marblad
27.11.06, 15:42
Ponizszy post wyslalem na inne forum, ale tam "kaza" czekac. A ja mam pilna sprawe!
I pozdrawiam wszystkim.
"Nie zdazylem przekopac sie przez wszystkie
wypowiedzi, bo po pierwsze w tej chwili pije, jestem w ciagu 12-dniowym i tylko majac obok siebie
piwo jestem w stanie cos z siebie wykrzesac. Zastanawialem sie dzisiaj, bedac w supermarkecie, na
piwie, jak znalezc szybki trik, sposob na przestanie. Bo doslownie juz nie moge lezec, nie majac
obok siebie piwa. Chyba ze totalnie sciety. Nic do mnie nie trafia, tylko wyjsc, gdzies sie napic,
troszeczke, a potem ma byc lepiej i zawsze jest gorzej. Mialem wiele ciagow, ale sam z siebie nie
pijem nawet dwa lata, nawet to mnie nie interesowalo. To wraca jednak, jak tesknota. Ciagi sa coraz
gorsze, a przeciez trzeba przestac! Tylko, jak zapanowac nad tym odruchem dzikim, TERAZ-W-TEJ
CHWILI, ze Ty musisz, bracie, polezc, wymyslec sposob na picie, wypicie piwa. Nie zadzwonie do
poradni, bo mi powiedza przyjdz Pan za 3 dni, jak bedziesz trzezwy. Kiedys kroplowke wzialem,
jeden dzien nawet pomogl, za dwa dni znowu zaczalem.
Obecny ciag sie zaczal, ze ona odeszla, dodatkowo grozi mi bankructwo, choc nie utrata pracy, bo
uprawiam wolny zawod, ale mam terminy. Zgromadzilem troche pieniedzy, ale poprosilem
zleceniodawce o rozbicie honorarium na kilka. To podaje jako tlo. I tak bede musial placic rachunki,
ale moge tez pic...
I tak juz 12 dzien. Jutro 13! Dzisiaj juz zaliczylem 1,5 litra, czyli jak na mnie malo, bo potrafie wypic
6 litrow browaru/dzien, malo jedzac. Wyraznie mi sie zmniejszyla dzienna dawka, ale to caly czas
jest moc, od nowa sie zaczyna i zaczynam konspirowac. Caly cuchne, trzese sie, znacie te objawy.
Lokum znalazlem u rodzicow i ich opieka powoduje, ze mam wyrzuty sumienia, oszukuje ich, ze nie
pije juz od 2-3 dni. Lat mam 40, wiec dodatkowo krew zalewa, ze taki glupiec. Ale jak tylko oddam
klucze do domu, to potrafie wyjsc i cos zalatwic, albo ktos mi zalatwi, albo tak przekonam ich, ze
wychodze niby na spacer, bajeczki umiem wymyslac.
A tu trzeba przestac! Tylko czy istnieje jakis trik, ktory komus kiedys pomogl? Przywiazac sie
lancuchem do kaloryfera? Wiem, ze nie ma tu zadnych "trikow", ale moze na tym etapie, komus udalo
sie przemowic do pijanego "rozumu"? Zawsze wychodzenie z ciagow bylo okrutne, teraz majac realny
problem wyolbrzymiam straty jeszcze bardziej.
I mam spotkanie z zona. Wiem, ze bede i z pewnoscia zamowie kilka zimnych browarow, a wracajac
do domu, przyrzekal, ze jutro pewnie sie uda"