aja.mama
16.11.05, 13:01
witajcie,
chciałam Was prosić o radę.
Mamy dwoje dzieci w wieku szkolnym (2 lata różnicy), chodzą do tej samej
szkoły.
Córka (starsza) uczy się nie najgorzej, ale kosztuje ją to sporo pracy.
Matematyka jest jej wrogiem numer 1. Czasem nie rozumie jakby b. prostych
działań, zasad, wzorów itp. Oceny z innych przedmiotów ma dobre.
Nasz syn chodzi na razie do klasy II szk. podst.
Od początku nauki radzi sobie b. dobrze. W tej chwili jest przez
wychowawczynię (tzn. nauczycielkę n.z.) oceniany jako najlepszy w klasie.
Jest dobry i w matematyce i w języku polskim. Nauka przychodzi mu jakby "sama
z siebie".
I teraz, w czym rzecz:
Mam kłopot z rozmową z dziećmi o ich postępach w nauce. Staram się bardzo
patrzeć na każde z dzieci oddzielnie. Tłumaczyć sobie i im, że każdy ma inne
talenty i jeden jest dobry w tym, drugi w czym innym.
Córka jednak dość mocno przeżywa fakt, że młodszy brat uczy się od niej
lepiej. Wydawałoby się, że nic prostszego, jak wziąć się do nauki. Ale ona
chyba nie jest w stanie go "przeskoczyć", jeśli to ma na celu. Syn np. lepiej
liczy (matematyka), mimo że jest o 2 klasy niżej.
Ja kocham córkę taką jaka jest. Chciałabym, żeby dostała się za kilka lat do
gimnazjum o dość dobrym poziomie, ale nie jest to cel najważniejszy.
Chciałabym raczej, żeby umiała przyjąć i zaakceptować, że ma takie
umiejętności i już. Ale dla niej ta sytuacja jest mało komfortowa.
Ona się stale równa do syna. Często się złości, że ona w drugiej klasie nie
potrafiła tak liczyć. Czemu więc brat to potrafi? Córka widzi, że syn dużo
krócej odrabia lekcje, przez co ma więcej czasu na zabawę z kolegami, na
swoje zajęcia.
Z kolei dużą trudność sprawia mi radość z sukcesów syna, które odnosi po
każdym sprawdzianie, kartkówce czy odpytaniu.
Efekt jest taki, że każdy sukces córki wychwalamy razem z mężem (żeby poczuła
się wzmocniona), podczas gdy sukcesy syna są zauważane - owszem, ale bez
takiego podkreślenia jak u córki, żeby nie zrobić jej przykrości (byłoby to
po prostu sporo częstsze niż u niej). Zbyt mało jest chwil, gdy dzieci są
osobno. O podobnych porach przychodzą ze szkoły, gdy naturalnym jest mówienie
o tym, co się działo w ciągu dnia.
Czuję się nieco zagubiona, dlatego proszę o radę.
B.