sylwik2014
17.02.15, 09:36
Jestem nowa na forum i postanowiłam opisać Wam mój problem.
Wraz z mężem mieszkamy u jego rodziców, stało się tak dlatego, że budujemy dom, a teściowie najzwyczajniej w świecie chcieli pomoc, odciążyć nas trochę finansowo. Szczerze mówiąc na początku byłam na NIE. Mąż ma dwie siostry, jedna mieszka w innym mieście, druga w tym samym mieście co my. Problem w tym, że jej dzieci, a konkretnie 4-letnia córka jest potwornie niewychowana i niegrzeczna. Moja teściowa codziennie się nimi zajmowała, a ja dopiero co urodziłam swoją córeczkę, chciałam mieć święty spokój, a mojemu pierwszemu dziecku stworzyć idealne warunki. Wytłumaczyłam wszystko mężowi, jak ja to widzę, to zostałam zapewniona, że siostrzenica pójdzie do przedszkola i wszystko będzie ok. Po wielu rozmowach, przekonaniach - zgodziłam się.
No i to był największy błąd mojego życia. Szwagierka - wygodnicka, postanowiła, że jej 3 letnia wtedy córka nie pójdzie do przedszkola, skoro ma "nianię-babcię". Stwierdziłam, że może jakoś to będzie... No i niestety, nie było.
Od samego początku zauważyłam, że zachowanie siostrzenicy męża to wina rodziców i dziadków, którzy moim zdaniem nie potrafią jej wychować. 4-latka ma pozwolenie na wszystko w związku z tym jest małym potworkiem. Gdy moja córka ma drzemkę, to ta specjalnie wchodzi do pokoju i krzyczy na całe gardło - nikt nie raczy po nią przyjść mimo próśb - czekam aż jej się znudzi, nie daj Boże wystawię ją za drzwi - obraza majestatu. Następnie okłada swojego młodszego brata, popycha na ścianę, podłogę - jej kara to branie na kolana, głaskanie po głowie i mówienie "Tak nie wolno Kochanie", moja córka jest na etapie raczkowania, więc ta za nią chodzi krok w krok, popycha, nawet próbuje siadać na nią (!), nikt jej oprócz mnie nie zwróci jej uwagi - a mała sobie nic z tego nie robi, śmieje mi się w twarz. 4-latka rządzi wszystkimi, ostatnio teściowa wyszła na spacer z wnukami, a ja z córeczką zostałam w domu, bo spała. Wrócili gdy akurat mała się obudziła i jadła obiad - został nam kawałeczek piersi z indyka, więc jej wrzuciłam do obiadku. Na to siostrzenica męża w krzyk, że ona też chce mięso! "biedna" babcia zaczęła się tłumaczyć, że na obiad są pierożki, nie ma już mięsa, a Lilcia jest malutka i dlatego je mięsko. No to starsza w szał, krzyk na pół blogu, że ona chce mięso na obiad! Na to babunia "No to ja Ci Kochanie pójdę do sklepu i kupię mięsko tak?" a ona "IDŹ!" i uderzyla babcię w nogę... Jak możecie się domyślić, potulna babunia usmażyła dziecku kotlety a ta nawet nie tknęła....
Jeżeli chodzi o jedzenie, to też mają dziwny sposób, faszerują te dzieciaki czym popadnie, ciągle coś jedzą, dużo słodyczy... i są tego efekty - siostrzeniec często ma problemy z brzuszkiem i zrobieniem kupy a starsza ma nadwagę...
Kiedyś jeszcze (latem) wychodziłam z nimi na spacer, czasami na zakupy, ale po rzuceniu w ekspedientkę chipsami w Biedronce - przez 4-latkę. Nigdy więcej nie weszłam z nimi do jakiegokolwiek sklepu.
Moja teściowa nie zwraca jej żadnej uwagi, mama z resztą też, o tacie nie wspomnę, bo on to w ogóle rozpuszcza to dziecko.
Mam wrażenie, ze mała nie potrafi odróżnić dobrego od złego i żal mi tej dziewczynki. Staram się włączyć w życie małej, gdy mam czas to siadamy razem, bawimy się i jest ok. Jednak w grę nie wchodzi żadne zwrócenie jej uwagi... nic nie mogę powiedzieć bo zaraz każdy się na mnie obraża. I to wygląda mniej więcej tak:
Moja córeczka bawi się grzecznie z kuzynem na podłodze, starsza podbiegnie i pociągnie ją za włosy - zwrócę uwagę, tak nie wolno, ją to boli, może pobaw się z nimi? Jesteś większa, pokaż im jak zbudować wielką wieżę, wiem, że jesteś w tym mistrzynią.
A ona na to pociągnie ją, drugi, trzeci, czwarty raz w międzyczasie kopnie brata... aż w końcu ja się wkurzę i pójdę bo którąś ze "świętych krówek przy kawce" i poproszę o ogarnięcie dziecka. No to przychodzi mamusia lub babcia i mówi: "Chodź słoneczko, pobawimy się dominem co?, chodź, chodź" Tonem: chodź skarbie, ciocia jest zła.
I to mnie rozwala najbardziej, bo ja się staram. Mój maż pracuje od rana do wieczora, ma własną firmę, jednak gdy jest w domu, a 4-latka za bardzo dokucza to robi awanturę siostrze, że ma się nią zająć no i efekt jest taki, że wszyscy mają na nas focha.
Gdyby moja szwagierka po pracy naprawdę wzięła te dzieci i pojechała do domu - może bym to lepiej przetrawiła, ale ona siedzi u mamusi, je obiadek, kawki, pogaduchy, pierdoły i tak codziennie. Nie wiem czy ona nie ma roboty w domu: pranie, sprzątanie, gotowanie?
A może to ja jestem nienormalna?