Dodaj do ulubionych

Prace domowe - dylemat...

20.10.11, 12:02
Witam,
jestem dopiero początkującą matką dziecka szkolnego, więc wielu zachowań i reakcji dopiero sie uczymy, wspólnie.
Mam pytanie dot. odrabiania prac domowych - jak to było/jest u osób, które mają już dzieci w starszych niż 1 klasa SP.
Siedzicie z dzieckiem przy odrabianiu? Każecie poprawiać to co zrobił, jeśli wg Was jest to zrobione niestarannie? Podpowiadacie rozwiązania jeśli dziecko nie wie?
Czy raczej stawiacie na samodzielność w odrabianiu, ponoszenie konsekwencji niestarannie odrobionych lekcji etc.
Pytam bo mam dylemat czy robię dobrze, czy może powinnam trochę zmienić swoje postępowanie w tej kwestii.
Otóż ja generalnie nie siedzę z dzieckiem przy lekcjach. U nas wygląda to tak, że pytam czy ma coś zadane, on zwykle mówi, że tak. I jeśli nie mamy żadnych konkretnych planów na popołudnie to pozwalam mu chwilę odsapnąć a do lekcji zabrać się trochę później. Ale potem on idzie do swojego pokoju, do biurka i odrabia. Woła mnie jeśli potrzebuje mojej pomocy przy przeczytaniu polecenia np. Ale nie siedzę nad nim cały czas i nie patrzę mu na ręce.
Mam czasem zastrzeżenia co do jakości wykonanej pracy - póki co chodzi głównie o szlaczki, za którym mój syn nie przepada, teraz powoli dochodzi pisanie pierwszych liter. Robi to, wg mnie, niestarannie i za szybko. Ale pewnie szybko chce mieć to z głowy, poniekąd go rozumiem. Ale ja nie każę mu tych szlaczków/liter poprawiać, widzę, że czasem coś sam poprawia, bo widać, że ścierał gumką.
Nie wiem, może powinnam nad nim ślęczeć i kazać mu poprawiać, żeby miał ładnie odrobione prace?
Druga sprawa nad którą się ostatnio zastanawiam - co jeśli dziecko ma inny pomysł na rozwiązanie pracy domowej niż rodzic? I upiera się przy tym? Ja mojemu pozwalam zrobić tak jak chce, nawet jeśli wiem, że nie ma racji. Wychodzę z założenia, że jeśli czegoś nie rozumie to dobrze, żeby Pani o tym wiedziała. No ale tym sposobem idzie do szkoły ze źle odrobioną pracą domową.
Generalnie moje dziecko dobrze radzi sobie z pracami domowymi, jest bardzo dobry w matematyce, natomiast zdecydowanie niestaranny w pisaniu.
Co Wy o tym myślcie i jak to u Was wygląda?
Obserwuj wątek
    • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 20.10.11, 12:19
      Każecie poprawiać to co zrobił, jeśli wg Was jest to zrobione niestarannie?
      Z tym wyluzuj. Dla ciebie to niestaranne, a twoje dziecko się nad tym namozoliło.
      • stypkaa Re: Prace domowe - dylemat... 20.10.11, 12:28
        > Każecie poprawiać to co zrobił, jeśli wg Was jest to zrobione niestarannie?
        > Z tym wyluzuj.

        Doceniam każdą wypowiedź, naprawdę. Ale czytaj, proszę, trochę uważniej smile
        Właśnie napisałam, że nie każemy poprawiać. I wyraziłam wątpliwość czy może powinniśmy smile
        • joa66 Re: Prace domowe - dylemat... 20.10.11, 12:33
          U nas nauczycielka poprosiła rodziców, żeby nie pomagali i ogólnie się nie wtrącali w prace domowe. Jeżeli ona uzna, że dziecko ma problem, wtedy sama skontaktuje się z rodzicem.

          Dzieciom chyba też to powiedziała, bo mój syn powiedział przy okazji pierwszej pracy domowej " to moja sprawa" i uroczyście zamknął drzwi do swojego pokoju.

          Sprawy odrobienia lub nie prac domowych (i ich jakości) załatwiał bezpośrednio z nauczycielami i chyba tylko w 4 lub 5 klasie (nie pamiętam) nauczyciele zgłosili problem, że notorycznie nie odrabia większości prac domowych, odrabiał tylko te arakcyjne dla niego.

          Ale dużo zależy i od dziecka i od szkoły.
    • marghe_72 Re: Prace domowe - dylemat... 20.10.11, 13:50
      Moja jest już w 5 klasie
      Od samego początku edukacji stawiałam na samodzielność. Nie zaglądam, nie sprawdzam, nie każę poprawiać.
      Rzecz jasna zapytana o radę pomogę w miarę możliwości smile. Zdarza się to b. rzadko bo córka jak na razie radzi sobie sama
    • jovikaa Re: Prace domowe - dylemat... 20.10.11, 14:31
      Uważam, że dobrze, że nad nim nie siedzisz. Ja bym jednak sprawdzała ukradkiem, czy nie ma zaległości, bo wiem z doświadczenia, że nie każdy nauczyciel tak na każdej lekcji sprawdza prace domowe. czasem (o zgrozo!) jest znaczek, że praca odrobiona, a ja znajduję w niej błędy, bo nauczyciel tylko odhaczył, że widział, ale nie sprawdził. Po jakimś czasie po sprawdzianie może się okazać, że miesięczny materiał jest do nadgonienia i wtedy dramat dla dziecka, bo musi dodatkowo siedzieć - ale to tak na zapas, bo na poczatku 1 klasy, to za dużo do nadrabiania nie ma smile
      Jeśli sobie radzi, ja bym nie wtrącała się. Natomiast jakbym widziała, że nie umie, to od razu tłumaczyłabym po to , żeby się błędy nie utrwaliły. Np. jak jest niestarannie - zostawiam bez komentarza , jak litery są do góry nogami - ćwiczę z nim.
      Nie którzy postulują zupełne pozostawienie samemu sobie, co ma plusy i minusy. Uczy samodzielności (efekty widać dopiero w starszych klasach, na początku może być ciężko), ale grozi zaległościami, które potem trzeba mozolnie wyeliminowywać.
      • jovikaa Re: Prace domowe - dylemat... 20.10.11, 14:33
        Rany jakiego ,,byka'' strzeliłam! Niektórzy oczywiście smile
        • kocianna Re: Prace domowe - dylemat... 20.10.11, 20:32
          Moja Młoda lubi, kiedy przy niej siedzę, tak zresztą łatwiej jej się skupić. Niestaranności nie poprawiam, opieprzam, ale nie poprawiam i nie każę przerobić (tylko proszę, żeby następne ćwiczenie zrobiła ładniej). Poprawiam wyłącznie błędy ortograficzne (np. przy przepisywaniu z podręcznika wyszedł taki kwiatek: poszondek. W oryginale był porządek), litery w lustrzanym odbiciu (nie zawsze) i błędy w liczeniu.
          Z tym, że my mamy tej pracy domowej mnóstwo, bo Młoda chodzi do szkoły tylko w sobotę, a program jest taki sam, jaki realizują polskie dzieci, i karty pracy muszą być dokładnie i kompletnie wypełnione, czytanki nauczone i wiersze na pamięć.
    • hanna26 Re: Prace domowe - dylemat... 20.10.11, 23:19
      Córka najstarsza III klasa.
      Nie siedzę, ale życzę sobie po zakończeniu obejrzeć efekt pracy, przejrzeć książki i zeszyty, sprawdzić błędy itd. Za niestaranność tak jak kocianna - lekko opieprzam i proszę na przyszłość staranniej.

      Ja mojemu po
      > zwalam zrobić tak jak chce, nawet jeśli wiem, że nie ma racji. Wychodzę z założ
      > enia, że jeśli czegoś nie rozumie to dobrze, żeby Pani o tym wiedziała.

      Absolutnie nie pozwalam tkwić w błędzie, jeśli widzę, że nie ma racji. Zawsze udowadniam błąd i gdy go zrozumie, proszę o poprawienie źle odrobionej pracy domowej. Nie mogę zdać się w tej kwestii na panią, ponieważ nasza pani niestety zwykle nie sprawdza prac domowych. sad A jeżeli nawet sprawdzi, to najczęściej jedynie kilku wybrańcom. A jeżeli nawet wybrańcem jest moja córka, to pani często gęsto błędu nie zauważy. Jednym słowem - jeżeli np. nie udowodnię mojej uczennicy, że dajmy na to "skuwka" pisze się przez "u", to z dużym prawdopodobieństwem przez następne lata będzie to słowo pisała przez "ó". Nie pozwalam więc utrwalać błędu i duszę go w zarodku.
      • matizka Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 10:09
        A ja niestety w II klasie siedzę bardziej niż w pierwszej ponieważ widzę, że inni rodizce pomagają i te dzieci są lepiej oceniane. Mojemu dziecku jest zwyczajnie przykro, że inne dzieci mają np. piękne zielniki, a ona choć się starała to jednak ma umazany klejem itp.
        Z rozmów wiem doskonale, że tamte prace były wykonane z dużym zaangazowaniem rodziców i dlatego ja też zaczęłam się bardziej angażować
    • spiacawdzien Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 10:11
      Zastanawia mnie czym się kierują rodzice (i niektórzy nauczyciele),
      którzy mają nadzieję, że dzieci same nauczą się uczyć, same nauczą się ładnie pisać
      (ciekawe skąd skoro nie muszą powtarzać źle napisanych literek?!), same nauczą się zdobywać wiedzę i dotrzeć do jej źródeł, itp.
      Same wpadną na pomysł różnych rozwiązań danego problemu, same doznają oświecenia.
      Zdobywanie wiedzy to nie jest nauka chodzenia a nawet wówczas dziecku pomagamy.

      Wychodzę z założenia, że szkoła dziecku daje jedynie niezbędne podstawy.
      (Jeśli to wystarcza Twojemu dziecku i Tobie - to ok.)
      Jednak reszta zależy od rodziców i otoczenia dziecka.

      Ja swoją córkę uczę i uczyłam co zrobić, aby wyszło lepiej, w jaki sposób wiedzieć więcej, co odróżnia zwykłe odrobienie pracy domowej czy też nauczenie się tematu - od głębszego zastanowienia się nad owym.
      Jest to oczywiście proces złożony, zakładający duże zaangażowanie rodziców.
      Nie wszystko da się zrobić w chwili gdy dziecko idzie już do podstawówki.
      Dziecko ładnie nie będzie pisało, jeśli w przedszkolu nie ćwiczyło rączki, nie będzie miało szerszej wiedzy, jeśli rodzice o to nie zadbają.

      Uważam, z całą stanowczością, że dzieci do wieku "podstawówkowego" więcej mogą wynieść z domu, gdzie są zaangażowani rodzice, którzy nie będą liczyli jedynie na szkołę.

      No i - przepraszam - ale pisanie, że dziecko ma zdolności matematyczne gdy maluch chodzi do pierwszej klasy jest nieporozumieniem. Jeśli będziesz to powtarzać dziecku na tym etapie rozwoju, nie wpłynie to dobrze na jego chęć nauki bez uprzedzeń.


      • joa66 Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 11:19
        Zastanawia mnie czym się kierują rodzice (i niektórzy nauczyciele),którzy mają nadzieję, że dzieci same nauczą się uczyć, same nauczą się ładnie pisać

        Już odpisuję smile Tym się kierują, że nie uważają, że pilnowanie edukacji dziecka jest równoważne z pilnowaniem jego prac domowych. Można tej edukacji przypilnować nie angażując się specjalnie w prace domowe.
        • spiacawdzien Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 11:36
          Tak, pod warunkiem, że dziecko odrabia je bezbłędnie lub zgodnie z zasadą
          "postarałem się najmocniej jak mogłem".

          Natomiast powstające błędy w pracy dziecka powinny być korygowane
          wraz z dzieckiem.
          Zwłaszcza w klasach 1-3. To uczy dziecko pewności siebie.
          Nie jest fajnie dla malucha co i rusz słyszeć od nauczyciela, że zrobiło coś źle.
          Nie wiem czemu niektórzy rodzice tak bronią się przed dopilnowaniem dziecka.
          To chyba elementarne zasady wychowywania.
          Bo dzieci jednak należy wychowywać a nie jedynie doglądać.
          Wychowywanie zaś polega na modelowaniu prawidłowych zachowań, przyzwyczajeń,
          na wpajaniu obowiązkowości i przyzwyczajaniu do wysiłku.
          Wszystko na poziomie wieku dziecka.
          Nie widzę problemu w tym, aby pierwszoklasista powtórzył szlaczki,
          postarał się mocniej.
          Jeśli nie będzie lepiej przynajmniej będzie mógł być z siebie dumny, że ćwiczył, pracował.
          To bardzo ważne.

          • joa66 Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 12:06
            Tak samo jak doplinowanie edukacji dziecka to nie jest pilnowanie jego pracy domowej, tak i wchowanie tym nie jest.

            Chyba mylisz pojęcia smile

            Prace domowe sprawdza nauczyciel, który je zadał.

            Natomiast dopilnowanie edukacji dziecka to między innymi znalezienie mu możliwie jak najlepszej szkoły (=nauczycieli) i uzupełnianie tego czego szkoła zrobić nie może.
            • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 19:35
              joa66 napisała:


              > Prace domowe sprawdza nauczyciel, który je zadał.

              u nas sprawdza sporadycznie.
              • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 11:25
                mama303 napisała:

                > joa66 napisała:
                >
                >
                > > Prace domowe sprawdza nauczyciel, który je zadał.
                >
                > u nas sprawdza sporadycznie.
                To należy wymusić na nauczycielu albo sprawdzanie tych prac domowych albo ich niezadawanie. wink
                • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 13:23
                  Wole żeby pani na lekcjach nie traciła czasu na sprawdzanie prac domowych.
                  • joa66 Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 15:57
                    mama303 napisała:

                    > Wole żeby pani na lekcjach nie traciła czasu na sprawdzanie prac domowych.


                    A to bardzo ciekawe podejście... smile

                    Czyli wg Ciebie nauczyciel ma zadawać pracę domową dziecku i rodzicowi, bo szkoda czasu na lekcji na sprawdzanie? To może niech zadaja pracę, którą może sprawdzic po lekcjach? wink


                    Albo niech oficjalnie zlecą sprawdzanie prac domowych rodzicom, bez mozliwości stawiania pał za ich brak. Wtedy ja zdecyduje czy moje dziecko bedzie rysowało szlaczek czy np napisze kartke urodzinową dla cioci.


                    Po wielu juz latach doświadczenia w edukacji dziecka , zgadzam się z jego pierwszą nauczycielką, która bardzo prosiła, żeby w prace domowe się nie wtrącać (chyba, że sama o to poprosi jasno i wyraźnie)
                    • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 16:15
                      joa66 napisała:


                      > A to bardzo ciekawe podejście... smile

                      Faktycznie, bardzo niestandartowe. Na poczatku tez mi sie nie podobało ale po czasie sie przekonałam. Sprawdzenie prac domowych 20 dzieci zajęłoby sporo czasu i byłoby nudne. Pani ma ciekawsze pomysły na lekcje smilea od czasu do czasu "zrobi nalot" na jakieś dziecię i przejży jego ćwiczenia wstecz.
                      Dzieci właśnie same odrabiaja lekcje i wcale nie dlatego że pani sprawdzi bo jest raczej prawdopodobieństwo, że nie sprawdzi.Dziecko robi lekcje dla siebie, nie dla pani. Rodziców nikt nie zmusza do sprawdzania. Ja sprawdzam, a inni nie wiem. Generalnie pani ocenia dzieci po pracy na lekcji i po wynikach sprawdzianów a prace domowe służą doskonaleniu tego co dzieci zrobiły na lekcji.Pani ma taki styl pracy, nie przywiązuje dużej wagi i nie ocenia prac domowych, chociaz zadaje sporo smile
                    • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 09:25
                      joa66 napisała:
                      > Albo niech oficjalnie zlecą sprawdzanie prac domowych rodzicom, bez mozliwości
                      > stawiania pał za ich brak. Wtedy ja zdecyduje czy moje dziecko bedzie rysowało
                      > szlaczek czy np napisze kartke urodzinową dla cioci.
                      O, właśnie to. Skoro to ja jako rodzic mam sprawdzać pracę domową to domagam się scedowania na mnie decyzji co dziecko ma w ramach tej pracy domowej zrobić oraz wystawienia oceny.
                  • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 09:21
                    Pai może to zrobić też po po lekcjach. Panią obejmuje 40-godzinny tydzień pracy, czyli jednak kilkanaście godzin więcej niż pensum.
                    • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 09:35
                      Nie wnikam w to co pani robi po lekcjach, może zamiast mozolnie sprawdzać ćwiczenia domowe dzieci szuka ciekawych materiałów do nowych lekcji, przygotowuje materiał do sprawdzianu itd. Wiem, że zajecia prowadzone są ciekawie.
                • hanna26 Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 13:38
                  > To należy wymusić na nauczycielu albo sprawdzanie tych prac domowych albo ich n
                  > iezadawanie. wink

                  Chciałabym zobaczyć to wymuszanie na nauczycielu sprawdzanie prac domowych w Twoim wykonaniu. big_grin Zgłosisz sprawę dyrektorce, czy od razu do kuratorium? wink Oprócz kilkakrotnego zwrócenia uwagi na wywiadówkach, niewiele można zrobić. U nas pani pamięta o pracach domowych przez dwa-trzy po rozmowie z rodzicami.
                  Natomiast żądanie niezadawania prac domowych to jakieś nieporozumienie. W IV klasie uczniowie tak czy inaczej zetknął się z pracami domowymi z polskiego, matematyki, przyrody... i co? "Ojej, a co to jest, nigdy tego nie robiłam, nasza pani nie zadawała, bo nasi rodzice się nie zgadzali."big_grin
                  • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 09:20
                    A owszem - w klasach IV-VI starsza miała nauczycielkę od polskiego, która wypracowania , owszem, zadawała, i to w całkiem sporych ilościach, ale nie miała zwyczaju do nich potem zaglądać. Sorry, ale nie znam się aż tak na stylach pisania, różnych formach literackich żeby np. stwierdzić, czy to co panna napisała w zeszycie to na pewno w 100% reportaż. Nie miałam też ochoty czytać lektur klas IV-VI żeby stwierdzić czy młoda coś zmyśla czy nie. Na dokładkę niesprawdzanie wypracowań poskutkowało tekstem "A co ja będę pisać, bo pani i tak nie sprawdzi" , więc sprawa została poruszona na zebraniu, z czym zgodzili się inni rodzice, a pani dostała mały opeer i się poprawiła. Wypracowań było może mniej, za to były systematycznie sprawdzane.
                    • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 09:39
                      Ale tu chyba mowa o pracach domowych typu ćwiczonka w zeszycie ćwiczeń /klasy I-III/a nie o wypracowania z języka polskiego.
                      • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 09:47
                        Jak dla mnie nie ma znaczenia. Zrzucanie na rodzica obowiązku sprawdzenia pracy domowej nie powinno mieć miejsca. Praca domowa jest dla ucznia, a nie dla rodzica, babci, dziadka czy starszego rodzeństwa, które akurat pilnuje 7-latka zanim matka wróci po 2 zmianie do domu.
                        • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 14:33
                          Dla mnie ma znaczenie. Pewne prace domowe wymagają sprawdzenia, wystawienia oceny a nawet podzielenia sie nia z innymi uczniami i dyskusji na ten temat. A inne prace domowe to jest poprostu poćwiczenie czegoś, przypomnienie, utrwalenie.A czy zostało to utrwalone można sprawdzić inaczej i w sumie w ogólnym rozrachunku chyba nie liczy sie czy dziecko zrobiło wszystkie prace domowe poprawnie tylko czy umie, to co umiec powinno.

                          I zgadzam się że praca domowa jest dla ucznia. Dlatego ją regularnie dostaje. To juz sprawa rodzica czy dziecko pilnuje, czy nie.

                        • hanna26 Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 20:51
                          Zrzucanie na rodzica obowiązku sprawdzenia pracy
                          > domowej nie powinno mieć miejsca.

                          Zgadzam się całkowicie. Nie powinno mieć miejsca. big_grin
                          Podobnie, jak nie powinno mieć miejsca lenistwo i braki wiedzy u lekarza, prawnika, architekta, dziennikarza. Niestety, takie rzeczy mają miejsce bo dyletanci i leniwce chodzą po świecie. I często nie można na to nic poradzić.
            • spiacawdzien Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 13:11
              joa66 "Prace domowe sprawdza nauczyciel, który je zadał."
              Nie wiem czy się śmiać, czy napisałaś to jako żart?
              Bo tak to traktuję, inaczej byłaby to paranoja.
              Dziecko, które idzie do szkoły ze źle odrobiona pracą domową, bo rodzic uważa, że tak ma być i dziecku nie należy niczego tłumaczyć - nie mieści mi się to w głowie.
              Przepraszam, widać - jak każdy mam -pewne ograniczenia wink

              • kocianna Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 13:25
                To dziecko chodzi do szkoły, nie rodzic. Pytanie, co to "źle" odrobiona praca domowa, zwłaszcza w 1-3. Jeśli większość dzieci ma krzywe literki to prawdopodobnie nad dzieckiem z prostymi literkami znęcał się rodzic albo samo z siebie tak ładnie pisze, a pozostałym trzeba zapodać więcej ćwiczeń na motorykę małą. Jeśli większość dzieci źle zrobiła dodawanie w słupkach - znaczy, nauczyciel źle wytłumaczył i trzeba z dziećmi popracować. Rodzic nie ma nic do tego. Jak Twoje dziecko dojdzie do różniczek, to też będziesz siedzieć i poprawiać pracę domową?
                • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 22:18
                  Tak na dobrą sprawę, to rodzic wymięknie nie później niż w gimnazjum. Czegoś na pewno nie będzie wiedział. smile
                  • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 18:35
                    morekac napisała:

                    > Tak na dobrą sprawę, to rodzic wymięknie nie później niż w gimnazjum. Czegoś
                    > na pewno nie będzie wiedział. smile

                    Jak wymięknie to wymieknie. Ale do tego czasu dziecko może korzystac chyba z dobrodziejstwa posiadania rodzica, który może mu pomóc, wytłumaczyć, poćwiczyc jak jest potrzeba itd.
                    • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 26.10.11, 09:35
                      który może mu pomóc, wytłumaczyć, poćwiczyc ja
                      > k jest potrzeba itd.
                      Kluczowe słowa: jeśli jest potrzeba. Wszak nigdzie nie napisałam, że jeśli dziecko ma z czymś problem, to ma być zostawione samo. Przy czym nie każdy rodzic ma możliwości pomóc dziecku nawet w podstawówce. Osobiście wymiękłam przy częściach zdania... Niby pikuś, a w podręczniku było to skomplikowane w sposób straszliwy i musiałam szukać pomocy u wujka gugla...
                      • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 26.10.11, 18:23
                        jak wymiękasz to nie ma o czym mówić, ale jesli jesteś w stanie pomóc to ja uważam że jak najbardziej powinno sie pomóc dziecku a nie machnąc ręką na ew. błędy i czekac czy nauczyciel wyłapie. A nauczyciel nie zawsze wyłapie nie zawsze ma czas akurat dla naszego dziecka itd.
                        • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 28.10.11, 09:41
                          A nauczyciel nie zawsze wyłapie nie zawsze m
                          > a czas akurat dla naszego dziecka itd.
                          akurat w szkołach moich córek nauczyciele sprawdzają prace domowe ze zbyt dużym zamiłowaniem - przynajmniej zdaniem uczniów. wink Może dlatego idea sprawdzania prac domowych przez rodziców tak mnie wzburza.
                          • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 28.10.11, 18:34
                            morekac napisała:

                            > Może dlatego idea sprawdzania
                            > prac domowych przez rodziców tak mnie wzburza.

                            Mnie nie wzburza wcale taka idea, moje dziecko nawet samo sie domaga, żebym mu sprawdziła smile ale ona może nietypowa jakaś: lubi odrabiac lekcje w towarzystwie, dopytuje sie po pare razy, pokazuje co zrobiła itd., pytluje co ma zadane itd.
                            • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 29.10.11, 08:01
                              Twoje dziecko jest , zdaje się, młodsze i chyba jeszcze nie nabrało odpowiednich nawyków dających szansę przeżycia w szkole wink
                              • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 29.10.11, 08:14
                                jakw napisała:

                                > Twoje dziecko jest , zdaje się, młodsze i chyba jeszcze nie nabrało odpowiednic
                                > h nawyków dających szansę przeżycia w szkole wink

                                Znaczy jakich nawyków? Mam 9 latkę.
                                • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 29.10.11, 09:32
                                  W klasach I-III prace domowe zadają maks 3 osoby (nauczanie zintegrowane,j.obcy, ew. religia), w wyższych klasach jest z 10 (albo i więcej przedmiotów) i każdy nauczyciel zadaje swoje prace domowe. I czasem uczeń po prostu staje przed wyborem typu: nie iść na zajęcia dodatkowe/olać jakieś drobne prace domowe, licząc na odpisanie od kogoś na przerwie, względnie zaryzykować jakiegoś "-" czy mniej ważącą 1/olać czytanie lektury szkolnej/olać przygotowywanie się do ważnej klasówki. Nauczyciel w klasie > III sp, który z uporem maniaka sprawdza na bieżąco każdą pracę domową po prostu utrudnia stosowanie niektórych strategii przetrwania w szkole.
                                  • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 29.10.11, 13:59
                                    Kompletnie nie rozumiem o czym Ty piszesz i co chcesz przekazać.......Ja uważam że jeśli rodzic potrafi a dziecko chce, potrzebuje to pomoc rodzica jest wskazana a Ty?
                                    • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 29.10.11, 15:26
                                      Chcę przekazać, że doświadczenia twoje i Morekac w dziedzinie odrabiania lekcji są różne bo macie dzieci na różnym etapie edukacji. Twoja jest w II czy III klasie, jej - na etapie gimnazjum i późnej podstawówki.
                                      Co do pomocy - to uważamy podobnie. Przy czym dodam, że w kwestii pomocy np w chemii to ja wymiękłabym od razu w I gim - gdyby mojej starszej córce taka pomoc byłaby potrzebna. Na szczęście nie jest. Zresztą odrabianie z dzieckiem nawet z IV klasy wszystkich lekcji jest raczej nierealne - choćby ze względów czasowych. Więc zasadniczo jednak lepiej żeby dziecko umiało do tych lekcji usiąść samo po powrocie ze szkoły , a do wodzenia długopisem po papierze czy wpadnięcia na to, że musi nauczyć się czegoś na pamięć nie potrzebowało obecności rodzica; i żeby samo potrafiło spojrzeć krytycznie na swoją pracę domową zanim zobaczy ją nauczyciel - i naprawdę klasy I-III są całkiem niezłe do poćwiczenia takich umiejętności. I chyba jednak lepiej, żeby to nauczyciel kontrolował proces przyrostu wiedzy uczniów - czy to za pomocą prac domowych , kartkówek czy klasówek, a nie rodzic. Bo to nauczyciel wie jakie są wymagania edukacyjne i co uczeń powinien na 100% umieć, żeby dać sobie radę na dalszym etapie edukacji.
                                      • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 29.10.11, 17:41
                                        Jest rzeczą oczywistą, że im starsze dziecko tym mniej pomocy rodzica potrzebuje w kwestiach swej edukacji i w ogóle we wszelkich kwestiach. To sie nazywa samodzielność. Ja widze róznicę u mojego dziecka teraz jak jest w klasie III w stosunku do tego jak było w I klasie.
                                        Teraz moje dziecko w zasadzie potrafi samo sie zmobilizować, samo rozwiązać zadane prace. jesli potrzebuje mojej pomocy to jedynie gdy czegos nie rozumie, nie jest pewna czy dobrze itd. Noi lubi żeby jej sprawdzic zrobione ćwiczenia. póki czuje się na siłach to jak najbardziej sprawdzam. Dodatkowo to dziecie towarzyskie i nie lubi zamknąć sie w pokoju przy odrabianiu lekcji. Sama także sie pakuje, czasem jej o czyms przypomnę ale widze że panuje nad organizacją, zapisuje sobie rózne rzeczy w kalendarzu itd. Tak że ja widze że moja dość znaczna ingerencja w jej edukacje w klasie I i potem jeszcze w II bardzo procentuje. Nie jest zatem tak, że jak dziecku pomagamy to ono sie nie nauczy samo dbac o siebie.
                                        wierze więc, obserwując ją że w starszych klasach bedzie sobie radzić, a ja w miare sił zawsze jestem gotowa do pomocy i ona o tym wie.
                            • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 29.10.11, 16:39
                              pytluje co ma zadane it
                              > d.
                              Starsze zeznają jedynie, że 'nic nie było zadane'. W dodatku zeznania są zgodne z zeznaniami innych 'maleństw', aczkolwiek nie ze stanem faktycznym wink.
                              • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 29.10.11, 17:45
                                morekac napisała:

                                > Starsze zeznają jedynie, że 'nic nie było zadane'. W dodatku zeznania są zgodne
                                > z zeznaniami innych 'maleństw', aczkolwiek nie ze stanem faktycznym wink.

                                Nie wszystkie dzieci sa jednakowe: i starsze i młodsze. Moja jak była w I klasie to nigdy nic nie miała zadane wink.
              • joa66 Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 14:02
                Tak. Najwyraźniej masz jakieś ograniczenia.

                Uparcie powtarzasz, że rodzic, który nie sprawdza pracy domowej dziecka olewa jego edukację i wychowanie, a jego dzieci są niedouczone.

                To baaaardzo ograniczony punkt widzenia.


                Może spróbuję Ci wyjaśnić to czego nie jesteś w stanie pojąć. Nauczyciel, który ogląda prace domowe odrobione z rodzicami nie wie czego dziecko się samo nauczyło na lekcji. Nie wie z jakim uczniem pracuje. Pomijając naukę odpowiedzialności dziecka (niemniej ważną)
                .

                Prace domowe mojego dziecka sprawdzał nauczyciel (i ewentualnie poprawiał błędy). To, że moje dziecko nie robiło np nigdy błędów ortograficznych wynikało z m.in. z tego, że edukacja mojego dziecka była i jest dla mnie ważna. Nie z tego, że pilnowałam jego prac domowych. Piszę to z perspektywy matki szesnastolatka, który na pewno nie zalicza się do tych, na których narzekają nauczyciele akademiccy. Podejrzewam nawet, że narzekają na tych, których lekcje sprawdzali systematycznie rodzice.

                p.s. nie wykluczam sytuacji kiedy sprawdzanie prac domowych i inna pomoc w nauce szkolnej jest wskazana np w przypadku indywidualnych deficytów/problemów dziecka czy całkowitej niekompetencji nauczyciela i braku możliwoście jego zmiany.
              • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 16:26
                Sęk w tym, że nie zawsze rodzic ma możliwość wytłumaczenia.
                Znam przypadek chłopca, który dość nagle znalazł się w Polsece jako repatriant z Rosji. Rodzice nie byli na tyle kumaci w pisaniu i czytaniu po polsku, żeby mieć pewność, że chłopiec dobrze odrobił pracę domową nawet w I czy II klasie. Znam też przypadek dziewczynki, którą popołudniami i wieczorami zajmowała się starsza o 3 lata siostra (mama była w pracy) - ciekawe co by przyszło ze stwierdzenia o godzinie 22.30, że praca domowa źle odrobiona? Obie sytuacje z klasy z podstawówki starszej córki.
                • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 18:31
                  jakw napisała:

                  > Sęk w tym, że nie zawsze rodzic ma możliwość wytłumaczenia.

                  I dlatego Ci co mają mozliwość powinni sie solidaryzować z tymi co nie mają i tez nie tłumaczyć? wink
          • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 11:24
            spiacawdzien napisała:
            > Natomiast powstające błędy w pracy dziecka powinny być korygowane
            > wraz z dzieckiem.
            Ale w tym celu wystarczy zajrzeć do pracy domowej po zrobieniu zadania. Uważam wręcz, że wtrącanie się np. do odrabiania zadania z matematyki w momencie gdy dziecko np. zamienia + z - jest błędem. Bo bardziej wychowawcze będzie nauczenie dziecka, że ma sobie to zadanie sprawdzić i jak się coś nie zgadza - niech dojdzie do tego gdzie zrobiło błąd. Nauczy się znacznie więcej niż wtedy gdy od razu powiesz "Kochanie, ale właśnie się mylisz".

            > Nie wiem czemu niektórzy rodzice tak bronią się przed dopilnowaniem dzie
            > cka.
            Dopilnować, żeby zrobiło pracę domową - jak najbardziej się z tym zgadzam. Sprawdzić, czy jest zrobiona dobrze, ewentualnie coś wytłumaczyć, jeśli czegoś nie zrozumiało - jak najbardziej jestem za. Pomóc , wytłumaczyć - jeśli prosi o pomoc, nawet w starszych klasach sp czy gimnazjum - tak. Jeśli dziecko ma problem np. z rysowanie kółek - poćwiczyć z nim to nieszczęsne rysowanie. Ale stanie nad dzieckiem i mówienie "to kółeczko mogłaś narysować staranniej, nie jestem z tego zadowolona, rysuj jeszcze raz" jest lekko idiotyczne. To dziecko ma ocenić czy narysowało to kółko wystarczająco dobrze.

            > Wychowywanie zaś polega na (....) przyzwyczajaniu do wysiłku.
            Nawet bezsensownego? Takim bezsensownym wysiłkiem jest dla mnie cyzelowanie szlaczków przez ucznia, który umie dobrze pisać czy rozpisywanie działań "dodawania z przekroczeniem progu dziesiątkowego" przez ucznia, który biegle rachuje w pamięci w zakresie 100.

            > Wszystko na poziomie wieku dziecka.
            > Nie widzę problemu w tym, aby pierwszoklasista powtórzył szlaczki,
            > postarał się mocniej.
            Imho to pierwszoklasista powinien ocenić czy postarał się najmocniej jak potrafi. Z punktu widzenia rodzica szlaczki raczej zawsze będą zbyt niedoskonałe i nadające się do poprawy wink

            > Jeśli nie będzie lepiej przynajmniej będzie mógł być z siebie dumny, że ćwiczył
            > , pracował.
            Albo wpadnie w jakiegoś doła lub dojdzie do wniosku, że praca jest bez sensu.Bo ćwiczył,pracował , a szlaczki wcale nie są lepsze niż te bez ćwiczenia i wytężonej pracy.
            A jeśli nie widać różnicy to po co przepłacać?
      • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 12:09
        Cóż, większość dzieci nauczy się pisać czytelnie bez niekończącego poprawiania własnej pisowni. Poprzez samo tylko pisanie. Wystarczy, że będzie pisało czytelnie. Naprawdę nie trzeba stać nad dzieckiem jak kat nad skazańcem i wskazywać:tu możesz jeszcze dociągnąć ogonek, tutaj poprawić kreseczkę itp. Przy czym wcale nie uczy to pewności siebie.
        Czym innym jest oczywiście wyprowadzenie dziecka z przekonania, że 2+2=5.

        pisanie, że dziecko ma zdolności matematyczne gdy malu
        > ch chodzi do pierwszej klasy jest nieporozumieniem.
        Hm, akurat po niektórych dzieciach to widać. Niektóre mają i co 'gorsza' - zostaje im to.
        • easyblue Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 22:48
          > Cóż, większość dzieci nauczy się pisać czytelnie bez niekończącego poprawiania
          > własnej pisowni.
          Niestety nie. O ile kiedyś w szkołach kładziono silny nacisk na ladne pisanie i ćwiczono do upadłego poprawną pisownię, o tyle teraz na każdym forum widać młodsze pokolenie z błedami typu: "nisz" w znaczeniu "niż". Ja nie chcę mieć dziecka piszącego jak maly niedouk, więc sama robię jej dyktanda i nie czekam, aż sama będzie miała ochotę się nauczyć, bo się moge nie doczekać.
          • kocianna Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 08:04
            A po kiego grzyba dziś ładne pisanie? Kiedy po raz ostatni pisałaś coś odręcznie? Ja nawet notkę do wychowawczyni, że dziecka nie będzie w szkole, drukuję, bo tak jest szybciej. I dyktando nie jest najlepszym sposobem na opanowanie ortografii, piszę to ja, która od zawsze miała z dyktand wyłącznie złe stopnie... co nie przeszkodziło mi mieć odznaki wzorowego ucznia i czerwonego paska przez całą podstawówkę, mimo, że moja mama nie wiedziała, jak wyglądają moje zeszyty.
            Wiedziała za to, gdzie jest najlepsza biblioteka dziecięca w mieście, znała repertuar teatrów, pamiętała, kiedy są otwarte lekcje muzealne i nie szkoda jej było czasu na stanie po wielotomową encyklopedię dziecięcą i wycieczki poza miasto.

            I powiem, że widać, które dziecko pracę domową odrobiło pod czujnym macierzyńskim okiem, a które ma w nosie szlaczki, za to bogatą wiedzę o świecie...
          • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 09:56
            Pisałam o czytelnym pisaniu, a nie - ortograficznym.
            Nie ma to jak czytać ze zrozumieniem... smile
          • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 16:31
            easyblue napisała:
            > O ile kiedyś w szkołach kładziono silny nacisk na ladne pisanie i
            > ćwiczono do upadłego poprawną pisownię, o tyle teraz na każdym forum widać mło
            > dsze pokolenie z błedami typu: "nisz" w znaczeniu "niż".
            No cóż, dawniej nie było forów internetowych więc delikwenci nie dzielili się swoimi bykami z całym światem. Ale zapewniam, że spotkałam już kilka osób z wykształceniem wyższym, edukowanych w tych "starych dobrych czasach", które na stronie worda potrafiły zrobić z 6 błędów ortograficznych.

            >Ja nie chcę mieć dziec
            > ka piszącego jak maly niedouk, więc sama robię jej dyktanda i nie czekam, aż sa
            > ma będzie miała ochotę się nauczyć, bo się moge nie doczekać.
            No cóż, ja swojej starszej dyktand nigdy nie robiłam, zostawiając te atrakcje paniom nauczycielkom (wyobraź sobie, że panie nauczycielki od polskiego od czasu do czasu robią dyktanda, nawet w VI klasie czy w gimnazjum), a mniej więcej od połowy III klasy błędy robi sporadycznie.
      • stypkaa Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 12:59
        >same nauczą się ładnie p
        > isać

        A czy każdy za wszelką cenę musi ładnie pisać? A co jeśli dziecko wybitnie nie cierpli pisać literek? I każde poprawianie tego co już napisał (dla niego na pewno to wygląda ok, bo zauważyłam, że niektóre sam poprawia, więc pewnie te których nie akceptuje) traktuje jako karę?

        > Same wpadną na pomysł różnych rozwiązań danego problemu, same doznają oświeceni
        > a.

        Wiesz, ja akurat chciałabym właśnie takie dziecko wychować - kreatywne i myślące. A nie tylko zdające się na to co rodzice/nauczyciel powie.

        Zdobywanie wiedzy to nie jest nauka chodzenia a nawet wówczas dziecku pomagamy.
        >
        A to akurat błąd - jeśli dziecko jest gotowe do chodzenia to nie trzeba mu pomagać. Ew. pocieszyć po upadku. A jeśli nie jest gotowe to każde przyspieszanie robi mu tylko krzywdę.
        Więc słabe porównanie.

        > Ja swoją córkę uczę i uczyłam co zrobić, aby wyszło lepiej, w jaki sposó
        > b wiedzieć więcej, co odróżnia zwykłe odrobienie pracy domowej czy też n
        > auczenie się tematu - od głębszego zastanowienia się nad owym.
        > Jest to oczywiście proces złożony, zakładający duże zaangażowanie rodziców.
        > Nie wszystko da się zrobić w chwili gdy dziecko idzie już do podstawówki.
        > Dziecko ładnie nie będzie pisało, jeśli w przedszkolu nie ćwiczyło rączki, nie
        > będzie miało szerszej wiedzy, jeśli rodzice o to nie zadbają.
        >

        Mam wrażenie, że Ty równasz siedzenie przy odrabianiu lekcji z zaangażowaniem w ogóle w rozwój dziecka.
        Dla mnie to absolutnie nie jest to samo.
        My jesteśmy jak najbardziej zaangażowani w rozwój dziecka, intelektualny też. Nie będę się tu przechwalać co robią/potrafią robić moje dzieci, ale skoro wg Pani z przedszkola przygotowującej badania gotowości szkolnej - jego wiedza wykracza daleko poza standardową wiedzę dzieci w tym wieku - to chyba coś w tym jest?

        >No i - przepraszam - ale pisanie, że dziecko ma zdolności matematyczne gdy malu
        > ch chodzi do pierwszej klasy jest nieporozumieniem.

        Czyżby? To jak byś nazwała to, że zg. z programem teraz dopiero poznają cyfry 1 i 2, o dodawaniu ani innych działaniach nie było w ogóle mowy, a mój syn potrafi w pamięci dodać liczby na pewno w granicach 50 (a jak się trochę dłużej zastanowi to i do 100), potrafi odejmować, a ostatnio zaczął się też interesować tabliczką mnożenia i chce żeby mu zadawać działania. To co mam powiedzieć, że jest beznadziejny w matematyce? Zwracam Ci uwagę, że nie napisałam, ze jest geniuszem, tylko zwyczajnie jest dobry w liczeniu.


        • kocianna Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 13:21
          Ja z moim dzieckiem ćwiczę pisanie lepiąc z plasteliny, układając wzory z zapałek i malując paluszkami. Jeśli ją będę zmuszać do pisania, które jej wybitnie nie idzie, to tylko ją zniechęcę, a przy skrzyżowanej lateralizacji cudów oczekiwać nie mogę.
          Osobiście - mimo niewątpliwej wartości pracy domowej, której jako nauczyciel nie mogę nie doceniać - odrabiałam ją raczej na odwal się, przynajmniej z nielubianych przedmiotów, i w tej chwili, mimo iż usiłuję tępić w Młodej takie samo podejście - doskonale ją rozumiem.

          Po prostu fizycznie nie mamy czasu. Odrabianie stricte lekcji tylko z polskiej szkoły zajmuje nam minimum godzinę dziennie, a jest jeszcze szkoła rosyjska i szkoła muzyczna i religia (dziecko komunijne). A oprócz dopilnowania dziecka mam całą masę innych obowiązków...

          Co do pisania - mój mąż się nigdy nie nauczył ładnie pisać. I nigdy piękne pisanie nie było mu potrzebne. Klawiatura jest szybsza, skuteczniejsza i łatwiejsza.
          • kocianna Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 13:23
            I tak, już 6-latek może mieć wyraźne zdolności matematyczne. I nawet lepiej je w nim rozwijać we współczesnym hiperhumanistycznym społeczeństwie. Dobry inżynier, w odróżnieniu od literaturoznawcy, pracę znajdzie zawsze.
            • joa66 Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 13:44
              Ja wychodzę z założenia, że w kwestiach edukacyjno-szkolnych rodzic powienien okreslic akceptawalne minimum (np pismo ma być czytelne, ze względu na szacunek dla potencjalnego "czytacza") a nie wymagac maksimum wysiłku ze wszystkiego jak leci.

              Życie to przede wszystkim sztuka wyboru i wychowanie powinno to uwzlędniać.

              Maksimum wysiłku warto wkładac w rzeczy dla nas ważne, istotne.

              A edukacja dziecka , jego wykształcenie i poszerzanie horyzontów - to nie to samo co pilnowanie pracy domowej.
              • stypkaa Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 14:32
                > A edukacja dziecka , jego wykształcenie i poszerzanie horyzontów - to nie to sa
                > mo co pilnowanie pracy domowej

                Cieszę się, że nie tylko ja to tak rozumiem smile
                • spiacawdzien Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 13:29
                  Gratuluję obu paniom - właśnie nam rośnie takie pokolenie "minimum wiedzy, minimum wysiłku" wink
                  Nie będę się tu wymądrzać, bo nie ma sensu.
                  Może napisze tylko, że wykładowcy z wyższych uczelni biją na alarm, że poziom wiedzy współczesnej młodzieży obniżył się drastycznie i wciąż ma tendencje zniżkowe.
                  (może warto zastanowić się na poziomem rodziców, którzy taką młodzież wychowują?...)

                  Do pań, które nie przeczytały mojej wypowiedzi zbyt uważnie i wciąż podkreślają, iz mylę się i dziecku nie należy wcale poświęcać tak dużo czasu przy odrabianiu lekcji.
                  Mam pytanie zasadnicze - a gdzie napisałam, że trzeba ten czas poświęcać?
                  Pisałam o dopilnowaniu, o uwadze, jaką dziecku należy poświęcić, wreszcie o wiedzy, jaka dziecko może zdobyć dzięki wiedzy rodziców, którzy mają czas i są zaangażowani na tyle, aby chcieć tę wiedzę dodatkową dziecku przekazać.
                  Pisałam także, że skupianie się jedynie na tym co przekazuje szkoła to za mało.
                  Może dodam - dla mnie to za mało.

                  A już pisanie, że prace domowe ma sprawdzić nauczyciel (rodzic nie musi)
                  albo, że rysowanie szlaczków to głupota...
                  Czy dziś jest jeszcze ktoś, kto nie wie, że szlaczki, kolorowanki, plastelina i wszelkie czynności manualne mają na celu usprawnić rączkę dziecka. Po co? Aby radziło sobie bez problemów z pisaniem i czerpało z tego dużo radości smile




                  • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 16:34
                    spiacawdzien napisała:
                    > Czy dziś jest jeszcze ktoś, kto nie wie, że szlaczki, kolorowanki, plastelina i
                    > wszelkie czynności manualne mają na celu usprawnić rączkę dziecka. Po co? Aby
                    > radziło sobie bez problemów z pisaniem i czerpało z tego dużo radości smile
                    Współczesne dzieci całkiem nieźle radzą sobie z klawiaturą - a na klawiaturze szlaczków nie ma
                    wink
                    • spiacawdzien Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 09:33
                      No wiesz, ale np. list miłosny do ukochanego kolegi lub koleżanki
                      to lepiej napisać własnoręcznie, nie na klawiaturze.
                      A jak dziecko dołączy jakiś fikuśny, piękny szlaczek to skradnie serce na mur beton.
                      wink
                      • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 10:02
                        Mam wątpliwości, czy teraz nie komunikują się w takich sprawach drogą elektroniczną...
                        • spiacawdzien Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 14:02
                          Oj, to ja widzę, że u mojej córki jakieś romantyczne towarzystwo wink
                          Ręcznie robią walentynki, życzenia sobie piszą, zaproszenia na imprezki
                          (która dziewczynka zrobi ładniejsze ta lepsza wink )
                          A chłopcy swoim ulubionym koleżankom wkładają liściki do szafek
                          wink
                          • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 14:09
                            Bo to maluchy jeszcze? I widocznie nie każdy jest podpięty do sieci...
                            • spiacawdzien Re: Prace domowe - dylemat... 26.10.11, 08:22
                              Jakie znowu maluchy?!
                              Nastolatkowie. Gdzie maluch pisałby liściki miłosne?
                              Do sieci są podpięci, cała klasa - mało kto dziś nie jest.

                              Zaprawdę wielka jest siła i chęć niedostrzegania pewnych faktów.
                              wink
                  • morekac Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 21:26
                    wykładowcy z wyższych uczelni biją na alarm, że poziom w
                    > iedzy współczesnej młodzieży obniżył się drastycznie i wciąż ma tendencje zniżk
                    > owe.
                    Ci wykładowcy to już tak od ćwierćwiecza mówią.
                  • stypkaa Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 09:35
                    > Gratuluję obu paniom - właśnie nam rośnie takie pokolenie "minimum wiedzy, mini
                    > mum wysiłku" wink
                    > Pisałam o dopilnowaniu, o uwadze, jaką dziecku należy poświęcić, wreszci
                    > e o wiedzy, jaka dziecko może zdobyć dzięki wiedzy rodziców, którzy m
                    > ają czas i są zaangażowani na tyle, aby chcieć tę wiedzę dodatkową dziecku prze
                    > kazać.


                    W dalszym ciągu twierdzę, że mylisz siedzenie z dzieckiem przy odrabianiu lekcji a zaangażowanie w jego edukację.
                    Więc żeby nie być gołosłowną napiszę może jak ja się angażuję w edukację i poszerzanie horyzontów moich dzieci. Wyobraź sobie, że mój 6latek jeszcze przed pójściem do szkoły miał założoną kartę w bibliotece. Bo chciał. Co więcej w bibliotece jesteśmy częstymi gośćmi i chłopcy wybierają zazwyczaj książki edukacyjne - interesuje ich cała masa rzeczy zw. z geografią, światem, fauną i florą, postępem technicznym, dinozaurami, kosmosem (nazwy planet po kolei znał mając 4 lata i był w stanie wymienić je o każdej porze dnia i nocy) etc. Ostatnio znów wróciliśmy do wierszy Brzechwy, Tuwima. Uwielbiają je.
                    Ponadto, mimo, że do szkoły chodzi dopiero 2 m-ce, w zasadzie już czyta, może nie płynnie, ale czyta i potrafi sobie sam łatwiejsze polecenia przeczytać.
                    Bardzo często malują, rysują, lepią z plasteliny, z masy solnej, budują z lego, wycinają etc. - czyli wszystko to co usprawnia rączkę - oni robią dla własnej przyjemności.
                    A nie dlatego, że taka jest praca domowa.
                    Więc nie pisz mi, proszę, że nie poświęcam uwagi mojemu dziecku, że nie przekazuję mu swojej wiedzy, że go nie dopilnowuję.
                    A najśmieszniejsze jest to, że takie wnioski wyciągnęłaś tylko i wyłącznie w oparciu o to, że nie siedzę nad dzieckiem jak odrabia prace domowe big_grin

                  • black_halo Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 19:44
                    Ale to jest w ogole wina programu, wprowadzenia debilnego podzialu na gimnazja ilicea profilowane i nowej matury, ktora jest standaryzowanym testem i tyle. Winy uczniow nie ma w tym zadnej bo zeby zdac mature trzeba nauczyc sie rozwiazywac testy wiec na inne rzeczy nie ma czasu.

                    Wcale nie jest tak, ze nowe pokolenie jest glupsze. Nowe pokolenie ma latwiejsze zycie dzieki google, wikipedii i darmowym translatrom. Dzieki temu moze przeczytac i zrozumiec wiesci w calego swiata bez potrzeby uczenia sie wszystkich jezykow. Nowe pokolenie nie kumuluje wiedzy w glowie ale wie gdzie znalezc informacje. Podejscie takie jak Twoje jest cecha ludzi, ktorzy uwazaja, ze wiedza powinna byc dostepna tylko dla elit. Figa, dzis wiedza jest dostepna dla wszytkich, ktorzy tylko tego chca, za jednym kliknieciem myszki i to jest wlasnie najwazniejsze w naszych czasach. A ze sie to niektorym nie podoba to trudno. Ale biegu historii sie juz nie zmieni i na naszych oczach odchodza do lamuska pseudo-profesorowie, ktorzy 30 lat temu nauczyli sie na okolicznosc pracy doktorskiej jakiegos tematu i wykladaja to po dzis dzien.

                    Btw, z pisania glupot nigdy nie czerpalam przjemnosci. Kretynskie wypracowania na tematy typu "co poeta mial na mysli" do dzis jawia mi sie jako glupota nauczycielki. Czlowiek sie napocil a i tak nigdy nie zgadl co upalony ziolem i upity tanim winem artysta mial w glowie.
                    • joa66 Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 20:28
                      . Czlowiek sie napocil a i tak nigdy nie zgadl co upalony ziolem i upity tanim winem artysta mial w glowie.


                      Tego nie wie nawet sam artysta, czego dowodem jest to, ze Szymborska "oblała" maturę z interpretacji własnego wiersza. Nie wpisała się w klucz. smile
      • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 11:03
        spiacawdzien napisała:

        > Zastanawia mnie czym się kierują rodzice (i niektórzy nauczyciele),
        > którzy mają nadzieję, że dzieci same nauczą się uczyć, same nauczą się ładnie p
        > isać
        > (ciekawe skąd skoro nie muszą powtarzać źle napisanych literek?!),
        Ja tam zakładam, że jednak dzieci w szkole widują nauczyciela, a nauczyciel widuje ich zeszyty/książki i powie: "Jasiu, literka a wygląda inaczej"

        >same nauczą
        > się zdobywać wiedzę i dotrzeć do jej źródeł, itp.
        > Same wpadną na pomysł różnych rozwiązań danego problemu, same doznają oświeceni
        > a.
        > Zdobywanie wiedzy to nie jest nauka chodzenia a nawet wówczas dziecku pomagamy.
        I potem pewnie osiągniesz taki rezultat, że jakaś pała to będzie twoja wina, bo nie oświeciłaś dziecka...
        Spokojnie, nauka używania encyklopedii też jest przewidziana w szkole.


        > Wychodzę z założenia, że szkoła dziecku daje jedynie niezbędne podstawy.
        Ja wychodzę z założenia, że jednak nauczyciel zna się lepiej ode mnie na uczeniu.


        > Ja swoją córkę uczę i uczyłam co zrobić, aby wyszło lepiej, w jaki sposó
        > b wiedzieć więcej, co odróżnia zwykłe odrobienie pracy domowej czy też n
        > auczenie się tematu - od głębszego zastanowienia się nad owym.
        A ja pamiętam do tej pory swoje pierwsze odrabianie pracy domowej - bo literki "o" nie były wystarczająco perfekcyjne więc skończyło się ogólnorodzinną awanturą, wyrywaniem kartek, przepisywaniem i odmową odrabiania lekcji pod rodzicielskim okiem.

        > Dziecko ładnie nie będzie pisało, jeśli w przedszkolu nie ćwiczyło rączki,
        Ale w przedszkolu dzieci zasadniczo ćwiczą rączki.
        >nie będzie miało szerszej wiedzy, jeśli rodzice o to nie zadbają.
        Ale w tym celu nie muszę odrabiać z dzieckiem pracy domowej. Mogę poczytać z dzieckiem pismo popularnonaukowe, pójść do muzeum czy pojechać na wycieczkę.

        > Uważam, z całą stanowczością, że dzieci do wieku "podstawówkowego" więcej mogą
        > wynieść z domu, gdzie są zaangażowani rodzice, którzy nie będą liczyli jedyn
        > ie
        na szkołę.
        Dotyczy to dzieci w każdym wieku. Tzw. sukces szkolny w największym stopniu zależy właśnie od kapitału kulturowego wyniesionego z rodzinnego domu.

        >
        > No i - przepraszam - ale pisanie, że dziecko ma zdolności matematyczne gdy malu
        > ch chodzi do pierwszej klasy jest nieporozumieniem.
        Być może nie należy dzieciakowi mówić "ale ty jesteś genialny" ale zdolności matematyczne daje się zauważyć już i w tej I klasie.
        • easyblue Re: Prace domowe - dylemat... 23.10.11, 22:55
          > A ja pamiętam do tej pory swoje pierwsze odrabianie pracy domowej - bo literki
          > "o" nie były wystarczająco perfekcyjne więc skończyło się ogólnorodzinną awantu
          > rą, wyrywaniem kartek
          Śmiem zwrócić uwagę, zę autorka wątku nie stosuje takich metod, więc i efekty nie będa takie, jak w Twoim przypadkusmile

          > Tzw. sukces szkolny w największym stopniu zal
          > eży właśnie od kapitału kulturowego wyniesionego z rodzinnego domu.
          Wychowawczyni młodej doskonale widzi, którym dzieciom rodzice poświęcają czas, a które uczą sie same, albo raczej nie uczą.
          • joa66 Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 07:31
            Wychowawczyni młodej doskonale widzi, którym dzieciom rodzice poświęcają czas, a które uczą sie same, albo raczej nie uczą.

            Są jeszcze takie, które ucza się w szkole smile

            I powtarzam do znudzenia: sprawdzanie prac domowych dzieciom to nie to samo co poświęcanie dziecku czasu. Śmiem twierdzic, ze rodzice, którzy tych prac nie musza sprawdzać, mają więcej czasu dla dziecka, w tym na jego edukację smile
          • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 16:40
            Ależ ja się nie odnosiłam do autorki wątku, którą jak najbardziej rozumiem, tylko do śpiacejwdzień - i wcale nie jest dla mnie jasne co dla niej oznacza zwykłe odrobienie pracy domowej a co oznacza odrabianie pracy domowej z wgłębieniem się w temat wink. W każdym razie opisałam czym może się kończyć dążenie do perfekcyjnego odrobienia pracy domowej.
            > Wychowawczyni młodej doskonale widzi, którym dzieciom rodzice poświęcają czas,
            > a które uczą sie same, albo raczej nie uczą
            Bo sama nie jest w stanie ich nauczyć więc rodzice muszą uczyć dzieci w domu?
            • easyblue Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 17:32
              > Bo sama nie jest w stanie ich nauczyć więc rodzice muszą uczyć dzieci w domu?
              Nie. Bo dzieci są różne i jedne zrozumieją po jednym tłumaczeniu, inne potrzebują trochę czasu do przyswojenia tematu.
              Pierwszy raz słyszę, by przeciętnemu dziecku wystarczyło samo siedzenie na lekcjach do przyswojenia wiedzy. Takie dziecko znam... jedno. Nieprzeciętnie uzdolnione. Reszta jest normalna i by zapamiętać materiał/nauczyć się go musi popracować w domu.
              • kocianna Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 17:44
                A co ma do tego rodzic? Że jego dziecko musi poćwiczyć w domu? Pierwszakowi w pierwszym semestrze może polecenie przeczytać.
              • joa66 Re: Prace domowe - dylemat... 24.10.11, 18:37
                Pierwszy raz słyszę, by przeciętnemu dziecku wystarczyło samo siedzenie na lekcjach do przyswojenia wiedzy

                Nie samo siedzenie na lekcjach. Prace domowe też-sprawdzane przez nauczyciela. Plus ewentualnie kapitał kulturowy z domu i wszystko co się z nim wiąże.

                W "naszej" klasie było 16 dzieci, w przypadku trojga nauczycielka poprosiła rodziców o współpracę (nie wiem na czym ona polegała). Całej reszcie rodzice prac domowych nie sprawdzali (tak jak prpsiła nauczycielka). Potem większośc dostała się do wysokoprogowych liceów bez problemu. Poza tym , niezaleznie od dobrych wyników w szkole, to naprawdę są mądre "dzieciaki"




                Druga sprawa: Czy Wy naprawdę robicie coś z dziećmi typu lepienie np pierogów, rysowanie tylko wtedy kiedy jest to praca domowa????
              • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 25.10.11, 13:01
                A czy ja gdzieś napisałam , że nie należy odrabiać prac domowych? Z tym, że prace domowe to powinno być właśnie utrwalenie i poćwiczenie wiedzy na lekcji. A jeśli większość klasy, będąc na lekcji, nie jest w stanie odrobić prawidłowo pracy domowej to obstawiam, że jednak jest coś nie tak ze sposobem tłumaczenia pani i jej pracą na lekcji.
      • klownbezueba Re: Prace domowe - dylemat... 28.10.11, 07:14
        Strasznie tępa musi być ta Twoja córka.

        I w dodatku dupa wołowa, skoro tak sobie pozwala na sterowanie przez neurotyczną mamuśkę.

        Mam szczęście, nie mam ani takich dzieci, ani takiej matki.
    • asia_i_p Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 14:59
      Ja miałam piękne plany, jak będę na początku pilnować dyskretnie, a potem dyskretnie się wycofywać, ale w łeb wzięły, bo mnie córka wyrzuciła z pokoju.
    • mama303 Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 19:33
      Ja z dzieckiem przy lekcjach nie siedzę /III klasa/ ale bywam potrzebna czasem do pomocy. Wrecz zapowiadam że jak czegoś nie rozumie to ma mnie lub tate zawołać, ale sprawdzam właściwie zawsze i to z dzieckiem, tam gdzie jest dobrze pchwalę, tam gdzie bład pokażę, wytłumaczę, podpowiem i dziecko poprawia samo, chce poprawić, chce miec dobrze odrobione prace domowe. To naturalne.
      Jeśli chodzi o starnność to w I klasie tego bardzo pilnowałam bo i pani tego bardziej wymagała od dzieci np. w nauce kaligrafii. Chciałam tez żeby dziecko miało taki nawyk. Teraz już nie zwracam uwagi czy jest starannie czy nie smile
    • mynia_pynia Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 21:22
      Wtrącę się do rozmowy, mimo, że nie mam dziecka szkolnego.
      Wszyscy moi znajomi mający dzieci w wieku szkolnym - o zgrozo nie tylko w klasie 1-3 siedzą z dziećmi i odrabiają im zadania - bo tak to się nazywa.
      Robią wyklejanki, rysują, zbierają materiały. Jak jest zadanie o zainteresowaniu to wymyślają czym się dziecko interesuje - MASAKRA.
      Ogólnie drażni mnie takie podejście, bo jaka to praca domowa.

      Ale:
      To się nie wzięło z nikąd, to wymusili na nich inni rodzice lub nawet nauczyciele (mam wrażenie że wybrano zbyt ambitne szkoły).
      Zazwyczaj jest tak: Nie pomagasz w pracach domowych – dziecko wlecze się w ogonku (bo nie ma dodatkowych plusów, buziek, czy też celujących ocen).
      • azjaodkuchni Re: Prace domowe - dylemat... 21.10.11, 21:26
        Nie nie nie nie siedziałam w pl nie siedzę w azjatyckiej szkole i nie zamierzam. Wystarczy , że realizuję polską szkołę systemem domowym. Kiedy ma się dziecko nauczyć odpowiedzialności za swoją naukę jak nie w 1-3? Na tym etapie jest to nauka bezbolesna.
    • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 11:33
      Jak sobie radzi to wrzuć na luz. Praca domowa jest pracą domową ucznia. A co do tej staranności/szybkości - w wyższych klasach nauczyciel nie będzie oczekiwał, żeby każda literka była wykaligrafowana, za to uczeń będzie musiał zmieścić się w czasie z napisaniem klasówki.
      • jakw Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 11:34
        Oczywiście, jeśli uczeń twierdzi, że 2+2=5 to lepiej nie utwierdzać go w tym przekonaniu wink
    • nangaparbat3 Re: Prace domowe - dylemat... 22.10.11, 13:28
      Pomagalam, jak poprosila.
    • feniks_z_popiolu Re: Prace domowe - dylemat... 30.10.11, 05:56
      Zaufanie ale i kontrola to moim zdaniem podstawa. Nie zostawiłabym dziecka w kl.1-szej samemu sobie. Nie odrabiałam za nie lekcji, nie odrabiałam z nim. Ale po odrobionych lekcjach dokonywałam kontroli raz jawnie, raz ukradkiem. I nie omawiałam konkretnych zadań tylko raczej bardziej ogólnie. Wszak pierwszak dopiero uczy się uczyć i w tym trzeba go wesprzeć.
    • stypkaa Po zebraniu... przemyślenia 09.11.11, 14:37
      Witajcie po krótkie przerwie,
      dziękuję wszystkim za cenne uwagi, z jednymi się zgadzam, z innymi nie, jak to w życiu smile

      Chciałam się z Wami podzielić wnioskiem do jakiego doszłam po zebraniu, pierwszym dot. konkretnie mojego dziecka, po 2 m-cach nauki w szkole.
      Sprawdzian napisał na 100%, wg Pani od początku roku zrobił baaardzo duży postęp, generalnie z nauką radzi sobie świetnie.
      Pani umocniła mnie w przekonaniu, że stawiając na samodzielność, m.in. właśnie w odrabianiu prac domowych, postępuję właściwie. Jak sama stwierdziła "efekty widać".
      Nie piszę tego wszystkiego,żeby się chwalić jakie to mam wspaniałe dziecko. Po prostu chciałam przekazać swoje przemyślenia w kwestii poruszanej w tym wątku.

      A tak w ogóle w ramach ciekawostki - Pani powiedziała, ze nie ocenia prac domowych. Sprawdza, owszem, czy są wykonane, stawiając przy pracy spr., ale nie stawia ocen. Ocenia tylko pracę na lekcjach.
      A wiecie dlaczego? Otóż doszły do niej słuchy, że za niektóre dzieci lekcje odrabiali rodzice, że podobno przechwalali się nawet na korytarzu kto ładniejszy szlaczek narysował big_grin
      Na moje wielkie oczy i niedowierzanie powiedziała tylko, ze ona też nie sądziła, że można coś takiego robić...
      No cóż, no comments...
      Pozdrawiam serdecznie wszystkich rozsądnych rodziców smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka