Dodaj do ulubionych

"zapłaci sam za korepetycje"

11.10.11, 22:02
stwierdziła moja koleżanka po powrocie z zebrania, jak się dowiedziała jakie oceny ma jej licealista z przedmiotu z którego ma korepetycje.

może to i słuszne?nie wiem, jak myślicie?
Obserwuj wątek
    • kochamkoty.4 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:05
      Lepiej nich wywali korepetytorke/korepetytora.
      • adwarp Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:09
        wiesz, jak uczeń leń to korepetytor może na głowie stanąć i nie pomożesad
        • rosapulchra-0 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:27
          adwarp napisała:

          > wiesz, jak uczeń leń to korepetytor może na głowie stanąć i nie pomożesad

          Miałam taką zasadę i bardzo się jej pilnowałam i zawsze uprzedzałam rodziców moich uczniów - trzy razy z rzędu nieodrobiona praca domowa - żegnamy się. Bo szkoda mojego czasu i pieniędzy rodziców na takie lekcje.
          Tylko raz musiałam z niej skorzystać. Przerwałam lekcje, zadzwoniłam do rodziców i ich o tym uprzedziłam. Tydzień później ten uczeń przyjechał z matką i z kwiatami na przeprosiny. Kwiatów nie przyjęłam, warunkowo się zgodziłam, bo mama bardzo prosiła. Zdał egzamin z jedną z lepszych lokat. Ale harówę miał ostrą.
          • adwarp Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:36
            wiem tyle ile mówi mi koleżanka..., i ja myślę,ze problemem nie są nieodrobione lekcje, problemem jest odrabianie tych lekcji z korepetytoremsad
            to są moje wnioski z jej opowieści.
            • rosapulchra-0 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:40
              Każdy uczeń jest inny i to do niego należy dostosować lekcje - nie inaczej - wiem, to brzmi jak slogan, ale to najprawdziwsza prawda. A indywidualne lekcje, wbrew pozorom, wcale nie są łatwym zarobkiem, ani szybką i przyjemną nauką.
    • rosapulchra-0 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:05
      A jak ona to chce wyegzekwować?
      • adwarp Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:10
        tego nie wiem, zapytamsmile
        • wuika Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 08:41
          To bardzo proste: pensja korepetytora odejmowana jest z kieszonkowego suspicious
          • verdana Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 13:38
            Moje dziecko ma korepetycje. Żeby odjąć mu od kieszonkowego, musiałabym przejść na liczby ujemnesmile Zastanawiam się, ile kasy musiałby dostawać licealista, aby po odjęciu za korepetycje cokolwiek mu zostało.
            • wuika Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 14:18
              To wszystko zależy. Od kieszonkowego, tego, ile idzie na jego korepetycje i jak szybko nauczyłby się je szanować. Mój brat gimnazjalista ma korepetycje z angielskiego i one mu wybitnie pomagają, tutaj nikt nie ma ani pretensji, ani pomysłu, że są niepotrzebne, bo się nie uczy - po prostu rodzinnie jesteśmy jakoś dziwnie 'tępi' z języków i bez naprawdę systematycznej i porządnie ukierunkowanej nauki cała znajomość jest po prostu żałośnie niska. Zajęcia i treningi ma tak dziko poukładane, że nauka w szkole językowej się nie sprawdzi, chyba, że miałby zajęcia weekendowe, ale rodzice i młody dosyć często na weekendy wyjeżdżają, więc też jakoś nie bardzo jest to jak prowadzić.
              Ale np. jeśli zawsze był dobry / bardzo dobry z przedmiotów ścisłych, czasem potrzebował nakierowania w konkretnych tematach, które nauczyciel tłumaczył w sposób równie zrozumiały, co gdyby był Chińczykiem, po czym WTEM! uznał, że kartkówki to on sobie popoprawia kiedyś tam, nie pamięta, co było zadane, czego miał się nauczyć, nie pamięta, czego miał się nauczyć, a w ogóle to on umie, ale miał pecha, po czym - jak przychodzi do sprawdzania umiejętności z jakiegoś tam działu, wychodzą zerowe, a młody nadal nic sobie z tego nie robi, doprowadzając mnie do ciężkiej cholery i lekkiej nerwicy (choćby przez marnowanie czasu na sprawdzenie czegoś, co nie istniało suspicious), to mu powiedziałam, że przestaję go dokształcać i uczyć. Niech sobie znajdzie korepetytora, za którego zapłaci, bo doskonale wszyscy wiemy, że zdolny jest, materiału jeszcze nie ma na tyle, żeby z systematyczną nauką i nawet najbardziej kijowym nauczycielem tego nie opanować, za to nie można sobie pozwolić na np. półroczne zaległości. Przetrawił kwestię, pomnożył kwoty, jakie idą na angielski, a które musiałyby iść i na fizykę i na matmę, po czym rozsądnie (w końcu!) stwierdził, że mu się nie opłaca i on już będzie grzeczny i systematycznie będzie nadrabiał i w ogóle, co złego, to nie on suspicious Kwestia płacenia za korepetycje miała tutaj raczej pewne aspekty wychowawcze, a nie zrzucanie jedynie na niego kosztów dodatkowej edukacji, bo jeśli jest potrzebna, to jest potrzebna. A jeśli miałaby wynikać z widzimisię gimnazjalisty, bo ma muchy w nosie, no to trudno, za takie fanaberie niech płaci z własnych pieniędzy.
              • verdana Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 21:52
                Tyle, ze to nei jest zadne "płacenie z własnych piieniędzy", bo dzieciak nie ma wyboru. Płacenie byloby wtedy, gdyby bylo gostać na korepetycje i miałby wybor - bierze je czy nie. Podejrzewam jednak,z ę rodzice nie pozwola zrezygnować z korepetycji, aplacenie bedzie faktycznie odebraniem mlodemu czlowiekowi tygodniowki+oszczędności. Czyli w rzeczywistosci zabranie pieniedzy za zle oceny.
                • wuika Re: "zapłaci sam za korepetycje" 13.10.11, 08:45
                  Miał wybór - albo się będzie zachowywał poprawnie i uczył u mnie, albo znajduje sobie kogoś, komu płaci za uczenie go, albo z ocen typu 5/6 na koniec roku schodzi na marne 2 na półrocze. Sam sobie wybrał smile
    • kali_pso Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:09

      A on na pewno chodzi na korepetycje?winkp
      • adwarp Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:11
        z tego co wiem, to korepetycje przychodzą do niegosmile
    • angazetka Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:11
      To rozwiązanie miałoby sens tylko wtedy, gdy młody człowiek ma dobrze prowadzone korepetycje, a i tak olewa naukę i się nie przykłada. Inaczej jest karaniem go za brak zdolności w danej dziedzinie lub słabego korepetytora.
      • adwarp Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:39
        skoro ma korepetycje, to zakładam,ze zdolności są mizerne, a jak jeszcze do tego olewa naukę, to kicha podwójnasad
        Korepetytor podobno bardzo dobry
        • rosapulchra-0 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:40
          adwarp napisała:

          > Korepetytor podobno bardzo dobry

          Podobno! To bardzo dobre słowo.
          • verdana Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:45
            Korepetycje (może prócz jezykowych) daje się słabym uczniom. Nie ma co oczekiwać cudu - zazwyczaj słaby z danego przedmiotu uczeń pozostanie słaby, niezaleznie od korepetycji. Jesli jest w stanie się nauczyć dobrze danego przedmiotu, to korepetycje mu zwyczajnie niepotrzebne.
            • hellulah Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 23:11
              Niekoniecznie. Daje się także uczniom dobrym, ogólnie nawet bardzo, którzy nie "chwytają" przedmiotu tak, jak jest wykładany przez konkretnego nauczyciela, oraz/albo też potrzebują więcej pracy/namysłu, wolniejszego tempa, aby się wciągnąć, ułożyć wiadomości w głowie, nabrać szlifów itd.. Korepetycje jako superturbodoładowanie przed konkursami/olimpiadami to też nic dziwnego, jak wiem, są powszechne.
              • a.nancy Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 09:24
                zgadzam sie, niekoniecznie.
                mialam problemy z matematyka w szkole. po miesiacu korepetycji stwierdzilam, ze uwielbiam matme, po trzech okazalo sie, ze zadne zadanie mi niestraszne smile korepetytor sam zrezygnowal, twierdzac, ze nie ma juz nic do roboty.
    • ola Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:44
      Pojade Wam klasyką.
      Niejaki John Adams pisał w pamiętnikach, że jako młody człowiek nie przykładał się do nauki. Olewał. Ojciec zapowiedział mu, że jeśli tak, nie pójdzie na prawo, ale będzie pracował w rodzinnym gospodarstwie. Na poczatek dał synowi do wykopania rów długości kilku kilometrów (pod płoty). Po trzech dniach John Adams wrócił do książek. Sprawdzcie sobie w googlach, kim był John Adams.
      Wniosek - jak się chłopakowi nie chce uczyć, niech idzie pracować do MacDonalds. Kilka dni popracuje (chocby na korepetytora)- moze mu się naprostuje światopogląd.
      • anorektycznazdzira Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 23:19
        No cóż, nie mając pojęcia o rodzinie Adamsów po pewnej wywiadówce kazałam swojej latorośli, wówczas w klasie V SP, wyszorować kibel od podłogi do sufitu. Coby się dziecina wdrażała do przyszłego zawodu. Dziecię myło awanturując się i rozpaczając, po czym wylazło i powiedziało "to ja się jednak będę uczyć...".

        • jakw Re: "zapłaci sam za korepetycje" 18.10.11, 21:43
          No to kto teraz myje kibel za karę? wink
      • wrednadziewucha Re: "zapłaci sam za korepetycje" 13.10.11, 08:33
        Wspaniała sprawa. Wszystkim polecam miniserial historyczny o tym panu.
    • erba Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 22:50
      Ale te korepetycje są niezbędne? Bez nich nie wyrobi nawet na 2?
    • sarling Re: "zapłaci sam za korepetycje" 11.10.11, 23:26
      W czasach studenckich namiętnie uczyłam angielskiego i hiszpańskiego i jedną z bardziej uniwersalnych obserwacji jakie mam to taka, że rodzice oraz sam beneficjnet są święcie przekonani, że korepetycje na bank = dobre oceny. Czyli - wystarczy sama obecność korepetytora w życiu ucznia by oczekiwać efektów.
      A to przecież bulszit, jak widać suspicious
    • volta2 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 00:05
      to ja od strony nauczyciela którego uczennica miała korepetycje - i się tym raczej chwaliła

      na przedmiocie słuchawki w uszach (raczej włączone), guma do żucia mielona, plecki o ścianę, zblazowana minka i myślenie o niebieskich migdałach. zero zaangażowania czy wysiłku, czy nawet chęci.

      po co się wysilać, skoro matka zamówi korepetycje? w domu pani prywatnie wytłumaczy, pracę pomoże napisać i szafa gra.
      owszem, oceny były lepsze, ale moim zdaniem wynik mógł być ten sam, przy większym udziale w lekcji. ale byłam taka okropnie głupia i beznadziejna, że dziewczyna nawet słuchać mnie nie mogła...
      dodam, że była jedyną korepetytującą się tak bardzo oficjalnie. może jakieś inne dzieci miały coś dodatkowo, ale raczej nie było takiej potrzeby.

      także zanim się zamówi indywidualną pomoc warto się rozeznać, czy jest ona dziecku rzeczywiście potrzebna. a współfinansowanie korków z własnego kieszonkowego pewnie szybko by zmobilizowało do wysiłku.

      tam, gdzie nie ma zdolności = to i korepetytor nie pomoże, i karanie finansowaniem również, ale lenia może zmobilizowaćsmile


      • verdana Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 08:49
        I tak i nie.
        Na korepetycje mlody człowiek musi prawdopodobnie wydać absolutnie wszystkie swoje pieniądze. Zatem, jedyną rozsadną drogą jest rezygnacja z korepetycji. Być może słusznie, jesli nie przynoszą efektu. A być moze jednak to skończy się powtarzaniem klasy albo wyleceniem ze szkoły.
        Można jak najbardziej powiedzieć dziecięciu, ze jak z korepetycji nie korzysta - to koniec, więcej ich nie będzie miał. Ale nastolatek, bez grosza przy duszy, to jest jednak kara, do której bym się nie posunęła. Nawet zły uczeń nie jest tylko uczniem, jest także człowiekiem, który czasm ma prawo iść do kina, czy kupić sobie sok.
        • aqua48 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 09:08
          Cóż my starszemu fundowaliśmy trzy lata matematyki, bo przy trzech godzinach w szkole nauczycielka powiedziała uczciwie, że nie jest w stanie przygotować tych uczniów, którzy planują zdawać maturę rozszerzoną z tego przedmiotu. Mój syn planował, więc latał za korepetytorką po całym mieście i dopasowywał się do jej czasu. Maturę zdał w cuglach.
          Młodszy sam sobie załatwił korki z angielskiego, bo uznał, że mu się w ostatniej klasie przydadzą,ja tylko powiedziałam jaką sumę możemy mu przeznaczyć. Latał nawet jak do szkoły nie szedł z powodu choroby. Matura również zdana bezstresowo.
          A z mojego doświadczenia jako korepetytora wynika, że jeśli najzdolniejszemu dziecku nie będzie zależało, to korepetytor choćby najlepszy zdziała dużo mniej niż przy przeciętnym dziecku, ale zmotywowanym odpowiednio. Najgorzej jak mamusia chce, a dziecko wcale.
          • verdana Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 09:12
            My i córce i synowi placiliśmy i płacimy za matematyke. Oboje pracują na zajęciach, korepetytorzy chwalą pracowitość (a w wypadku syna nawet zdolności) a w szkole stopni powyżej dopuszczajacego brak. W tym wypadku z powodu tempa pracy u syna i abolutnej nieumiejętności liczenia przez córkę.
    • bri Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 09:38
      Chyba tylko ona może to oceniać.

      Ja w liceum płaciłam sobie sama za dodatkowe lekcje niemieckiego pieniędzmi, które zarabiałam dając korki z angielskiego.
    • triss_merigold6 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 11:47
      Pytanie czy dzieciątko przynajmniej próbuje skorzystać z tych korepetycji czy czeka aż oświecenie spłynie samo magicznym sposobem.
      Dawałam korepetycje i uczniów miałam różnych - od b. zdolnych, którzy świetnie zdawali egzaminy i potrzebowali tylko usystematyzowania wiedzy i ćwiczeń, do kompletnych tłuków. Szczytem wszystkiego była panienka, która nie wiedziała kto jest prezydentem Polski. Dziewczę wybierało się na politologię dzienną na UW, wtedy - gdy były egzaminy - było 9-10 osób na miejsce.
      • ratyzbona Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 21:49
        Odnoszę wrażenie że przede wszystkim powszechne jest myślenie że jak się ma korepetycje to jest się leniem. A przecież w szkole jest 14 przedmiotów - nawet osoby zdolne nie są zdolne ze wszystkiego a np. na poziomie liceum trzeba ze wszystkiego zdać. Jeśli uczeń ma sam płacić za swoje korepetycje to oprócz problemów w szkole dochodzi ogólny brak kasy - z reszta jestem ciekawa skąd u was takie przekonanie że brak umiejętności w jakiejś dziedzinie zawsze daje się przełamać - ja na przykład nigdy nie zrozumiałam fizyki i nawet gdybym wszystkie pieniądze na nią wykładała to nadal byłaby ona równie czarną magią. Z resztą korepetycje miałam - chodziłam, odrabiałam lekcje, ba nawet wszystko rozumiałam, ale co z tego skoro nadal miałam same dwóje z tego przedmiotu. Poza tym ja bym przede wszystkim nad samym korepetytorem - bo częściej niż się wydaje to w nim leży problem - niekiedy nawet polecany korepetytor nie pasuje do danego ucznia. A poza tymi skargami na poziom uczniów - jasne jest że korepetycje mają nie zainteresowani ci którzy są zainteresowani korepetycji nie potrzebują. Powiem szczerze że jakoś nie podoba mi się wizja zawsze wiązania wyników w nauce z kasą i uznawanie że każdy kto ma złe stopnie jest leniem - chyba naprawdę trzeba nie pamiętać jak funkcjonuje szkoła by rysować taką prostą linię.
        • triss_merigold6 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 22:14
          Ja też nie rozumiałam fizyki co nie przeszkodziło mi tego 3- wyciągać przy naprawdę minimum wysiłku. Większy wysiłek uważałam za zbędny, byle zdać.
        • adwarp Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 22:52
          ale tu nie chodzi o to,żeby dzięki korepetycjom mieć czwórki czy piątki, chodzi o to,ze chłopak ma korepetycje, a ze sprawdzianu jedynki, a przecież nawet jeśli jest się dość słabym, to przy pomocy i odrobinie własnego wysiłku można nawet z tego nielubianego przedmiotu mieć zaliczenie.
          Moja koleżanka jest rozsądną osobą /tak uważam, chociaż z tą kasą, to nie wiem?/ i ma duży margines tolerancji, ale widzę,ze wkurzyła się porządnie postawą syna.

          Ktoś pytała jak ma zamiar wyegzekwować płacenie, zapytałam i ja...
          Powiedziała "płacisz chłopie", chłopak honorowy wyjął w milczeniu kasę, inna sprawa,ze od wczoraj się do niej nie odzywasad

          Tak się zastanawiam, bo moje dziecko w podobnym wieku,że właściwie na malucha jest więcej sposobów,żeby go zdyscyplinować /i nie chodzi o dyscyplinę wojskową, tylko poczucie obowiązku/..., a starszyzna, niby powinna rozumieć, co ważne a co nie, a jeśli nie? znacie jakieś metody "sprowadzania na ziemię"?


          • jjod Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 22:58
            Ja pie..... . Nie mam innego wyrażenie na opisana przez autorke sytuację. Sorry, dlaczego chłopak ma płacić za korepetytora?
            • bri Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:03
              Miał problemy w nauce. Matka postanowiła mu pomóc i zapłaciła za korepetytora. Chłopak miał okazję o wszystko go dopytać itp. Pewnie mógł go zmienić w trakcie, jeśli by mu nie pasował, w końcu umie umówić. Zamiast tego najprawdopodobniej po prostu nie skorzystał w żaden sensowny sposób z korepetycji i olewał przedmiot dalej, a więc zmarnował pieniądze przeznaczone na korepetycje. Niech więc poczuje jak to fajnie jest wywalić parę złotych w błoto.
              • jjod Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:07
                Niektórym korepetycje nie pomogą! Jak sobie nie dają rady z konkretnym przdmiotem to nawet najlepszy korepetytor nie wbije wiedzy. Kurcze, nastolatek to też człowiek i chyba ma prawo nie wiedzieć wszystkiego. Nie ma sensu, aby chłopak płacił za korepetycje, które jak widac, nie przynosza spodziewanych efektów.
                • bri Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:11
                  Żadne korepetycje nie pomogą, jeśli uczeń nie wykaże minimum zaangażowania. Matka to też człowiek i może się wkurzyć, że ktoś marnuje jej pieniądze. Nie wiem czy tak na pewno było, ale jak najbardziej tak być mogło.
                  • jjod Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:13
                    A jak uczeń wykazuje zaangażowanie, naprawdę się stara, podkreślam STARA SIĘ, a i tak efektu w szkole nie widać? To co wtedy szanowna mamusia zrobi?
                    • bri Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:18
                      Wtedy szanowna mamusia zrobi coś innego.
                      • jjod Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:22
                        A co? Łaskawie za swoje pieniądze dalej będzie męczyła dzieciaka korepetycjami, które efektów nie przynoszą, czy zrezygnuje z korepetytorskich ,,usług''?
                        • bri Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:59
                          Można zmienić szkołę, klasę, pewnie postarać się o jakieś badania i zaświadczenia, specjalny tok nauki, poradzić się psychologa czy innego specjalisty, zmienić dietę, pozwolić dziecku jeden rok przezimować itd.

                          Nie rozumiem czemu o to pytasz, bo związku z tematem to za bardzo nie ma. Masz taki problem wychowawczy i potrzebujesz porady?
          • verdana Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:02
            Wkurzenie rozumiem. Natomiast niepojete jest dla mnie rozumowanie, ze jak dziecko ma korepetycje, to musi umieć. Problem w tym, że nie musi. Są jednostki oporne na wiedzę z danej dziedziny - mój własny syn nie potrafi zapamiętać żadnej daty, nie chcę mysleć, co by bylo, gdyby większość sprawdzianów z historii byla z samych dat i nie wierzę,z ę jakiekolwiek korepetycje by pomogły.
            I nie, nie jest tak, że jakby chciał, to by mógł. Od szesciu lat usiłuję go nauczyć dat II wojny światowej - nie pamięta.
            Absolutnie nie wierze, że każdy moze wszystko - a co gorsza, jak byly nauczyciel wiem, że czesto nie mogą wcale nie lenie, ale pilni uczniowie. Tyle, ze każda matka uznaje, ze dziecko jest leń, bo trudno przyznać, że z czegos jest absolutnie niezdolny. Bywa i tak, ze uczeń zaczyna się uczyć tego, z czego jest najslabszy i zawala po kolei inne przedmioty.
            A chłopak nie płaci za korepetycje, tylko kolezanka zabrala mu kasę oszczędnosci - placilby wtedy, gdyby branie korepetycji bylo jego decyzją. Poza tym prawo nie działa wstecz - o ile mogłabym zastanawiać sie nad płaceniem za następne lekcje, o tyle branie kasy za to, co było - to jest zwykla nieuczciwość.
            • bri Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:09
              Tyle, ze każda
              > matka uznaje, ze dziecko jest leń, bo trudno przyznać, że z czegos jest absolu
              > tnie niezdolny.

              Nie każda matka. I nie wiadomo czy akurat ta również.

              > A chłopak nie płaci za korepetycje, tylko kolezanka zabrala mu kasę oszczędnosc
              > i - placilby wtedy, gdyby branie korepetycji bylo jego decyzją. Poza tym prawo
              > nie działa wstecz - o ile mogłabym zastanawiać sie nad płaceniem za następne le
              > kcje, o tyle branie kasy za to, co było - to jest zwykla nieuczciwość.

              OK, masz dziecko, które ma złe stopnie z jakiegoś przedmiotu, nie dlatego, że nie może mieć lepszy, nie chce mu się (zdarza się). Pytasz jak mu pomóc, prosi o korepetycje. Załatwiasz korepetytora, ale po kilku miesiącach okazuje się, że dziecko kompletnie olewa naukę także z korepetytorem, nie robi zadanych przez niego zadań, pół zajęć spędza w kiblu grając w gierki, itp. Co robisz, kiedy się o tym dowiadujesz? Załamujesz ręce, ze smutkiem mówisz "synku, nie będzie więcej korepetycji" i dajesz spokój?
              • jakw Re: "zapłaci sam za korepetycje" 18.10.11, 21:53
                bri napisała:
                > OK, masz dziecko, które ma złe stopnie z jakiegoś przedmiotu, nie dlatego, że n
                > ie może mieć lepszy, nie chce mu się (zdarza się). Pytasz jak mu pomóc, prosi o
                > korepetycje. Załatwiasz korepetytora, ale po kilku miesiącach okazuje się, że
                > dziecko kompletnie olewa naukę także z korepetytorem, nie robi zadanych przez n
                > iego zadań, pół zajęć spędza w kiblu grając w gierki, itp.
                Ale w sumie nie wiadomo czy tu występuje taka sytuacja czy jednak trochę inna. Wydaje mi się, że korepetytor powinien zgłosić olewanie zajęć wcześniej (o ile to wystąpiło). Po samych stopniach trudno ocenić czy to olewactwo ucznia czy korepetytor jednak nie taki.
      • niedosniona Re: "zapłaci sam za korepetycje" 13.10.11, 07:48
        Haha smile ja dawałam kiedyś korki z polskiego i pamiętam jak maturzystka(!) na moje pytanie: "Kto był mężem Afrodyty?" odpowiedziała: "Hugo Kołłątaj" wink)

        a w temacie: prawda jest taka, że jak sam nie chcesz to Ci korepetycje nic nie pomogą. A jak bardzo chcesz, to jesteś w stanie nawet zapłacić sobie za nie sam. Choć... miałam dziewczynę, która bardzo chciała MIEĆ KOREPETYCJE przed maturą. Płaciła za nie sama (uczyła tańczyć jakieś dzieciaki, stąd miała kasę), ale była przekonana, że skoro już te korki ma, to sama nie musi robić NIC. Oczywiście - wg niej - nie musiała nawet czytać streszczeń lektur (na przeczytanie wszystkich lektur przed maturą nie było już czasu), bo przecież ona ma korepetycje! Ucięłam lekcje po miesiącu.
    • czar_bajry Re: "zapłaci sam za korepetycje" 12.10.11, 23:55
      Myślę iż jak najbardziej słuszne.
      • ratyzbona Re: "zapłaci sam za korepetycje" 13.10.11, 02:55
        Super sposób na wychowanie i na załatwianie spraw w rodzinie. Najpierw mamy dziecko które się nie uczy. Problem. Dajemy mu korepetycje one nie przynoszą efektu. Drugi Problem. Każemy sobie zwrócić pieniądze za korepetycje. Trzeci Problem. Dziecko zwraca nam kasę za korepetycje ale się do nas nie odzywa. Czwarty Problem. Tak sobie patrzę i widzę że właśnie dlatego ludzie zastanawiają się potem czemu dzieci się do nich nie odzywają. Oczywiście olewanie korepetycji może wkurzyć ale sprowadzenie wszystkiego do transakcji finansowej ( z której co warto zauważyć młody człowiek się wywiązał!) sprowadziło kwestię ocen do dużo większego konfliktu. Czy chłopak zna przedmiot lepiej? Nie. Czy rozwiązano sprawę złych stopni? Nie. Czy w jakikolwiek sposób zmuszono chłopaka do nauki? Nie bo za byłe korepetycje oddał kase na następne pewnie nie ma z resztą jest wściekły na rodziców więc pewnie nie będzie się starał ich zadowolić. Cóż nie układa się to wszystko dobrze. Problem polega na tym ze szkolnego problemu ( nie uczysz się, dlaczego się nie uczysz , czy umiesz się nauczyć) zrobiono rozliczenia finansowe. Moim zdaniem nie tędy droga. Zwłaszcza że jednak to jest jakieś dziwne dla mnie że dla matki najwazniejsza okazała się w tym całym nie uczeniu kasa. Gdyby o mnie chodziło pieniądze liczyłby się najmniej a najbardziej to że mojemu synowi z jakiegoś powodu zupełnie nie zależy. Ale może jestem wyjątkiem który uważa że sprowadzenie wszystkiego do pieniędzy to nie jest dobre rozwiązanie
        • nisar Ratyzbona, a co proponujesz? 17.10.11, 14:34
          Bo na razie tylko krytykujesz metodę, natomiast nie widzę konkretnych pomysłów na inne wyegzekwowanie od nastolatka, żeby wreszcie zaczął się uczyć. Bo wiesz, istnieją jednak nastolatki, które uczyć się zwyczajnie nie lubią, każde zajęcie (komputer, telewizor, wizyta w galerii handlowej itd) jest atrakcyjniejsze niż zadania z matmy, a rozmowy z nim wyglądają tak, że powie wszystko, czego oczekujesz, bylebyś się odczepiła na ten moment i byle mógł wrócić do swojego psp.
          Swoją drogą, naprawdę nie znasz nastolatków, które się nie uczą mimo że nie są tępe czy kompletnie niezdolne oraz które zasadniczo rozumieją teorię o przydatności nauki w życiu i karierze, ale w żaden sposób nie przekłada im się to na motywację do tego, by usiąść na tyłku i porobić zadania?
          • verdana Re: Ratyzbona, a co proponujesz? 17.10.11, 14:52
            Nie da się wyegzekwować od nastolatka, aby się uczył. Po prostu. Można czasem nieco leniwego popilnować, ale jesli nie chce - to nie bedzie.
            Czasem jednak można dojść do tego, dlaczego nastolatek się nie uczy, zamiast zaczynać od karania. I to, o dziwo, czasem przynosi efekty. Moja znajoma z pracy ma bratanka, ktory nie uczył się w ogóle. Po wysluchaniu opowiesci poradziłan, aby go przenieść w połowie drugiej klasy do innej szkoly.
            Teraz jest studentem UW.
            I tyle.
            • nisar Re: Ratyzbona, a co proponujesz? 17.10.11, 15:53
              Wbrew pozorom da się wyegzekwować sporo. Tylko dookoła siebie obserwuję dwie postawy: pierwsza, jesteś prawie dorosły rób co chcesz; druga, załatwię ci korki i uciszę sumienie, a dalej jak w punkcie pierwszym.
              Olbrzymia liczba rodziców nastolatków pozwala im na wszystko jednocześnie prawie z nimi nie rozmawiając. Bo tak wygodniej, niż pilnować jak kat, żeby nie siedziało całą noc przed komputerem i sprawdzać czy zrobiło swoje 15 zadań z lekcji na lekcję.
              A prawda jest taka, że znakomita większość ludzi w ogóle, a nastolatków w szczególe POWINNA być pilnowana i rozliczana, bo sami mają kolosalne problemy ze zmotywowaniem się do tego, co zrobić muszą. Mam w firmie prawie 250 osób. Na palcach można policzyć tych, którzy sami z siebie zrobią wszystko co trzeba, mimo że konsekwencją może być wywalenie z pracy. Byłam taka sama, więc wiem jak to jest smile
              • verdana Re: Ratyzbona, a co proponujesz? 17.10.11, 16:42
                Cóż, moje dzieci miały na studiach sporo kolegów, których rodzice nie uciszali sumienia, tylko pilnowali, pilnowali i pilnowali. Dopilnowali. Dzieci dostały sie na studia.
                I wyleciały. Albo studiują wlasnie ósmy rok. Bez namyslu mogę wymienić sześć, nie - siedem takich wypadkow. Idealnie dopilnowane dzieci, matura - przepiękna, - jeden skończył studia w tym roku 9cztery lata po czasie, mgr. napisane przez ciotkę), jedna zaczęła pięć kierunków, nie skonczyła żadnego, jeden oblał wszystko, co da się oblać na pierwszym roku, jedna studiuje drugi kierunek, z pierwszym sobie nie poradziła itd.
                Nastolatek, ktory ma za plecami rodzica jako protezę własnego rozumu nie uczy się najwazniejszego - ze lada moment wszystko bedzie zależało tylko od niego. Motywacja to nie jest rzecz, ktora przychodzi automatycznie wraz z maturą. Czyli nie ma tak dobrze. dziecko w szkole średniej, jesli chce skonczyć przyzwoicie studia, musi sie nauczyć nie tylko fizyki i geografi, ale także odpowiedzialności. Jeśli nie chce się uczyć, bo nauka w ogóle go nie interesuje, to zaden rodzic nie pomoże.
                • nisar Re: Ratyzbona, a co proponujesz? 17.10.11, 19:29
                  Ale można mu w tej nauce odpowiedzialności pomóc, albo to olać. I dwa: mówiąc o pilnowaniu naprawdę nie mam na myśli sprawdzania od A do Z wszystkich lekcji, tylko raczej pewnej konsekwencji w działaniu typu: jak nie poprawisz lufy z matematyki, to pożegnaj się z (dowolne wstawić). Piszę o zwykłych dzieciach, przeciętnie zdolnych.
                  • verdana Re: Ratyzbona, a co proponujesz? 17.10.11, 21:03
                    Cóż, można tak powiedziec, jesli mlody człowiek po prostu nie uczy się matematykki. Matomiast, jesli ma problemy, to karanie go za problemy nie jest najlepszą metodą wychowawczą. Nawet prszeciętnie zdolne dziecko (ja np...) moze mieć przedmiot, którego nie jest w stanie się nauczyć.
                    Jak to dobrze,że moi rodzice miewali porawki, a ojciec oblał maturę. Oabwiam sie,z e miałabym nieustający festiwal kar.
                    • joa66 Re: Ratyzbona, a co proponujesz? 17.10.11, 21:42
                      Moim zdaniem chłopak powinien płacic za korepetycje tylko jeżeli zostały spełnione dwa (=oba) warunki:

                      1) Jego kieszonkowe znacznie przewyższa koszt korepetycji

                      oraz

                      2) okłamywał korepetytora Np prace zadawane przez niego oddrabiała mu dziewczyna, nie przyznawał się kiedy ma klasówki i z czego, itd


                      Jezeli nie zostały spełnione - trzeba wybrać się do nauczyciela przedmiotu, wysłuchac co ma do powiedzenia, a potem we trójkę (rodzic, dziecko, korepetytor) ustalic plan działania (i potem ewentualnie renegocjować warunki zaliczenia z nauczycielem)


                    • nisar Verdana, błagam Cię! 18.10.11, 13:09
                      verdana napisała:

                      > Cóż, można tak powiedziec, jesli mlody człowiek po prostu nie uczy się matematy
                      > kki. Matomiast, jesli ma problemy, to karanie go za problemy nie jest najlepszą
                      > metodą wychowawczą. Nawet prszeciętnie zdolne dziecko (ja np...) moze mieć prz
                      > edmiot, którego nie jest w stanie się nauczyć.
                      > Jak to dobrze,że moi rodzice miewali porawki, a ojciec oblał maturę. Oabwiam si
                      > e,z e miałabym nieustający festiwal kar.
                      >

                      to, że Twój Tata oblał maturę, a teraz jest profesorem, jest niestety absolutnym wyjątkiem, a nie regułą, na której można budować nadzieję dla innych.

                      I jeszcze jedno: bardzo wiele Twoich wypowiedzi na temat nauki przywołuje (lub ma w tle) przykład Twój lub Twoich Dzieci, a to - wybacz - przypadki nader specyficzne. Jednak inaczej ma się sprawa z osobami, które "nie ogarniają" matematyki czy języka obcego, za to są genialne (jak Wy) w innej dziedzinie. Wtedy należy zamknąć oczy i przetrwać okres, w którym jest się zmuszonym do tej nieszczęsnej matematyki czy fizyki, byle zaliczyć. Gorzej, znacznie gorzej, gdy matematyka i fizyka są na pałę, a reszta na cieniutkie trzy. I nie dlatego że delikwent tępy, tylko dlatego że np. kocha się bawić. Wtedy naprawdę jest to problem.
                      • verdana Re: Verdana, błagam Cię! 18.10.11, 22:07
                        Wręcz przeciwnie.Bbardzo wiele, zaskakująco wiele osób, odnoszacych sukcesy w życiu zawodowym miało w szkole problemy. Wiekszość moich kolegów, profesorowie sztuka w sztuke, w szkole było co najmniej takich sobie.
                        Z mojej klasy szkolnej profesorami sa trzy osoby. Dwoje (w tym ja) bardzo, bardzo przeciętni uczniowie. Trzeci nie byl przeciętny, był beznadziejny.
                        To jest zjawisko na tyle znane, że doczekało sie badań psychologicznych. przy czym absolutnie nie twierdzę, ze wzorowy uczeń nie zrobi kariery. Moze zrobić. Ale stopnie, same stopnie, nie całokształt przekladają się na dalsze losy w sposób minimalny.
                        Przyjaciółka mojej córki jest wziętą tlumaczką - w szkole z angielskiego miała dwójeczkę.
                        Żadne z moich dzieci, ani ja nie jesteśmy genialni. Za to wszyscy w jakims przedmiocie jesteśmy denni.
                        A bywają też osobniki, chciałam zwrócić uwagę, dla ktorych cieniutkie trzy w liceum to szczyt mozliwości. Bywają tez licea, gdzie dla wiekszości osób cieniutkie trzy to sukces (sama się na takie zalapałam). I naprawdę, po szesciu tygodniach korpetycji, o ile mlody człowiek na nie chodził, to liczyć, ze zacznie dostawać dobre oceny, jest zwykłą głupotą.
                        • tawananna Re: Verdana, błagam Cię! 18.10.11, 23:45
                          Zgadzam się, to absolutnie nie są wyjątki.

                          I dodam, że w przypadku problemów z matematyką warto sprawdzić, jakie jest źródło problemu - czy to efekt wieloletnich zaległości (które, skumulowane, właśnie dały sobie znać), miesiąca nicnierobienia (to najprościej nadrobić) czy też niezrozumienia konkretnego zagadnienia / działu.

                          Pamiętam, jak w liceum ni stąd, ni zowąd dostałam z prac klasowych z matematyki bodaj dwie jedynki czy dwóje (a wcześniej najmniejszych problemów z matematyką nie miałam - piątki na koniec, nigdy poniżej czwórki z klasówek). Okazało się, że w przypadku kilku bardzo istotnych zagadnień z nowego materiału kompletnie nie trafiły do mnie wyjaśnienia mojego matematyka (który naprawdę nie był złym pedagogiem). Pomogło dosłownie kilka spotkań z korepetytorem o zupełnie innym stylu tłumaczenia teorii i rozwiązywania zadań. Problemy - jak ręką odjął. Tyle że miałam z tymi korepetycjami ogromne szczęście - mogłam trafić na korepetytora nawet nie tyle złego, co akurat do mnie "nietrafiającego". W przypadku korepetycji warto czasem szukać "do skutku".
                          • joa66 Re: Verdana, błagam Cię! 19.10.11, 07:19
                            Zgadzam się, to absolutnie nie są wyjątki.

                            A może spojrzec z innej strony? Ile jest osób , które mają kłopoty w szkole , oblewają maturę zostają potem profesorami? smile

                            I wtedy sie okaże, ze jednak to są wyjątki ?
                            • tawananna Re: Verdana, błagam Cię! 19.10.11, 10:15
                              To pewnie zależy od tego, w jakiej szkole te kłopoty...
                              • joa66 Re: Verdana, błagam Cię! 19.10.11, 10:46
                                Przyznam się, że lekko mnie irytuje sugerowanie, że zdecydowana większość uczniów mających problemy w szkole to albo młodzież, która nie jest w stanie intelektualnie podołać programowi a nadambitni rodzcie zmuszają do nauki w liceum, albo to zdolne dzieciaki, które mają problem z jedną dziedziną nauki, za to nadrabiają zdolnościami i pasjami w innych dziedzinach. Niestety nie jest to prawda. Większość ma problemy, bo „jakoś tak wychodzi” – albo im się nie chce, albo mają ciekawsze zajęcia (niekoniecznie czytanie Joyce’a, ale np. dyskoteki i imprezy) itp. Powiedzmy sobie szczerze – zdecydowana większość z nich nie ma szansy na profesurę (traktowaną symbolicznie), ale mają wystarczająco dużo zdolności , żeby mieć wybór pomiędzy sprzątaczem w McDonaldzie (kiedy naukę oleją) a pracą może mało efektowną, ale dającą pewną stabilizację typu księgowy, inspicjent w teatrze, bibliotekarz, kierownik budowy, itd. To, że młodzież czasami olewa szkołę i często w konsekwencji naukę jest naturalne, ale to, że rodzic ma do tego lekki stosunek – już nie. Chyba, że zamierza płacić za studia dziecka (a nie każdego stać) albo zostawić mu rodzinny biznes. Nie twierdzę, że rodzic powienien sprawdzać zeszyty dziecka i rozliczać skrupulatnie z każdego stopnia – powinien reagować na problemy, a nie pocieszać się, że może profesor z dziecka wyrośnie.
                        • morekac Re: Verdana, błagam Cię! 19.10.11, 09:51
                          Verdano, ale może profesorami zostają ci, którzy już nigdzie indziej się nie nadają... wink
              • jakw Re: Ratyzbona, a co proponujesz? 18.10.11, 22:15
                Ale akurat omawiany przykład rodzinki to jest chyba z tych "nierozmownych" - skoro matka o pale dowiaduje się dopiero na zebraniu. Btw jeśli uczeń miał dużo zaległości to rzeczywiście kilka tygodni korepetycji to może być za mało, żeby chociaż na te 3 wyciągnąć.
          • jakw Re: Ratyzbona, a co proponujesz? 18.10.11, 21:58
            Ale nie wiemy czy to ten typ małolata czy może jakiś inny. Jeśli uczeń olewa korepetycje to , prawdę mówiąc, rodzic powinien być o tym poinformowany i bez żadnej klasówki. I wtedy płacenie za korepetycje mija się z celem.
    • jatokto Re: "zapłaci sam za korepetycje" 17.10.11, 12:51
      Przede wszystkim, w sytuacji kiedy "korepetycje nic nie dają" starałabym się dociec dlaczego tak jest.
      - Zapytałabym dziecko, czy z korepetytorem znaleźli wspólny język, czy uważa, że korepetycje coś mu dają, porządkują wiadomości itp. Jak samo ocenia swoje wiadomości?
      - Zapytałabym korepetytora, jak on ocenia sytuację (bez podtekstu "oskarżania"). Czy dziecko daje sobie u niego radę? Czy się angażuje? Czy powinno, jego zdaniem, coś zmienić
      W SPOSOBIE przyswajania wiedzy? Może powinno więcej pracować samo, ale pod okiem korepetytora? Może korepetytor jest na zajęciach ZBYT zaangażowany w rozwiązywanie zadań, stąd zadania odrobione są świetnie, ale samodzielna praca wychodzi na 1?

      Gdyby dziecko dobrze "oceniło" korepetycje, gdyby korepetytor dobrze "ocenił" współpracę z dzieckiem i wszystko pod tymi kątami wyglądałoby na ok i nic nie można byłoby zmienić, przyjrzałabym się nauczycielowi i systemowi oceniania.
      W zasadzie to rodzic powinien wiedzieć o tym, czy dziecko ma problem z nauczycielem, czy z przedmiotem, ale może nie wszyscy rodzice wiedzą.
      Czasami zdarza się tak, że nauczyciel jest sam w sobie stresujący potrafi wytworzyć taką atmosferę, że uczeń się zbyt stresuje, by "włączyć myślenie". Zdarza się, że przy wahającym się uczniu zadaje pytanie "wiesz czy nie wiesz, bo jak nie wiesz to szkoda czasu". W szkole, wiadomo, JEST RÓŻNIE, dlatego spróbowałabym dociec przyczyn otrzymywania przez dziecko jedynek. Tak właśnie, próbowałabym dociec dlaczego dziecko dostaje jedynki, a nie od razu się wściekać, że je dostaje.

      Konsekwencje finansowe mogłabym wziąć pod uwagę tylko w wypadku, gdyby się okazało, że dzieciak na zajęcia nie chodził, a pieniądze sobie przywłaszczał. Innymi słowy, musiałby w ratach, oddać to, co ukradł.
      W sytuacji, gdyby się okazało, że dzieciak się po prostu na korepetycjach nie angażuje i nie przygotowuje do nich, miałabym pretensje do korepetytora, że nie zgłosił mi problemu.
      Gdyby korepetytor opacznie pojmował korepetycje i sam odrabiał za dziecko zadania, nie angażując dzieciaka w ZROZUMIENIE i sprawdzenie CZY rozumie, to winiłabym za oceny korepetytora.
      • nisar Re: "zapłaci sam za korepetycje" 17.10.11, 14:25
        W sytuacji kiedy za coś płacę, mam prawo czegoś w zamian oczekiwać. Zakładając, że korepetytor nie jest osobnikiem olewającym bądź nieudolnym, słuszne poniekąd jest upatrywanie przyczyn niepowodzenia w niechęci i/lub olewactwie dziecięcia. I jeśli zbadałabym sprawę i wyszłoby na to, że ja płacę za korepetycje, a moje dziecko na te korepetycje wyłącznie uczęszcza, to uważałabym za słuszne poniesienie konsekwencji w sposób dla dziecka dotkliwy - w tym wypadku jak rozumiem finansowy. Bo niestety czasami nie można zrezygnować z korepetycji i niestety czasami rodzicowi zależy bardziej niż dziecku, które nie rozumie, że jednak mimo frazesowatości stwierdzenia, "to dla jego dobra".
        A metoda ponoszenia konsekwencji swoich zaniedbań czy lenistwa wydaje mi się - mimo świętego oburzenia niektórych - jedyną słuszną.
        • verdana Re: "zapłaci sam za korepetycje" 17.10.11, 14:55
          Albo w tym, ze dziecię jak bylo niezdolne, tak pozostało.
          Najpierw trzeba dowieść, ze dziecko olało korepetycje - a nie,z e korepetytor olał obowiązki, ze nauczyciel w szkole jest w miarę obiektywny, a nie wstawia jedynki dla zasady, albo dlatego, ze ucznia nie lubi - a potem moze dopiero karać.
        • jatokto Re: "zapłaci sam za korepetycje" 17.10.11, 15:00
          Zakładając, że korepetytor nie jest osobnikiem

          Ja nie zakładam z góry, że korepetytor, że dziecko, że nauczyciel. Po prostu sprawę staram się wyjaśnić.
          Gdyby się zdarzyło, że korepetytor nie dawałby sobie rady z dzieckiem tj. widziałby, że dziecko się nie przykłada i nie potrafi sobie z tym poradzić, to wymagałabym od korepetytora, by mi dał znać, że coś nie tak.
          A jeśli dziecko nie podejmowałoby współpracy na przyzwoitym poziomie, to nie sponsorowałabym dalszego lenistwa. Korepetycje nie są bowiem obowiązkowe.
          • joa66 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 17.10.11, 15:10
            Przyznam się, że nie rozumiem. Skoro matka zdecydowała się na korepetycje dla syna, to znaczy, że wiedziała, że jest problem. Czy w czasie między pierwszymi korepetycjami a zebraniem nie interesowała się tym co się dzieje? Czy syn dogaduje się z korepetytorem, czy korepetytor potwierdza, że syn odrabia lekcje i się uczy, czy syn ma zaległości tak duże, że jest niemożliwością nadrobienie ich tak szybko, żeby po pierwszych klasówkach było już widać rezultaty?

            Dlaczego dopiero na zebraniu dowiaduje się co się dzieje i jest zdziwiona???


            BTW Od kiedy on ma te korepetycje, jest dopiero połowa października?
            • aka10 Re: "zapłaci sam za korepetycje" 17.10.11, 20:35
              joa66 napisała:

              > Przyznam się, że nie rozumiem. Skoro matka zdecydowała się na korepetycje dla s
              > yna, to znaczy, że wiedziała, że jest problem. Czy w czasie między pier
              > wszymi korepetycjami a zebraniem nie interesowała się tym co się dzieje? Czy sy
              > n dogaduje się z korepetytorem, czy korepetytor potwierdza, że syn odrabia lekc
              > je i się uczy, czy syn ma zaległości tak duże, że jest niemożliwością nadrobien
              > ie ich tak szybko, żeby po pierwszych klasówkach było już widać rezultaty?
              >
              > Dlaczego dopiero na zebraniu dowiaduje się co się dzieje i jest zdziwiona???
              >
              >
              > BTW Od kiedy on ma te korepetycje, jest dopiero połowa października?

              Właśnie nad tym samym się zastanawiałam...
        • jakw Re: "zapłaci sam za korepetycje" 18.10.11, 22:28
          nisar napisała:

          > W sytuacji kiedy za coś płacę, mam prawo czegoś w zamian oczekiwać. Zakładając,
          > że korepetytor nie jest osobnikiem olewającym bądź nieudolnym,
          Hm, przedmówczyni raczej chodziło o wypadek, gdy korepetytor jest tak udolny i zaangażowany, że udział młodzieńca w korepetycjach sprowadza się do gapienia jak cielę w malowane wrota
          >słuszne ponieką
          > d jest upatrywanie przyczyn niepowodzenia w niechęci i/lub olewactwie dziecięci
          > a.
          Być może, ale tu występuja założenie, że korepetytor jest świetny (osobiście podejrzewam, że świetny bo drogi wink)
          > I jeśli zbadałabym sprawę
          Ale nie wiem czy tu zbadano sprawę. Matka wróciła z zebrania, nakazała płacenie za korki, a teraz młodzianek się nie odzywa, więc raczej trudno mówić o jakiejkolwiek rozmowie w celu zbadania sytuacji.
          >i wyszłoby na to, że ja płacę za korepetycje, a moje dziecko na te korepetycje wyłącznie uczęszcza,
          Ale to może być też wina korepetytora (patrz wyżej). Zresztą taki fakt korepetytor powinien zgłaszać na bieżąco.


          > A metoda ponoszenia konsekwencji swoich zaniedbań czy lenistwa wydaje mi się -
          > mimo świętego oburzenia niektórych - jedyną słuszną.
          Konsekwencją jest dostanie pały i ewentualna konieczność płacenia za korepetycje w celu poprawienia tej pały. Oddawanie kasy za odbyte już korepetycje nie jest żadną konsekwencją tylko karą.
    • morekac Re: "zapłaci sam za korepetycje" 17.10.11, 20:43
      Myślę, że kobieta bezpodstawnie spodziewała się cudów na kiju. Ile chłopak tych korepetycji miał przez 6 tygodni?
      Na pewno nie tyle, że odrobić wieloletnie zaniedbania...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka