Dodaj do ulubionych

jak karać w szkole

16.11.05, 18:50
Kiedyś dzieci w szkole były karane w przeróżny sposób za swoje nieodpowiednie
zachowanie w szkole - pamiętacie metody stosowane "za naszych czasów". Teraz
nauczyciel niewiele może w kwestii karania. Jak więc karać, za złe zachowanie
uczniów? Co nie godzi w prawa dziecka, jest jednocześnie karą i przynosi
rezultat? Zapraszam do refleksji na ten temat.
Obserwuj wątek
    • lola211 Re: jak karać w szkole 16.11.05, 20:46
      Za moich czasów wpisywano uwagi do dzienniczka, a nieusprawiedliwione
      nieobecnosci odrabialo sie w sobote sprzatajac boisko.Innych kar nie pamietam.
      Dzis mysle, tez spełniłoby to role.

    • no-surprises Re: jak karać w szkole 16.11.05, 20:59
      Wpisywać informację do rodziców, prosić o kontakt, rozmawiać z nim w obecności
      dziecka.
      Prosić o przygotowanie jakiegoś materiału (przeszkadza w lekcji, zabiera klasie
      czas na przedstawienie wiadomości przez n-la) robi np. gazetkę.
      Wysłać do pedagoga szkolnego.
      Nie pozwolić wziąć udziału w zabawie, wyjeździe.

      Stosuję te sposoby po wyraźnym, nieraz kilkakrotym, ostrzeżeniu. Wówczas uczeń
      ma świadomość, że ponosi konsekwencje swych działań.
      • lidqa Re: jak karać w szkole 16.11.05, 21:23
        uwaga, telefon do rodzicow, 50 dodatkowych przykladow (ucze matmy) ...
        generalnie na niektorych nic nei dziala, bo rodzice ich olewają, albo nie mają
        telefonu, nie przychodzą nawet na wezwanie listem poleconym, a jedynka za brak
        zadania ... kolejna, 11-ta czy 12-ta jedynka... kogo to obchodzi...
    • roman.gawron Re: jak karać w szkole 16.11.05, 21:28
      manga79 napisała:

      > Kiedyś dzieci w szkole były karane w przeróżny sposób za swoje nieodpowiednie
      > zachowanie w szkole - pamiętacie metody stosowane "za naszych czasów". Teraz
      > nauczyciel niewiele może w kwestii karania.

      Gadanie, że niewiele.

      > Jak więc karać, za złe zachowanie uczniów?

      Tak samo jak swoje własne dzieci w analogicznych sytuacjach, prócz kar
      cielesnych, które jako tzw. kontratyp karcenia małoletnich dozwolone są
      wyłącznie rodzicom.

      > Co nie godzi w prawa dziecka, jest jednocześnie karą i przynosi rezultat?

      Każda normalna kara pedagogiczna (prócz ww. cielesnych) wymierzana przez
      nauczyciela działającego w ramach uprawnień i obowiązków służbowych jest
      legalna i nie godzi w prawa dziecka, bo nauczyciel ma prawo karać z mocy ustawy.
      Za "normalną" uważam każdą karę, którą mogę zastosować też jako ojciec,
      chrzestny lub osoba prowadząca rodzinny dom dziecka.
      • gaika Re: jak karać w szkole 16.11.05, 23:58
        roman.gawron napisał:

        >Każda normalna kara pedagogiczna (prócz ww. cielesnych) wymierzana przez
        >nauczyciela działającego w ramach uprawnień i obowiązków służbowych jest
        >legalna i nie godzi w prawa dziecka, bo nauczyciel ma prawo karać z mocy
        ustawy.
        >Za "normalną" uważam każdą karę, którą mogę zastosować też jako ojciec,
        >chrzestny lub osoba prowadząca rodzinny dom dziecka.


        Nawet jeśli przyjąć Twoje założenie smile, to jest ono czysto teoretyczne.
        Nauczyciel nie zastosuje : szlabanu na komputer czy telewizje, spotkania z
        kolegami, wyjścia na podwórko, prywatkę, odmowy kupna drogiego prezentu i co
        tam jeszcze rodzice maja w zanadrzu. Zestaw kar jest więc inny dla obu stron.
        Nauczyciel może stosować metody odpowiednie i do sytuacji i do możliwości.
        Oczywiście zgadzam się z Tobą, ze nie jest ubezwłasnowolniony.
        Ktoś już napisał o zakazie wyjazdu na wycieczkę, wezwaniu rodziców, obniżeniu
        oceny, czy pracy na rzecz szkoły.
        Jednak to co wydaje mi się najważniejsze to przywrócenie w szkołach roli
        nagrody. Większość pedagogów zdaje się zapominać, ze jest ona dużo bardziej
        efektywna niż kara.
      • linka9 Re: jak karać w szkole 17.11.05, 09:27
        roman.gawron napisał:

        > Gadanie, że niewiele.

        Na ogół popieram Twoje wypowiedzi, niemniej nie pierwszy raz już zamiast
        konkretów piszesz hasła, slogany. Prawda jest taka, że jeśli rodzice
        współdziałają ze szkołą, odpowiednio postępują z dzieckiem, to nauczyciel ma
        pole do popisu. Natomiast przy niektórych postawach rodziców i charakterze
        dziecka, niestety, niewiele mogą.

        > Tak samo jak swoje własne dzieci w analogicznych sytuacjach, prócz kar
        > cielesnych, które jako tzw. kontratyp karcenia małoletnich dozwolone są
        > wyłącznie rodzicom.

        A konkretnie?

        > Za "normalną" uważam każdą karę, którą mogę zastosować też jako ojciec,
        > chrzestny lub osoba prowadząca rodzinny dom dziecka.

        Gaika już dała odpowiednią ripostę...
    • gaika Re: jak karać w szkole 17.11.05, 00:00
      manga79 napisała:

      >Kiedyś dzieci w szkole były karane w przeróżny sposób za swoje nieodpowiednie
      >zachowanie w szkole - pamiętacie metody stosowane "za naszych czasów". Teraz
      >nauczyciel niewiele może w kwestii karania. Jak więc karać, za złe zachowanie
      >uczniów? Co nie godzi w prawa dziecka, jest jednocześnie karą i przynosi
      >rezultat? Zapraszam do refleksji na ten temat.


      A które to metody odłożono do lamusa?


      • joanna9920 Re: jak karać w szkole 17.11.05, 09:12
        do lamusa odłożono naganę na piśmie/naganę odczytaną na sali gimnastycznej przy
        wszystkich uczniach,zawieszenie w prawach ucznia,przeniesienie do innej klasy
        lub szkoły.nauczyciel może tylko wezwać rodzica ,wpisać uwagęlub obniżyć ocenę
        ze sprawowania.mój syn jest notorycznie atakowany na przerwach czasem na
        lekcjach i bity po szkole.jeżeli inni rodzice olewają to dlaczego dziecko ma
        zmienić zachowanie?nie musi ,bo szkoła może tylko tłumaczyć i pilnować żeby nie
        zaczepiali mojego syna.poradzono mi zgłosić sprawę do dzielnicowego a póżniej
        do sądu.kiedyś tak nie było.szkoła miała możliwość dyscyplinowania
        uczniów.nawet rodzice nie musieli chodzić do szkoły oprócz zebrań.mój syn w
        piatej klasie musi być zawożony do szkoły i odbierany.dodam ze jest dzieckiem z
        zaburzeniami emocjonalnymi i zach owuje się inaczej niż reszta klasy.nie ma
        kolegów nigdy u nikogo nie był w domu.daje się podpuszczać ,koledzy mają
        zabawę,a on póżniej za to płaci.łatwo wyprowadzidz go z równowagi wyzwiskami
        typu mutant lub psychiczny.dzieci doskonale wiedzaco zrobić żeby zdenerwować
        syna i rozwalić lekcję.dodam że nauczyciele są po mojej stronie ale nie mogą
        nic zrobić ,jeżeli inni rodzice nie zgodzą się na współpracę.
        • lidqa Re: jak karać w szkole 17.11.05, 11:13
          "Jednak to co wydaje mi się najważniejsze to przywrócenie w szkołach roli
          nagrody. Większość pedagogów zdaje się zapominać, ze jest ona dużo bardziej
          efektywna niż kara."

          ja pameitam, ale o ile w teorii to jest piekne o tyle w praktyce sprawdza sie
          srednio niestety. Są dzieci ktore jesli im sie zacznie udawac beda pracowac
          wiecej, ale ja mam akurat taką trojke ze jak tylko pochwale to zaraz koniec
          tego dobrego. I to sie kloci z moimi przekonaniami! śa tacy ktorzy jak juz
          dostaną 8 pał to biorą sie do nauki, dostają 4 trójki i uznają ze wystarczy
          zeby miec 2 na koniec. Dodam ze ucze w podstawowce i oni mają po 11-12 lat!

          Szkola z jakichs prawnych powodow nie moze wyciągnąc ucznia na karnym apelu na
          srodek, nei pamietam czamu. Wywalenie ze szkoly nei wchodzi w dzisiejszych
          czasach w gre, z zawieszeniem sie nei spotkalam nawet u takich co wybijali
          nauczycielom szyby w oknach, a praca na rzecz szkoly??? zmusz 17-latka zeby ją
          wykonal big_grin NO batem??? powie ci ze nie i co mu zrobisz? rodzicow wezwiesz? a
          jesli chodzi o podstawowke to najpierw rodzice musza sie zgodzic na taki rodzaj
          kary (wszyscy, a do niektorych to bym musiala chyba do domu isc) nastepnie
          jesli zostawisz ucznia po lekcjach zeby cos robil, musisz zoztac z nim i go
          pilnowac. A ja mam kurcze swoje dziecko z nianą ktorej place za opieke nad nim,
          i tak siedze w szkole conajmniej 5 godzin tygodniowo za darmo, plus praca w
          domu i nie bede jeszcze zostawac zeby ganiac za jakims ancymonkiem ...
          • linka9 Re: jak karać w szkole 17.11.05, 21:52
            lidqa napisała:

            > ale o ile w teorii to jest piekne o tyle w praktyce

            No właśnie, teorie bywają piękne ...
            Praktyka zależy od tylu czynników ...
          • gaika Re: jak karać w szkole 17.11.05, 22:33
            lidqa napisała:

            >ja pameitam, ale o ile w teorii to jest piekne o tyle w praktyce sprawdza sie
            >srednio niestety.

            No, ale powiedz szczerze czy miałaś kiedyś do czynienia ze szkołą, która tę
            teorię wprowadziła w życie? Tak od początku do końca : z jednolitymi regułami
            nagród i konsekwencji, ze stałością poczynań. I w dodatku to nie zadziałało.
            Wątpię, a więc i Twoja krytyka jest czysto teoretycznawink

            >Są dzieci ktore jesli im sie zacznie udawac beda pracowac
            >wiecej, ale ja mam akurat taką trojke ze jak tylko pochwale to zaraz koniec
            >tego dobrego. I to sie kloci z moimi przekonaniami! śa tacy ktorzy jak juz
            >dostaną 8 pał to biorą sie do nauki, dostają 4 trójki i uznają ze wystarczy
            >zeby miec 2 na koniec. Dodam ze ucze w podstawowce i oni mają po 11-12 lat!

            Jeżeli myślisz, ze wieku 11 lat jakiś ancymon nagle zamieni się w anioła na
            skutek jednej czy kilku pochwał, to Twoje oczekiwania są nierealistycznesmile.
            Dziecko musi mieć do czynienia ze spójnym systemem wychowawczym od początku
            szkoły (jeszcze lepiej przedszkola). Kiedy ganiony przez cale życie nastolatek
            nagle zostanie pochwalony, to dla niego żaden komunikat. Ot, wypadek przy pracy.
            Jeśli ktoś ma osiem pał to już tonie, wiec bierze się do roboty, żeby utrzymać
            się na powierzchni. Ale czy to zmienia jego nastawienie do szkoły, jego
            motywację do nauki?

            >Szkola z jakichs prawnych powodow nie moze wyciągnąc ucznia na karnym apelu na
            >srodek, nei pamietam czamu.

            Ja wiem dlaczego, ale to nieistotne. Tak czy siak uważam te metodę za chybioną.
            Negujesz możliwość zastosowania nagrod, ale to wlasnie publiczne nagradzanie i
            chwalenie jest jak najbardziej skuteczne, a kary powinny być nieuchronne, ale
            niekoniecznie ogłaszane na apelu szkolnym.


            > Wywalenie ze szkoly nei wchodzi w dzisiejszych
            >czasach w gre

            Trudne, ale możliwe.

            > z zawieszeniem sie nei spotkalam

            Bo jest prawnie zabronione, ale uważam, ze bez sensu. To chyba jedyna metoda,
            która została odebrana szkole, a rzeczywiście stanowiła dobry środek
            interwencyjny.

            >a jesli chodzi o podstawowke to najpierw rodzice musza sie zgodzic na taki
            rodzaj
            >kary (wszyscy, a do niektorych to bym musiala chyba do domu isc) nastepnie
            >jesli zostawisz ucznia po lekcjach zeby cos robil, musisz zoztac z nim i go
            >pilnowac.

            Od tego są kontrakty na początku roku, żeby było jasne i dla uczniów i dla
            rodziców czego się można spodziewać w razie łamania szkolnych reguł. Nie trzeba
            się wtedy indywidualnie dobijać do każdego rodzica. A już w ogóle nie trzeba
            pytać opiekunów o możliwość pozostawienia dziecka na przerwie w klasie.

            >A ja mam kurcze swoje dziecko z nianą ktorej place za opieke nad nim,
            >i tak siedze w szkole conajmniej 5 godzin tygodniowo za darmo, plus praca w
            >domu i nie bede jeszcze zostawac zeby ganiac za jakims ancymonkiem ...

            Nie wiem co Ci na to odpowiedzieć, bo dawniej gdy uczeń zostawał "w kozie",
            siedział z nim w tym czasie nauczyciel.

            • lidqa Re: jak karać w szkole 17.11.05, 23:00
              No, ale powiedz szczerze czy miałaś kiedyś do czynienia ze szkołą, która tę
              > teorię wprowadziła w życie? Tak od początku do końca : z jednolitymi regułami
              > nagród i konsekwencji, ze stałością poczynań. I w dodatku to nie zadziałało.
              > Wątpię, a więc i Twoja krytyka jest czysto teoretycznawink

              Ostatnio pisalam z uczniami nasz klasowy kodeks ucznia i wlasnie nagrody bylo
              nam najtrudniej wymyslic. Moze ty cos wymyslisz... Poza tym uczniowie ktorzy
              sie zachowują ciagle ok są nagradzani, a nawet jesli nei są to i tak są
              grzeczni bo tak. A ci ktorzy sie zachowują źle ... ciezko ich nagradzac na
              apelu bo na 10 zlych zachowan jest jedno ok. Ale bardzo jestem ciekawa twoich
              propozycji bo jak na razie tylko odnioslas sie do mojego listu a sama nic nie
              zaproponowalas

              Jeżeli myślisz, ze wieku 11 lat jakiś ancymon nagle zamieni się w anioła na
              > skutek jednej czy kilku pochwał, to Twoje oczekiwania są nierealistycznesmile.
              > Dziecko musi mieć do czynienia ze spójnym systemem wychowawczym od początku
              > szkoły (jeszcze lepiej przedszkola). Kiedy ganiony przez cale życie
              nastolatek
              > nagle zostanie pochwalony, to dla niego żaden komunikat. Ot, wypadek przy
              pracy


              rozumeim ze od razu stoję na przegranej pozycji bo ich dostalam w 4-tej klasie
              a nie w przedszkolu wiec bez sensem jest probowac tak?

              >ale to wlasnie publiczne nagradzanie i chwalenie jest jak najbardziej skuteczne

              Ale za co mam nagrodzic ucznia ktory jest caly czas praktycznie niegrzeczny i
              sie raz dobrze na matematyce zachowa???

              > Od tego są kontrakty na początku roku, żeby było jasne i dla uczniów i dla
              > rodziców czego się można spodziewać w razie łamania szkolnych reguł. Nie
              trzeba się wtedy indywidualnie dobijać do każdego rodzica. A już w ogóle nie
              trzeba
              > pytać opiekunów o możliwość pozostawienia dziecka na przerwie w klasie.

              Tak big_grin big_grin big_grin jestes genijalna! POkazac ci liste rodzicow ktorych nie widzialam
              od polowy tamtego roku??? Od wrzesnia tego roku nie widzialam jednej matki
              ktorą bardzo bym chciala zobaczyc! Wzywam ją poleconymi, przez opieke spoleczną
              prubuje odwiedzic z pedagogiem... nic. Rozumeim ze mam jej podpis podrobic. A
              dziecka na przerwie w klasie nie moge zostawic bo w tym czasie mam dyzur na
              korytarzu a sie nie rozdwoje. A zostawienie go samego to czysta przyjemnosc dla
              dziecka a nie kara.

              > Nie wiem co Ci na to odpowiedzieć, bo dawniej gdy uczeń zostawał "w kozie",
              > siedział z nim w tym czasie nauczyciel.

              NO i obecnie tez powinno tak byc. Ja jestem zatrudniona na pol etatu. Koncze
              prace o 10:35. POwinnam wrocic do domu i czekac na telefon ze akurat ktos z
              mojej klasy ma kare i musi zostac po lekcjach po czym wziac dziecko i isc z nim
              do szkoly tamtego pilnowac tak??? A wogole to dzieci u nas w szkole same
              zostają po lekcjach bo w domu jest nudno. Lubią sie po szkole pałetac...

              Szczerze mowiac to czekam az jakis nauczyciel napisze jakąs kare bądz nagrode
              ktora mi do tej pory nie przyszla do glowy, bo ja dopiero 4 lata pracuje i na
              pewno nie wiem wszystkiego na temat wychowywania dzieci w szkole. Ale to co
              wiem to to, ze rodzice sobie cos wyobrazają a my tak naprawde nic nie mozemy
              oprocz odwolywania sie do rodzicow...





              • gaika Re: jak karać w szkole 18.11.05, 01:11
                lidqa napisała:

                >Ostatnio pisalam z uczniami nasz klasowy kodeks ucznia i wlasnie nagrody bylo
                >nam najtrudniej wymyslic. Moze ty cos wymyslisz... Poza tym uczniowie ktorzy
                >sie zachowują ciagle ok są nagradzani, a nawet jesli nei są to i tak są
                >grzeczni bo tak. A ci ktorzy sie zachowują źle ... ciezko ich nagradzac na
                >apelu bo na 10 zlych zachowan jest jedno ok. Ale bardzo jestem ciekawa twoich
                >propozycji bo jak na razie tylko odnioslas sie do mojego listu a sama nic nie
                >zaproponowalas

                No, ale Ty odniosłaś się najpierw do mojego listu, uznając metody behawioralne
                za niemożliwe do wprowadzenia. Właśnie proponowałam *te* metody.

                Trudno cos wymyślić, bo do tego trzeba trochę znać uczniów. Kiedy masz pojęcie
                co dla kogo jest ważne, łatwiej znaleźć sposób. Warto wyłapać to jedno
                pozytywne zachowanie, a potem kolejne i bywa, ze następuje zwrot. Ważne jest
                tez skonkretyzowanie problemu, zdefiniowanie go, bo jeśli mówimy :ten uczeń
                jest niegrzeczny, to niewiele to znaczy.
                Generalnie nie chodziło mi o "czekoladki", ale metody wywodzące się z
                podejścia poznawczo-behawioralnego. Najkrócej mówiąc:
                -wzmacnianie zachowań pozytywnych
                -unikanie wzmacniania zachowań negatywnych(np. poprzez zaniechanie
                koncentrowania się na nich).

                >rozumeim ze od razu stoję na przegranej pozycji bo ich dostalam w 4-tej klasie
                >a nie w przedszkolu wiec bez sensem jest probowac tak?

                Nie wyraziłam się jasno. Jeśli od początku dziecko funkcjonuje w takim
                systemie, to bulka z masłem. Jeśli zaś nie(nagrody i kary są np. przypadkowe,
                nagrod nigdy nie bylo), to po prostu jest trudniej i dłużej trwa cały proces.
                Nie napisałam, ze bez sensu, tylko ze pod górkę.


                >Ale za co mam nagrodzic ucznia ktory jest caly czas praktycznie niegrzeczny i
                >sie raz dobrze na matematyce zachowa???

                No właśnie za to, ze się zachowałsmile Żeby nie robić cyrku przy klasie, można po
                lekcji go zatrzymać i powiedzieć co myślisz o jego zachowaniu i jakie to ma
                znaczenie. Ważne, aby być szczerym w tym co mówisz, dostrzec autentyczna
                wartość tego, ze zachował się inaczej.

                >Tak big_grin big_grin big_grin jestes genijalna!

                Lubię dyskusje w tonie sarkastycznym.
                A genialna nie jestem, bo nie ja to wszystko wymyśliłam. Tyle, ze oprócz teorii
                widziałam jak działa.

                >POkazac ci liste rodzicow ktorych nie widzialam
                >od polowy tamtego roku??? Od wrzesnia tego roku nie widzialam jednej matki
                >ktorą bardzo bym chciala zobaczyc! Wzywam ją poleconymi, przez opieke
                spoleczną
                >prubuje odwiedzic z pedagogiem... nic. Rozumeim ze mam jej podpis podrobic.

                Możesz wysłać kontrakt poleconym.
                Jeżeli pracujesz w szkole, w której jest tak wiele dzieci z zaniedbanych
                środowisk, to szkoła prawdopodobnie nie dostosowała metod do tych szczególnych
                potrzeb(wiem, wiem, myślenie życzeniowe) A o metody to raczej należy pytać
                dyrekcję, pedagoga, psychologa...
                >A dziecka na przerwie w klasie nie moge zostawic bo w tym czasie mam dyzur na
                >korytarzu a sie nie rozdwoje. A zostawienie go samego to czysta przyjemnosc
                dla
                >dziecka a nie kara.

                Nie każdy nauczyciel ma dyżur. Można zostawić z dyrekcja. To robi zazwyczaj
                wrażenie.

                >NO i obecnie tez powinno tak byc. Ja jestem zatrudniona na pol etatu. Koncze
                >prace o 10:35. POwinnam wrocic do domu i czekac na telefon ze akurat ktos z
                >mojej klasy ma kare i musi zostac po lekcjach po czym wziac dziecko i isc z
                nim
                >do szkoly tamtego pilnowac tak???

                Ja uważam, ze nie. Szkoła funkcjonuje na zasadzie wspólnoty (celów, interesów).
                To nie są tylko Twoi uczniowie.

                >Szczerze mowiac to czekam az jakis nauczyciel napisze jakąs kare bądz nagrode
                >ktora mi do tej pory nie przyszla do glowy, bo ja dopiero 4 lata pracuje i na
                >pewno nie wiem wszystkiego na temat wychowywania dzieci w szkole. Ale to co
                >wiem to to, ze rodzice sobie cos wyobrazają a my tak naprawde nic nie mozemy
                >oprocz odwolywania sie do rodzicow...

                To jest ciężki kawałek chleba (nie jestem nauczycielka, ale ze szkolnictwem
                miałam sporo do czynienia) i dlatego napisałam to co w pierwszym poście, o
                pozytywnych wzmocnieniach, a także o kontraktach. To ułatwia życie wszystkim, a
                przede wszystkim nauczycielom. A odwoływanie się do rodziców w sytuacjach
                koniecznych jest jak najbardziej w porządku. To ma być współpraca, choć
                oczywiście są i takie dzieci, których rodzice nigdy współpracować nie będą.

                I jeszcze jedno : rodzice są wzywani do szkoły wyłącznie w przykrych
                okolicznościach. Nauczyciela spotyka się tylko wtedy, gdy ma on do powiedzenia
                cos złego na temat dziecka. Nikt nie wysyła poleconych z informacja, ze dziecku
                się powiodło. To tez wpływa na relacje.
                Już czuję jak się nad moja głową zbierają czarne chmury...wink

                • lidqa Re: jak karać w szkole 18.11.05, 20:18
                  Strasznie sie te nasze posty wydluzają sad Widac ze sie nie rozumiemy. Bo ja
                  JESTEM zwolenniczką metody behawioralnej! Generalnie jestem "wyznawcą" tej
                  metody z wlasnymi przemysleniami na jej temat. Tylko ze jakos bardziej mi ona
                  dziala na dwulatka i psa niż na 11-latki ze o starszych nie wspomnę. I wlasnie
                  o tym pisalam. Dziecko pochwalone za dobre zachowanie podczas gdy caly czas
                  jest karcone czuje sie lepiej, otrzymuje angrode powinno do tej nagrody dązyc-
                  oczywiscie w ogromnym uproszczeniu. A tu guzik. Mysle o konkretnej dwojce.
                  Chlopiec - zagrozony z matmy, zdal warunkowo do 5-tej klasy. Mial teraz
                  ostatnio okres calych 3 tygodni super pracy. Wzmacnialam, pozwalalam sie
                  wykazac, traktowalam chyba ciut "niesprawiedliwie", bo jesli sie wcinal koledze
                  w odpowiedz a wiedzial to nie krzyczalam na niego, zaowocowalo to lepszymi
                  ocenami (3 a nie 1) pochwalilam na wywiadowce ... i co? dzien po wywiadowce
                  jakby w niego diabel wstąpil. OD 2 tygodni walczy ze mną juz mu sie nic nie
                  chce... To samo jest z dziewczynką ktora jest jeszcze gorsza w temacie
                  zachowanie ale zdolniejsza wiec ma mniej klopotow z nauką. I generalnie
                  bardziej podzialalo to ze jej ktos wykazal ze jest najslapsza w klasie w
                  temacie ocen w tej chwili sad. NIe mam na nią zadnego wplywu. Mysle ze lubi mnie
                  na tyle zeby mi nie rozwalac lekcji, ale jesli innych nie lubi to im te lekcje
                  niszczy i nie daje dojsc do slowa. Ja nawet wiem jaka jest jej sytuacja w domu
                  wiec sie specjalnie nei dziwie, i tez troche nie umiem jej karac przez to.
                  Generalnie kara w szkole jest zle pomyslana bo wezwanie rodzicow czy ocena z
                  zachowania nie sa bezposrednio po czynie, tylko kiedystam w przyszlosci...
                  • gaika Re: jak karać w szkole 19.11.05, 20:19
                    lidqa napisała:

                    >Strasznie sie te nasze posty wydluzają sad Widac ze sie nie rozumiemy.

                    Wygląda na to, ze szukasz rozwiązań dla swojej klasy i konkretnych uczniów. Ja
                    myślę o podejściu systemowym, o tym jak powinna funkcjonować szkoła.

                    > Bo ja
                    >JESTEM zwolenniczką metody behawioralnej! Generalnie jestem "wyznawcą" tej
                    >metody z wlasnymi przemysleniami na jej temat. Tylko ze jakos bardziej mi ona
                    >dziala na dwulatka i psa niż na 11-latki ze o starszych nie wspomnę.

                    W przypadku psa jest tylko bodziec –reakcja, a z dziećmi to już ten proces
                    staje sie bardziej skomplikowanysmile
                    Wyznawać można, tyle ze nie przełoży się to na sukcesy jeśli nie jest stosowane
                    w praktyce.

                    >I wlasnie
                    >o tym pisalam. Dziecko pochwalone za dobre zachowanie podczas gdy caly czas
                    >jest karcone czuje sie lepiej, otrzymuje angrode powinno do tej nagrody dązyc-
                    >oczywiscie w ogromnym uproszczeniu. A tu guzik.

                    Właśnie w poprzednim poście o tym pisałam, ze taka jednorazowa sytuacja działa
                    często jak "wypadek przy pracy". Musi być bardzo spójny i jednolity program
                    wychowawczy, który cechuje przede wszystkim konsekwencja.

                    >dzien po wywiadowce
                    >jakby w niego diabel wstąpil. OD 2 tygodni walczy ze mną juz mu sie nic nie
                    >chce...

                    Bo nie masz pojęcia co wydarzyło się w domu. A może również na innych lekcjach.
                    To wszystko są naczynie połączone i dlatego wysiłki powinny być
                    usystematyzowane, ujednolicone, bo Twoje, nawet dobre działania, mogą być
                    nieefektywne(czasem może Ci się po prostu wydawać, ze są nieefektywne, bo na
                    początku warto postawić sobie realistyczne w stosunku do każdego dziecka cele).

                    >To samo jest z dziewczynką ktora jest jeszcze gorsza w temacie
                    >zachowanie ale zdolniejsza wiec ma mniej klopotow z nauką. I generalnie
                    >bardziej podzialalo to ze jej ktos wykazal ze jest najslapsza w klasie w
                    >temacie ocen w tej chwili sad

                    To znaczy, ze jest ambitna i to już jest jakis punkt zaczepienia. Można
                    popracować nad jej motywacja, może trochę podkręcić w kierunku rywalizacji.

                    > NIe mam na nią zadnego wplywu. Mysle ze lubi mnie
                    >na tyle zeby mi nie rozwalac lekcji, ale jesli innych nie lubi to im te lekcje
                    >niszczy i nie daje dojsc do slowa. Ja nawet wiem jaka jest jej sytuacja w domu
                    >wiec sie specjalnie nei dziwie, i tez troche nie umiem jej karac przez to.
                    >Generalnie kara w szkole jest zle >pomyslana bo wezwanie rodzicow czy ocena z
                    >zachowania nie sa bezposrednio po czynie, tylko kiedystam w przyszlosci...

                    To trochę tak wygląda, ze szukasz "wytrycha" , metody, która zadziała i już.
                    Pisała tu Nangaparbat, która w nauczaniu ma wielkie doświadczenie i Jej
                    podejście może być dla Ciebie wskazówką.

                    W USA staż nauczyciela potrafi trwać rok. Młody belfer uczy się u boku
                    starszego kolegi w naturalnych, prawdziwych warunkach. Tu ma do czynienia z
                    rzeczywistymi problemami i przygląda się jak doświadczeni nauczyciele sobie z
                    nimi radzą. Od poczatkujacych w zawodzie trudno wymagać, ze poprowadzi ich
                    wyłącznie intuicja i teorie książkowe. Myślę, ze długie praktyki są bardzo
                    pomocnym rozwiązaniem i może warto o takie walczyć. Nie trzeba dodawać, ze ten
                    praktykant jest *drugim* nauczycielem w klasie, co przy dużej liczebności
                    uczniów jest prawdziwym ratunkiemsmile

        • gaika Re: jak karać w szkole 17.11.05, 22:47
          joanna9920 napisał:

          >do lamusa odłożono naganę na piśmie/naganę odczytaną na sali gimnastycznej
          przy
          >wszystkich uczniach,zawieszenie w prawach ucznia,przeniesienie do innej klasy
          >lub szkoły.nauczyciel może tylko wezwać rodzica ,wpisać uwagęlub obniżyć ocenę
          >ze sprawowania

          Do tego już się odniosłam w poprzednim poście.


          >.mój syn jest notorycznie atakowany na przerwach czasem na
          >lekcjach i bity po szkole.jeżeli inni rodzice olewają to dlaczego dziecko ma
          >zmienić zachowanie?nie musi ,bo szkoła może tylko tłumaczyć i pilnować żeby
          nie
          >zaczepiali mojego syna.poradzono mi zgłosić sprawę do dzielnicowego a póżniej
          >do sądu.

          Jeżeli Twój syn jest bity na terenie szkoły, to dlaczego szkoła nie zgłosi
          problemu policji?

          >kiedyś tak nie było.szkoła miała możliwość dyscyplinowania
          >uczniów.nawet rodzice nie musieli chodzić do szkoły oprócz zebrań.


          Naprawdę to są mity. Chodziłam do szkoły. Poza wymienionymi przez Ciebie wyżej
          metodami dyscyplinowania było jeszcze bicie w twarz ścierką, naderwanie ucha,
          darcie zeszytu, wyrzucanie piórnika do kosza...jeżeli chodzi Ci o te
          możliwości...
          Jeżeli dzieciak jest zdemoralizowany, to nagana na apelu spłynie po nim jak po
          kaczce, a już szczególnie kolejne nagany.


          >mój syn w
          >piatej klasie musi być zawożony do szkoły i odbierany.dodam ze jest dzieckiem
          z
          >zaburzeniami emocjonalnymi i zach owuje się inaczej niż reszta klasy.nie ma
          >kolegów nigdy u nikogo nie był w domu.daje się podpuszczać ,koledzy mają
          >zabawę,a on póżniej za to płaci.łatwo wyprowadzidz go z równowagi wyzwiskami
          >typu mutant lub psychiczny.dzieci doskonale wiedzaco zrobić żeby zdenerwować
          >syna i rozwalić lekcję.

          Było sporo wątków na temat miejsca dzieci zaburzonych w szkole masowej. I
          powiem Ci, ze większość nauczycieli jest przeciwna nauczaniu dzieci w
          jakikolwiek sposób nieprzystosowanych. Moje generalne zdanie jest takie, ze
          szkoła nie radzi sobie w takich przypadkach. Oczywiście, ze źródłem jest brak
          rodzicielskiego wychowania, ale nad tym co dzieje się w szkole musi panować
          kadra. Nie panuje, bo jest nieprzygotowana (żeby nie było, ze atakuję
          nauczycieli, atakuję systemsmile


          > dodam że nauczyciele są po mojej stronie ale nie mogą
          >nic zrobić ,jeżeli inni rodzice nie zgodzą się na współpracę.

          A możesz napisać co chcą zrobić?

          • manga79 Re: jak karać w szkole 17.11.05, 22:57
            Ze szkoły się nie wyrzuca bo się walczy o każdego ucznia - jest niż, a
            nauczyciele chcą mieć pracę, żeby mieć pracę klasy muszą liczyć tyle a tyle
            uczniów...
          • joanna9920 Re: jak karać w szkole 18.11.05, 08:50
            chciałam napisać krótko.nie jestem zwolenniczka załatwiania spraw szkolnych w
            sadzie ani na policji.chodzi o rozmowy rodziców w domu z dziećmi.to jest długi
            proces ale możliwy.rozmowy o tolerancji,otwartości na inność.nauczyciele nie są
            w stanie zmienić zachowania jeżeli rodzice nie współpracują.tyle złego pisze
            się oniedouczonych nauczycielach,ale widzę ,że w naszej szkole ludzie się
            starają nie odrzucają dziecka dlatego,że sprawia problemy.dyrekcja i
            nnauczyciele sąprzeciwni nauczaniu mojego dziecka w domu,bo na lekcjach nie
            sprawia problemów,jest bardzo uzdolniony i wyróżnia się pozytywnie na tle
            innych dzieci.problemem są przerwy i droga do domu.jeszcze raz napiszę że nie
            zgadzam się na to aby policja zajmowała się dziećmi.dla mnie jedenastolatek
            jest dzieckiem,nie bandytąbyłoby super gdyby rodzice wierzyli że to co mówi
            dyrektor szkoły to prawda a nie atak na dziecko.rutynowa reakcja rodzica na
            zgłoszony problem to:przecież w domu jest grzeczny.byłoby fajnie gdyby można
            było prowadzićlekcje z psychologiem i omawiać z dziećmi różne konfliktowe
            sytuacje.nauczyć dzieci empatii i otwartości na każdą inność.
            • gaika Re: jak karać w szkole 18.11.05, 19:06
              joanna9920 napisał:


              >chciałam napisać krótko.nie jestem zwolenniczka załatwiania spraw szkolnych w
              >sadzie ani na policji.

              Oczywiście, ze takie rozwiązania powinny dotyczyć wyłącznie sytuacji
              ekstremalnych. Czasem jednak nie ma innego wyjścia, tym bardziej jeżeli szkoła
              okazuje bezradność lub czuje się bezradna. To nie wpływa dobrze ani na
              dyscyplinę ani na atmosferę. Dzieci łamiące zasady i jednocześnie nie ponoszące
              żadnych konsekwencji demoralizują się.

              >chodzi o rozmowy rodziców w domu z dziećmi.to jest długi
              >proces ale możliwy.rozmowy o tolerancji,otwartości na inność.nauczyciele nie

              >w stanie zmienić zachowania jeżeli rodzice nie współpracują.

              Tyle, ze Ty mówisz o domach, w których z dziećmi się rozmawia, przekazuje
              wzorce i wartości. Jeśli zaś tego brak to rola szkoły jest nie do przecenienia.

              >tyle złego pisze
              >się oniedouczonych nauczycielach,ale widzę ,że w naszej szkole ludzie się
              >starają nie odrzucają dziecka dlatego,że sprawia problemy.dyrekcja i
              >nnauczyciele sąprzeciwni nauczaniu mojego dziecka w domu,bo na lekcjach nie
              >sprawia problemów,jest bardzo uzdolniony i wyróżnia się pozytywnie na tle
              >innych dzieci.

              Mysle, ze tyle samo zlego pisze sie o nauczycielach ile o rodzicach.Pelna
              rownowagawink
              Rozumiem, ze Twoja szkoła Cię wspiera (cale szczęście), ale sądząc na
              podstawie opinii wyrażanych tylko na forach, sytuacja dzieci zaburzonych nie
              wygląda dobrze.

              >problemem są przerwy i droga do domu.jeszcze raz napiszę że nie
              >zgadzam się na to aby policja zajmowała się dziećmi.dla mnie jedenastolatek
              >jest dzieckiem,nie bandytąbyłoby super gdyby rodzice wierzyli że to co mówi
              >dyrektor szkoły to prawda a nie atak na dziecko.

              Ja się z tym zgadzam. Pisałaś jednak, ze szkoła proponuje Ci wejście na drogę
              prawna(niezrozumiale dla mnie dlaczego sama tego nie czyni, skoro uznaje za
              jedyne rozwiązanie).Oznacza to, ze skończyły się jej możliwości działania.
              Rodzice, jak piszesz, nie współpracują, wiec liczyć na nich się nie da (to
              oczywiście najmniej pożądana sytuacja, ale skoro jest faktem, to co dalej?).

              >rutynowa reakcja rodzica na
              >zgłoszony problem to:przecież w domu jest grzeczny.byłoby fajnie gdyby można
              >było prowadzićlekcje z psychologiem i omawiać z dziećmi różne konfliktowe
              >sytuacje.nauczyć dzieci empatii i otwartości na każdą inność.


              Tak powinno być, dlatego wcześniej pisałam, ze system nie jest przygotowany do
              radzenia sobie w trudnych sytuacjach.




    • nangaparbat3 Re: jak karać w szkole 17.11.05, 23:17
      Ta rozmowa jest stanowczo na zbyt wysokim poziomie uogólnienia. Kogo karać (w
      jakim wieku?) i za co - najpierw wypadałoby na to sobie odpowiedzieć, a jeszcze
      po co.
      Może, zanim zaczniemy karać, wypadałoby pogadać spokojnie w cztery oczy i
      upewnić się, że wie, że źle robi. Może jeśli zrobił coś złego, przekonać, że
      trzeba naprawić błąd, który popełnił - i nie na siłę, nie na pokaz, niech na
      przykład przeprosi wtedy, kiedy naprawdę poczuje, że tego chce (a to juz nasze
      zadanie tak nim poruszyć, żeby poczuł). Moze nich najpierw zrozumie, że jego
      postępowanie niesie za sobą jakieś skutki, konsekwencje, ktore nie są wcale
      karą, tylko skutkami po prostu.
      Pracuje w szkole 17 lat i raz, słownie raz zdarzyło mi się świadomie kogoś
      ukarać (pomijam słowną reprymendę czy obniżenie oceny z zachowania, czym
      zresztą nigdy nie szafowałam). Ten jeden raz chodziło o grupę chłopców (wtedy
      szósta klasa), którzy zbili koleżankę z klasy. Kara była prosta - przestałam
      ich zauważać, starannie omijałam wzrokiem. Po kwadransie lekcji zupełnie
      wymiękli, pamiętam, że aż było mi ich szkoda. Ale oczywiście trzeba sobie to
      zostawić na specjalną okazję.
      Z rodzicami warto sie spotkać, żeby wspólnie zastanowić się, dlaczego coś złego
      się dzieje i jak temu zaradzić. Mamy z nimi wspólne zmartwienie, bo dziecku cos
      nie wychodzi. Kontaktowanie się z rodzicami jako kara to jakiś ponury absurd.
      Podobnie jak karne wysyłanie dziecka do pedagoga szkolnego, który powinien być
      osobą wspierającą, ratującą, kimś, do kogo mozna mieć zaufanie nawet wtedy, gdy
      się cos przeskrobie. Pedagog może powiedzieć: za to co zrobiłeś, jest taka a
      taka kara i zostaniesz ukarany - ale sama rozmowa z nim nie może byc karą dla
      ucznia.
      Sytuacja, w której ucznia MUSIMY ukarać, to dla mnie taka, kiedy zrobi coś
      złego a nie chce naprawić tego, co zrobił. Wyłącznie. Takie sytuacje zdarzają
      się rzadko pod warunkiem, że z uczniem (czy z własnym dzieckiem) mamy dobry
      kontakt i jesteśmy dla niego ważną osobą. Ale na to trzeba sobie zapracować,
      dzień po dniu, minuta po minucie.

      • maksimum Re: jak karać w szkole 18.11.05, 00:52
        lidqa napisała:

        > uwaga, telefon do rodzicow, 50 dodatkowych przykladow (ucze matmy) ...
        > generalnie na niektorych nic nei dziala, bo rodzice ich olewają, albo nie
        >mają telefonu, nie przychodzą nawet na wezwanie listem poleconym, a jedynka za
        > brak zadania ... kolejna, 11-ta czy 12-ta jedynka... kogo to obchodzi...

        A czym Ty sie przejmujesz? Zostaw go nadrugi rok.
        Chlopak w 6 klasie przechodzil przez wysoki na 4 metry plot,bo pilka mu tam
        poleciala i zostal zawieszony na 3 dni w szkole w NYC.
        Jak rodzic nie przychodzi do szkoly,to policja sie tym zajmuje i za brak opieki
        nad dzieckiem,moga matce odebrac prawa rodzicielskie.
        Ale to sa Stany i Polska nie moze sie na tym wzrorowac.


        • lidqa Re: jak karać w szkole 18.11.05, 10:36
          > A czym Ty sie przejmujesz? Zostaw go nadrugi rok.
          moze jestem glupia ale sie przejmuje.... Bo to uczen z mojej klasy bo wiem ze
          te jedynki to nie z jego matematycznej glupoty tylko zyciowej i ze jak zostawie
          to potem moze wcale nie nadrobi tego tylko bedzie coraz gozej.. DOpuki jakos
          ciagnie to sie uczy co jakis czas...

          A poza tym wszystkim to smutne ale prawdziwe: jest presja zeby nie zostawiac.
          BO w klasach jest po 21 osob, wystarczy ze ktos sie przeprowadzi a ktos nie zda
          i z 4 klas piatych rozwala sie wszystkie i robi 3 szóste. TO jest tak chore...
          • gaika dla odmiany 18.11.05, 23:48
            Taki wpis.

            >To prawda. Nauczyciele to taki naród, który nie lubi chwalić. Tak nam
            >powiedziała wychowawczyni.

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=32132613&a=32191507
            Upieram się,ze przewaga wzmocnień negatywnych, to jeden z większych problemów
            naszej szkoły.
            • lidqa Re: dla odmiany 19.11.05, 09:37
              gaika odpisalam ci wyzej zaraz po twoim poscie, nie wiem czy to znalazlas...
            • nangaparbat3 Re: dla odmiany 19.11.05, 09:46
              gaika napisała:

              > Taki wpis.
              >
              > >To prawda. Nauczyciele to taki naród, który nie lubi chwalić. Tak nam
              > >powiedziała wychowawczyni.
              >
              > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=32132613&a=32191507
              > Upieram się,ze przewaga wzmocnień negatywnych, to jeden z większych problemów
              > naszej szkoły.

              Święte słowa. Wielokrotnie słysze nauczycieli chwalących uczniów (w pokoju
              nauczycielskim). Zawsze wtedy pytam: Powiedziałaś o tym jemu? Jego rodzicom?
              Niestety - prawie zawsze odpowiedź brzmi "Nie".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka