Dodaj do ulubionych

zaczynam bić swoje dziecko

11.04.05, 14:24
A właściwie zaczełam juz jakiś czas temu ale mówiłam sobie, że to jeszcze nie
to. Sama byłam porzadnie bita i zawsze chciałam tego uniknąć. tymczasem mój
syn ma 7 lat i kiedy sie na niego wkurzę to szturcham, trzęse,
ściskam,popycham albo wrzeszczę w niebogłosy. Nie daję klasycznych klapsów -
ale wyżywam sie fizycznie.
co robić?
strasznie trudno to opanować. nie wiem jak. tysiące razy obiecywałam sobie,
że nigdy więcej - a reaguję tak strasznie impulsywnie i zawsze tak samo.
wiem, że terapia itd... to juz wiem - ale może coś oprócz tego?
Jak sobie radzicie z tym problemem? Jestesmy pokoleniem dzieci, które raczej
były bite. I gdzieś w środku mają wdrukowane bicie jako jedną z opcji
postepowania gdy mały człowiek irytuje lub jest nieznośny.
Co robić?
Obserwuj wątek
    • bea.bea Re: zaczynam bić swoje dziecko 11.04.05, 14:53
      nie martw się ...ja też klapsuje...i czasem wydaje mi się że za mało smile
      • kachax Re: zaczynam bić swoje dziecko 11.04.05, 15:05
        Bea,
        nie dawaj proszę takich komnentarzy osobie która ma poważne problemy, zastanów
        się co robisz. Wiem, chciałaś podnieść na duchu, ale nie tak sie to robi.
      • pas_ya Re: zaczynam bić swoje dziecko 11.04.05, 16:41
        Do bea.bea
        Ciekawe jakbyś się czuła gdyby ciebie
        ktoś tak klapsował i uważał że za mało.
        Może powinien Ci ktoś łomot spuścić.
        Współczuję Twojemu dziecku.
        W Szwecji za coś takiego idzie się siedzieć.
        Pomyśl proszę zamin coś napiszesz.
        Pomyśl zanim znów uderzysz.
        To tak niewinnie brzmi klapsowanie...
        A Twojemu dziecku niszczysz życie, zabierasz poczucie godności
        i wiarę w siebie. Dziecko to człowiek tylko mały
        z dużą tobą jest zawsze na przegranej pozycji.
        Dlaczego to wykorzystujesz???
        • matka8 Re: zaczynam bić swoje dziecko 15.04.05, 18:38
          pas_ya napisała:

          > Do bea.bea
          > Ciekawe jakbyś się czuła gdyby ciebie
          > ktoś tak klapsował i uważał że za mało.
          > Może powinien Ci ktoś łomot spuścić.
          > Współczuję Twojemu dziecku.
          > W Szwecji za coś takiego idzie się siedzieć.
          > Pomyśl proszę zamin coś napiszesz.
          > Pomyśl zanim znów uderzysz.
          > To tak niewinnie brzmi klapsowanie...
          > A Twojemu dziecku niszczysz życie, zabierasz poczucie godności
          > i wiarę w siebie. Dziecko to człowiek tylko mały
          > z dużą tobą jest zawsze na przegranej pozycji.
          > Dlaczego to wykorzystujesz???
          bea nie powiedziała, że maltretuje swoje dziecko tylko, że ,,klapsuje''To jest
          kolosalna różnica.
          A swoją drogą już wiem skąd się bierze tyle młodocianych bandytów.

          • pas_ya Re: zaczynam bić swoje dziecko 15.04.05, 19:07
            Ja też.
            • pas_ya Re: zaczynam bić swoje dziecko 15.04.05, 19:18
              Chodziło mi oczywiście o to co napisała matka.
              Zcecydowanie zaprzestałam bicia i innego napastliwego zachowania w stosunku do
              dziecka. Mam tego w domu wymierne efekty.
          • polibius Re: zaczynam bić swoje dziecko 18.04.05, 12:23
            czy uwazacie, ze mlodociani bandyci, to dzieci, ktore nie sa bite??
    • rocha_mama Re: zaczynam bić swoje dziecko 11.04.05, 15:04
      Może pomoże uświadomienie sobie, że to tylko forma wyładowania swojej złości na
      dziecko. Ja tak postrzegam u siebie ten problem. Mam małego bobasa i Go nie
      biję ale wychodzi z niego już czasem diabełek. I wtedy już mnie ręce świeżbią.
      Wtedy staram się pamiętać o tym, że uderzenie dziecka będzie tylko wyładowaniem
      mojej agresji na nim. Po co. Jemu to nie pomoże, mi także nie. W ten sposób
      uczę Go tylko złości. TEORETYCZNIE akceptuję klapsy tylko w sytuacji ataku
      dziecka i to zapowiedziane. Np. moja siostrzenica ( 3lata) rzucała kamieniami
      we mnie i moje dziecko. tak dla zabawy. Najpierw poprosiłam ją aby przestała.
      Nie poskutkowało. Powiedziałam, że jeśli rzuci jeszcze jeden kamień to dam jej
      klapsa. Kamień poleciał a moja ręka wylądowała na jej pupie.
      Ja nie byłam bita. Więc moja chęć przyłożenia czasami dziecku (miewam takie
      chęci choć do tej pory panuję nad nimi) nie wynika z faktu, że sama obrywałam.
      To, moim zdaniem, problem z brakiem umiejętności ukierunkowania prawidłowo
      swojej agresji.
    • kachax Re: zaczynam bić swoje dziecko 11.04.05, 15:11
      Hej,

      na tą terapię to leć sprintem, bardzo poważnie mówię.
      nie wiem czy moje kolejne rady na coś Ci się zdadzą, ale może spróbuj:
      - jak Cię synek wkurzy zagryźć dolną wargę i milczeć
      - ręce do tyłu, mocno wbić jedna w drugą i trzymać aż do bólu
      - wiać gdzie pieprz rośnie na czas uspokajania własnych emocji, wrócić jak
      ochloniesz.

      Masz b. poważny problem. Jeśli tak potrwa dłużej to syn będzie miał poważne
      kłopoty z tym by Cię kochać i szanować, niedużo czasu upłynie zanim usłyszysz
      pod swoim adresem najgorsze inwektywy itp.
      nie mówiąc już o tym że pogrzebiesz rodzinne stosunki pomiędzy nim a sobą na
      długie....długie lata. Oj, co jak Ci tu bede pisac o tym, sama wiesz że masz to
      zmienić NATYCHMIAST!

      Trzymam za Ciebie kciuki. Pozdrawiam, kachax
      • leli1 Re: zaczynam bić swoje dziecko 12.04.05, 10:07
        nie, no chyba przesadzacie deczko!!
        Czemu takie czarne wizje roztaczacie typu: niedługo usłyszysz inwektywy pod swoim adresem itp, dziecko cie nie bedzie szanowac?? Rozumiem ze autorka nie znęca się nad dziećmi??!!.
        Tak się składa ze zanim w moim zyciu pojawił się dzidolek to mieliśmy kilka spotkań z psychologiem na temat wychowania. Zaden z nich nie negował roli klapsa jako srodka wychowawczego, bardziej negowane były bezstresowe sposoby.
        Nie popieram bicia dzieci, sama byłam bita, oczywiscie jak zasłuzyłam, nigdy przez to nie straciłam szacunku do moich rodzicow i nigdy z moich ust nie padła pod ich adresem zadna inwektywa.
        jesli dziecko wie ze dostaje niesłusznie, ze dostaje bez powodu, ze rodzice wykorzystuja swoją przewage, to wtedy faktycznie mozna spodziewac sie ze wczesniej czy pozniej obroci sie to przeciwko nam, ale jesli ja dostaje klapsa bo robie źle, mimo "ustnych" ostrzezen dalej tak robie to nie moge miec do nikogo pretensji. Dziecko autorki jest juz dosc duze i raczej zdaje sobie sprawe z tego ze źle robi.
        No nie wiem, na terpie raczej bym nie wysyłała, jedyne co polecam to faktycznie wzięcie głębokiego oddechu, zaciśnięcie rąk, jednym słowem zapanowanie nad pierwszym odruchem, potem zazwyczaj odzywa się rozsądek.
        Przypomina mi się jak na spotkaniach psycholog polecał wszyskim joge jako super środek na zapanowanie nad sobą, oburzyłam się smile, ale teraz widze ze to nie był głupi pomysł smile.
        • kachax Re: zaczynam bić swoje dziecko 12.04.05, 16:11
          Leli Leli,

          co Ty piszesz, zastanów się trochę, dziecko nie rozumuje tak jak dorosły.
          Nie można nigdy powiedzieć że dziecko zasłużyło na to by je bito. NIGDY.
          Bicie to nie jest argument, czy Ty to rozumiesz?

          Zastanów sie i szczerze sama powiedz czy klapsy czy inne bicie przekonało Cię
          do tego do czego zamierzano CIę przekonać?

          Ja nie zliczę ile razy dostałam lanie, na które mi sie ileś tam czasu zbierało,
          byłam o nim ostrzegana że jest coraz bliżej. I co? I nic to nie zmieniało,
          dalej spóźniałam sie ze szkoły chodząc na pogaduszki z koleżankami, dalej
          chowałam chleb po kątach jak nie zjadłam i co tam jeszcze do przewinień się
          zaliczało, a czego nie pamiętam.
          Do zmiany przyzwyczajeń przekonywało mnie zupełnie co innego, bicie mnie jako
          małej dziewczynki doprowadziło tylko do tego że kochaną mamusią można było mnie
          straszyć, i babcie mnie straszyły, a któregoś dnia sama siebie uderzyłam bo
          było mi wygodniej samej sobie "przywalić" niż zrobić to czego mama oczekiwała.

          Czy teraz rozumiesz że bicie to nie jest argument? Argument jest wtedy kiedy
          wykonanie czegoś złego skutkuje od razu czymś nieprzyjemnym, ale nie dlatego że
          rodzice karzą, ale dlatego że po prostu jest taki skutek.

          Nie zrozum mnie źle, nie chodzi o to by przekonywać że wtargnięcie na ulicę
          grozi wypadkiem w taki sposób, że puszczasz dziecko pod samochód, ale jak
          pokażesz cos się dzieje np. z puszką pod kołem samochodu to dziecko prędzej
          zrozumie, niż jak mu dasz klapsa za to że niesfornie lata po chodniku/jezdni.

          Użyj tochę wyobraźni. A co do bezstresowego wychowania to juz dość dawno
          odkryto że przesada w żadną stronę nie jest zdrowa.

          Pozdrawiam.
          • leli1 Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 09:54
            może jestem jakaś nienormalna, ale klapsy przekonały mnie ze mam czegos tam nie robić. Ja w ogóle raczej grzecznym dzieckiem byłam smile, więc istotnie klapsy wywierały na mnie wrażenie, natomiast jesli byłyby nadużywane to pewnie moja rekacje tez byłaby inna.
            Wybacz kachax, ale nie do konca sie z Toba zgadzam. Nie zawsze mozna pozwolić aby dziecko na własnej skórze odczuło skutek tego ze źle robi i nie zawsze da sie to obrazowo wyjasnic (patrz pomysł z poduszką). Od tego są rodzice aby je od tego uchronić. Nie mówie przez to, ze non stop jakis niesforny malec ma dostawac lanie, kazdy dobiera metody wychowawcze do charakteru swojego dziecka. jesli jest jakas uparta dusza na ktora klapsy nie działaja, lub wrecz wywołuja odwrotny skutek to wtedy czas siegnąć po cos innego.

            I raz jeszcze powtorze ze nie wyobrażam sobie zle mowic/myslec o moich rodzicach tylko dlatego ze dali mi klapsa!!!
            Pzdr.
        • mmmammma Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 15:25
          Fjnie, że pojawił się tu taki temat - ostatnio często myślę o "klapsach" i o
          tym jaki maja wpływ na dzieci.
          Podobnie jak Leli1 czasem dostawalam od rodzicow w tyłek(dwa-trzy razy nawet
          pasem) i podobnie jak ona kocham i szanuje swoich rodzicow. Mam z nimi bardzo
          dobry kontakt - wrecz nie wyobrazam sobie sytuacji, zebym nie mogla sie ich
          poradzic czy zebym nie mogla liczyc na ich pomoc w trudnych sytuacjach. Nieraz
          się zastanawiałam czy te klapsy nie wpłynęły na mnie negatywnie. "sama byłam
          bita, oczywiscie jak zasłuzyłam"-napisałaś Leli1 -wyjęłaś mi to z ust. Byłam
          pewna że jak sobie "zasłużę" to normalne, że mogę dostać. Nie wiem, czy to
          mialo jakiś wpływ na moje "dorosłe" życie, ale od męża po ślubie też zdarzało
          mi się dostać klapsa (aktualnie problem rozwiązany) i przyjmowałam to za
          normalną sprawę - czy był to wynik bicia w dzieciństwie, nie wiem. W każdym
          razie rodzice wychowali mnie i moje rodzeństwo bardzo dobrze, wszystkich nas
          wykształcili a czy miało to wpływ na moją psychikę - ???.
          Natomiast co do mojego wychowania dzieci (a mam dwoje)- nie jest zwolenniczką
          bicia dzieci co nie znaczy że jestem kategoryczną przeciwniczką. Myślę, że nic
          nie jest całkiem białe ani całkiem czarne. Może się mylę - może to, że czasem
          zdarza mi się podnieśc na nie rękę też jest owocem tego, że "Jestesmy
          pokoleniem dzieci, które raczej były bite" jak to napisała mamabije. Na temat
          klapsów rozmawiałam z psychologiem dziecięcym i usłyszałam, że czasem klaps nie
          zaszkodzi a pomóc może (tu pewnie odezwą sie głosy, że u kiepskiego byłam
          psychologa- to może rzeczywiście maksimum ma racje - niech ktoś napisze jak
          taka terapia wygląda/powinna wyglądać) i że bardziej szkodliwe mogą być inne
          metody wych.
          Podsumowując: znam osoby, które w dzieciństwie dostawały klapsy i na złe im to
          nie wyszło. Natomiast nie znam osób, które mogłyby szczerze powiedzieć, że nie
          dostały nigdy klapsa od rodziców a teraz sa porzadnymi ludzmi. A więc:

          Czy są tu jakieś mamy które mają najlepiej więcej niż jedno (bo wtedy chyba
          łatwiej stracic cierpliwość) dziecko, nie dały nigdy klapsa a dzieci są już
          obecnie starsze i szanują, słuchają rodziców i liczą się z ich zdaniem?

          I nie pytam bo nie wierzę, że takich na świecie nie ma, ale ponieważ (jak już
          napisałam wyżej) nie miałam w domu takiego przykładu nie wiem, jak takie dzieci
          się wychowuje.
          ps. nie rzucajcie sie tak na mamabije, ze powinna isc na terapie (przeciez
          napisala, że o tej możliwości wie), ona prosiła o inne porady
          • matka8 Re: zaczynam bić swoje dziecko 16.04.05, 22:21
            A ja znowu muszę się zgodzić z mmmammma i z Leti1.Sama mam dwójkę dzieci(8 i 4
            lat)Zdarzy mi się im czasem dac klapsa a nawet lanie(jak któreś zasłuży)Mój mąż
            też uznaje ten element jako metode wychowawczą.I naprawde nie uznaje żadnych
            metod w typu:jak narozlewasz to posprzataj(oczywiście bnie chodzi mi o to, że
            zaraz bym zlała malca, który by coś rozlał).
            Mój czteroletni syn dostał lanie raz w życiu.Rok temu gdy wbiegł na jezdnie i
            prawie go samochód nie rozjechał.Po powrocie do domu dostał lanie od męża.I
            narazie jakoś poskutkowało.
            ...A swoją drogą gdybym wyznawała zasade naturalnych konsekwencji, to mój synek
            musiałby je chyba wyciągać w trumnie....(zaraz wszystkie matki pewnie na mnie
            napdną i oskarżą mnie o maltretowanie, kto wie??)
    • kachax Re: zaczynam bić swoje dziecko 11.04.05, 15:14
      tak mi jeszcze przyszło do głowy.....że wschodnie metody medytacji dużo mogły
      by Ci dać. Jeśli dysponujesz jakimiś pieniążkami to może zapisz sie do jakiejś
      szkoły?
      • justno.1 Re: zaczynam bić swoje dziecko 11.04.05, 15:34
        zal mi Twojego dziecka i Ciebie;
        jesli juz wiesz, ze terapia, to powinnas JUZ tam pojsc!!! jezeli nie mozesz sie
        opanowac, to chyba tylko to Ci moze pomoc; ale przedtem usiadz wieczorem i
        przemysl sobie, na jakiego czlowieka chesz wychowac swojego synka; (ale pewnie
        juz to zrobilas); zapewne zdajesz sobie sprawe, ze agresja rodzi agresje i
        pewnie wiesz tez to, ze pierwsza osoba , na ktorej powiedzenie sie sprawdzi
        bedziesz TY; zatem jesli to wszystko wiesz, jesli nie potrafisz wyjsc z pokoju
        i wrocic opanowana, badz "zwiazac" rak, to nie szukaj polsrodkow i nie ludz sie
        ze bedzie jakis sposob, tylko po prostu IDZ na terapie; i nie trac czasu, ale
        zmierz sie ze swoim problemem; wierze, ze Ci sie uda, chociazby dlatego,
        ze "wiem, że terapia itd... to juz wiem"...
    • pas_ya Re: zaczynam bić swoje dziecko 11.04.05, 15:37
      Ja mogę Ci poradzić tylko jedno.
      Gnaj na terapię biegusiem.
      Bez zastanowienia(tylko na taką sprawdzoną zeby nie
      zrobili Ci wody z mózgu).
      Ja niestety wiem , ze swojego smutnego doświadczenia
      że żadne trzymanie rąk do tyłu nie pomoże ani gryzienie
      czegokolwiek. szczególnie jeżeli znęcano się nad tobą jako dzieckiem.
      Agresja strach z wtedy (schowana głęboko bo niby co miałaś wtedy zrobić jako
      dziecko oddać swoim oprawcom??)teraz wychodzi.
      I to tak, że żyć się odechciewa.
      Tym bardziej, że krzywdząc swoje dziecko już krzywdzisz swoje wnuki.
      Twój synek też kiedyś będzie tak reagowal jak Ty teraz.On cierpi, on się boi.
      Twoja odpowiedzialność jest ogromna proszę pamiętaj.
      Życzę Ci powodzenia
      • maksimum CZY WY NIC POZA TERAPIAMI NIE POTRAFICIE ZROBIC ?? 11.04.05, 18:49
        pas_ya napisała:

        > Ja mogę Ci poradzić tylko jedno.
        > Gnaj na terapię biegusiem.

        To taka EUropejska metoda:Nie dajesz sobie rady z czyms-to biegiem na terapie.
        A moze by wyjasnic troche w czym ta terapia ma pomoc i jak ma wygladac??

        > Bez zastanowienia(tylko na taką sprawdzoną zeby nie
        > zrobili Ci wody z mózgu).
        > Ja niestety wiem , ze swojego smutnego doświadczenia
        > że żadne trzymanie rąk do tyłu nie pomoże ani gryzienie
        > czegokolwiek.

        Moze to Ty jestes tym terapeuta i niech chcesz nic napisac,bo czekasz az klient
        przyjdzie do Ciebie?

        > szczególnie jeżeli znęcano się nad tobą jako dzieckiem.

        O tym juz wszyscy pisali,wiec przejdz do terapii.

        > Agresja strach z wtedy (schowana głęboko bo niby co miałaś wtedy zrobić jako
        > dziecko oddać swoim oprawcom??)teraz wychodzi.
        > I to tak, że żyć się odechciewa.

        Jak Ci sie zyc odechciewa,to zdychaj spokojnie i samotnie lub udziel porady.
        A gdzie porada??????

        > Tym bardziej, że krzywdząc swoje dziecko już krzywdzisz swoje wnuki.
        > Twój synek też kiedyś będzie tak reagowal jak Ty teraz.On cierpi, on się boi.
        > Twoja odpowiedzialność jest ogromna proszę pamiętaj.
        > Życzę Ci powodzenia

        I po tych zyczeniach ona przyjdzie do Ciebie na leczenie.
        Generalnie chodzi o to,ze rodzice sa odpowiedzialni za dziecko i to wlasnie
        rodzice maja nagradzac i karac.
        Nie mozesz sytuacji pozwolic wymknac sie spod kontroli,czyli dziecko nie moze
        rzadzic w twoim domu.Tak sie moze stac jesli rodzice stosuja rozne i sprzeczne
        ze soba metody wychowania.Oboje powinniscie byc konsekwentni i jednoznaczni w
        dzialaniu.
        Dziecko w wieku juz 3 lat wie co dobre i co zle,choc potrafi byc z roznych
        powodow homurzaste.
        Dzieci oczywiscie testuja rodzicow na ile moga sobie pozwolic,a Ty masz ustalac
        granice,zeby zabawa byla bezpieczna.
        • maja45 Re: CZY WY NIC POZA TERAPIAMI NIE POTRAFICIE ZROB 11.04.05, 19:13
          Maksimum-Ty masz chyba zły dzien , albo jakięs problemy z percepcją, bo nie
          rozumiem a props czego, jest ta wzmianka o bezpiecznej zabawie???
          Kobieta ma emocjonalne problemy z którymi sobie nie radzi, a ktore wyładowuje
          na swoim dziecku.Jedyne co rozsądny człowiek , nie będacy psychologiem może
          zrobić w tej sytuacji, to poradzić jej by poszukała fachowej pomocy, bo samo
          raczej jej nie przejdzie.Nie rozumiem więc Twojego ataku-masz jakies
          traumatyczne przezyciazwiązane z psychologami?
          Marta
        • pas_ya Re: CZY WY NIC POZA TERAPIAMI NIE POTRAFICIE ZROB 11.04.05, 19:54
          Maksimum ty to dopiero musialas mieć ciężkie dzieciństwo.
          Tak uważam że jeżeli nie radzisz sobie z tak ogromnym problemem jak wlasne
          emocje to należy skorzystać z pomocy psychologa.Bardzo cię interesuje jak taka
          terapia wyglada więc proponuję żebyś dowiedziała się tego od jakiegoś terapeuty.
          Ja takim nie jestem.
          Ciekawe tylko skąd ta twoja napaść na mnie???
          Czyżby na zasadzie uderz w stół...
          Głośno się odezwalaś.

          Myślę, że każdemu czującemu, kochającemu czlowiekowi jest ciężko kiedy krzywdzi
          swoje dziecko. Lepiej coś robić z tym problemem niż jak to określiłaś zdychać w
          samotności(gratuluję elokwencji) albo maltretować dziecko.
          Wychowanie dziecka nie oznacza przemocy fizycznej i psychicznej.
          Szkoda że ty o tym nie wiesz.
          • maksimum Re: CZY WY NIC POZA TERAPIAMI NIE POTRAFICIE ZROB 12.04.05, 18:30
            pas_ya napisała:

            > Maksimum ty to dopiero musialas mieć ciężkie dzieciństwo.

            Wrecz przeciwnie.
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=2894178
            > Tak uważam że jeżeli nie radzisz sobie z tak ogromnym problemem jak wlasne
            > emocje to należy skorzystać z pomocy psychologa.Bardzo cię interesuje jak
            taka terapia wyglada więc proponuję żebyś dowiedziała się tego od jakiegoś
            >terapeuty.
            > Ja takim nie jestem.
            > Ciekawe tylko skąd ta twoja napaść na mnie???
            > Czyżby na zasadzie uderz w stół...
            > Głośno się odezwalaś.
            >
            > Myślę, że każdemu czującemu, kochającemu czlowiekowi jest ciężko kiedy
            krzywdzi
            > swoje dziecko. Lepiej coś robić z tym problemem niż jak to określiłaś zdychać
            w samotności(gratuluję elokwencji) albo maltretować dziecko.
            > Wychowanie dziecka nie oznacza przemocy fizycznej i psychicznej.
            > Szkoda że ty o tym nie wiesz.
        • lila1974 Re: do maksimum 13.04.05, 03:50
          Dlaczego jesteś taki napastliwy? A Twój tekst:
          "Jak Ci sie zyc odechciewa,to zdychaj spokojnie i samotnie lub udziel porady."
          Żenujący doprawdy.
    • ebbe Re: zaczynam bić swoje dziecko 11.04.05, 21:56
      Taa, znam to. Masz problem, to wyślą Cię na terapię. Nie poszłaś??? To czego
      jeszcze chcesz???Czego tu szukasz?
      a na terapię sobie poczekaj kilka miesięcy na pierwszą wizyte, a potem na
      następne. Zanim Cię "wyleczą", to...

      Nie martw się, po prostu poszukaj miłości w sobie.
      Ja jestem mamuśką 6 latka, którego ostatnio podejrzewam o ADHD (pewnie
      przesadzam, ale na pewno jest nadpobudliwy).To, co wczoraj wygadywał, co
      wyprawiał...Łatwo być miłą mamusią, kochanie zrób to a nie rób tego, jak
      dziecko na to reaguje. A jak się zachować, jak się prosi kilka razy a ono I TAK
      robi swoje?? A jak się podejdzie i zabroni to np. wyzywa i obraża się? Nikt mi
      nie powie, że to kwestia wychowania. mam koleżanki, których dzieci OD ZAWSZE
      siedziały w kącie i były ciche i spokojne, a znam koleżanki, które mają
      pieronków i już.
      Ja mam pieronka, sama byłam pieronkiem, i do tego przez matkę bita. Do
      siniaków. Szarpana. Ech, szkoda gadac. I pamiętam ten POTWORNY STRACH. Pamiętam
      też, że ja tych Strasznych Rzeczy nigdy nie robiłam na złość. Ja nie wiem,
      czemu np. sprzed sklepu mając 6 lat poszłam bez słowa do koleżanki o 17 w
      grudniu, kiedy ciemna noc była. Pamiętam, że poszłam, ale nie przyszło mi do
      głowy, że nie można...Jak ja potem leciałam do domu...jak się bałam...No i
      dostałam...
      A ja proszę, tłumaczę, rozmawiam, wstrzymuję męża, który nie był bity a
      najchętniej by odwinął, że ho ho! Czasami się drę, i to strasznie, i jeszcze
      muszę się nauczyć panować nad darciem. Ale od małego przywołuję swoje
      wspomnienia i NIE BIJĘ.Bo to naprawdę nie skutkuje!
      Co Ci mogę doradzić - panuj nad sobą i koniecznie przywołaj wspomnienie tego,
      co czułaś jako małe bite dziecko.
      Pozdrawiam ciepło
      • pas_ya Re: zaczynam bić swoje dziecko 12.04.05, 08:14
        Myśle, że różne rozwiązania są dobre na różną skalę problemu.
        Zazdroszczę Ci ebbe, że mialaś tyle miłości i samokontroli w sobie.
        Ja też mam pieronka zaręczam.
        I wierz mi nie było mi łatwo w dzieciństwie, łącznie z tym, że ojciec mnie
        dusił, bił kablem nawet po twarzy. Pamiętałam ten ból .Jeszcze jako dorosła
        budziłam się w nocy z krzykiem.
        A jednak kiedy byłam wykończona nerwowo i do tego nie dawalam sobie rady z
        dzieckiem nie potrafilam się opanować. I wtedy na nic mi nie byłyby słowa,
        opanuj się. I poszłam na terapię. To był ogromny wysiłek ale poskutkował.
        Nie biję swojego dziecka, szanuję je i nie muszę ciągle przywoływać tych
        koszmarów bo dość się nacierpialam jako dziecko.
        Myślę, że każdy powinien mieć swoją receptę na taki problem i żadnej nie wolno
        krytykować. Jeżeli tylko pomoga, jeżeli tylko robi się wysiłek...
        • maksimum Re: zaczynam bić swoje dziecko 12.04.05, 18:21
          pas_ya napisała:

          > Myśle, że różne rozwiązania są dobre na różną skalę problemu.
          > Zazdroszczę Ci ebbe, że mialaś tyle miłości i samokontroli w sobie.
          > Ja też mam pieronka zaręczam.
          > I wierz mi nie było mi łatwo w dzieciństwie, łącznie z tym, że ojciec mnie
          > dusił, bił kablem nawet po twarzy. Pamiętałam ten ból .Jeszcze jako dorosła
          > budziłam się w nocy z krzykiem.
          > A jednak kiedy byłam wykończona nerwowo i do tego nie dawalam sobie rady z
          > dzieckiem nie potrafilam się opanować. I wtedy na nic mi nie byłyby słowa,
          > opanuj się. I poszłam na terapię.

          Wlasnie o to mnie chodzilo,ze jak bylas na terapii,to opisz jak ona przebiegala
          i czego sie tam nauczylas.

          > To był ogromny wysiłek ale poskutkował.
          > Nie biję swojego dziecka, szanuję je i nie muszę ciągle przywoływać tych
          > koszmarów bo dość się nacierpialam jako dziecko.
          > Myślę, że każdy powinien mieć swoją receptę na taki problem i żadnej nie
          wolno
          > krytykować. Jeżeli tylko pomoga, jeżeli tylko robi się wysiłek...
          • edytka73 Re: zaczynam bić swoje dziecko 12.04.05, 22:00
            Oj, maksimum, i co z tego, że ktoś opisze swoją terapię? O terapii się nie
            czyta, terapię sie pzreżywa.

            Moim zdaniem, to bardzo dużo, że matka jest swiadoma swoich negatywnych
            zachowań - chwała jej za to, bo to dobry poczatek. I tu nie chodzi o to, ze
            terapia cos za kogoś załatwia. terapia ma na celu poznanie źródeł swojego
            zachowania i pzrepracowanie konkretnych emocji - to BARDZO WAŻNE w tym
            przypadku, zeby dalej nie nakrecac spirali przemocy.

            Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisała kachax.
            Pozdrawiam, E.

            (A jak tak abrdzo jesteś ciekawa/wy terpai, maksimum, to się zgłoś sam/a...)
            • maksimum Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 02:41
              edytka73 napisała:

              > Oj, maksimum, i co z tego, że ktoś opisze swoją terapię? O terapii się nie
              > czyta, terapię sie pzreżywa.

              Cos tak jak w szkole.Masz zadany temat,bierzesz ksiazke i sie uczysz a pozniej
              jest egzamin i albo zdasz albo niekoniecznie.Krotko mowiac o terapii sie
              czyta,a jedni ja mniej przezywaja od innych przy czytaniu.Mozna chodzic na
              wyklady,ale ja szybko doszedlem do wniosku,ze sam uczylem sie co najmniej 3-5
              razy szybciej z ksiazki niz z wykladow.Wyklad,czyli sam na sam terapia jest
              nudna jak flaki w oleju,chyba ze psycholozka jest urocza.

              > Moim zdaniem, to bardzo dużo, że matka jest swiadoma swoich negatywnych
              > zachowań - chwała jej za to, bo to dobry poczatek. I tu nie chodzi o to, ze
              > terapia cos za kogoś załatwia. terapia ma na celu poznanie źródeł swojego
              > zachowania i pzrepracowanie konkretnych emocji - to BARDZO WAŻNE w tym
              > przypadku, zeby dalej nie nakrecac spirali przemocy.

              Zalozmy ,ze ona jest z malej wioski,gdzie nie ma psychologa,lub nie ma czasu na
              psychologa,za to chetnie zapoznalaby sie z waszymi doswiadczeniami w tym
              wzgledzie.

              > Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisała kachax.

              A ja sie nie podpisuje.

              > Pozdrawiam, E.
              >
              > (A jak tak abrdzo jesteś ciekawa/wy terpai, maksimum, to się zgłoś sam/a...)

              A jak bardzo mozna zglupiec w czasie takiej terapii?
              Nie zapominaj,ze wykladowca powinien byc madrzejszy od Ciebie,bo inaczej to
              zero efektow z terapii.
              • lila1974 Re: znów do maksimum 13.04.05, 03:55
                "Cos tak jak w szkole.Masz zadany temat,bierzesz ksiazke i sie uczysz a pozniej
                jest egzamin i albo zdasz albo niekoniecznie.Krotko mowiac o terapii sie
                czyta,a jedni ja mniej przezywaja od innych przy czytaniu.Mozna chodzic na
                wyklady,ale ja szybko doszedlem do wniosku,ze sam uczylem sie co najmniej 3-5
                razy szybciej z ksiazki niz z wykladow."

                Wyobraź sobie że to nie takie proste. Terapia to nie jest zbiór mądrości, które
                trzeba wykuć i zastosować w praktyce. Żaden terapeuta nie da Ci gotowego
                szablonu. Terapia jest po to, byś sam odkrył, gdzie jest pies pogrzebany. Jak
                już znajdziesz przyczynę swojej agresji, a tym samym swoich problemów, to
                pomalutku pomoga Ci odnaleźć sposób pozbycia się jej.

                Twoja postawa jest niesmaczna.
                • maksimum Re: znów do maksimum 13.04.05, 05:34
                  lila1974 napisała:

                  > "Cos tak jak w szkole.Masz zadany temat,bierzesz ksiazke i sie uczysz a
                  pozniej jest egzamin i albo zdasz albo niekoniecznie.Krotko mowiac o terapii
                  sie czyta,a jedni ja mniej przezywaja od innych przy czytaniu.Mozna chodzic na
                  > wyklady,ale ja szybko doszedlem do wniosku,ze sam uczylem sie co najmniej 3-5
                  > razy szybciej z ksiazki niz z wykladow."
                  >
                  > Wyobraź sobie że to nie takie proste. Terapia to nie jest zbiór mądrości,
                  >które trzeba wykuć i zastosować w praktyce.

                  Terapia,to jest zbior madrosci,ktorych trzeba sie nauczyc i zastosowac w
                  praktyce.

                  > Żaden terapeuta nie da Ci gotowego szablonu.

                  Roznica miedzy wybitnymi a srednimi jest taka,ze ci pierwsi przy jednorazowym
                  czytaniu wiedza,co jest dla nich najwazniejsze,a ci drudzy czytaja kilka razy i
                  sa naprowadzani przez terapeute.


                  > Terapia jest po to, byś sam odkrył, gdzie jest pies pogrzebany.

                  To sie zgadza.

                  > Jak już znajdziesz przyczynę swojej agresji, a tym samym swoich problemów, to
                  > pomalutku pomoga Ci odnaleźć sposób pozbycia się jej.

                  Sposobow jest zawsze kilka lub kilkanascie i tez sama musisz wybrac ten
                  najlepszy dla siebie.

                  > Twoja postawa jest niesmaczna.

                  Pewno dlatego,ze nie pije i nie potrzebuje pomocy.
    • lila1974 Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 03:46
      Nie biję!
      Niestety zdarza mi sie podnosić głos i szturchnąć. Męczy mnie to. Zaczynam się
      rozglądać za psychologiem. Nie chcę być jędzą.
      Ale
      Zauważyłam, że wogóle się nie denerwuję, gdy jesteśmy na świerzym powietrzu
      podczas zabawy. Wniosek: mam czas dla dzieci, jestem skupiona na nich nie na
      sobie, wtedy jestem cierpliwa. W domu ciągle mam coś do zrobienia, co niby jest
      ważne. Nieprawda, nie jest. Spokojnie można to zrobić za chwilę, ale o tym nie
      pamiętam.

      Może zastanów się, jakie sytuacje doprowadzaja Cię do furii i dlaczego.
      Przeorganizuj czas i wartości, może pomoże?
      Jestem spokojniejsza, gdy popijam melisę.
      A rozmowa z psychologiem też by się przydała (i Tobie i mnie).
      • maksimum Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 05:28
        lila1974 napisała:

        > Nie biję!
        > Niestety zdarza mi sie podnosić głos i szturchnąć. Męczy mnie to. Zaczynam
        >się rozglądać za psychologiem.

        Widzisz sama,ze nie dajac sobie rady rozgladasz sie za pomoca psychologa lub
        hydraulika.Zalozmy ,ze ja jestem hydraulikiem-tzn nie mialbym powodu
        rozgladania sie za hydraulikiem,prawda?

        > Nie chcę być jędzą.
        > Ale
        > Zauważyłam, że wogóle się nie denerwuję, gdy jesteśmy na świerzym powietrzu
        > podczas zabawy. Wniosek: mam czas dla dzieci, jestem skupiona na nich nie na
        > sobie, wtedy jestem cierpliwa. W domu ciągle mam coś do zrobienia, co niby
        jest
        > ważne. Nieprawda, nie jest. Spokojnie można to zrobić za chwilę, ale o tym
        >nie pamiętam.
        > Może zastanów się, jakie sytuacje doprowadzaja Cię do furii i dlaczego.
        > Przeorganizuj czas i wartości, może pomoże?

        Hierarchia wartosci jest bardzo wazna.

        > Jestem spokojniejsza, gdy popijam melisę.

        Dziekuje,nie pije.

        > A rozmowa z psychologiem też by się przydała (i Tobie i mnie).

        Widzisz,ja Ci nie zabraniam,to dlaczego Ty mnie namawiasz?
        • ann_mart Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 10:30
          maksimum napisał:

          > Zalozmy ,ze ja jestem hydraulikiem-tzn nie mialbym powodu
          > rozgladania sie za hydraulikiem,prawda?

          No a jakbys był chirurgiem to bys sobie sam zrobił operację, prawda?
        • lila1974 Re: maksimum 13.04.05, 11:04
          Czy sugerujesz, że jesteś psychologiem (terapeutą) - wątpię, Twoje wypowiedzi
          świadczą o tym, że obok psychologa to nawet nie stałeś.
          Wiesz wogóle jak taka terapia wygląda? Zapewniam Cię, że nie czytają tam
          podręczników uważnym słuchaczom. Podręczniki to czytaja owi terapeuci na
          studiach, ale po to by wiedzieć, jak dotrzeć do osoby i nią wstrząsnąć. Samo
          czytanie nie wiele da, tak jak świadomość, że robisz źle.
          A terapię proponowałam nie Tobie a autorce wątku (zauważ, że tę radę umieściłam
          w wątku nie zaadresowanym do Ciebie).
          • maksimum Re: maksimum 13.04.05, 16:40
            lila1974 napisała:

            > Czy sugerujesz, że jesteś psychologiem (terapeutą) - wątpię, Twoje wypowiedzi
            > świadczą o tym, że obok psychologa to nawet nie stałeś.

            To jest szczera prawda i jestem z tego dumny.
            Zeby isc do psychologa czy hydraulika,to trzeba miec jakis powod,a ja nigdy
            takich powodow nie stwarzalem ani moje dzieci ich nie stwarzaja.

            > Wiesz wogóle jak taka terapia wygląda? Zapewniam Cię, że nie czytają tam
            > podręczników uważnym słuchaczom. Podręczniki to czytaja owi terapeuci na
            > studiach, ale po to by wiedzieć, jak dotrzeć do osoby i nią wstrząsnąć. Samo
            > czytanie nie wiele da, tak jak świadomość, że robisz źle.
            > A terapię proponowałam nie Tobie a autorce wątku (zauważ, że tę radę
            >umieściłam w wątku nie zaadresowanym do Ciebie).

            Ja to najpierw radzilbym tym wszystkim chetnym chodzenia do psychologa,by
            zobaczyli jak ci psychologowie swoje dzieci wychowali.
    • gpat Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 10:58
      Ja się przestaję dziwić takim jak mamabije. Z roku na rok w miarę jak 5-letnia
      pociecha się rozwija, rozwija się też jej zasób sposobów na wyprowadzenie mnie
      z równowagi. I chociaż dokładnie wie, jak mogę zareagować ja czy mąż na jej
      wybryki robi wciąż to samo. Nie, nie bijemy jej, ja tam klapa dostałam, mąż
      nigdy ale podniesiony głos da się u nas usłyszeć. Od kilku miesięcy ma zakaz
      bawienia się wodą w umywalce ze względu na ciągle wyciapane mydłem otoczenie
      czy nachlapanie dużą ilością wody w miejsce gdzie ciężko wytrzeć i ona
      systematycznie ten zakaz łamie. Miała tylko umyć ręce. Za setnym razem
      cierpliwość wygasa. Wylatuje z łazienki z hukiem. To jest tylko jeden przykład.
      Wiem, że nie będzie z nią łatwo, ale wiem że bez naszej stanowczości to nam
      wsiądzie całkiem na głowę. A ponieważ znam trochę psychologów i ich dzieci to
      nie jestem taka pewna czy ich metody wychowawcze są takie dobre. Też sobie nie
      radzą z dziećmi i to bardzo.
      Wszystko zależy od dziecka. Jak tam wcześniej mama wspomniała, pieronki są
      trudne i już.
      Psychika dziecka jest bardzo wrażliwa, z jednej strony łatwo je skrzywdzić a z
      drugiej łatwo zepsuć. Nieraz wieczorem robię rachunek sumienia i twierdzę, że
      gdybym nie musiała prać, gotować, sprzątać może byłabym mniej impulsywna. Ale
      dzieciak dokładnie wie jaki wybrać najmniej odpowiedni moment do swoich
      zchcianek. A trudno być ciągle sługą.
      Z drugiej strony mamy tyle wyręczeń. Pralki są automatyczne, woda ciepła leci z
      kranu, kuchenki gazowe, pieluchy, zupki. I ciągle nie podążamy.
      Mąz mój twierdzi, że psujemy sobie dzieci nadmiarem zabawek, TV, komputerem i
      nadmiarem poświęconego im czasu. Ono teraz nie wie co ma samo ze sobą robić.
      Ale chyba odbiegłam od tematu.
      Mamabije, to twój syn i ty wiesz gdzie są jego i twoje granice. Ale nie pozwól
      abyś Ty przekroczyła swoje granice bo wam obojgu będzie się ciężko wtedy
      pozbierać. Syn cię zacznie unikać a to pociągnie za sobą szereg łatwych do
      przewidzenia problemów. A tego chyba właśnie nie chcesz. Do jakiegoś czasu
      dziecko kocha i wybacza, potem kocha dalej ale czeka na twoje wybaczenie, a
      potem może przestać i kochać i wybaczać i czekać na nie.
      Ja mam tego przerażającą świadomośc.
      • lila1974 Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 11:13
        Os psychologa nie oczekuję gotowych recept na wychowanie moich córek, bo wiem,
        co i jak. Potrzebuję dojść do sedna mojego zachowania, moich reakcji.
        kiedy nie miałam jeszcze dzieci wydawało mi się, że jestem idealnym materiałam
        na mamę. Sprawdziłam się jako opiekunka cudzych dzieci (zarówno pojedynczych
        sztuk, jak i całej gromady na kolonii). Nigdy nie musiałam podnosić głosu,
        szturchać, przejupywać itp. Za to zawsze potrafiłam "z głową" podejść do
        każdego problemu. Dlatego teraz chcę wiedzieć dlaczego tracę cierpliwość i co
        zrobić, aby jej nie tracić.
        • gpat Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 11:41
          Cudze dzieci zawsze czują respekt przed obcą osobą i na pewno gdy ty wychodzisz
          one testują swoje granice na rodzicach. Denerwuje nas bezsilność wobec własnych
          dzieci. One wiedzą jak z nami postępować a my niestety nie wiemy jak z nimi
          postępować, aby czasami nie zrobić im krzywdy.
          Wydaje mi się, że nie powinniśmy się za bardzo tym przejmować jeśli nie
          dochodzi do rażącego zaniedbania i maltretowania dziecka.
          Nie znam żadnej matki, którą by własne dziecko czasami nie irytowało.
          Własne, to nie cudze, wobec własnego mamy jakieś wymagania, nie traktujemy je
          po -nazwijmy-koleżeńsku. Moja córka wobec obcej osoby jest układna, wygadana,
          błyska inteligencją. Można z nią pogadać , pośmiać się. Więc dlaczego w domu
          pokazuje pazurki? Zagadka człowieczeństwa.
          • lila1974 Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 11:52
            Owszem, dzieci mają takie wyczucie, ale ja mówię o sytuacjach, gdy dziecko było
            nie do opanowania zarówno przez rodziców, jak i inne osoby obce. W pierwszym
            odruchu pomyślałam "dorwać i ukarać". A co się okazało, wystarczyło się nim
            zainteresować i z potworka (którego rodzice wysłali na 2 turnusy!!!)zmienił się
            w fajnego chłopca, pod warunkiem, że się go odpowiednio traktowało.

            Ja mam do siebie żal o to, że potrafię być dla Koni nie sprawiedliwa. Czasami
            robię z igły widły itd. Dlatego jest mi z tym źle. Ona jest fajnym dzieckiem.
            Moja irytacja naogół jest niewspółmierna do przewinienia i dlatego muszę
            przestać się tak denerwować.
            • gpat Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 12:09
              Wygląda na to, że przy własnych dzieciach uruchamiają się inne sfery
              emocjonalne, zupełnie dla nas niezrozumiałe, bo przecież my to dziecko
              urodziłyśmy, karmiłyśmy, wychowujemy i szalenie kochamy. Też mam inną
              cierpliwość do obcych dzieci, one mnie tak nie absorbują jak własne, łatwiej z
              nimi rozmawiać. One jakby się bardziej starają przed obcą osobą. Cudzy mąż
              chyba też mniej denerwuje niż własny?
              A może to właśnie kwestia własnośći i jej definicji?
              • hella100 Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 13:38
                gpat napisała:
                Cudzy mąż
                > chyba też mniej denerwuje niż własny?


                Hehehe, cos w tym jestwink A jesli chodzi o dzieci to wydaje mi sie, ze przy nas,
                znaczy przy rodzicach czuja sie bezpiecznie i wiedza czego sie moga spodziewac.
                A obcych trzeba dopiero wyczuc, wiec bardziej sie staraja.
                Cierpliwosci mam wyjatkowo duzo mimo, ze moj syn ma ADHD a moze wlasnie
                dlatego. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem bicia, za to trzeba byc do bolu
                konsekwentnym, ale o to nie jest w codziennym zyciu latwo. Niemniej nalezy sie
                starac.
    • gopio1 Re: zaczynam bić swoje dziecko 13.04.05, 12:22
      Jak mnie czasem nachodzi ochota na porzadnego klapsa, to w tej wscieklosci uderzam w lozko, lub
      poduszke i mowie do synka: Zobacz, taka jestem zla, tak chcialam ci dac klapsa. On to rozumie, choc
      ma 2,5 roku. Wie, ze to jakis sposob wyladowania agresji, mam nadzieje, ze sam kiedys tak ja bedzie
      sie jej pozbywal, a nie na kims i nie na sobie...
    • agramav Re: zaczynam bić swoje dziecko 15.04.05, 12:55
      Jestem mocno zaskoczona, że tyle jeszcze osób uważą, że bicie dzieci to nic
      takiego i, że jeśli "zasłużą" to powinny dostac !!! A do tego, sami rodzice
      mówią: ja byłam bita i wyrośli ze mnie ludzi, a swoich rodziców nadal bardzo
      kocham !
      O zgrozo ! Jacy ludzie z ciebie wyrośli, skoro uważasz, że mozna bić dzieci !
      Wiem doskonale jak dzieci mogą wyprowadzić z równowagi, nie jestem święta i też
      nie raz mnie ponosi (kończy się czasem na głośnej reprymendzie i wtedy
      natychmiast liczę do 10 i wychodzę, żeby się uspokoić), może nawet kiedyś dam
      klapsa, żeby wyładować swoje emocje i swoją niezaradność, ale w życiu by mi do
      głowy nie przyszło, żeby usprawiedliać bicie i traktować to jako środek
      wychowawczy.
      A już myślałam, że moje dziecko będzi dorastać wsród bardziej cywilizowanych
      rówieśników....
    • olas1975 Re: zaczynam bić swoje dziecko 15.04.05, 14:31
      7 latek wie już co dobre a co złe. Moja Kacha ma 4 lata i zdaża mi się jej
      przyłożyć - nigdy za np. rozlanie czegoś itp., ale za rzeczy które robi
      złośliwie, albo po to żeby sprawdzic jak daleko może się posunąć - zwłaszcza
      jeśli to zagraża jej bezpieczeństwu.
      I zawsze wie za co i dlaczego dostała klapa. Myślę że lepiej czasem dać
      symboliczny klaps niż potem żałować że się go nie dało. Pracuję w gimnazjum i
      widziałam już kilkoro takich bezstresowo chowanych, którzy już na tym etapie
      się wykoleili, a rodzice przychodzą i placzą że są bezradni.
      • agnieszka_gk Re: zaczynam bić swoje dziecko 15.04.05, 16:02
        Zupełnie nie rozumiem dlaczego alternatywą do bicia dzieci ma być bezstresowe
        wychowanie. Można przeciez wychowywać dziecko, uczyć określonych zachowań,
        stawiać granice i zakazy itd. itp w poszanowaniu jego godności i bez uciekania
        się do bicia. Niestety, coraz bardziej przekonuje się, że u nas ciagle pokutują
        stereotypy: jak się dziecko źle zachowuje, to trzeba mu przylać (widocznie za
        mało dostał), a jak się okażę, że dziecko nie jest bite, to komentarz: "no tak,
        bezstresowe wychowanie, i widać co z tego wyrosło". O zgrozo !
      • pas_ya Re: do olas1975 15.04.05, 16:35
        olas1975 napisała:

        > 7 latek wie już co dobre a co złe. Moja Kacha ma 4 lata i zdaża mi się jej
        > przyłożyć - nigdy za np. rozlanie czegoś itp., ale za rzeczy które robi
        > złośliwie, albo po to żeby sprawdzic jak daleko może się posunąć - zwłaszcza
        > jeśli to zagraża jej bezpieczeństwu.
        > I zawsze wie za co i dlaczego dostała klapa. Myślę że lepiej czasem dać
        > symboliczny klaps niż potem żałować że się go nie dało. Pracuję w gimnazjum i
        > widziałam już kilkoro takich bezstresowo chowanych, którzy już na tym etapie
        > się wykoleili, a rodzice przychodzą i placzą że są bezradni.

        A przypadkiem nie spotkałaś takich "stresowo chowanych" którzy się, jak to
        określiłaś ,wykoleili???
        Ich rodzice nie są bezradni?
        Czy nadal stosują jako metodę wychowawczą klapsy? W tym wieku to już
        proporcjonalnie do wieku kablem pewnie?
    • selavi2 Re: zaczynam bić swoje dziecko 16.04.05, 20:09
      Mam 40 lat,corke 15 lat i syna 13 lat.Przez 5 dni powszednich wychowuje je
      sama,2dni swiateczne sa z tata.Od 3 lat jestem niania-opiekuje sie dziecmi do
      lat 3.Moje doswiadczenia z wlasnymi dziecmi(a zdarzylo mi sie i uderzyc i
      nawrzeszczec) nauczyly mnie jednego-kazdy klaps jest wyrazem mojej
      bezsilnosci,swiadczy o moim problemie i braku umiejetnosci.W zwiazku z powyzszym
      zeby uzupelnic swoje braki zaczelam czytac(polecam "elementarz"dla rodzicow
      pt."Jak mowic zeby dzieci nas sluchaly,jak sluchac zeby dzieci do nas
      mowily"autorow nie pomne,dostepne w bibliotekach).2 lata temu zaczelam chodzic
      na spotkania samopomocowej grupy dla Doroslych Dzieci Alkoholikow pracujacej
      wdl.programu 12 Krokow(polecam strony DDA).Ucze sie zasad komunikacji i
      akceptacji,ktore sa identyczne i dla malych i dla duzych ludzi.Wyzej wymieniona
      ksiazka pozwolila mi rozwiazac wiele konfliktowych sytuacji albo do nich nie
      dopuscic.Dzieki pracy z nia i dzieki 12 krokom, czuje sie lepszym,rozumiejacym i
      kochajacym czlowiekiem,ktory nie tylko oddaje sie dzieciom ale umie rowniez
      zadbac o swoje potrzeby i rozwiazywac swoje problemy.
    • bea.bea Re: zaczynam bić swoje dziecko 16.04.05, 22:10
      Myśle , teoretyzowanie , czy ocenianie kogos po tym czy napisal, bije nie
      bije.....katuje , czy jak inaczej...jest bardzo łatwe....
      to prosze teraz konkrety...
      i co kolezanka zrobiłaby w przypadku kiedy....
      1 po nie wim juz którym tłumaczeniu , sciagamy 1,5 roczniaka z parapetu
      majstrującego przy klamce...
      wynieśc wszystko z pokoju...przyniesie sobie i nawet po nocniku potrafi sie
      wspiąc...

      2 . nawet pozwolenie wsadzenia koledze ręki do goracej herbaty , nie przekonuje
      go do tego by ściągać co popadnie...

      3. nie powiem o wyrywaniu wszelakich kabli....
      4. no pewnie nie uwieżysz , ze 1,5 roczniak potrafi odsunąc regał z
      ksiązkami...ja też bym nie uwiezyła....

      i powiem ci ...będe go kapować , i mało mnie obchodzi co o mnie myślisz,
      wole to , niz przy pomysłach mojego syna i charakterze jego matkismile ogladać go w
      szpitalu, albo jeszcze gorzej....
      • maksimum Re: zaczynam bić swoje dziecko 16.04.05, 22:29
        bea.bea napisała:

        > Myśle , teoretyzowanie , czy ocenianie kogos po tym czy napisal, bije nie
        > bije.....katuje , czy jak inaczej...jest bardzo łatwe....
        > to prosze teraz konkrety...
        > i co kolezanka zrobiłaby w przypadku kiedy....
        > 1 po nie wim juz którym tłumaczeniu , sciagamy 1,5 roczniaka z parapetu
        > majstrującego przy klamce...
        > wynieśc wszystko z pokoju...przyniesie sobie i nawet po nocniku potrafi sie
        > wspiąc...
        >
        > 2 . nawet pozwolenie wsadzenia koledze ręki do goracej herbaty , nie
        przekonuje
        > go do tego by ściągać co popadnie...
        >
        > 3. nie powiem o wyrywaniu wszelakich kabli....
        > 4. no pewnie nie uwieżysz , ze 1,5 roczniak potrafi odsunąc regał z
        > ksiązkami...ja też bym nie uwiezyła....
        >
        > i powiem ci ...będe go kapować , i mało mnie obchodzi co o mnie myślisz,
        > wole to , niz przy pomysłach mojego syna i charakterze jego matkismile ogladać
        >go w szpitalu, albo jeszcze gorzej....

        Mowicie o calkiem dwoch odmiennych sprawach.
        Z 13-15 latkami mozna normalnie rozmawiac i one wszystko normalnie
        kojarza,jakby sie bilo takie dzieci,to juz wielkie niemoctwo ze strony dzieci i
        rodzicow.
        Calkiem inna sprawa jest z 1,5 roczniakiem,ktory jeszcze nie kapuje,kiedy robi
        zle i bardzo czesto trzeba mu po prostu wybaczac.Dzieci sa nieznosne gdzies do
        5 roku zycia i malo odpowiedzialne,ale niestety w tym wieku nie sa na tyle
        rozumne,zeby ocenic swoje postepowanie i dlatego rodzic musi troche wiecej od
        siebie wymagac niz od dzieci.Z biegiem lat,gdy staja sie samodzielne,okolo 10
        roku zycia,trzeba od nich coraz wiecej wymagac.
        • bea.bea Re: zaczynam bić swoje dziecko 16.04.05, 22:34
          co wybaczyć?
          i komu...
          dziecku lecącemu z drugiego piętra na chodnik.....
          dziecku porażonym prądem ...
          a może poparzonemu....

          ostatnio ktoś nie mógł sobie wybaczyć , że nie dopilnował malucha którego
          przywalił telewizor...skutecznie!!!

          powiedz mi czy spędzasz ze swoim dzieckiem 24g....mając go na oku...
          chyba musiałabym go przykuć do kaloryfera...a i tak pewnie coś by wymysliłsmile))
          • bea.bea Re: zaczynam bić swoje dziecko 16.04.05, 22:36
            bo w tym wszystkim nie chodzi żeby sie gniewac , czy złościć na dziecko bo coś
            zrobilo....rozbilo...zniszczyło ..trudno...ale chodzi o jego bezpieczeństwo...i
            tylko o to.....

            • lila1974 Re: bea.bea 17.04.05, 10:25
              Poniekąd rozumiem Twój sposób myślenia, sama dawałam klapa córce, jak zrobiła
              coś co totalnie zagrażało jej bezpieczeństwu, a jednak ...
              W pewnej chwili zrozumiałam, że to wcale nie jest metoda na bezpieczeństwo, ot,
              zwykła nerwowa reakcja. Wystraszyłam się - klap po tyłku. I co to da?
              Kiedyś natknęłam się na artykuł, w którym psycholog wyjaśniał, że rodzice nie
              powinni denerwować się na małe dzieci, że ich nie słuchają, gdyż nie wynika to
              z charakteru dziecka. Małe dzieci dosłownie po paru sekundach zapominają, że
              czegoś mają nie robić, bo zagraża to ich bezpieczeństwu. Podano tam przykład
              dziecka, które przechodząc z pokoju do pokoju potyka się notorycznie o
              wystajacy próg. I mimo, że przewraca się poraz 100 tego dnia, następnym razem
              znów nie podniesie nogi wyżej - właśnie dlatego, że NIE PAMIĘTA iż powinno.

              Twoje dzieciątko ma 1,5 roczku, więc zamiast go klepać po raz tysięczny
              powtórz, że NIE WOLNO, ale przyjmij do wiadomości, że on niekoniecznie
              zapamięta. Jak spojrzę na siebie, to widzę, że wymagam od Koniczyny więcej niż
              powinnam, tylko dlatego, ze jest dziewczynką nad wiek rozwiniętą. Zapominam
              czasami, że to jeszcze naprawdę małe dziecko. Ze wszystkich sił staram się nie
              klepać jej (bo o prawdziwym laniu nie ma mowy), choć czasami ręka mnie
              świerzbi, a uwierz, że jest BARDZO pomysłowa i aktywna, tzw. "żywe srebro".

              Ponieważ jest niesamowicie komunikatywna, więc prowadzimy sobie czasami poważne
              rozmowy. Wiesz, co mi kiedyś powiedziała?
              - Mamusiu, szanuj mnie!!!!!
              • bea.bea Re: bea.bea 17.04.05, 22:35
                dziękuje ci za odpowiedź...
                miło przeczytać pierwsza konstruktywna wypowiedz...

                pozdrawiam cię cieplutko...( i powiem ci w tajemnicy , że nie bije go
                codzienniesmile))) jesli w całym swoim zyciu dostał 3 razy to ...smile)

              • maksimum Re: bea.bea 17.04.05, 23:13
                lila1974 napisała:

                > Poniekąd rozumiem Twój sposób myślenia, sama dawałam klapa córce, jak zrobiła
                > coś co totalnie zagrażało jej bezpieczeństwu, a jednak ...
                > W pewnej chwili zrozumiałam, że to wcale nie jest metoda na bezpieczeństwo,
                ot, zwykła nerwowa reakcja. Wystraszyłam się - klap po tyłku. I co to da?
                > Kiedyś natknęłam się na artykuł, w którym psycholog wyjaśniał, że rodzice nie
                > powinni denerwować się na małe dzieci, że ich nie słuchają, gdyż nie wynika
                to z charakteru dziecka. Małe dzieci dosłownie po paru sekundach zapominają, że
                > czegoś mają nie robić, bo zagraża to ich bezpieczeństwu. Podano tam przykład
                > dziecka, które przechodząc z pokoju do pokoju potyka się notorycznie o
                > wystajacy próg. I mimo, że przewraca się poraz 100 tego dnia, następnym razem
                > znów nie podniesie nogi wyżej - właśnie dlatego, że NIE PAMIĘTA iż powinno.

                Ja Ci dokladnie to samo pisalem,tylko nie pojelas,bo progu nie bylo w
                przykladzie.
                1,5 roczniak nie ma uksztaltowanego mozgu tak jak dorosly i trzeba mu wybaczac.
                W wieku3-4 lat wie juz co dobre a co zle ale bledy w dalszym ciagu popelnia
                duuuuuuuzo czesciej niz dorosli.A Ty wlasnie za te bledy go katujesz.

                > Twoje dzieciątko ma 1,5 roczku, więc zamiast go klepać po raz tysięczny
                > powtórz, że NIE WOLNO, ale przyjmij do wiadomości, że on niekoniecznie
                > zapamięta. Jak spojrzę na siebie, to widzę, że wymagam od Koniczyny więcej
                niż
                > powinnam, tylko dlatego, ze jest dziewczynką nad wiek rozwiniętą. Zapominam
                > czasami, że to jeszcze naprawdę małe dziecko. Ze wszystkich sił staram się
                nie klepać jej (bo o prawdziwym laniu nie ma mowy), choć czasami ręka mnie
                > świerzbi, a uwierz, że jest BARDZO pomysłowa i aktywna, tzw. "żywe srebro".
                >
                > Ponieważ jest niesamowicie komunikatywna, więc prowadzimy sobie czasami
                poważne rozmowy. Wiesz, co mi kiedyś powiedziała?
                > - Mamusiu, szanuj mnie!!!!!
          • maksimum zaczynam bić swoje dziecko PO FUTRYNACH POD SUFIT 17.04.05, 01:13
            bea.bea napisała:

            > co wybaczyć?
            > i komu...
            > dziecku lecącemu z drugiego piętra na chodnik.....
            > dziecku porażonym prądem ...
            > a może poparzonemu....
            >
            > ostatnio ktoś nie mógł sobie wybaczyć , że nie dopilnował malucha którego
            > przywalił telewizor...skutecznie!!!

            Kazdy wie,ze dziecko po opanowaniu chodzenia po podlodze zaczyna sie wspinac po
            wysunietych szufladach czy polkach biblioteki w gore i biada Tobie jak nie
            dopilnujesz tego momentu,bo szafka przywalila moja corke jak sie po szufladach
            wspinala na gore.Myslalem,ze jej cos zlamala,choc bylem w tym samym pokoju,to
            nie zdazylem zareagowac.Szczescie w tym,ze male dzieci maja miekkie kosci i nic
            poza siniakami jej sie nie stalo.
            Teraz ona opierajac nogi o futryny przy otwartych drzwiach wchodzi az pod
            sufit,ale ma juz 8 lat i nie boje sie o nia tak jak kiedys.

            > powiedz mi czy spędzasz ze swoim dzieckiem 24g....mając go na oku...

            Z 1,5 rocznym trzeba i mozna,bo ono dluzej spi niz dorosli.

            > chyba musiałabym go przykuć do kaloryfera...a i tak pewnie coś by wymysliłsmile))

            Tylko nie w sezonie ogrzewczym,zeby sie nie poparzyl.
            • bea.bea Re: zaczynam bić swoje dziecko PO FUTRYNACH POD S 17.04.05, 01:28
              Nie specjalnie rozumiem , czy to ma byc pocieszenie, przekonanie....
              w związku z lecącą komodą, to raczej mówiłabym o szczęściu , niz o miękich
              kosciach...
              dziecko przywalone telewizorem , nie mialo niestety tyle szczęścia... juz więcej
              nie bedzie miało szansy nigdy na nic się wspiąć....

              ja nie spędzam 24 godzin z moim synem ... pracuje . a facecik chodzi do
              PRZEDSZKOLA....a sypia krócej niż ja....no...powiedzmy , ze ja nie śpie 2 godzin
              w dzień....

              ale tak naprawde nie ma to nic wspólngo z tym , o czym tyczy temat...


              • maksimum Re: zaczynam bić swoje dziecko PO FUTRYNACH POD S 17.04.05, 03:37
                bea.bea napisała:

                > Nie specjalnie rozumiem , czy to ma byc pocieszenie, przekonanie....
                > w związku z lecącą komodą, to raczej mówiłabym o szczęściu , niz o miękich
                > kosciach...

                Na druga polke weszla dosc szybko a przy trzeciej komoda runela na nia.

                > dziecko przywalone telewizorem , nie mialo niestety tyle szczęścia... juz
                >więcej nie bedzie miało szansy nigdy na nic się wspiąć....

                Telewizor u mnie stoi tylko 30 cm nad podloga ale sciagnac go bardzo latwo.
                Dzieciakom sie to nie udalo,ale ja kiedys go zrzucilem na ekran i przed
                wkladaniem go z powrotem zaczalem sie pocieszac,ze i tak czas na nowy.A on
                popatrz chodzi dalej.

                > ja nie spędzam 24 godzin z moim synem ... pracuje . a facecik chodzi do
                > PRZEDSZKOLA....a sypia krócej niż ja....no...powiedzmy , ze ja nie śpie 2
                >godzin w dzień....
                >
                > ale tak naprawde nie ma to nic wspólngo z tym , o czym tyczy temat...

                Temat tyczy sie tego,ze Ty chcesz by 1,5 roczniak byl tak madry jak dorosly i
                pewno wierszem pisal na kompie.Niestety kochana,bedziesz musiala na to jeszcze
                dlugo poczekac,a w miedzyczasie pilnuj zeby talentow nie utracil,bo moze Cie
                znielubic jak bedziesz go bila.
                • bea.bea Re: zaczynam bić swoje dziecko PO FUTRYNACH POD S 17.04.05, 09:03
                  Myślę,ze chyba jednak , nie za bardzo sie rozumiemy,,,przykro mi....
                  • hella100 Re: zaczynam bić swoje dziecko PO FUTRYNACH POD S 17.04.05, 09:14
                    Nie bede sie wdawala w dyskusje z Toba, bo Twoje poglady sa dla mnie nie do
                    przyjecia i czytajac, to co piszesz uwazam, taka dyskusja nie ma sensu. Jestem
                    tylko ciekawa, jak to mozliwe, zeby 1,5 roczne dziecko chodzilo do
                    przedszkola??? Albo masz wybitne dziecko albo gdzies sie mijasz z prawda.
                    Maksimum dobrze napisal, majac tak male dziecko, trzeba miec oczy doslownie
                    dookola glowy. Pilnowac a nie bic. Moj syn ma ADHD, wiec wiem jak ruchliwe i
                    pomyslowe moze byc male dziecko, przezylam to bez bicia i uwierz, ze jest to
                    mozlie.
                    Jestem w szoku, ze tyle osob uwaza, ze bicie dzieci to nic takiego, ze to
                    metoda wychowawcza.
                    • aka10 Re: zaczynam bić swoje dziecko PO FUTRYNACH POD S 17.04.05, 10:00
                      www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=101 Polecam.
                      A tu cytat z tekstu:
                      "Skoro więc zależy nam na eliminowaniu przemocy wobec dzieci, powinniśmy - jak
                      dotychczas zrobiło to już osiem państw europejskich - zapisać w Kodeksie
                      rodzinnym, iż zakazane jest wobec dzieci stosowanie kar cielesnych i innych
                      poniżających metod. Prekursorem tego prawa była Szwecja. 1 lipca 1979 roku w
                      kraju tym zaczęło obowiązywać prawo zakazujące fizycznego karcenia dzieci.
                      Wprowadzone do kodeksu rodzinnego (Föräldrabalken) stanowi, że: Dzieci mają
                      prawo do opieki, bezpieczeństwa i dobrego, właściwego wychowania. Dzieci
                      traktuje się z respektem należnym każdej jednostce. Zakazane jest stosowanie
                      wobec dzieci kar cielesnych i innych poniżających metod (§1, rozdz. 6; tłum.
                      M.P.).
                      Przepis ten pozostaje w logicznym związku z §5 rozdz. szwedzkiego kodeksu
                      karnego, który stanowi, iż sprawianie bólu i zadawanie krzywdy winno być karane
                      tak jak naruszenie nietykalności cielesnej lub obraza."
                      "Nie można skutecznie prawem nakazać, by dziecko kochać i okazywać mu miłość.
                      Próby takiego zapisu zostały na szczęście zarzucone. Na szczęście, bowiem dobre
                      prawo powinno być wolne od tzw. martwych przepisów, w stosunku do których brak
                      skutecznych procedur egzekucyjnych. Możemy jednak pokusić się o zakaz
                      fizycznego karcenia i innych form poniżania dzieci. Nie chcemy nikogo wsadzać
                      za kratki. Chcemy spowodować, by bicie dzieci uważane było za nieobyczajne,
                      nieprzyzwoite, niegodne." Pozdrawiam.
                  • maksimum Re: zaczynam bić swoje dziecko PO FUTRYNACH POD S 17.04.05, 17:28
                    bea.bea napisała:

                    > Myślę,ze chyba jednak , nie za bardzo sie rozumiemy,,,przykro mi....

                    W ktorym momencie sie nie rozumiemy?
                    1,5 roczny dzieciak definitywnie nie rozumie co jest dobre a co zle i jak mu
                    czegos zakarzesz,to on to za 5 minut zapomni w ferworze zabawy.
                    Gdzies w wieku 3-4 lat mozesz zaczac z dzieciakiem powazniej rozmawiac.
    • redsocks3 Re: zaczynam bić swoje dziecko 17.04.05, 16:20
      jak juz dostajesz szalu to wez oddech i policz do 10 i zpowrotem.chyba ze
      dzieciak po prosu jest rozwydrzony,wtedy ja bym dala klapsa ale
      tylko "klasycznego".wydzieranie sie,szturchanie,trzasanie itd jest o wiele
      gorsze, a z dziecka wyrosnie swir.
    • aglask Re: zaczynam bić swoje dziecko 18.04.05, 09:07
      Witam! Ja rodziłabym skorzystać z porady psychologa. Z tego co napisałaś, to
      wyładowujesz złość na swoim dziecku i nie potrafisz zapanować nad swoimi
      emocjami (i trudno to nazwać przysłowiowymi klapsami). Bardzo często osoby
      dorosłe, które były bite w dzieciństwie, potem biją swoje dzieci. I mimo, że
      nie popierają takiego sposobu karania dzieci, to gdy pojawia się problem nie są
      w stanie zapanować nad swoją złością i wyładowują ją na swoich dzieciach.
      Niektórzy tłumaczą to w ten sposób, że złość, która nagromadziła się w
      dzieciństwie teraz znajduje swoje ujście. I w takim wypadku potrzebna jest
      pomoc specjalisty.
      pozdrawiam
      Agnieszka
      • maksimum zaczynam bić swoje dziecko DZIEKUJEMY PANI PSYCHOL 18.04.05, 21:34
        aglask napisała:

        > Witam! Ja rodziłabym skorzystać z porady psychologa. Z tego co napisałaś, to
        > wyładowujesz złość na swoim dziecku i nie potrafisz zapanować nad swoimi
        > emocjami (i trudno to nazwać przysłowiowymi klapsami). Bardzo często osoby
        > dorosłe, które były bite w dzieciństwie, potem biją swoje dzieci. I mimo, że
        > nie popierają takiego sposobu karania dzieci, to gdy pojawia się problem nie
        są w stanie zapanować nad swoją złością i wyładowują ją na swoich dzieciach.
        > Niektórzy tłumaczą to w ten sposób, że złość, która nagromadziła się w
        > dzieciństwie teraz znajduje swoje ujście. I w takim wypadku potrzebna jest
        > pomoc specjalisty.
        > pozdrawiam
        > Agnieszka

        Dziekujemy juz pani psycholog za reklame swoich uslug.
        • aglask Re: zaczynam bić swoje dziecko DZIEKUJEMY PANI PS 19.04.05, 12:54
          Nie muszę się reklamować. Nie jestem psychologiem. Jestem matką 20-miesięcznych
          bliźniąt, które swoimi psotami czasami doprowadzają mnie do szału (co dwie
          głowy to nie jedna). Zdarza mi się dać klapsa (z czego nie jestem szczególnie
          dumna), ale zauważyłam, że te klapsy w przypadku moich dzieci odnoszą odwrotny
          skutek. Uspokajają się na chwilę, a potem jeszcze gorzej psocą.
          Jestem jednak w stanie zapanować nad swoimi negatywnymi emocjami. A autorka
          tego wątku, z tego co napisała raczej nie. I dlatego uważam, że potrzebna jest
          jej pomoc psychologa. Psycholog jak każdy lekarz jest dla ludzi, więc dlaczego
          nie skorzystać z jego pomocy.
          Polecam wszystkim książkę Susan Foward "Toksyczni rodzice".
          pozdrawiam
          Agnieszka
        • lila1974 Re: zaczynam bić swoje dziecko DZIEKUJEMY PANI PS 19.04.05, 14:19
          maksimum napisał:
          > Dziekujemy juz pani psycholog za reklame swoich uslug.

          Co Ty jesteś taka cięta na psychologów? Masz jakieś osobiste urazy? Nie możesz
          przecież negować z gruntu wszystkich. Owszem sama znam psychologa, który nie
          radził sobie z własnym życiem i rodziną, ale to nie jest regułą.
          • maksimum Re: zaczynam bić swoje dziecko DZIEKUJEMY PANI PS 19.04.05, 21:10
            lila1974 napisała:

            > maksimum napisał:
            > > Dziekujemy juz pani psycholog za reklame swoich uslug.
            >
            > Co Ty jesteś taka cięta na psychologów? Masz jakieś osobiste urazy? Nie
            możesz
            > przecież negować z gruntu wszystkich. Owszem sama znam psychologa, który nie
            > radził sobie z własnym życiem i rodziną, ale to nie jest regułą.

            W mojej rodzinie wszyscy byli ekonomistami i ja tez jestem.
            Cos w tym musi byc,ze na psychologie nie idzie sie bez powodu.
    • saskia123 Re: zaczynam bić swoje dziecko 18.04.05, 18:12
      Chyba nie o bicie tutaj chodzi. Jak pokazuja badania z zakresu
      psychologii spoleczniej o wiele bardziej destrukcyjne jest to jak rodzic
      traktuje dziecko, jak o nim mysli, na ile jest otwarty w kontaktach, na ile
      poswieci uwage. Czyli np. moze byc kochajacy, ale "sprac" od czsu do
      czasu i przyniesie to dobre rezultaty, a z drugiej strony moze palcem nie
      ruszyc i jednoczesnie byc oschly, nekac psychicznie, za kare sie nie odzywac
      itd. To wlasnie ten drugi przypadek skrzywia ludzi, a nie pierwszy.
      Oczywiscie co innego kiedy w domu jest sadysta i gdy z obu wyzej
      wymienionych modeli zostanie wzieta jedynie opresja. Bicie to pewien symbol
      chorych wiezi w rodzinie.
      • maksimum Re: zaczynam bić swoje dziecko 18.04.05, 21:37
        saskia123 napisała:

        > Chyba nie o bicie tutaj chodzi. Jak pokazuja badania z zakresu
        > psychologii spoleczniej o wiele bardziej destrukcyjne jest to jak rodzic
        > traktuje dziecko, jak o nim mysli, na ile jest otwarty w kontaktach, na ile
        > poswieci uwage. Czyli np. moze byc kochajacy, ale "sprac" od czsu do
        > czasu i przyniesie to dobre rezultaty, a z drugiej strony moze palcem nie
        > ruszyc i jednoczesnie byc oschly, nekac psychicznie, za kare sie nie odzywac
        > itd. To wlasnie ten drugi przypadek skrzywia ludzi, a nie pierwszy.

        To sie dokladnie zgadza,bo jesli ma byc jakas kara za zle zachowanie,to musi
        byc natychmiastowa,zeby dziecko dobrze kojarzylo zle zachowanie z nagana matki
        lub bolacym posladkiem.
        A to nekanie psychiczne,czy nie odzywanie sie,to juz psychoza.

        > Oczywiscie co innego kiedy w domu jest sadysta i gdy z obu wyzej
        > wymienionych modeli zostanie wzieta jedynie opresja. Bicie to pewien symbol
        > chorych wiezi w rodzinie.
    • maallinka Re: zaczynam bić swoje dziecko 19.04.05, 16:56
      klapsy czy w wyjatkowych przypadkach zbicie dziecka to co innego niz
      maltretowanie i nie mozna tego utozsamiac. Ja pamietam ze swojego dziecinstwa
      rozne sytuacje w ktorych dostawalam lanie, owszem o niektore mam pretensje do
      dzis (moj ojciec wyraznie naduzywal tego argumentu) i postaram sie zeby moje
      dziecko czegos takiego nie doswiadczylo. Ale byly sytuacje kiedy naprawde bylam
      nieznosna i co tu mowic na kare zapewne zasluzylam albo po prostu wyprowadzilam
      starszenstwo z rownowagi.
      A patrzac z perspektywy czasu to ci porzadni ludzie to w wiekszosci nie sa ci
      ktorych rodzice w ogole nie bili, ale wlasnie ci, ktorych karano w taki sposob
      i uczono szacunku dla starszych. Cale starsze pokolenie mowi" mnie ojciec
      (matka) bil" i sa na pewno porzadniejszymi ludzmi niz wlasnie niektore dzieci
      czy mlodziez wychowywana "bezstresowo" czyli modnie.
      Dlatego ja nie uwazam, ze kara w formie klapsa jest czyms gorszacym, wszystko
      trzeba tylko rozsadnie stosowac
      pozdrawiam
      • matka8 Re: zaczynam bić swoje dziecko 19.04.05, 19:55
        Popieram w całej rozciągłości.Klaps czy lanie paskiem nie są oznaką
        maltretowania, jeśli są stosowane sporadycznie.Nie mozna uogólniać i nie mozna
        wrzucać m,atek, które dają dziecku klapsa, anawet lanie do jednego wora z
        napisem,,SADYSTKI''A te wszystkie gadti-szmatki, o tym, że klepiąc dziecko
        dajemy upust swoim emocją i są formą bezsilności to dla mnie bajdy ciotki
        adelajdy. Ja mojego 4-letniego syna sprałam raz.Pierwszy raz rok temu kiedy
        wbiegnął na jezdnie, po powrocie do domu dostał lanie paskiem na goły tyłek.I
        może faktycznie w tym momebncie dawałam upust swoim emocją.Ale robiłam to z
        miłości do synka.Ktoś sobie pewnie pomyśli, że jakto z miłości, kiedy zadaje bul
        dziecku.Ano tak, Filip wiedział, od tamtego lania, że nie można wbiegoać na
        ulice, bo może mu sie stać krzywda.A po laniu kiedy syn ochłonął(i przestał
        płakać)porozmawiałam z nim o tym co czuł dostając paskiem, powiedziałam mu
        dlaczego tak zrobiłam, a on mi powiedział dlaczego wbiegł na jezdnie.
        Drugi przypadek raczej nie był laniem.Gdy byliśmy na zakupach i nie chciałam
        kupić synkowui loda.Zaczął się straszny lament, płacz, kucanie na chodniku, a
        wkońcu mój syn oświadczył, że nigdzie nie idzie.Zdenerwowałam się strasznie tym
        co on robił.Wzięłam go na ręcę odwróciłam pupą do mojej twarzy i dałam trzy
        porządne klapsy, a następnie niosąc po pachą zanoisłam do domu.Po pewnym czasie
        Filip ładnie mnie przeprosił.
        • andreidy Re: zaczynam bić swoje dziecko 19.04.05, 23:28
          Matko8 jesteś dumna z tego co zrobiłaś???Bo dkla mnie dumą nie jest sprać małe
          dziecko.W dodtaku 3-latka.Czy ty wogóle wiesz jak boli lanie paskiem???Mi sie
          wydaje, że nie.To powiedz mężowi, żeby cie raz sprał porządnie paskiem na gołą
          d**e.Zobaczymy wtedy!!!
        • gopio1 Re: zaczynam bić swoje dziecko 20.04.05, 08:04
          Nie rozumiem, jak mozesz bic dziecko i jeszcze pisac o tym w sposob pochlebny.
          Bicie nie jest dobra metoda. To, czy jeden klaps w tylek jest biciem czy nie,
          to kwestia sporna. Trudno powiedziec, gdzie zaczyna sie granica. Jeden, dwa a
          moze piec klepsow to bicie?

          >Po pewnym czasie Filip ładnie mnie przeprosil
          A czy ty przeprosilas za to bicie Filipa? Bo to chyba on bardziej ucierpal niz
          ty?
          • maja45 Re: zaczynam bić swoje dziecko 20.04.05, 09:15
            Matko8!
            Jeśli Ty z miłosci bijesz, to naprawdę niechcę sobie wyobrażać co Ty robisz z
            nienawisci...
            Problemy z męzem, szefem, sąsiadami też rozwiązujesz siłą pieści?
            M.
            • maallinka Re: zaczynam bić swoje dziecko 20.04.05, 09:47
              czytajac wiekszosc wypowiedzi mozna dojsc do wniosku ze cale pokolenie naszych
              rodzicow a juz na pewno dziadkow to idioci, sadysci i kryminalisci, bo oni
              wowczas stosowali kary cielesne, a jak widac teraz zostaliby uznani za
              wykolejencow.
              Coz, dochodze do wniosku czytajac te posty ze oni nie kochali swoich dzieci,
              kochaja tylko ci ktorzy nawet klapsem nie karza...
              A swoja droga dlaczego tak duzo osob lubi popadac w skrajnosci? Np albo lanie
              za byle co albo nawet klaps jest oburzajacy? Zazwyczaj tak w zyciu bywa ze
              zadne skrajnosci sie nie sprawdzaja, wiec moze nie kierowac sie slepo
              narzuconymi sobie zasadami ale zdrowym rozsadkiem?
              • gopio1 Re: zaczynam bić swoje dziecko 20.04.05, 09:59
                Dla mnie klaps nie jest oburzajacy. Oburzylo mnie to, ze matka pisze o biciu paskiem 3 latka, ktory
                wybiegl na ulice i uwaza, ze to swietna metoda. A potem jeszcze chce od synka przeprosin. Dla mnie to
                niepojete. Mi zdarzylo sie dac klapsa synkowi, ale to wcale nie jest dla mnie powod do dumy. Raczej
                wstydu... No i przede wszystkim nigdy nie zrobilam i nie zrobie tego publicznie, bo to ponizajace i dla
                matki i dla dziecka. A klaps w tylek to naprawde slabosc rodzica, bo wszystko da sie wytlumaczyc
                slowami.
                • agnieszka_gk Re: zaczynam bić swoje dziecko 20.04.05, 14:11
                  A wg mnie żadne klapsy, poszturchiwania, nie mówiąc już o biciu nie powinny
                  mieć miejsca.
                  To prawda, że kiedyś bicie było elementem wychowania - nas, naszych rodziców,
                  dziadków itd. Ale czasy się zmieniły - czy któryś z waszych rodziców (dziadków)
                  czytał jakąś książkę o wychowaniu dzieci ? czy w ogóle mieli kiedykolwiek
                  refleksję nad tym co czuje małe dziecko ? czy słyszeli coś o psychologii
                  dziecka i psychologii wychowania czy rozwoju emocjonalnym ? Dzieci się rodziły,
                  chowały i tyle. I niestety wiele z nas, choć najczęściej nawet nie zdaje sobie
                  tego sprawy, nie radzi sobie z emocjami i wieloma społecznymi sytuacjami. A to
                  wszystko ma swoje korzenie właśnie w wychowaniu.
                  • bea.bea Re: zaczynam bić swoje dziecko 20.04.05, 15:08
                    no nie wim....mody na wychowanie, czy metody wychowawcze tak samo ewoluuja ...i
                    przepraszam cie ale kiedyś równiez były ksiązki na temat wychowania dzieci...czy
                    chowania dzieci....mam pare własnie od mojej mamy....
                    a zresztą był taki niezły artykół w jwdnym z ostatnich wprost ..o badaniach
                    psychologicznych dzieci i biciu, i teorach dotyczących bicia na przestrzeni lat....

                    i powiem ci , ze parenaście lat temu psychologowie wręcz zalecali
                    bicie....powiem nawet mocne bicie....


                    i mysle ze z niektórymi sprawami jest tak ...karmic piersią , nie karmić
                    ,.....chować sterylnie...żadnej sterylności...

                    zobacz , kiedy ja się urodziłam nie wolno było nikomu wchodzic na
                    porodówke...traz mikt się nie przejmuje ile zarazków wnosi na butachsmile))

                    więc mysle , że ewolucja w wychowaniu oczywiście poszła w dobrym kierunku...ale
                    czy na pewno...tego nie wie nikt...

                    kiedyś młody człowiek wychodził z domu i musiał sobie radzić ...dziś często
                    siedzi na karku rodzicom i jeszcze ma żal....

                    powiem tak jesli trzymac sie tego co piszesz to wszyscy jesteśmy wychowani
                    troche przypadkiem ,,,troche na czuja...tak?

                    mijam codziennie wielu ludzi tak jak i ty i jedni są mili i dobrze wychowani a
                    inni nie....od czego to zależy...?

                    nie popieram zachowania matka8, ale tak naprawde to jej dzieci i ona intuicyjnie
                    wie co dla nich jest najlepsze....

                    kiedy ja chodziłam do podstawówki, to nie było niczym oburzającym , ze
                    nauczyciel walił nas po łapach linijką ....a nawet po tyłku...
                    i wszyscy go lubili i szanowali...
                    i nie zauważyłam by ludzie z mojego pokolenia wyrośli na jakis dewiantów
                    psychicznych...

                    dlatego dośc sceptycznie podchodze do wszelkich naukowych teoriii...

                    i jeszcze jedno ...to jaka jestes matka dla swoich dzieci ni zależy od tego ile
                    dajesz klapsów dziecku, czy moze w ogóle ich nie dajesz ...ja wiem z własnego
                    doswiadczenia, że człowieka czasem mozna bardziej upokorzyć słowem , niz waląc
                    go w....

                    rozpisałam sie ...wracając do tematu który poruszyłas , uważam , że jesli nasi
                    rodzice czy dziadkowie chcieli znaleźć literature o wychowaniu , to kak była i
                    czytali.....smile)

                    pozdrawiam


                    przedszkolak
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10022049&a=22878808
                  • mmmammma Re: zaczynam bić swoje dziecko 20.04.05, 23:29
                    Myślę, że przesadzasz. Kiedyś też były książki. I tak np. polecana często na
                    tym forum książka A. Faber "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały.." wydana
                    została w 1980r. Nie wiem, w jakim Ty jestes wieku ale ja jeszcze wtedy byłam
                    mała, więc pokolenie moich rodziców mogło z niej korzystać. Pochodzę z rodziny
                    nauczycielskiej (sama mam zawód zupełnie z tym niezwiązany) i zarówno moi
                    rodzice jak i babcia studiowali a co za tym idzie czytali ksiązki z dziedziny
                    psychologii dziecka, psychologii wychowania itd. Nie wiem jak babcia (nie
                    rozmawiałam z nią nigdy o tym) ale rodzice nie są przeciwnikami klapsów
                    (znęcania czy maltretowania jak najbardziej są). Co prawda, nie słyszałam, żeby
                    kiedykolwiek użyli siły wobec uczniów, ale mi się czasem dostało klapsa. Dodam,
                    że są naprawdę dobrymi pedagogami - zarówno rodzice uczniów jak i sami
                    uczniowie starają się by znaleźć się w ich klasie, a potem przez wiele lat
                    utrzymują z nimi kontakt.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka