Dodaj do ulubionych

skarżypyta

17.09.05, 21:15
W zasadzie staram się wpoić, że skarżenie nie jest zachowaniem właściwym, ale
z drugiej strony, nie chcę żeby dziecko samo wymierzało odwet i
sprawiedliwość. W przedszkolu jeśli ktoś zrobi krzywdę, to lecieć do pani z
jęzorem czy nie?
Obserwuj wątek
    • zona_mi Re: skarżypyta 17.09.05, 21:32
      Lecieć. Przedszkolanka jest odpowiednim organem na tym etapie.
    • acorns Re: skarżypyta 17.09.05, 21:40
      Ja szczerze mówiąc wolałbym mieć w domu łobuza niż skarżypytę. PRzy czym
      samodzielne wymierzanie sprawiedliwości nie oznacza łobuzerstwa. Dzieciak musi
      umieć sobie radzić. Pójdzie do wojska i co wtedy? Komu się poskarży? Mamusi?
      • verdana Re: skarżypyta 17.09.05, 22:36
        Skarżypyta to dziecko, ktore leci z ozorem, żeby donieść, kto nie skończył
        szpinaczku, albo kto polamał kredke. Dziecko, ktore szuka pomocy nie jest
        skarżypytą. Jeśli wpoimy dziecku, ze nie wolno szukać pomocy, jesli jest bite,
        jesli dzieje mu sie krzywda - to co własciwie ma robic? Lać?
        I co - w doroslym życiu zamiast wzywac policję, albo podac kogos do sądu ma
        zacząć strzelać? Dlaczego zachowania, które w świecie dorosłych sa jak
        najbardziej do zaakceptowania - zostałem uderzony, wzywam policje, skladam
        skarge w swiecie dzieci nazywaja się "skarżeniem".
        Jesli nauczysz dziecko, że nie wolno z niczym iść do pani, to albo wychowasz
        rzeczywiscie nie "łobuziaka", a łobuza, albo tez ofiarę.
        A w wojsku o ile wiem istnieje możliwość złożenia skargi. Już niejeden proces o
        "falę" się odbył. I słusznie.
        • acorns Re: skarżypyta 17.09.05, 23:09
          verdana napisała:

          > Jeśli wpoimy dziecku, ze nie wolno szukać pomocy, jesli jest bite,
          > jesli dzieje mu sie krzywda - to co własciwie ma robic? Lać?

          Dokładnie tak. Tak jak mi to tłumaczył ojciec - lać w mordę i nie dawać się.
          Nauczenie dziecka szukania pomocy zamiast radzenia sobie samemu da tylko tyle,
          że wychowamy kalekę życiowego. Nie mówię tu wyłącznie o sytuacji gdy ktoś nas
          bije. Ale choćby to, że pęknie opona w samochodzie. Kaleka życiowa zadzwoni po
          pomoc drogową bo ma assistance w pakiecie, przyjadą i mu wymienią. Tylko co
          będzie jak ww. kaleka będzie wracał nocą przez las, zero zasięgu, zero
          zabudowań i pęknie mu opona? I jeszcze nie będzie wiedział gdzie dokładnie jest
          poza tym, że w lesie?

          Co ma wspólnego skarżenie w dzieciństwie w taką hipotetyczną sytuacją, którą
          opisałem? Otóż rzecz polega na tym, żeby nie kodować w psychice dziecka czegoś
          takiego, że "zawsze jest ktoś kto pomoże, obroni". Bo to jest bzdura. Kto
          czytał "Ziemia - planeta ludzi" ten wie o czym ja tu mówię.
          • nangaparbat3 Re: skarżypyta 17.09.05, 23:22
            Jak mi dwie gimnazjalistki napadły na córkę, w ciągu godziny byłam z nią na
            policji.
            A Ty uważasz, że co miałam zrobić? Pojść i pobić? Opluć rodziców? Podpalic
            mieszkanie?
            Uczę dziecko reagować zawsze, kiedy ktoś kogoś krzywdzi. Czasem może sobie
            poradzić sama, czasem trzeba sie zwrócić o pomoc do kogoś dorosłego.
            Umiejetność proszenia o pomoc jest jedną z podstawowych umiejetnosci
            społecznych - ktoś, kto tego nie potrafi, prędzej czy poźniej będzie miał
            poważne problemy. O pomoc rzadziej proszą mężczyxni niż kobiety i uważa się, że
            między innymi dlatego cześciej popełniają samobójstwa.
            Jest dokładnie tak, jak napisała Verdana - skarżenie po to, by komus dokuczyć,
            albo komus sie podlizać, jest niedopuszczalne, kiedy potrzebna jest pomoc lub
            obrona - trzeba mowić.
            • acorns Re: skarżypyta 18.09.05, 10:54
              nangaparbat3 napisała:

              > Jak mi dwie gimnazjalistki napadły na córkę, w ciągu godziny byłam z nią na
              > policji.
              > A Ty uważasz, że co miałam zrobić? Pojść i pobić? Opluć rodziców? Podpalic
              > mieszkanie?

              Nie wiem w jakim wieku jest Twoja córka. Jeśli w podobnym, to powinna wziąć
              koleżanki i rozprawić się z tymi gimnazjalistkami. Jeśli taka sytuacja
              przydarzyłaby się mojej córce, najpóźniej następnego dnia dostałyby wp...dol od
              starszych dziewczyn, choćby z mojej rodziny (liczna bardzo).

              > Umiejetność proszenia o pomoc jest jedną z podstawowych umiejetnosci
              > społecznych - ktoś, kto tego nie potrafi, prędzej czy poźniej będzie miał
              > poważne problemy. O pomoc rzadziej proszą mężczyxni niż kobiety i uważa się,
              że
              >
              > między innymi dlatego cześciej popełniają samobójstwa.

              Mężczyzna też musi prosić o pomoc. Jeśli samodzielna naprawa samochodu na
              poboczu jest niemożliwa, mężczyzna musi kogoś poprosić o sholowanie. Holowałem
              i byłem holowany. To normalne. Pomagamy sobie wzajemnie i to jest jedno z
              podstawowych zachowań społecznych. Ale jest jedno ale. Czasami widzę na
              Polsacie albo TVN program typu "Uwaga" albo "Pod napięciem" i czasami
              przedstawiane są sprawy osiedli, na których rządzi dwunastolatek albo
              czternastolatek. I stoją młode chłopy i przed kamerą mówią że nic nie da się
              zrobić, że żona boi się wracać wieczorem, dzieci się boją itd. Nie wiem, może
              ja jakiś dziwny jestem, ale jak dla mnie to oczywiste, że chłopy powinni się
              zebrać i zrobić porządek z gnojkami. Ale to jest ponad ich siły. Nie te
              fizyczne, ale psychiczne. Widać zbyt często prosili o pomoc i teraz trafili na
              pewną próżnię, w której się nie odnajdują. Na czternastolatka w tym kraju nie
              ma bowiem żadnych środków prawnych, bo jest nieletni, więc ani policja ani sądy
              nie pomogą. Być może niedługo mafia z przedszkola będzie wymuszała haracze na
              osiedlach i każdy jej się będzie bał. Biorąc pod uwagę modę na bezstresowe
              wychowanie jest to całkiem realny scenariusz.
              • verdana Re: skarżypyta 18.09.05, 13:38
                Rozumiem, że jeśli Twoja córkę skatuje banda równolatek, bo jednej sie naraziła
                uznasz, że wszystko jest OK? Czy to działa tylko w jedną strone - twoja córka ma
                prawo bic, ale jej bic ne wolno?
                • acorns Re: skarżypyta 18.09.05, 15:06
                  Sześciu na jednego czy czterech na jednego to jest nieuczciwa walka i nie
                  uznam, że jest OK.
                  Jest takie przysłowie, że kto bije, bywa też bity. Nie uczę córki agresji. Uczę
                  tylko i wyłącznie tego, że trzeba się bronić i radzić sobie. Niestety w pier.
                  Warszawie w tym obrzydliwym mieście mamy osiedlowe gangi, szkolne gangi, bandy
                  żuli pod sklepami, mnóstwo chamstwa, więc niestety trzeba się dostosować. Na
                  szczęście już buduję dom i będzie pożegnanie ze Stolicą. Mam nadzieję, że już
                  na zawsze...
              • nangaparbat3 Re: skarżypyta 18.09.05, 13:53
                Nie wiem, co rozumiesz przez bezstresowe wychowanie. Ja starałam sie
                bezstresowo wychować córkę i jedyny jej brak to niemal zupełny brak
                agresywności. A z tego, co sie dwoiedziałam, to własnie tamte dwie dziewczynki
                byly wychowywane dokładnie przeciwnie, obrywały zdrowo od dziecka i teraz nie
                radzą sobie z własnymi emocjami.
                Gdybym zrobiła jak radzisz, dziewczyny by oberwały, zebrały grupe chlopakow, my
                bysmy oberwali, no to ja bym zebrała chlopakow - człowieku, to juz przerabiano.
                Juz wiadomo, czym sie to kończy. (Np. sycylijskie wsie pozbawione mężczyzn.)
                Po to miedzy innymi płacę podatki, żeby w takiej sytuacji odwołać sie do
                policji. MOja córka kończyła wtedy podstawowkę, ale jej wiek nie ma tu nic do
                rzeczy, gdyby była dorosła, zrobilabym tak samo.
                Policja zachowała sie bardzo sensownie, dziewczynki dowiedziały się, że nie
                wolno nikogo policzkować i opluwać. Ale nikt ich nie pobił i nie wyobrażam
                sobie, ze mialabym kogokolwiek do tego namawiać.
                • acorns Re: skarżypyta 18.09.05, 15:13
                  Nie twierdzę, że zrobiłaś źle. Ja jednak wolałbym tę sprawę załatwić we własnym
                  zakresie. Niekoniecznie biciem. Dla mnie oddanie sprawy Policji byłoby
                  równoznaczne ze stwierdzeniem "jestem za cienki, żeby rozprawić się z dwoma
                  gimnazjalistkami". Ale nie traktuj tego jako docinki z mojej strony, bo nie
                  oceniam w ten sposób innych ludzi. Tylko co najwyżej tak oceniałbym siebie.
                  Ale chyba mamy wyjątkowe szczęście, że omijają nas takie akcje. Młoda się biła
                  ze 3 razy w życiu (pomijając sparingi).
                  • nangaparbat3 alez oczywiście! 18.09.05, 15:58
                    W starciu z dwiemma pietnastolatkami jestem absolutnie cienka. Oczywiscie, że
                    chciałabym umiec rozprawić sie samotnie z całym gangiem karatekow, nawet kiedyś
                    uczyłam sie taich, a jakze, ale co z tego? Jesli kiedykolwiek odznaczałam sie
                    jakąkolwiek siłą, to jedynie psychiczną - tak bywa, i chyba nierzadko.
                    • verdana Re: alez oczywiście! 18.09.05, 20:46
                      Czyli najwyższą formą człowieka jest łysy, napakowany facet, ktory nie jest
                      "cienki", dwie pietnasolatki pobije aż miło i innych, co mu się narażą też. I
                      biada, jesli ktoś zgłosi pobicie na policję - facet jest w swoim prawie, bo jak
                      ktos mu się narazi, to przecież ma świete prawo powybijać zeby - dziecku,
                      staruszkowi, pietnastolatce - po równo. I skarżyć sie nie wolno, skarżą sie
                      tylko mięczaki.
                      Społeczeństwo złożone z takich panów - to własnie jest ideał uczciwosci i
                      dobrego, prawidłowego wychowania.
    • edytka73 Re: skarżypyta 17.09.05, 23:36
      Radź sobie sam, jak umiesz, a jeśli nie działa - lec do "organu wyższego".
      Przecież to proste.

      Zabiera ci kolega zabawkę to poproś, żeby oddał. Nie oddaje? Powtórz prośbę
      głośniej. Nic z tego? Odbierz siłą. Silniejszy? Lec do pani. Przećwiczone
      milion razy w piaskownicy, ze mną zamiast panią smile
    • lila1974 Re: skarżypyta 18.09.05, 09:23
      Skarżypyta to dla mnie również dziecko, które z każdym bzdetem leci do
      dorosłych. Wypisz, wymaluj jak w wierszu Brzechwy. Nie znoszę takiej postawy i
      staram się ją tępić u własnego dziecka, które zdaje się ma skłonności.

      Czym innym jest poskarżenie się, że dzieje mi się krzywda.
      Staram się wpoić mojej córce, że nie musi się godzić na pewne zagrania ze
      strony innych dzieci. Np.

      Przez jakiś czas w piaskownicy słyszałam.
      - Mamo, a ta dziewczynka zabrała mi łopatkę.
      - Z ręki?
      - Tak.
      Z reguły widzialam zajście i wiedziałam, czy moje dziecko mówi prawdę. Jeśli
      faktycznie z ręki a w dodatku dziecko było już "rozumne", to tłumaczyłam córce.
      - To idź i poproś aby oddała.
      Mała szła. Po chwili najczęściej wracała z niczym.
      - Podejdź do dziewczynki. Weź swoją zabawkę i odejdź. A dziewczynce powiedz: Na
      drugi raz poproś to Ci pożyczę.
      Jeśli jednak była to zabawka z którą moja się w tamtym momencie nie bawiła, to
      tłumaczyłam:
      - Dziewczynki Tobie pozwoliły bawić się swoimi zabawkami, więc Ty również
      podziel się swoimi.

      Jeśli przybiega z donosem o popchnięciu to również reaguję adekwatnie do
      sytuacji. Jeśli popchnięcie było zamierzone i złośliwe, pouczam moją mała, by
      ostrzegła napastnika, że jeśli będzie jej dokuczał i popychał, to przestanie
      się z nim bawić. Jeśli dziecko nadal dokucza, a mała znów się pożali, wtedy
      każę ostrzec, że następnym razem również zostanie popchnięte. A córka wie, że
      może się bronić.

      Staram się ją nauczyć, że w życiu trzeba sobie radzić i są tego trzy sposoby:
      prośba, groźba, odwet.
      Natomiast skarżenia typu "mamo a Asia dłubie w nosie" wogóle nie przyjmuje do
      wiadomości.
    • rycerzowa Re: skarżypyta 18.09.05, 21:53
      A według mnie oddanie sprawy do sądu czy poskarżenie się policji to nie jest
      prośba o pomoc ale właśnie niezły odwet.
      Mieliscie kiedykolwiek do czynienia z tymi szanownymi instytucjami ?

      Wracając na przedszkolne podwórko, wydaje się, że najlepiej poradzić dziecku, że
      z drobiazgów się nie robi problemu, np. nie reaguje się na przezwiska, albo
      załatwia we własnym zakresie, np. odbiera wyrwaną zabawkę. W sprawach
      poważniejszych, gdy chodzi o dziecięce "przestępstwa" typu kradzież, znęcanie
      się nad słabszymi, poskarżenie się wychowawczyni jest jak najbardziej na miejscu.
      • wiecznie_zdziwiona a to kwestia punktu siedzenia 19.09.05, 08:57
        Rycerzowa napisałą :

        z drobiazgów się nie robi problemu, np. nie reaguje się na przezwiska, albo
        > załatwia we własnym zakresie, np. odbiera wyrwaną zabawkę. W sprawach
        > poważniejszych, gdy chodzi o dziecięce "przestępstwa" typu kradzież, znęcanie
        > się nad słabszymi, poskarżenie się wychowawczyni jest jak najbardziej na
        miejscu.
        To co dla dorosłego jest "drobiazgiem" dla dziecka jest końcem świata - nie
        polecam oceniania czyiś uczuć ( nawet dziecka)
        • andaba Re: skarżypyta 19.09.05, 09:35
          Jest to problem z którym muszę się borykać na codzień, bo mając kilkoro dzieci
          w zbliżonym wieku nie da się tego uniknąć. I mam podobne dylematy - czy brat ma
          przylecieć z jęzorem, że siostrunia wylazła na czubek czereśni? Bo z jednej
          strony kablowanie, a z drugiej jak spadnie to sobie kark skręci. Ma poskarżyć,
          że rozlał ktoś herbatę na dywan, jeżeli ktoś się może nie przyznać i dywan
          sobie spleśnieje? Chyba jednak czasami lepiej poskarżyć, jest to mniejsze zło.
          Może nie w sytuacji, gdy kolega zabierze kredkę, a kredek na stoliku jest 20 w
          tym 3 w zbliżonym odcieniu, ale już jak kolega bije, jak uparcie wszystko
          zabiera, jak niszczy cokolwiek. Tyle, że słusznie ktoś zauważył, że to co dla
          dorosłego jest błahostką, dla dziecka w danej chwili może być końcem świata.
        • rycerzowa Re: a to kwestia punktu siedzenia 19.09.05, 09:57
          Uczucia to jedno, a reakcja na nie, to drugie.
          Rzeczą rodziców jest nauczenie dziecka, co jest drobiazgiem, a na co powinien
          ostro zareagować, czyli wpojenie pewnego systemu wartości.

          Przykładowo dla dziecka brzydkie przezwisko może być bolesną sprawą. Wtedy
          wytłumaczmy mu, że każdy z nas miał jakiegoś - modnie mówiąc - nicka, co teraz
          wspomina się z rozrzewnieniem. Opowiedzmy mu o chłopcu z przezwiskiem "Rudy",
          albo o jego koledze o delikatnej urodzie, z którego kpiono, że jest podobny do
          dziewczyny i nazywano "Zośka", i o tym podobnych przykładach.
          Czyli poczytajmy mu "Kamienie na szaniec", "Akcję pod Arsenałem".

          Kiedy moje dzieci poskarżyły się, że dostały nieciekawy, zwierzęcy przydomek
          (mamy "odzwierzęce" nazwisko), mąż powspominał swoje szkolne czasy, powzruszał
          się, a ja opowiedziałam historię o koledze Barańskim, nazywanym "Baran"
          oczywiście. Chłopak nie był tym zachwycony. Az pewnego razu ocalił nam małego
          kotka, który wszedł wysoko na drzewo i miauczał tam rozdzierąjaco. Baran wspiął
          się na szczyt i oddał zdrowego kociaka w nasze ręce. My, dziewczynki, na to:
          "Baran, Baranek, Baraneczek", a chłopaki stwierdziły po prostu: "Baran, jesteś
          super". Od tego dnia Baran nie przejmował się swoim przezwiskiem, zrozumiał, że
          wartość człowieka polega na tym, kim jest, a przezwisko ma każdy.

          Jak ktoś słusznie zauważył,najlepszym "pocieszaniem" dziecka jest budowanie
          jego poczucia wartości.
    • judytak Re: skarżypyta 19.09.05, 13:48
      najpierw ma spróbować samemu rozwiązać sytuację
      tzn. odebrać zabawkę, którą mu zabrano,
      przekonywać, tłumaczyć,
      powiedzieć koledze, co o nim myśli, jesli ten go wyzywa,
      pogrozić czymś tam, nawet tym, że powie (mamie, tacie, pani)
      ignorować tego, co zaczepia, bawić się z kimś innym
      nawet oddać, jeśli chodzi o bicie, ale z zachowaniem zasad (bez "narzędzi", nie
      po głowie) i jedna taka próba wystarczy ;o)

      jest absolutnie wyjątkową sytuacją, żeby to wszystko nie zaskutkowało
      i w takiej wyjątkowej sytuacji owszem dziecko powinno szukac pomocy u wychowawcy
      szukać pomocy, rozwiązania sytuacji, a nie "zemsty", ukarania winnego :o)

      mówię tu o zwykłych kłótniach, przepychankach między dziećmi
      jeśli ktoś dziecku umyślnie wyrządzi poważną krzywdę (np. kradnie lub zniszczy
      ważny lub wartościowy przedmiot, ubranie, dokument, pieniądze, albo powoduje
      poważne uszkodzenie cielesne ("krew się leje"),
      to trzeba się do wychowawcy zwracać natychmiast, ale znów - w celu rozwiązania
      sytuacji, a nie szukania zemsty
      (dobry wychowawca, z wyczuciem, bez problemu rozpoznaje intencji)

      pozdrawiam
      Judyta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka