mam problem z tesciem

28.08.05, 23:35
Tesc uwaza ze zle wychowuje moje dzieci-4latka i 16 miesiecy, ze pozwalam im
na zbyt wiele . On uwaza, ze nalezy bic dzieci,bo tylko w ten sposob moga sie
czegos nauczyc.
Jestem przeciwna wszelkiej przemocy,ale co zrobic kiedy tesc krzyczy lub chce
uderzyc kiedy ja tak nie zareaguje.
Ja staram sie tlumaczyc i rozmawiam duzo z dziecmi,czasem zdarza mi sie
krzyknac ale tylko wtedy gdy chodzi o ich bezpieczenstwo.
Tesc wykorzystuje tez kiedy nie widze co zrobi starszy i sam decyduje co
zrobic.
ania
    • ibulka Re: mam problem z tesciem 28.08.05, 23:42
      Należy z teściem bardzo poważnie porozmawiać. To Ty jesteś matką. To Ty swoje
      dzieci wychowujesz. Owszem - rady są bardzo przydatne itd, ale 'co za dużo, to
      nie zdrowo'. Jeśli Ty dzieciaków nie bijesz - teść nie ma prawa ich bić. Nie
      mówię tu o lekkim klapsie, jeśli maluch 'wejdzie na głowę', jeśli jest
      bezczelny czy coś w tym stylu.
      Teść chce 'nadać dzieciom ton', wyszlifować je itd. Osobiście bym na to nie
      pozwoliła - może dziecko skarcić, pouczyć, ale nie bić - skoro Ty zabraniasz.
      Moi teściowie mają bardzo czynny wkład w wychowanie Julki, Darii i Łukasza.
      Dzieci często zostają z nimi same, ale zarówno Mama, jak i Tata wiedzą, że
      dzieci nie bijemy, że pozwalamy im na to, ale na to już nie, itd. Rady -
      owszem, bardzo pomocne. Pomoc - jak najbardziej. Ale bez narzucania się, bez
      nakazywania, bez robienia czegoś, czego nie stosują rodzice. Są pewne zasady,
      hranice których się nie przekracza. Moi teściowie potrafią dziecko skarcić,
      uspokoić i przywrócić do porządku, ale nie mają pomysłów na bicie, kiedy ja czy
      mąż nie patrzymy.
      I tyle.
      Pozdrawiam.
    • kayah73 Re: mam problem z tesciem 28.08.05, 23:47
      Sprawy z tesciem powinien, wg mnie, zalatwiac Twoj maz. Wy z mezem powinniscie
      stworzyc wspolny front i grzecznie ale stanowczo stac przy swoim sposobie
      wychowywania dzieci - to sa Twoje dzieci, tesc mial juz swoja szanse w
      wychowywaniu.
      A najlepiej to sie wyprowadzic... Wedle statystyk walki z tesciami to jedna z
      trzech przodujacych przyczyn rozwodow (pozostale dwie to finanse i sex).
    • aleksandrynka Re: mam problem z tesciem 28.08.05, 23:49
      powiem Ci tak: gdyby mój teść, teściowa czy inna osoba z rodziny (i inna)
      podniosła rękę na moje dziecko, to zapewniam Cię, ze przez dłuuuugi czas by go
      na oczy nie zobaczyli, a jeszcze by usłyszeli dobitnie i głośno, co o tym myślę.
      Jak teść chciał swoje gestapowskie metody trenować, to miał (niestety) swoje
      potomstwo, ale od Twoich dzieci wara z łapami. Radzę Ci dobrze, postaw sprawę
      na ostrzu noża, bo to bardzo poważna kwestia. NIKT nie ma prawa ruszyć Twojego
      dziecka, czy to sąsiad, nauczycielka, czy nawet teść.
      • ibulka Re: mam problem z tesciem 28.08.05, 23:58
        I ja się zgadzam z aleksandrynką. Ty wychowujesz dzieci, teść może brać w tym
        udział, strofować itd, ale bić nie.
        Pozdrawiam i idę już spać wink)
    • ann38 Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 09:48
      rozmawialam z tesciem niejednokrotnie, bo problem nie jest swiezy, a najgorsze
      jest to ze moj maz sam nie jest pewny jaka metoda wychowawcza jest dobra i
      przewaznie bierze strone rodzicow;argumentujac ze skoro oni maja
      doswiadczenie,bo wychowali 3 chlopcow to pewnie wiedza.
      Nie mieszkamy z tesciami, spedzamy z nimi tylko 3 tygodnie wakacji w roku i
      swieta i wtedy wystepuja ww problemy.
      Pozdrawiam
      Ania
      • janiotonio Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 10:32
        Dlaczego ludzie uważają, że chłopców to należy krotko trzymać?
        Szkoda, ze mąż niezdecydowany, bo moim zdaniem masz rację, że się nie zgadzasz
        na brutalne metody wychowawcze. A co na to Babcia? Czy jest zupełnie
        zdominowana przez teścia?
        Z drugiej strony pocieszające jest, ze twoje dzieci spedzaja z nimi malo czasu.
        Poza tym dzieci szybko sie naucza, ze na dziadziusia trzeba uwazac i beda go
        omijaly szerokim lukiem albo przy nim beda robily to, czego on od nich wymaga.
        I to wyeliminuje konflikty. Bo prawda jest taka, ze u dziadkow dzieci powinny
        przestrzegac zasad dziadkow (np. ze nie bawimy sie telefonem, nie skaczemy w
        butach po fotelach i nie wylaczamy dziadkowi wiadomosci itp). Ale sposob
        egzekwowania powinni okreslic rodzice. Pozdr.
      • inna57 Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 10:46
        Aniu
        Z tego co napisałaś jasno wynika że masz problem nie tyle z teściem co z mężem.
        Powinnaś jaknajszybciej uzgodnić z nim obowiązującą raz na zawsze metodę
        wychowawczą jaka będzie obowiązywała w przeciwnym razie już wkrótce może się
        okazać że wspólne wychowanie dziecka (dzieci) jest problemem który Was
        przerośnie. Wychowanie to sztuka dyplomacji i umiejętność znajdowania
        kompromisu, jednak potrzebna jest zdecydowana jednoznaczna postawa obojga
        rodziców, w przeciwnym razie dziecko nie będzie miało szans na właściwy rozwój.
        • ann38 Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 11:24
          Babcia sama bila dzieci kiedy byly male, ona najbardziej bo tesc malo bywal w
          domu, byl zawodowym i pracowal w marynarce,ale decyduje tesc w naszej rodzinie,
          tesciowa jest troche z boku, bo to tesc zawsze zarabial a ona zajmowala sie
          wychowywaniem dzieci.
          Rozmawialam oczywiscie i z mezem na ten temat, bo przeciez on sam byl bity
          przez wlasna matke, a teraz zdarza mu sie uderzyl wlasnego syna, ze przeciez to
          dlatego bije; ale bije wtedy gdy spedzamy czas z tesciami, widze ze jego tez
          bardzo stresuje wlasny ojciec.
          Tylko boli mnie to ze mimo tego wszystkiego nie stoi po mojej stronie, nie
          tylko w tej kwestii.
          Rozumiem ze rodzice sa najwazniejsi i trzeba ich szanowac, ale jesli ma sie
          zone to jej zdanie tez powinno sie wziac pod uwage.
          Z kolei nie jestem osoba ktora stoi z boku,walcze o swoje, ale tez slucham rad
          innych, jesli sa konstruktywne.
          Z moich obserwacji wynika,ze im wieksza wiedze ktos posiada-maz,rodzic
          tesc,kolezanka... tym bardziej nas rozumie.
          Co o tym Myslicie?
          • ewaktw Do ann38 29.08.05, 13:57
            Napisałaś "rozumiem, że rodzice są najważniejsi". Otóż błąd!!!! Rodzice
            przestają być najważniejsi jeśli zaczyna się życie z drugą osobą. W momencie
            kiedy poślubiasz drugą osobę, to ona staje się numerem 1. w Twoim życiu, a
            następnie Wasze dzieci. Rodzice siłą rzeczy schodzą na dalszy plan. Zdanie
            męża/żony staje się decydujące w życiu, a nie poglądy rodziców. Musisz to sobie
            uświadomić. Pamiętam do dziś nauki przedślubne, które oczywiście przez wielu
            (włącznie ze mną) były odbierane jako strata czasu, ale to utkwiło mi bardzo w
            pamięci. Po ślubie jesteście oddzielną, nową jednostką i to mąż i dzieci są
            Twoją najbliższymi i najważniejszymi osobami. Rodzicom należy się szacunek,
            miłość i pomoc jeśli trzeba, ale ich zdanie nie powinno mieć wpływu na Wasze
            pozycie i wspólne wychowywanie dzieci, zwłaszcza jeśli różni się tak
            dramatycznie od Waszych poglądów na wychowywanie dzieci.
            I przyłączam się do zdania większości - wasze metody wychowacze muszę być
            respektowane i teść mimo, że ma inne zdanie nie ma prawa bić Twoich dzieci. Ja
            zagroziłabym tym, że kolejny raz po prsotu nie przyjadę na święta i na urlop,
            bo nie mam ochoty, żeby moje dzieci były bite. Może to by poskutkowało?
            Rozmowa - jak piszesz - nie wypaliła.
          • ann38 Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 14:41
            Najgorsze jest to w tym wszystkim, ze w calym tym ustalaniu jaka metoda
            wychowawcza jest najskuteczniejsza i kto ma racje, najbardziej cierpi dziecko,
            Moj syn teraz obwinia sie, byl okres w jego zyciu i trwalo to okolo 4miesiecy
            ze czesto powtarzal-cytuje: to moja wina,jestem glupi.

            Nie chce aby tak myslal o sobie, jest wrazliwym i pogodnym dzieckim, i staram
            sie go zawsze wspierac w trudnych chwilach i czesto go chwale kiedy uda mu sie
            cos zrobic,jest wtedy z siebie taki dumny.

            Przeraza mnie tez kiedy tesciowie mowia ze poniewaz jest duzo agresji w
            szkolach to tez trzeba pokazac dziecku jak bic zeby nie stac sie ofiara.
            Nie myslicie ze to niepokojace?
            • ann38 Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 14:50
              Dziekuje za wszyskie odpowiedzi
              Nie pozwalam tesciowi uderzyc syna, i kiedy tylko widze co sie swieci
              rozdzielam ich, a tu z kolei dochodzi druga wazna kwestia -podkopywanie
              autorytetu-bo niektorym, tak jak moj tesc,sie wydaje ze poprzez bicie i agresje
              buduje sie autorytet.
              Maz z kolei tez ma o to pretensje,ale ja stoje przy swoim,i to tez ich wkurza,
              ze nie ulegam,jak to? kobieta powinna byc ulegla!
              • ewaktw Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 15:55
                Życzę Ci fury samozaparcia i przekonania o słuszności "walki" z takimi metodami
                wychowawczymi teścia.
            • acorns Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 10:27
              ann38 napisała:

              > Przeraza mnie tez kiedy tesciowie mowia ze poniewaz jest duzo agresji w
              > szkolach to tez trzeba pokazac dziecku jak bic zeby nie stac sie ofiara.
              > Nie myslicie ze to niepokojace?

              Tu mają rację. Takie czasy, że trzeba umieć w mordę lać żeby w szkole wyrobić
              sobie respekt. Potem są problemy typu "mój synek boi się chodzić do przedszkola
              bo w grupie jest Michał, który go popycha i bije". A synek - laluś nie wie co
              ma z tym zrobić więc kita pod siebie i ucieka i boi się i jeszcze sika w łóżko
              w nocy bo ma taki straszny stres, że ktoś go jutro w przedszkolu znów popchnie
              czy uderzy. Ja córkę nauczyłem jak ma się bić. Teraz dziewczyny też się tłuką i
              czasami takie solówy mam okazję oglądać bo mieszkam koło podstawówki. A z
              dwojga złego wolę żeby do mnie ktoś przychodził i skarżył się, że córka kogoś
              pobiła niż ja bym miał chodzić i skarżyć się, że ktoś córkę moją pobił. Jak to
              mówi znajomy dresiarz - lepiej jest być po właściwej stronie bejzbola. Nie
              oznacza to jednocześnie, że trzeba dziecko uczyć agresji. Umiejętność bicia się
              nie idzie w parze z agresją. Przeważnie te agresywne dzieciaki poza
              zaczepianiem nie potrafią niczego więcej bo to im wystarcza. Inne dzieciaki się
              ich boją. Jak trafi się taki co nie będzie się bał i odpowie na zaczepkę to
              agresorowi kita mięknie. Dlatego właśnie teściowie mają rację. Dzieciak musi
              umieć się bić.
      • aleksandrynka Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 11:54
        skoro mąż niezdecydowany to możesz powiedzieć, ze skoro nie wie, czy metody
        teściów czy Twoje odpowiedź jest prosta - Twoje, bo to Twoje (Wasze) dziecko.
        Ty (Wy) decydujesz o takich sprawach i masz tu ostatnie zdanie, nie teść.
        • a_weasley Niezamierzony (mam nadzieję) przekręt myślowy 29.08.05, 13:38
          aleksandrynka napisała:

          > skoro mąż niezdecydowany to możesz powiedzieć, ze skoro nie wie, czy metody
          > teściów czy Twoje odpowiedź jest prosta - Twoje, bo to Twoje (Wasze) dziecko.
          > Ty (Wy) decydujesz o takich sprawach i masz tu ostatnie zdanie, nie teść.

          Prawda, jakie to proste? To Wasze dziecko, więc Ty decydujesz. Mówimy Partia, a
          w domyśle Lenin. Mówimy rodzice, a w domyśle matka.
          • aleksandrynka Re: Niezamierzony (mam nadzieję) przekręt myślowy 29.08.05, 15:00
            Nie no, weasley, coś Ty smile
            myślałam, ze to będzie czytelne i jednoznaczne, ale rzeczywiście, można to
            dwojako interpretować smile
            Po prostu - to nie teście decydują o takich sprawach, a już na pewno nie wtedy,
            kiedy jest to sprzeczne z wolą rodziców. Znamy opinie matki, a ojciec, skoro
            sie waha, też nie jest do końca przekonany, co o tym sądzić i czy to słuszne.
            Teraz rodzice muszą się dogadać i obrać wspólny front. Nie może być tak, ze
            dziecko jest wychowywane według zasad, którym matka się sprzeciwia, nawet,
            jeśli jest to wolą większości członków bliższej i dalszej rodziny.
            Kurka, w nawiasach było "wy", no!
            smile
            • a_weasley Re: Niezamierzony (mam nadzieję) przekręt myślowy 30.08.05, 13:02
              aleksandrynka napisała:

              > Nie no, weasley, coś Ty smile
              > myślałam, ze to będzie czytelne i jednoznaczne, ale rzeczywiście, można to
              > dwojako interpretować smile

              Być może jestem przeczulony sad

              > Teraz rodzice muszą się dogadać i obrać wspólny front.

              Święte słowa.

              > Nie może być tak, ze
              > dziecko jest wychowywane według zasad, którym matka się sprzeciwia, nawet,
              > jeśli jest to wolą większości członków bliższej i dalszej rodziny.

              Zgoda pełna. Nie może to być. Chodziło mi li i jedynie o to, że jeżeli mąż się
              zastanawia, a żona ma wyrobione zdanie, to nie znaczy, że z automatu ma być tak
              jak ona chce.

              > Kurka, w nawiasach było "wy", no!

              No tośmy się dogadali smile
    • kapyl Panie Weasley 29.08.05, 13:48
      Uwaza pan że bicie dziecka daje zadowalające dlugoterminowe sukcesy wychowawcze?
      Ja bylam bita w dziecinstwie, po pierwsze: nie wspominam tego... sielsko, po
      drugie: moja mama nie potrafila mnie przeprosic gdy nieslusznie mnie uderzyla i
      mam do niej zal do dzisiaj.
      Skoro ojciec dziecka jest niezdecydowany co do sposobu wychowania swojego
      dziecka to moze lepiej niech decyduje ktos kto jest zdecydowany uzywać jakiejs
      metowy wychowawczej. Nie sądzi pan?
      • inna57 Re: Panie Weasley 29.08.05, 14:05
        Witaj
        Wyprzedziłaś mnie, dokładnie to samo chciałam tajemniczemu weasley'owi odpisać.
        Jeżeli nie ma nic konstruktywnego do powiedzenia to lepiej niech się nie
        odzywa. Ania założycielka wątku ma prawdziwy problem. Jej mąż wykazuje wyraźne
        syndromy "nieodciętej pępowiny", w obecności rodziców zachowuje się jak małe
        dziecko. Powinien w końcu dorosnąć i także przy rodzicach reprezentować
        założoną przez siebie rodzinę. Być może na początku rodzicom to się niespodoba
        ale w końcu zrozumieją że ich syn już jest dorosły i ma prawo wychowywać swoje
        dzieci tak jak ustalił to z żoną, tym bardziej że metody wychowawcze
        proponowane przez Anię chyba większość z nas uznaje za słuszne. Wychowanie
        dziecka bez przemocy jest możliwe. Wiem to z własnego doświadczenia. Mój syn
        dziś już też ojciec tylko dwa razy został skarcony klapsem, raz ze strachu, raz
        ze śmiechu. Za oba klapsy został przeproszony. Nikt też na niego nie wrzeszczał
        bo wszystko można załatwić nawet z małym dzieckiem nie okazując przewagi jaką
        się nad nim ma. Oczywiście są dzieci które sprawiają różne problemy wychowawcze
        i często proste metody wychowawcze nie skutkują, ale nawet wtedy przemoc jest
        najgorszą metodą.
      • a_weasley Re: Panie Weasley 30.08.05, 10:31
        kapyl napisała:

        > Uwaza pan że bicie dziecka daje zadowalające
        > dlugoterminowe sukcesy wychowawcze?

        Nie wypowiadałem się na temat przedmiotu konkretnego sporu.

        > Skoro ojciec dziecka jest niezdecydowany co do sposobu wychowania swojego
        > dziecka to moze lepiej niech decyduje ktos kto jest zdecydowany uzywać
        jakiejs
        > metowy wychowawczej. Nie sądzi pan?

        Sądzę dokładnie to, co powiedziałem: że w sprawie stosowanych metod
        wychowawczych ojciec ma tyle samo do powiedzenia co matka.
    • roman.gawron Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 18:38
      ann38 napisała:

      > Tesc uwaza ze zle wychowuje moje dzieci-4latka i 16 miesiecy, że pozwalam im
      > na zbyt wiele.

      Czy pozwalasz swoim dzieciom na zbyt wiele? Kto ma Twoim zdaniem rację? Ty czy
      teść?
      Abstrahując na razie od metod.
      • aleksandrynka Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 21:53
        dobre pytanie, Panie Romanie smile
        Dla jednego za wiele to puszczenie chałupy z dymem, dla innego za głośny
        śmiech... W każdym razie - na ile by ona nie pozwalała, jeśli nikomu nie dzieje
        się krzywda, jest to sprawa między rodzicami a dziećmi, jak sobie życie
        poukładają. Zaznaczam - jeśli zachowania dzieci nikogo nie ranią ani nie
        uprzykrzają zbytnio życia. Ale... Starszym ludziom czasami zbyt wiele rzeczy
        uprzykrza zycie, a najbardziej przeszkadza to, że ktoś robi coś nie tak, jak
        one sobie tego życzą.
    • triss_merigold6 Re: mam problem z tesciem 29.08.05, 23:00
      Obawiam się, że masz problemem z mężem nie z teściem.
      Jeśli jesteście w gościnie to dzieci powinny zachowywać się w sposób tam
      obowiązujący a Ty powinnaś to egzekwować i ewentualnie karcić. W sumie to
      rodzice męża nie muszą zgadzać się na zachowania dzieci na jakie wy zgadzacie
      się w domu ale nie oznacza to przyzwolenia na bicie.
      • bea-chiara Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 07:07
        Ann38,przed chwila przeczytalam Twoj watek<dzieci dwujezyczne>.Piszesz tam,ze
        Twoj syn mowi tylko po polsku maz-tylko po francusku.Tesc wiec tez jest
        francuskojezyczny(?).Jak mozna wiec myslec o podobnych metodach wychowawczych
        jezeli sie nie ma kontaktu slownego z dzieckiem i nie mozna mu tlumaczyc?
        Oczywiscie,ze musztre mozna ograniczyc do "non!" i "oui!",ale czterolatek
        oczekuje czegos innego...Zycze powodzenia w adaptacji.
        Bea.
    • judytak Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 09:43
      skróć pobyty u teściów i rób za piorunochrona (czyli zauważaj szybciej od
      teściów, kiedy dziecko robi coś, czego u nich nie wolno, i zapobiegaj temu po
      swojemu)
      wiem, że to męczące, ale chwilowo nie widzę innej możliwości
      chodź z dziećmi na długie spacery, żebyście nie były ciągle "przed oczami"...
      tłumacz dziecku, że są rzeczy, które w domu można, a u dziadków nie wolno,
      każde dziecko to zrozumie wcześniej czy później ;o)

      a jak będziecie z mężem sami w domu, stopniowo się "wdrożycie" do wspólnego
      życia, wypracujecie też wspólny styl wychowania dzieci...

      jeszcze coś, jak będziesz tłumaczył mężowi, dlaczego jest dobrze tak, jak ty
      robisz, to czasami najlepszą metodą jest powoływanie się na twoich
      nieprzekraczalnych zasad moralnych ("bicie dzieci jest grzechem") i na
      skuteczność metody ("bo jak krzyczę, że nie wolno, to za minutę znów będzie
      chciał, a jak się poważnie z nim umówię, że ten jeden jedyny kawałek czekolady,
      to mam spokój do jutra")

      pozdrawiam
      Judyta
      • ibulka Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 09:45
        No tak, ja na przykład nie wiedziałam, że dzieciaki są dwujęzyczne. To dużo
        zmienia. Jeśli teść nie może sięz maluchami porozumieć, to nic w tym dziwnego,
        że czegoś zabrania gestami.
        Mimo wszystko nie powinien dzieci bić :]
        • ann38 Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 10:07
          Witam,dziekuje wszytkim za odpowiedzi.
          Jesli dzieci sa dwujezyczne to duzo zmienia,i tak i nie.Zasady wszedzie sa te
          same i w Polsce i we Francji.
          Dlaczego dzieci w szkole nie sa bite,mowie o obecnych czasach,kiedys na to
          przyzwalano,metody wychowawcze sie zmieniaja,
          w domu tez, gdziekolwiek, bicie jest okropne i nie akceptuje tego,i wydaje mi
          sie ze tym bardziej tesc nie powinien bic w tak trudnym momencie ich
          zycia,zmienil sie kraj,ludzie, jedzenie, przyzwyczajenia,oni przeciez nie
          rozumieja nawet co tesc do nich mowi -do tej pory bylam w Polsce z dziecmi-
          zamiast bic niech uczy.
          Tesc mi zarzuca ze moje metody sa ksiazkowe a on ma doswiadczenie,moi rodzice
          wychowali 4 dzieci i tez maja doswiadczenie ale nigdy nie bili swoich
          wnukow,ani nas kiedy bylismy mali.
          Nie stosuje bezkrytycznie wszystkiego co napisane w ksiazkach, ale interesuje
          sie tym co pisza inni, duzo czytam, poglebiam wiedze bo przeciez wychowanie
          jest procesem i ciagle cos sie zmienia. Patrze tez jak robia to inni i
          wybralam to co jest najlepsze dla naszej rodziny.
          Moje dzieci nie sa "rozpuszczonymi bachorami"; znaja granice.
          Ale tesc uwaza ze tylko przez bicie i krzyk, mozna wyrobic autorytet.Nie
          zgadzam sie z tym.
          Pozdrawiam
          ania
          • aleksandrynka Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 13:17
            Ale tesc uwaza ze tylko przez bicie i krzyk, mozna wyrobic autorytet

            w ten sposób autorytet się własnie traci. Ale nie czekajcie, zeby się o tym w
            taki sposób przekonać smile
            • ibulka Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 13:43
              To następnym razem podejdź do teścia jak będzie u ciebie w domu i będzie chciał
              wziąć sobie kubek na kawę, trzepnij go z całej pety po łapach i powiedz, że tak
              nie wolno. Ciekawe, czy będziesz dla niego autorytetem...

              Kij ma dwa końce - jak on bije, to ty też bij.
              • ann38 Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 15:06
                tesc sam sobie nie bierze, np. kubka, on ma wszystko podane do stolu.
                • ibulka Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 15:21
                  No to jak będzie chciał coś zdjąć z półki, coś przestawić itd.
                  Przykładowo mówię.
                  Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
                  • aleksandrynka Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 23:06
                    eee tam, jak będzie czekał, aż podadzą, to go trzepnij i powiedz, że bozia
                    rączki dała... wink
    • ann38 Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 22:49
      wiem ze to byl przyklad,ale jak tu dac po lapach 50-letniemu mezczyznie?
      • ibulka Re: mam problem z tesciem 30.08.05, 22:55
        No przepraszam cię bardzo - skoro on może dać po łapach czteroletniemu
        maluszkowi, to ty możesz dać po łapach pięćdziesięciolatkowi!!!
        Oko za oko, ząb za ząb! Ty ustalasz zasady (i mąż, piszę o tobie, bo ty
        założyłaś temat) i ty decydujesz, w jaki sposób dziecko jest wychowywane i
        karcone! Teściu może pomóc, ale nie bić, no rany, jak można wyrabiać autorytet
        kijem i wrzaskiem, za przeproszeniem?!

        Mówię ci. Walnąć. Albo lekko trzepnąć. Wydrzeć się na niego. Na nic mu nie
        pozwalać. Niech poczuje, jak to smakuje!
        • ann38 Re: mam problem z tesciem 31.08.05, 09:21
          maz jest pod wyraznym wplywem swoich rodzicow i jak tu slusznie zauwazyla
          inna57 wykazuje symptomy nieodcietej pepowiny, wlasciwie to chcialby ale sie
          boi,jak mu w tym pomoc. Teraz pojawil sie kolejny jak sadze problem zwiazany z
          jego rodzicami,
          Otoz niedawno,bo 2 tygodnie temu wrocilismy z wakacji,ktore spedzalismy z
          tesciami, jechalismy ok.10 godzin samochodem, dla dzieci to niezwykle meczace,
          szczegolnie dla mlodszego ktory rusza sie b. duzo.
          Teraz maz oswiadczyl, ze w ten weekend jedziemy do jego rodzicow- 5godzin
          podrozy samochodem-tzn.wyjezdzamy w piatek wieczorem ok 19, bo maz pracuje i
          wracamy w niedziele wieczorem-bo prabacia chce zobaczyc swoje prawnuki.
          Mowie wiec mezowi ze to bez sensu ciagnac sie taki kawal na 1.5 dnia,jesli
          niedlugo bo w listopadzie bedzie 4 dni wolnego,to mozemy pojechac na dluzej.A
          on nie, bo prababcia (matka mojego tescia)moze umrzec do tego czasu, przy czym
          rok temu poslugiwal sie takim samym argumentem.
    • mamapiotra Re: mam problem z tesciem 31.08.05, 18:28
      Zagroziła bym teściowi, że gdy uderzy moje dziecko, to zawiadomie policje. To są twoje dzieci.
      • ann38 Re: mam problem z tesciem 17.09.05, 08:37
        Tak chcialabym zrobic, zadzwonic na policje kiedy tesc zechce uderzyc moje
        dziecko, ale sprawa nie jest latwa, mieszkamy we Francji i przekonalam sie juz
        ze tesc moze latwo obrocic sytuacje o 180°. Straszyl mnie nawet ze odierze mi
        dzieci jesli bede sie stawiac.Uwazam ze to okrutne.
Pełna wersja