Dodaj do ulubionych

Pożyteczne odmawianie

24.11.04, 15:24
Dobry artykuł. Myślę że dziecku należy też ustępować, ale mądrze czyli
tłumacząc dlaczego. Najgorsze (jak zwykle)są obie skrajności: NIE BO NIE,
albo ZGADZAM SIĘ BO CHCĘ MIEĆ ŚWIĘTY SPOKÓJ.
Wychowanie to najcięższa znana mi praca.
pozdrawiam wszystkich rodziców
Obserwuj wątek
    • mbmb1 nie, bo nie 24.11.04, 16:30
      Tlumaczenie dwulatkowi "dlaczego" to pomylka. To nie zaszkodzi ale nie na tym
      polega istota mowienia "nie". Wszelkie tlumaczenia sa odwolywaniem sie do sfer
      intelektu i wartosci, czy raczej moralnosci, ktorych dziecko jeszcze nie ma w
      pelni wyksztalconych. Dziecko nie potrzebuje jakis abstrakcyjnych uzasadnien,
      tylko jasnych i praktycznych wskazowek, co wolno, a co nie, co jest dobre, a co
      zle. Dlatego stwierdzenie "nie, bo nie" wcale nie jest takie zle. Dziecko to
      zaakceptuje. O glebsze uzasadnienia dziecko bedzie pytalo jeszcze raz pozniej,
      w okresie dojrzewania i buntu mlodzienczego. Wtedy sa potrzebne glebokie
      wyjasnienia i niestety, wielu rodzicow nie ma wtedy wiele do powiedzenia. A to
      jest dopiero wlasciwy czas na dyskusje i wyjasnienia, dopiero wtedy dziecko
      dojrzalo, by byc naszym partnerem w dyskusji i sobie mozemy pomowic o
      tym "dlaczego".
      • verdana Re: nie, bo nie 24.11.04, 17:08
        W życiu nie zdarzyło mi sie powiedzieć "nie bo nie". Nie wiem też, czy przez
        przypadek, ale chyba raczej nie, moje dzieci nie przechodziły przez fazę buntu
        dwulatka, buntu czterolatka, a najsympatyczniejsze były (i są) jako nastolatki.
        Też śladu buntu. Bo są traktowane od wieku niemowlęcego jako istoty rozumne.
        A wcale na wszystko nie pozwalam. Tylko - po pierwsze uwzgledniam fakt, ze
        dwulatek może cos wiedzieć lepiej ode mnie (np - czy jest mu zimno, czy jest
        głodny itd), a po drugie rozmawiam, a nie wydaję polecenia.
        A wychowywanie jest zazwyczaj super - pod warunkiem, że się nie "wychowuje"
        planowo, tylko po prostu z dziećmi jest i rozmawia.
        • rkucharzak Re: nie, bo nie 25.11.04, 00:59
          zdecydowanie się z tobą zgadzam. nie rozumiem też poprzedniej wypowiedzi że nie
          warto dziecku 2 letniemu tlumaczyć dlaczego nie. uwazam, ze my nawet nie
          jesteśmy do końca swiadomi ile rozumieją nasze dzieci, a potem się dziwimy
        • rkucharzak Re: nie, bo nie 25.11.04, 01:00
          dokończę może mało przyjemnie ale realistycznie, dziwimy się np. że oddają nas
          do domu starców.
          • mbmb1 Re: nie, bo nie 25.11.04, 14:47
            Nie popadajmy w skrajnosci. Wcale nie twierdzilem, ze nie nalezy z dzieckiem
            rozmawiac czy odpowiadac na jego pytania. Chcialem tylko podkreslic, ze w
            przypadku konfliktu czasami trzeba postawic twardo na swoim, i madre wychowanie
            wcale nie polega na pertraktacjach ze smarkaczem i negocjowaniu od niego
            laskawej zgody na nasze propozycje. Oczywiscie jesli wszystko da sie
            osiagnac "sila spokoju", jak w przypadku verdany, to super ale czasami sie nie
            da. Wydaje mi sie ze wiele matek ma wrazenie, ze jak dziecku wtedy odmowia i
            nie zapaplaja sie przy tym tlumaczeniami to mu robia krzywde.

            Nie moge zapomniec sceny u znajomych: ojciec rodziny wlasnie wychodzil do
            popoludniowej pracy, a dziecko (wyrosniety 4 latek) w ryk. Trzeba bylo widziec
            co za cyrk odstawila mamusia: najpierw seria tlumaczen, ze tatus, ze praca, ze
            wroci, ze pieniazki na jedzenie, itd., co szczeniak mial gdzies, bo on chcial
            miec tatusia w domu, a nie poszerzac swoje rozumienie swiata kolejnymi
            tlumaczeniami. Potem mamusia odstawiala kroliczka, potem druga seria tlumaczen,
            potem zaciagnela ryczace dziecko do lazienki, pokazac mu kaczuszke (oczywiscie
            przy wtorze tlumaczen) i wtedy zrezygnowany ojciec wzial buty w reke, zeby go
            dzieciak nie slyszal i szybko na palcach wyszedl na klatke schodowa. Dzieciak
            oczywiscie jak opuscil lazienke rozryczal sie jeszcze bardziej, co mamusia
            okrasila kolejna porcja tlumaczen i przytulan. Oczywiscie zignorowanych przez
            dziecko.

            Tak to czesto wyglada w praktyce. Efektem takiego podejscia jest rozrost
            egoizmu u dzieciaka i wyksztalcenie w nim przekonania, ze wszystko podlega
            negocjacjom, ze wazniejsze jest znalezienie odpowiedniego tlumaczenia niz
            wlasciwe postepowanie. I ze mozna postepowac niewlasciwie, jak sie znajdzie
            odpowiedni wykret.
            • verdana Re: nie, bo nie 25.11.04, 17:12
              Aaa, nieporozumienie!
              Ja NIGDY nie twierdziłam, ze zawsze trzeba z dzieckiem negocjować, tylko ze
              trzeba mu wytłumaczyć decyzję. Np. wracamy ze spaceru. Mówię "Trzeba iść do
              domu" dziecko protestuje, nie odpowiadam "Idziemy do domu i już" tylko np "
              zbliża się pora obiadu, muszę wrócić i podgrzać nam i tacie zupę". I tu koniec
              pertaktacji. Powiedziałam, ze wracamy, wytłumaczyłam dlaczego i to oznacza, że
              wracamy. Nawet jeśli dziecko wyje, tupie , dąsa się i miota.
              Jestem ostatnią osoba od "siły spokoju". Jestem gotowa dać klapsa, by
              wyegzekwować polecenie. Ale tłumaczę, dlaczego je wydałam. I jeśli dziecko, co
              się zdarza, ma rozsadny argument, to go wysłucham i może się zgodzę na zmianę.
              • gusiak_mama_kacperka Re: nie, bo nie 26.11.04, 18:52
                Przytoczę przykład podobny do Twojego - wujek kończy odwiedziny. Tata woła
                trzylatka, żeby sie pożegnał. One w ryk, że nie, że wujek nie ma iść. Ojciec
                twardo stawia sprawę - wujek idzie i jak nie przyjdziesz się pożegnać, to Twoja
                strata. Mały w ryk straszliwy, histeria. Wujek wyszedł. Mama po wszystkim
                zapytała trzylatka, dlaczego nie chciał się pożegnać. Jak głupio było rodzicom,
                gdy trzylatek z płaczem pokazał rysunek, który kończył malowac dla wujka.
                Więc może matka z Twojego przykładu zamiast tłumaczen i zagadywań powinna
                zapytać dziecko dlaczego nie chce, żeby tata wyszedł? Nigdy nie wiemy co siedzi
                w głowie dziecka, a ono często myśli bardziej intensywnie niż my.
                Owszem nie podlega negocjacjom ubranie kurtki w zimie, czy przechodzenie przez
                ulicę za rękę, ale większość rzeczy na tym świecie podlega negocjacjom i trzeba
                dziecka nauczyc nie bezwzględnego posłuszeństwa, ale umiejętności pokojowego
                rozwiązywania konfliktów, nawet takich domowych na linii rodzic-dziecko.
                Mój dwuipół letni syn rozumie słowo umowa. Czasem gdy proponuję mu jakiś układ
                on mówi: "Nie, tak się nie umawiamy". Wtedy pytam: "A jak?" Na pewne jego
                propozycję mogę się zgodzić, na inne nie. Dyskutujemy o tym. I nigdy nie uważam
                tego za czas stracony.
    • grrrrw Re: Pożyteczne odmawianie 27.11.04, 09:35
      Podobna historia.
      Dziecko protestuje, nie chce załozyc ciepłych bucików na spacer. Babcia
      nalega, tworzy sie zamieszania.
      Przychodzi mama i wyjasnia, ze babcia usiłuje wnuczce załozyc kozaczki, które
      naleza do brata !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka