Dodaj do ulubionych

żłobek a AP

19.01.11, 23:51
moje obawy dotyczące posłania dziecka do żłobka i wymagań stawianych tam, dotyczących samodzielnego zasypiania opisałam wcześniej na forum KP i DKP. Ostatecznie ze żłobka zrezygnowaliśmy na rzecz Babci, która jednak będzie musiała/chciała zrezygnować ze swojego dotychczasowego życia 200 km od nas i ma zająć się naszym 16 miesięcznym Synkiem. Do rzeczy: po rezygnacji ze żłobka mam trochę wyrzutów sumienia, przeplatanych chwilami pewności że dobrze zrobiliśmy. Nasz syn jest nadal karmiony piersią, jest noszony po domu, gdy muszę się gdzieś szybko udać, albo coś zrobić w kuchni, dopiero co nauczył się chodzić, mało zostawał z innymi osobami niż ja, tylko z Tatą i Babcią, ale raczej bez problemu, apogeum lęku separacyjnego przeżyliśmy jak miał około roczku, teraz już powoli się wycisza. Do żłobka chcieliśmy aby chodził, aby nikogo nie obarczać z rodziny (generalnie raczej nasza najbliższa rodzina, nawet mieszkająca 20 km od nas - moi rodzice - nie pomagają , bo mają swoje problemy ze zdrowiem, zawsze najbardziej pomagała mi właśnie teściowa, która ma zostać z Młodym, a którą lubię i szanuję, między innymi dlatego, że nigdy nie udzielała mi "złotych" rad). Trudno znaleźć dobrą opiekunkę, więc żłobek. Pierwszego dnia obwieściła mi pani wychowawczyni, że dzieci nikt nie usypia na rękach (rozumiem), ani w wózkach, dzieci usypiają same, głaskane po główkach, opiekunki są na sali. Mamy z Młodym ćwiczyć samodzielne zasypianie na kanapie obok osoby dorosłej, ja usypiam piersią, mój mąż ma inne sposoby, przy Babci Mały też zasypia wg jej sposobu. Kwestia spania u nas zawsze była ważna, bo jako niemowlę spał mało, raczej głównie przy piersi, jak zmęczony a nie może zasnąć jest tragedia, więc wypracowaliśmy własny sposób który się sprawdza. Kwestia samodzielnego spania była wg nas kluczowa w żłobku przy adaptacji, więc byłam zła, że jakby tej sprawy nie dogadaliśmy wcześniej, choć zapewniono mnie, że Panie na pewno sobie poradzą. Trzeciego dnia, przy odbieraniu syna, zobaczyłam obrazek, który spowodował, że po dyskusji z mężem, ustaliliśmy że rezygnujemy, ja bardzo nalegałam, mąż bardzo szanuje moje zdanie (ja jego też, no ale nie widział sytuacji, więc trudno mu było wyrobić swoje zdanie). Otóż 20 minut przed obiadem część dzieci wsadzona w krzesełka do karmienia, nowa dziewczynka (około roczku) płacze rzewnie, skasłując się co chwilę, jak w ataku złości. nikt nie podchodzi, nie uspakaja, przez te kilka minut co odbierałam i rozmawiałam z wychowawczynią. W Mądrych rodzicach napisano, że nie dawanie wsparcia dziecku w takiej chwili w notoryczny sposób, może prowadzić do problemów i negatywnie wpływa na rozwijający się jeszcze mózg. Do sedna sprawy, gdy przyszłam po wyprawkę i zanieść wypowiedzenie umowy, pani wychowawczyni (dyrekcja jest 2 dni w tygodniu) była zawiedziona moją rezygnacją, wyjaśniłam jej dlaczego zrezygnowaliśmy - obrazek ze środy - na co kobieta bez zażenowania odpowiedziała że one mają pewne zasady, muszą przygotować salę do obiadu, przewinąć dzieci, a ta dziewczynka chce być cały czas na rączkach, im też nie raz jest przykro, ale takie mają zasady. Pochwaliła moje dziecko, ze miała nadzieję że mój Syn u nich się uchowa bo miał na to duże zadatki. Że będę miała zawsze problem z rozstaniem, że jak pójdzie do przedszkola to też będę przeżywać, generalnie jestem z nim zbyt zżyta i to nie pozwala mi trzeźwo myśleć (może nie dosłownie). Moje pytanie jest następujące, czy we wszystkich żłobkach dziecko musi odryczeć okres adaptacyjny, bo w pewnych sytuacjach nikt nie jest w stanie go pocieszyć? Czy ja jestem trzeźwo myślącą matką, a może chronię zbyt naszego syna? Dodam tylko że grupa żłobkowa przy przedszkolu prywatnym.
Obserwuj wątek
    • asbu Re: żłobek a AP 20.01.11, 01:20
      Oj, dużo kwestii poruszyłaś... Od razu powiem, że jestem mamą żłobkowicza od 12 m.ż. I nadal czasami zastanawiam się czy dobrze zrobiliśmy, mimo że Młody (wiek - 17 mies.) od początku z uśmiechem na ustach wchodzi i wychodzi z sali...
      Jeżeli chodzi o zasypianie, nocnikowanie etc., to działa w żłobkach efekt "podpatrywania" innych dzieci. Mój Syn, w domu nie zaśnie przy mnie bez piersi, a tam podobno kładzie się i zasypia. Tyle, że w naszym żłobku dzieci "trudniejsze" usypiane są w wózkach.
      Kwestia krzesełka, dziewczynki i "zasad" Pań - przykre, jednak mogłabym się pokusić o obronę Pań. Jeżeli rzeczywiście dziecko jest typowym przytulakiem jedna z Pań musiałaby cały czas zajmować się tylko nim, a jest to po prostu nierealne. Może trafiłaś na moment, w którym rzeczywiście nie miały jak poświęcić całej uwagi dziewczynce, może poza tym ją noszą, zabawiają itp. Nie ukrywajmy - żaden nawet najwspanialszy żłobek nie dorówna opiece 1 osoby nad 1-2 dzieci, bo na każdą z pan przypada kilkoro (u nas 5) dzieci - wyobraź sobie jak zajmowałabyś się pięcioraczkami. wink
      Co do odpłakania okresu adaptacyjnego - pójście do żłobka jest dla dziecka wielkim wydarzeniem i normalne jest, że maluch będzie przejęty, zdenerwowany, co objawia się najczęściej większą płaczliwością. Ale tak samo może być jak zostanie na całe dnie z Babcią. Moim zdaniem problem zaczyna się gdy po kilku dniach/tygodniach dziecko nadal reaguje płaczem przy zostawaniu w żłobku. U nas jest dziecko, które od września płacze rozpaczliwie jak tylko usłyszy trzaśnięcie drzwi, panie uspokajają, tulą, ale ono płacze niemal non stop. sad
      PS. Trzeźwo myślę jak piszę na spokojnie, ale jak dostałam zdjęcie zapłakanego Synka z Gwiazdorem to myślałam, że żłobek rozniosę - po jakiego zmuszać małe dziecko do zdjęcia! Wtedy myślę, że trzeba było pasa zacisnąć i w domu siedzieć. sad
      • anku1982 Re: żłobek a AP 20.01.11, 09:00
        dziękuję za odp. smile co do sytuacji to jak weszłam mój syn siedział na kolanach u jednej z pań przy stoliku z drugim dzieckiem, a druga pani obsługiwała nocniki i pieluszki, z tego co pamiętam to jak przejęłam syna to pierwsza kobietka nie zajęła się tą dziewczynką, tylko poruszała się po sali specjalnie nic nie robiąc, a dziecko płakało do zdarcia gardła, uderzyła mnie obojętnośćsad i wyobraziłam sobie mojego syna za tydzień przed obiadem jak spłakuje się uwięziony w krzesełku (czy w innej sytuacji gdy panie nie mogą się nim zająć a on jest namolny), nigdy takich rzeczy nie robiłam ze swoim dzieckiem, być może problem tkwił w zbyt małej liczbie opiekunów, jedna z pań była na zwolnieniu, a dzieci ponad 10. Sytuacji ze zdjęciem nie zazdroszczęsad Myślę że taki Maluch to zdąży jeszcze z nim się na spokojnie zaznajomić.
        • anku1982 Re: żłobek a AP 20.01.11, 09:02
          z Gwiazdorem oczywiście, a nie ze zdjęciemwink
        • asbu Re: żłobek a AP 20.01.11, 11:35
          Jeżeli czułaś obojętność dla jakiś "zasad", to rozumiem Twoją decyzję. Z tym zdjęciem u nas, to zakładam jednorazowy wybryk (no bo wszystkie dzieci dostały prezent od Gwiazdora, mają zdjęcia, więc żeby mój nie był inny) - tyle że moje dziecko, bardzo uśmiechnięte do obcych, pod warunkiem zachowania odpowiedniej odległości.
          Poza tym naprawdę widzę, że lubi żłobek, zdarza się, że rano nawet buziaka nie zdąży mi dać i biegnie do sali, więc trochę uspokajam moje sumienie. uncertain
          Życzę dalszych dobrych decyzji. smile

          PS. Co do tytułu wątku - IMO żłobek zdecydowanie nie jest AP, ale rzeczywistość jest jaka jest.


          ---
          Moje szczęście...
          • anku1982 Re: żłobek a AP 20.01.11, 17:49
            myślę, że na Twoim miejscu widząc zachowanie syna też byłabym w miarę uspokojonasmile bo i tak najważniejsze jest to co się dzieje w domu i dawanie dziecku wsparcia. I rozumiem rodziców którzy nie mają innego wyjścia, bo czasem go po prostu nie ma. Pozdrawiamsmile I życzę dużo zdrówkasmile
    • lilith76 Re: żłobek a AP 21.01.11, 22:42
      Tylko podczytuję forum, ale tu napiszę.
      Moja córka jest żłobkowa od 12 ms ż i to konieczność - mieszkamy we dwie, utrzymuję ją sama.
      Miałam podobne obawy co ty.
      I tak mała w domu zasypia kołysana na rękach, w żłobku (wg pań) grzecznie sama. Tyle, że krótko śpi i odsypia potem w domu. Skończyło się spacerowanie w domu po pokoju z jedzeniem i rozrzucanie go, teraz grzecznie siedzi w krzesełku i pracuje łyżeczką.
      Smutne były pierwsze dni - do 1,5 tygodnia. Potem odchodziła z paniami spokojna. Ale dzieci bywają różne.
      Będąc z nią w czasie adaptacji, widziałam płaczące maluchy. Sama próbowałam je rozweselić. Po pewnym czasie zauważyłam jednak, że gdyby panie tuliły i zajmowały się tylko tymi płaczącymi, to te w miarę się adaptujące byłyby pokrzywdzone, bo pozostawione same sobie. Smutna rzeczywistość - proporcja pań do dzieci. Nie da się tulić non stop każdego.
      Żłobek ma też dyżur psychologa, można o tym porozmawiać.

      Z minusów - moja mała stała się bardzo przylepna, w domu ciągle chce być na rękach, albo jest pobudzona (biega, piszczy, śmieje się), śpi wtulona, czasem ciężko ją odłożyć do łóżeczka, kończy się więc nocą ze mną. Po żłobku "odrabia" mocno wszystkie stracone godziny.

      Gdybym miała finansowy wybór, zostawiłabym dziecko w domu z opiekunką. Nie mam.
      • anku1982 Re: żłobek a AP 21.01.11, 23:55
        ja to wszystko rozumiem, u nas nie było dni adaptacyjnych, któregoś dnia przyszłam i miałam go po prostu zostawić na 1 h, wśród obcych ludzi i płaczących dzieci, pytałam o dni adaptacyjne, ale panie stwierdziły, że nie byłoby to w porządku wobec innych dzieci że moje dziecko ma mamę w żłobku, a one nie. Poza tym w ciągu tych dni które byliśmy zauważyłam że syn odreagowuje stres "uciekając" w sen, bo nie ważne ile by nie minęło od wstania albo drzemki (nawet 2 godziny) to jak go odbierałam to zaraz za bramą przedszkola szedł spać w wózku, tak jakby stres związany z pobytem tam odbierał mu siły. No i Panie mówiły że było dość dobrze, a ja widziałam że jest po pobycie tam czerwony od płaczu i ma spuchnięte oczy, gdzie w domu może płakać i 20 minut jak ma atak złości a tak nie wygląda. Dla mnie też to był mega stres i to nie to że nie wiedziałam co z sobą począć, ale miałam poczucie że to nie jest dobra droga dla nas, ale naprawdę jestem w stanie zrozumieć jeśli ktoś nie ma wyboru. U nas Panie przewidywały adaptację na 3-4 tygodnie, wykończyłabym się nerwowo do tego czasu.
    • mama_kaspra Re: żłobek a AP 30.01.11, 17:48
      A ja uwazam, ze zlobek moze byc kompatybilny z AP. O naszym zlobku-przedszkolu (bo dzieci od 10 miesiecy do 6 lat) pisalam tu:
      forum.gazeta.pl/forum/w,97998,116106649,117280549,Przedszkole_w_wersji_AP_.html
      Minelo kilka miesiecy, a my ciagle zachwyceni. Nie bylam pewna, jak bedzie po wakacjach - wrocilismy wlasnie z ponad trzytygodniowej wyprawy. Kasp wrocil do przedszkola jak do siebie, po myciu rak (taki rytual, rodzice myja dziecku rece przyprowadzajac je) robi pa-pa i idzie sie bawic. Jest oczywiscie zachwycony, kiedy po niego przychodzimy (po okolo 9 godzinach) - po wysciskaniu wola mleka-mleka-mleka. Dostaje jeszcze w przedszkolu, wywolujac usmiechy wychowawcow.
      W domu spi z nami, nigdy nie zasypia sam - w przedszkolu najpierw spal w wozku, teraz zasypia utulony przy kolysance. Sprobowalibysmy tak w domu smile.
      Ale jak juz dziewczyny pisaly - nie wszystkie dzieci tak maja. Kasp jest "wzorowym przedszkolakiem"- ostatnio w grupie jest dwu nowych chlopcow; wychowawczyni mowila mi wlasnie ze jeden jest tak super, jak Kasp, a drugi non stop placze - nosza, tula i nic...
      No i zeby nie bylo az tak rozowo - non stop znosi przeziebienia, i chyba 1/4 czasu lub wiecej siedzimy w domu chorzy... Ale to juz z ideologia ma niewiele wspolnego.
      • anku1982 Re: żłobek a AP 30.01.11, 21:35
        no to oprócz chorób tylko pogratulowaćsmile To miło czytać że choć niektórym rodzicom i ich dzieciom się udaje. Mam nadzieję że jak Młody pójdzie do przedszkola to i on będzie bardziej przygotowany i my również. Ostatnio koleżanka z pracy (zresztą mama 19 i 17 latka) stwierdziła że oddanie dziecka do żłobka to dla niej nadal kosmos - no ale wtedy to inne czasy były.
        • lilith76 Re: żłobek a AP 30.01.11, 22:18
          A wcześniej jeszcze bardziej inne.
          Czy dziś ktoś jest sobie w stanie wyobrazić żłobek... tygodniowy? A takie były. Koleżanka mojej mamy musiała zostawić w takim swoją córkę (była nastoletnią, samotną matką) - lata 70te. Pamiętam ją i jej córkę - dwie bardzo bliskie sobie, związane ze sobą kobiety, więc gdzieś to musiały nadrobić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka