twojabogini
21.11.14, 11:33
Fazę zaawansowanego nastolatka-gimnazjalisty przerabiam po raz pierwszy w życiu. O ile znam już sto sposobów na wszystkie bolączki wieku niemowlęcego, trudności przedszkolaków i podstawówkowiczów, o tyle tu pływam po nieznanych morzach i odkrywam nowe lądy.
Problemy są typowo nastolatkowe: wolałby się mniej uczyć a więcej czasu spędzać na treningach i z przyjaciółmi, do domu wracać późno, więcej siedzieć na fejsie. Do ogarnięcia.
Ale:
1. Ostatnio dwa razy podrobił zwolnienie z lekcji, na tyle inteligentnie, że wyszło to dopiero za drugim razem i za sprawą przypadku. Zrobił to bardziej dla sportu, bo nigdy nie ma problemu jeśli zadzwoni, żeby go zwolnić z ostatniej lekcji, czy dwóch czy napisać zwolnienie do szkoły.
2. W jego szkole wiele dzieci pali nałogowo papierosy, wiem, że sam także popala od czasu do czasu z tendencją wzrostową (czyli jest kolejnym kandydatem na nałogowca, przed czym chciałabym go uchronić, sama od lat zmagam się z nałogiem nikotynowym i nie jest to fajne, wpadłam w to w ogólniaku, w ramach integracji z grupą).
3. Chłopcy marzą o paleniu marihuany, słuchają rapu, gdzie 3/4 piosenek jest o tym, jakie zaje..jest zioło. Mój nastolatek jest już oczywiście na fali zwolenników legalizacji, temat ma rozpracowany "naukowo" (dziękuję redakcjom paranaukowych gazet dla nastolatków, które w każdym numerze zamieszczają przynajmniej jeden artykuł o korzyściach płynących z używania narkotyków oraz legalizacji). Jestem przekonana, że jak tylko grupa złapie dostęp do zioła to zacznie go używać, oni nie chcą tylko spróbować, sądzą, że palenie powinno być integralnym elementem ich życia.
4. Chłopcom i dziewczynkom zdarza się spożywanie alkoholu. Sporo czasu i starań poświęcają na jego zdobycie oraz skonsumowanie w ukryciu przed dorosłymi.
Nie muszę chyba dodawać, że zakup alkoholu i papierosów nie stanowi dla dzieci żadnego problemu. Stolica.
Mam dobry kontakt z młodym, więc jestem na bieżąco z tym co dzieje się w życiu jego grupy, nie tylko od niego, ale też od jego kolegów i koleżanek. Rodzice części dzieciaków chowają głowy w piasek (ostatnio jedna z dziewczynek przyszła do domu pijana i relacjonowała mi, że rodzice niczego nie zauważyli, choć się nie kryła), inni przymykają oko na parę piwek, pod warunkiem, że ich dzieci nie będą się upijać. Niektóre z dzieciaków dostały od rodziców e-papierosy i palą na legalu - byle nie w domu nie przy rodzicach.
Jest parę dzieciaków, które po wykryciu ich eksperymentów używkowych dostały zakaz wszystkiego, ścisły nadzór itp. Raz, że rodzice okazali się średnio wytrwali, a te dzieciaki, których rodzice wytrwali w represjach mają przechlapane. I wcale nie stronią przez to od używek, nadal palą i kombinują jak tu się napić.
Szkoła spisuje się dobrze. Dzieci nie mają szansy palić w trakcie zajęć (stąd te e-papierosy), jest też wolna od narkotyków, dzieci nie kupią nic na terenie szkoły od kogoś z kolegów. To duży plus ze szkoła nie jest polem konsumpcji. Aczkolwiek edukacja anty używkowa jest prowadzona jako drętwa gadka, i nie ma też żadnej oferty pomocy dla uczniów z nałogami czy problemami z używkami.
Na razie:
1. Słucham uważnie i nie krytykuję. Doceniam szczerość. Mąż ma z tym problem, budzi się w nim chęć potępienia-krytyki, więc raczej ja słucham. Męża szokuje też bezpośredniość relacji syna i reszty dzieciaków - że można tak dorosłemu powiedzieć - wypiliśmy po piwie, czy ile papierosów dziennie palą.
2. Rozmawiam.
3. Nie stosujemy kar, nawet gdy wykryjemy konsumpcję używek. Rozmawiamy.
4. Zwiększyłam ilość czasu spędzanego z nastolatkiem, staram się, żebyśmy mieli wspólne sprawy. Mąż też zwiększył uwagę.
5. Podkreślam, że jeśli kiedykolwiek on lub ktoś z jego znajomych upije się lub odurzy (choć tego nie pochwalam), to żeby nie zwiększać ryzyka najlepiej zrobią przychodząc do domu, a nie włócząc się w takim stanie w obawie przed reakcją dorosłych.
6 Nie kontroluję, nie naruszam prywatności. Obserwuję uważnie.
Jako nastolatka w analogicznym wieku byłam regularną konsumentką używek, moi rodzice stosowali strategię głowy w piasku. Rozmowy ograniczały się do pogadanek, czasem robili mi kontrole lub awantury. Gdzieś koło 17 paliłam na już na legalu.
Mąż miał podobnie, z tym, że on w razie wpadek był regularnie dręczony pogadankami i awanturami. Był też regularnie kontrolowany i w zasadzie bywało, że miał zakaz wszystkiego. Co nie przeszkadzało mu konsumować używek. Jak widać nie mamy dobrych wzorców reagowania na połączenie nastolatek+używki.
Nie mam też wzorców dobrych rozwiązań z otoczenia. Większość moich znajomych jako nastolatki konsumowała używki (specyfika dużego miasta?), część z nich powpadała w nałogi, z którymi boryka się do dziś. Część nigdy nie wypracowała dobrych wzorców spożywania alkoholu i do dziś są wysoko funkcjonującymi alkoholikami. Niektórych zjadły narkotyki. Większość jednak pokończyła studia,wykonuje jakiś zawód - żyje.
Rozmowa z innymi rodzicami jest utrudniona. Rodzice dwóch najbliższych kolegów mojego syna są przekonani, że ich chłopcy mają negatywny stosunek do używek i brzydzą się papierosami. Jeden z nich pali pół paczki dziennie.
Nie zamierzam informować rodziców, ale zawsze namawiam dzieci, żeby same porozmawiały ze swoimi rodzicami lub kimś z rodziny komu ufają, poprosiły o pomoc w rzucaniu palenia, porozmawiały o stosunku do alkoholu. Staram się zawsze żeby mój komunikat brzmiał: cieszę się waszym/twoim zaufaniem, nie zawiodę go, nie pochwalam tego co robisz, ale jeśli będziesz mieć kłopoty - możesz na mnie liczyć.
Czy to wystarczy? A może znacie inne skuteczne sposoby na zestaw nastolatek+używki?