anku1982
01.06.15, 09:11
Witam serdecznie, proszę o porady dotyczące wpływu rodziców lub jego braku na relacje dziadkowie - wnuki.
Synem lat 6 zajmuje się babcia (mama męża), zaprowadza go do szkoły i przyprowadza, zajmuje się nim, gdy jesteśmy w pracy. Z pomocy babci chciałabym przestać korzystać od wakacji, bo przez te kilka lat nawarstwiło się między nami wiele nieporozumień, ale to osobny temat. Ja uważam że popełniliśmy błąd tak długo "współpracując", mąż uważa inaczej.
Natomiast kłopotem obecnym dla mnie jest zakres mojego wpływania na relacje babci i wnuka. Osobiście uważam, że każda osoba dorosła: ciocia, dorosłe kuzynostwo, dziadkowie, tata czy ja powinna sama zadbać o to aby kształtować relację z dzieckiem. Oczywiście my jako rodzice powinniśmy reagować w momencie gdy widzimy że dziecku dzieje się krzywda, ale w codziennym zwykłym życiu nie za bardzo chciałabym ingerować w te relacje. Nie wiem czy robię dobrze. Problemem moim i mojej rodziny jest to, że mama męża jest osobą przejawiającą zachowania bierno-agresywne, na początku gdy teściowa zajęła się synem - dziecko było wpatrzone w nią jak w obraz, super się dogadywali, później w miarę przedłużania się tego czasu, te zachowania zaczęły się ujawniać w stosunku do mnie, czasem do męża (obrażanie się, krytyka, chłód emocjonalny, nieodzywanie się dniami, czasem tygodniami - to już bardziej do mnie), ale nie do dziecka. Niestety ostatnie kilka miesięcy to pasmo kłótni-nieporozumień, dyskusji z podniesionym głosem jej i moim, maj - 3 takie poważne sytuacje, ostatnio "generowane" przez to co mówi do mnie dziecko. Podam przykład z zeszłego tygodnia: wracam z pracy, syn przychodzi do mnie i mówi: mamo babcię prosiłem, żeby tak dużo do mnie nie mówiła, a ona nie chciała przestać. Ostrożnie badam o co mogło chodzić, ale nie zdążyłam się dowiedzieć, ponieważ w drzwiach kuchni staje babcia i mówi do dziecka: a czemu Ty na mnie skarżysz? Syn mówi: nie skarżę... teściowa poszła na balkon zapalić papierosa, w tym czasie próbowałam z synem rozmawiać, że skoro takie sytuacje się zdarzają, to może trzeba z babcią wyjaśnić, powtórzyć co jest dla Ciebie ważne. Powiedziałam synowi że ja także nie uważam że on skarży, gdy teściowa wróciła z balkonu - kontynuowała temat mówiąc, że dziecko po części zmyśla (może wyolbrzymia, ale ja biorę na to poprawkę), natomiast powiedziałam teściowej że w takich sytuacjach on ma prawo przyjść powiedzieć do mnie co mu się zdarzyło i nie uważam, że to skarżenie. Tu w miarę spokój w rozmowie się skończył, bo teściowa się zdenerwowała, że neguję jej ocenę sytuacji, powiedziała, że skoro będę go utwierdzała w takiej postawie, to będzie coraz gorzej i będę miała nie wiadomo jakie wyobrażenie na jej temat, że ona krzywdzi nam dziecko. Powiedziałam, że mnie tutaj nie było, nie wiem co dokładnie oboje mówili i jak to wyglądało i że każdy z nas dorosłych powinien układać sobie relacje z synem i że to dorosła strona odpowiedzialna jest jak ta relacja będzie wyglądać. Niestety kolejny raz obraziła się, wyszła z domu na "spacer" na 3 godziny, gdy syn pytał gdzie idzie, powiedziała z przekąsem: szukać relacji. Nie chciałam syna zostawiać samego z tą sytuacją, kolejny raz "postawiłam się" ale nie wiem, czy robię dobrze. Mam wrażenie że teściowa oczekuje ode mnie że w takich sytuacjach potraktuję dziecko jak małego kłamczuszka i skarżypytę i powiem: nie gadaj na babcię bo jest najlepsza na świecie...Nie chcę tego robić, bo wiem, że z jej zachowaniami i wymaganiami względem syna, nie jest najlepszą osobą do opieki nad naszym dzieckiem. Jak zachowywać się w tego typu sytuacjach... Nie mam "kaca" moralnego, że np. uraziłam teściową, ale może mogłam zrobić coś inaczej...