Sporo napisałam u siebie na blogu (
Tekst linka), a tutaj skrótowo opiszę, że nie zawsze jest tak jak piszą w książce. Idea mi się podobała, ale dziecię nie współpracowało. Krztusiło się nawet małymi kawałkami jedzenia, bo w ogóle nie włączało się żucie. Bez problemu chwytała kawałki jedzenia, ale się nimi dławiła do 9 miesiąca życia (parę razy przyprawiając mnie o zawał, autentycznie jej kawałek jedzenia utkwił w gardle, żadne tam wymioty, na szczęście odkaszlnęła i wypluła). Wiec zostaliśmy przy papkach, ale to nie znaczy od razu, że będziemy papkować do przedszkola.
Chodzi mi o to, że wiele dzieci tak ma i rodzice się zniechęcają do tej metody, więc może warto częściej pisać więcej prawdy, nie samych superlatyw (bardzo mi tego w książce do Bobas Lubi Wybór brakuje). Otóż nie ma co się zniechęcać, tylko czasem trzeba trochę poczekać. Teraz moje dziecię potrafi zjeść nawet zwykłą kromkę chleba ze skórką, odgryzając po kawałku. Tak po prostu! A dwa miesiące temu nie było na to szans, choć np. ryż jadła bez problemu (małe kawałki). Nie poddałam się, tylko postanowiłam najpierw dawać jej malutkie kawałki normalnego jedzenia na łyżeczce, by zaskoczyła z żuciem. Przypadkiem żucie włączyło się jej razem z samodzielnym siadaniem i raczkowaniem (pod koniec 10 miesiąca życia).
Jestem pełna podziwu dla małej, że się nie zniechęciła do jedzenia mimo wielu miesięcy papek. Pocieszę więc przy okazji, że karmienie dziecka zmiksowanym jedzeniem nie musi od razu oznaczać hodowli niejadka. Wystarczy pilnować się, by nie karmić na siłę, uważnie obserwować dziecko i od razu przestawać, gdy pokazuje że ma dość.
Życzę początkującym mamom wiele cierpliwości i samozaparcia. Wszystko się uda, tylko trzeba powoli i nie oczekiwać od dziecka, że wszystkiego nauczy się w tydzień. To tak nie działa, choć bywają dzieci, które po prostu potrafią jeść kanapki mając osiem miesiecy (znam takie, żeby nie było).