Dodaj do ulubionych

zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki,itd.

05.07.05, 08:52
Przeczytałam trochę postów na tym forum i muszę przyznać, że nie zgadzam się
z większością piszących tutaj mam. Kiedy czytam, że dziecko nie powinno w
ogóle jeść słodyczy, oglądać telewizji, dostawać klapsów, że powinnyśmy być
cierpliwe i idealne ..... no cóż, nie zgadzam się!
Może słodycze nie są zdrowe, ale w rozsądnych ilościach chyba aż tak bardzo
nie szkodzą...To samo z oglądaniem telewizji...
Uważam, że jeśli moje dziecko w swoim życiu dostało parę klapsów, ale nie
jest bite, zaniedbane, ograniczane i wie, że mama kocha je ponad wszystko na
świecie, to nie mam powodów czuć się winna i nie wyrządziłam mu tym żadnej
krzywdy.
Przykro mi, ale wydaje mi się, że w większości przesadzacie.
Jesteśmy tylko ludźmi, każdy może stracić cierpliwość i krzyknąć na dziecko i
nie zawsze musi to oznaczać, że je skrzywdził.
Lansujecie tutaj pewien model wychowania (najpewniej wyczytany w
poradnikach), który nijak ma się do prawdziwego życia.
Załużmy sytuację, że nigdy nie krzyknęłaś na dziecko, aż tu nagle dziecko po
kilku latach domowej sielanki idzie do szkoły, a tam pani na nie krzyknęła.
Co się dzieje dalej? Dla dziecka to koniec świata, mama idzie do szkoły i
udziela upomnienia nauczycielce/względnie przenosi dziecko do innej
klasy/szkoły. Ale za 20 lat dziecko poszło do pracy i tam krzyknął na nie
szef/współpracownik. Co wtedy?
Czy nie lepiej jest po prostu kochać to dziecko, pokazywać mu życie, ale nie
chronić aż do tego stopnia, żeby nie wyrosło na człowieka, który nie umie
sobie w życiu poradzić ( mimo świadectwa na którym ma same szóstki)...
I jeszcze przykład z życia wzięty:
Małżeństwo (dwóch lekarzy, w tym jeden pediatra) zabraniało dziecku m.in.
jeść jakichkolwiek słodyczy, oglądać telewizji. Kiedy mały miał 3 lata poszli
z nim do sklepu i pozwolili mu wybrać sobie trzy rzeczy. Wybrał chipsy, colę
i lizaka....
Mamy wyluzujcie trochę!
Obserwuj wątek
    • tataali Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 09:09
      Słuszna, uwaga. Od dziś w ramach przystosowywania dziecka do życia, 2
      krzyknięcia i 1 klaps dziennie. Później dawkę można zwiększać.
      • juka20 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 09:27
        Naucz się czytać ze zrozumieniem, a jad od rana oszczędzaj, później Ci się
        jeszcze przyda...
        • tataali Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 09:35
          To nie jad, to sarkazm
    • wieczna-gosia Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 10:32
      A ty nie przesadzasz?

      > Załużmy sytuację, że nigdy nie krzyknęłaś na dziecko, aż tu nagle dziecko po
      > kilku latach domowej sielanki idzie do szkoły, a tam pani na nie krzyknęła.
      > Co się dzieje dalej? Dla dziecka to koniec świata, mama idzie do szkoły i
      > udziela upomnienia nauczycielce/względnie przenosi dziecko do innej
      > klasy/szkoły.

      A moze mama przytula, utula i pomaga przjsc przez taka sytuacje? Moze uczy ze
      kiedy pani krzyknie mozna ja poprosic- niech pani na mnie nie krzyczy?

      Na mnie rodzice krzyczeli. I dawali mi klapsy. A jednak przez wiele lat moja
      jedyna reakcja na krzyk bylo rozplakanie sie- nie wytrzymywalam napiecia. Teraz
      jestem dorosla, wiec juz szefowi w mankiet nie placze, tylko potrzfie sprowadzic
      rozmowe do braku krzyku, ale nadal tego nienawidze i kiedy ktos na mnie krzyczy-
      przestaje go sluchac.
    • moofka Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 10:40
      juka20 napisała:

      > Załużmy sytuację, że nigdy nie krzyknęłaś na dziecko, aż tu nagle dziecko po
      > kilku latach domowej sielanki idzie do szkoły, a tam pani na nie krzyknęła.
      _____________________________
      rozumiem, że mam drzeć się na dziecko, bo polskich szkołach pracują wariatki,
      których narzedziem pracy jest wrzask?
      dziwna argumentacja
      pracowałam w szkole, w ktorej nauczycielka wybiła oko uczniowi, a inna
      naderwała ucho
      moze podpowiesz, jak przygotowac dziecko na takie niebezpieczne idiotki?
    • blamblam Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 10:52
      A ja sie zgadzam z większością wypowiedzi juki20. Jestem zwolenniczką umiaru i
      nie lubię skrajności. Myśle jednak ze większośc sporów na tym forum wynika z
      uogulnień. Co znaczy nie dawac slodyczy wogóle? cz to znaczy ze Wasz 3 latek
      nigdy nie zjadł nawet jednej łyzeczki np domowej szarlotki? Mam synka 20
      miesiecznego, ktory nie ma alergii i uważam ze pozwolenie mu na zjedzenie kilku
      łyzeczek domowej szarlotki u babci na imieninach (a więc nie codzienie) nie
      jest złe. Problem telewizji u nas akurat nie istnieje bo synek sam nie chce jej
      ogladac (wyłącza telewizor i w dodatku nam nie pozwala) ale myślę że gdyby
      chcial obejrzeć raz na jakiś czas jakąś sensowną bajeczkę pewnie bym mu
      pozwoliła. A jesli chodzi o krzyk, uwazam ze choć z gruntu zły ma czasem swoje
      uzasadnienie. no moze nie krzyk ale podniesiony głos. Co robicie w sytuacji jak
      dzieciak właśnie siega do gorącego piekarnika a Wy jesteście na tyle daleko że
      nie zdążycie złapać go za ręke, czy spokojny głos zadziała czy zdążcie
      powstrzymać dziecko? Ja wtedy podnoszę głos - na chwile. Potem jednak tlumaczę
      dlaczego. kilka razy zdarzyło mi sie podnieśc glos ze zwykłaj ludzkiej zlości.
      staram się nad tym panowac bo wiem że to niczego dobrego nie przynosi, zawsze
      też przytulam dziecko i mowie mu że bardzo je kocham, niemniej jednak potrafię
      sie przyznać że kilka razy starciłam cierpliwość. dodam tylko ze mam synka o
      sporym temperamencie. Z jednym sie nie zgadzam tylko - z klapsem. Jestem
      impulsywna osobą i łatwo mnie wyprowadzić z równowagi mimo to przez 20 miesięcy
      odkąd jestem szczęśliwą mamą nie dałam dziecku nawet klapsa. mam nadzieję że
      tak pozostanie ale wiem tez że przede mną jeszcze niejedno wyzwanie
      wychowawcze. Niemniej jednak jak juz wspomniałam z większosćią wypowiedzi juki
      zgadzam sie całkowicie. ciekawe czy ktos jeszcze?
      • antonina_74 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 11:13
        Też się zgadzam, może nie z tym przygotowaniem do życia przez krzyki i klapsy,
        ale klapsy mi się co jakiś czas zdarzają i krzyki też (tylko bez podbudowy
        teoretycznej że oto przygotowuję dziecko do życia w brutalnym świecie wink
        Natomiast TV, słodycze, komputer - tak, z umiarem ale tak, tzn. słodycze, TV i
        komputer są w moim domu częścią codzienności a nie zakazanym owocem czy
        wydzielaną przyjemnością. Tylko kontroluję co mój 6-latek je, ogląda i w co
        gra, i jak dużo - ale on i tak woli kotleta od czekolady smile
    • migotka2000 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 11:35
      Tak to już jest,że każdy rodzic ma swoje niezłomne przekonania, jedynie słuszne
      poglądy w kwestiach telewizji, klapsów, czy słodyczy. I założę się,że każdy
      popełnia błędy przeginając w jedna lub drugą stronę.

      Specyfika tego forum jest taka,że "każda pliszka swój ogonek chwali", czyli
      siłą rzeczy każdy w jakiś tam sposób próbuje przekonywać innych co do
      słuszności swoich poglądów. I wszystko jest w najlepszym porządku, do momentu
      aż ktoś kogoś uważa za głupszego od siebie, bo np. pozwala dziecku jeść
      słodycze. Szczególnie pikantne bywają duskusje pod hasłem "dawać czy nie dawać
      klapsy" i odnoszę wrażenie,że w tym temacie zazwyczaj następuje pat - nikt
      nikogo nie jest w stanie przekonać.
      • juka20 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 13:06
        Chciałabym coś uściślić: nie jestem zwolenniczką bicia dzieci, kocham dzieci,
        nie pochwalam wybijania oczu przez nauczycielki i krzycząc na swoje dziecko nie
        dorabiam sobie ideologii, że to w ramach przygotowania do życia. Możecie być
        spokojne o moje dziecko, bo jest szczęśliwe, nie jest katowane, dręczone i
        zastraszone. W swoim 3,5 letnim życiu dostała ode mnie kilka klapsów, którymi
        ani Ona ani ja się nie przejmujemy i mogę zaręczyć, że nie zostawi to żadnych
        śladów na Jej psychice.
        Widzicie,napisałam post, którego głónym przekazem miało być to, że każdy jest
        tylko człowiekiem, że nie warto tak bardzo dążyć do doskonałości, że ta
        doskonałość nie zawsze jest dobra. Nie pochwalam i nie stosuję codziennych
        krzyków na dziecko, ale jeśli mi się zdarzy nie robię z tego tragedii...
        Uważam, że oglądanie telewizji, jedzenie słodyczy - jeżeli są kontrolowane i
        dozowane z umiarem nie szkodzą. Możecie mnie za to zlinczować...ale tak właśnie
        myślę.
        Ogólnie zalecam miłość bez umiaru i żeby dziecko spróbowało wszystkiego co może
        (nie przekraczając pewnych norm), ale to już z umiarem.
        No cóż, tak łatwo i tak negatywnie oceniacie, życzę abyście nauczyły swoje
        dzieci tolerancji i otwartości na innego człowieka.
        I nie posiadam jedynego właściwego patentu na wychowanie dziecka, ale takie mam
        poglądy, jakie wyraziłam. Poza tym nie uważam, że wszyscy inni wszystko robią
        żle.
        Wyluzujcie.... tylko tyle i aż tyle.
        • wieczna-gosia Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 13:26
          Juko, ale sama piszac pierwszy post uczynilas daleko posuniete uogolnienie,
          jakoby ludzie, ktorzy nie krzycza na dziecko i ich nie bija chowali dzieci w
          szkalnej bance i na konfrontacje ze swiatem zewnetrznym (czyli krzykniecie pani)
          zareaguja uciaczka (zabranie dzioecka ze szkoly).

          wyluzuj wink
        • lara33 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 13:35
          Ja też przeczytałam kilka postów i jestem załamana. Poprostu taka przesada z tym
          "bezstresowym wychowaniem", że głowa boli! W ostatnich latach psychologowie
          "robią wodę z mózgu", a tym samym szykują miejsca pracy dla siebie i pracowników
          resocjalizacji. Dzieci nie wolno krzywdzić, także w tą drugą stronę.
          • moofka Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 13:48
            lara33 napisała:

            > Ja też przeczytałam kilka postów i jestem załamana. Poprostu taka przesada z
            ty
            > m
            > "bezstresowym wychowaniem", że głowa boli! W ostatnich latach psychologowie
            > "robią wodę z mózgu",
            ______________________________________
            mozesz napisac cos wiecej na ten temat?
            co konkretnie Cie załamuje
            i w jaki sposób szkodza dzieciom podstepni psychologowie?



            a tym samym szykują miejsca pracy dla siebie i pracownikó
            > w
            > resocjalizacji. Dzieci nie wolno krzywdzić, także w tą drugą stronę.
            • ewapiotr6 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 15:54
              moofka napisała:

              > lara33 napisała:
              >
              > > Ja też przeczytałam kilka postów i jestem załamana. Poprostu taka przesad
              > a z
              > ty
              > > m
              > > "bezstresowym wychowaniem", że głowa boli! W ostatnich latach psychologo
              > wie
              > > "robią wodę z mózgu",
              > ______________________________________
              > mozesz napisac cos wiecej na ten temat?
              > co konkretnie Cie załamuje
              > i w jaki sposób szkodza dzieciom podstepni psychologowie?
              >
              >
              >
              > a tym samym szykują miejsca pracy dla siebie i pracownikó
              > > w
              > > resocjalizacji. Dzieci nie wolno krzywdzić, także w tą drugą stronę.
              • moofka Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 16:03
                • nangaparbat3 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.09.05, 20:36
                  wychowuję dziecko od 14 lat raczej bezstresowo, a respekt ma i dla dorosłych, i
                  dla rówieśników.
                  Jeśli dziecku okazuje sie szacunek, bedzie nim darzyc innych.
    • wiktorria Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 13:55
      Telewizor, słodycze w rozsądnych ilościach -ok, czemu nie. Ale klapsy, krzyki,
      żeby dziecko zahartować na spotkanie ze światem - z tym się nie zgadzam. Rodzic
      po to jest, żeby dawać wsparcie dziecku, a nie dodatkowo jeszcze je umniejszać.
      Myslenie, że trzeba pokrzyczeć na dziecko, żeby po tem w szkole nie było
      przerażone, gdy krzyknie na nie nauczyciel jest poronione. Właśnie trzeba uczyć
      dziecka szacunku do samego siebie, a nie tego, że normalne jest to, że ktoś na
      niego krzyczy - obojętnie, czy ma rację czy nie. Na mnie też krzyczano i byłam
      czasem bita, i co mi to dało? - nic, oprócz braku pewności siebie. Oczywiście,
      że zdarza mi się krzyknąć na dziecko, bo już tracę cierpliwość, ale zawsze
      myślę potem - Boże, nie mogłam powiedzieć tego inaczej?. Jeśli chodzi o klapsy -
      nie uderzyłam jeszcze nigdy mojego dziecka i nie pozwalam ojcu, bo ręka go
      czasem świerzbi. Wspierajmy nasze dzieci póki możemy, świat im jeszcze da
      popalić.
      • juka20 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 14:11
        ale się czepiacie! w pierwszym poście napisałam : załóżmy, że nigdy nie
        krzyknęłaś na dziecko. Słowo załóżmy jest kluczem do zrozumienia tego tekstu.
        Przypuszczam, że nie istnieje mama, która nigdy na dziecko nie krzyknęła...więc
        nie róbcie z siebie takich świętych. No i napisałam również, że nie uważam, iż
        krzyczenie na dzieci ma je zahartować, a rodzice nie powinni dawać wsparcia. To
        bzdury!Napisałam, że zdarza mi się krzyknąć i nie czuję się z tego powodu
        winna.
        • moofka Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 14:14
          juka20 napisała:

          > bzdury!Napisałam, że zdarza mi się krzyknąć i nie czuję się z tego powodu
          > winna.
          ____________________
          i to wlasnie napisz, ze cie czasem poniesie
          a nie dorabiaj ideologii, ze to ma je nauczyc zycia i przygotowac do szkoly
          oraz pan furiatek
          • moofka Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 14:16
            moofka napisała:

            > a nie dorabiaj ideologii, ze to ma je nauczyc zycia i przygotowac do szkoly
            > oraz pan furiatek
            ____________________
            idac tym tropem najlepiej do szkoly powinny byc przygotowane dzieci z rodzin
            dysfunkcyjnych
            wrzaski wyzwiska i bijatyki to dla nich normalka
            • ewapiotr6 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 21:46

              Popieram w 100 % twoją wypowiedź. Za dużo tu idealnych mam (ktoś napisał, że w
              internecie to łatwo idealizować bo wszystko takie anonimowe). Jakoś takich mam
              nie spotyka się tak często " na żywo". A np. wypowiedź moofki jest najlepszym
              tego przykładem. Aż ciężko to czytać.
            • dorotafx Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 15:30

              > idac tym tropem najlepiej do szkoly powinny byc przygotowane dzieci z rodzin
              > dysfunkcyjnych
              > wrzaski wyzwiska i bijatyki to dla nich normalka

              A ja mam wrażenie że Wy poprostu jesteście tak naładowane złością a że nigdy nie
              krzyczycie na swoje dzieci to musicie wyżyć sie na tym forum. I z igieł robicie
              widły. Każdy post jest pisany od skrajności do skrajności.
              ja nie jestem zwolenniczka bicia i krzyków , ale nie powiem żebym tego nigdy nie
              zrobiła. Moje 14 miesięczne wyjątkowo żywe bezbronne dzieciątko też już dostało
              klapsa w pampersa. Nie przyniosło to żadnych rezultatów wychowawczych ale
              poniosła mnie energia. Jeśli nie użyłabym podniesionego tonu głosu w pewnych
              sytuacjach to moje dziecko zrobiłoby wysypisko śmieci z mojego domu i weszło by
              nam na głowę. A co do tego hartowania na przyszłość to przecież nie bijemy
              dzieci żeby je zahartować przed pójście do szkoły ale jeśli byśmy na wszystko
              pozwolili i nigdy nie krzyknęli bądź nie dali kary to nauczyciele w szkole nigdy
              by sobie z 30 uczniami w klasie nie poradzili. Wiem że w szkołach jest coraz
              gorzej że nauczyciele biją i znęcają się na dziećmi, ale jak czytam wasze posty
              to sądzę że większość matek tak jak Wy robi z igieł widły i dlatego nauczycieli
              zawieszają w wykonywaniu zawodu. Z całą pewnością niejednokrotnie nie słusznie.
              I jeszcze słówko na temat słodyczy. Kobiety wszystko jest dla ludzi.Tak jak
              alkohol dla dorosłych tak słodycze dla dzieci. A czym więcej będziemy im
              zabraniac tym bardziej będą je kusiły. Mój synek jak pokazuje na barek to wiem
              że chce czekoladkę wtedy mu ją daję obojętnie jaka jest pora dnia. Ale niestety
              (albo stety) nie jest łasuchem i tak jak u mojej poprzedniczki woli kotlecik.
              Ale jak poprosi o czekoladke to ją dostanie a potem razem idziemy myć ząbki.
              dziewczyny wyluzujcie idźcie sie wyładowac na siłownię albo na aerobik a nie na
              forum gdzie nie musicie patrzeć nikomu w oczy tylko możecie sie bezkarnie na
              wszystkich wyżywać.
              • nangaparbat3 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.09.05, 20:39
                dorotafax napisala:
                Moje 14 miesięczne wyjątkowo żywe bezbronne dzieciątko też już dostało
                klapsa w pampersa. Nie przyniosło to żadnych rezultatów wychowawczych ale
                poniosła mnie energia.

                Nie energia, tylko złość.
        • kuba-and-twins Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 17:12
          Brawo! Bardzo rozsądnie piszesz smile))
          Niestety, specyfiką internetu jest pełna anonimowość, więc można w zasadzie
          pisać, co się chce. Większość z nas - jeśli nie wszyscy - uważa siebie za super-
          rodziców, jeśli nie za super-ludzi wink I niby wszyscy wychowują dzieci zgodnie
          z ustalonymi przez specjalistów kanonami. I za chiny ludowe się nie przyznają,
          że coś robią nie tak. Nie udowodnisz im niczego. Ale swoje wiesz.

          Polecam program TVN Style, zwłaszcza Klub Młodej Mamy i Dzieciństwo - prawda i
          mity. Tam to ostatnio usłyszałam zdanie, które stało się moją mantrą: mama
          powinna być wystarczająco dobra, nie dobra, nie super, ale właśnie
          wystarczająco dobra. A przecież i tak dla naszych - póki co bardzo małych -
          dzieci jesteśmy super mamami (tatuśami). W okresie dorastania to się na pewno
          zmieni ;-(
          • migotka2000 Re: Kuba - "dzieciństwo - prawda i mity" 06.07.05, 13:36
            He he, to mamy podobna mantręsmile. Ja zapamiętałam też, że dziecko to wbrew
            pozorom "twardy materiał".
    • izia30 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 05.07.05, 14:04
      ja wogole nie wiem o czym mowa.
      kocham swoje dziecko, czasem krzykne,
      zadne klapsy nie wchodza w gre, nie uznaje przemocy bo ona uczy przemocy,
      moja corka (2 latka) nie jada slodyczy, poniewaz ich jeszcze nigdy nie dostala,
      nie interesuje sie nimi.
      telewizor w domu wlaczony, tez brak zainteresowania, czasem poskacze przy
      muzyce, popatrzy jakies 2 minuty na dobranocke.
      • blum5 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 00:36
        daje swojemu dziecku slodycze, daje jej klapsa jak jest nie do zniesienia, bo
        tlumaczenie w takich momentach histerii malo daje, krzykne od czasu do czasu
        i....uwazam ze czlowiek jako rodzic ma ograniczona cierpliwosc, i nie zawsze
        chce mu sie byc idealna mama, (mi sie nie chce bo np czasami jestem zmeczona
        etc).
        i jak czytam wypowiedzi takich mam idealnych to mi sie niedobrze robi. bo ja
        takich rodzicow nie spotykam, czy wy wszystkie jestescie takie idealne? to
        gdzie wy mieszkacie np moofka,(jej wypowiedz jest naprawde glupia, od razu
        atakuje) i ciekawe ze ma tyle cierpliwosci do dzieci ?????
        • moofka Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 08:25
          blum5 napisała:

          > i jak czytam wypowiedzi takich mam idealnych to mi sie niedobrze robi. bo ja
          > takich rodzicow nie spotykam, czy wy wszystkie jestescie takie idealne? to
          > gdzie wy mieszkacie np moofka,(jej wypowiedz jest naprawde glupia, od razu
          > atakuje) i ciekawe ze ma tyle cierpliwosci do dzieci ?????
          _________________________________
          prosze mi pokazac, w ktorym miejscu kogokolwiek zaatakowałam?
          konkretnie
          bo rownie dobrze ja moge napisac ze wypowiedz blum jest glupia i napastliwa
          ale to chyba za malo do normalnej dyskusji
          • ewapiotr6 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 14:36

            Naprawdę nie wiesz w którym miesjcu zaatakowałaś. Dziewczyna pisze, że się
            czasem denerwuje (jak każddy normalny człowiek) i zdarza jej się krzyknąć na
            dziecko a ty piszesz o dorabianiu ideologii i już całkowite przegięcie - o
            jakichś rodzinach dysfunkcyjnych (to jest dla mnie naciąganiem i dorabianiem
            ideologii). Normalni ludzi też się denerwują i miewają słabości a nie tylko ci
            z rodzin dysfunkcyjnych czy patalogicznych.
            • moofka Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 15:20
              ewapiotr6 napisał:

              >
              > Naprawdę nie wiesz w którym miesjcu zaatakowałaś. Dziewczyna pisze, że się
              > czasem denerwuje (jak każddy normalny człowiek) i zdarza jej się krzyknąć na
              > dziecko a ty piszesz o dorabianiu ideologii i już całkowite przegięcie - o
              > jakichś rodzinach dysfunkcyjnych (to jest dla mnie naciąganiem i dorabianiem
              > ideologii). Normalni ludzi też się denerwują i miewają słabości a nie tylko
              ci
              >
              > z rodzin dysfunkcyjnych czy patalogicznych.
              ________________________
              nie zrozumiałyśmy sie smile
              trudno
              to nie ja sugerowałam, ze dziecko na ktore sie nie krzyczy nie odnajdzie sie w
              rzeczywistosci szkolnej
              ja tylko ten fakt zakwestionowałam
              ale ataków w dalszym ciagu nie widze
              tym bardziej personalnych
              a Ty mawiasz mi cos, czego w moim poscie nie bylo
              chcecie krzyczec na swoje dzieci - krzyczcie
              ale nie na mnie smile
              • ewapiotr6 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 15:39

                Nikt na ciebie nie krzyczy, ale sorry twój post był nie tylko dla mnie
                irytujący.
                • moofka Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 15:44
                  ewapiotr6 napisał:

                  >
                  > Nikt na ciebie nie krzyczy, ale sorry twój post był nie tylko dla mnie
                  > irytujący.
                  ___________________________
                  dlaczego?
                  • ewapiotr6 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 16:04
                    moofka napisała:

                    > ewapiotr6 napisał:
                    >
                    > >
                    > > Nikt na ciebie nie krzyczy, ale sorry twój post był nie tylko dla mnie
                    > > irytujący.
                    > ___________________________
                    > dlaczego


                    Twój pierwszy post zawiera same uogólnienia i piszesz o skrajnych przypadkach
                    (z tym okiem). Tak jakbyś chwytała się deski ratunkowej i za wszelką cenę
                    chciała obronić swoje racje (wtedy sięga się po argumenty poniżej pasa, jak
                    nasi niektórzy politycy) serwując takie skrajności. A poza tym jego ton
                    odbieram jako agresywny. Pozostałe posty utrzymane w podobnym tonie.
                    • dorotafx Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 16:16
                      ewapiotr6 napisał:

                      > moofka napisała:
                      >
                      > > ewapiotr6 napisał:
                      > >
                      > > >
                      > > > Nikt na ciebie nie krzyczy, ale sorry twój post był nie tylko dla m
                      > nie
                      > > > irytujący.
                      > > ___________________________
                      > > dlaczego
                      >
                      >
                      > Twój pierwszy post zawiera same uogólnienia i piszesz o skrajnych przypadkach
                      > (z tym okiem). Tak jakbyś chwytała się deski ratunkowej i za wszelką cenę
                      > chciała obronić swoje racje (wtedy sięga się po argumenty poniżej pasa, jak
                      > nasi niektórzy politycy) serwując takie skrajności. A poza tym jego ton
                      > odbieram jako agresywny. Pozostałe posty utrzymane w podobnym tonie.

                      Popieram przedmówce ewapiotr6 i polecam moofce (tak jak w moim poście napisałam)
                      iść sie wyżyć na siłownie, bo takie przegadywanki internetowe nic nie dają. A
                      zbulwersowałaś (łeś) swoimi wypowiedziami niejedną osobę. Daruj sobie.
                    • moofka Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 16:26
                      ewapiotr6 napisał:

                      > Twój pierwszy post zawiera same uogólnienia i piszesz o skrajnych przypadkach
                      > (z tym okiem). Tak jakbyś chwytała się deski ratunkowej i za wszelką cenę
                      > chciała obronić swoje racje (wtedy sięga się po argumenty poniżej pasa, jak
                      > nasi niektórzy politycy) serwując takie skrajności. A poza tym jego ton
                      > odbieram jako agresywny. Pozostałe posty utrzymane w podobnym tonie.
                      _______________________
                      prosze mi nie wmawiac czegos, co nie ma miejsca
                      o ile fakt, ze przypadek przytoczylam skrajny - zgadzam sie - taki mial byc
                      o tyle ton - przepraszam - ton kazdy na forum odbierze jak chce
                      duzo zalezy od interpretacji
                      ja agresji bynajmniej nie widze
                      natomiast powtarzam, bo chyba malo kto zrozumial moje intencje
                      chodzilo mi tylko o to, bzdurny byl argument jakoby krzyki w domu mialy
                      przygotowac dziecko do szkoly
                      i tylko o to mi chodzilo
                      nikogo nie obrazilam
                      i nie mialam zamiaru
                      skoro tyle tu urazonych i zbulwersowanych z tego powodu
                      to w swoją strone skierujcie zyczenia wyluzowania
                      ja polece nauke czytania ze zrozumieniem
                      • ewapiotr6 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 23:08

                        Niby twoja odpowiedź napisana mądrze i bez goryczy... ale na koniec nie mogłaś
                        się oprzeć by dodać parę "wcale nie irytujących" słów, jak w każdym poście.
                        Myślę,że chyba lepiej zakończmy tą dyskusję bo wątek się rozrasta a my
                        zeszłyśmy z tematu.
                        Pozdrawiam
    • steffa Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 00:59
      No pewnie, że umiar, ale czy powinnam być dumna z tego, że dałam klapa swojemu
      dziecku? że krzyknęłam? To objaw słabości, z którego trzeba wyciągnąć wnioski,
      a nie brnąć w to, że i klaps czasem się przydaje. Słodycze i tV z kolei - tak,
      ale dopiero 'w pewnym wieku'. Nie widzę sensu dawania czekolady roczniakowi...
      • dorotafx Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 15:41
        steffa napisała:

        > No pewnie, że umiar, ale czy powinnam być dumna z tego, że dałam klapa swojemu
        > dziecku? że krzyknęłam? To objaw słabości, z którego trzeba wyciągnąć wnioski,
        >
        > a nie brnąć w to, że i klaps czasem się przydaje. Słodycze i tV z kolei - tak,
        >

        a ja nie widzę sensu dawania roczniakowi obiadków ze słoiczków i traktowania go
        jak niemowlaka. Mój synek chce wszystkiego spróbować i co tylko mu nie zaszkodzi
        pod względem ciężkości danej potrawy - dostaje. je z nami każdy posiłek (z
        wyjątkiem bigosu, smażonych mięs itp. Gotuje zdrowo dla całej rodziny i nie
        uważam żeby zdrowsze były obiadki ze słoiczka. A co do słodyczy, to naszym
        dziecom od życia też sie coś należy. Masz rację nie musi dostać roczniak
        czekoladki ale my tez nie musimy pić piwa prawda. Nie sądzę żeby zaszkodziła
        dziecku mała kosteczka kinder czekoladki. Pruchnica - owszem , ale tak samo
        zatakuje ząbki roczniaka jak i pięciolatka. Potrzebna jest szczotka i pasta.
        Ciekawe czy Wy nie jadłyście słodyczy jako dzieci? Spytajcie rodziców jak nie
        pamiętacie! No tak moze nie jadłyście bo nie było nic w sklepach....
        > ale dopiero 'w pewnym wieku'. Nie widzę sensu dawania czekolady roczniakowi...
        • dorotafx Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 15:45
          Sory żle zacytowałam

          Steffa napisała
          Nie widzę sensu dawania czekolady roczniakowi...
        • steffa Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 23:28
          Nie zaliczam słodyczy do kategorii 'też należy się coś od życia'. I
          roczniakowi - moim zdaniem - czekolada bardziej zaszkodzi, bo nie umie tak
          dobrze wymyć zębów, jak pięciolatek. To tyle, bo uważam, że tędy temat schodzi
          na manowce.... Ale o co chodzi z tymi obiadkami w słoiczkach, to już nic nie
          kumam wink Sorry, ale wrzuciłaś tu do jednego wora tyle rzeczy, razem z tym piwem
          nieszczęsnym, że nie wiem jak to ugryźć.
        • jola_ep Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 07.07.05, 16:16
          > A co do słodyczy, to naszym
          > dziecom od życia też sie coś należy. Masz rację nie musi dostać roczniak
          > czekoladki ale my tez nie musimy pić piwa prawda.

          Masz rację, dzieciom też się coś od życia należy. Dlatego moje maluchy dostają
          owoce i je uwielbiają. Żebyś widziała radość na twarzy mojego synka, gdy
          ciągnął (turlał wink )arbuza, którego dostał od wujka. Może dzieje się tak
          dlatego, że ja też uwielbiam owoce w każdej postaci. Potrafię przeżyć dzień bez
          słodyczy, ale bardzo mi trudno bez owoców. Szczególnie teraz, gdy nadal można
          dostać czereśnie i truskawki smile

          Irytuje mnie zwyczaj dawania słodyczy w nagrodę (ostatnio "podpadło" mi tu
          przedszkole sad synka ). To nie są jedyne przyjemności, jakie otrzymuje nasze
          dziecko. A już na pewno roczniak potrafi cieszyć się życiem bez czekolady.
          Potrafisz mu dać trochę radości, prawda ? smile

          Dla mnie dobra gorzka czekolada stoi na równi ze słodkim serkiem i domowym
          ciastem. Nie znoszę taniej, przesłodzonej do obrzydliwości "mlecznej"
          czekolady, cukru zmieszanego z barwnikami, aromatami i kwaskiem cytrynowym itp.
          zdobyczy współczesnej cywilizacji.

          Lubię wypić czasem małe, dobre piwo - ale nie zalewam się nim codziennie - bez
          zwracania uwagi na markę . Nawet nie czuję takiej potrzeby. I zaczęłam go pić
          jak tylko podrosłam do stołu - tylko dużo później. Podobnie postępuję ze
          słodyczami u moich dzieci.

          Pozdrawiam
          Jola
    • prinzessin1 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 09:04
      Cos mi sie wydaje, ze glos w tej dyskusji zabieraja mlode mamusie, ktore
      wszystko chca robic jak najlepiej w wychowaniu swoich pociech. Ja jestem matka
      dwojga calkowicie roznych istot, chociaz staralam sie je wychowywac ta sama
      metoda nic mi z tego nie wyszlo, bo kazde dziecko jest inne i dlatego to co
      jednemu szkodzi moze drugiemu pomoc. Wydaje mi sie, ze matki czworga albo
      pieciorga dzieci moglyby nam dac najlepsze porady, bo mamy jedynakow to maja
      naprawde nie wiele doswiadczenia zyciowego i zbyt silnie sa skoncentrowane na
      jednej osobce.
      Duze rodziny to prawdziwy skarb w wychowaniu. W takich rodzinach dzieci poznaja
      wszystkie mozliwe sytuacje zyciowe i dlatego sa najlepiej przygotowane na
      zyciowa burze. Ja pochodze tez z takiej rodziny i mam wspaniale rodzenstwo, na
      ktore moge zawsze liczyc. Mama nigdy nie musiala na nas krzyczec i bic. Teraz z
      perspektywy czasu, wydaje mi sie, ze ona poprostu nie mialaby sil na takie
      excesy. U nas panowala solidarnos, ale takze nikt nie chcial byc gorszy od
      drugiego. Z drugiej strony znam rodzine (dwojka dzieci) w ktorej wszyscy sa
      skloceni. Kazde jest egoista i oczekuje, ze druga strona zmieknie i poda reke do
      zdody. Dla mnie jest to odstraszajace i nie do pojecia.
      • triss_merigold6 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 09:39
        Czyli najlepiej zafundować sobie jak największą gromadkę dzieci, bo wtedy
        będzie się zbyt umęczonym żeby krzyczeć czy dawać klapsy. LOL
        • wieczna-gosia Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 10:12
          LOL
          Ja mysle ze dziala troche inny mechanizm. Mnie male dzieci nie wkurzaja. Kiedys
          mnie wkurzaly- ze maja glupie pomysly, albo maja okres buntu i zrobienie
          czegokolwiek zabiera godzine. Teraz jak juz wiem co potrafia starsze dzieci-
          taki maluch rzucajacy sie na chodnik wzbudza we mnie glownie tkliwosc. Na
          przemka nie krzyknelam chyba nigdy, na maluchy tez z rzadka podnosze glos, musi
          im sie zbierac przez caly dzien. Klapsy- jedyna osoba, ktora sprowokowala mnie
          do klapa byla pannica 12 letnia. Nie wiem za co mozna dac klapa roczniakowi.
          Albo dwulatkowi.
      • lola211 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 09:41
        > Duze rodziny to prawdziwy skarb w wychowaniu. W takich rodzinach dzieci
        poznaja
        > wszystkie mozliwe sytuacje zyciowe i dlatego sa najlepiej przygotowane na
        > zyciowa burze. Ja pochodze tez z takiej rodziny i mam wspaniale rodzenstwo, na
        > ktore moge zawsze liczyc. Mama nigdy nie musiala na nas krzyczec i bic.

        Nas w domu bylo troje.Klapsy i krzyki wpisane byly w codziennosc.Za taka
        rodzine dziekuje serdecznie, dlatego wybralam opcje z jednym dzieckiem, dla
        ktorego mam duzo czasu i wystarczajaco cierpliwosci, by nie powtarzac
        scenariusza z mojego dziecinstwa.
        Madrym zyciowo mozna byc i z jednym dzieckiem, zas nie miec pojecia o wlasciwym
        wychowaniu moze i matka dziewieciorga.
        • prinzessin1 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 11:58
          A moze wszystko zalezy od matki? Jaka jest osoba i jak podchodzi do zyciowych
          problemow? Moja mama nie miala komputera, a telewizor pojawil sie w domu jak
          prawie wszystkie dzieci (oprocz mnie) byly juz odchowane. Kierowala sie wlasnym
          uczuciem i nie ulegala wplywom z zewnatrz, bo nie miala oprocz mojego ojca
          nikogo do pomocy.
          Jej przede wszystkim jestem ogromnie wdzieczna za milosc, pogode ducha i
          duuuuuzo cierpliwosci z nami wszystkimi.
        • jola_ep Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 07.07.05, 16:04
          > Nas w domu bylo troje.Klapsy i krzyki wpisane byly w codziennosc.

          To, czy w domu klapsy i krzyki są codziennością, zależy według mnie od
          charakteru i umiejętności rodziców. Nas też było w domu troje, a nigdy nie
          byliśmy bici (bo klaps uważam osobiście za bicie). Moja mama jest osobą
          niesłychanie cierpliwą, ciepłą, starającą się rozumieć dzieci i korzystam z jej
          doświadczenia także teraz, gdy już się dochowała trójki wnuków smile

          > Za taka
          > rodzine dziekuje serdecznie, dlatego wybralam opcje z jednym dzieckiem, dla
          > ktorego mam duzo czasu i wystarczajaco cierpliwosci, by nie powtarzac
          > scenariusza z mojego dziecinstwa.

          Trochę nie rozumiem tej argumentacji. Bijesz i krzyczysz na swoje dziecko?
          Pewnie nie, dlaczego więc uważasz, że jak będziesz miała np. dwójkę to
          zaczniesz? Bo nie będziesz miała cierpliwości, czasu? Ja nie zauważyłam tego u
          siebie. Owszem, czasu miałam mniej - przede wszystkim dla siebie. Ale jak
          widzę, jak moje dzieciaki bawią się razem, jak czekają smętnie, aż drugie wróci
          z przedszkola/szkoły, jak się wzajemnie o siebie troszczą - to nie żałuję. I
          nie mam w sobie aż tak dużo pychy, aby uważać, że odrobina więcej czasu, który
          nie musiałabym dzielić na dwójkę, przeważyłaby to, co otrzymują od siebie
          nawzajem.

          > Madrym zyciowo mozna byc i z jednym dzieckiem, zas nie miec pojecia o
          wlasciwym
          > wychowaniu moze i matka dziewieciorga.

          Trudno się z tym nie zgodzić. Ale jeśli jesteś mądrą matką z jednym dzieckiem,
          to na pewno drugie nauczy Cię jeszcze więcej. Mnie nauczyło.

          Pozdrawiam
          Jola
          • lola211 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.07.05, 12:53
            > To, czy w domu klapsy i krzyki są codziennością, zależy według mnie od
            > charakteru i umiejętności rodziców.
            Oczywiscie.Swoj przyklad podalam, by zaprzeczyc tezie, jakoby duza
            rodzina=doswiadczenie i same korzysci, lepsze wychowanie, skarb.Nie ma reguly.

            Bo nie będziesz miała cierpliwości, czasu? Ja nie zauważyłam tego u
            > siebie. Owszem, czasu miałam mniej - przede wszystkim dla siebie.

            O cierpliwosc mi chodzi.I o czas, ktory moge poswiecic dziecku.Moja matka go
            nie miala, co odbilo sie według mnie na jakosci wychowania dzieci.

            > Trudno się z tym nie zgodzić. Ale jeśli jesteś mądrą matką z jednym
            dzieckiem,
            > to na pewno drugie nauczy Cię jeszcze więcej. Mnie nauczyło.

            Zapewne, nie przecze.
            • jola_ep Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.07.05, 14:26
              > O cierpliwosc mi chodzi.

              Wychowując drugie dziecko byłam bardziej cierpliwa - bo starsze dziecko
              nauczyło mnie lepiej rozumieć ... psychikę dziecka. Wiedziałam też, że z wielu
              irytujących zachować dzieci wyrastają. Więc tu też nie ma reguły.

              > I o czas, ktory moge poswiecic dziecku.

              Z czasem jest tak, że przy dwójce możesz go mieć paradoksalnie więcej. Bo
              dzieci zajmują się sobą, a wiele czynności wykonujesz jednocześnie i
              niezależnie od ilości dzieci. Moja koleżanka ma czwórkę dzieci. Kiedyś pytałam,
              jak jest u niej z tym czasem. Problem był tylko przy wychodzeniu z domu i
              wieczorem, gdy kładzie się dzieci spać. Myślę jednak, że czasem wystarczy
              zwiększyć różnicę wieku między dziećmi, aby wielu problemów uniknąć. Trzy -
              cztery lata są chyba optymalne. Starsze już nie potrzebuje tyle naszego czasu,
              a jednocześnie różnica wieku jest na tyle mała, aby dzieciaki złapały ze sobą
              kontakt. Nie zapominaj, że nie tylko Ty jesteś ważna dla dziecka. Własny brat
              lub siostra mogą być równie ważni, a czasem ważniejsi smile

      • steffa Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 06.07.05, 23:32
        "Cos mi sie wydaje, ze glos w tej dyskusji zabieraja mlode mamusie, ktore
        wszystko chca robic jak najlepiej w wychowaniu swoich pociech. Ja jestem matka
        dwojga calkowicie roznych istot, chociaz staralam sie je wychowywac ta sama
        metoda nic mi z tego nie wyszlo, bo kazde dziecko jest inne i dlatego to co
        jednemu szkodzi moze drugiemu pomoc. Wydaje mi sie, ze matki czworga albo
        pieciorga dzieci moglyby nam dac najlepsze porady, bo mamy jedynakow to maja
        naprawde nie wiele doswiadczenia zyciowego i zbyt silnie sa skoncentrowane na
        jednej osobce."
        Analogicznie można by stwierdzić, że nic się nie wie o mężczyznach, jeśli miało
        się tylko jednego męża... Litości!
        • prinzessin1 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 07.07.05, 08:11
          Masz racje, ale to juz inny temat.
    • moofka i jeszcze jedno 06.07.05, 16:29
      ja na swoje dziecko nie krzycze
      nie krzycze tez na meza, pracownikow, rodzicow i sasiadow
      i ich nie bije
      i daje mnostwo slodyczy, bo sama lubie
      i pozwalam ogladac telewizor, bo tez czasem lubie
      gdyby mi dziecko powiedzialo, ze pani w szkole na niego krzyczy
      wyjasnialabym to
      to nie jest metoda dyscyplinowania dzieci IMHO
      a mimo to - a moze - dlatego moj synek jest grzecznym dzieckiem
      i mozna sie z nim dogadac po dobroci
      • dyrektor000 Re: i jeszcze jedno 06.07.05, 21:28
        Z wielką uwaga przeczytałam wszystkie wypowiedzi , choć z nie kazdą się
        zgadzam .Uwazam że nie ma czegos takiego jak bezstresowe wychowanie .
        Wychowanie jest procesem na który wpływ ma wiele czynników zewnętrznych . Nie
        zawsze są to czynniki pozytywne .Na wychowanie wplyw ma też środowisko a więc
        nie tylko rodzice, dziadkowie ale też koledzy, kolezanki ,sąsiedzi ,
        opiekunki .............. Powiecie że nie utrzymujecie kontaktów ale dziecko
        wasze myśli, kojarzy fakty , wyciaga wnioski .Ktoś postawi veto jak 17
        miesieczny bąbelek wyciąga wnioski - tak gdy np krzyczy a mama powie że nie
        wolno i w podobnych sytuacjach tak samo będzie reagować to maluch utrwali sobie
        te sytuację i bedzie wiedzial ze nie jest to w domu akceptowane. I tak mozna
        przytaczac setki przykladow . Ja tez nie maltretowałam swojego dziecka ale
        bywały sytuacje gdy musialam krzyknąc , zareagować , czy dać klapa .Pamiętać
        musimy że lepiej krzyknąć , skarcić czy klapnąć a niż potem plakac .Moje
        dziecko jeden raz wybieglo na ulice wprost pod samochód - usłyszalam że jestem
        skretyniałą matką która nie potrafi pilnować bachora / słowa kierowcy / - mowę
        mi odjęło dalam klapsa i tak go zapamiętalo dziecię że nie wyszło więcej na
        jezdnie . Więcej efektów pozytywnych przynosi jeden klaps który dziecko poczuje
        niż seria klepań przy innych dzieciach czy bicia po glowie .Podkreślam że nie
        biję dzieci i takie działania nie są w naszym przedszkolu praktykowane ale
        chcę zwrócić uwagę ze należy zachować równowagę we wszystkich działaniach
        wychowawczych. Dzieci dostając tylko pozytywne przykłady nie bedą wiedziały co
        to jest zło , tylko bawiąc sie bez obowiązkow / np sprzątanie zabawek/ nie będą
        umialy dzialać , Gdy dziecko nie jest przygotowywane do podjęcia
        odpowiedzialnosci nie nauczy się być odpowiedzialne . Gdy matka nie nauczy
        dziecka zwracania uwagi na innych ludzi to nie moze oczekiwać że jej dziecko
        będzie zwracalo uwagę na nią gdy będzie sie źle czuła , albo na innych
        ludzi .Zyjemy w spoleczeństwie , kazdy z nas jest jego czastką i nauczmy dzieci
        tego że kazdy jest ważny . Obserwując w przedszkolu różne sytuacje tez z
        udzialem rodziców dochodze do wniosku że świat idzie w złym kierunku .Nie mozna
        zdmuchnąć wszystkich pyłków z drogi dziecka trzeba tez uczyc że nie zawsze
        będzie lekko . Potem dzieci z których wyrastają dorośli są malo odporni na
        stresy , boją sie podejmowac decyzje,są życiowymi niezdarami , mają klopoty z
        komunikowaniem sie bo rodzice zdmuchiwali z ich życia klopoty. Wychowanie to
        nagroda i kara , pozytywy i negatywy byle tylko wszystko w
        równowadze .....................................................................
        ...............................................................................
        Któraś z Pan poruszyła sprawe oglądania telewizji - tez umiar zalecany . W
        przedszkolu nasi rodzice przynosza kaset , płyty - dzieci oglądaja ale nie
        kosztem zdrowia czy zajęc i zabaw . Slodycze to samo umiar nie przed jedzeniem
        ale po , w nagrode że zje surowkę . Pozdrawiam było mi milo sie z Paniami
        spotkac
        • dyrektor000 Re: i jeszcze jedno 06.07.05, 21:44
          Na męża nie krzyczę choć uwazam że kazdemu facetowi potrzebny jest wstrząs od
          czasu do czasu . Bóg mi świadkiem że anioła by mężowie przyprawili o zawrót
          głowy . Doszlam do wniosku że większość kobiet popelnia ten sam błąd chcemy by
          wszystko było zgodnie z nasza wizja , tak jak my chcemy a prawda jest taka że
          pewne sprawy wymykaja sie spod naszej kontroli . nie na wszystko mamy wplyw i
          pamiętajmy by nabrac dystansu bo dzieciom , męzowi jest potrzebna zona a nie
          wariatka obijajaca sie od scian wiecznie zmeczona w złym humorze , wrzaskliwa
          jedza . Od czasu gdy to zrozumialam/ że nie wszystkim dogodzę , że mam prawo
          coś zepsuć, nawalić / to w domu jest sympatyczniej . Ja tez jestem milsza dla
          rodziny . Wyciszona matka i żona Pozdrawiam jak to widzicie napiszcie
          • jola_ep Re: i jeszcze jedno 07.07.05, 16:52
            > Od czasu gdy to zrozumialam/ że nie wszystkim dogodzę , że mam prawo
            > coś zepsuć, nawalić / to w domu jest sympatyczniej .

            A z tym się całkowicie zgadzam smile
            W dodatku dzieci są bardzo odporne i wiele naszych błędów są w stanie
            przetrwać smile

            Pozdrawiam
            Jola
          • lila1974 Re: dyrektor000 09.10.05, 13:11
            Święte słowa!!!
        • steffa Re: i jeszcze jedno 06.07.05, 23:37
          Własnie tego w słodyczach nie lubię, że są nagrodą. U mnie w domu nagrodą jest
          dostanie surówki... Poza tym ciekawa jestem jakie to przykłady z życia
          przedszkola świadczą o tym, że 'świat idzie w złym kierunku'. Bez złośliwości.
        • jola_ep Re: i jeszcze jedno 07.07.05, 16:49
          > Moje
          > dziecko jeden raz wybieglo na ulice wprost pod samochód - usłyszalam że
          jestem
          > skretyniałą matką która nie potrafi pilnować bachora / słowa kierowcy / -
          mowę
          > mi odjęło dalam klapsa i tak go zapamiętalo dziecię że nie wyszło więcej na
          > jezdnie .

          I jesteś pewna, że to właśnie skutek tego klapsa? A może właśnie tej całej
          sytacji? Pisk hamulców, słowa zdenerwowanego kierowcy, Twoje uczucia? Może ten
          klaps wcale nie był potrzebny, a jedynie pozwolił Ci się wyładować? Nie uważam,
          że to coś strasznego. Ale nie sądzę też, aby to właśnie klaps uchronił Twoje
          dziecko przed podobnym zachowaniem w przyszłości. A już na pewno nie był w tym
          celu niezbędny.
          Mój synek też kiedyś wyleciał na ulicę (ale przebiegł po pasach i nic nie
          jechało). Mogłam więc zachować spokój. Wzięłam go na ręce (miał wtedy prawie
          trzy lata) i powiedziałam, że bardzo się o niego martwię, bo nie umie
          prawidłowo przechodzić przez ulicę. Zachował się jak dzidziuś, więc będę go
          nosić na ręku, a potem pożyczymy od cioci wózek. Mój synek, który wcześniej
          uwielbiał, jak go nosiłam, bardzo był niezadowolny. Doszliśmy do domu, gdzie
          babcia (czyli moja mama) przekonała mnie, że warto zaufać mojemu synkowi, bo on
          już wie, jak chodzi się po ulicy wink I rzeczywiście wiedział smile))

          > Więcej efektów pozytywnych przynosi jeden klaps który dziecko poczuje

          Więcej efektów pozytywnych przyniesie, gdy dziecko rozumie, co było złe w jego
          postępowaniu. Klaps nie jest w tym celu konieczny.

          > Dzieci dostając tylko pozytywne przykłady nie bedą wiedziały co
          > to jest zło

          Tego nie rozumiem. Mam źle się zachowywać, aby dziecko wiedziało, co to jest
          zło? Mam mu pokazać zło w telewizji?

          > zdmuchnąć wszystkich pyłków z drogi dziecka trzeba tez uczyc że nie zawsze
          > będzie lekko . Potem dzieci z których wyrastają dorośli są malo odporni na
          > stresy , boją sie podejmowac decyzje,są życiowymi niezdarami , mają klopoty z
          > komunikowaniem sie bo rodzice zdmuchiwali z ich życia klopoty.

          W kontekście tematu tej dyskusji chcesz napisać, że jeśli nie krzyczymy na
          dzieci i ich nie bijemy, to wyrosną nam mało odporne na stresy, życiowe
          niezdary? Moja córa ma tylko 10 lat, a na razie - odpukać - nieźle sobie radzi.
          Także z komunikowaniem się wink

          > Wychowanie to
          > nagroda i kara

          Oczywiście, ale karą nie musi być krzyk i bicie. A nagrodą słodycze.

          > Slodycze to samo umiar nie przed jedzeniem

          Dlaczego? Bo mniej zje? Dobrze. Przynajmniej zachowa prawidłową, nie zwiększoną
          podaż kalorii.

          > ale po , w nagrode że zje surowkę

          Wrr... Jak ja tego nie lubię! Słodycze jako nagroda za zjedzenie surówki. Moje
          przedszkole mi "podpadło" (czekolada w nagrodę za występ w przedstawieniu), ale
          to przechodzi ludzkie pojęcie.
          Otóż ja uczę dzieci, że jedzenie jest pyszne, że sprawia im radość, że surówki
          mogą być smaczne. Nie zmuszam ich do jedzenia - niech będzie dla niego nie
          przykrym obowiązkiem, a przyjemnym prawem. A tu mi ktoś w przedszkolu takie
          rzeczy wciska sad(( /*ale to był przykład nie dotyczący przedszkola - prawda? */

          Mój synek był niejadkiem. Miał wpisaną do książeczki niedowagę, ale udało mi
          się zachować naturalne podejście do jedzenia. Jak jest głodny, to uwielbia
          jedzenie. Lubi różne rzeczy, surówki akurat mniej wink ale nie zmuszam. Mam
          nadzieję, że takimi głupimi działaniami mi go w przedszkolu nie zepsują. Dając
          słodycze w nagrodę za zjedzenie surówki sprawiamy, że słodycze stają się czymś
          ważnym, pożądanym, co się mile kojarzy z nagrodą, pochwałą, akceptacją. A
          surówka to jeszcze jeden niemiły obowiązek do wykonania sad A ja lubię surówki i
          stanowczo protestuję przeciwko takiemu jej traktowaniu.

          Pozdrawiam
          Jola
          • grazia31 Re: i jeszcze jedno 09.09.05, 06:47
            > Wrr... Jak ja tego nie lubię! Słodycze jako nagroda za zjedzenie surówki.
            Moje
            > przedszkole mi "podpadło" (czekolada w nagrodę za występ w przedstawieniu),
            ale
            > to przechodzi ludzkie pojęcie.
            > Otóż ja uczę dzieci, że jedzenie jest pyszne, że sprawia im radość, że
            surówki
            > mogą być smaczne. Nie zmuszam ich do jedzenia - niech będzie dla niego nie
            > przykrym obowiązkiem, a przyjemnym prawem. A tu mi ktoś w przedszkolu takie
            > rzeczy wciska sad(( /*ale to był przykład nie dotyczący przedszkola - prawda?
            */
            droga jolu_ep, już dzisiaj jestem w stanie zaprosić cie do mnie żebyś nauczyła
            tego mojego synka niejadka. jeżeli nie powiem mu ,ze jak nie zje nie pójdzie
            sie bawić, to potrafi nie jeść tak długo aż sie przewróci z powodu zawrotów
            głowy z głodu. sparawdziłam to i stwierdziłam ze tlumaczenie mu o tym jak
            pyszne potrafią być obiadki jest tylko strata czasu.
            podobnie z wybieganiem na ulicę. zrobiłam tak samo jak Twoja przemówczyni.
            dostał w tyłek i przestał przebiegać. jestem ciekawa ile twoje dziecko
            zapamiętało z twojego tłumaczenia i jak długo było w stanie skupić sie na
            słuchaniu. czy nie boisz sie że w pewnym momencie twooje dziecko znudzone
            wyłącza sie i przestaje słuchać Twojego gadulstwa? przecież dwulatki potrafią
            skupić uwagę zaledwie kilka chwil, potem zaczynaja gubić sie w zawiłych
            wywodach na temat który praktycznie ich juz przestał interesować.popieram chęć
            tłumaczenia ale krótniego typu " nie wolno uciekać na ulice bo przejedzie cie
            auto".jak przy tym dostanie klapsa to zauwazy że coś jest nie tak i będzie
            wiedział ze źle zrobił. dłuszsze gadanie na ten temat, na temat noszenia na
            rękach, wózka itp bzdur powoduje ze dziecko zapamieta tylko ze mama chce je
            wozić w wózku ale już pogubi sie dlaczego. bedzie oburzone, bo nie lubi wózka i
            tyle. epizod z ulicą przeleci niezauważony.
            • jola_ep Re: i jeszcze jedno 09.09.05, 09:46
              > droga jolu_ep, już dzisiaj jestem w stanie zaprosić cie do mnie żebyś nauczyła
              > tego mojego synka niejadka.

              Trudno będzie odkręcać stare, złe nawyki tongue_out

              > stwierdziłam ze tlumaczenie mu o tym jak
              > pyszne potrafią być obiadki jest tylko strata czasu.

              Bo tego nie tłumaczysz! Zdrowe dziecko ma naturalny odruch głodu. Jeśli damy mu
              więcej jeść, niż tego potrzebuje, ten naturalny mechanizm jestem głodny-jem
              zostaje zakłócony. A dzieci bardzo często potrzebują mniej, niż nam się wydaje,
              że jest im niezbędne do prawidłowego rozwoju. Długo pisać o problemie
              niejadkowania i nie raz wypowiadałam się na ten temat. Należy wyłączyć bardzo
              rzadkie stuacje, gdy dziecko ma jakieś gentetyczne zaburzenia - specjalistą nie
              jestem, ale wierzę, że tak jest. Najczęściej źle jedzą dzieci, które mają
              alergię , a muszą jeść to, co im szkodzi. Albo takie, które mają np. pasożyty.
              Jeśli jednak chodzi o zdrowe dziecko, to najważniejsze jest, aby dziecko
              wiedziało, że jedzenie jest jego prawem, a nie obowiązkiem. To bardzo trudne.
              Szczególnie jak dziecko spada wagowo z siatki centylowej, a lekarz stwierdza
              niedożywienie. Mi mimo wszystko udało się nie namawiać, nie zmuszać, nie
              zachęcać, co najwyżej jak on nie chciał jeść obiadu - to ja zjadałam. Ważna jest
              spokojna atmosfera przy wspólnych posiłkach i nasza głęboka cierpliwość. Wiem,
              jak to jest trudne. Moje dzieci zawsze były uważane przez lekarza za zachudzone.
              Ale one lubią jeść smile)) Starsza córka wkroczyła teraz w okres dojrzewania i
              potrafi zjeść tyle co ja smile Teraz jest w średniej wagowej swojej grupy wiekowej.

              > podobnie z wybieganiem na ulicę. zrobiłam tak samo jak Twoja przemówczyni.
              > dostał w tyłek i przestał przebiegać. jestem ciekawa ile twoje dziecko
              > zapamiętało z twojego tłumaczenia

              Miało wtedy 2,5 roku. Nigdy więcej nie przebiegło. Po jakimś pół roku próbowało
              przechodzić (nie przebiegać) ze mną, ale nie trzymając mnie za rękę.
              Zastosowałam podobną taktykę jak wcześniej. Do dziś przy przechodzeniu trzyma
              mnie za rękę. Może trochę przesadzam z tym długim trzymaniem. Ale uczę go, aby
              sprawdzał, czy nic nie jedzie.

              > i jak długo było w stanie skupić sie na
              > słuchaniu.

              Myślisz, że ja mu długo tłumaczyłam? Powiedziałam krótko - jesteś jeszcze za
              mały, aby samemu chodzić, muszę cię nosić jak dzidziusia i poniosłam smile U takich
              maluszków nie słowa są ważne, ale nasze czyny.

              > czy nie boisz sie że w pewnym momencie twooje dziecko znudzone
              > wyłącza sie i przestaje słuchać Twojego gadulstwa?

              Myślę, że zadziałała tu Twoja wyobraźnia. Nigdzie nie pisałam, że długo gadam do
              dwulatków smile

              > " nie wolno uciekać na ulice bo przejedzie cie
              > auto".jak przy tym dostanie klapsa to zauwazy że coś jest nie tak

              Co zauważy? Że mama bije? Mój synek chciał być duży i chodzić, a nie jeździć w
              wózku. Ja sobie poradziłam bez klapsów.

              > dłuszsze gadanie na ten temat, na temat noszenia na
              > rękach, wózka itp bzdur powoduje ze dziecko zapamieta tylko ze mama chce je
              > wozić w wózku ale już pogubi sie dlaczego.

              Widzisz, Ty na moim miejscu pewnie długo byś tłumaczyła. Ja potrafiłam to
              wyrazić krótko i zrozumiale dla mojego dwulatka. Może po prostu miałam przypływ
              natchnienia smile))

              Pozdrawiam
              Jola
      • ledzeppelin3 [...] 08.09.05, 18:32
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
    • mama2plus1 wlasnie w obronie wlasnego zdania Juki 20 i innych 07.07.05, 02:41
      Masz racje Juka 20 i masz prawo ja napisac. Po przeczytaniu Twojego watku i
      atakow na Twoja osobe, napisalam to, co mi sie nasunelo. Napisalam to w osobnym
      watku, bo nie jestes pierwsza, ktora zostaje krytykowana z tego powodu, ze
      osmiela sie nie byc "matka idealna". No i jak to zwykle w takich dyskusjach
      bywa, przeczytano to, czego nie napisalas.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=26116385
      Pozdrawiam wszystkich myslacych tak samo, jak Juka 20, dyrektor000 rowniez,
      choc zle odczytala moje intencje.
      • juka20 Re: wlasnie w obronie wlasnego zdania Juki 20 i i 07.07.05, 10:31
        dziękuję
        cieszę się, że znalazło się kilka mam, które mają trochę dystansu do siebie i
        innych
        i próbują zrozumieć drugą osobę a nie doszukują się w niej jakiegoś potwora.
        Pozdrawiam
      • tataali Nie ma idelanych matek !!!! 07.07.05, 10:49
        Idealni są tylko ojcowie smile
        • prinzessin1 Re: Nie ma idelanych matek !!!! 07.07.05, 11:29
          Tak, zwlaszcza ci, ktorzy w domu nic nie robia....
      • dyrektor000 Re: wlasnie w obronie wlasnego zdania Juki 20 i i 07.07.05, 16:50
        przepraszam może bylam niesprawiedliwa albo dzialalam pod wplywem impulsu ale
        dzis juz inaczej interpretuje twoja wypowiedź . tez uwazam że nie ma matek
        idealnych bo takie byłyby nudne .Każda z nas ma złe dni a prawda jest taka że
        mamy na głowie nie tylko wychowanie ale i sprzatanie pranie prasowanie czesto
        pracę . Ja tez kiedyś przywaliłam dziecku na pupe potem ryczałam caly dzień .
        Wybacz i nie gniewaj
        sie . ..........................................................................
        ............................. Wytłumaczę sie z mojego humoru . otóż tego dnia
        przyszła do mnie mama po kartę , ja dajac jej kartę tłumaczę że rekrutacja była
        w marcu i mogę dziecko wciągnąć na listę oczekujących pod numerem 10 i pokazuję
        jej listę . Lista długa szanse małe . Tłumaczę z anielską cierpliwoscią że musi
        czekać aż ktoś zrezygnuje / może po okresie adaptacyjnym / a ta pani zaczęła
        mnie straszyć wydziałem oświaty kuratorium itp Ja pytam dlaczego nie złożyła
        karty w terminie a ona mi na to że gó.. mnie to obchodzi - to jej słowa . I co
        byście zrobily w takiej sytuacji . Jeszcze raz przepraszam pa ------
        • dyrektor000 Re: wlasnie w obronie wlasnego zdania Juki 20 i i 07.07.05, 17:09
          przepraszam za literówki i błedy
          • dyrektor000 Re: wlasnie w obronie wlasnego zdania Juki 20 i i 07.07.05, 17:12
            Maju przepraszam za słowo dobrze że to wykropkowałaś
            • mama2plus1 bo jestesmy tylko ludzmi 07.07.05, 23:39
              Dyrektor000 nie przejmuj sie ta pania. Jej sprawa, ze nie zdazyla w terminie i
              szkoda Twoich nerwow.
              Pozdrawiam wszystkie mamusie, ktore czuja sie dalekie od idealu. Jestesmy tylko
              ludzmi .
    • amb25 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.07.05, 09:00
      zgadzam się z tobą w kwesti ograniczeń - nie nalezy przesadzać z zakazmi. Nawet
      telewizja nie jest zła (nawet wprost przeciwnie) jeśli dziecko nie ogląda
      nieodpowiednich programów. Kiedyś tak sądzono o książkach, żę są złe bo
      ograniczają dziecku aktywność, a teraz czytanie to zaleta.
      Ale klaspy? Ja wychodzę z zasdy - nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, a mnie
      dostawanie klapsów bardzo by się nie podobało, tak samo jak zmuszanie do
      jedzenia nielubianych potraw...
      • myszamisiowa Re: telewizja, słodycze i klapsy to nie to samo 12.09.05, 21:22
        zgadzam się z amb25 w 100%, słodycze + telewizja - tak z umiarem i odpowiednim
        podejściem, klapsy - nie, bo nie pozwoliłabym sobie aby mnie ktoś uderzył
        niezależnie od tego jak dobr byłyby jego intencje, za doskonałą się nie
        uważam smile
    • blamblam Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.07.05, 12:30
      Sądzę ze jednym z kluczy do tej dyskusji jest charakter i temperament i dziecka
      i rodzica. Moze Ci co mają spokojne i malo uparte dzieci albo sami są pokładami
      cierpliwości (nie z założenia ale z natury) i oceanami spokoju nie potrafią
      zrozumieć tych którym czasem, podkreslam CZASEM zabraknie opanowania bo akurat
      dziecko właśnie wbiega pod samochód (taki przykład był powyzej) albo po raz
      setny mimo zakazów próbuje wejsć na najwyższy mebel i z niego zeskoczyc, albo
      sprawdzić czy naprawde garnek jest gorący. A moze rodzice starszych dzieci nie
      pamietają jak to jest z 1,5 roczniakiem któremu trudno jest wytłumaczyć
      zagrożenie? I który pomimo zakazów i tłumaczeń spróbuje jeszze raz?
      • jola_ep Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.07.05, 14:18
        > cierpliwości (nie z założenia ale z natury) i oceanami spokoju nie potrafią
        > zrozumieć tych którym czasem, podkreslam CZASEM zabraknie opanowania bo
        akurat
        > dziecko właśnie wbiega pod samochód (taki przykład był powyzej)

        Ja rozumiem takich rodziców. Nie lubię tylko zakładania z góry: będę stosować
        klapsy, bo to dobra metoda wychowawcza. Jak kogoś czasem poniosą nerwy, to
        przecież chyba nic strasznego się dzieje? Pamiętam rekację mojej córeczki (3,5
        l) , gdy po raz pierwszy na nią nawrzeszczałam. Patrzyła na mnie spokojnie i
        gdy ja myślałam, jakich to urazów ją nabawiłam ona zapytała po chwili z
        ciekwością: "mamusiu, czy już ci przeszła ta złość?". Z czasem nauczyłam się
        jak unikać wielu konfliktowych stuacji i reagować wcześniej - zanim poniosą
        mnie nerwy. Przydało mi się to przy synku wink Pamiętam takie zdanie "dziecko
        jest jak skrzynia, co do niej włożysz, to i wyjmiesz". Nie jesteśmy ideałami i
        nie będziemy. Ale możemy starać się, aby jak najmniej złych, negatywnych emocji
        i reakcji włożyć do naszego dziecka.

        > sprawdzić czy naprawde garnek jest gorący.

        Ha, miałam takie dziecko wink Musiałam w końcu angażować sytuacje, w których mógł
        się sparzyć... (w kontrolowanych warunkach). Na szczęście to ostrożna bestia i
        raz sparzony nie lazł więcej wink Ale i tak mimo doskonale przystosowanego
        mieszkania (np. wszystkie krzesła na szafie wink ) ledwie ten ekspansywny okres
        przeżyłam wink

        > A moze rodzice starszych dzieci nie
        > pamietają jak to jest z 1,5 roczniakiem któremu trudno jest wytłumaczyć
        > zagrożenie? I który pomimo zakazów i tłumaczeń spróbuje jeszze raz?

        Hmmm, a są takie 1,5 roczniaki, którym się da wytłumczyć i które słuchają
        zakazów? wink

        Pozdrawiam
        Jola
      • steffa Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 10.07.05, 00:27
        Doskonale rozumiem, bo mam baardzo ruchliwe i wymagające dziecko. I dlatego
        uważam, że klaps jest porażką, a nie sukcesem wychowawczym. To znaczy, że
        zabrakło cierpliwości, pomysłu i puściły nerwy. Mój 2,9 latek, gdy czasem na
        niego krzyknę, mówi: "nie krzycz, wiesz..., to nieprzyjemne". Klapsa też
        dostał i nie jestem z tego dumna.
    • haganna Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.09.05, 21:33
      Czytam post juki i innych mam i... ręce mi opadają.
      Toż to dorabianie ideologii do własnych zaniedbań, coś w stylu "ludzie jedzcie
      gó.., bo miliony much nie mogą się mylić".
      Słodycze są niezdrowe, ale mała czekoladka dla niemowlaczka to przecież nie
      przestępstwo? Idąc tym tropem za kilkanaście lat powiesz: synku, wiesz maryśka
      jest niezdrowa, ale jeden skręt, to nic takiego.
      Parę klapsów też nie zaszkodzi? Czym zasługuje sobie na klaps 14 miesięczne
      dziecko?! Zgroza!!!
      Czy wychowanie bez bicia to "model wyczytany z poradnika"? To, co próbuje
      wmówić juka to jakieś mrzonki. Można wychowywać dziecko bez krzyków i bicia,
      wystarczy mieć dystans i umieć się opanować. Tylko, że trzeba się POSTARAĆ.
      Czy nie krzycząc, nie dając klapsów, nie dając słodyczy i ograniczając
      telewizję wychowuję dziecko na człowieka, które nie poradzi sobie w życiu? NIE!
      TO JAKIEŚ BZDURY!
      Juka napisz mi proszę ile dzieci wychowałaś, że takie bzdetne teorie tutaj
      wypisujesz.
      Irytuje cię, że inne mamy "dążą do ideału", a ty sobie odpuściłaś?

    • saba76 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 09.09.05, 09:30
      W pełni popieram Ciebie juka.
      Moje dziewczynki 6 i 2latka jedzą słodycze w rozsądnych granicach i nie jest to
      moda typu tylko w niedziele ,po prostu od czasu do czasu mamy ochotę na
      ciastko, loda i jemy( nie zastępujemy stałych posiłków słodyczami).
      Klapsa jak zasłużą, też dostana ;np.; gdy tłumaczenie zawodzi a jest to kolejny
      wybryk tego samego typu.
      Krzyknąć też mi się zdąża.
      Tylko, właśnie małe tylko:
      Jeżeli krzyknę, sprzedam klapsa, to po ochłonięciu z sytuacji usiądę z
      dzieckiem i spokojnie porozmawiam, że nie jest to normalna i dobra sytuacja
      (krzyczeć, kłapać) i żeby każdy miał mila sytuacje to zarówno córka jak i
      mama /tata musimy współpracować i żyć tak ,żeby nie przeszkadzać innym /nie
      robić krzywdy/ żyć w grupie ludzi.

      Telewizor ,no cóż ,nie ma czegoś takiego jak całkowity zakaz, córki maja swoje
      ulubione programy tak jak i ja, czy maź. My nie oglądamy od rana do wieczora i
      nasze córki też znają inne zajęcia po za TV( czytanie książek/ zabawy ).

      Podsumując wszystko jest dla ludzi tylko w granicach norm ,o których inni
      zapominają, nadopiekuńczość i nad miłość też jest zgubna.

      Znam dziewczynkę ,trzymaną pod takim kloszem miłości i nadopiekuńczości ,która
      miała trudności z przystosowaniem się do szkoły ,ze względu na
      jej „zagłaskanie” ( dosłownie i w przenośni). Nie znała programów typowych dla
      dzieci w jej wieku, mowie raczej o tych edukacyjnych, nie znała słodyczy ani
      trochę twardych reguł życia, popadła w taki stan ,ze była leczona z powodu
      obżarstwa słodyczami(podkradała dzieciom w szkole), a na każde głośniejsze
      pani „ cicho, siadajcie” płakała jakby to była największa kara na świecie.
      • jola_ep Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 09.09.05, 10:03
        > Moje dziewczynki 6 i 2latka jedzą słodycze w rozsądnych granicach i nie jest to
        > moda typu tylko w niedziele

        Spróbujcie. Bardzo fajna sprawa, bardzo cieszy dzieciaki smile Sama już parę razy
        proponowałam im, że zlikiwduję ten dzień słodyczowy, a oni są przeciwko. Zwykle
        dostają od babć "tonę" słodyczy, po powrocie do domu zaraz ładują je wysoko, a w
        niedzielę radośnie konsumują smile)) I jeszcze rodziców częstują smile
        Niedawno byli u nas znajomi. Zostawili ciastka. Stały na stole. Te czekoladowe
        jeszcze jakoś "poszły", te zwykłe leżały, leżały, i jakoś chętnych nie było smile
        W tygodniu są czasem lody (latem), czasem eklerki i ciasta (zimą) i przede
        wszystkim całe mnóstwo owoców, które całą rodziną uwielbiamy smile)) A też są
        bardzo słodkie smile))

        > Tylko, właśnie małe tylko:
        > Jeżeli krzyknę, sprzedam klapsa, to po ochłonięciu z sytuacji usiądę z
        > dzieckiem i spokojnie porozmawiam, że nie jest to normalna i dobra sytuacja
        > (krzyczeć, kłapać)

        Jak mi się zdarzy nawrzeszczeć na dzieciaki (bo nie biję) to potem jak ochłonę,
        to stwierdzam, że można było inaczej, lepiej i mądrzej. Tylko trzeba zachować
        spokój, a o to bardzo trudno. Nie lubię tylko stwierdzenia, że bez klasa się nie
        da i to świetna metoda wychowawcza. Bo tak IMHO nie jest.

        A telewizję moje dzieci oglądają, choć staram się ingerować i ograniczać.

        > a na każde głośniejsze
        > pani „ cicho, siadajcie” płakała jakby to była największa kara na ś
        > wiecie.

        I odwrotnie. Mój ojciec miał dość wybuchowy charakter i często krzyczał. Zresztą
        nawet jak normalnie mówił, to też głośno. A ja bardzo długo nie mogłam
        psychicznie znieść krzyku nauczycieli. Co prawda nie narzekałam - miałam
        szczęście do kadry pedagogicznej. Ale jeszcze jak byłam na studiach, to po
        jednych zajęciach z pokrzykującą trenerką stwierdziłam, że moja noga na w-fie
        nie stanie i poleciałam organizować zwolnienie. Może jednak jest tak, że o
        naszej rekacji na krzyk decyduje w głównej mierze nasz wrodzony charakter?

        Pozdrawiam
        Jola
      • haganna Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 09.09.05, 10:12
        No to gratuluję metod wychowawczych.
        Z tym krzykiem to bardzo ciekawe, bardzo.
        Wiesz, moja koleżanka z pracy zajmuje się rekrutacją ludzi na stanowiska
        produkcyjne. Jak wytłumaczysz fakt, że zwyczajne wydawanie poleceń do tych
        ludzi NIE DOCIERA, trzeba krzyknąć, opieprzyć, to wtedy zrozumie - inaczej ni w
        ząb. Moim zdaniem wynieśli to z domu, gdzie nie porozumiewano się ze sobą
        inaczej, jak krzykiem. Sorry, ale ja tak swoich dzieci wychowywać nie będę.
        Nota bene kojarzy mi się to z patologią.
      • mama.ludzika Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 09.09.05, 11:15
        Jestem daleka od wszelkich skrajnosci.
        Klapsy, krzyki- nie sa dobre, ale się zdarzają, w zależności od temperamentu
        mamy i dziecka, od okoliczności itp, no po prostu SIĘ ZDARZAJĄ, nie oszukujmy
        się! (zastrzegam: klapsy i krzyki, nie bicie i wrzask jako metoda wychowawcza!)
        Jeśli mama ma naprawdę posłuszne dziecko i sama ma dużo czasu, zero trosk
        codziennych, pomocnego męża itp, to tylko pozazdrościć. Nie musi ona wkładać aż
        takiego trudu w radzenie sobie z dzieckiem i też nie ma się czym za bardzo
        chwalić, skoro wszystko przychodzi z łatwością. Ale to szczęście nie dla
        każdego. Zdarzają się mamy w gorszej sytuacji, finansowej, czasowej,
        emocjonalnej i dzieci żywiołowe i nieposłuszne "od genów", i co wtedy?
        Najbardziej boli, kiedy przyganiają im takie mamusie z poczuciem wyższości,
        machające transparentem: każdy problem to pestka, tylko "TRZEBA SIĘ POSTARAĆ".
        To naprawdę wkurzające!!!!!!!
        Nie mierzmy swoją miarą innych, bo to do niczego nie prowadzi, prócz
        nieporozumień i przykrości.

        W kwestii słodyczy: nie zdajemy sobie nawet sprawy, że cukier jest zawarty
        normalnie w jedzeniu, więc podjadanie słodyczy (plus wszelkie konserwanty i
        inne świństwa)jest rzeczywiście ze szkodą dla zdrowia. Także przez wzgląd na
        próchnicę. Ale słodycze są na świecie i należy sie z tym pogodzić. Tak samo,
        jak kwaśne deszcze, ołów w marchewce, grypa i niezdrowe powietrze. Istnieje
        wielka przestrzeń między obżeraniem się bez pamięci a absolutnym zakazem. Każdy
        z nas co innego uważa za lepsze. W każdej rodzinie sa inne zwyczaje.
        Nie ma sensu czuć się LEPSZYM od innych, bo wyeliminowało sie słodycze z życia,
        albo że daje się dzieciom prawdziwe dzieciństwo, ponieważ słodycze są
        dostępne!!!!
        Jesteśmy tu, żeby sobie pomagać, no nie?...
        Pozdrawiamsmile))
    • lolinka2 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 10.09.05, 13:56
      juka20 - Nobla powinni Ci za ten post przyznać. Witaj w gronie niepopularnych
      normalnych smile)
    • kaylii Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 12.09.05, 15:24
      A ja myślę, że nie ma sensu się spierać, jakie wychowanie jest najlepsze...każdy
      rodzic niech wychowuje tak, jak mu się podoba i wyciąga z tego
      konsekwencje...dobre, czy też złe...oczywiście bez patologii...bo o tym chyba
      nie rozmawiamy...
      • slawek73 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 13.09.05, 10:32
        A mój 5-letni Kuba jak ma ochotę to wtarani batona, pooglada kreskówki na
        cartoon network, pogra na komputerze, chce to szaleje na rowerze, jak ma
        natchnienie to godzinami ślęczy na kolorowankami czy innym Naucz mnie mamo, jak
        zaczyna za mocno rozrabiać to dostaje reprymendę, jak wybitnie przesadzi to i
        klapsa. I co? I chłopak jest jak iskierka, wiecznie rozesmiany, zawsze w
        wysmienitym humorze, do przedszkola pedzi w podskokach, w zasadzie umie juz
        czytać, pisze drukowanymi literami, zna sie na zegarku i ogólnie świetnie sobie
        radzi.
        I mam wrażenie ze stosując sie do tych waszych ekologiczno-idealistycznych rad
        nie miałbym w domu 5-letniego kłębka radości, tylko jakieś rachityczne
        indywiduum marzące o zakazanym owocu w postaci snickersa czy atomówek.
        Pozdrawiam
    • magister12 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.10.05, 20:17
      hej
      gdy miałem 8 lat koło mojego domu trwała budowa! razem z innymi dzieciakami
      stworzyliśmy tam bazę. Ale rodzice nie pozwalali mi się tam bawić! Moi
      tłumaczyli mi raz , drugi, trzeci i nie skutkowało. W końcu dostałem szlaban na
      2 tygodnie, ale gdy tylko się skończył znowu pobiegłem do "bazy". I wtedy się
      zapomniałem. Nie przyszedłem nawet na obiad. Zamiast Ok 14 czy 15 wróciłem dużo
      po 22. Przez cale popołudnie rodzice szukali mnie po osiedlu. Gdy się
      dowiedzieli gdzie byłem i gdy już wracaliśmy z rodzicami do domu, tata obiecał
      mi że po powrocie do domu dostanę 60 pasów na goły tyłek. Gdy weszliśmy do
      domu, kazał mi zdjąć spodnie i majtki. Uczyniłem to co mi kazał. Zdjąłem
      spodnie kładąc je obok, a koło nich majtki. On sam wziąwszy skórzany pas
      położył mnie na oparciu narożnika i zaczął mnie bić. Mamie natomiast kazał
      trzymać mnie za ręce żebym nie uciekł. Dostałem chyba z 50 pąsów na goły tyłek.
      Mimo że mama mocno trzymała mnie za ręce udało mi się wyrwać. Z płaczem i gołą
      pupą pobiegłem do swojego pokoju. Gdy na drugi dzień rano wstałem czekała
      mnie „powtórka z rozrywki” za to że udało mi się uciec poprzedniego wieczoru
      nie czekając na koniec kary. Rodzice weszli do mojego pokoju, tata kazał mi
      zdjąć piżamę. Marudziłem, płakałem wtedy jak bóbr prosząc rodziców o litość.
      Ojciec nie chciał słuchać moich próśb. Powiedział że albo się sam rozbiorę albo
      on mnie rozbierze i dostanę wtedy 30 pasów. Nie czekając długo rozebrałem się
      do naga i grzecznie położyłem na łóżku czekając na wymierzenie kary. Nie
      musiałem czekać długo. Już po chwili poczułem przeszywający ból na pupie,
      promieniujący do kręgosłupa. Tata jako że sam się grzecznie rozebrałem
      powiedział, że „skoro byłeś grzeczny i sam się rozebrałeś dostaniesz tylko 20
      pasów z obiecanych wcześniej 30”. Przez półtora miesiąca nie mogłem usiąść na
      pupie, w nocy musiałem spać na brzuchu. Po około 3 miesiącach narozrabialiśmy
      razem z kolegami w szkole do tego stopnia że dyrektor postanowił wezwać naszych
      rodziców. Po powrocie moich do domu czekało mnie porządne lanie. Tata kazał mi
      się rozebrać i położyć na oparciu narożnika który stał w salonie. Grzecznie
      posłuchałem jego „komendy”. Zdjąłem spodnie potem majtki i położyłem się na
      oparciu narożnika, czekając na lanie. Gdy ojciec wymierzył mi już całą karę
      włożyłem na tyłek majtki potem spodnie i przez dwa dni nie odzywałem się do
      rodziców. Nie musiałem długo czekać na kolejne lanie. Po około dwóch
      tygodniach, gdy tata prosił mnie żebym posprzątał swój pokój (a ja tego nie
      uczyniłem) zdenerwował się na tyle że nawet nie kazał mi się rozebrać tylko
      wziął pas i przetrzepał mi tyłek przez piżamę. Teraz gdy sam jestem ojcem 8
      letniego chłopca, przysiągłem sobie że nigdy nie uderzę własnego dziecka. Gdy
      coś narozrabia zostaje ukarany w inny sposób, np. zakazem na komputer,
      telewizor, wychodzenie z domu. Ostatnio gdy bardzo narozrabiał nie pojechał na
      wymarzone ferie (na narty w Alpach) nie odzywał się do nas przez trzy dni. Gdy
      to sobie wszystko przemyślał na spokojnie przyszedł do nas przeprosił nas (mnie
      i żonę) i obiecał że to się więcej nie powtórzy. Muszę przyznać z satysfakcją
      że pomogło. Od tej pory nasz synek jest jak aniołek. Mimo że oboje z żoną
      prowadzimy dwie różne firmy, nie ma nas prawie całymi dniami w domu, to i tak
      wiem że można naszego Kacperka zostawić samego w domu i nie wiąże się to z
      rujnacją całego domu. Strach przed utratą czegoś na czym dziecku zależy uwalnia
      w nim strach, przez co jest grzeczne (przynajmniej tak jest w przypadku naszego
      Kacperka). A jeżeli chdzi o słodycze to dostaje co miesiąc kieszonkowe. Nie
      wiem na co je wydaje. Raz kupi sobie kartę do telefonu, raz jakąś grę. Nie
      wierze że nig

      Pozdrawiam serdecznie M.
      • magister12 Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.10.05, 21:00
        Przepraszam za nie dokończony post. Chodziło oto że nie wierzę w to że nigdy
        nie kupił sobie jakichś słodyczy czy chipsów. Za słodyczami zabardzo nie
        przepada. Zresztą za wszystkim nie przepada. Taki mały "Tadek nie jadek".
        Jeżeli chodzi o oglądanie telewizji to ma u siebie w pokoju telewizor i jak
        chce to sobie może oglądać. Niemożna dzieciom wszystkiego zabraniać. Dzieci to
        nie są jakieś tam zwierzęta żeby można je było zamknąć w klatce i wszystkiego
        zabraniać. Jeżeli Kacper odrobi lekcje to chyba należu mu się jakaś rozrywka.
        Może sobie pograć na komputerze czy obejrzeć telewizję. Wiadomo że nie ogląda
        jakichś programow nie dla dzieci albo naprzykład o 23 czy 24, ale do 20 może
        sobie oglądać. Jeżeli chodzi o krzyki to hmm, no cóż jestem tylko człowiekiem i
        zdaża się krzyknąć od czasu do czasu. Nierobię tego często ale się zdaża. Jak
        mnie naprawdę wkurzy, wyprowadzi z równowagi albo cały czas marudzi. W gruncie
        żeczy to Kacperek jest grzecznym i kochanym dzieckiem. Nie ma żadnych problemów
        w szkole, koledzy i koleżanki go lubią. Zresztą nawet jak by miał to i tak wie
        że zawsze może z nami o wszystkim porozmawiać.
        pozdrawiam M
        • pade Re: zakazane słodycze, telewizor, klapsy, krzyki, 08.10.05, 21:45
          Wiesz, przepraszam, że to powiem, ale Twój ojciec zachowywał się nienormalnie,
          jak jakiś sadysta, jak można ochłonąć i na drugi dzień kontynuować wymierzanie
          kary, a co na to Twoja matka? Nie miała prawa głosu? Wiem, że to juz minęło,
          ale Twoja opowieść mną wstrząsneła, po prostu.
          Jeśli chodzi o wychowanie, najbardziej na świecie nie znoszę takich
          przemądrzałych mamusiek jak np. jola_ep (mam nadzieję, ze dobrze wpisałam
          nick). Nic tylko aureolę dorysować.
          Mój starszy syn jako małe dziecko był chodzącym ideałem, praktycznie nigdy na
          niego nie krzyczałam, było cudownie. Moja młodsza córeczka jest diabełkiem
          wcielonym, syncio zaczął się buntować i zrobił się z niego zazdrośnik i nie
          zawsze daję sobie z dziećmi radę. Bywają dni, że krzyczę na nie, bywają takie,
          że jedno albo drugie dostaje klapsa. Sorry, wiem, że to nie metoda wychowawcza,
          wiem, że wynika to u mnie z braku cierpliwości, ale nie jestem święta. Jestem
          człowiekiem, mam lepsze i gorsze dni. Chcę dla nich jak najlepiej, zawsze
          nastawiam się pozytywnie, dużo myślę, co zrobić, żeby było jescze lepiej, żeby
          się rozwijały, miały rozrywkę. Ale czasem nie daję rady.
          I według Was jestem pewnie patologią. Nie wystarczy tylko chcieć i się
          postarać, czasami się po prostu nie da inaczej.

          Jeśli chodzi o telewizor, komputer i słodycze, tak ale z umiarem.

          A w ogóle życzę mamusiom idealnym mającym cudowne dzieci aby w wieku
          dojrzewania owych dzieci napisały dokładnie to co teraz: a ja sobie świetnie z
          dziećmi radzę, bez klapsów i krzyku! POWODZENIA!
          • betty_julcia Do juka20 08.10.05, 23:54
            Witaj juka20 i wszystkie dziewczyny. To co napisałaś na pewno wywoła burzę i
            mnóstwo sarkazmów o ile już nie wywołało. Nie czytałam odpowiedzi więc nie
            wiem.
            Całkowicie się z tobą zgadzam. Z każdym słowem. Właśnie ostatnio napisałam w
            wątku o teletubisiach o sobie i mojej Julii
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=29967495&a=30044698
            Także uważam że wszystko jest dozwolone ale z umiarkowaniem nawet klaps. Nie
            znosze zakazów nakazów i zapchania dziecko w ramki, tym bardziej poradnikowego
            podejścia. Mam znajomych którzy ciągają dziecko po psychologach bo jest nie do
            wytrzymania, nie radzą sobie z dwulatkiem, terroryzuje ich życie codzienne bo w
            poradnikach naczytali się że nie wolno krzyknąć bo broń boże poczuje się
            zdominowane.
            Poza tym nie zdziw się że jeżeli napiszesz o klapsie to zaraz wszyscy rzucą się
            na ciebie że katujesz dziecko i stosujesz siłowe rozwiązania i inne tego typu
            bzdury. To jest drażliwy temat na tym forumsmile
            Ale jak zauwazyłam każde forum ma jakiś drazliwy temat.
            ------------------------------------------------------
            Betty to mama a to jestem ja:
            GWIAZDECZKA
            • betty_julcia Re: Do juka20 09.10.05, 00:00
              Poza tym żeby opisać co masz na myśli nie będąc łapaną za slowa musialabyś
              napisać epopeję na ten temat. Inaczej każde twoje słowo zostanie przekręcone na
              twoją niekorzyść, klaps zmieni się w bicie, katowanie i nie wiadomo co jeszcze.
              Ja będąc dzieckiem dostaąłm kilka klapsów i jakoś nie wpłynęło to na moją
              psychikę ani nie mam żadnego żalu i w ogóle nie jest t dla mnie żaden problem
              ani temat do roztrząsania.
              Zresztą nie występuję tu jako obrońca klapsów. Właściwie to mnie to ani ziębi
              ani grzeje. Po prostu to nie jest temat na forum. Żle wybrałaś........
              ------------------------------------------------------
              Betty to mama a to jestem ja:
              GWIAZDECZKA
              • dagmama Klaps = uderzenie (jednak)! 09.10.05, 19:58
                Może niektórzy rodzice potrafią poprzestać na klapsach. Moi zaczęli od klapsów a
                skończyło się na laniu smyczą.
                Poza tym ostatni rekord klapsniętego dziecka (na pewnym forum) to pięć miesięcy.
                Pięć miesięcy. Ludzie! Dzieciak nawet nie siedzi.
                Możecie próbować, założycielka wątku i inni, że to zawsze są klapsy wychowawcze.
                Dla mnie prawda jest taka, że niektóre z e-mam potrafią uderzyć dziecko (klaps,
                nic wielkiego, naprawdę), napisać o tym a reszta odpisuje: no jasne, zdarza się
                każdemu, to niezależne od nas.
                Towarzystwo wzajemnego odpuszczania win.
                • betty_julcia Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 09.10.05, 20:19
                  Masz racje. Aj nie pisze o biciu pasem, smyczą, laniu na gołą pupą. Piszę o
                  klapsie np w sklepie kiedy dziecko rzuca się na ziemie, awanturuje albo jest
                  ewidentnie niegrzeczne i czasami nerwy puszczają. Także nie daję tych klapsów
                  bo jak pisałam Julka nie dostarcza mi powodów ale zdaża mi się w sytuacji kiedy
                  już nerwy puszczą ścisnąć ją trochę mocniej za ramię. Mocniej ścisnę patrząc
                  jej w oczy na jej poziomie i buźka w buźkę mówię co źle zrobiła.
                  ------------------------------------------------------
                  Betty to mama a to jestem ja:
                  GWIAZDECZKA
                  • dagmama Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 09.10.05, 20:56
                    Piszesz, że nerwy Ci puszczają, a jednak nie dajesz klapsów. Czyli można.
                    No a córcia nie dostarcza Ci powodów. Może właśnie dlatego, że tłumaczysz.
                    Ściskanie za ramię, złapanie za rękę, czy przytulenie na siłę wyrywającego się
                    szkraba są dla mnie dopuszczalne.
                    Zauważyłam, że rodzicom puszczają nerwy, w sytuacjach, kiedy mają coś do
                    zrobienia, a dziecko przeszkadza. Tylko że to dość subiektywne określenia:
                    niegrzeczne, awanturuje się, przeszkadza.
                    Bo co to znaczy "ewidentnie niegrzeczne"? Takie, które nie rozumie, że mama jest
                    zajęta? Nie robi tego, co mama chce?
                    Dziecko jest dziecko i ma prawo do pewnych zachowań. To nie jest dorosły, od
                    którego można wymagać dojrzałości emocjonalnej.
                    Mówię o młodszych dzieciach.

                    • mama.ludzika Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 09.10.05, 22:31
                      Jeśli mogę wtrącić: abstrahując w ogóle od słuszności czy jej braku stosowania
                      kar cielesnych, należałoby jeszcze się zastanowić, czym jest klaps. Z jaką siłą
                      dawany, przez mamę o jakiej krzepie, i co mu towarzyszy. Co jest gorzej
                      znoszone przez dziecko: klaps na miękką część ciała? A może bezbolesny wrzask
                      prosto w twarz dziecku? Czy ściskanie za ramię? Szarpnięcie? Popchnięcie? A
                      może stare dobre kręcenie uchem?
                      Z całym szacunkiem: jeśli już kogoś poniosą nerwy, klaps na pupę wydaje mi się
                      najbardziej humanitarny.
                      Taka uwaga...oczywiście lepiej nie stosować przemocy w ogóle, ale jak świat
                      światem...etc. Pozdrawiam
                      • dagmama Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 08:41
                        Z całym szacunkiem: jeśli już kogoś poniosą nerwy, klaps na pupę wydaje mi się
                        najbardziej humanitarny.

                        Toteż próbuję zaznaczyć, że wpadanie w furię nie ma sensu. To jest dziecko,
                        przypominam! Co takiego, na Miłość Boską robią te maluchy, żeby Was ponosiły nerwy?!

                        I nie bądź śmieszna, żeby powstrzymać dziecko przed zrobieniem czegoś, na
                        przykład rzuceniem czymś, trzeba wejść z dzieckiem w kontakt fizyczny, na
                        przykład złapać za rękę (o żadnym uchu czy szarpaniu nie było mowy) i wtedy nie
                        jest to kara, lecz przeciwdziałanie. I dziecko może to zrozumieć.
                        Klaps dany małemu dziecku jest tylko ujściem dla nerwów mamusi.
                        Z całym szacunkiem, i jeszcze dyskutujemy o sile klapsa?
                        A jeśli mąż bije, ale nie mocno, to jest humanitarne?
                        • mama.ludzika Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 11:35
                          Napisałaś bodajże, że czasem ściśniesz dziecku ramię, a to nie jest
                          jednoznaczne z powstrzymaniem dziecka przed uderzeniem. Ale ok, sprecyzowałaś,
                          zgoda.
                          Tak jak napisałaś:
                          złe jest wpadanie w furię przy dziecku
                          złe jest i szarpanie, i bicie, i wrzask itp
                          złe jest wyładowanie własnej złości na dziecku

                          Zgadzam się z Tobą, próbuję tylko zwrócić uwagę: nie mierzmy wszystkich jedną
                          miarką. Klapsy mogą być różne i nie każdy krzywdzi dziecko. Tak to w praktyce
                          wygląda.
                          (I na koniec: zapewniam Cię, moje dzieci NAPRAWDĘ potrafią mnie nieźle wkurzyć.
                          Już nieraz mogłam się o tym przekonaćsmile)
                          • dagmama Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 13:48
                            "Napisałaś bodajże, że czasem ściśniesz dziecku ramię, a to nie jest
                            jednoznaczne z powstrzymaniem dziecka przed uderzeniem."

                            To nie ja napisałam, gwoli ścisłości.

                            ("I na koniec: zapewniam Cię, moje dzieci NAPRAWDĘ potrafią mnie nieźle wkurzyć."

                            No właśnie pytałam konkretnie, co te dzieci takiego robią. Nie wiem czy czytałaś
                            dokładnie (chyba nie, bo mi przypisujesz nie moje słowasad), ale pisałam cały
                            czas o małych dzieciach.
                            Mój synek ma półtora roku. Znalazłam mnóstwo postów o dawaniu klapsów młodszym
                            od niego. I tu nie widzę sensu. Co ten klaps ma zasugerować pięciomiesięczniakowi?

                            "Zgadzam się z Tobą, próbuję tylko zwrócić uwagę: nie mierzmy wszystkich jedną
                            > miarką. Klapsy mogą być różne i nie każdy krzywdzi dziecko. Tak to w praktyce
                            > wygląda."

                            Cieszę się, ze się zgadzamy. Ja piszę chyba o takich, które krzywdzą. Tyle, że
                            każda mama dająca klapsy twierdzi, że jej klapsy akurat nie krzywdzą.
                            • mama.ludzika Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 14:07
                              Chyba rzeczywiście mogłam przeczytać nieuważnie. Sorewiczsmile
                              To oczywiste: klaps dla naprawdę małych dzieci...no nie wiem...do dwóch lat na
                              pewno(!!) jest w ogóle bez sensu, głupi i zły. Niesprawiedliwy, nieskuteczny,
                              krzywdzący itp. I nie ma o czym mówić, i niczym go nie usprawiedliwiam.
                              A moje dzieci zaczęły sprawdzać moją odporność psychiczną gdzieś po skończeniu
                              3 roku życia.
                              Ech, te klapsy...
                              Wczoraj miałam batalię o utrzymanie bezwzględnego obowiązku mycia rączek po
                              przyjściu z podwórka. Córka z rękami jak święta ziemia odmówiła kategorycznie
                              mycia. Nie pomogło tłumaczenie. Nie pomogła straszna wizja bakterii. Ani
                              prośba, ani szantaż, ani zagadywanie, ani konkurs, kto szybciej, ani nagroda,
                              ani "bo mamie przykro"...Zgadnij, co szybko rozwiązało sprawę?...I zapewniam,
                              że nie czułam szczególnej satysfakcji.
                              (Potem oczywiście obowiązkowe obustronne przepraszanie i ściskanie na zgodę)tongue_out
                              Pozdrawiam.
                            • pade Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 14:07
                              Tylko dlatego, że Twój synek ma 1,5 roku, wybaczam Ci taki sposób rozumowania.
                              Zgadzam się z tym, że maleńkie dzieci nie wiedzą o co chodzi z tym klapsem.
                              Poza tym nie wybrażam sobie bicia niemowlęcia i jest to dla mnie nieludzkie.
                              Ale jestem na 100, nawet 200% pewna, że za dwa lata, a jak będziesz miała
                              drugie dziecko to i wcześniej, przypomnisz sobie swoje wypowiedzi i trochę się
                              zawstydzisz.
                              Małe dziecko mały kłopot, duże....
                              Nie będę Ci tłumaczyła dlaczego moje dzieci czasem dostają klapsa, dlaczego
                              czasem na nie wrzeszczę. Mogę Ci się wydać teraz matką sadystką, ale jestem
                              pewna, że sama to zrozumiesz za parę lat.
                              • dagmama Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 14:26
                                No właśniesmile))
                                Ja się nie wymądrzam w temacie starszych dzieci.
                                Po prostu powtarzam sobie, że mały nie jest w stanie zrobić nic, co popchnęłoby
                                mnie do uderzenia go (jak w temacie) i widzę, ze jestem na dobrej drodze.

                                Pade, czemu drugie dziecko zwiększa prawdopodobieństwo?

                                Mamo_ludzika, wierzę, że danie klapsa to już ostateczność. W sumie fakt, nie
                                wiem, co bym zrobiła, popracuję nad szantażemsmile
                                • pade Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 15:14
                                  Moje nie takie starsze bo 2 i 7. Całkowicie się do siebie róznią i mogę sobie
                                  gardło zedrzeć a nic do nich nie dotrze. U starszego syna stosuję system kar
                                  tzn, nie wyjdziesz na dwór jak nie odrobisz lekcji itd. a na młodsza muszę
                                  huknąć bo inaczej mnie olewa. Ale czasem zdarza się, że mała cały dzień jęczy i
                                  wrzeszczy bo coś jej się nie podoba, a syn równie jęczacym głosem zaczyna się
                                  buntować, stawia się i nie wykonuje moich poleceń, więc wściekam się i czasem
                                  jedno albo drugie klapa dostanie-niestety. Oczywiście zachowuja się tak wtedy
                                  gdy: mam okres, jestem chora, bardzo się gdzieś spieszę, mam mnóstwo spraw do
                                  załatwienia w jednym dniu itd. Wiem, że to nie ich wina, że to moje kłopoty,
                                  ale starszemu tłumaczę, że mama tez człowiek, a nie tylko sprzątaczka czy
                                  kucharka i jak dotąd nie dotarło.
                                  jak chcesz się dowiedziec coś więcej na temat mojej córci to polecam wątek na
                                  edziecku: skrajna histeria w sklepie.
                                  Klaps czy krzyki to nie są metody wychowawcze. To oznaka bezsilności rodzica.
                                  Ale błędem jest zakładać, że się tego nie zrobi. I póki się tego nie nadużywa i
                                  ma się z tego powodu wyrzuty sumienia, bo się czuje, że upokorzyło się małego
                                  człowieczka to nie jest źle.
                                  Nie ma ideałów, a te wszystkie idealne mamuśki na forum doprowadzają mnie do
                                  mdłości.
                                • mama.ludzika Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 15:15
                                  >>Pade, czemu drugie dziecko zwiększa prawdopodobieństwo?<<

                                  Niestety pojawienie się drugiego dziecka w większości wypadków powoduje wzrost
                                  złych zachowań u starszego rodzeństwa i życie nagle przestaje być sielanką.
                                  Mamy stają sie nerwowe, a stąd najkrótsza droga do klapsów i krzyków. Mówię: w
                                  większości przypadków! Szczerze życzę wszystkim mamom, aby znalazły się w tej
                                  mniejszości, ale złudzeń nie mam. Na wszystkie znajome rodziny z dwojgiem
                                  dzieci znam tylko jedną, w której między dziećmi (różnica 3 lat) panowała i
                                  panuje zgoda, a rodzice nie mają problemów wychowawczych. Ale traktuję to
                                  raczej jako zjawisko paranormalne.
                                  • dagmama Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 22:10
                                    Przeczytałam tamten wątek.

                                    Mój synek również wrzeszczy, rzuca się na ziemię, ucieka i nie znosi się
                                    ubierać. Uważam to za normalne; bunt dwulatka, nieumiejętność radzenia sobie z
                                    emocjami. Oczywiście wszystko przede mną, jak wieciesmile

                                    Nie jestem mamusią idealną, myślę, że do wielu rzeczy można by się przyczepić.

                                    Moja sytuacja jest jednak troszkę inna:
                                    Mam dużo czasu dla synka i mogę sobie poczekać, jeśli chce iść nie tam gdzie ja.
                                    Pozwalam mu badać świat, podnosić różne rzeczy z ziemi (mam czas, by na niego
                                    uważać).
                                    Mąż robi ze mną zakupy i zawsze jedno z nas jest oddelegowane do pilnowania
                                    synka w supermarkecie.
                                    Jestem dojrzałą mamą i znalazłam w sobie mnóstwo cierpliwości, o jaką nigdy bym
                                    się nie podejrzewała.
                                    Mam wsparcie męża, który jest często z nami.
                                    Jeśli Maluch robi awanturę, nie przejmuję się innymi ludźmi (nie patrzę
                                    przepraszająco), nie wstydzę się, że nie umiem własnego dziecka uspokoić.

                                    Pozdrawiam, mam nadzeję wytrwać bez klapsów.
                                    Życzcie mi powodzeniasmile
                                    • aka10 Re: Klaps = uderzenie (jednak)!do dagmamy 10.10.05, 22:21
                                      Bardzo madry post.Pozdrawiam.
                                    • evvella Re: Klaps = uderzenie (jednak)! 10.10.05, 22:33
                                      Bardzo mi się spodobało co napisałaś, rzeczywiście jeżeli mamy dużo czasu dla
                                      naszych maluszków to dajmy im cieszyć się tym szybko przemijającym
                                      dzieciństwem. Ja też mam dużo czasu dla mojego synka, poświęcam mu dużo uwagi i
                                      nie zostawiam go nigdy bez reakcji z mojej strony kiedy chce mi coś pokazać
                                      powiedzieć czy pochwalić sięsmileZawsze wychodziłam z takiego założenia że dziecku
                                      wolno się brudzić na spacerze, że priorytetem jest to co on chce na tym
                                      spacerku robić(czyli huśtać się wlaśnie teraz, czy iść pozbierać kamyczki) i
                                      dać mu dużo swobody bo wkońcu świat jest taki wielki a on jest taki malutki.
                                      Kiedy się awanturuje staram się w prosty sposób załagodzić sytuacje, nie zawsze
                                      się to udaje jak wiadomo. Mam dużo cierpliwości do synka jednak kiedy ma zły
                                      dzień i bardzo daje w kość wtedy tracę cierpliwość i zdarza i się krzyknąć na
                                      niego a jak mnie pożądnie wkurzy (ale naprawde mocno)to klaps murowany(zdarzyło
                                      mi się dwa razy). Za sekundę żałuję już tego i bardzo go przepraszam zwłaszcza
                                      że on mówi "MAMA NIE BIJ PATRYKA"sadsadwtedy aż mi serce pęka że nie wyszłam z
                                      pokoju. Teraz już tak robie.
                                      Wystarczy pięć minut odpoczynku i mogę dalej z synkiem podbijać świat!!!
                                      • pade hmmm 10.10.05, 23:41
                                        No właśnie, ja miałam jedynaka przez pięć lat. Dziecko uwielbiane przez całą
                                        rodzinę, czas po pracy przeznaczony tylko dla niego, nigdy nie popędzany, nie
                                        poszturchiwany. I nagle po pięciu latach pojawia się wrzeszcząca konkurencja,
                                        mama jakimś czasie traci cierpliwość, dziecko wkracza w magiczny wiek 6 lat i
                                        zaczyna się zachowywać jak dwulatek.....
                                        a zresztą co ja będę Was uświadamiać. Może wg Was jestem złą matką , ja myslę,
                                        że jestem przede wszystkim zmęczona matkąsmile))
                                        • tucyk Re: hmmm 11.10.05, 08:25
                                          Pade droga!!!
                                          Jak ja cię rozumiem! Ja miałam jedynaka przez 3 lata. Teraz duży ma 4,5, mały
                                          1,5. I normalnie padam na nos ze zmęczenia. Mąż pracuje czsem nawet po 14-15
                                          godz. dziennie, babcie daleko, pomocy nie mam żadnej i czasami mam wrażenie, że
                                          eksploduję z nadmiaru emocji, złości itd. Kiedy jestem z jednym dzieckiem,
                                          wszystko jest proste. W domu jest porządek, słucha dziecię jak aniołek
                                          (rzeczywiście, czym może zdenerwować jeden maluch?). A kiedy są obaj, wzajemnie
                                          się nakręcają i jest taki kołowrót, że można dostać obłędu. Zdarza mi się dać
                                          klapsa. Bardzo rzadko, ale się zdarza. Krzyk także. Melisa nie pomaga.
                                          Zazdroszczę tym mamom, które mają cierpliwość i możliwość przeczekać, żeby
                                          dziecko się do woli wytaplało, wyhuśtało i wybawiło. Ale kiedy jestem sama (a
                                          zawsze jestem sama) z nimi dwoma na placu zabaw i każde chce robić co innego, a
                                          obu muszę przypilnować i chcę, żeby obaj byli zadowoleni, to czasem chce mi się
                                          płakać. Przysięgam, chciałabym być mamą idealną, spokojną i wyluzowaną, ale nie
                                          zawsze dam radę. Też jestem człowiekiem, a nerwy mam w strzępach. Kocham moje
                                          dzieci nad życie, ale po prostu czasem nie daję rady.
                                          Pozdrawiam
                                          • evvella Re: hmmm 11.10.05, 11:48
                                            Do Tucyk!smile
                                            Napewno ciężko jest być podwujną mamą i spełniać różne zachcianki dzieci
                                            których potrzeby i zainteresowania różnią się od siebie. Może (jeżeli Was na to
                                            stać)warto byłoby pomyśleć o opiekunce choćby na godzinke dziennie dla
                                            młodszego, bo zakładam że starszy chodzi już do przedszkola. Czas się wtedy i
                                            dla Ciebie znajdzie droga zmęczona mamosmileNiech pocieszy Cię to że za pare lat
                                            dzieci już przejdą ten najgorszy okres i beda swietnie sie ze soba bawic(bo
                                            podobno najlepsza roznica wieku to 2-3 lata miedzy rodzenstwem)
                                            pozdrawiam
                                            • tucyk Re: hmmm 11.10.05, 13:56
                                              Widzisz, Ewello, to wszystko nie jest takie proste. Malutki chodzi od niedawna
                                              do żłobka, ja pracuję (Bogu dzięki), więc nianię od czasu do czasu można wziąć.
                                              Ale pomoc przydaje się na codzień. Mały jest tak kręcony, tak się na wszystko
                                              wdrapuje i ma tak dziwne pomysły, że nie mogę spuścić go z oka. I pilnując go
                                              trzeba zrobić im jeść, ponakarmiać, pobawić się itd. O sprzątaniu, prasowaniu
                                              itp. nie ma mowy, kiedy nie śpią. Wieczorem jestem tak ubita, że przeważnie
                                              usypiam się razem z nimi. Mąż wraca, budzi mnie (chyba że sam się uśpi na
                                              siedząco, bo też jest padnięty), coś tam się pogrzebię, ale już za bardzo nie
                                              dam rady. Więc stale mam zaległości, staram się przynajmniej w niedzielę albo
                                              raz w tygodniu porządnie posprzątać. Co trwa np. do 2 w nocy. I następnego dnia
                                              jest jeszcze gorzej. Pracuję od 7.15, więc nie pośpię. I tak to się kręci. I
                                              smutno mi trochę, kiedy inne mamy na tym forum piszą, że jak to można nie mieć
                                              cierpliwości i siły do dzieci. Życzę im oby tylko dalej tak było. Wiem, Ewello,
                                              że w końcu wyrosną i będą inne problemy, dzięki za słowa otuchy.
                                              Jak by nie było, żuczki moje są najsłodsze na świecie. Cieszę się każdą chwilą
                                              z nimi, nawet jak się na nich nadrę, to po chwili wyprzytulam, wycałuję i nerwy
                                              odchodzą. Dlatego zresztą nie korzystam z niani za często. I tak w pracy siedzę
                                              8 godzin. Jak muszę, to owszem ściągam nianię albo babcię (ma 30 km.)
                                              Może lepiej pokrzyczeć, niż skończyć w wariatkowie, co? Albo mieć wyrzuty
                                              sumienia, że tyle godzin dziennie mnie nie widzą?
                                              Pozdrówka gorące
                                          • pade do tucyk 11.10.05, 13:22
                                            Otóż to!
                                            Ja tez kocham swoje dzieci nad zycie i szlag mnie trafia, że musze się zajmować
                                            pierdołami i stanowią one 90% mojego czasu, zamiast dziećmi. Wzięłam na siebie
                                            za dużo obowiązków( jestem klasowym skarbnikiem, i zajmuję się sprzedażą na
                                            allegro). Mam zamiar sobie część odpuścić bo psychicznie daję już rady, doba za
                                            krótka, cierpliwości zero. Tylko wiem jak zareagują rodzice, nikt nie będzie
                                            chciał się podjąć tej "zaszczytnej" funkcji. A jak odpuszczę allegro to nawet
                                            tych paru groszy nie będzie.
                                            A na opiekunkę mnie nie stać. Nie mogę się nawet umówić z koleżankami bo nigdy
                                            nie wiem, kiedy mój mąż wróci z pracysad
                                            Wiem, że dzieci wyrosną z tego ciągłego marudzenia i jęczenia, ale czasem
                                            szkoda mi tego czasu, taki piękny wiek a my spędzamy go na ciągłych utarczkach.
                                            • evvella Re: do tucyk 11.10.05, 15:41
                                              Po waszych wypowiedziach aż strach zdecydować się na drugie dziecko!!Teraz już
                                              nie wiem jaka różnica wieku jest najlepsza między dziećmi.??!!My z mężem
                                              planujemy mieć drugie kiedy Patryk bedzie miał ok.5 lat, ale sam nie wiem.
                                              Chyba łatwiej jest zdecydować się na drugie kiedy się nie pracuje(albo raczej
                                              przerywa prace)Wtedy jedno do przedszkola a z maluszkiem można jakoś zaplanować
                                              dzień. Ale to tylko moje domysły. Wiem napewno że nie zrobie krzywdy mojemu
                                              dziecku i napewno nie bedzie jedynakiem-a nawet chciałabym mieć trójke smile
                                              Mam do Was pytanie- czy rozmawiałyście z mężami o Waszej sytuacji
                                              psychicznej???!!!
                                              Pozdrawiam
                                              • tucyk Re: do tucyk 12.10.05, 07:55
                                                Witam w środę!
                                                Warto warto i jeszcze raz warto mieć wicej niż jedno dziecko, a każda różnica
                                                wieku ma swoje plusy i minusy. Ja byłam jedynaczką i bardzo mi z tego powodu
                                                smutno, dobrze chociaż że zawsze w domu był jakiś psiak (nie mówiąc o rybkach,
                                                sporadycznie chomikach i papużkach). Też zresztą zastanawiam się, żeby może za
                                                parę lat, jak już chłopcy nabiorą więcej rozumku, adoptować dziewczynkę. A w
                                                życiu są chwile bardziej i mniej stresujące, i są te cudne, kiedy się zapomina
                                                o tych gorszych. I dlatego nie warto z nich rezygnować. A że czasem jest
                                                ciężko, to jest, trudno. My w tej chwili mamy w domu nawarstwienie różnych
                                                ważnych i bardzo absorbujących spraw, a maluśki jest w tym najgorszym okresie -
                                                rozumku mało, a sprawność ogromna. Dlatego wiem, że może być tylko lepiej, oby
                                                mi tylko zajączki nie chorowały. W każdym razie obiema rękami podpisuję się pod
                                                postem autorki wątku - nie można przesadzać w żadną stronę. Trzeba dzieciorki
                                                kochać, jak się tylko da. Ale jesteśmy tylko ludźmi, i sporadyczny klaps czy
                                                podniesiony głos na pewno nie zaszkodzą, podobnie jak batonik czy bajeczka od
                                                czasu do czasu, i wcale to wszystko nie znaczy, że dziecko nie czuje oparcia w
                                                rodzicu. My też lubimy słodycze, filmy i czasami piwko, i to tylko ubarwia
                                                życie.
                                                Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka