jurba
22.05.12, 19:52
Witajcie,
mam pytanie do mam pracujących i praktykujących BLW. Jak z Waszymi nianiami?
Moja niania kompletnie nie chce przekonać się do BLW (bo brudno - a moje dziecko jeździ do niej, może się zakrztusić, ona nie chce gotować, bo nie ma czasu). Ma córeczkę starszą od mojej o 3 miesiące (czyli ma 9 miesięcy), i jej córka jest karmiona wyłącznie papkami ze słoiczka. Niania nie chce gotować, bo uważa, że sobie nie poradzi, poza tym jej córka jest szczęśliwa z papkami. Moja natomiast z tego powodu została na 6 godzin mojej nieobecności wyłącznie na mleku. Nie dałam rady odciągać tyle, ile zjada, więc od dwóch dni niania podaje jej modyfikowane dodatkowo. Ale ile można? Jem z córką po powrocie z pracy, ale jestem cholernie sfrustrowana, bo zamiast spędzać czas z dzieckiem - siedzę w garach. Dodatkowo moje dziecko dostaje mleko modyfikowane, czego bardzo chciałam uniknąć (niania jest oczywiście wielką zwolenniczką mm i przeciwniczką piersi). Czy któraś z Was też miała taką sytuację, gdzie trudno było się dogadać z nianią w kwestii karmienia dziecka? Dodam, że poza tym wszystkim niania ma świetny kontakt z małą i fantastycznie się razem bawią. Ale jej sposób żywienia swojej córki, który odbija się na moim dziecku (np. karmienie ciastkami itp.) mnie przeraża. Zastanawiam się nad zmianą niani, ale nie wiem, czy to wystarczający powód. A może odpuścić sobie BLW i oszczędzić dziecku stresu związanego ze zmianą niani?
Co myślicie o przygotowywaniu pokarmu w domu i zawożeniu do niani? Może w ten sposób przekonałabym ją do niedawania słoiczków. Tyle że boję się, że odgrzewane to trochę niezbyt smaczne i nie tak wartościowe, jak świeże... Kompletnie nie wiem, co robić. Fakt, trzeba było ustalić wcześniej, ale nie spodziewałam się, że z tym mogą być takie problemy.