faktu, "karał" się sam tym, że nie miał czegośtam ze sklepu. Teraz ma 16 lat, do sklepu chodzi, mówi głośno i wyraźnie i nie zapomina, co miał kupić. W przeciwieństwie do mnie... (ja byłam wysyłana do sklepu w wieku 5, może nawet 4 lat)

          • nat.wroclaw Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 22.10.10, 11:12
            joannab-o napisała:

            > Przecież zgadza się co do joty z twoim opisem zachowania córki.

            Słuchaj, po tym, jak piszesz wnioskuję, że kumata facetka jestes. To pewnie wiesz, ze na forum, to sie niewiele rzeczy zgadza co do joty z opisem, bo nie da sie tu czlowieka co do joty opisac.

            > ale jaką masz koncepcję inną niż ta, że to Ty sama spowodowałaś swoimi radami, jak zachować się w danej sytuacji, że córka zaczęła cenzurować swoje zachowanie?

            Jaką? Temperament? Skłonnosci płynace z rozwijającej się osobowości? Taki etap rozwojowy? Doswiadczenia? Wpływ tzw significant others? Wrażliwość (młoda ma tzw słaby układ nerwowy (w sensie psychologicznym, nie fizycznym) - mały bodziec - silna reaktywnosc. Wszystko razem?

            > dawałabym poznać swoim zachowaniem i tonem głosu,a nawet i delikatną uwagą, że nie dziwię się jakiemuś niepowodzeniu czy niechęci do jedzenia albo stania z Michałem.

            Poczekaj, zebym dobrze zrozumiala, bo to chyba wazne, chodzi o to, ze swoim zachowaniem, reakcją pokazuję, ze okej: rozumiem, ze czegos nie lubisz, nie chcesz, ze Ci sie nie udaje? W sensie jakim rozumiem? Młoda próbuje przeskoczyc przez sznurek na wysokosci jej kostek. Nie udaje jej sie, nadeptuje na niego. Po jednej (jednej!!) próbie - rzut na podloge i ryk "Nie uuumieeem, buuu".

            I, jak w reklamie, oto moment wyboru, bo sie pogubiłam troche, co Ty chcesz przekazac:

            - nic nie mowic - niech sie wyplacze?
            - okazac zrozumienie, ze faktycznie nie umie "Faktycznie, Haniu, nie potrafisz przeskoczyc sznureczka." I czekac - pozbiera sie, nie pozbiera? Sprobuje jeszcze raz?

            Faktem jest, ze nigdy tego tak nie zostawialam (kurcze, no kto by zostawil? Kto by nie probowal wesprzec, zachecic do dalszej proby, zapewnic, ze jemu tez sie nie udaje wszystko za pierwszym razem? Kto by nie skoczyl razem z córka rzez ten sznurek za reke?

            Wiec jesli dobrze Cie rozumiem - gdy mala płacze, bo sie nie udało, przewrocilo, zgubilo - powinnismy ograniczyc sie do stwierdzenia ciepło: "No fakt, mis sie zgobił, fakt, upadło, faktycznie, nie potrafisz"?? i czekac, co mloda (gdy juz skonczy plakac) z tym zrobi?

            • joannab-o Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 22.10.10, 12:31
              aką? Temperament? Skłonnosci płynace z rozwijającej się osobowości? Taki etap
              > rozwojowy? Doswiadczenia? Wpływ tzw significant others? Wrażliwość (młoda ma tz
              > w słaby układ nerwowy (w sensie psychologicznym, nie fizycznym) - mały bodziec
              > - silna reaktywnosc. Wszystko razem?
              Wrażliwość - nie sama w sobie. Bo kliniczna nieśmiałość buduje się na bazie wrażliwości, ale nie jest samą reaktywnością, ma w treści niskie poczucie wartości, zaburzenie relacji z ludźmi (skierowanie uwagi na to jak się wypadnie w kontakcie), nawykowe blokady psychiczne powodujące niezdolność do zmiany zachowania.

              W sensie jakim rozumiem? Młoda próbuje przeskoczyc przez
              > sznurek na wysokosci jej kostek. Nie udaje jej sie, nadeptuje na niego. Po jed
              > nej (jednej!!) próbie - rzut na podloge i ryk "Nie uuumieeem, buuu".

              To jest sytuacja (i dalsza też), kiedy można praktycznie pomóc, nie wiem, przytrzymać sznurek, pokazać, jak to się robi ("nic dziwnego, że ja umiem, jestem duża i już się nauczyłam") czy zakończyć, przeciąć tę sytuację ("kiedy indziej spróbujesz, masz czas, nauczysz się).
              W ten sposób okazać zrozumienie, bez oceniania, ale i bez lekceważenia.

              Czyli to robisz dobrze wink Źle według mnie robisz, kiedy rozpatrujesz sytuacje pod kątem, jak należy w nich postąpić. Wtedy, kiedy w efekcie córka mówi, że ona rozumie, przyznaje, że masz rację i spróbuje to zrealizować. Bo wtedy wchodzi w podobne sytuacje pod presją, boi się czy jej się uda, boi się oceny przedszkolanki, czy Twojej jak jej się udało wywiązać z zadania.

              Jak najbardziej podobają mi się bajki terapeutyczne, oczywiście, jeśli podane dyskretnie, ale nie ćwiczenia konkretnych zachowań.

              Judyta, Twoje dzieci mają klasyczną nieśmiałość, z blokadami, niemożnością wykrztuszenia słowa itd, czy po prostu nie są przebojowe, nie mają łatwości w kontaktach?
        • judytak Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 22.10.10, 10:27
          zdaje mi się, że nieśmiałość wynika po prostu z refleksyjnej natury, i pojawia sie kiedy dziecko osiąga pewien poziom rozwojowy, kiedy potrafi siebie, swoje zachowanie obserwować jak gdyby oczami otoczenia
          tak przynajmniej zauważyłam u siebie i u trójki z moich 4 dzieci (jedno nie jest nieśmiałe)

          u mnie najlepsze efekty dały:

          uczenie dziecko, jak sytuację rozwiązać, wspólne opracowanie kilku rozwiazań, ale takich dosłownie nadających się do powtarzania, można nawet odgrywać scenki, ty z dzieckiem, albo lalka z misiem, ze szczególnym uwzglednieniem "scenariuszy dla wstydliwych" - takich, gdzie nie trzeba (dużo) mówić
          (Bo paaanii mi kaaazaaałaa stać w parze z Michaaaałeeeem - spróbować zapobiegać sytuacji, umawiać się z góry z Zuzią i stanąć w parze, iść koło Michała ale nie patrzeć na niego i nie odzywać się, udawać, że go nie ma, albo wręcz przeciwnie, spróbować, jak to jest rozmawiać z chłopakiem, o czym można, jak zagadać, itp.itd.)

          wpajanie przekonania, że niepowodzenia nic nie ujmują z wartości dziecka, dziecko razem z nimi jest ok, takie sytuacje sa normalne, tak to w życiu bywa
          (Bo paaanii mi kaaazaaałaa stać w parze z Michaaaałeeeem - bo pani też wie, że jesteś dzielna / grzeczna / porządna / towarzyska, i sobie poradzisz z takim Michałem, bo jeśli dziewczynek jest 11, a chłopaków 9, to musi być jedna para mieszana, wyciagamy klocki, 11 czerwonych, to są dzeiwczynki, 9 niebieskich, to chłopaki, i spróbuj ich ustawić w pary, na pewno każdego dnia ktoś inny stoi z chłopakiem, zaobserwuj sobie jutro)

          opowiadanie podobnych zdarzeń z własnego dzieciństwa
          (Bo paaanii mi kaaazaaałaa stać w parze z Michaaaałeeeem - a wiesz, przypomina mi się, jak chodziłam do drugiej klasy, pani mnie posadziła w ławce z chłopakiem, strasznie mi się to nie podobało, itp. itd.)

          obracanie sprawy w żart, ale z tym ostrożnie, trzeba wyczuć, kiedy można...
          (Bo paaanii mi kaaazaaałaa stać w parze z Michaaaałeeeem - bo ten Michał to straszny jest... wielki jak słoń... może trąbę też ma... jak dziecko załapie, bedziecie dorzucać cechy na zmianę, jak nie załapie, trzeba szybko przestać)

          dziecko w przedszkolu mimo wszystko się stara, nie rozbeczy się za każdym razem, kiedy by mu się chciało, więc jak dojdzie do domu, jest po prostu zmęczone, zmęczone emocjonalnie, i musi sobie popłakać, więc wynajduje absurdalne powody - niektórzy tak już mają, daj jej niech w domu sobie pobeczy...

          pozdrawiam
          Judyta
          • nat.wroclaw Re: "Proszę porozmawiać z corką.." 4-latka na dyw 22.10.10, 10:51
            ) to, to, to - fajne konkrety, dziekuje. Ja potrzebuje wlasnie takiego no.. nakierowania, pozniej juz bede wymyslac, tylko zwykle brakuje mi poczatkowego pomysłu.

            Jedyta - bardzo zacna garsc pomysłów, dzieki!

            Natomiast cały wątek powstał w odpowiedzi wlasnie na prosbe pani z przedszkola "Prosze porozmawiac z Hanią, zeby tak nie płakala o "byle co" (w domysle - obiektywnie błahe sprawy, choc wiemy, ze dla małej one sa niezwykle wazne i b. je przezywa). No i trzeba jakos te sprzecznosc ugryzc - ona przezywa - wiec to uszanujmy, ale w zasadzie - nie ma o co robic afery, bo przeca nic sie nie stało.

            Judyta, a płacz o masło? (nie, ze musi jesc - nie musi, ale ze w ogole ktos jej powiedzial, ze maslo jest smaczne i zdrowe)?
            A płacz o cos, co jej sie aktualnie zapodzialo? (Chocby lezalo 2 metry obok, to nie rozejrzy sie tylko beczy).

            Mowię: "Hania, nie musisz jesc masła, jesli nie lubisz, no problem. Ale ja akurat lubie, mnie smakuje i mysle, ze jest zdrowe" - koniec rozmowy - ryk i tak jest.

            "Hania - kaman, rozejrzyj sie, przeciez misiek nie polecial w kosmos, gdzes tu macha łapka do nas" - to jak znajdzie cieszy sie i koniec placzu, ale chodzi o to, zeby rozgladala sie _ZAMIAST_ stac i płakac - sama z siebie smile

            Co ja robie zle?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka