Jestem ciekawa czy jest jakaś bajka terapeutyczna o roztargnieniu... Bardzo podobają mi się ksiażki o Kamilce (aut. Nancy Delvaux, A. Petigny) takie o młodszym rodzeństwie i o siusianiu w majtki... Mała odkrywała, że inne dzieci mają podobne problemy - nie tylko ona - a poza tym fajnie je się czyta

Czy istnieje jakaś bajka o roztargnieniu? Od pewnego czasu dziecko (teraz 5letnie) do niedawna pamietające o wszystkim, niemal chodzący przypominacz - zrobiło się strasznie roztargnione. Gdyby nie zwracanie uwagi - z przedszkola wyszłaby w kapciach, tak jak stoi dopiero na dworze zorientowała się, że wypada włożyć buty i coś na grzbiet.
Ponieważ w piątki mogą przynosić zabawki, rano jest celebrowanie, która zabawka z nią idzie i nie ma zmiłuj: jest tyle jęków, że inne dzieci przynoszą (fakt), że ona też, że jej bez jeża (lalki, pieska, misia) tego dnia będzie TAK smutno, że w końcu mąż ulega i dzieciak taszczy pluszaka ze sobą. Natomiast po południu totalnie zapomina, że coś brała: spytana, sprawia wrażenie obudzonej ze snu: "Jaaaa? Brałam coś? A co?" . Ostatnio już nie pytam co brała, tylko wychodzimy z przedszkola - potem w sobotę okazuje się, że brak jakiejś przytulanki i ryk, że "jeżyyyyk w przedszkoooolu zostaaał! Jemu tam smuuuutnoooo!". I rozpacz straszna.
Dziś na wycieczkę wzięla sweter - w autobusie zdjęła, bo "za gorąco", o czym nie powiadomiła mnie przy odbiorze z autobusu. Dopiero w domu przy zdjęciu kurtki - ojej, zdziwienie i płacz.
W dodatku to nigdy nie jest jej wina: pamietać mam ja, babcia, tata, wychowawczynie - pretensja dziś była też od razu "bo pani mi nie przypomniała!".
Wyjaśniłam, że w busie było ponad 30 dzieci i to starszaków - i że pani nie będzie latać i każdego dziecka z osobna pytać - co dziecko ze sobą miało i czy na pewno nie zapomnia... Że oni sami mają już pamiętać. Że miała tylko jedną rzecz o której miała pamiętać - sweter - że leżał przecież obok niej, na fotelu - więc jakim cudem mogła zapomnieć o rzeczy, którą miała przed oczami? "Ja nie wiem, bo nikt mi nie przypomina, to nie moja wina!".
Identycznie jest wtedy, gdy pani im każe coś przynieść/zrobić. Np. rano w przedszkolnej szatni dowiaduję się, że trzeba było na dziś przynieść pudełka, bo coś będą robić. I znowu płacz, że ona zapomniała, że jej z głowy wyleciało

No i co ja mam robić, kazać jej supełek wiązać - czy codziennie odpytywać: "a co na jutro? A jaką rano brałaś zabawkę? A czy pani coś kazała przynieść?"
Czy to może jakaś najnormalniejsza faza w rozwoju i jakoś z tego wyrośnie, zacznie się sama pilnować i pamiętać?... Ile to będzie trwało? Moja koleżanka twierdzi, że jak pamieta - to jej młodszy brat przez całą podstawówkę i liceum był taki roztargniony a zaczął zapamiętywać co ma do roboty, jak wyjechał na studia do innego maista. Wesoła perspekktywa