Ten wątek może w pewnym stopniu nawiąże do wątku o publicznym karmieniu,ale tylko minimalnie.Tak naprawdę tamten wątek skłonił mnie do napisania czegoś o czym myślę już jakiś czas.
Kiedyś matki jak się spotykały to rozmawiały o tarych jabłuszkach i zwykłych problemach dnia codziennego.Były po prostu matkami.Dziś widzę wyraźne podziały i "gryzienie się"między pewnymi grupami. I tak karmiące piersią kontra butelkowe(nie daj Boże powiedzieć cokolwiek nie pomyśli jednej lub drugiej opcji),rodzące sn i przez cięcie(ciągle słyszę,że niesamowite historie w tym teamcie),chustowe i wózkowe,ap i nie ap,pampersy kontra wielo.I o ile jeszcze do niedawna np.chusty czy wielo były czymś więcej niż gadżetem o tyle teraz zauważam,że to bardziej moda niż filozofia.Bo jak nazwać licytowanie się kto ma więcej chust,która z limitu,a która droższa.Jak nazwać paniczny strach o chustę(jakby zapominająć,że siedzi w niej dziecko). To już nie jest kawałek szmaty,która ma sprawić,że dziecko będzie ciągle z nami.To już jest "droga zabawka",a nawet inwestycja-bo za limita można zgarnąć dużo kasy.I trzeba bardzo uważać,aby czasem plamki nie zrobić,albo nie zaciągnąć.Chusta jako modny dodatek-muszę mieć 10 coby do każdego stroju mi pasowało.To samo z wózkami.Przekrzykiwanie się ile kto dał i który ma jakie bajery.O pieluchach wielo to już nie mówię,bo to szał totalny. Oczywiście super,że jest duży wybór,ale niektórzy są uzależnieni.Matki śledzące oferty chust i pieluch w necie-coby czasem jakiś unikat koło nosa nie przeszedł.I ja też wpadłam w "szał" zakupowy.Któregoś dnia stanęłam przed stosem wielo i zapytałam samą siebie "o co w tym chodzi?"Po co mi to?Bo wzorki fajne?To już nie jest ekolgia.Bo skoro kupuję wciąż nowe to ktoś je musi produkować,a ich produkcja ekologiczna raczej nie jest.I tak zaczęłam żegnać się ze stosem wielo.Zostawiając tylko kilka kieszonek,3 otulacze i górę tetry

Z chustami to samo.Po co mi chusta,w której będę się bała iść do lasu(coby o gałązke nie zahaczyć czasem). To tylko szmata,która ma mi pomóc,a nie utrudniać życie.
Jak Zosia była mała to na spotkaniach z koleżankami nasze dzieci były obiektem zainteresowań.Teraz chusta lub wózek jes tematem głównym,a dzieci to dodatek do tych modnych gadżetów.Spotykam koleżankę i zaczyna się "jaką masz fajną chustę,a gdzie kupiłaś,a nowa czy używana,a ile dałaś?" Tak jakby mojego dziecka w ogóle w niej nie było. Oczywiście nie twierdzę,że wszyscy tak mają,bo na pewno jest wiele mam,dla których jest to naprawdę filozofia życia.A Wy jakioe macie odczucia?