magister12
14.10.05, 14:38
W itam wszystkie mamusie i wszystkich tatusiów. Jako że tekst jest spory
prosił bym o cierpliwość i doczytanie do końca. Mamy problem z rodzicami
żony, a wygląda on następująco.
Mamy 8 letniego pogodnego, wesołego syneczka. Nie dawniej jak dwa miesiące
temu ukończyliśmy budowę własnego domu. Do tej pory mieszkaliśmy z rodzicami
żony w domku jednorodzinnym. Jako że z żoną prowadzimy dwie różne firmy i po
całych dniach nie ma nas w domu, poprosiliśmy rodziców żeby się opiekowali
pod naszą nieobecność naszym kochanym szkrabem. Teściowie jako że są
emerytami zgodzili się. Odbierali go ze szkoły, dawali mu obiad, bawili się z
nim itd. Wszystko się zmieniło gdy postanowiliśmy z żoną i dzieckiem
przeprowadzić do własnego domu. I wtedy zaczął się ten cały koszmar. Teściom
coś od****ło i zaczeli wmawiać dziecku różne głupoty. Zaczeli go buntować
przeciwko nam. Mówili że go nie kochamy, że jest adoptowany (co jest totalną
bzdórą). Kiedyś Kacperek przyszedł do nas z płaczem i powiedział że nas
nienawidzi. Spytaliśmy z żoną dlaczego? On odparł że dziadkowie mu wszystko
powiedzieli. Że jest adoptowany że zabiliśmy jego rodziców i że wkrótce go
pożucimy, bo go wcale nie kochamy. Wk***wiłem się na teściów niemiłosiernie.
Nie chciałem żeby dziecko pomyślało że jestem zły na niego dlatego wyszedłem
do innego pokoju. Kacperek został z żoną. Mnie normalnie zamurowało, jak by
coś wemnie uderzyło. Gdy ochłonąłem wróciłem do synka i wszystko mu
wyjaśniliśmy. Ze go bardzo kochamy, że jest najważniejszy, nigdy nie
zabiliśmy jego rodziców i nigdy za żadne skarby go nie zostawimy. Na drógi
dzień pojechałem do teściówi tak ich op****rdoliłem że szok. Zabroniłem
kontaktowania się z synem oraz wszelkich wizyt u nas w domu. Oni mi
odpowiedzieli na to że złożą wniosek do sądu o pozbawienie nas praw
rodzicielskich. Wybiegłem z domu ze złością. Przez cztery godziny jeździłem
po mieście bez celu. Gdy się uspokoiłem wróciłem do naszego domu i wszystko
opowiedziałem żonie. Poszliśmy z żoną na policję. Policjanci przesłuchali
nas, Kacperka i teściów, poczym stwierdzili że nic nie mogą poradzić ponieważ
oprócz naszych zeznań i Kacperka nie mamy żadnych dowodów. A dzieci (jak on
to powiedział) lubią sobie pofantazjować. Wściekli na policję wyszliśmy z
komisariatu iwróciliśmy do domu. Niewiemy co mamy teraz dalej robić. Nie mamy
żadnych pomysłów. Jak można straszyć własnego wnuka? Kacper od tamtej chwili
stał się nie ufny, źle sypia, gorzej się uczy. Błagam was o pomoc, jakieś
pomysły co mamy dalej robić. Czy zgłosić ten fakt do prokuratury czy opisać
to we wszystkich gazetach, a może w telewizji? Tylko co to da jak już dziecku
psychikę "popsuli". Prosimy o wszelkie komentaże, za które z góry serdecznie
dziękujemy. Przepraszam za ewentualne błędy, ale pisząc to nie mogłem się
uspokoić.
Pozdrawiam serdecznie M.