dzis wieczrem zadzwoilem do kolezanki z PL, bo u nas "kryzys"

zeby troche rad zasiegnac, zanim zeswiruje... i opowiedziala mi taka rzecz.
Jej corkja jest starsza od mlodego o okolo rok.. cuíuut wiecej.
Wlasnie przechodzila kryzys "poranny"..
a. nie ma ochoty sie ubbierac. Nie ma znaczenia czy sama sobie wybrala ubranie, czy kolezanka jej wybrala, czy razem wybraly wieczorem.
b. nia ma ochoty wychodzic do przedszkola.. nie bo nie..dzis nie ide...i co zrobisz, kompletna olewka. tak to z relacji wynikalo.
no i w piatek przelalo sie.
z relacji kolezanki. wziela przygotowane wczesniej ubranie, otworzyla drzwi od mieszkania, polozyla ubranie na podlodze na korytarzu, wystawila corke, zamknela drzwi i powiezdiala, ze wejdzei jak sie ubierze. podobno ryk i walenie w drzw niemilosierne... Ale po okolo 3 minutach ubrala sie szybko. I ryk sie skonczyl...
Teraz kolezanka chce poczekac i zobaczyc jak bedzie w poniedzalek, czy w najgorszym przypadku przypomnienie piatkowej akcji wystarczy...
ja mam watpliwosci czy to dobre rozwiazanie, ale szczerze mowiac...nie wiem czy to nie jest skuteczniejsze niz cokolwoei innnego.. z drugiej strny co bedzie kiedy dziecko bedzie mialo np 14 lat i kompletna olewke na wszytsko..za drzwi si enie wystawi.. hmmm...