juka20
05.07.05, 08:52
Przeczytałam trochę postów na tym forum i muszę przyznać, że nie zgadzam się
z większością piszących tutaj mam. Kiedy czytam, że dziecko nie powinno w
ogóle jeść słodyczy, oglądać telewizji, dostawać klapsów, że powinnyśmy być
cierpliwe i idealne ..... no cóż, nie zgadzam się!
Może słodycze nie są zdrowe, ale w rozsądnych ilościach chyba aż tak bardzo
nie szkodzą...To samo z oglądaniem telewizji...
Uważam, że jeśli moje dziecko w swoim życiu dostało parę klapsów, ale nie
jest bite, zaniedbane, ograniczane i wie, że mama kocha je ponad wszystko na
świecie, to nie mam powodów czuć się winna i nie wyrządziłam mu tym żadnej
krzywdy.
Przykro mi, ale wydaje mi się, że w większości przesadzacie.
Jesteśmy tylko ludźmi, każdy może stracić cierpliwość i krzyknąć na dziecko i
nie zawsze musi to oznaczać, że je skrzywdził.
Lansujecie tutaj pewien model wychowania (najpewniej wyczytany w
poradnikach), który nijak ma się do prawdziwego życia.
Załużmy sytuację, że nigdy nie krzyknęłaś na dziecko, aż tu nagle dziecko po
kilku latach domowej sielanki idzie do szkoły, a tam pani na nie krzyknęła.
Co się dzieje dalej? Dla dziecka to koniec świata, mama idzie do szkoły i
udziela upomnienia nauczycielce/względnie przenosi dziecko do innej
klasy/szkoły. Ale za 20 lat dziecko poszło do pracy i tam krzyknął na nie
szef/współpracownik. Co wtedy?
Czy nie lepiej jest po prostu kochać to dziecko, pokazywać mu życie, ale nie
chronić aż do tego stopnia, żeby nie wyrosło na człowieka, który nie umie
sobie w życiu poradzić ( mimo świadectwa na którym ma same szóstki)...
I jeszcze przykład z życia wzięty:
Małżeństwo (dwóch lekarzy, w tym jeden pediatra) zabraniało dziecku m.in.
jeść jakichkolwiek słodyczy, oglądać telewizji. Kiedy mały miał 3 lata poszli
z nim do sklepu i pozwolili mu wybrać sobie trzy rzeczy. Wybrał chipsy, colę
i lizaka....
Mamy wyluzujcie trochę!