Dodaj do ulubionych

Bezstresowe wychowanie

06.11.05, 19:44
Pisałem na innym forum,ale było mało odpowiedzi:
Jakie macie doświadczenia z tzw. wychowaniem bezstresowym? Wychowaniem, które
powoduje powstawanie coraz to większych zastępów "małych terrorystów", jak
potocznie określa się rozpieszczone dzieci. Podam przykład ze swojego życia.
Znam matkę, lat 33, która rok w rok ostatnio rodzi dzieci. Ma 3 synów i
córkę, każde starsze od następnego o ok. rok. Wychowuje je oczywiście
bezstresowo, co przynosi opłakane skutki. Dom trzęsie się w posadach,
dzieciaki rozrabiają jak chcą, nikt nad tym nie panuje. Gdy jeden z chłopców
zwyzywał (niestety, nie w mojej obecności) moją koleżankę, matka chłopca
powiedziała "Piotruś, ładnie ci się zrymowało, ale nie mów takich rzeczy",
czyli w zasadzie go pochwaliła! Już nie raz widziałem, co owe dzieciaki
wyprawiają na ulicy, w autobusie (skakanie po fotelach, na co oczywiście
mamusia nie reaguje). Matka tych dzieci jest osobą bardzo wierzącą, wychowuje
swoje dzieci bez używania jakiejkolwiek formy przemocy. Na wszelkie uwagi
dotyczące zachowania swoich pociech reaguje agresją. Czy wy też macie takie
doświadczenia z bezstresowym chowem dzieci?
Obserwuj wątek
    • lidqa Re: Bezstresowe wychowanie 06.11.05, 20:58
      Ale bezstresowo nie znaczy to samo co bez bicia. BEzstresowo to wogole bez
      zwracania uwagi. Ja mojego dziecka nie bije i bic nie bede a nie wychowuje go
      bezstresowo. Kiedy jest niegrzeczny wynosze go do jego pokoju np. To jest
      totalana porazka - wychowanie bezstresowe i wszyscy od tego odchodzą. Moze są
      wiec na ten temat jakies publikacje i mozna cos jej podrzucic?
      • linka9 nieposłuszeństwo 07.11.05, 09:33
        lidqa napisała:
        > Kiedy jest niegrzeczny wynosze go do jego pokoju

        A co robisz, kiedy wraca, albo nie pozwoli się wynieść po dobroci?
        • lidqa Re: nieposłuszeństwo 07.11.05, 10:24
          nie mam tak, wiec na razie nic nei robie. Po prostu biore wrzeszczącego i
          wynosze, sadzam na krzesle i czekam az sie uspokoi, nie wychodze z pokoju. to u
          mnie dosc szybko dziala i on sie uspokaja i jest w nastroju pojednawczym.
          • linka9 Re: nieposłuszeństwo 07.11.05, 11:14
            lidqa napisała:

            > nie mam tak, wiec na razie nic nei robie.

            Niektóre rady na forum są w stylu porad z głębi sreca zawsze sytego, który radzi
            głodemu, co powinien robić, jak poczuje głód ...

            > Po prostu biore wrzeszczącego i
            > wynosze, sadzam na krzesle i czekam az sie uspokoi, nie wychodze z pokoju. to
            >u mnie dosc szybko dziala i on sie uspokaja i jest w nastroju pojednawczym.

            Tak właśnie, u Ciebie to działa ...
            Ale co do meritum - to się zgadzamy, każda bezsterowość musi mieć swoje granice,
            inaczej jest początkiem stresu u innych osóbsad
            • lidqa Re: nieposłuszeństwo 07.11.05, 14:51
              ale chyba sie nie zrozumialysmy. Ja nikomu nic nei radze. Uwazam ze kazdy
              powinien szukac metody na wlasne dziecko az ją znajdzie. To byl przyklad mojej
              metody na moje dziecko, i ta metoda akurat nie zawiera w sobie bicia. Jakby nie
              poskutkowala to bym szukala innej. Ale nie pozwolilabym sie terroryzowac, ani
              siebie ani innych.
    • haganna Re: Bezstresowe wychowanie 06.11.05, 21:11
      A dla Ciebie Borys dzieci powinny siedzieć grzecznie z rączkami na kolankach?
      Powinna sprać syna za to, że wyzwał koleżankę?
      Wyluzuj Borys, bo coś mi się wydaje, że to ty masz problem. W czym Ci
      przeszkadza, że ona rodzi dzieci rok po roku? Podkreślasz, że jest wierząca -
      co ma piernik do wiatraka? Nie masz większych zmartwień?
    • marghe_72 Re: Bezstresowe wychowanie 06.11.05, 21:55
      misiu borysie.. a jakiego zachowania byś sie spodziewał po matce tych dzieci?
      • mis.borys Re: Bezstresowe wychowanie 06.11.05, 22:00
        Czyli to normalne, że kilkuletnie dziecko wyzywa od kurew i ladacznic spotkaną
        na ulicy kobietę, że skacze w zabłoconych butach po fotelach w autobusie? Jeśli
        tak, to ja tkwię w średniowieczu, "nowoczesne" mamusie.
        • migotka2000 Re: Bezstresowe wychowanie 06.11.05, 22:10
          Nie, to nie jest normalne - a propos wyzywania i pozwalania na skakanie w
          autobusie. Lub może inaczej - jeżeli dla matki tych dzieci jest to normalne to
          ma kobita problem. Matka za jakiś czas spije śmietankę ze swoich metod
          wychowawaczych i oby nie było za poźno na działanie, bo refleksja na niewiele
          się zda, gdy jej dzieci wejdą na głowę albo, nie daj Bóg, dojdzie do jakiegoś
          nieszczęścia.
          • kk27 Re: Bezstresowe wychowanie 07.11.05, 12:08
            matka jest osobą bardzo wierzącą a dziecko zna takie słowa
            jak"k.."itd..hmm....ale żeby było jasne popieram oburzenie co do takich metod
            wychowawczych i uważam,że z takim podejściem nie powinno sie mieć dzieci-bo
            wygląda na to,że ta Pani po prostu MA te dzieci i na tym koniec-wolna
            amerykanka.ile dzieci mają lat?
        • marghe_72 Re: Bezstresowe wychowanie 06.11.05, 22:13
          a nie, nie jest normalne.
          Dlatego warto napisac cos wiecej.. bo akurat skakanie po fotelu nie jest az tak
          straszną rzeczą. Co nie zmienia faktu,ze ja bym nie pozwoliła,,
    • falafala Re: Bezstresowe wychowanie 07.11.05, 10:09
      Bezstresowe wychowanie stalo sie synonimem glupiego wychowania. Czyli wlasciwie
      zupelnego braku wychowania. Powoduje to, ze dzieci nie znja swojego miejsca w
      zyciu, nie czuja zadnych granic, co wyzwala niepewnosc i agresywne zachowanie.
      Znam dwojke dzieci bezstresowo wychowywanych, czyli matka nie zwraca uwagi,
      uwazajac, ze jezeli nie bedzie nic robila, to dziecko przestanie zachwywac sie
      skandalicznie. No wiec 3 latek oklad ja patykiem, robi pokazy wscieklosci,
      pokazuje fuck itd. Jest pocieszajace, ze takie dzieci czesto po wejsciu w swiat
      rowiesnikow zaczynaja byc przez nie uczone, i to je naprostowuje, ale nie
      zawsze. Dziecko musi znac swoje granice i rodzice musza byc w tym konsekwentni,
      jest wiele sposobow na pokazanie mu tych granic,ale trzeba je stosowac.
    • koza_w_rajtuzach Re: Bezstresowe wychowanie 07.11.05, 12:12
      mis.borys napisał:

      > Pisałem na innym forum,ale było mało odpowiedzi:

      A może to nie chodzi o to, że było mało odpowiedzi, ale nie było odpowiedzi,
      które satysfakcjonowałyby Ciebie?
      Pewnie spodziewałeś się, że ktoś Ci odpisze, że trzeba smarkacza w obecności
      Twojej koleżanki wychłostać? I dlaczego napisałeś, że niestety nie było Cię
      przy całym zajściu? A co byś zrobił? Może zlinczowałbyś Piotrusia publicznie?
      W sumie nie było Cię przy całym zajściu i nie wiesz czy Twoja znajoma trochę
      nie koloryzuje tego, co się wydarzyło. Tak czy inaczej kobieta zwróciła dziecku
      uwagę, wyraźnie zaznaczając, że jej się to nie podoba. Może nie lubi rozwlekać
      spraw publicznie, nie lubi robić scen, być może z dzieckiem odbyła poważną
      rozmowę w domu, ale tego przecież wiedzieć nie możesz. No bo niby skąd? A że
      dzieci skaczą w autobusie po fotelach, to jeszcze nic strasznego, bo dzieci już
      tak mają, takie dziwne już z nich stworzenia. Pewnie już nie pamiętasz jak to
      było, gdy byłeś mały? A może uważasz, że powinna całą czwórkę zlać w tym
      autobusie? Na pewno wszystkim byłoby przyjemnie podczas jazdy słysząc płacz
      maluchów. Jasne, że powinna zwrócić uwagę na ich złe zachowanie, kazać usiąść
      spokojnie, a one powinny się grzecznie posłuchać, ale może wie, że wcale by to
      tak nie wyglądało. Czworo dzieci zaaferowanych zabawą może wcale nie słyszeć
      tego, co matka do nich mówi i nie wynika to z tego, że są nieposłuszne,
      okropne, krnąbrne, ale z tego, że są beztroskie, że ich myśli krążą gdzie
      indziej. Wcale nie muszą być od razu złe, zepsute, źle wychowane. Może ta matka
      godziny poświęca każdemu z osobna, aby nauczyć pewnych zasad?
      Sama gdy byłam dzieckiem znałam rodzeństwo, które w domu skakało po szafach,
      wiecznie łobuzowało, przez co wiele osób zarzucało, że są źle wychowani. Ich
      zachowanie jednak nie wynikało z tego, że byli niedopilnowani, ale z tego, że
      mieli nadmiar energii, z czym nie do końca potrafili sobie poradzić. Wyrośli na
      mądrych, poważnych ludzi.

      A jeśli rozumieć bezstresowe wychowanie, jako wychowanie bez przemocy to w
      pełni popieram.
      Jeśli zaś rozumieć jako wychowanie bez żadnych zasad, to nie popieram.

      Gdyby moje dziecko wyzwało jakąś kobietę, to na pewno bym go nie wychłostała
      publicznie. Za to w domu poświęcałabym dużo czasu na rozmowę. Dzieci bardzo
      często nie radzą sobie z różnymi emocjami i stąd na pewno wynikało takie
      zachowanie.
      Ja bym z dzieckiem próbowała dojść do tego, skąd wzięła się w nim taka złość w
      stosunku do tej kobiety i postarałabym się razem z nim zaradzić co zrobić, aby
      nie doszło więcej do takich sytuacji. Starałabym się pomóc radzić z emocjami, a
      bicie spowodowałoby co najwyżej, że dziecko nauczyłoby się tłamasić w sobie
      pewne rzeczy, nie natomiast z nimi radzić.
      • mama.ludzika Re: Bezstresowe wychowanie 07.11.05, 13:35
        Nie rozumiem niektórych wypowiedzi. Do niczego konstruktywnego nie prowadzą.
        Przeciwstawianie skandalicznego zachowania dzieci i totalnej niewydolności
        matki jakimiś bezsensownymi i okrutnymi propozycjami typu "wychłostanie", jest
        kompletnie nie na miejscu.
        Po pierwsze chodzi o to, że te dzieci wiedzą, że matka daje im PRZYZWOLENIE na
        tego typu zachowania. Inna rzecz, kiedy matka nie pozwala, a dziecko jest
        nieposłuszne, a co innego, kiedy dziecko nie czuje kompletnie żadnych hamulców
        i granic i ma poczucie bezkarności.
        Ta mama powinna naprawdę zastanowić się nad tym, co robi! I w ogóle dziwi mnie
        ten stan rzeczy, bo do tej pory mogłam przekonać się, że dzieci wychowywane "w
        stadzie", zachowują się zazwyczaj lepiej, niż np. w parze. Opiekują się sobą
        nawzajem, zajmują, bawią, nie myślą "ja", tylko "my".
        Druga rzecz, to taka, że jeśli matka jest sama, a nad dziećmi nie panuje, to w
        ogóle niech nie jeździ autobusami. Jak się zachowują na ulicy? Na przejściu?
        Czy to w ogole ma sens?
        Wiem, jakie są dzieci i na co ich stać. Gdyby takie zdarzenia były
        incydentalne, nie ma sprawy, przecież dzieciństwo to nauka zachowania. Ale
        jeśli to się dzieje non stop, to nie wystarczy "poświęcac dużo czasu na
        rozmowę". Bla, bla, bla, bla. W takiej sytuacji potrzeba po pierwsze wysłać
        mamę do psychologa i po drugie opracować rozsądny plan działania. Rewolucyjny.
      • roza06 Re: do koza w rajtuzach 07.11.05, 13:39
        Najpierw to ty urodz to dziecko a póżniej wypowiadaj sie na temat wychowywania
        dzieci. Jest taka dziwna "moda" na traktowanie dzieci jak dorosłych. Dzieci
        inaczej pojmuja pewne dzieci i często nawet nie rozumieja tego co rodzice do
        nch mówia. Oczywiscie nie twierdze że dzieci powinno sie bić. Ja sama mam
        dwójkę dzieci, nie bije ich ale mimo wszystko wiedza co można a czego nie. Nie
        wyobrażam sobie sytuacji w której moje dzieci wyzywaja obcych ludzi. Dla mnie
        jest to jednoznaczne ze złym wychowaniem tych dzieci. Od dłuższego czasu
        mieszkam w Irlandii. W POlsce jeszcze tego tak nie widac ale tu skutki
        bezstresowego wychowywania dzieci są opłakane.
        • koza_w_rajtuzach Re: do koza w rajtuzach 08.11.05, 13:57
          > Najpierw to ty urodz to dziecko a póżniej wypowiadaj sie na temat
          wychowywania
          > dzieci.

          Jak urodzę dziecko, to na pewno będę miała więcej do powiedzenia na temat
          wychowania, ale nie uważam, abym nie mogła się już teraz wypowiedzieć. Jestem
          na tyle jeszcze młoda, że pamiętam doskonale własne dzieciństwo, własne
          uczucia, sposób myślenia, własne czasem irracjonalne dla dorosłych zachowania,
          które jednak zawsze z czegoś wynikały. Poza tym uczestniczyłam czynnie w
          wychowaniu swojej siostry, która do łatwych dzieci zdecydowanie nigdy nie
          należała.

          > Jest taka dziwna "moda" na traktowanie dzieci jak dorosłych.

          Sama byłam tak wychowywana. Miałam prawo wypowiedzieć się w każdej kwestii,
          moje zdanie było brane pod uwagę przez co czułam się osobą ważną i szanowaną.
          Nie uważam, aby w tej modzie było coś złego. Trzeba tylko mieć to na uwadze, że
          każde dziecko jest inne i do każdego należy mieć inne podejście. W wychowaniu
          nie powinno się lecieć schematami, czy sugerować się jakąś "mądrą" książką,
          trzeba po prostu wgłębić się w psychikę własnego dziecka i samemu ocenić jaką
          metodę wychowawczą zastosować. Bicie dla mnie to jest pójście na łatwiznę.

          > Dzieci
          > inaczej pojmuja pewne dzieci i często nawet nie rozumieja tego co rodzice do
          > nch mówia.

          Jasne, że tak. Dlatego trzeba dużo cierpliwości i zrozumienia.

          > Oczywiscie nie twierdze że dzieci powinno sie bić. Ja sama mam
          > dwójkę dzieci, nie bije ich ale mimo wszystko wiedza co można a czego nie.

          Widocznie jesteś dobrą matką, skoro umiesz wyznaczyć im pewne granice bez
          użycia artumentów siłowych. A może po prostu masz takie dzieci, którym
          wystarczy wytłumaczyć i do nich to dociera (prędzej czy później).

          > Nie
          > wyobrażam sobie sytuacji w której moje dzieci wyzywaja obcych ludzi. Dla mnie
          > jest to jednoznaczne ze złym wychowaniem tych dzieci.

          A ja właśnie nie odważyłabym się powiedzieć, że skoro jakieś dziecko kogoś
          wyzwało, to jest to równoznaczne ze złym wychowaniem. Są dzieci mniej
          problemowe, bardziej problemowe i są dzieci bardzo kłopotliwe.
          Moja siostra należy właśnie do takich dzieci, które potrafią kogoś wyzwać.
          Fakt, rodzice nie wyznaczali jej we wczesnym dzieciństwie pewnych granic tak
          jak należy, z czułością uśmiechali się jak jako mały rozkoszny szkrab weszła do
          sklepu za ladę, czy powiedziała "pani jest be", czy wystawiła malutki języczek
          do jakiejś obcej osoby. Ale też reakcje otoczenia na nią były przyjazne.
          Myślę, że to zakodowało jej w głowie, że jak zachowa się w sposób niegrzeczny,
          to wszystkim się to podoba. Teraz ma już 8 lat, z rozkosznego szkraba mało już
          zostało, a te z pozoru niewinne zachowania przemieniły się w chamstwo, brak
          szacunku do kogokolwiek. Rodzice nie popierają jej zachowań, wstydzą się, łapią
          się za głowę jak kogoś znieważy, obrazi, ale wszelkie sposoby dotarcia do niej
          okazują się bezsensowne. Krzyk - nie skutkuje, tłumaczenie - co najwyżej na
          krótką chwilę, nie zwracanie uwagi - również bez skutku, a ukaranie - to się
          mści potem na nich, bo zaczyna ich terroryzować (rozwala wszystko w domu,
          straszy dzwonieniem na policję). Wiem, że nie wychowali jej najlepiej, ale
          zrozumieli swoje błędy i pomimo tego, że od kilku lat starają się jak tylko
          mogą by coś w niej zmienić, to nie znaleźli żadnej metody, która byłaby dobra i
          skuteczna. Mam już dość słuchania "mądrych" i "życzliwych" ludzi na temat tego,
          że rodzice ją źle wychowują, tak samo mam dość patrzenie na łzy mojej mamy z
          powodu mojej siostry.
          Jeszcze jedno. Mój brat też był problemowy. Fakt, że przed rodzicami czuł
          pewien respekt, dorosłych nie wyzywał, sprawiał wrażenie grzecznego chłopca,
          ale często w domu miał ataki szału, potrafił wszystko wokół siebie połamać,
          popsuć, uderzać swoją głową o ścianę. Kumulował w sobie wiele negatywnych
          uczuć, ale dawał temu wszystkiemu upust, jak już zbyt wiele się tego nazbierało
          (zwykle jak rodzice wyszli z domu). Obrywałam wtedy od niego za nic, kilka razy
          pobił mnie do utraty przytomności. Ja byłam tak samo wychowywana jak brat, ale
          nie było we mnie agresji, byłam dzieckiem, które chciało się bez przerwy
          przytulać, które potrzebowało ciepła i miłości i które litowało się nad całym
          światem. Zastanawiam się więc, czy na pewne zachowania dzieci nie może mieć
          wpływu genetyka. Niektóre dzieci wychowane bezstresowo, bez większego
          zaangażowania rodziców, bez większej troski są - o dziwo - grzeczne i
          zdyscyplinowane, a niektóre dzieci, którym rodzice dużo tłumaczą, mnóstwo czasu
          poświęcają, są krnąbrne i nieposłuszne.

          > Od dłuższego czasu
          > mieszkam w Irlandii. W POlsce jeszcze tego tak nie widac ale tu skutki
          > bezstresowego wychowywania dzieci są opłakane.

          Jasne, bo wychowanie bez żadnych zasad nigdy nie przynosi niczego dobrego.
          Ale jedno wiem - nie ma panaceum na dobre wychowanie dzieci. Ja bym nie
          oceniała zbyt surowo osób, których dzieci "nie są takie jak należy".
          • kk27 Re: do koza w rajtuzach 08.11.05, 15:05
            koza...też miaszkalam w irlandii i opiekowalam się tam dziećmi(czwórką)zgadzam
            się z tobą,że skutki ich wychowania bezstresowego są opłakana,a z własnym
            doświadczeń wiem,że dzieci czasami potrzebują wyznaczenia im granic.kiedy
            przyjechałam do irlandii czasami płakałam ze złości bo dzieciaki były takie
            wredne a ja poza słowną reprymendą nie mogłam nic zrobić...kiedy wyjeżdżałam to
            one płakały - pomimo,że wymagałam od nich i wiedziały,że nie mogą przekraczać
            pewnych granic(które mogły przy mamie swojej!).swoją drogą Koza...pozdrów ode
            mnie Eiresmile
      • monika123452 Re: Bezstresowe wychowanie 07.11.05, 13:43
        Moja córka ma 2,5 roku i jest "kapryśną terrorystką". Obecnie jestem w domu i
        ją wychowuję, karmie piersią, kupuje prawie wszystko (w granicach rozsądku),
        pozwalam na wiele. Jest bardzo mądrą,fajną dziewczynką, umie wierszyki,
        piosenki,czytamy książeczki,bawimy się razem, przytulamy itd. Ale przychodzą
        takie momenty, że szlag mnie trafia, piszczy, wrzeszczy, a jak się nakręci to
        nic jej nie uspokoi. Dzieje sięto przeważnie gdy ktoś jest u nas, lub my gdzieś
        wyjdziemy. A najgorzej jest w sklepie i na ulicy. Niewiem jak postępować w
        takich momentach, kiedyś krzyczałam na nią, późnij dałam klapsa, innym
        razem "stoicki spokój", i w domu tłumaczyłam, pytałam się dlaczego tak robi, a
        ona że nie chciała, że więcj już nie będzie. A następnego dnia w sklepie tak
        samo i tak jest już od prawie roku. W każym sklepie nas już znają.A najgorsi są
        ludzie, którzy przyglądają sięi albo uważają mnie za wyrodną matke, bo krzycze
        na dziecko i daje mu klapsa, a gdy nie reagujęteż krzywo patrzą. Wiele czytałam
        na temat kapryśnych dwulatków, ale nikt konkretnie nie pisze jak się zachowywać
        w takich przypadkach, jak reagować.
      • mis.borys Do kozy 07.11.05, 18:49
        Odpowiem w kolejności jaka mi się podobasmile
        1. Koleżanka na pewno nie koloryzuje. Nie tylko ją spotkały takie wyzwiska z
        ust tych dzieci.
        2. Co ja bym zrobił? Z pewnością zwrócił uwagę, ale MATCE. Nie zrozumiałaś, że
        ona go pochwaliła? Dziecko ucieszyło się, że zrobiło coś dobrego, tzn. że
        ładnie rymuje.
        3. W autobusie sytuacja dotyczyła tylko matki i dwójki dzieci. Mamusia nie
        zwróciła dzieciom praktycznie żadnej uwagi, która by do nich dotarła.

        Więcej napiszę, jak będę miał czassmile
        • haganna Re: Do kozy 08.11.05, 16:19
          Ad.1. Wiesz, byłam baaaardzo grzecznym i cichym dzieckiem. Kiedyś wyzwałam
          swoją wychowawczynię, przy całej klasie. Miałam wtedy dziewięć lat.
          Należało się kobiecie - nie żałuję tego do dziś.
          Czasem dorośli mają to na co zasługują i są święcie oburzeni jaka to
          dzisiejsza "młodzież" rozwydrzona, albo jakie to bezstresowe wychowanie
          przynosi efekty.
          Masz informację z drugiej ręki. Mam ograniczone zaufanie do takich "rewelacji"
          opowiadanych przez osobę "pokrzywdzoną".
          Ad.2. Niby pochwaliła, ale zwróciła uwagę, żeby tego nie robił. Dla mnie - do
          przyjęcia.
          Ad.3. Czyli jednak zwracała uwagę. Co według Ciebie miałaby zrobić?
    • fabianzs5 Re: Bezstresowe wychowanie 07.11.05, 14:59
      Ja stosuje takie postępowanie z synkiem, choć pod tym pojęciem każdemu może
      kojarzyc się zupełnie coś innego. Na swojego małego nie krzyczę, nie biję. Nie
      wiem, czy on po prostu jest jakimś wyjatkiem, czy coś innego. Według
      niektórych, a może większości, bezstresowe wychowanie prowadzi do rozwydrzenia
      się dziecka. W moim przypadku przyniosło to odmienne efekty. Remik jest
      posłuszny, można z nim porozmawiać, a w czasie jakiegokolwiek sporu wysłucha
      mojej opini i czekja na propozycję korzystnego wyjścia z sytuacji. Jeśli chodzi
      o zachowanie, jest cichy, grzeczny, nie sprawia problemów, choć czasami (jak
      każde dziecko) lubi się wyszaleć, ale bez przesady.
    • mallard Re: Bezstresowe wychowanie 07.11.05, 15:15
      mis.borys napisał:

      Matka tych dzieci jest osobą bardzo wierzącą,
      Na wszelkie uwagi
      > dotyczące zachowania swoich pociech reaguje agresją.

      To nie jest osobą bardzo wierzącą. Jest dewotką.

      Pozdrawiam
    • nangaparbat3 Re: Bezstresowe wychowanie 07.11.05, 17:36
      Co do samego teraminu panuje jakies okropne nieporozumienie, co juz ktos
      zresztą wyzej zauważył. "Bezstresowe wychowanie" nie oznacza wcale braku
      wychowania, braku stawiania granic i uczenia zasad. Rzecz w tym JAK uczyć, i
      jak daleko posuwać sie w stawianiu granic.
      Moją własną corkę co prawda dwa razy zlałam (ręką po pupie) i zdarzało mi sie
      na nią nakrzyczeć, ale myslę, że mogę powiedzieć, że wychowywałam ją
      bezstresowo. To znaczy: nie zmuszałam do spania, kiedy miała kilka miesięcy,
      nie zmuszałam do jedzenia (nigdy), pozwalałam decydować o własnych sprawach od
      kiedy tylko sie dało (na przykład w przedszkolu sama decydowała, w co sie
      ubierze), pozwalałam rysować po ścianach,naśmiewać sie z matki, bać się,
      leniuchować, mieć bałagan w pokoju, właściwie pozwalałam zawsze na wszystko, o
      ile tylko nie było to niebezpieczne albo nie krzywdziło innych. Dla siebie
      zachowałam prawo veta (bardzo rzadko używane, ale jesli już - skutecznie.)
      Moje dziecko ma 14 lat - jest odpowiedzialne, zrównoważone, pilne i bardzo
      twórcze. Jest tez bardzo wrażliwe i niesmiałe, ale kiedy trzeba, potrafi
      sprzeciwic się całej klasie. Nigdy nie zapłakała przy zastrzyku czy pobieraniu
      krwi. Prawie nigdy z powodu zranienia. Ale przeżywała zawsze bardzo mocno
      wszystkie sytuacje, kiedy czuła się upokorzona, traktowana bez szacunku
      (takiego, jaki nalezy się każdemu człowiekowi bez względu na wiek).
      W autobusie od kiedy skończyła jakieś 5 lat po prostu nie siada, a wczesniej
      tez po siedzeniach nie skakała.
      Proszę, przestańcie mylić "bezstresowe wychowanie" z postawą obojętności wobec
      dziecka i tego, co robi, co czuje, co sie z nim dzieje.
      • aw271 Re: Bezstresowe wychowanie 08.11.05, 10:37
        Wychowanie i beztresowe nawzajem sie wykluczaja!Kazdy musi wiedziec co mu wolno,
        a co nie!Dziecko jest za male zeby wiedziec co ma robic, to my rodzice
        powinnismy wskazac mu droge.Cale zycie to jeden wielki stres i lepiej
        podstawowych regul nauczyc sie w domu.
        • haganna Re: Bezstresowe wychowanie 08.11.05, 16:13
          Pitu-pitu!
          Tyle teorii, praktyka jest różna wink.
          • figrut Re: Bezstresowe wychowanie 08.11.05, 20:50
            Święta,święta racja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka