herta_m
02.03.11, 16:11
Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pytanie: co to właściwie jest sukces wychowawczy. Dla jednych jest to wykształcenie dzieci, dla innych pokierowanie ich wyborami, żeby były ludźmi sukcesu, miały dobrze płatną pracę i odniosły sukces finansowy albo pracę prestiżową. Są ludzie, którzy chcą wychować dzieci na ludzi dobrych, wyrozumiałych, szanowanych, umiejących okazywać uczucia, wspaniałomyślnych i lubianych. A może wychowanie dzieci tak, by umiały tworzyć dobre, mądre związki jest najważniejsze?
Dla mnie na pewno nie jest ideałem wzorzec z ostatnich Wysokich obcasów:
'Tygrysica' [Amy Chua] bez pardonu przyznaje, że twarde wychowanie podparte chińską tradycją, wysokie wymagania stawiane przez rodziców, ograniczenie dziecięcej wolności, a przede wszystkim brak możliwości wyboru i żelazna konsekwencja to jedyna droga do sukcesu”.
Mam dzieci mądre, zdolne, dobrze się uczące (20 i 15 lat), niesprawiające żadnych problemów wychowawczych, jestem z nich dumna, kocham je, ale też bardzo lubię (to nie zawsze idzie w parze, wbrew pozorom). Czasami jednak zapala mi się taka lampka ostrzegawcza, czy nie przesadzam z chwaleniem, czy ich nie idealizuję, czy nie wychowuję jednak egoistów? A przede wszystkim, czy poradzą sobie w życiu? Może ta ogólnie rozumiana umiejętność radzenia sobie w życiu jest tym sukcesem. Ale tu znowu pytania: a co to jest umiejętność radzenia sobie w życiu?
A jak Wy myślicie?
Link do przerażającego w moim odczuciu artykułu Lalusie i pracusie z ostatnich WO: www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53663,9159168,Lalusie_i_pracusie.html
O nim też chętnie bym podyskutowała.