kieszonkowe

22.03.05, 11:02
Witajcie,
czy możecie podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami na temat dawania
dziecku kieszonkowego? Czy własne pieniądze dla 7-latka to dobry pomysł? Jak
często dawać: tygodniówki czy lepiej raz w miesiącu? Ile??? No i czy dawać
tak po prostu, czy za jakieś konkretne obowiązki i zachowanie (np. zmywanie,
wynoszenie śmieci, dobre stopnie etc.)
Dziękuję i pozdrawiam.
Gosia
    • nchyb Re: kieszonkowe 22.03.05, 11:33
      >>Czy własne pieniądze dla 7-latka to dobry pomysł?
      Moim zdaniem - dobry pomysł.
      Mój obecnie prawie 11-latek dostaje 5 zł tygodniowo. Dodatkowo czasem coś
      jeszcze wyprosi smile)
      W wieku ok. 7 lat dostał po raz pierwszy kieszonkowe, było to w granicach 3-4
      zł. Sądzę, że w tym wieku lepsze są tygodniówki. Dziecisa jeszcze zbyt małe by
      czekać cały miesiąc, a większą kwotę i tak potrafią wydać od razu nagłupotki.
      Moja więc propozycja - tygodniówka.
      . No i czy dawać
      > tak po prostu, czy za jakieś konkretne obowiązki i zachowanie (np. zmywanie,
      > wynoszenie śmieci, dobre stopnie etc.)
      U nas kieszonkowe jest ot tak, po prostu. Jestem zdecydowanie przeciwna
      płaceniu dziecku za odrabianie lekcji, czy wynoszenie śmieci. Mój syn wie, że
      jego obowiązkiem jest wynoszenie co rano śmieci. I nikt mu za to nie zapłaci,
      podobnie jak mi nikt nie płaci za pranie, a przeciez to robię smile
      Co do nauki - tu już sprzeciw do nieskończoności.Ma się uczyć dla siebie, dla
      wiedzy (jak przy okazji będą dobre stopnie, to dobrze, na koniec roku pójdziemy
      wspólnie na lody smile!
      Natomiast płacić za naukę? Nigdy!
      A Ty i tak zrobisz jak będziesz chciała smile)
      Pozdrawiam
      • burza4 Re: kieszonkowe 22.03.05, 12:42
        zgadzam się całkowicie z przedmówczyniąsmile, do tego dodam uwagę od siebie na
        bazie własnych doświadczeń, bo moja córka jest starsza. Otóż - celem pośrednim
        takiego kieszonkowego jest wyrobienie w dziecku nawyku gospodarowania
        pieniędzmi. Trudno mówić o gospodarowaniu przy kwocie 5 złsmile - wiadomo, że
        młodsze dziecko i tak wyda wszystko na słodycze, ale w przypadku trochę
        starszych dzieci warto okreslić precyzyjniej zasady. Chodzi mi o to, że
        napisałaś że "dziecko dostaje 5 zł i coś tam jeszcze wyprosi" - i ja też się na
        to nabrałam i widzę z perspektywy czasu że to błąd. Córka kieszonkowe trwoniła
        na głupoty, 15 błyszczyk do ust, gazetki z bransoletką z koralików albo coś w
        tym stylu, a potem przychodziła do mnie prosząc o zakup gry komputerowej. Teraz
        zmieniłam zasady - dostaje większą kwotę, ale ma powiedziane, że na takie
        ekstrasy ma sobie sama odłożyć z kieszonkowego właśnie i nie ma zmiłuj.
        Dziewczyny na forum uswiadomiły mi, że jeśli będzie mogła liczyć na "dokładkę"
        to nie ma motywacji do oszczędzania, bo po co - skoro wystarczy poprosić? Musi
        się nauczyć, że nic nie spada z nieba...
        • nchyb Re: kieszonkowe 22.03.05, 14:29
          > Dziewczyny na forum uswiadomiły mi, że jeśli będzie mogła liczyć
          > na "dokładkę" to nie ma motywacji do oszczędzania, bo po co - skoro wystarczy
          > poprosić? Musi się nauczyć, że nic nie spada z nieba...
          Ano burza4 masz całkowitą rację. Zdaję sobie z tego sprawę.
          Moje dziecko kieszonkowe z reguły oszczędza, kupił taką metalową skarbonkę-
          puszkę, z której bez rozwalenia skarbonki, nie da się wyjąć pieniędzy. I
          zbiera. Puszka coraz cięższa, dziecko zbiera, teraz mówi o desce
          snowboardowej., w międzyczasie pewnie zdanie jeszcze zmieni.
          Zdaję sobie sprawę, że 5 zł to niewiele, ale jak to mówią, z próżnego to i
          salomon... Więc dziecko dostaje piątaka, większość oszczędza, co którąś
          tygodniówkę wyda na głupotki, a czasem ja też się złamię i coś ekstra kupię. To
          taka nasza trzynastka smile)
          Pozdrawiam
      • joannaxxx Re: kieszonkowe 24.03.05, 12:05
        zgadzam się z przedmówczynią, płacenie dziecku za pomoc może w przyszlości
        zaprocentować interesownością.
        Moja siedmiolatka co dzień do szkoły doastaje 2 zł. jeśli chce coś ekstra mieć
        to zbiera pieniądze albo "pożycza" a wtedy nie dostaje przez tyle dni
        ile "pożyczyła". Oczywiście dostaje wtedy np. 1 zł. albo 2 zł. ale sporadycznie.
        W ten sposób załatwiam problem jej potrzeb, czyli jej żądania dzieki temu są
        bardziej przemyslana oraz uczy się obracania w mikro skali pieniędzmi. Cóz u
        nas w domu się nie przelewa...
        pozdrawiam
    • zona_mi Re: kieszonkowe 22.03.05, 21:29
      Podoba mi się to co piszecie. A u nas inaczej - siedmiolatka dostaje grosiki.
      Robi drobne zakupy i resztę w złotych oddaje mamie, a grosiki idą do żabki. Do
      tej pory (około roku trwa ten układ) kupiła sobie ze cztery razy coś słodkiego,
      fajną czapkę, nie pamiętam czy jeszcze coś. Jakoś potrzeb dużych nie ma smile Tak
      czy inaczej, jeśli nawet za swoje pieniądze, musi mieć moją zgodę na zakup.
      Nie wiem właściwie jak to powinno wyglądać, bo sama nigdy kieszonkowego nie
      dostawałam.
    • allija Re: kieszonkowe 23.03.05, 00:06
      Moi chlopcy dostaja kieszonkowe ale gdzies tak od 4ej klasy. Wczesniej nie bylo
      potrzeby. 10-latek jednak już bardziej potrafi sprecyzować swoje potrzeby np
      jakaś gazeta czy drobna zabawka czy choćby jakies picie ze szkolnego sklepiku.
      Dostawali więc tygodniówke, początkowo też po 5 zł.
      Nigdy nie mówiłam, że mają nauczyc sie oszczedzać bo mam awersje do tego słowa.
      Dla mnie oszczedzanie = brak pieniedzy a więc jakis przymus. Nie chciałabym aby
      tak im sie kojarzyły pieniądze i tak to sobie zakodowali. Dostaja więc za nic i
      wydają na co chcą. Wolę żeby sie z nich cieszyli.
      Poza tym trudno z 5zł czy 10zł zaoszczędzić na wspomnianą deskę choćby. Z
      wiekszymi potrzebami chłopcy przychodza do nas.
      • nchyb Re: kieszonkowe 23.03.05, 08:31
        > Poza tym trudno z 5zł czy 10zł zaoszczędzić na wspomnianą deskę choćby. Z
        > wiekszymi potrzebami chłopcy przychodza do nas.
        Zgadza się, bardzo trudno. Ja sobie nie wyobrażam. Przy założeniu, że dostaje 5
        zł tygodniowo, w skali roku może uzbierać ok. 250 zł, (nierealne - taka decha z
        butami to min. tysiąc złotych), ale mając już ok. 100 zł, może negocjować z
        rodzicami i dziadkami dołożenie do wymarzonej deski, konsoli, czy innych
        drogich przedmiotów. A przy okazji uczy się ( a przynajmniej taką mam
        nadzieję), że drogie prezenty same z nieba nie spadają, że trzeba pewnego
        wysiłku z własnej strony. Na przyjemności można dozbierać, np. wynosząc butelki
        (własnie mój synek odniósł wczoraj butelki po coli, dostał ok. 2 zł i był
        zadowolony).
      • burza4 Re: kieszonkowe 23.03.05, 10:19
        termin "oszczędzanie" może nie jest najszczęśliwszy w odniesieniu do sytuacji
        gdzie chodzi bardziej o nauczenie racjonalnego gospodarowania posiadanymi
        zasobami, wpojenie pewnego szacunku do pieniądza. Bo poprzednio to córka
        postępowała na zasadzie "łatwo przyszło, łatwo poszło". Np. w czasie
        tygodniowego pobytu za granicą na słodycze wydała 50 euro w mig - mimo że
        dałam jej na wyjazd pełną siatkę tychże. Po prostu zwykłe "chciejstwo", mam-to
        wydam, nie zważając na to, że czekoladka kosztuje 12 zł a nie 2... a potem -
        mamo, chciałabym nowe Simsy za 80 zł... cóż - miałaś kasę - trzeba było nie
        wydawać wszystkiego, tobyś sobie kupiła... chodzi o to, żeby dziecko
        zrozumiało, że nie będzie tak łatwo miała kasy na coś droższego, jeśli to co
        miała roztrwoni na całkowicie zbędne głupstwa. Moja dostaje 50 zł miesięcznie
        na swoje potrzeby (może coś tam babcia dorzuci), a resztę finansuję ja. Trudno
        te granice sprecyzować dokładnie - dla mnie to działa tak: kupię dziecku
        potrzebne rzeczy, ale przy nadmiarowych niech przynajmniej część sfinansuje
        sama - np. jeśli do 2 par adidasów które posiada zamarzyły jej się modne
        trampki za 260 zł - to niech sobie odłoży na nie sama.
    • brillo Re: kieszonkowe 23.03.05, 19:49
      urodziłaś się chyba jako dorsły człowiek!zanim zadasz idiotyczne pytanie puknij
      się w łepetynę.
      • pawel934 Re: kieszonkowe 23.03.05, 21:19
        No to moze ja sie wypowiem ze strony dziecka-otóż kieszonkowe dostaje od wieku 6
        lat (teraz mam niecałe 12 lat) i przez pierwszy rok wszystko trwonilem na
        samochodziki, lecz pozniej nauczylem sie oszczędzać. Na początku dostawalem 3
        zł, ale teraz od kilku lat dostaje 5. Od pieciu lat uzbieralem okolo 900zl, a
        wydalem okolo 190 i wreszcie nauczylem, sie oszczedzac! Według mnie nie powinno
        sie dawac dzieciom cos ponad wyznaczoną sumę tygodniowo! Ja mam z rodziczmi taki
        układ, że jak chcę coś kupić, a oni uważają to za sensowne to skladamy sie po
        polowie. PS. Dostaję jeszcze drobniaki za mycie samochodów różnym członkom
        rodziny smile

        Paweł
    • zagadka1985 Re: kieszonkowe 23.03.05, 21:39
      Teraz mam prawie 20 lat i tez dostawalam kieszonkowe. Nie byly to duze sumy, ale
      nauczyly mnie, że jak się chce to można i powoli do czegoś dojść, na coś
      nazbierać. Nauczyłam się, że pieniędze łatwo nie przychodzą, od 16 roku życia
      zaczęłam dorabiać sama i mieć własne pieniądze. Na pewno jestem za kieszonkowym,
      ale mimo wszystko odrobinę kontrolowanym.
      Pozdrawiam
    • klarak Re: kieszonkowe 23.03.05, 21:52
      w zadnym wypadku "za cos" - dzieci ucza sie wtedy, ze nie warto pomagac
      bezinteresownie. a jesli chodzi o oszczedzanie - moj syn w tym wieku dobrze
      wiedzial, czego chce i umial juz oszczedzac. warto tlumaczyc, ze zamiast 10 czy
      100 dyrdymalow moze miec jedna porzadna rzecz (chyba, ze czujesz, ze akurat musi
      sobie poprawic humor natychmiast wink tez tak mamy, prawda?
    • evee1 Re: kieszonkowe 24.03.05, 04:18
      U nas system kieszonkowego funkcjonuje juz od jakichs trzech lat, a dzieci maja
      8 i 10 lat. Dostaja okreslona sume co tydzien, ale chyba musimy im dac
      podwyzke, bo sa teraz nieco starsze smile). Kieszkonkowe dostaja "za nic", bo
      sprzatanie w swoim pokoju, wynoszenie smieci czy odrabianie lekcji, to ich
      zwykle obowiazki, ktore powinni robic jako domownicy,
      a nie za pieniadze. Mi przeciez nikt nie placi za sprzatanie czy gotowanie.
      Pieniadze dostaja glownie po to, zeby poznaly ich wartosc i nauczyly sie nimi
      gospodarowac i planowac. Teraz dzieci wydaja swoje pieniadze glownie na drobne
      slodycze czy mniejsze zabawki. Jak ida do sklepu z zabawkami, to chetnie
      kupilyby pol sklepu, ale porownuja ceny z tym co maja w portfelu i licza ile
      tygodni musialyby oszczedzac, zeby kupic to czy tamto. Czesto okazuje sie, ze
      koniecznosc oszczedzania przez 10 tygodni na jakas zabawke skutecznie studzi
      chec jej posiadania smile).
      Uwazam, ze kiesznkowe jest ich i nie namawiam dzieci na co maja wydawac swoje
      pieniadze. Nie namawiam tez do zbytniego oszczedzania. Jak widze, ze oczy im
      sie blyszcza do wszystkiego co moglyby w danym momencie za swoje fundusze
      kupic, to przypominam, ze zamiast wydawac teraz wszystko na jakas glupotke moga
      poczekac jeszcze dwa, trzy tygodnie i kupic cos drozszego, ale decyzje zawsze
      pozostawiam im. Dzieci czasmi wychodza ze sklepu z drobiazgiem, a czasami
      czekaja az beda mogly kupic cos atrakcyjniejszego. Ze dwa czy trzy razy
      zdarzylo mi sie dorzucic do ich zakupu. W gruncie rzeczy to milo dostac od
      kogos niespodziewany prezent smile).
      Nie oczekuje od dzieci, zeby oszczedzaly na rzeczy drogie, bedace poza
      zasiegiem ich mozliwosci finansowych. Za takie uwazam rzeczy, na ktore trzeba
      oszczedzac pol roku czy wiecej. Wtedy traca z oczu cel oszczedzania i nie moga
      wydawac na
      nic w miedzyczasie, a jak wydaja, to cel jeszcze sie oddala w czasie i traci to
      sens. Moim zdaniem W takim przypadku kieszonkowe traci swoja edukacyjna
      wartosc, bo glownym celem kieszonkowego nie ma byc mozliwosc kupienia czegos
      tam, ale uczenie sie gospodarowania pieniedzmi. Co z tego, ze nie wydajac
      absolutnie nic umialabym oszczedzic na samochod - najpierw musze sie nauczyc
      gospodarowac pieniedzmi na codzien, zeby zdac sobie srawe, czy w ogole jest
      sens i w jaki sposob na ten samochod oszczedzac.
      Co do duzych (drogich) wydatkow. Jezeli uwazam, ze dzieci powinny jakas rzecz
      miec, to sami je dzieciom z jakiejs okazji kupujemy. Za taka rzecz uwazam na
      przyklad rower (ruch, swieze powietrze). Kupie podstwaowy model - na wodotryski
      niech sobie sam delikwent(ka) oszczedza. Ale jezeli dana rzecz uwazam za zbedna
      (na przyklad playstation), to trudno - ode mnie dziecko jej nie dostanie.
      Jezeli samo koniecznie chca ja miec, to niech na nia oszczedza, chocby rok czy
      dwa.
      Sadze, ze kategoria rzeczy finansowanych pol na pol. Jeszcze nie wiem co do
      niej bedzie nalezec, moze jakies hobby (jazda konska corki, albo modelarstwo
      kolejowe syna), a moze jakies ubrania. Ja kupuje spodnie, ty kupujesz marke
      tych spodni smile).
    • e.day Re: kieszonkowe 24.03.05, 11:13
      mój siedmiolatek nie dostaje stałego kieszkonkowego, raczej nieregularnie
      drobne kwoty (2 zł, 3 zł). Standardowe obowiązki nie są premiowane dodatkowym
      pieniądzem, chyba że zrobi coś "ekstra" (pomoc w myciu samochodu, pomoc ojcu w
      jakichś cięższych zadaniach). Ostatnio dostał ode mnie pieniążki za... ogranie
      ojca w grę w sieci... ale to było jednorazowe, w ramach żartu.
      Oczywiście, babcie dwie również zawsze coś do kieszeni wsuną.
      Pozdrawiam,
      E.Day
    • gopio1 kieszonkowe zabrane 24.03.05, 12:53
      No, dobra, a teraz inne pytanie: czy i kiedy wsztrzymujecie kieszonkowe. Bo
      rozumiem, ze nie powinno dawac się dziecku pieniędzy za dobre stopnie i
      poodkurzanie mieszkania, ale czy jeśli dostanie pod rząd 3 jedynki, odmawia
      sprzątnięcia własnego pokuju itp., to czy jedną z konsekwencji (kar?) takiego
      zachowania jest dla Was nie danie mu pienieędzy?
      • klarak Re: kieszonkowe zabrane 25.03.05, 22:41
        ale jaki jest zwiazek tych dwoch faktow? jesli przynosi zle stopnie, to musi
        wiecej czasu poswiecic nauce, a nie stracic kieszonkowe. Zasada numer jeden:
        "kara" (umownie to nazywam tak) musi byc w zwiazku przyczynowo-skutkowym z
        "przewinieniem (jak wyzej). moje ulubione porownianie to: "nie dostaniesz
        deseru, bo uderzyles siostre". Co mysli dziecko? "Nastepnym razem przyloze
        siostrze po deserze" wink
        • allija Re: kieszonkowe zabrane 26.03.05, 14:22
          Nie, nie karzemy dzieci odbieraniem kieszonkowego,a na pewno nie za złe
          stopnie. Czasem zdarza mi sie postraszyc kiedy syn szaleje po mieszkaniu np. z
          piłką, że jeśli cos przy okazji stłucze to odkupi to ze swojego kieszonkowego.
          Co w tym wypadku wydaje mi sie uzasadnione bo kilka razy przedtem upominam, że
          np. w domu sie nie gra.
      • evee1 Re: kieszonkowe zabrane 29.03.05, 06:00
        Nie wstrzymujemy kieszonkowego. Kara na ogol jestzakaz ogladania telewizji,
        albo gry na komputerze.
        • mynia_pynia Re: kieszonkowe zabrane 30.03.05, 11:44
          Nigdy nie dostawałyśmy z siostrą kieszonkowego. Ale układ był taki że jak coś
          potrzebowałyśmy to mama nam kase dawała, lub tato, a jak jeszcze było mało to
          obskoczyłyśmy dziadków smile
          Patrząc z perspektywy czasu to było to oki, bo moja mama uważała że jak już
          ustalimy kieszonkowe w jakiejś tam konkretnej wysokości to musimy sobie za to
          wszystko kupić, czyli same uzbierać na buty, spodnie i bilety do szkoły, co mi
          się w głowie nie mieściło.
          Czym się to skończyło:
          Ja kompletnie nie umiem oszczędzać. Pracuje już dwa lata (już nie mieszkam z
          rodzicami), zdażyło mi się tak parę razy że wypłaty nie miałam już po 5 dniach,
          na szczęście płace wszystkie rachunki w pierwszym dniu więc długów nie mam smile.
          Do tej pory ani razu nie odłożyłam złotówki, jak coś potrzebuje to biore
          wszystko na raty, bo sama wżyciu bym nie uzbierała takich kwot.
          Gdy rodzice się pytają czy mi starcza kasy ja z uśmiechem mówie że tak jeszcze
          mam wink Rodzice dumni ze mnie że sobie radze, a ja....hmm w sytłacji kryzysowej
          pożyczam od babci.
          A moja siostra zawsze na wszystko ma kase, potrafi sobie rozplanować wydatki
          itp.


          Wszystko zależy od charakteru smile
Pełna wersja