Dodaj do ulubionych

agresja trzylatka

    • dwakilo Re: agresja trzylatka 19.08.06, 10:51
      Ona ma poprostu ADHD. Ale w zadnym razie nie zabieraj jej do psychologa. Tez
      mialem ADHD, bylem nadpobudliwy, a teraz jestem normalny.(orawie).
    • karla_r Re: agresja trzylatka 19.08.06, 13:57
      Tak, jest sposob - anglicy wymyslili male smycze ktorymi wiaze sie jedna raczke
      dziecka i wychodzi na spacer lub cale 'zaprzegi' w formie pajaczka na plecach,
      dziecko daleko nie odejdzie.. a powazniej, tak, to normalne, i reagowanie
      agresja na agresje nie jest dobre. Nalezy znalzc przyczyne tego, ze coreczka
      tak reaguje. Moze inne dzieci traktuja ja wlasnie w ten sposob - gdy rodzice
      nie widza, i po prostu robi to, co inni w stosunku do niej? pozdrawiam
      • kotecek7 Re: agresja trzylatka 19.08.06, 15:56
        Nie mam jeszcze dziecka, ale się spodziewam. Zastanawiam się jak bym ja
        zareagowała, gdyby mój dzieciak walił inne w piaskownicy.
        Byłabym stanowcza, stukrotnie tłumaczyłabym, że nie wolno. Ukarałabym go
        zabraniem z piaskownicy. Nigdy, nigdy bym dziecka nie uderzyła. Nawet klapsem.
        Agresja rodzi agresję.
        A gdyby moje grzeczne dziecko obrywało od niegrzecznego?
        Bez skrupułów zwróciłabym uwagę mamie czy niani. Proszę się nie dziwić złym
        spojrzeniom mam grzecznych dzieci. No przecież nikt nie może ścierpieć jak jego
        dziecko niewinnie obrywa. Miałabym to znosić? W imię czego, wychowania cudzego
        dzieciaka? No i nauczyłabym oddawać. Chrześcijańska zasada drugiego policzka
        bardzo mi się nie podoba. Sama tak robiłam od dziecka. Nigdy nie zaczepiałam
        pierwsza, ale potrafiłam się obronić.
        Ciekawe jak zareagowała by mama niegrzecznego dziecka, gdyby ono samo oberwało?
        Szlak by ją trafił.
        • fidziaczek Re: agresja trzylatka 19.08.06, 18:27
          > Byłabym stanowcza, stukrotnie tłumaczyłabym, że nie wolno. Ukarałabym go
          > zabraniem z piaskownicy. Nigdy, nigdy bym dziecka nie uderzyła. Nawet
          klapsem.
          > Agresja rodzi agresję.
          > A gdyby moje grzeczne dziecko obrywało od niegrzecznego?
          > Bez skrupułów zwróciłabym uwagę mamie czy niani. Proszę się nie dziwić złym
          > spojrzeniom mam grzecznych dzieci. No przecież nikt nie może ścierpieć jak
          jego
          >
          > dziecko niewinnie obrywa. Miałabym to znosić? W imię czego, wychowania
          cudzego
          > dzieciaka?

          tłumaczyłąbyś tak długo jak trzeba?
          a mam bitego dziecka ma czekać aż Ty swojemu wytłumaczysz że nie wolno?

          jeśli dziecko kogoś bije samo powinno w tyłek oberwać, wtedy zrozumie jak się
          czuje ten kto jest bity, dodatkowym zyskiem będzie odruch na zasadzie "psa
          Pawłowa" - "nie uderzę bo sama oberwę" - wyuczenie prawidłowych odruchów w tym
          wieku jest skuteczniejsze niż tłumaczenie
          gdyby wszystkie dzieci obrywały klapsy w takiej sytuacji, to jako dorosła osoba
          nigdy by nikogo nie uderzyły! - głęboko zakorzeniona reakcja nakazała by łapki
          trzymać przy sobie
          a tak co?
          bezstresowe wychowanie, tłumaczenie...a później taki dorosły bije, bo już mama
          przy nim nie stoi i nie tłumaczy....
    • kaza40 Re: agresja trzylatka 19.08.06, 16:15
      postaw się na miejscu tych matek których dzieci są bite i odpychane najwyższy
      czas pójść z dzieckiem do psychologa i konsekwentnie wypełniać jego polecenia
      bo będzie jeszcze gorzej zrób to dla dobra twojego dziecka
      • dorothyl07 Re: agresja trzylatka 20.08.06, 03:55
        Wystarczy przeczytac "Jak mowic, zeby dzieci nas sluchaly i jak sluchac zeby
        dzieci do nas mowily" i problem staje sie jasny w minute po przeczytaniu
        ksiazki a rozwiazany w minute po wprowadzeniu zasad w zycie. Tak proste ze az
        niezwykle. Naprawde dziala!
        • dorothyl07 Re: agresja trzylatka 20.08.06, 03:57
          To prawda, przepraszam wszystkich urazonych, nie powinnam byla napisac, iz "nie
          ma agresywnych trzylatkow, sa tylko glupi rodzice", rodzice sa tylko
          niedouczeni, ale zawsze jest szansa.
          • kiksem Re: agresja trzylatka 20.08.06, 09:23
            Wczoraj na rodzinnym grillu 3 -letni synek siostry popchał naszego 1,5 - rocznego syna, a ten obsunął się z ławki pod stół. Ponieważ syn siostry dość regularnie szturcha i podszarpuje naszego syna, często w nieoczekiwanych momentach (nie wiadomo z jakiego powodu) wkońcu nie wytrzymałam i zareagowałam bardzo ostro zarówno w stosunku do siostry, jak i jej synka. Powiedziałam stanowczo co sądzę o takim postępowaniu i że więcej tego nie będę tolerować. Wszyscy obecni byli dość zdziwieni moją reakcją, i stali na stanowisku, że raczej to normalne, że starszy dzieciak jest troche zazdrosny o młodszego i że z tego wyrośnie. Ja wyszłam na znerwicowaną mamusię, a wszyscy starali się mnie uspokajać. Poczułam się, tak jakby wszyscy uważali, że mój wybuch był nieuzasadniony. Ja tymczasem miałam dość takiego traktowania mego syna, tym bardziej, że nie po raz pierwszy płakał z powodu szarpnięcia, czy popchania przez starszego kuzyna (do tej pory reagowałam dość łagodnie). Powiedzcie, czy małam rację, tak reagując i nie wyszłam na mamusie wychowującą maminsynka. Poradźcie jak postępować dalej. Nie chcę izolować mego synka od starszego kuzyna.
            • makbyt Re: agresja trzylatka 20.08.06, 11:09
              Na podwórku też wyszlam na mamusię która trzyma dwulatkę pod kloszem.
              3-letnia sąsiadka bije, popycha, ciągnie za wlosy, kopie moją córkę.
              Zabiera jej zabawki, wygania z piaskownicy itp.
              Wczoraj miala dzień na szczypanie i szczypala moją córkę. W końcu nie
              wytrzymalam i w sumie odruchowo uszczypnęlam malą.
              A co na to mama? Nic. Wczoraj Marysia miala znowóż "zly dzień".
              Dopiero po tym jak M.kopala moją córkę po glowie mama wstala i zabrala ją do
              domu. Na 5 minut, chyba jej tam wlala.
              Mala jest naprawdę bystra i nic sobie nie robi z gadań mamy.
              Mamusie kiedyś stwiedzily że dziewczynki muszą same między soba dojść do
              porozumienia a JA mam się nie wtrącać. Może poradzicie jak ma się zachować mama
              napastowywanego dziecka bo ja nie wiem.

              • kiksem Re: agresja trzylatka 20.08.06, 11:44
                Siostra ze szwagrem zwracają uwagę i tłumaczą swojemu dziecku, że nie wolno bić i popychać innych, że musi się opiekować młodszym kuzynem. Ich mały mówi "przepraszam", ale po jakimś czasie ni z gruszki, ni z pietruszki znowu popycha, albo przewraca naszego, a w najlepszym wypadku wyszarpuje z rąk zabawki. Nam jest niezręcznie, ale powoli nie wytrzymujemy, jak co jakiś czas nasz mały płacze...
                • szuwary4 Re: agresja trzylatka 20.08.06, 12:22
                  Absolutnie, ale to absolutnie nie powinnas pozwalać na to by trzylatek popychał
                  i atakował Twoje dziecko dwa razy młodsze a więc z definicji słabsze.
                  Zareagowałaś jak najbardziej prawidłowo. Goście próbowali Cię uspokajać, jakby
                  Twoje zachowanie było niewłasciwe nie z troski o Twoje dziecko, tylko po prostu
                  przerwałaś atmosfere dobrej zabawy. Kto w koncu będzie bronił dziecko jak nie
                  jego rodzice? Jak dziecko nie bronione przez rodziców przed agresją, z którą nie
                  może sobie poradzić ma miec potem do nich zaufane i poczucie bezpieczeństwa?
                  Powiedz na przyszłość ( a jak trzeba to i zrób to) tak jednocześnie do małego
                  agresora jak i jego rodziców, że jak siostrzeniec nie przestanie dokuczać
                  maluchowi to dostanie klapsa od Ciebie, jeśli nie zrobia tego jego rodzice.
                  Oczywiście, może to wpłynąć nienajlepiej na Wasze wzajemne stosunki, ale widzę,
                  że to ten moment, w którym tzw. "dobre relacje" dryfują ku sytuacji gdzie będą
                  utrzymywane Waszym kosztem. Pozdrawiam.
                  • kiksem Re: agresja trzylatka 20.08.06, 12:52

                    > Oczywiście, może to wpłynąć nienajlepiej na Wasze wzajemne stosunki, ale widzę,
                    > że to ten moment, w którym tzw. "dobre relacje" dryfują ku sytuacji gdzie będą
                    > utrzymywane Waszym kosztem. Pozdrawiam.

                    No właśnie, bardzo byśmy nie chcieli, żeby dzieci stały się powodem złych stosunków między dorosłymi. Ale chyba wszystkim obecnym na grillu było trudno zrozumieć, że ciężko patrzy się na taką sytuację po raz któryś z kolei. Dzięki za zamieszczoną opinię, bo wydaje nam się ciągle, że może z naszej strony reakcja była zbyt gwałtowna i niewłaściwa, a poza tym zepsuliśmy dobrą rodzinną atmosferę w sobotnie popołudnie...

                    • nela42 Re: agresja trzylatka 20.08.06, 21:27
                      Ja sie dziwie,że nie wziełaś siostry za rękę i nie powiedziałaś jej ,aby
                      reagowała odpowiednio na zachowanie swojego dziecka, nie spotykacie się po to ,
                      aby jej dziecko miało na twoim dziecku trenować agresję, dzieci sa zazdrosne,
                      ale osobiście wolałabym unikać spotkań rodzinnych niż narażać własne dziecko na
                      takie traktowanie. Poza tym możesz zawsze trzymać dziecko blisko siebie i nie
                      dopuszczać do ataków ze strony kuzyna.Niestety rodzicielstwo wymaga pracy 24
                      godz.
    • cuteass moze to ADHD 20.08.06, 12:15
      .
      • pixelpainter [...] 20.08.06, 23:25
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • symeonstylita Wiem coś o tym 20.08.06, 12:45
      Jestem doktora Pediatrą i wiem, że takiego zachowania nie mozna lekceważyć.
      Najgorsze są dzieci szpitalne. Zobacz: mesjanista.blog.onet.pl/
    • czarnobrody A może należy dziecku co jakiś czas przylać ? 20.08.06, 13:05
      jejku ludzie, jak mniemam, w życiu nie uderzyłas swojego dziecka?

      No i własnie takie "nadpobudliwe" dzieci terroryzujące nie tylko rówieśników,
      ale także swoich rodziców były wychowywane tzw. "bezstresowo" uncertain
      według mnie, to błąd (wychowywanie bezsresowe) który niestety popełnia coraz
      więcej rodziców uncertain
      • osa102 Re: A może należy dziecku co jakiś czas dokopac? 20.08.06, 14:48
        a może zabic? to po co miec dzieci?
        • czarnobrody osa102 nie uważasz ze troche przesadzasz ? 20.08.06, 15:12
          ja byłem lany jak zrobiłem coś złego. jak "uszkodziłem" rówieśnika to dostawałem
          manto. A jakoś nigdy nie czułem żeby mnie ktoś zabijał.
          Wiedziałem że jak zrobie coś złego to dostane od rodziców wpiernicz i to
          powstrzymywało mnie od złych zachowań.

          Bedac dojrzałym człowiekiem też jakoś nie łaziłem po ulicach bijąc innych, wiec
          te kary cielesne nie zostawiły we mnie żadnych "przykrych" wspomnień. Dostawałem
          słusznie.

          Już sobie wyobrażam przyszłe pokolenie wychowywane "bezstresowo" w wieku 20-30
          lat. Miliony rozpuszczonych gó..arzy którzy myślą że wszystko im wolno w końcu
          dorosnie i... ech, może jednak trzeba wyemigrować uncertain
          • hanula Re: osa102 nie uważasz ze troche przesadzasz ? 22.08.06, 01:17
            > Wiedziałem że jak zrobie coś złego to dostane od rodziców wpiernicz i to
            > powstrzymywało mnie od złych zachowań.

            To smutne, ze tylko strach przed przemoca powstrzymywal cie od zlych zachowan.
        • mario-radyja A może sprowadzić do absurdu? 20.08.06, 19:23
          osa102 napisała:
          > a może zabic? to po co miec dzieci?

          osa102, dlaczego chcesz zabijać dzieci?
          • nela42 Re: A może sprowadzić do absurdu? 20.08.06, 21:30
            bicie i klapsy to jakas plaga polska,wystarczy tłumaczenie i
            konsekwencja.Jeszcze z nikogo klaps nie uczynił dobrego porządnego człowieka
            tak tylko twierdzą ignoranci.
            • silenhill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 09:52
              nela42 napisała:

              > Jeszcze z nikogo klaps nie uczynił dobrego porządnego człowieka
              > tak tylko twierdzą ignoranci.

              Tak twierdza zwykle ludzie, ktorzy albo 1. nie maja dzieci albo 2. maja nad-
              spokojne dzieci, kwalifikujace sie do leczenia psychologicznego.
              Zaden rodzic normalnego dziecka (oczywiscie nie pisze tu o sadystycznych
              patologiach) i taki, ktoremu zalezy na dobru wlasnego dziecka, nie bedzie
              uwazal, ze dajac zle zachowujacemu sie dziecku klapsa, robi mu tym krzywde.
              Dziecko 2 - 3 letnie jest po prostu za male, by zawsze dotarly do niego
              logiczne argumenty.
              • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 11:10
                > Tak twierdza zwykle ludzie, ktorzy albo 1. nie maja dzieci albo 2. maja nad-
                > spokojne dzieci, kwalifikujace sie do leczenia psychologicznego.
                Rzadko używam tego słowa w odniesieniu do słów innych, ale tutaj muszę
                jednoznacznie stwierdzić, że BZDURY gadasz.
                Ja też twierdzę, że klaps nie jest metodą wychowawczą. I: 1. mam dziecko, 2.
                mam bardzo żywego, ruchliwego, ciekawskiego synka. I jak już pisałam w innych
                wątkach - zdaniem niektórych rodziców pewnie już z tysiąc razy zasłużył na
                klapsa.


                • silenhill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 11:26
                  > I jak już pisałam w innych wątkach - zdaniem niektórych rodziców pewnie już z
                  > tysiąc razy zasłużył na klapsa

                  I pewnie bedzie zaslugiwal przez cale zycie, bo super postepowi rodzice nie
                  byli w stanie wpoic mu zasad wspolzycia spolecznego, ani po prostu dobrego
                  wychowania. Jezeli uwazasz, ze dziecko 2 letnie jest w stanie przyjac do
                  wiadomosci wszystkie logiczne argumenty, takze te dla niego abstrakcyjne, to
                  sie gratuluje dobrego samopoczucia. Czy wolisz dac dziecku klapsa, by np. nie
                  biegalo po restauracji, czy poczekasz az np. wpadnie na kelnera a ten wyleje na
                  nie goraca kawe? Oczywiscie ta druga metoda, bez przemocy jest super jasnie
                  oswiecona, szkoda tylko, jezeli dziecku zostana blizny po oparzeniach...
                  Ja nie pisze o "praniu", czy tez maltretowaniu dzieci. Ja pisze o klapsie w
                  przyslowiowy tylek, w momencie, gdy inne metody zupelnie nie skutkuja. Klapsie,
                  ktory nie zrobi dziecku krzywdy, a ktorego grozba bedzie dla dziecka stanowila
                  swego rodzaju bariere przed robieniem rzeczy niebezpiecznych dla niego czy
                  innych. Do czasu, kiedy dorosnie na tyle, ze bedzie w stanie przyjac logiczne
                  argumenty.
                  • prorok_abraham Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 12:44
                    Ale GŁUPOTY piszesz. 2 letnie dziecko powinno być pod opieką rodziców 24h/dobę
                    i masz rozwiązany problem w restauracji. Jeśli dziecko biega po restauracji to
                    biegasz za nim i uważasz na to co robi albo bierzesz je na kolana i nie
                    pozwalasz biegać starając się zaabsorbować jego uwagę czymś innym. Ale wg
                    Ciebie najprościej dać klapsa, żeby mieć spokój i pogadać o d... Maryny.
                    • silenhill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 12:51
                      prorok_abraham napisał:

                      > Ale GŁUPOTY piszesz. 2 letnie dziecko powinno być pod opieką rodziców
                      24h/dobę
                      > i masz rozwiązany problem w restauracji. Jeśli dziecko biega po restauracji
                      to
                      > biegasz za nim i uważasz na to co robi albo bierzesz je na kolana i nie
                      > pozwalasz biegać starając się zaabsorbować jego uwagę czymś innym. Ale wg
                      > Ciebie najprościej dać klapsa, żeby mieć spokój i pogadać o d... Maryny.

                      Oczywiscie ze dziecko powinno byc pod opieka 24 h/dobe. Nie ma co do tego
                      dyskusji. Jezeli jednak jestes w stanie skupic uwage na dziecku przez caly
                      czas, to serdecznie gratuluje! Bo nie znam nikogo takiego, kto jest. Wystarczy
                      odwrocic sie na 10 sekund, by dziecko zrobilo sobie krzywde - wiem z wlasnego
                      doswiadczenia. Dziecko musi tez miec wlasne, wewnetrzne hamulce, a nie tylko
                      goniaca za nim krok w krok mamusie. Oczywsice do resaturacji chodzi sie po to,
                      zeby pogadac o d Marynie a nie po to, by biegac za dzieckiem. Jest to tylko 1 z
                      tysiecy mozliwych przykladow, kiedy dziecko powinno przynajmniej starac sie
                      samo kontrolowac. Co zrobisz, gdy idac z dzieckiem chodnikiem, puscisz na
                      chwile jego raczke, by np. pozbierac zakupy, ktore wysypaly sie z siatki, a
                      dziecko uwolonione od mamusi-straznika wbiegnie wtedy na ulice? Dziecko MUSI
                      miec wewnetrzne hamulce.
                      • prorok_abraham Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 13:06
                        silenhill napisała:

                        > prorok_abraham napisał:
                        >
                        > > Ale GŁUPOTY piszesz. 2 letnie dziecko powinno być pod opieką rodziców
                        > 24h/dobę
                        > > i masz rozwiązany problem w restauracji. Jeśli dziecko biega po restaurac
                        > ji
                        > to
                        > > biegasz za nim i uważasz na to co robi albo bierzesz je na kolana i nie
                        > > pozwalasz biegać starając się zaabsorbować jego uwagę czymś innym. Ale wg
                        >
                        > > Ciebie najprościej dać klapsa, żeby mieć spokój i pogadać o d... Maryny.
                        >
                        > Oczywiscie ze dziecko powinno byc pod opieka 24 h/dobe. Nie ma co do tego
                        > dyskusji. Jezeli jednak jestes w stanie skupic uwage na dziecku przez caly
                        > czas, to serdecznie gratuluje! Bo nie znam nikogo takiego, kto jest.
                        Nie trzeba być skupionym na swoim dziecku 100% czasu, w domu na ogół można
                        zluzować, szczególnie gdy nie jest się samotnym rodzicem. Są jednak sytuacje
                        gdzie powinno się skupić na 200%, np. miejsca pełne ludzi (restauracja) czy
                        niebezpieczne (ulica).

                        > Wystarczy
                        > odwrocic sie na 10 sekund, by dziecko zrobilo sobie krzywde - wiem z wlasnego
                        > doswiadczenia. Dziecko musi tez miec wlasne, wewnetrzne hamulce, a nie tylko
                        > goniaca za nim krok w krok mamusie. Oczywsice do resaturacji chodzi sie po
                        to,
                        > zeby pogadac o d Marynie a nie po to, by biegac za dzieckiem.
                        I tu się mylisz. Jeśli idziesz z dwulatkiem do restauracji to on jest
                        najważniejszy a nie d. Maryny. Na 10 sekund to się można odwracać w miejscu
                        bezpiecznym.

                        >Jest to tylko 1 z
                        >
                        > tysiecy mozliwych przykladow, kiedy dziecko powinno przynajmniej starac sie
                        > samo kontrolowac. Co zrobisz, gdy idac z dzieckiem chodnikiem, puscisz na
                        > chwile jego raczke, by np. pozbierac zakupy, ktore wysypaly sie z siatki, a
                        > dziecko uwolonione od mamusi-straznika wbiegnie wtedy na ulice? Dziecko MUSI
                        > miec wewnetrzne hamulce.
                        Naprawdę nie umiesz pozbierać zakupów jednocześnie zapewniając bezpieczeństwo
                        dziecku? Lepiej wlać i niech się boi? Wlej też kiedy będzie odkręcało gaz,
                        kiedy będzie próbowało zejść ze schodów, wlej kiedy wejdzie na wysoki stołek,
                        wlej kiedy zrzuci drogocenny dzbanek, wlej kiedy wyrwie kwiatek z doniczki itd.
                        Niech takie wystraszone rośnie. Jeszcze raz powtarzam - piszesz bzdury chcąc
                        usprawiedliwić swoje zachowanie.
                        • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 13:17
                          To ja - poprzednio silenhill - blad w loginie...

                          Ale do rzeczy - nikt nie pisze, ze rodzice C E L O W O maja odwracac swoja
                          uwage od dziecka. Sa jednak zdarzenia przypadkowe, kiedy uwaga rodzica zostaje
                          odwrocona i na pewien czas bezpieczenstwo dziecka polega jedynie na jego
                          SAMOKONTROLI. Rozumiesz? Sytuacja losowa - znaczy NIEZALEZNA od rodzica. Tak
                          ciezko to pojac?
                          Nikt tez nie mowi o biciu dziecka za zniszczenie czegokolwiek. Moj syn nigdy
                          nie dostal klapsa za zniszczenie jakiejs rzeczy, a uwierz mi - poniszczyl
                          wiele, w tym niektore dosc wartosciowe. Nikt nie ma do niego o to pretensji, bo
                          wychodzimy z zalozenia, ze kazda rzecz, poza zdrowiem mozna odkupic, a
                          szczesliwego dziecinstwa nigdy.
                          Pisze jedynie, ze przyslowiowy klaps ma zastosowanie jako narzedzie wytyczania
                          malemu dziecku granic w przypadku, kiedy jego zachowanie moze prowadzic to
                          narazenia jego zdrowia / zycia.

                          Dziecko powinno tez dostac klapsa, kiedy np. bije inne dzieci, badz tez swoich
                          rodzicow. Bo samo nie odczuwszy bolu, nie bedzie wiedziec, ze swoim zachowaniem
                          sprawia bol innym.

                          I tu ma tez zastosowanie kurek z gazem, czy schodzenie ze schodow.
                          Nie ma natomiast zastowowania bicie za zniszczenie czegokolwiek. Nie przekrecaj
                          wiec kota ogonem.
                          • prorok_abraham Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 13:42
                            silent_hill napisała:

                            > To ja - poprzednio silenhill - blad w loginie...
                            >
                            > Ale do rzeczy - nikt nie pisze, ze rodzice C E L O W O maja odwracac swoja
                            > uwage od dziecka. Sa jednak zdarzenia przypadkowe, kiedy uwaga rodzica
                            zostaje
                            > odwrocona i na pewien czas bezpieczenstwo dziecka polega jedynie na jego
                            > SAMOKONTROLI. Rozumiesz? Sytuacja losowa - znaczy NIEZALEZNA od rodzica. Tak
                            > ciezko to pojac?
                            Pisałem już wcześniej. Powtórzę: W pewnych sytuacjach zapewniasz dziecku 100%
                            bezpieczeństwa i nie ma tu mowy o liczeniu na samokontrolę dziecka dwuletniego.
                            Jeśli mu wlejesz, bo wchodzi na krzesło, to nie wejdzie na krzesło, bo będzie
                            się bało. To nie oznacza jednak, że nie zwali sobie na głowę garnka z gorącą
                            zupą (zostawionego przypadkowo) - przecież nigdy tego nie robiło, więc nie
                            dostało za to w d..., więc samokontrola nie działa. Argumenty o tego typu
                            samokontroli raczej sobie daruj. Na Twoim miejscu pomyślałbym raczej czy Ty nie
                            masz problemów z agresją w momencie, kiedy coś wymyka się spod kontroli.
                            > Nikt tez nie mowi o biciu dziecka za zniszczenie czegokolwiek. Moj syn nigdy
                            > nie dostal klapsa za zniszczenie jakiejs rzeczy, a uwierz mi - poniszczyl
                            > wiele, w tym niektore dosc wartosciowe. Nikt nie ma do niego o to pretensji,
                            bo
                            >
                            > wychodzimy z zalozenia, ze kazda rzecz, poza zdrowiem mozna odkupic, a
                            > szczesliwego dziecinstwa nigdy.
                            > Pisze jedynie, ze przyslowiowy klaps ma zastosowanie jako narzedzie
                            wytyczania
                            > malemu dziecku granic w przypadku, kiedy jego zachowanie moze prowadzic to
                            > narazenia jego zdrowia / zycia.
                            JW.

                            >
                            > Dziecko powinno tez dostac klapsa, kiedy np. bije inne dzieci, badz tez
                            swoich
                            > rodzicow. Bo samo nie odczuwszy bolu, nie bedzie wiedziec, ze swoim
                            zachowaniem
                            >
                            > sprawia bol innym.
                            I tu się nie zgodzę. Skoro dziecko dwuletnie, jak pisałaś wcześniej, nie
                            potrafi jeszcze logicznie przyjąć argumentów, to skąd pewność, że Twój klaps
                            zrozumie logicznie - "Nie wolno tego robić, bo to boli innych"?. A nie np.
                            tak: "Nie uderzę mamy, bo się boję, że mi też przyłoży... ale jak będzie ktoś,
                            kto mi nie będzie mógł oddać, to przywalić mogę".
                            >
                            > I tu ma tez zastosowanie kurek z gazem, czy schodzenie ze schodow.
                            > Nie ma natomiast zastowowania bicie za zniszczenie czegokolwiek. Nie
                            przekrecaj
                            >
                            > wiec kota ogonem.
                            • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:00
                              prorok_abraham napisał:

                              > silent_hill napisała:
                              > Jeśli mu wlejesz, bo wchodzi na krzesło, to nie wejdzie na krzesło, bo będzie
                              > się bało. To nie oznacza jednak, że nie zwali sobie na głowę garnka z gorącą
                              > zupą (zostawionego przypadkowo) - przecież nigdy tego nie robiło, więc nie
                              > dostało za to w d..., więc samokontrola nie działa.

                              Owszem nie dziala - jezeli dziecko mimo tlumaczenia siega po garnek z zupa i
                              nie dostanie klapsa (a klaps okazal sie skuteczny w przypadku krzesla), to
                              sobie w koncu ten garnek na glowe zwali. Jezeli nie klaps w przypadku zupy, to
                              prosze o podanie alternatywnego, skutecznego sposobu na unikniecie wypadku,
                              innego niz oczywista uwaga rodzicow i zabezpieczenie kuchenki.

                              > I tu się nie zgodzę. Skoro dziecko dwuletnie, jak pisałaś wcześniej, nie
                              > potrafi jeszcze logicznie przyjąć argumentów, to skąd pewność, że Twój klaps
                              > zrozumie logicznie - "Nie wolno tego robić, bo to boli innych"?. A nie np.
                              > tak: "Nie uderzę mamy, bo się boję, że mi też przyłoży... ale jak będzie
                              ktoś,
                              > kto mi nie będzie mógł oddać, to przywalić mogę".

                              Ja sie tutaj czuje, jak podczas rozmowy z dzieckiem, wiec sama widzisz, ja
                              trudna jest rozmowa z rzeczywistym dwulatkiem. Pisalam nie o wszystkich
                              argumentach, lecz o argumentach dla dziecka abstrakcyjnych! Bol jest argumentem
                              abstrakcyjnym, do momentu az sie go samemu nie poczuje, prawda?
                              Dziecko moze oczywiscie zinterpretowac klaps na 2 sposoby: "nie bede bic, bo to
                              sprawia bol", albo "nie bede bic, bo sama dostane". To zalezy juz od charakteru
                              dziecka i na to nie ma wplywu. W kazdym razie, jezeli dziecko bije inne dzieci,
                              to do momentu, az samo nie dostanie, nie dowie sie co robi, prawda?

                              • prorok_abraham Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:28
                                Nie, to ja się czuję jakbym rozmawiał z dwulatką. To jest jak rozmowa z
                                dewotką, do której nie mogą trafić żadne rzeczowe argumenty, bo jest na nie
                                uodporniona.
                                1. Zrozum, bo to nie trudne, że ten Twój klaps zadziała tylko w określonych,
                                bardzo określonych sytuacjach, bo nie przewidzisz wszystkich niebezpieczeństw i
                                nie będziesz dawać klapsa wirtualnego. Jeśli wlejesz dziecku za wchodzenie na
                                stołek, to nie uchronisz tym dziecka od garnka gorącej zupy (jeśli pierwszy raz
                                garnek widzi).
                                2. Argumenty abstrakcyjne to Ty wymyślasz tylko po to, by bronić zdania, które
                                z definicji nie jest do obrony. Ból nie jest żadnym argumentem, to tylko
                                odczucie, mówimy o interpretacji bólu - a ta może być różna. Jeśli dziecko bije
                                inne dzieci, powinno się uważać, by tego nie robiło, nie dopuszczać do tego
                                typu sytuacji i jeśli już dużo rozumie wyjaśniać mu problem, a nie dawać nic
                                nie powodującego (oprócz lęku) klapsa.

                                Kończę temat, bo nie chodzi tu o jakiekolwiek argumenty broniące tej lub innej
                                racji, ale o argumenty rzeczowe, które czegoś mogą nauczyć.
                                • wredna_jedza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:45
                                  Wiesz co, wole dziecko z traumą po klapsie, niż... z oparzeniami, bo chciało
                                  sprawdzić, czy ogień parzy..., niż rozjechane na ulicy..., niż porażone prądemz
                                  rozkopanego gniazkda uncertain
                                  • prorok_abraham Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:57
                                    A ja wolę dziecko i bez traumy i zdrowe fizycznie.

                                    PS. Najpierw przeczytaj dyskusję a potem się wtrącaj.
                                    • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:01
                                      prorok_abraham napisał:

                                      > A ja wolę dziecko i bez traumy i zdrowe fizycznie.
                                      >
                                      > PS. Najpierw przeczytaj dyskusję a potem się wtrącaj.

                                      Trauma po klapsie w tylek wink)) Jezeli dziecko ma traume po klapsie, to nadaje
                                      sie tylko na wizyte u psychologa, bo znaczy ze ma jakies zaburzenia...
                                    • wredna_jedza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:03
                                      Włączyłam sie, bo dyskusja zaczeła w pewnym momencie przypominac przeklepywanie
                                      podręcznika bezstresowego wychowania. smile)
                                      Nikt nie akceptuje bicia dla samego bicia, tylko klaps jest traktowany jako
                                      ostateczność...
                                      • prorok_abraham Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:21
                                        Nie czytałem żadnego podręcznika bezstresowego wychowania (Ty pewnie też), więc
                                        trudno byłoby mi coś przeklepywać. Z tego co mi jednak wiadomo - bezstresowe
                                        wychowanie (termin tak chętnie przez Ciebie używany) nie jest synonimem
                                        zwrotu "róbta co chceta", jak starasz się przekazać, a po prostu innym
                                        wyrażeniem "wychowania dobrego", w którym to brak klapsów nie oznacza
                                        pozwalaniu dziecku na wszystko.
                                        Ty uważasz, że klaps może być OK, ja swojego dziecka nie uderzę, bo uważam, że
                                        nic dobrego tym nie osiągnę, to wszystko. Nie chcę by dziecko się mnie bało, a
                                        po prostu szanowało i mi ufało. Co nie oznacza, że dziecku pozwalam na
                                        wszystko. Jestem przeciwnikiem zarówno klapsów jak i wchodzenia sobie na głowę,
                                        a ponieważ jak na razie moje metody się sprawdzają w życiu (moje dziecko wydaje
                                        się być szczęśliwe i jest grzeczne), roszczę sobie prawo do zabrania głosu w
                                        dyskusji.
                                • critic A może trochę konkretów? 21.08.06, 16:53
                                  prorok_abraham napisał:


                                  > Jeśli dziecko bije
                                  > inne dzieci, powinno się uważać, by tego nie robiło, nie dopuszczać do tego
                                  > typu sytuacji i jeśli już dużo rozumie wyjaśniać mu problem, a nie dawać nic
                                  > nie powodującego (oprócz lęku) klapsa.

                                  Konkrety, proroku, konkrety. W jaki sposób do tego nie dopuszczać? Jak pilnować,
                                  jeśli sytuacja ma miejsce nie przy tobie (żłobek itp.). W jaki sposób, jakimi
                                  argumentami wyjaśnisz trzylatkowi, że nie powinien bić innych dzieci, bo to jest
                                  "be"? Chętnie posłucham, tylko proszę bez frazesów w jakie obfite były twoje
                                  poprzednie posty.
                            • critic Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 16:48
                              prorok_abraham napisał:

                              > I tu się nie zgodzę. Skoro dziecko dwuletnie, jak pisałaś wcześniej, nie
                              > potrafi jeszcze logicznie przyjąć argumentów, to skąd pewność, że Twój klaps
                              > zrozumie logicznie

                              Nie musi zrozumieć - powstanie łuk odruchowy - skojarzanie z biciem innych
                              dzieci nieprzyjemnego bodźca; teorie Pwałowa wykładane na biologii już w gimnazjum.
                    • fidziaczek Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 12:58
                      pełne poparcie dla silenhill!!!!!
                    • pokeo2 Re: A może sprowadzić do absurdu? 22.08.06, 12:14
                      " Jeśli dziecko biega po restauracji to
                      > biegasz za nim i uważasz na to co robi"

                      To by bylo smieszne gdyby nie bylo smutne. Klasyczne bezstresowe wychowanie ktore nie ma z wychowaniem nic wspolnego oprocz nazwy. W ten sposob tworzy sie protezy spoleczne, "wychowuje" osoby kompletnie nieprzystosowane do zycia. Niektorzy za duzo czytaja poradnikow (szczegolnie zza wielkiej wody), a za malo sluchaja instynktu.
                  • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 13:54
                    Wybacz, ale troszkę się uśmiałam czytając Twoją odpowiedź big_grin

                    A teraz spróbuję się do niej odnieść smile

                    > I pewnie bedzie zaslugiwal przez cale zycie, bo super postepowi rodzice nie
                    > byli w stanie wpoic mu zasad wspolzycia spolecznego, ani po prostu dobrego
                    > wychowania
                    To, że nie daję mojemu dziecku klapsów nie znaczy, że nie uczę go zasad
                    współżycia społecznego ani dobrego wychowania. Bo dobre wychowanie bierze się
                    przede wszystkim z przykładu. A jeśli dziecko nie ma go od rodziców to i klaps
                    nie pomoże. Bardzo upraszczasz wychowanie dziecka, skoro uważasz, że są tylko
                    dwie drogi w wychowaniu: albo dawanie klapsów albo "nie wychowywanie".

                    >Jezeli uwazasz, ze dziecko 2 letnie jest w stanie przyjac do
                    > wiadomosci wszystkie logiczne argumenty, takze te dla niego abstrakcyjne, to
                    > sie gratuluje dobrego samopoczucia
                    Uważam, że nawet 1,5 roczne dziecko (a takie jest moje) jest w stanie zrozumieć
                    pewien komunikat przekazywany przez rodziców. To czy się do niego zawsze będzie
                    stosować to zupełnie inna sprawa. Ale KONSEKWENCJA daje duże szanse, że po
                    pewnym czasie będzie. A czy dając dziecku klapsa masz pewność, że zawsze będzie
                    grzeczne?? Chyba nie. Znam dziecko które dostaje klapsy, grożą mu nawet pasem
                    za "niegrzeczność" a i tak broi tak, że strach.

                    >Czy wolisz dac dziecku klapsa, by np. nie
                    > biegalo po restauracji, czy poczekasz az np. wpadnie na kelnera a ten wyleje
                    na
                    >
                    > nie goraca kawe?
                    Ani jedno, ani drugie smile Będąc rodzicem mam jeszcze do dyspozycji inne metody:
                    np. przytrzymanie biegającego dziecka, żeby na nikogo nie wpadło, posadzenie go
                    sobie na kolanach, ograniczenie mu miejsca do biegania do bezpiecznego metra
                    czy dwóch od naszego stolika etc. Nie muszę go od razu bić, ani czekać aż
                    wpadnie na kelnera.

                    >Ja pisze o klapsie w
                    > przyslowiowy tylek, w momencie, gdy inne metody zupelnie nie skutkuja.

                    To, ze inne metody nie skutkuja świadczy, moim zdaniem, o bezradności rodziców.

                    Klapsie,
                    >
                    > ktory nie zrobi dziecku krzywdy, a ktorego grozba bedzie dla dziecka
                    stanowila
                    > swego rodzaju bariere przed robieniem rzeczy niebezpiecznych dla niego czy
                    > innych.

                    Ja wolę, żeby moje dziecko nie robiło czegoś bo wie czym to grozi (np. nie
                    dotyka kubka z gorącym napoje, bo parę razy dotknął i przekonał sie, że jak
                    mama mówi, że gorące to znaczy, że gorące i może boleć; nie dotyka piekarnika
                    gorącego bo tak samo jak wyżej), a nie ze strachu przed klapsem. Rzeczy
                    niebezpieczne przed którymi nie mogę go "namacalnie" ostrzec eliminuję z jego
                    zasięgu. Bo moim zdaniem jak dziecku coś strzeli do główki to nawet groźba
                    klapa go nie uchroni przed nieszczęściem. A co do robienia krzywdy innym to
                    stanowczo i konsekwentnie reaguję na kazdą próbę np. szczypnięcia czy kopania -
                    NIE WOLNO, a jeśli to nie pomaga to po prostu przytrzymuję nogi/ręce do momentu
                    kiedy się nie uspokoi etc. I działa. Bez klapsów jak na razie smile
                    • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:05
                      stypkaa napisała:

                      > Wybacz, ale troszkę się uśmiałam czytając Twoją odpowiedź big_grin

                      A twoje slowa to stek bzdur i nawet nie ma sie co powolywac na cytaty.
                      JEDNA WIELKA BZDURA. Piszesz o cudowej konsekwencji, a twoje dziecko zachowuje
                      sie jak sama napisalas okropnie, tak okropnie, ze inni rodzice radza ci dziecku
                      przylozyc. Sama wiec widzisz, ze to zupelne nie dziala!
                      A tym uczeniem na przykladzie - to pewnie wsadzasz dziecku raczke do garnka z
                      goraca zupa, albo do pierkarnika, zeby pokazac czym grozi dotkniecie, prawda?
                      To samo zapewne dotyczy gniazdka elektrycznego. Ile volt dziecku aplikujesz,
                      zeby nie zrobic mu krzywdy ale zeby zrozumialo czym jest elektrycznosc?
                      • wredna_jedza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:10
                        Najczęściej mamuśki wychowujące "bezstresowo" mają wyjątkowo głupie pomysły smile))
                        Uczenie poprzez przykład smile)))
                      • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:43
                        > A twoje slowa to stek bzdur i nawet nie ma sie co powolywac na cytaty.
                        > JEDNA WIELKA BZDURA
                        Ale nie ma się co denerwować smile)) Masz prawo uważasz, że moja wypowiedź to
                        bzdura - chociaż lepiej byłoby to uzasadnić - wtedy jakoś tak logiczniej by
                        brzmiało smile

                        >Piszesz o cudowej konsekwencji, a twoje dziecko zachowuje
                        > sie jak sama napisalas okropnie, tak okropnie, ze inni rodzice radza ci
                        dziecku
                        >
                        > przylozyc. Sama wiec widzisz, ze to zupelne nie dziala!
                        Nie wiem - może jakiś kurs czytania ze zrozumieniem by się przydał? smile Gdzie
                        ja niby napisałam, że moje dziecko się zachowauje okropnie i to tak, że inni
                        rodzice radzą mi dziecku przyłożyć?? Doprawdy żywa nadinterpretacja big_grin
                        Czy chodziło Ci może o to, że napisałam że zdaniem wielu rodziców za to co robi
                        czasami 1,5 roczne dziecko zasłużyłoby już wiele razy na klapsa? Np. otwieranie
                        drzwiczek od szafki i bawienie się nimi, skakanie po kanapie, krzyczenie jak
                        coś mu się nie podoba, próba wypicia ze szklanki wszystkiego duszkiem aż do
                        oblania się, wchodzenie na murek przy kościele etc. - dajesz/dawałeś za to
                        swojemu dziecku klapsy? Jeśli tak to współczuję... dziecku.

                        > A tym uczeniem na przykladzie - to pewnie wsadzasz dziecku raczke do garnka z
                        > goraca zupa, albo do pierkarnika, zeby pokazac czym grozi dotkniecie, prawda?

                        Nie big_grin
                        Wystarczyło delikatne i kontrolowane przeze mnie dotknięcie gorącego kubka lub
                        piekarnika (nie było nawet czerwonego śladu, nie mówiąc o żadnym oparzeniu),
                        żeby mały załapał, że jak mama mówi, że gorące to nie kłamie i rzeczywiście
                        jest gorące - więc nie wolno dotykać.
                        Dziwne to dziecko co uwierzy we wszystkim na słowo rodzicowi - samo nie
                        sprawdzając pewnych rzeczy smile

                        > To samo zapewne dotyczy gniazdka elektrycznego. Ile volt dziecku aplikujesz,
                        > zeby nie zrobic mu krzywdy ale zeby zrozumialo czym jest elektrycznosc?
                        A to musiałbyś spytać mojego męża - on na elektryczności zna się doskonale big_grin
                        Gniazdka mamy z blokadami - więc problemu nie ma. Do czasu do kiedy nie będzie
                        w stanie zrozumieć czym jest elektryczność i przyjąć do wiadomości, że może być
                        groźna.


                        • wredna_jedza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:47
                          dotknięcie kubka, dotknięcie szyby piekarnika...
                          czy ty jestes aż tak ograniczona, że nie potrafisz zrozumieć, że fantazja
                          dziecka może być o wiele większ?
                          moja koleżanka koniecznie chciała dotknąć ogień w piecu uncertain
                          • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:57
                            wredna_jedza napisała:

                            > dotknięcie kubka, dotknięcie szyby piekarnika...
                            > czy ty jestes aż tak ograniczona, że nie potrafisz zrozumieć, że fantazja
                            > dziecka może być o wiele większ?
                            > moja koleżanka koniecznie chciała dotknąć ogień w piecu uncertain

                            W dodatku nasza kolezanka nie zdaje sobie sprawy, ze dotykajac goracego kubka
                            czy tez piekarnika TEZ zadaje dziecku bol! Ale paranoja prawda? Zadac bol
                            dotykajac paluszkiem dziecka goracego piekarnika (bo musi byc goracy inaczej
                            dziecko nie poczuje bolu i nie zrozumie zagrozenia) to mozna, przylac na pupe -
                            nie mozna wink))
                            • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:16
                              > W dodatku nasza kolezanka nie zdaje sobie sprawy, ze dotykajac goracego kubka
                              > czy tez piekarnika TEZ zadaje dziecku bol!
                              Dziecko samo chce dotknąć, ja tylko kontroluję, żeby to był czubek paluszka a
                              nie cała ręka. I zabiera natychmiast jak poczuje, że parzy. Nie płacze przy tym
                              (a po klapsie się to chyba zdarza wink) więc nie sądzę, żeby go to bolało.
                              Albo ja mam wyjątkowo rozumnego półtoroczniaka albo moje metody nie są jednak
                              takie niedorzeczne jak tu niektorzy sugerują - bo o dziwo teraz mały jak tylko
                              powiem, że jest gorące to nie podchodzi do piekarnika tylko stoi z odleglości
                              ok. pół metra i przygląda się ciekawie... I jakoś obyło się bez klapsa, żeby
                              zrozumiał smile
                              • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:27
                                stypkaa napisała:

                                > Dziecko samo chce dotknąć, ja tylko kontroluję, żeby to był czubek paluszka a
                                > nie cała ręka. I zabiera natychmiast jak poczuje, że parzy. Nie płacze przy
                                tym

                                Nie ma znaczenia, ze nie placze. Zadalas dziecku bol ty wyrodna matko wink))
                                A gdyby tak tobie ktos wlozyl reke do piekarnika? Jak bys sie czula? Nie
                                wolalabys klepniecia w pupe? wink))
                                • karokrk Wy płaczecie nad niesfornym 3latkiem, bo zdarza mu 21.08.06, 18:14
                                  sie popchnąć inne dziecko,a w NH zatrzymali 3/4latka ktory był szefem bandy
                                  ktora szyła ludzi na Hucie(w krk). On szedł na wystawke, a poźniej wpadala ekipa
                                  i robila swoje,wiec nie macie co płakac nad swoimi dziecmi...
                          • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:00
                            >czy ty jestes aż tak ograniczona,
                            Spokojnie, ja zdaje sie Ciebie nie wyzywam, prawda? Proszę więc o to samo...
                            Zresztą kulturalnych ludzi nie trzeba o to prosić.

                            >że nie potrafisz zrozumieć, że fantazja
                            > dziecka może być o wiele większ?
                            > moja koleżanka koniecznie chciała dotknąć ogień w piecu
                            Owszem, potrafię zrozumieć. I pewnie nigdy do końca nie przewidzę na jakie
                            genialne pomysły wpadną moje dzieci.
                            Ale nie bardzo rozumiem jak klaps ma uchronić dziecko kiedy będzie chciało
                            pierwszy raz spróbować dotknąć ogień w piecu?? Dasz mu przedtem klapsa na
                            zapas? (masz jeszcze jednego, żeby Ci przypadkiem nie przyszło do głowy to i
                            to)
                            Doprawdy zabawne big_grin
                            • wredna_jedza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:05
                              Jeśli mi lezie w stronę pieca, zabraniam, tłumaczę...
                              Klaps - jest karą za recydywę, gdy już nie pomaga tłumaczenie po raz n-ty... smile

                              Bo naprawde nie mam ochoty biegać z dzieckiem po lekarzach, ani też uwiązać go
                              za łańcuszek u mojej nogi smile
                        • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:55
                          stypkaa napisała:

                          > A to musiałbyś spytać mojego męża - on na elektryczności zna się doskonale big_grin
                          > Gniazdka mamy z blokadami - więc problemu nie ma. Do czasu do kiedy nie
                          będzie
                          > w stanie zrozumieć czym jest elektryczność i przyjąć do wiadomości, że może
                          być
                          >
                          > groźna.

                          Do momentu, gdy bedziecie w miejscu, w ktorym gniazdka nie sa zablokowane (np.
                          w poczekalni u lekarza) i dziecko nie wsadzi tam paluchow. Wtedy chyba nawet
                          maz-elektryk niewiele pomoze...

                          • wredna_jedza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:59
                            > > Gniazdka mamy z blokadami - więc problemu nie ma.
                            Hihihihihihi.... nici z blokady, jak dziecko wydrze gniazdko ze ściany w całości
                            smile Bo o takim "kwiatuszku" piszę big_grin
                            • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:11
                              nici z blokady, jak dziecko wydrze gniazdko ze ściany w całośc
                              > i
                              > smile Bo o takim "kwiatuszku" piszę big_grin
                              To albo kiepskie gniazdka, albo nie dziecko tylko olbrzym big_grin
                              U nas nawet ja nie jestem w stanie "wydrzeć gniazdka ze ściany w całości". A co
                              dopiero mój 1,5 roczny syn?
                              • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:13
                                stypkaa napisała:


                                > U nas nawet ja nie jestem w stanie "wydrzeć gniazdka ze ściany w całości". A
                                co
                                >
                                > dopiero mój 1,5 roczny syn?

                                Kolezanka rzeczywiscie wychowuje przez przyklad wink))

                          • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:06
                            > Do momentu, gdy bedziecie w miejscu, w ktorym gniazdka nie sa zablokowane
                            (np.
                            > w poczekalni u lekarza) i dziecko nie wsadzi tam paluchow
                            Nie wiem jak Ty, ale ja swoje dziecko pilnuję - co robi np. w poczekalni u
                            lekarza. Zresztą co innego miałabym tam do roboty - czekając na wizytę? smile

                            Wtedy chyba nawet
                            > maz-elektryk niewiele pomoze...
                            I znów przydałby się kurs czytania ze zrozumieniem...
                            Gdzie ja napisałam, że mój mąż jest elektrykiem?? big_grin
                            • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:12
                              stypkaa napisała:

                              > Nie wiem jak Ty, ale ja swoje dziecko pilnuję - co robi np. w poczekalni u
                              > lekarza. Zresztą co innego miałabym tam do roboty - czekając na wizytę? smile
                              Jasne, jak jestescie u znajomych to tez - caly czas trzymasz go na kolanach. W
                              ogole - kajdanki i przypiac do raczki mamusi, takze w nocy. Problem - jak w
                              takiej sytuacji pojsc do toalety?
                              Kobieto - spojrz na sytuacje z nieco innej perspektywy niz z perspektywy malo
                              obytej gospodyni domowej - nie zawsze jestes w stanie tak zeskanowac otoczenie,
                              by wylapac wszystkie zagrozenia.


                              > Gdzie ja napisałam, że mój mąż jest elektrykiem?? big_grin

                              Skoro nie jest elektrykiem to tym bardziej nie pomoze....
                              • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:26
                                > Jasne, jak jestescie u znajomych to tez - caly czas trzymasz go na kolanach
                                Nie, ale cały czas jest ktoś z dziećmi kto kontroluje co robią. A Ty
                                zostawiasz/zostawiałeś swoje półtoraroczne dziecko u znajomych same np. w
                                pokoju? A jak się zdarzy, że jest tam coś czego nie macie w domu i nie będzie
                                pamiętało klapsa za to? I np. zbije im XVIII wazę? Ale za zniszczenie klapsów
                                podobno nie dajesz. To w takim razie musisz być niezwykle bogaty, żeby odkupić
                                wszystko co Twoje dziecko zniszczy bo nie jest dopilnowane smile Mnie na to nie
                                stać wink

                                > Kobieto - spojrz na sytuacje z nieco innej perspektywy niz z perspektywy malo
                                > obytej gospodyni domowej
                                Nie wiem, może Twoja żona/partnerka/matka Twojego dziecka jest "mało obytą
                                gospodynią domową" i dlatego obrażasz w ten sposób każdą kobietę która się nie
                                zgadza z Twoim zdaniem? Wyobraź sobie, o ile to jest w granicach Twoich
                                możliwości, że oprócz tego, że jestem żoną i matką to jeszcze także pracuję
                                zawodowo.

                                > Skoro nie jest elektrykiem to tym bardziej nie pomoze....
                                Nie jest z zawodu elektrykiem - jest inżynierem elektronikiem, co mu nie
                                przeszkadzało skończyć odpowiedni kurs i mieć uprawnienia SEP. Ale chyba nie
                                będziemy rozmawiać o moim mężu...
                                • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:41
                                  >I np. zbije im XVIII wazę?
                                  Oczywiście miało być XVIII-wieczną wazę. Przepraszam za błąd.
                        • critic Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 16:58
                          stypkaa napisała:

                          > Wystarczyło delikatne i kontrolowane przeze mnie dotknięcie gorącego kubka lub
                          > piekarnika (nie było nawet czerwonego śladu, nie mówiąc o żadnym oparzeniu),
                          > żeby mały załapał, że jak mama mówi, że gorące to nie kłamie i rzeczywiście
                          > jest gorące - więc nie wolno dotykać.

                          A w jaki sposób, delikatnie i kontrolowanie wdrukujesz dziecku (bo można to tak
                          określić) że bicie innych dzieci jest niefajne? Może poprosisz inne dziecko żeby
                          w sposób "delikatny i kontrolowany" je uderzyło?
                      • jermaczek Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:20
                        > A tym uczeniem na przykladzie - to pewnie wsadzasz dziecku raczke do garnka z
                        > goraca zupa, albo do pierkarnika, zeby pokazac czym grozi dotkniecie, prawda?

                        Nie, samo wkłada albo tylko zbliża, bo jeśli robi to powoli, to poczuje, ze
                        gorące, zanim włoży. Pod kontrolą.
                        Przemoc rodzi przemoc, agresja rodzi agresję.
                        Przemoc zaczyna się tam, gdzie kończy sie wiedza.
                        Rodzice biją swoje dzieci, bo nie mają pomysłu jak wytłumaczyć im coś inaczej.

                        • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:25
                          jermaczek napisała:


                          > Przemoc rodzi przemoc, agresja rodzi agresję.
                          > Przemoc zaczyna się tam, gdzie kończy sie wiedza.
                          > Rodzice biją swoje dzieci, bo nie mają pomysłu jak wytłumaczyć im coś inaczej.

                          Powtarzasz oklepane frazesy - nie stac cie na odrobinke samodzielnego
                          myslenia? Otoz rodzice zawsze stosuja wobec dziecka przemoc - klaps jest forma
                          przemocy, ale i przytrzymanie dziecka tez jest forma przemocy, czyz nie?
                          Dziecko nieraz wyrywa sie tak, ze tym wyrywanie sprawia sobie bol duzo wiekszy,
                          niz w przypadku klapsa.
                          Poza tym, czlowiek ma przemoc zakodowana w genach! Kazdy! Jedni mniejsza, inni
                          wieksza, ale ma ja kazdy. Moj syn nigdy nie widzial osoby bijacej inna osobe -
                          ani w tv (bo nie ogladamy telewizji przy dziecku), ani w domu, ani na ulicy.
                          Mimo to, w wieku roczku zaczal bic swoich rodzicow. Nauczyl sie tego od kogos?
                          Nie - to byl odruch zakodowany w genach.
                          Nie mysl, ze dziecko, ktore nie dostaje klapsow, nie bedzie stosowac przemocy
                          wobec otoczenia - to wierutna bzdura!
                          • kaczor551 Re: A może sprowadzić do absurdu? 22.08.06, 15:44
                            > myslenia? Otoz rodzice zawsze stosuja wobec dziecka przemoc - klaps jest forma
                            >
                            > przemocy, ale i przytrzymanie dziecka tez jest forma przemocy, czyz nie?

                            Jakby trochę coś innego. Widzisz różnicę między złapaniem kogoś za rękę a uderzeniem kogoś w rękę?

                            > Dziecko nieraz wyrywa sie tak, ze tym wyrywanie sprawia sobie bol duzo wiekszy,
                            >
                            > niz w przypadku klapsa.

                            To oferma z ciebie, że nie potrafisz poradzić sobie z dzieckiem bez sprawiania mu bólu. Zresztą należy się zastanowić dlaczego się tak wyrywa. Może nie przepada za tatusiem?

                            > Poza tym, czlowiek ma przemoc zakodowana w genach! Kazdy! Jedni mniejsza, inni
                            > wieksza, ale ma ja kazdy.

                            Gdzieżeś te brednie wyczytał? Czy sam wykoncypowałeś?

                            > Moj syn nigdy nie widzial osoby bijacej inna osobe -
                            > ani w tv (bo nie ogladamy telewizji przy dziecku), ani w domu, ani na ulicy.
                            > Mimo to, w wieku roczku zaczal bic swoich rodzicow. Nauczyl sie tego od kogos?

                            Nie, stawiam na to, że po prostu sam był bity.

                            > Nie - to byl odruch zakodowany w genach.

                            Ktoś tu pisze na nowo behawiorystykę.

                            > Nie mysl, ze dziecko, ktore nie dostaje klapsow, nie bedzie stosowac przemocy
                            > wobec otoczenia - to wierutna bzdura!

                            A ty gdzie w życiu chcesz mieć 100% gwarancje? Ale 90% to też warte zachodu.

                            K.
                    • wredna_jedza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:08
                      Wychowywanie poprzez przykład?
                      Sorry, to patrząc na dziecko wychodzi, że ja - dorosły wsadzam łapy do wrzątku,
                      usiłuję kotu ukręcić łeb, wychodze z balkonu przez barierke, czy wydzieram
                      gniazdka ze ściany uncertain [przykłady pozbierane po rodzinie i znajomych].
                      Nie wszystko z zachowania dziecka jest prostym naśladowaniem dorosłego - często
                      są to jego własne absurdalne pomysły!
                      No ale nowoczesna mamusia naczyta sie o "bezstresowym wychowaniu" i potem
                      wychowuje bydełko na zasadzie "róbta co chceta" uncertain

                      > Ja wolę, żeby moje dziecko nie robiło czegoś bo wie czym to grozi (np. nie
                      > dotyka kubka z gorącym napoje, bo parę razy dotknął i przekonał sie, że jak
                      > mama mówi, że gorące to znaczy, że gorące i może boleć; nie dotyka piekarnika
                      > gorącego bo tak samo jak wyżej), a nie ze strachu przed klapsem.
                      Wole mieć dziecko z traumą po klapsie niż... z oparzeniami, gdy chciało sie
                      przekonać, że jednak ogień parzy [jak moja koleżanka w dzieciństwie]... uncertain
                      ... niż zbierać go z asfaltu na szosie uncertain
                      Bo wychodzi że albo klapsy, albo "łańcuszek" u nogi mamy uncertain
                      • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:12
                        wredna_jedza napisała:

                        > Bo wychodzi że albo klapsy, albo "łańcuszek" u nogi mamy uncertain

                        Ludzie po prostu swiruja - widza tylko 2 skrajnosci - nie bic w ogolu, albo
                        katowac tak, ze dziecko trafia do szpitala. Niestety droga posrednia, czyli
                        tlumaczyc 100 razy, a jak 101 nie pomoze, to przylozyc, okazuje sie niestety
                        najskuteczniejsza. Sa tez rozne dzieci o roznym temperamencie - jedno da sie
                        wychowac bez klapsow, na inne pomoze niestety tylko klaps. Ale super postepowe
                        mamusie oczywiscie tego nie widza. Bo to przeciez takie modne - wychowanie bez
                        przemocy wink))
                        • wredna_jedza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:13
                          Te "postempowe" mamuśki zazwyczaj są tak tępe, że klaps utożsamiają z biciem [a
                          moze lepiej - katowaniem] dzieciaka do tego, stopnia, że trafia do szpitala.
                          A potem mamy na ulicach "bydełko" i mamuśke upominającą "bydełko" - JAsiu nie
                          kop pana bo sie spocisz uncertain
                          • czarnobrody mam znajomą 21.08.06, 14:21
                            która ma 4-5 letniego dzieciaka i go wychowuje bezstresowo.
                            Opowiada (śmiejąc się) jak to schodzą rano zawsze do przedszkola (z czwartego
                            pietra) a mały Jasio zbiegając ze schodów dzwoni do wszystkich drzwi. I mówi
                            (matka, nie Jaś) że to w porządku itp.
                            Ale to chyba jednak swiadczy nie tylko o tym że dzieci nie nalezy wychowywac
                            bezstresowo, ale też że niektórzy nie dorosli do bycia rodzicem uncertain
                            • wredna_jedza Re: mam znajomą 21.08.06, 14:24
                              To co napisałeś, to nawet nie jest "bezstresowe wychowanie" tylko bezmyślny chów
                              bydełka-rozkapryszonego bachora, któremu wolno wszystko big_grin
                              Chyba najpierw należałoby spróbować mu wytłumaczyć, że tylko on idzie do
                              przedszkola [w końcu 4,5 latek to niemało], a nie cała kamienica, a jak
                              tłumaczenia nie pomogą - klaps?
                        • zbig72 100 % racji silent_hill 21.08.06, 14:43
                          ludzie widza tylko dwie skrajności...

                          a są przecież sytuacje w których szybki sponaniczny i pojedynczy klaps potrafi
                          wyrwa dziecko które akurat ma "zły dzień" z kręgu powtarzanych do znudzenia i
                          obiczonych a testowanie wytrzymałości rodzica zachowań...

                          taki powrót do rzeczywistości, którego w niekótrych sytuacjach nie spowoduje
                          żadne nawet najcierpliwsze tłumaczenie (nie mówię tu o garnkach z gorącą wodą
                          itp. bo to można wytłumaczyć ale np. o ulicznej histerii czy "zabawie" w bicie)

                          dawanie klapsa ma charakter SYMBOLICZNY (bo przeciez nie chodzi o to żeby
                          sprawić jakiś ogromny ból, wyżyć się czy poniżyć dziecko ale ma to być SYMBOL
                          postawienia dziecku ostatecznej granicy i jasny komunikat że dalej się juz
                          posunąć nie może)
                          • kaczor551 Re: 100 % racji silent_hill 22.08.06, 13:16
                            > dawanie klapsa ma charakter SYMBOLICZNY (bo przeciez nie chodzi o to żeby
                            > sprawić jakiś ogromny ból, wyżyć się czy poniżyć dziecko ale ma to być SYMBOL
                            > postawienia dziecku ostatecznej granicy i jasny komunikat że dalej się juz
                            > posunąć nie może)

                            Chodzi o to, żeby bólem odwrócić uwagę dziecka lub podkreślić karę. To nie jest żaden symbol, tylko stosowanie bólu jako narzędzia wychowania.

                            K.
                      • silent_hill Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:22
                        wredna_jedza napisała:

                        > Wychowywanie poprzez przykład?

                        Mamuski zapominaja, ze o ile "wychowanie przez przyklad" ma sens w przypadku
                        rzeczy, ktore robic nalezy, o tyle w przpadky rzeczy, ktorych robic NIE nalezy,
                        nie ma najmniejszego sensu. Nawiazujac do tego, co piszesz - trzeba by wylac na
                        siebie goraca zupe i drzec sie z bolu, zeby dziecko zrozumialo, ze to
                        niebezpieczne? wink
                      • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 14:51
                        > No ale nowoczesna mamusia naczyta sie o "bezstresowym wychowaniu" i potem
                        > wychowuje bydełko na zasadzie "róbta co chceta" uncertain
                        Nie wiem czy to o mnie, ale skoro odpowiadasz na moją wypowiedź to wnoszę że
                        tak. A więc przyjmij do wiadomości że "nowoczesna mamusia" nie wychowuje sobie
                        bydełka i że moje dziecko nie robi co chce. Są granice tego co może, a co nie -
                        i są przestrzegane - ja nie rzucam słów na wiatr smile
                        Jakoś tak trudno Wam zrozumieć różnicę pomiędzy wychowaniem bezstresowym
                        (którego nie jestem zwolenniczką) a wychowaniem bez klapsów.
                        Może wypadałoby w takim razie trochę się "naczytać" i dopiero potem wygłaszać
                        obraźliwe uwagi?
                        • wredna_jedza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:01
                          stypkaa napisała:

                          > > No ale nowoczesna mamusia naczyta sie o "bezstresowym wychowaniu" i potem
                          > > wychowuje bydełko na zasadzie "róbta co chceta" uncertain
                          > Nie wiem czy to o mnie, ale skoro odpowiadasz na moją wypowiedź to wnoszę że
                          > tak. A więc przyjmij do wiadomości że "nowoczesna mamusia" nie wychowuje sobie
                          > Są granice tego co może, a co nie -
                          > i są przestrzegane - ja nie rzucam słów na wiatr smile
                          Któregoś dnia sie przekonasz, jak te "granice" zrozumiało twoje dziecko...
                          Żebyś nie była zdziwiona, jak kilka moich znajomych...


                          > Jakoś tak trudno Wam zrozumieć różnicę pomiędzy wychowaniem bezstresowym
                          > (którego nie jestem zwolenniczką) a wychowaniem bez klapsów.
                          > Może wypadałoby w takim razie trochę się "naczytać" i dopiero potem wygłaszać
                          > obraźliwe uwagi?
                          • stypkaa Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 15:47
                            > Któregoś dnia sie przekonasz, jak te "granice" zrozumiało twoje dziecko...
                            > Żebyś nie była zdziwiona, jak kilka moich znajomych...
                            >
                            Żebyś nie była/był zdziwiona/y jak któregoś dnia Twoje dziecko da Ci klapsa i
                            powie "Mamusiu/Tatusiu, jesteś niegrzeczna/y" big_grin
                            Bo skoro Ty możesz bić jego/ją to on/ona Ciebie też, prawda? Inaczej byłaby to
                            hipokryzja...
                            • stypkaa Do Silent_hill i wredna jędza 21.08.06, 15:51
                              Dzięki juz za dyskusję, którą kończę, bo i tak do niczego nie prowadzi. Jedni
                              sa za klapsami, inni nie - żadne argumenty ani tym bardziej obrażanie mającego
                              inne zdanie tego nie zmienią.
                              Pozdrawiam i życzę miłego popoludnia w gronie rodziny.
                            • sztusza Re: A może sprowadzić do absurdu? 21.08.06, 16:47
                              Zwykle sie w dyskusjach nie udzielam, ale nie raz slyszalem juz taka bzdure,
                              wiec sie nie powstrzymam od komentarza. A moze bardziej pytania (kilku):
                              Czy uwazasz, ze dziecko (kilkuletnie!) i jego rodzic powinni miec takie same
                              prawa?! Czy powinni byc rownorzednymi partnerami? Czy przypadkiem rola opiekuna
                              i wychowawcy nie polega na opiece i wychowywaniu?
                              I na koniec przyklad:
                              Czy jezeli twoje dziecko mimo prob tlumaczenia chce jesc tylko slodycze, to
                              nie bedziesz mu tego zabraniac, poniewaz i ono nie zabrania Ci opychania sie
                              czekolada?
                              • hanula Re: A może sprowadzić do absurdu? 22.08.06, 01:27
                                > Czy jezeli twoje dziecko mimo prob tlumaczenia chce jesc tylko slodycze, to
                                > nie bedziesz mu tego zabraniac, poniewaz i ono nie zabrania Ci opychania sie
                                > czekolada?

                                Oczywiscie ze nie. W takiej sytuacji dziecku nalezy wlac. To je nauczy, ze nie
                                wolno opychac sie czekolada.
                                • sztusza Re: A może sprowadzić do absurdu? 22.08.06, 11:42
                                  Jakby ktos nie rozumial to chodzilo o zasade wzajemnosci. Czekolady najprosciej
                                  bylo by nie kupic, ale nie wszyscy lubia proste rozwiazania...
                        • kaczor551 Re: A może sprowadzić do absurdu? 22.08.06, 12:50
                          > Jakoś tak trudno Wam zrozumieć różnicę pomiędzy wychowaniem bezstresowym
                          > (którego nie jestem zwolenniczką) a wychowaniem bez klapsów.
                          > Może wypadałoby w takim razie trochę się "naczytać" i dopiero potem wygłaszać
                          > obraźliwe uwagi?

                          Widzisz stypkaa, dla niektórych wychowywanie dzieli się na bezstresowe i takie z biciem. Ale to świadczy tylko o wiedzy wyznawców takich poglądów.

                          K.
                  • critic silenhill, masz 100% racji 21.08.06, 16:42
                    Ludzie, przecież nie chodzi o to , żeby maltretować dziecko, ani bić je pasem!
                    Delikatny klaps bywa czasem nieodzowny - tak małe dziecko nie jest jeszcze w
                    stanie przyjąć argumentów, które nam wydają się logiczne, jego umysł bardziej
                    przypomina umysł zwierzęcia i potrafi reagować tylko na bodźce. Dziecku możesz
                    100 razy powtarzać, żeby nie dotykało płomienia świeczki, ale przestanie je
                    korcić dopiero kiedy się oparzy - teorie pana Pawłowa się kłaniają.
                    • maga01 Re: silenhill, masz 100% racji 21.08.06, 18:59
                      No to teraz z punktu widzenia dziecka wychowanego bezstresowo wink
                      Klapsa (lekkiego) dostałam tylko raz (!) w życiu. Mogłam wtedy mieć 4-5 lat, a
                      sytuacja miała miejsce na dworcu pks. Zupełnie nie pamiętam, czym sobie na
                      to "zasłużyłam" (gdzie więc oddziaływanie wychowawcze typu "jak dziecko
                      dostanie za coś klapsa, to nie zrobi tego więcej", skoro dziecko nie kojarzy,
                      za co to było?!?), natomiast dokładnie pamiętam, jakie to było dla mnie
                      upokorzenie. Nawiasem mówiąc, kilkanaście lat później w jakiejś rozmowie
                      wypomniałam w żartach mojemu ojcu, że chyba dziecka nie umiał wychowywać, skoro
                      musiał się uciec do takich środków; i mimo żartobliwej formy, w jakiej to
                      powiedziałam, widać było, że jest mojemu ojcu wstyd. Sam o tej sytuacji szybko
                      zapomniał, ale we mnie cały czas to tkwiło.
                      Co więcej rodzice nigdy (!) mnie nie karali. Jeśli zrobiłam coś nie tak,
                      zwracali mi uwagę, tłumaczyli, podkreślali, że im się to nie podoba / sprawiło
                      przykrość. I jakoś skutkowało. Obecnie nie jestem alkoholiczką ani narkomanką,
                      nie mam stadka "wpadkowych" dzieci, nie kradnę, a nawet, o zgrozo, nie palę
                      papierosów. Mam dwadzieścia parę lat, rodzinę niedługo zakładam i deklaruję, że
                      dziecka nie uderzę. Dla mnie jest to przejaw braku umiejętności radzenia sobie
                      ze sobą i niedojrzałości do posiadania dzieci.
                      Na zakończenie: widziałam kiedyś humorystyczny rysunek przedstawiający ojca
                      uderzającego rozwrzeszczaną pociechę paskiem. Podpis brzmiał mniej więcej "Może
                      to cię nauczy, że nie można bić słabszych!". I to jest dla mnie najlepszy
                      komentarz do takich metod wychowawczych.
                      • silent_hill Re: silenhill, masz 100% racji 21.08.06, 19:49
                        Nie przyszlo ci do glowy dziecino, ze nie wszystkie dzieci maja twoj ulegly
                        temperament i nie wszystkie sa takie posluszne? Nie przyszlo ci to glowy, ze
                        wobec dzieci o roznych charakterach potrzebne sa rozne metody wychowawcze?
                        Chyba ze siebie uwazasz za norme, a wszystkie inne dzieci za patologie?
                        • maga01 Re: silenhill, masz 100% racji 21.08.06, 23:34
                          Po pierwsze, nie wypowiadaj się o moim charakterze jeśli mnie nie znasz. Zawsze
                          daleka byłam od uległości, zresztą tak mnie rodzice chcieli wychowywać. I
                          dlatego właśnie dawali mi dużo swobody - dziecko szybciej się uczy na własnych
                          błędach niż korzystając z rad rodziców. Zdarzało się, że rodzice mi mówili, że
                          czegoś nie powinnam robić, a ja i tak robiłam co chciałam, tylko że potem
                          niekiedy okazywało się, że to oni mieli rację; dzięki temu miałam do nich
                          zaufanie i poważnie traktowałam to, co mi radzili. Tak więc raczej zdrowy
                          rozsądek niż uległość, niezależnie od tego, co chcesz mi wmówić. A twoją
                          dzieciną na szczęście nie jestem.
                          Po drugie - tak, właśnie traktuję siebie jako normę. Jakoś w mojej rodzinie nie
                          słyszałam o ani jednym przypadku bicia dzieci (podejrzane, prawda?), wśród
                          bliskich znajomych również. Jedyna znana mi osoba, która w dzieciństwie nieraz
                          była w ten sposób karana przez ojca, rzuciła szkołę w połowie technikum, wpadła
                          w złe towarzystwo i się stoczyła. Ale może jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
                          A, i jeszcze na ulicy zdarza mi się widzieć matki uderzające dzieci w pośladki
                          i krzyczące na nie w stylu "ty sk***lu, jak nie zaczniesz mnie k***a słuchać,
                          to ci w d***ę przyleję!". Może to też przypadek, że takie nieodpowiedzialne i
                          niewychowane kobiety stosują właśnie takie metody wychowawcze. Przypadki się
                          zdarzają, prawda?
                          • silent_hill Re: silenhill, masz 100% racji 22.08.06, 00:03
                            maga01 napisała:

                            > Zdarzało się, że rodzice mi mówili, że
                            > czegoś nie powinnam robić, a ja i tak robiłam co chciałam, tylko że potem
                            > niekiedy okazywało się, że to oni mieli rację;

                            Np. mozna probowac przejsc przez ruchliwa ulice. Moze sie okazac, ze rodzice
                            mieli racje, a dziecko reszte zycia spedzi na wozku inwalidzkim. Cudowna
                            satysfakcja, prawda?

                            > Po drugie - tak, właśnie traktuję siebie jako normę.

                            Gratuluje dobrego samopoczucia. Nie gratuluje natomiast umiejetnosci szerszego
                            spojrzenia na problem i patrzenia nieco dalej niz czubek wlasnego nosa. Moze
                            twoj akurat temperament pozwalal na takie wychowanie, w przypadku jedak duzej
                            czesci dzieci, ich temperament na takie wychowanie nie pozwala.

                            >Jakoś w mojej rodzinie nie
                            >
                            > słyszałam o ani jednym przypadku bicia dzieci (podejrzane, prawda?), wśród
                            > bliskich znajomych również.

                            BICIA dzieci. Nie mowimy o BICIU dzieci, ale o klapsach jako suplemencie
                            wychowania. Jesli nie czujesz tej subtelnej roznicy, to znaczy, ze twoi rodzice
                            nie tylko nie wymagali od ciebie posluszenstwa, ale nie wymagali myslenia w
                            ogole.


                            > A, i jeszcze na ulicy zdarza mi się widzieć matki uderzające dzieci w
                            > pośladki
                            > i krzyczące na nie w stylu "ty sk***lu, jak nie zaczniesz mnie k***a słuchać,
                            > to ci w d***ę przyleję!".

                            Jasne, przeciwko kazdej tezie mozna przytoczyc jakis przyklad patologicznego
                            zachowania. Nie slyszalem, by ktos podczas tej dyskusji popieral wyzywanie
                            dzieci. Tak samo ja moglbym przytoczyc przyklady dzieci, nie bitych w domu, a
                            ktore np. zabily swoich rodzicow. Tylko po co? Mowimy o zachowaniach
                            mieszczacych sie w granicach norm, nie o patologiach.
                          • stypkaa Do maga01 22.08.06, 08:25
                            Powiem Ci z własnego doświadczenia, że nie ma co wdawać się w bezsensowne
                            dyskusje z kimś kto nie potrafi uszanować tego, że ktoś może mieć inne zdanie.
                            Próbowałam dyskutować na argumenty - w zamian za to przeczytałam, że
                            jestem "postempowom" mamuśką, która wychowuje sobie bydełko.
                            Widać niektórzy, jak już brakuje racji do przekonania, muszą uciekać się do
                            epitetów. Żałosne...

                            A nawiązując do odpowiedzi Twojego "partnera" w dyskusji - ciekawe czym dla
                            niego jest KLAPS jeśli nie BICIEM? Głaskaniem, dotykaniem, muskaniem... no nie
                            wiem czym jeszcze może być?? big_grin
                            • silent_hill Zabawne jest 22.08.06, 09:21
                              ze w tej dyskusji wypowiadasz sie przeciwko klapsom, jako formie przemocy
                              fizycznej - a;
                              1. sama stosujesz przemoc wobec dziecka - np. trzymajac je mocno na kolanach -
                              jest to forma przemocy i jezeli mamy byc calkowicie politycznie poprawni, jest
                              niedopuszczalna
                              2. stosujesz wobec dziecka metody uczenia sie poprzez odczuwanie bolu (to czyli
                              wsadzanie palca do goracego piekarnika), taka sama metoda nauki jest klaps

                              To powyzsze oczywiscie nieco z przymruzeniem oka, ale teraz juz na powaznie.

                              Dodatkowo - wypowiadasz sie z wielkim znastwem na ten temat majac dziecko 1,5
                              roczne. Otoz takie dzieci klapsow jeszcze zazwyczaj nie dostaja, bo nie musza.
                              Poczekamy az twoj synek bedzie mial 2 - 3 latka i zacznie CELOWO ignorowac
                              twoje zakazy, nawet wiedzac, ze mu to zagraza, badz tez CELOWO robic na ulicy
                              sceny histerii, zazwyczaj dokladnie nastawione na wyprowadzenie cie z rownowagi.
                              Mniej wiecej do momentu, gdy moj synek osiagnal ten wiek, klaps jako metoda
                              wychowania byla dla mnie rowniez niezrozumiala.
                              Ponadto jest wiele rodzajow temperamentow, jakimi przez nature moze zostac
                              obdarzone dziecko. W zaleznosci do ktorego "koszyczka" to dziecko wpadnie,
                              skuteczne beda rozne metody wychowawcze.
                              Nie oceniaj wiec osob stosujacych klapsy, jako "bezradnych" i "nie radzacych
                              sobie z wychowaniem", bo sa to jedynie modne frazesy z
                              wychowawczych "bestsellerow".
                              • stypkaa Re: Zabawne jest 22.08.06, 10:00
                                Zanim odpowiem na Twoje wątpliwości (mimo, że wczoraj juz podziękowałam za
                                dysusję, ale skoro odpowiadasz na mój post czuję się w obowiązku odpowiedzieć
                                Tobie) poproszę o odpowiedź na moje wcześniej już postawione pytanie: czym jest
                                dla Ciebie klaps skoro nie jest biciem?
                                • silent_hill Re: Zabawne jest 22.08.06, 10:19
                                  OK jest biciem, a teraz czekam na twoje wyjasnienia ty super doswiadczona
                                  postepowa mamusko.
                                  • stypkaa Re: Zabawne jest 22.08.06, 11:25
                                    >OK jest biciem
                                    Cieszę się, ze chociaż w tej kwestii się zgadzamy smile

                                    >a teraz czekam na twoje wyjasnienia ty super doswiadczona
                                    postepowa mamusko
                                    Nie rozumiem za bardzo tego protekcjonalnego tonu i moim zdaniem jest on tutaj
                                    zupełnie zbędny.

                                    A wracając do Twojej poprzedniej wypowiedzi:
                                    >Zabawne jest ze w tej dyskusji wypowiadasz sie przeciwko klapsom, jako formie
                                    >przemocy
                                    >fizycznej - a;
                                    >1. sama stosujesz przemoc wobec dziecka - np. trzymajac je mocno na kolanach -
                                    >jest to forma przemocy i jezeli mamy byc calkowicie politycznie poprawni, jest
                                    niedopuszczalna

                                    Dla mnie może nie zabawne, ale smutne jest to, że porównujesz bicie dziecka z
                                    powstrzymywaniem go od zachowań groźnych dla niego bądź innych. Jednak wg mnie
                                    jest między tymi dwoma zagadnieniami dosyć duża różnica. Mimo, że jak się
                                    wyrażasz trzymając dziecko na kolanach stosuję wobec niego przemoc smile

                                    >stosujesz wobec dziecka metody uczenia sie poprzez odczuwanie bolu (to czyli
                                    >wsadzanie palca do goracego piekarnika), taka sama metoda nauki jest klaps
                                    Niestety, brak umiejętności czytania ze zrozumieniem daje znów swe znaki -
                                    nigdzie nie napisałam że wsadzam palec dziecka do gorącego piekarnika - aż taka
                                    wyrodna to ja nie jestem ;-D
                                    Napisałam za to, że kontrolowałam dotknięcie przez dziecko (nie zmuszałam go do
                                    tego) gorącego piekarnika (a raczej wyrażając się ściślej gorących drzwi od
                                    tego piekarnika, bo być może nieobyci z kuchennymi sprzętami nie wiedzą, że jak
                                    piekarnik jest gorący to znaczy, że coś się w nim piecze -a co za tym idzie
                                    drzwi są zazwyczaj zamknięte smile)

                                    >Dodatkowo - wypowiadasz sie z wielkim znastwem na ten temat majac dziecko 1,5
                                    roczne.
                                    Owszem. Ale trzeba Ci wiedzieć, że mając 17 lat zostałam obdarowana przez
                                    rodziców drugą siostrą. Taka duża różnica wieku powodowała, że raczej zawsze
                                    traktowałam ją prawie jak swoje dziecko, a nie siostrę. I jak już w jakimś
                                    poście napisałam to ja przekonałam mamę, że są inne metody wychowywania dzieci
                                    niż bicie ich. Ta moja siostra także była kiedyś w wieku 2,3 czy 5 lat i wiem
                                    jak takie dzieci potrafią się zachowywać. A ze była i zresztą do tej pory jest
                                    bardzo temperamenta - już teraz jako właściwie nastolatka i czasami trudno było
                                    się powstrzymać od dania klapsa, ale jednak się udało smile
                                    Dodatkowo mając 20 lat zaczęłam opiekować się dzieckiem, która wtedy miało rok
                                    i 2 m-ce. Skończyłam opiekować się nią gdy miała ponad 3 lata. Także znów wiek
                                    2 i 3 latek przechodziłam.
                                    I NIGDY nie dałam klapsa żadnej z nich, ani mojej siostrze ani tej dziewczynce,
                                    którą opiekowałam się "zawodowo".
                                    Także chyba mam trochę większe pojęcie o wychowywaniu dzieci niż Ci się zdaje.

                                    >Otoz takie dzieci klapsow jeszcze zazwyczaj nie dostaja, bo nie musza.
                                    Otóż, wyobraź sobie, że mam kuzynkę która rocznemu dziecku potrafiła dać klapsa
                                    (nawiasem mówiąc mojej chrześnicy) bo coś tam zrobiła nie tak. A roczne
                                    dziecko, jak zapewne wiesz, też potrafi dać w kość.
                                    Zresztą co tu daleko szukać - niedawno była całkiem spora afera na tymże forum,
                                    bo jakaś mama przytoczyła przykład z innego forum o tym, że matka dała klapsa
                                    TRZYMIESIĘCZNEMU dziecku!!!
                                    Także chyba rzecz nie w tym od jakiego wieku dziecko może zasługiwać na klapsa,
                                    ale raczej w umiejętności opanowania emocji przez rodziców. A w końcu bądź co
                                    bądź tym się rożnimy (a przynajmniej powinniśmy się różnić) od dzieci, że
                                    właśnie potrafimy nad tymi emocjami panować - one dopiero się tego uczą.

                                    I to w zasadzie tyle. Mam nadzieję, że "super doświadczona postepowa mamuśka"
                                    odpowiedziała chociaż trochę na Twoje wątpliwości.
                                    Pozdrawiam i życzę miłego dnia.



                                • zbig72 Re: Zabawne jest 22.08.06, 11:25
                                  dawanie klapsa ma charakter SYMBOLICZNY (bo przeciez nie chodzi o to żeby
                                  sprawić jakiś ogromny ból, wyżyć się czy poniżyć dziecko ale ma to być SYMBOL
                                  postawienia dziecku ostatecznej granicy i jasny komunikat że dalej się juz
                                  posunąć nie może)

                                  jest to jedna z metod wychowawczych - wobec niektórych dziecki całkowicie
                                  niepotrzebna, wobec innych przydatna, a wobec części wręcz niezbędna
                                  • stypkaa Re: Zabawne jest 22.08.06, 11:31
                                    > dawanie klapsa ma charakter SYMBOLICZNY
                                    OK, a co zrobisz kiedy ten symboliczny klaps przestanie działać? Albo dziecko z
                                    bezczelną miną Ci się odwróci i powie: "mnie to nie boli" i dalej będzie robić
                                    to co robiło. No co wtedy zrobisz???
                                    Znam przypadek dziecka, które na klapsy w dupę reagowało tak, że z potrójnie
                                    wzmożoną przekornością robiło to za co klapsa dostało. I wtedy okazuje się, że
                                    być może trzeba posunąć się do kolejnego kroku - czyli np. dać lanie pasem.
                                    I co wtedy z symboliką klapsa??????
                                    • silent_hill Re: Zabawne jest 22.08.06, 11:38
                                      Dystkusja z toba nie ma sensu, bo to jest jak rzucanie grochem o sciane.
                                      Poczekaj az TWOJE dziecko osiagnie wiek 3 lat, nie zaslaniaj sie tutaj
                                      doswiadczeniami jako niani, bo zadnej niani tak czy inaczej uderzyc dziecka nie
                                      wolno.
                                      Oszczedzila bys sobie czasu wypisujac takie bzdury i lepiej zajela sie swoim
                                      dzieckiem. Bo jezeli jestes teraz w domu, to oznacza, ze za dlugo siedzisz w
                                      sieci i nie zajmujesz sie dzieckiem w wystarczajacym stopniu. A jezeli jestes w
                                      pracy... No coz, wtedy skoro opiekujesz sie tak dzieckiem, jak pracujesz, to
                                      tylko wspolczuc...
                                      • stypkaa Re: Zabawne jest 22.08.06, 11:48
                                        > Dystkusja z toba nie ma sensu, bo to jest jak rzucanie grochem o sciane.
                                        No pewnie - jak brak argumentów to najlepiej walnąć taki tekst jak wyżej i po
                                        problemie big_grin

                                        >nie zaslaniaj sie tutaj
                                        > doswiadczeniami jako niani, bo zadnej niani tak czy inaczej uderzyc dziecka
                                        nie
                                        >
                                        > wolno.
                                        Ale siostrze wolno, prawda? Rodzeństwo się przecież nie raz leje jak trzeba big_grin


                                        >Oszczedzila bys sobie czasu wypisujac takie bzdury i lepiej zajela sie swoim
                                        > dzieckiem. Bo jezeli jestes teraz w domu, to oznacza, ze za dlugo siedzisz w
                                        > sieci i nie zajmujesz sie dzieckiem w wystarczajacym stopniu. A jezeli jestes
                                        w
                                        >
                                        > pracy... No coz, wtedy skoro opiekujesz sie tak dzieckiem, jak pracujesz, to
                                        > tylko wspolczuc...
                                        Jak jestem w domu z dzieckiem to nie zaglądam do sieci - szkoda mi na to czasu.
                                        A że mam taką pracę, że mogę sobie na to pozwolić - no cóż - może Twoim zdaniem
                                        to powód do współczucia - ja się cieszę smile Ostatnio nawet dostałam podwyżkę i
                                        premię, więc chyba pracodawca nie odczuwa boleśnie mojego klikania - bo
                                        obowiązki się wykonane tak jak trzeba, a nawet lepiej - premii za ładne oczy u
                                        mnie w firmie nie dają wink
                                        Ale zechciej łaskawie odpowiedzieć mi na pytanie: skąd Ty piszesz?




                                        • silent_hill Re: Zabawne jest 22.08.06, 11:55
                                          stypkaa napisała:


                                          > Jak jestem w domu z dzieckiem to nie zaglądam do sieci - szkoda mi na to
                                          czasu.
                                          >
                                          > A że mam taką pracę, że mogę sobie na to pozwolić - no cóż - może Twoim
                                          zdaniem
                                          >
                                          > to powód do współczucia - ja się cieszę smile Ostatnio nawet dostałam podwyżkę
                                          i
                                          > premię, więc chyba pracodawca nie odczuwa boleśnie mojego klikania - bo
                                          > obowiązki się wykonane tak jak trzeba, a nawet lepiej - premii za ładne oczy
                                          u
                                          > mnie w firmie nie dają wink
                                          > Ale zechciej łaskawie odpowiedzieć mi na pytanie: skąd Ty piszesz?

                                          Ja pisze z domu. Czy twoj pracodawca wie, ze polowe czasu w pracy spedzasz na
                                          klikaniu? Wiem, ze moze nie odczuwac, ale czy wie? Bo skoro nie jestes uczciwa
                                          w pracy, to czy potrafisz byc uczciwa w domu? Np. z twoimi "argumentami z zycia
                                          wzietymi"? Czy tak mamy wierzyc w twoje argumenty, jak twoj pracodawca, ze w
                                          pracy rzeczywiscie pracujesz?
                                          • stypkaa Re: Zabawne jest 22.08.06, 12:47
                                            > Ja pisze z domu.
                                            Przyganiał kocioł garnkowi big_grin
                                            To w takim razie Ty, a nie ja nie zajmujesz się wystarczająco dużo dzieckiem.

                                            >Czy twoj pracodawca wie, ze polowe czasu w pracy spedzasz na
                                            > klikaniu?
                                            Mam zadaniowy czas pracy i nikogo nie obchodzi kiedy to zrobię - ma być
                                            zrobione i już. Jedni (u mnie w firmie) wykorzystują wolny czas w pracy na
                                            jeżdżenie na 1,5 godzinne lunche, ja jem kanapki przy biurku i klikam w sieci.
                                            I Tobie nic do tego.

                                            Wybacz, ale teraz zajmę się zajęciem o wiele ciekawszym niż prowadzeniem
                                            dyskusji z Tobą - dyskusji, która już zresztą zeszła z meritum - jak widać
                                            zabrakło argumentów na głowny temat.
                                            • silent_hill Re: Zabawne jest 22.08.06, 13:49
                                              stypkaa napisała:

                                              > Mam zadaniowy czas pracy i nikogo nie obchodzi kiedy to zrobię - ma być
                                              > zrobione i już.

                                              Pytanie nie brzmialo, jaki ma Pani czas pracy. Pytanie brzmialo - czy Pani szef
                                              wie, ze przez caly dzien surfuje Pani w sieci, piszac na forum?
                          • critic maga01, czytaj ze zrozumieniem 22.08.06, 10:47
                            > A, i jeszcze na ulicy zdarza mi się widzieć matki uderzające dzieci w pośladki
                            > i krzyczące na nie w stylu "ty sk***lu, jak nie zaczniesz mnie k***a słuchać,
                            > to ci w d***ę przyleję!".

                            To jest właśnie patologia, co do której pisałem, że należy ją wykluczyć!
                            Przecież nie dyskutujemy o maltretowaniu dzieci - masz chyba problemy z
                            czytaniem ze zrozumieniem.

                            > Jedyna znana mi osoba, która w dzieciństwie nieraz
                            > była w ten sposób karana przez ojca, rzuciła szkołę w połowie technikum,
                            > wpadła w złe towarzystwo i się stoczyła. Ale może jedno z drugim nie ma nic
                            > wspólnego

                            A ja znam parę osób wychowywanych "bezstresowo", które mniej więcej pod koniec
                            podstawówki się stoczyły, wpadły w złe towarzystwo, zaczęły pić, palić; u jednej
                            z tych osób skończyło się to niechcianą ciążą i poronieniem. Jak to wyjaśnisz -
                            przecież miały "kochających" rodziców i niczego im w życiu nie brakowało?

                            Z drugiej strony znam także osoby, które nie miały w życiu tak różowo - jedna z
                            nich pochodziła nawet z rodziny patologicznej. Te osoby skończyły szkoły,
                            większość dostała się na studia; dziewczyna z rodziny patologicznej jest teraz
                            szczęśliwą żoną u boku kochającego męża.
                            • silent_hill Re: maga01, czytaj ze zrozumieniem 22.08.06, 10:52
                              To jest swego rodzaju zadufanie w sobie - ja jestem taka cudowna i wspaniala,
                              biezcie ze mnie przyklad, jezeli u mnie takie wychowanie zadzialalo, to bedzie
                              dzialac i u innych, a wszystko inne jest odstepstem od normy. Dokladnie to
                              nasza kolezanka maga01 chce nam przekazac.
                  • forumasia1977 klaps... 23.08.06, 14:25
                    Czy jeżeli ktoś dorosły postepuje w sposób, który Ci się nie podoba, albo szef
                    lub klient nie przyjmują twoich argumentów - też dajesz im klapsa? No wiesz,
                    takiego zwykłego, dyscyplinującego?
                    wink
                    • silent_hill Re: klaps... 23.08.06, 16:21
                      Jezeli uwazasz, ze wobec dzieci mozna stosowac zawsze te same normy
                      postepowania, co wobec dzieci, to sie grubo mylisz. Albo znaczy, ze po prostu w
                      rozwoju umyslowym nie wyszlas poza okres dziecinstwa (bo wszystkie dzieci
                      uwazaja, ze skoro dorosli cos moga, to one rowniez)...
                      • forumasia1977 Re: klaps... 23.08.06, 19:14
                        Taaaak...widzę że prezentowana tu jest logika: "i nikt nam nie wmówi, że czarne
                        jest czarne, a białe jest białe". Nie widzę różnicy w odnoszeniu się do dzieci
                        a odnoszeniu się do dorosłych - wszyscy zasługują na szacunek.
                        Może dlatego moje dziecko wyrasta na wspaniałego człowieka, bez kompleksów, nie
                        zastraszonego i znającego swoją wartość.
                        • silent_hill Re: klaps... 23.08.06, 20:12
                          Taaaaak, twoje dziecko jest probka reprezentatywna dla wszystkich dzieci na tym
                          globie... Szkoda slow... A czy na wspanialego czlowieka wyrosnie, to poczekaj
                          az bedzie mial 25 lat, wtedy sie okaze. Czyli innymi slowy - nie chwal dnia
                          przed zachodem slonca.
            • magoo.pl Re: A może sprowadzić do absurdu? 23.08.06, 09:14
              sa bardziej psychologiczne metody wywierania wplywu
    • iloan Re: agresja trzylatka 20.08.06, 21:56
      Mam synka 3,5 roku, jedynaka. Nie jest agresywny ani w stosunku do rodziny, ani
      do innych dzieci. A jednak... po 1 roku spędzonym w przedszkolu potrafi
      odepchnąć dziecko wyrywające mu zabawkę. Jeśli dziecko o nią poprosi -
      negocjuje, targuje się itp. Jeśli ktoś naniego krzyczy - mówi - nie krzycz na
      mnie, tylko mi powiedz. I ja się nie martwię, a nawet cieszę się, bo to zdrowe
      reakcje. Nie chciałabym żeby dziecko reagowało płaczem lub wycofywało.
      To życie.
      Ale trzeba pilnować granic.
      Asertywność i agresja to 2 różne sprawy.
      Rozmawiaj z dzieckiem. Pytaj, jak ono by się poczuło, gdyby silniejsze dziecko
      wydarło mu zabawkę.
      To kwestia cierpliwości i czasu, niekoniecznie psychologa. Ale jeśli czujesz, że
      cię to przerasta, to idżcie.
      Powodzenia
    • marzenies Re: agresja trzylatka 20.08.06, 22:01
      HEJ!!!To nie tragedia! My tez to przerabialismy z naszym obecnie 2,5 latkiem
      kilka miesiecy temu.Zaczelo sie od blizniaczek kolezanki,ktore wzielam na rece
      a potem lecial juz hurtowo-malych i duzych w sklepie,na targowisku ,w
      piaskownicy....No szok totalny,bo to kochane i mile dziecko! Az poradzilam sie
      znajomej psycholog i okazalo sie,ze dobrze robie-mowiac,ze nie wolno i lapiac
      za rece by nie bil. i tak z 5000razy i w koncu mu przeszlosmile)) wiec glowa do
      gory! to przejsciowe i normalne i niedlugo minie.
    • blanka.g1 Re: agresja trzylatka 21.08.06, 07:46
      Nie czytałam wszystkich postów więc nie wiem czy się nie powtarzam, ale 3
      letnie dziecko już wie czy robi dobrze czy źle odejść nie wystarczy trzeba
      mówić że nie wono że drugie dziecko cierpi nakazać przeprosiny KONIECZNIE.
      Z drugiej strony dziecko musi umieć się bronić przed agresją innych dzieci. "
      Święte" mamuśki unoszące się gdy dziecko na ma rączkach trzy ziarnka piasku też
      nie sa ok. Najbardziej razi nas to czego u siebie nie widzimy. Ważne by umieć
      zauważyć różnicę między agresją a walką np o swoją łopatkę ( tu nowy temat czy
      dziecko umie się dzielić i proces jego socjalizacji przebiega poprawnie chodź
      trzylatek ma jeszcze duże poczucie czy raczej silne swojej własności) Radzę ci
      szukać takiego placu zabaw gdzie spotkasz mamy rozsądne podobnie myślące i
      wymagające od swoich dzieci Tego co ty. Możesz wtedy liczyć na wyrozumiałość
      ale sama też ją okaż kiedy twoja pociecha dostanie grabkami po głowie smile)
    • przemkowa.bi Ale bzdury piszesz - inne mamy maja racje 21.08.06, 08:37
      Skoro twoje dziecko bije innych to trudno zeby rodzice innych dzieci nie
      reagowali, ciesz sie ze Ci jeszcze nikt sprawy nie wytoczyl
      Proponuje zebys na placu non stop byla kolo dziecka a nie urzadzala sobie
      pogaduszek z kolezankami,
      Bo czesto jest tak ze własnie mamumusia gadu gadu a dziecko dawaj chulaj dusza
      a jeszce jak dziecko jest znerwicowane i cos jest nie tak
      bo nie powiesz mi ze bicie jest czyms normalnym
      Wcale sie wiec mama nie dziwie z daleka od takiego dziecka i mamy z takim
      podejsciem ze "pewna doza agresji jest normalna" zwroc uwage na inne dzieci i
      otworz oczy a tłumacz sobie ze wszystko jest okey
      • agang Re: Ale bzdury piszesz - inne mamy maja racje 21.08.06, 09:27
        a wyobraź sobie że to twoje dziecko jest bite. I co? będziesz siedzieć
        spokojnie??? Bo ja w takich momentach jestem dosłownie wściekła i nie pozwalam
        temu drugiemu na bicie, np. odsuwam je lub zasłaniam własnym ciałem, nie
        wspominając już o moim piorunującym wzroku w strone matki tego dziecka
        • przemkowa.bi No dokladnie o tym pisze :) 21.08.06, 09:58
          wiec dlaczego piszesz do mnie a nie do autorki watku - mysle ze to przez
          pomylke
    • silenhill geny, kochana, geny 21.08.06, 09:47
      Widoczenie dziecko ma agresje zakodowana w genach. Moj synek nigdy nie uderzyl
      zadnego innego dziecka, ale i jego rodzice sa spokojni. Jest za to niezwykle
      inteligentny, rowniez tak, jak jego rodzice wink
      • przemkowa.bi Sprawa jest bardziej złozona 21.08.06, 10:10
        Inteligentny osiołku sprawa jest bardziej skomplikowana niż Ci się wydaje
        Dziecko spokojnych ciapkowatych rodziców moze byc bezwglednym morderca -ale
        moze poczytaj sobie na ten temat za nim napisze kolejna bzdure
        • silenhill Re: Sprawa jest bardziej złozona 21.08.06, 10:26
          Droga przemkowo - sa inne sposoby na zaistnienie w sieci, niz wymyslanie innych
          forumowiczow od osiolkow, lub tez zakladanie bezdennie glupiego forum, na
          ktorym i tak nikt nie chce pisac.
          Ja nie pisze tu o patologiach, przyszli mordercy nie stanowia bowiem
          bezwzglednej wiekszosci dzieci, lecz wlasnie patologiczny margines. Pisze o
          pewnej sredniej - jezeli rodzice sa z natury agresywni, ich dzieci maja wieksze
          szanse by takimi byc, niz dzieci rodzicow z natury spokojnych. To samo dotyczy
          dziedziczenia inteligencji, badzi innych cech osobowych.
          A na super-duper-inteligentne publikacje sie nie powoluj, bo dla niemal kazdej
          tezy z dziedziny psychologii mozna znalezc 100 publikacji ja potwierdzajacych i
          drugie 100 jej zaprzeczajacych.
          • ateista-onanista Re: Sprawa jest bardziej złozona 21.08.06, 11:19
            -za pierwszym razem połamać rączki
            -za drugim razem połamać rączki i nóżki
            -za trzecim razem - ODSTRZELIC !
            • silenhill Re: Sprawa jest bardziej złozona 21.08.06, 11:28
              ateista-onanista napisała:

              > -za pierwszym razem połamać rączki
              > -za drugim razem połamać rączki i nóżki
              > -za trzecim razem - ODSTRZELIC !

              tylko nie bic po glowce, jak rodzie ateisty-onanisty...
      • prorok_abraham Re: geny, kochana, geny 21.08.06, 12:53
        Jesteś pewna, że agresja, czyli cecha charakteru jest zakodowana w genach? Bo
        ja myślałem, że to temperament a nie charakter się dziedziczy. A to jak
        temperament zostanie wykorzystany to kwestia wychowania.
        • silenhill Re: geny, kochana, geny 21.08.06, 13:00
          prorok_abraham napisał:

          > Jesteś pewna, że agresja, czyli cecha charakteru jest zakodowana w genach? Bo
          > ja myślałem, że to temperament a nie charakter się dziedziczy. A to jak
          > temperament zostanie wykorzystany to kwestia wychowania.

          Informacje przekazywane sa w genach tak samo u ludzi jak i u zwierzat prawda?
          Wiesz o tym, ze sa rasy psow specjalnie do agresji hodowane, jak i rasy psow
          hodowane tak, by byly lagodne. Nikt nie ma watpliwosci, ze temperament tych
          psow przekazywany jest genetynie, z pokolenia na pokolenie. Dlatego tez
          mieszajac odpowiednie osobniki otrzymujemy coraz bardziej agresywne, badz coraz
          bardziej lagodne pokolenia. Oczywiscie zdarzy sie pitbull, ktory bedzie lagodny
          jak baranek, badz tez labrador agresywny wobec wszystkiego, co zyje. Beda to
          jednak odsepstwa od normy, swego rodzaju patologie prawda?
          Tak samo temperament dziedzicza ludzie. Dlaczego wg. Ciebie u ludzi ta sprawa
          miala by byc zupelnie od genow oddzielona, podczas gdy u wszystkich innych
          ssakow jest z nimi bezposrednio zwiazana?
          • prorok_abraham Re: geny, kochana, geny 21.08.06, 13:09
            Genetycznie przenosi się temperament. Charakter nie. Agresja jest cechą
            charakteru.
            • silent_hill Re: geny, kochana, geny 21.08.06, 13:19
              prorok_abraham napisał:

              > Genetycznie przenosi się temperament. Charakter nie. Agresja jest cechą
              > charakteru.

              Agresywny temperament jest cecha genetyczna. Agresja nie jest cecha charakteru,
              ale agresywnym zachowaniem. To rzeczownik opisujacy zachowanie a nie charakter,
              jesli juz sie o to klocimy...
              • prorok_abraham Re: geny, kochana, geny 21.08.06, 13:55
                O to się już może nie kłóćmy, bo jak widać, ani Ty ani ja ekspertami w tej
                dziedzinie nie jesteśmy.
          • fidziaczek Z moich przeżyć :) 21.08.06, 13:14
            mam 5 lat młodszego brata
            gdy miałem 8 lat a brat 3 lata, sytacja wyglądała tak że bratu było wolno
            wszystko, dostaliśmy po cukierku, zjadł swojego i zabierał mojego, gdy mu
            odmawiałem po prostu mnie gryzł(nigdy przy rodzicach), był za słaby aby mnie
            pobić, gdy zdarzało mi się mu oddać, obrywałem od mamy że przecież nie mogę
            takiego małego lać, że to mój malutki braciszek (wiadomo, kobieta zawsze
            bardziej chroni to co mniejsze i bardziej bezbronne)coś mu tam mama tłumaczyła,
            ale on z tych tłumaczeń wyniósł tyle ile powinien - czyli że nie może mnie
            atakować gdy patrzą rodzice
            i tak żyłem szantażowany i wykorzystywany przez młodszego brata
            na szczęscie z pomocą przyszła babcia, wysłuchała mnie co i jak i przy
            pierwszej okazji gdy mój brat znów to zrobił a ja go odepchnałem (on zaczął
            płakać) przybiegła do nas z krzykiem "co się tu dzieje" - już widziałem ten
            złośliwy uśmiech satysfakcji i zwycięstwa na twarzy mojego brata, chwilę
            później jednak na jego twarzy odmalowało się ból, szok i przerażenie gdy
            oberwał z pełnego zamachu w tyłek i słyszał po nim tekst "jak babcia bije to
            krew z dupci leci" smile
            po tym wydarzeniu moje problemy się skończyły, mój brat nigdy mnie nie ugryzł,
            dziś jest bardzo spokojnym człowiekiem
            jakieś wnioski???
    • megg781 Re: agresja trzylatka 21.08.06, 13:25
      Witam !! Córeczka mojej siostry ma 2 lata, już teraz rządzi calą swoją
      najbliższą rodziną mamą, babcią, dziadkiem i tatą. Zwyczajnie wstyd zabrac Ja
      gdziekolwiek, gdyz krzyczy, przewraca się , kopie a ostatnio czym bardzo mnie
      zaszokowała zaczeła w akcie rozpaczy wyrywac sobie włosy. Siostra nie radzi
      sobie z Małą, nigdy nie byłam za biciem dzieci ale wydaje mi sie ze kilka
      klapsów by nie zaszkodziło. Tym bardziej że narazie to siostra obrywa po twarzy
      za każdym razem kiedy podnosi Mała z ziemi. Sami widzicie dzieci są różne, ale
      napewno nie można tolerowac takiego zachowania. A co do zachowania Twojej
      córeczki to mysle ze jesli nic nie zrobisz zeby poprawić sytuacje to mamy innych
      dzieci zaczną mijac Was obie kilometrami i wcale mnie to nie zdziwi gdyż nikt
      nie pozwoli na bezkarne bicie swojego dziecka przez inne dziecko. Obawiam sie że
      w efekcie Mała nie bedzie lubiana i nie bedzie miała sie z kim bawić. Życze siły
      i cierpliwości, pozdrawiam !
    • warmajster Re: agresja trzylatka 21.08.06, 13:42
      Poczekaj do czasu aż jakieś dziecko z podwórka (albo nerwowy rodzic) odda
      twojemu maluchowi. Zobaczymy jaka wtedy będziesz tolerancyjna. I przypomina mi
      się taka historia z tramwaju warszawskiego: Dziecko kilkuletnie kopie
      staruszkę. Pasażerowie zwracają uwagę, matka opiera ataki mówiąc, że wychowuje
      dziecko bezstresowo. Po jakimś czasie podchodzi do matki nastolatka, wyjmuje
      gumę z ust i przykleja ją do czoła matki mówiąc "też byłam wychowana
      bezstresowo". Życzę Ci takiej nauki - bezbolesna, ale skuteczna.
      • wredna_jedza Re: agresja trzylatka 21.08.06, 14:12
        Akurat ta opowieść krąży od dobrych kilku lat jako dowcip smile)
    • kingarz1 Re: agresja trzylatka 21.08.06, 14:56
      Mam trzyletniego synka, który również miewa napady złości, które objawiają się
      agresją. Prawda jest taka, że to My Rodzice uczymy dziecko co jest dobre a co
      złe i przyzwalanie na takie zachowanie, czy też tzw. przymykanie oka jest
      niedopuszczalne. Dziecko musi wiedzieć co jest dobre a co złe i na agresję
      dziecka zawsze należy reagować. Byc konsekwentnym jest bardzo trudne i wymaga od
      nas wiele zaangażowania, ale gdy czasami przyzwolimy na jakieś zachowanie to
      trzylatek traci orientację, bo raz mama pozwala mu "szturchnąć" kolegę a raz
      nie. Dziecko a zwłaszcza trzylatka należy upominać, gdy zachowuje się źle.
      Jeżeli chodzi o mamy innych dzieci to nie ma się co dziwić, że nie akceptują
      takiego zachowania. Proszę sobie wyobrazić, że Pani dziecko jest uderzane lub
      popchnięte przez kolegę z piaskownicy. Trzeba reaagować na takie zachowanie
      ZAWSZE.
    • kaczor551 Re: agresja trzylatka 21.08.06, 15:52
      > Moja prawie trzyletnia córeczka bywa agresywna - zdarza jej się popchnąć czy
      > uderzyć inne dziecko. Zawsze zwracam jej uwagę, czasem odchodzimy, jednak
      > generalnie nie robię z tego wielkiej sprawy.

      To źle. A nie interesuje Cię dlaczego jest agresywna? Wyjąwszy choroby, agresja nie bierze się z powietrza.

      > Inne mamy patrzą jednak na mnie
      > potępiająco, bo uważają, że Zuzia maltretuje ich dzieci. Czy mają rację?

      Mają rację, bo przecież maltretuje, czyż nie?

      > Zawsze wydawało mi się, że pewna doza agresji jest w normie w tym wieku i nie
      > kwalifikuje się jeszcze do psychologa... Napiszcie co sądzicie, bo atmosfera
      > wśród mam na spacerach staje się ciężka.

      Agresja nie jest normalnym zachowaniem w normalnych warunkach.

      K.

      • fidziaczek Re: agresja trzylatka 21.08.06, 16:14
        > To źle. A nie interesuje Cię dlaczego jest agresywna? Wyjąwszy choroby,
        agresja
        > nie bierze się z powietrza.

        agresja jest zakodowana genetycznie, dawniej była konieczna do przetrwania, do
        polowań, do walki z zagrożeniami, o przywództwo w grupie
        dopiero uspołecznienie, cywilizacja, narzucanie nakazów moralnych ma za zadanie
        wyplenić z człowieka agresję i tak się dzieje
        ale niech tylko zdarzy się jakaś katastrofa, zburzona zostanie hierarchia
        społeczna, wybuchnie rewolucja lub dojdzie do kataklizmu - wszystkie nakazy
        moralne i uspołecznienie znika (tym latwiej im mniej zakorzenione w nas były
        normy) i wypływa agresja w czystej postaci
        dlatego stało się to co się stało w rwandzie, byłej jugosławii, w czasie
        zamieszek w los angeles
        • kaczor551 Re: agresja trzylatka 22.08.06, 11:05
          > agresja jest zakodowana genetycznie, dawniej była konieczna do przetrwania, do polowań, do walki z zagrożeniami, o przywództwo w grupie

          Tak, _dawniej_.

          > dopiero uspołecznienie, cywilizacja, narzucanie nakazów moralnych ma za zadanie wyplenić z człowieka agresję i tak się dzieje

          Nie wyplenić, tylko uczynić ją niekonieczną na codzień.

          > ale niech tylko zdarzy się jakaś katastrofa, zburzona zostanie hierarchia
          > społeczna, wybuchnie rewolucja lub dojdzie do kataklizmu - wszystkie nakazy
          > moralne i uspołecznienie znika (tym latwiej im mniej zakorzenione w nas były
          > normy) i wypływa agresja w czystej postaci

          Ale tu chyba nie mamy do czynienia z takimi zjawiskami?

          > dlatego stało się to co się stało w rwandzie, byłej jugosławii, w czasie
          > zamieszek w los angeles

          A teraz pomyśl jaki odsetek ludzi przejawiał agresję a jaki odsetek cierpiał z tego powodu.

          K.
          • silent_hill Re: agresja trzylatka 22.08.06, 11:13
            Drogi Kaczorku,

            kolega pisal jedynie ze agresja jest zakodowana genetycznie, poniewaz dawniej
            byla potrzebna do przetrwania. Nie pisal, ze jest potrzebna do przetrwania dzis
            (choc i z tym roznie bywa). Mimo, iz nie jest potrzebna (albo nie zawsze jest
            potrzebna), to pozostaje ona w genach. Rozumiesz?
            A tak w ogole, to co chciales swoim postem przekazac? Bo nic z niego nie
            wynika wink
            • kaczor551 Re: agresja trzylatka 22.08.06, 11:50
              > kolega pisal jedynie ze agresja jest zakodowana genetycznie, poniewaz dawniej
              > byla potrzebna do przetrwania. Nie pisal, ze jest potrzebna do przetrwania dzis
              > (choc i z tym roznie bywa). Mimo, iz nie jest potrzebna (albo nie zawsze jest
              > potrzebna), to pozostaje ona w genach. Rozumiesz?
              > A tak w ogole, to co chciales swoim postem przekazac? Bo nic z niego nie
              > wynika wink

              A co wnosi fidziaczka post do dyskusji nad dzieckiem, któremu zdarza się uderzyć inne dzieci? A twój?
              A z mojego postu wynika- wyjaśniam specjalnie dla ciebie- 1) że fakt, że agresja jest "w genach", nie daje w warunkach opisanych uzasadnienia do jej przejawiania oraz 2) że agresja jest społecznie szkodliwa, bo przez agresję 1 człowieka cierpi wielu innych ludzi.

              K.

              • silent_hill Re: agresja trzylatka 22.08.06, 12:01
                kaczor551 napisał:

                > A z mojego postu wynika- wyjaśniam specjalnie dla ciebie- 1) że fakt, że
                agresj
                > a jest "w genach", nie daje w warunkach opisanych uzasadnienia do jej
                przejawia
                > nia
                A kto powiedzial, ze daje?

                oraz 2) że agresja jest społecznie szkodliwa, bo przez agresję 1 człowieka
                > cierpi wielu innych ludzi.

                Co do tego nie ma watpliwosci.
                • kaczor551 Re: agresja trzylatka 22.08.06, 12:11
                  > > A z mojego postu wynika- wyjaśniam specjalnie dla ciebie- 1) że fakt, że
                  > agresj
                  > > a jest "w genach", nie daje w warunkach opisanych uzasadnienia do jej
                  > przejawia
                  > > nia
                  > A kto powiedzial, ze daje?

                  A musiał ktoś powiedzieć wprost czy w ogóle? Wyrażenie opinii, że zakodowanie agresji w człowieku nie uprawnia do "wymachiwania" nią wymaga jakiejś wcześniejszej wypowiedzi?

                  > oraz 2) że agresja jest społecznie szkodliwa, bo przez agresję 1 człowieka
                  > > cierpi wielu innych ludzi.
                  >
                  > Co do tego nie ma watpliwosci.

                  Wielu ma watpliwości, przejdź się wieczorem po jakimś mniej sympatycznym blokowisku.

                  K.
    • karolinatg Stary sposób angielskich niań;-) 21.08.06, 16:17
      Przepis: "JAK JESZCZE RAZ UDERZYSZ INNE DZIECKO PóJDZIESZ I BEDZIESZ SAM
      SIEDZIAł NA SCHODACH.BICIE BOLI-CHYBA NIE CHCIAłBYS, żEBY CIEBIE KTOS BIł NA
      SPACERZE?"i konsekwentnie jak znwou to zrobi na schody z nim i ma siedzieć SAM
      ze 3 minutki."SIEDFZIAłES TU BO UDERZYłES INNE DZIECKO, TERAZ MOżESZ PRZYJść DO
      MAMY I SIE PRZYTULIćwink)"NO.STARY SPOSóB ANGIELSKICH BABY-SITTERS -SPRAWDZA SIę!!!
      • zbig72 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 11:41
        karolinatg napisała:

        > Przepis: "JAK JESZCZE RAZ UDERZYSZ INNE DZIECKO PóJDZIESZ I BEDZIESZ SAM
        > SIEDZIAł NA SCHODACH.BICIE BOLI-CHYBA NIE CHCIAłBYS, żEBY CIEBIE KTOS BIł NA
        > SPACERZE?"i konsekwentnie jak znwou to zrobi na schody z nim i ma siedzieć SAM
        > ze 3 minutki."SIEDFZIAłES TU BO UDERZYłES INNE DZIECKO, TERAZ MOżESZ PRZYJść
        DO
        > MAMY I SIE PRZYTULIćwink)"NO.STARY SPOSóB ANGIELSKICH BABY-SITTERS -SPRAWDZA
        SIę
        > !!!

        te wszystkie zamykanie dzieci w pokojach zeby przemyślały, kary typu "nie
        wyjdziesz z domu się pobawić", "nie pobawisz się ulubioną zabawką", "posiedx na
        schodach jak ci przejdzie to wróć", "nie dostaniesz deseru" są dla mnie po
        prostu CHORE. poza tym skoro dzoecko odbyło kare to obowiązek przproszenia jest
        karaniem drugi raz za to samo - dla mnie koniecznośc przeproszenia jakiejś
        babci czy cioci była zawsze najbardziej dotkliwa, wręcz poniżająca - juz
        wolałem dotkliwszą i dłuższą inną karę,,,

        dziecko 3-letnie nie jest jeszcze w stanie aż tak analizowac swoich zachowań.
        jesli uderzyło inne dziecko to po 10 minutach sprawa jest dla niego tak samo
        odległa jak dla nas II wojna światowa a wszelkie długotrwałe kary odbiera jako
        akt niesprawidliwości rodziców i NIE łączy ich z wcześniejszym przewinieniem

        kara powinna być:
        a) natycmiastowa
        b) nieupokarzająca
        c)zakodowywać zachowania odruchowe a nie oparte na kalkulacji

        dlatego też jeśli widzę że moja córka, pomimo upomnień, napomnień i tłumaczeń
        po raz któryś w ciągu godziny z zadowoleniem próbuje uszczypnąć mniejsze
        dziecko sąsiadów to szybki krótki i niezbyt mocny klaps doskonale wyrywa ją z
        tej chęci i wyrabia prawidłowy ODRUCH.

        dziecko powino wiedzieć że się nie bije innych i już a nie dlatego że grożą za
        to wykalkulowane na chłodno kary

        po przemyśleniach na schodach dziecko może co najwyżej dojść do wniosku że
        trzeba bić tak, żeby inni nie widzieli i żeby kary nie było

        wszelkie typy aresztu domowego są dla mnie o wiele większym upokorzeniem niz
        pojedynczy klaps i stosowaniem wręcz gestapowskich metod wobec własnego
        dziecka. swoje dziecko potrafiłbym ukarać tylko spontanicznie - własnie poprzez
        oduchowego klapsa - wymierzanie swojemu dziecku kary NA CHŁODNO to dla mnie
        sadyzm
        • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 11:49
          zbig72 napisał:

          > wszelkie typy aresztu domowego są dla mnie o wiele większym upokorzeniem niz
          > pojedynczy klaps i stosowaniem wręcz gestapowskich metod wobec własnego
          > dziecka. swoje dziecko potrafiłbym ukarać tylko spontanicznie - własnie
          poprzez
          >
          > oduchowego klapsa - wymierzanie swojemu dziecku kary NA CHŁODNO to dla mnie
          > sadyzm

          I tu sie zgadzam w 100%!!! Dziecko nie moze sie nigdy czuc upokorzone przez
          swoich rodzicow! Wszelkie tego typu wymierzana na chlodno kary, prowadza
          jedynie do obnizenia u dziecka poczucia wlasnej wartosci i przez to do
          rzeczywistego wzrostu agresji wobec otoczenia (choc ta agresja moze pozostawac
          ukryta).

          Zaraz sie odezwa glosy, ze klaps jest upokarzajacy. Nieprawda! Nie jest na
          pewno bardziej upokarzajacy, niz przytrzymanie dziecka, by nie wbieglo na ulice.
          Jak napisal kolega, chodzi o wyrobienie odruchu.
        • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 11:57
          > kara powinna być:
          > a) natycmiastowa
          > b) nieupokarzająca
          > c)zakodowywać zachowania odruchowe a nie oparte na kalkulacji

          Dokładnie w ten sposób karze się zwierzęta... I nie jest on właściwy dla ludzi. Polecam lekturę tematyczną.

          > dlatego też jeśli widzę że moja córka, pomimo upomnień, napomnień i tłumaczeń
          > po raz któryś w ciągu godziny z zadowoleniem próbuje uszczypnąć mniejsze
          > dziecko sąsiadów to szybki krótki i niezbyt mocny klaps doskonale wyrywa ją z
          > tej chęci i wyrabia prawidłowy ODRUCH.

          To się nazywa tresura, nie wychowanie. Wychowanie polega na kształtowaniu zachowań, których podstawą jest rozumienie. Tresura polega na kształtowaniu zachowań, których podstawą jest odruch.

          > po przemyśleniach na schodach dziecko może co najwyżej dojść do wniosku że
          > trzeba bić tak, żeby inni nie widzieli i żeby kary nie było

          A nie może czasem dojść do wniosku, że nie powinno bić w ogóle? No tak, ale to jeszcze trzeba wytłumaczyć...

          > wszelkie typy aresztu domowego są dla mnie o wiele większym upokorzeniem niz
          > pojedynczy klaps i stosowaniem wręcz gestapowskich metod wobec własnego
          > dziecka. swoje dziecko potrafiłbym ukarać tylko spontanicznie - własnie poprzez
          > oduchowego klapsa - wymierzanie swojemu dziecku kary NA CHŁODNO to dla mnie
          > sadyzm

          To znaczy najpierw bijesz, potem myślisz? Gratulacje, nie ma co.

          K.
          • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 12:12
            kaczor551 napisał:

            > To się nazywa tresura, nie wychowanie. Wychowanie polega na kształtowaniu
            zacho
            > wań, których podstawą jest rozumienie. Tresura polega na kształtowaniu
            zachowań
            > , których podstawą jest odruch.

            A czy ty nie rozumiesz, ze wlasnie w przypadku malych dzieci problem polega
            dokladnie na tym, ze takie dzieci NIE ROZUMIEJA??? I tylko i wylacznie na tym.
            Dlatego wlasnie takie male dzieci uczy sie niektorych zachowan przez odruch.
            Widzisz na swoim przykladzie - wypisujesz glupoty, bo nie rozumiesz problemu.
            To samo z dziecmi - robia glupie rzeczy, bo nie rozumieja zagrozenia.
            Tylko, ze w twoim przypadku robisz innym co najwyzej krzywde moralna, zmuszajac
            ich do czytania twoich wypocin. A dziecko, moze zrobic krzywde znacznie wieksza
            i to sobie...
            • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 12:28
              > A czy ty nie rozumiesz, ze wlasnie w przypadku malych dzieci problem polega
              > dokladnie na tym, ze takie dzieci NIE ROZUMIEJA??? I tylko i wylacznie na tym.

              Jak małych dzieci? Myślisz że 3-letnie dziecko nie rozumie? To nie chodzi o wiedzę technologiczną, tylko społeczną, związaną z uczuciami, czuciem i odczuwaniem.

              > Dlatego wlasnie takie male dzieci uczy sie niektorych zachowan przez odruch.

              Z chęcią zobaczę jakiś fachowy artykuł, napisany przez mniej lub bardziej wiarygodną osobę, w którym jest wyrażona taka opinia.

              > ich do czytania twoich wypocin. A dziecko, moze zrobic krzywde znacznie wieksza
              >
              > i to sobie...

              Toteż należy je bić, żeby się nie zabiło, bo się nie potrafi go nauczyć. To świadczy o mierności rodziców, nie o skuteczności czy słuszności metody.

              K.
              • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 12:45
                kaczor551 napisał:

                > To świadczy o mierności rodziców, nie o skuteczności czy słuszności metody.

                Oklepany frazes. Nie stac cie na nic wiecej? Mierni rodzice, bo nie chca zeby
                ich dziecko wpadlo pod samochod i jednoczesnie nie chca przypinac do siebie
                dziecka lancuchem?
                • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 12:56
                  > > To świadczy o mierności rodziców, nie o skuteczności czy słuszności metod
                  > y.

                  > Oklepany frazes. Nie stac cie na nic wiecej? Mierni rodzice, bo nie chca zeby
                  > ich dziecko wpadlo pod samochod i jednoczesnie nie chca przypinac do siebie
                  > dziecka lancuchem?

                  Mierni bo nie potrafią znaleźć innego rozwiązania jak tylko bicie lub przypinanie łańcuchem.
                  Mierni bo nie potrafią wychować dziecka tak, by trzymało się ich zakazów ("słuchało", jak to się ładnie mówi).

                  Dalej czekam na przykład artykułu o przydatności odruchów w wychowaniu dziecka. Znalezienie powinno być proste, mamy google itd.

                  K.


                  K.
                  • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 13:39
                    kaczor551 napisał:


                    > Mierni bo nie potrafią znaleźć innego rozwiązania jak tylko bicie lub
                    przypinan
                    > ie łańcuchem.
                    > Mierni bo nie potrafią wychować dziecka tak, by trzymało się ich zakazów
                    ("słuc
                    > hało", jak to się ładnie mówi).

                    A znasz cos takiego jak okres buntu 2-3 latkow? Wiesz co to jest? Wiesz, ze
                    dzieci robia wtedy wszystko na przekor rodzicom, niezaleznie od tlumaczen i
                    nalegan? Dla samego probowania granic, do ktorych sie moga posunac? Dziecko nie
                    wie, ze wchodzac na ulice ryzykuje zycie, nie zna pojecia smierci. Pojdziesz z
                    2 letnim dzieckiem do kostnicy, zeby mu pokazac na przykladzie jak wygladaja
                    ofiary wypadkow? Czy bedzie to mialo dla psychiki dziecka mniej destrukcyjny
                    efekt niz klaps? I czy wiesz, ze takie dziecko bedzie wchodzic na ulice, jezeli
                    1. nie bedzie przywiazane do rodzica lancuchem (oczywiscie w przenosni)
                    lub
                    2. nie bedzie sie balo wejsc na ulice (bo dostanie klapsa)
                    Klaps stanowi ostateczne okreslenie granicy, do ktorej moze posunac sie dziecko.

                    >
                    > Dalej czekam na przykład artykułu o przydatności odruchów w wychowaniu
                    dziecka.
                    > Znalezienie powinno być proste, mamy google itd.

                    Na potwierdzenie kazdej tezy mozna znalezc 100 artykulow, na jej zaprzeczenie
                    rowniez. Psychologia nie jest nauka scisla, o ile ci to wiadomo. Najczesciej
                    wystarczy po prostu zdrowy rozsadek.
                    • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 13:56
                      > > Mierni bo nie potrafią wychować dziecka tak, by trzymało się ich zakazów
                      > ("słuc
                      > > hało", jak to się ładnie mówi).
                      >
                      > A znasz cos takiego jak okres buntu 2-3 latkow? Wiesz co to jest? Wiesz, ze
                      > dzieci robia wtedy wszystko na przekor rodzicom, niezaleznie od tlumaczen i
                      > nalegan? Dla samego probowania granic, do ktorych sie moga posunac? Dziecko nie

                      Okres negacji o którym mówisz doskonale pokazuje jak się dziecko wychowywało- właśnie po tym co neguje. Bo jak dziecko ma 2-3 lata, to już trochę za późno na naprawienie niektórych błędów.

                      >
                      > 1. nie bedzie przywiazane do rodzica lancuchem (oczywiscie w przenosni)
                      > lub
                      > 2. nie bedzie sie balo wejsc na ulice (bo dostanie klapsa)

                      W ten sposób osiągniesz jedynie to, że sprawdzi co się dzieje na ulicy kiedy tylko rodzic zniknie z zasięgu wzroku. I jeszcze to, że nauczy się, że jeśli rodzic nie widzi to nie ma groźby kary, a za tym i zakazu.

                      > Klaps stanowi ostateczne okreslenie granicy, do ktorej moze posunac sie dziecko
                      >

                      Klaps to poddanie się rodzica, który potrafi sobie poradzić z problemem już tylko zadając dziecku ból.

                      > > Dalej czekam na przykład artykułu o przydatności odruchów w wychowaniu
                      > dziecka.
                      > > Znalezienie powinno być proste, mamy google itd.
                      >
                      > Na potwierdzenie kazdej tezy mozna znalezc 100 artykulow, na jej zaprzeczenie
                      > rowniez. Psychologia nie jest nauka scisla, o ile ci to wiadomo. Najczesciej

                      Wystarczy jeden, dwa, trzy. Jeśli jest tak wiele, to najchętniej coś z renomowanych publikacji, może być po angielsku- nie powinno być chyba problemów.

                      K.
                      • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 14:04
                        Wiesz czlowieczku, ty zyjesz w swoim malym, ciasnym swiecie, po prostu nie masz
                        zielonego pojecia o czym piszesz. Jezeli uwazasz, ze okres negacji wynika z
                        metody wychowawczych, to jestes kompletnie zielony w temacie. Jakos dziwnie
                        unikasz odpowiedzi na pytanie - jak wyjasnic dziecku pojecie smierci, gdy
                        dziecko ma 2-3 lata? Jak zobrazowac mu tego typu zagrozenia wynikajace z
                        otoczenia?
                        Nie sil sie na odpowiedz. Bedzie to zapewne kontynuacja bezsensownych wypocin,
                        ktore szkoda czytac, nawet "po angielsku" smile))))
                        • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 14:32
                          > zielonego pojecia o czym piszesz. Jezeli uwazasz, ze okres negacji wynika z
                          > metody wychowawczych, to jestes kompletnie zielony w temacie. Jakos dziwnie

                          Ja napisałem że to, jak się objawia, wynika z wychowania. To różnica, więc z łaski swojej nie zniekształcaj moich wypowiedzi pod swoje tezy.

                          > unikasz odpowiedzi na pytanie - jak wyjasnic dziecku pojecie smierci, gdy
                          > dziecko ma 2-3 lata? Jak zobrazowac mu tego typu zagrozenia wynikajace z
                          > otoczenia?

                          Na martwej rybce w akwarium.

                          A konkretnie, wychowując dziecko, już przed ukończeniem 1 roku życia (bo okres buntu to już duuuużo za późno) należy wyraźnie wskazywać dziecku zagrożenia dla jego życia/zdrowia i rozróżniać je od innych nakazów/zakazów ("subiektywnych" że tak to nazwę). Taka dywersyfikacja powoduje, że w okresie buntu dziecko buntuje się przeciwko rodzicom, a nie własnemu życiu i zdrowiu. Przypadki krzywdzenia się dziecka to już patologie.

                          > Nie sil sie na odpowiedz. Bedzie to zapewne kontynuacja bezsensownych wypocin,
                          > ktore szkoda czytac, nawet "po angielsku" smile))))

                          Może jednek czymś podeprzesz swoje wychowawcze teorie. Bo na razie wygląda na to, że masz/miałeś problem, ale nie bardzo się potrafisz do tego przyznać.

                          K.
                          • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 14:40
                            kaczor551 napisał:
                            >
                            > > unikasz odpowiedzi na pytanie - jak wyjasnic dziecku pojecie smierci, gdy
                            >
                            > > dziecko ma 2-3 lata? Jak zobrazowac mu tego typu zagrozenia wynikajace z
                            > > otoczenia?
                            >
                            > Na martwej rybce w akwarium.

                            A co, rybka wpadla pod ciezarowke? A moze na kotlecie w lodowce? wink)) No nie,
                            teraz to sobie chyba jaja robisz. Wiesz, nie chodzi o to, ze nie kazdy ma
                            akwarium wink)). Chodzi o to, ze 2 letnie dziecko nie jest zdolne do az tak
                            abstrakcyjnego myslenia, zeby przeniesc sytuacje plywajacej go gory brzuchem
                            rybki na siebie.
                            • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 14:54

                              > > > unikasz odpowiedzi na pytanie - jak wyjasnic dziecku pojecie smierc
                              > i, gdy
                              > > > dziecko ma 2-3 lata? Jak zobrazowac mu tego typu zagrozenia wynikaj
                              > ace z
                              > > > otoczenia?
                              > > Na martwej rybce w akwarium.
                              >
                              > A co, rybka wpadla pod ciezarowke? A moze na kotlecie w lodowce? wink)) No nie,

                              To była ironia. Niestety nie z tych które skaczą i gryzą w siedzenie, więc pewnie nie zauważyłeś. Ważniejsza treść była później i jakoś się do niej nie odniosłeś.

                              > teraz to sobie chyba jaja robisz. Wiesz, nie chodzi o to, ze nie kazdy ma
                              > akwarium wink)). Chodzi o to, ze 2 letnie dziecko nie jest zdolne do az tak
                              > abstrakcyjnego myslenia, zeby przeniesc sytuacje plywajacej go gory brzuchem
                              > rybki na siebie.

                              Ale 2-letnie dziecko jest zdolne do zrozumienia stanowczego zakazu rodzica. A rodzic musi zadbać o to, żeby przez te 2 lata zbudować swój obraz w oczach dziecka w ten sposób, by respektowało tego typu zakazy i pokazać, że zakazy te mają sens nie tylko dla własnego widzimisię rodzica. Ktoś tu pisał że pozwolił dotknąć dziecku gorącej (ale bez oparzeń!) szyby piekarnika- to właśnie dobra metoda, aby bezboleśnie nauczyć dziecka wagi zakazów.
                              Od razu piszę, bo możesz znów nie zrozumieć, że nie należy lekko potrącać dziecka samochodem, żaby zrozumiało, że nie wchodzi się samemu na ulicę. Nieszkodliwy przykład ma utrwalić w dziecku wzorzec stanowczego zakazu jako czegoś, czego chce samo przestrzegać i co umożliwia przeniesienie mocy zakazu zbliżania się do gorącej kuchenki na zbliżanie się do drogi z samochodami.

                              K.
                              • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 15:14
                                kaczor551 napisał:

                                > To była ironia. Niestety nie z tych które skaczą i gryzą w siedzenie, więc
                                pewn
                                > ie nie zauważyłeś. Ważniejsza treść była później i jakoś się do niej nie
                                odnios
                                > łeś.

                                Owszem, nie zauwazylem. W morzu idiotycznego potoku slow, wylowienie "ironii"
                                nie jest mozliwe.

                                > Ktoś tu pisał że pozwolił dotkn
                                > ąć dziecku gorącej (ale bez oparzeń!) szyby piekarnika- to właśnie dobra
                                metoda
                                > , aby bezboleśnie nauczyć dziecka wagi zakazów.

                                Jezeli dziecko nie oparzy sie, dotykajac pierkarnika, nie odczuje bolu, nie
                                bedzie wiec widzialo w tym zagrozenia. Ale ten argument tez do ciebie nie trafi.
                                • stypkaa Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 15:20
                                  > Jezeli dziecko nie oparzy sie, dotykajac pierkarnika, nie odczuje bolu, nie
                                  > bedzie wiec widzialo w tym zagrozenia.
                                  To ja mam w takim razie jakieś "nienormalne" albo genialne dziecko. Bo jak
                                  pisałam już wcześniej właśnie taka metoda spowodowała, że teraz na samo
                                  powiedzenie, że gorące - do piekarnika nie podchodzi.

                                  >Ale ten argument tez do ciebie nie trafi
                                  Ano właśnie big_grin
                                  • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:04
                                    Ja mowie chyba do pni, a nie do ludzi... Piekarnik musial byc choc troche
                                    goracy prawda? Ja nie mowie, ze dziecko mialo miec oparzenia, ale musialo go
                                    zabolec, prawda? Czy masz genialne dziecko? Sadzac po tym, jaki poziom
                                    prezentuje mamusia, to raczej nie.
                                    • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:10
                                      > Ja mowie chyba do pni, a nie do ludzi... Piekarnik musial byc choc troche
                                      > goracy prawda? Ja nie mowie, ze dziecko mialo miec oparzenia, ale musialo go
                                      > zabolec, prawda?

                                      Nie, nieprawda. Nie musi go ani trochę zaboleć. Jak wkładasz rękę do gorącej wody, która nie parzy, co cię to nie boli, prawda?

                                      Czy masz genialne dziecko? Sadzac po tym, jaki poziom
                                      > prezentuje mamusia, to raczej nie.

                                      Ty masz dziecko bite (o, przepraszam, które edukujesz klapsami), i to jest największym problemem w tej dyskusji.

                                      A takie "genialne" dzieci to w mojej rodzinie najwidoczniej norma....

                                      K.
                                      • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:31
                                        kaczor551 napisał:

                                        > Ty masz dziecko bite (o, przepraszam, które edukujesz klapsami), i to jest
                                        najw
                                        > iększym problemem w tej dyskusji.

                                        BITE dziecko. Jezeli ty uwazasz, ze dziecko, ktore dostanie od czasu do czasu
                                        klapsa, jest dzieckiem BITYM, to sam reprezentujesz chyba pewien rodzaj
                                        nadreakcji na bodzce.
                                        A jak tam twoje dziecko? Super inteligentny maluszek wychowany bez klapsow?
                                        • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:38
                                          > BITE dziecko. Jezeli ty uwazasz, ze dziecko, ktore dostanie od czasu do czasu
                                          > klapsa, jest dzieckiem BITYM, to sam reprezentujesz chyba pewien rodzaj
                                          > nadreakcji na bodzce.

                                          Tak, takie dziecko jest od czasu do czasu bite.

                                          > A jak tam twoje dziecko? Super inteligentny maluszek wychowany bez klapsow?

                                          Bardzo radosne, towarzyskie i ruchliwe. Żony też nie bijam.

                                          K.
                                          • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:40
                                            kaczor551 napisał:


                                            > Bardzo radosne, towarzyskie i ruchliwe. Żony też nie bijam.

                                            a ile ma lat? nie pytam o zone, bo zakladam ze ta ma przynajmniej wiecej niz 15
                                            • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:41
                                              A co cię to obchodzi?

                                              K.
                                              • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:44
                                                kaczor551 napisał:

                                                > A co cię to obchodzi?

                                                a to mnie to obchodzi, bo to w pewien sposob okresla to twoje doswiadczenie
                                                jako rodzica
                                                • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:49
                                                  > a to mnie to obchodzi, bo to w pewien sposob okresla to twoje doswiadczenie
                                                  > jako rodzica

                                                  Wystarczające, z dziećmi własnymi i rodziny.

                                                  Ale ja nie polegam tylko na własnym doświadczeniu. Wiesz, żeby się dowiedzieć co jest po drugiej stronie Księżyca nie wsiadam do rakiety i nie lecę, tylko biorę atlas selenograficzny.
                                                  Polecam taką metodę nabywania wiedzy- naprawdę skuteczna!.

                                                  K.
                                                  • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:56
                                                    kaczor551 napisał:

                                                    > Ale ja nie polegam tylko na własnym doświadczeniu. Wiesz, żeby się dowiedzieć
                                                    c
                                                    > o jest po drugiej stronie Księżyca nie wsiadam do rakiety i nie lecę, tylko
                                                    bio
                                                    > rę atlas selenograficzny.
                                                    > Polecam taką metodę nabywania wiedzy- naprawdę skuteczna!.

                                                    I dokladnie tyle samo ma wspolnego z podroza na ksiezyc, co czytanie o
                                                    wychowaniu dzieci z ich wychowywaniem wink))
                                                    Ile lat ma twoje dziecko?
                                                  • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:59
                                                    > > Ale ja nie polegam tylko na własnym doświadczeniu. Wiesz, żeby się dowied
                                                    > zieć
                                                    > c
                                                    > > o jest po drugiej stronie Księżyca nie wsiadam do rakiety i nie lecę, tyl
                                                    > ko
                                                    > bio
                                                    > > rę atlas selenograficzny.
                                                    > > Polecam taką metodę nabywania wiedzy- naprawdę skuteczna!.

                                                    > I dokladnie tyle samo ma wspolnego z podroza na ksiezyc, co czytanie o
                                                    > wychowaniu dzieci z ich wychowywaniem wink))

                                                    Są tez książki/filmy o wychowywaniu dzieci, wiedziałeś? Już nie bede używał figur stylistycznych, nawet na poziomie gimnazjum, bo widzę że masz problemy z ich interpretacją.

                                                    > Ile lat ma twoje dziecko?

                                                    A nie powiem ci. (Nie powiem ci także wieku którego ci nie powiem).

                                                    Dalej czekam na jakieś zewnętrzne podparcie dla twoich teorii.

                                                    K.
                                                  • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 17:03
                                                    Mow do wola swiete slowa, a wol ryczy - jestem krowa!

                                                    W ten oto sposob mozna podsumowac dyskusje z drogim rodzicem-teoretykiem.
                                    • stypkaa Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:18
                                      Skoro Twoje jedyne argumenty to obrażanie innych to odpowiem Ci cytatem "nie
                                      chce mi się z tobą gadać".
                                      Żegnam
                                • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 15:29
                                  > Jezeli dziecko nie oparzy sie, dotykajac pierkarnika, nie odczuje bolu, nie
                                  > bedzie wiec widzialo w tym zagrozenia. Ale ten argument tez do ciebie nie trafi
                                  > .

                                  Po prostu nie jest tak jak mówisz. I nie chodzi o argumenty, tylko o rzeczywistość- tego typu metody po prostu działają, czy ci się podoba czy nie- dzieci są inteligentniejsze niż ci się wydaje.
                                  Tylko ty tego nie sprawdziłeś, bo wcześniej wlałeś swojemu dziecku "żeby się nie zbliżało to piekarnika", i to kiedy miało już 2 czy 3 lata... A wcześniej to co, roślinka była?

                                  K.
                                  • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:09
                                    kaczor551 napisał:

                                    > Tylko ty tego nie sprawdziłeś, bo wcześniej wlałeś swojemu dziecku "żeby się
                                    ni
                                    > e zbliżało to piekarnika", i to kiedy miało już 2 czy 3 lata... A wcześniej
                                    to
                                    > co, roślinka była?
                                    >
                                    > K.

                                    Nikt mojemu dziecku nie "wlal", nikt tez go w konekscie "pierkarnika" nie
                                    uderzyl. Nikt tez nie mowi, ze w ten sposob nie mozna dziecka nauczyc odruchow,
                                    w przypadku rzeczy, ktore mozna "sprobowac".
                                    Mowie jedynie, ze:
                                    1. jest to rowniez nauka poprzez bol.
                                    2. nie w przypadku wszystkich zagrozen mozna taka nauke prowadzic (np. nie
                                    bedziesz zrzucac dziecka na podloge, zeby mu uswiadomic, czym grozi wypadniecie
                                    z okna, prawda?)
                                    • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:15
                                      > > Tylko ty tego nie sprawdziłeś, bo wcześniej wlałeś swojemu dziecku "żeby
                                      > się
                                      > ni
                                      > > e zbliżało to piekarnika", i to kiedy miało już 2 czy 3 lata... A wcześni
                                      > ej
                                      > to
                                      > > co, roślinka była?
                                      > >
                                      > > K.
                                      >
                                      > Nikt mojemu dziecku nie "wlal", nikt tez go w konekscie "pierkarnika" nie
                                      > uderzyl. Nikt tez nie mowi, ze w ten sposob nie mozna dziecka nauczyc odruchow,
                                      >
                                      > w przypadku rzeczy, ktore mozna "sprobowac".
                                      > Mowie jedynie, ze:
                                      > 1. jest to rowniez nauka poprzez bol.

                                      Nie, nauka poprzez ból to zwykły sadyzm. Impulsywne stosowanie bólu to nieopanowanie i bezradność rodziców.

                                      > 2. nie w przypadku wszystkich zagrozen mozna taka nauke prowadzic (np. nie
                                      > bedziesz zrzucac dziecka na podloge, zeby mu uswiadomic, czym grozi wypadniecie

                                      Dzieci nie są tak głupie jak ci się wydaje. Wystarczy je uczyć przez analogie i wykorzystywać naturalne, dobre instynkty człowieka. I nie ma takich zagrożeń, które należy uzasadniać klapsem; no chyba że rodzic nic innego już nie potrafi- ale to problem rodzica.

                                      K.
                                      • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:22
                                        kaczor551 napisał:
                                        > Dzieci nie są tak głupie jak ci się wydaje. Wystarczy je uczyć przez analogie
                                        i
                                        > wykorzystywać naturalne, dobre instynkty człowieka. I nie ma takich
                                        zagrożeń,
                                        > które należy uzasadniać klapsem; no chyba że rodzic nic innego już nie
                                        potrafi-
                                        > ale to problem rodzica.

                                        Czlowieczku - po pierwsze nie uwazam, ze dzieci sa glupie. Po drugie, nie
                                        uwazam, ze dzieci nalezy wychowywac przez bicie. Uwazam natomiast, ze klaps
                                        jako ostateczny element (ostateczny i element - czyli jeden z wielu - datarlo
                                        do twej plytkiej mozgownicy?) wychowania jest pewnych okreslonych sytuacjach
                                        dopuszczalny. I nie truj mi tu dziecino wyswiechtanych stwierdzen o bezradnosci
                                        rodzicow, bo to jest po prostu zalosne.
                                        • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:35
                                          > uwazam, ze dzieci nalezy wychowywac przez bicie. Uwazam natomiast, ze klaps
                                          > jako ostateczny element (ostateczny i element - czyli jeden z wielu - datarlo
                                          > do twej plytkiej mozgownicy?) wychowania jest pewnych okreslonych sytuacjach
                                          > dopuszczalny. I nie truj mi tu dziecino wyswiechtanych stwierdzen o bezradnosci
                                          >
                                          > rodzicow, bo to jest po prostu zalosne.

                                          Po prostu nie masz racji i na poparcie swoich poglądów masz tylko swoje zdanie.
                                          Klaps niczego nie załatwia. Nie kształtuje dziecka tak, jak ci się wydaje.

                                          Gdyby kiedyś chciało się poświęcić takim rodzicom dla SWOJEGO WŁASNEGO DZIECKA trochę więcej czasu, przyłożyć się do jego wychowania, pewnie nawet nigdy by im klapsy nie przyszły do głowy.

                                          A mnóstwo za to mamy gierojów co wolą twierdzić że czarne jest białe, niż przyznać się że schrzanili.

                                          K.
                                          • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:39
                                            kaczor551 napisał:

                                            > Po prostu nie masz racji i na poparcie swoich poglądów masz tylko swoje
                                            zdanie.

                                            Dla poparcia moich pogladow przedstawilem szereg argumentow. Lopata do glowy ci
                                            ich jednak nie wloze. Jezeli twoja inteligencja na zrozumienie tych argumentow
                                            nie pozwala, to nie moj problem.
                                            Ponawiam pytanie - a jak tam twoja dziecina?
                                            • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:45
                                              > Dla poparcia moich pogladow przedstawilem szereg argumentow. Lopata do glowy ci
                                              >
                                              > ich jednak nie wloze. Jezeli twoja inteligencja na zrozumienie tych argumentow
                                              > nie pozwala, to nie moj problem.

                                              Rzecz w tym, że twoje argumenty są po prostu nieprawdziwe, rozumiesz?
                                              Nie potrafisz zacytować pojedycznego uznanego badacza, który by potwierdził co mówisz- tylko własne widzimisię.
                                              Wiarygodny jesteś tylko dla samego siebie.

                                              K.
                                              • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:53
                                                kaczor551 napisał:

                                                > Rzecz w tym, że twoje argumenty są po prostu nieprawdziwe, rozumiesz?
                                                > Nie potrafisz zacytować pojedycznego uznanego badacza, który by potwierdził
                                                co
                                                > mówisz- tylko własne widzimisię.

                                                Typowe paplanie rodzica-teoretyka.
                                                • kaczor551 Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:56
                                                  > > Rzecz w tym, że twoje argumenty są po prostu nieprawdziwe, rozumiesz?
                                                  > > Nie potrafisz zacytować pojedycznego uznanego badacza, który by potwierdz
                                                  > ił
                                                  > co
                                                  > > mówisz- tylko własne widzimisię.
                                                  >
                                                  > Typowe paplanie rodzica-teoretyka.

                                                  Coż, jak nie masz argumentów... Mogłbyś chociaż jakoś honorowo odkręcić sensacje, które nawypisywałeś.

                                                  K.
                                                  • silent_hill Re: Stary sposób angielskich niań;-) 22.08.06, 16:58
                                                    kaczor551 napisał:
                                                    > Coż, jak nie masz argumentów... Mogłbyś chociaż jakoś honorowo odkręcić
                                                    sensacj
                                                    > e, które nawypisywałeś.

                                                    Sensjacje drogi czlowieczku-astronomie, to wypisujesz ty.
                                      • stypkaa Do Kaczor 551 22.08.06, 16:33
                                        Jeśli mogę Ci coś zaproponować to proponuję zignorować tego "żałosnego
                                        człowieczka" który nie mając żadnych rozsądnych argumentów w głowie musi
                                        podpierać się obrażaniem każdego kto ma inne zdanie.
                                        To będzie chyba dla niego najlepsza odpowiedź. Chyba, że chcesz dalej wdawać
                                        się w dyskusję z tym prostakiem.
                                        Pozdrawiam
                                        • kaczor551 Re: Do Kaczor 551 22.08.06, 16:50
                                          > To będzie chyba dla niego najlepsza odpowiedź. Chyba, że chcesz dalej wdawać
                                          > się w dyskusję z tym prostakiem.

                                          Bałwany trzeba demaskować. I im bardziej wyjdzie na chama i prostaka, tym bardziej ucierpią też jego niedoważone teoryjki.

                                          K.
                                          • stypkaa Re: Do Kaczor 551 23.08.06, 08:40
                                            > Bałwany trzeba demaskować. I im bardziej wyjdzie na chama i prostaka, tym
                                            bardz
                                            > iej ucierpią też jego niedoważone teoryjki.
                                            Może i masz rację smile
                                            • zbig72 tak naprawdę co złego jest w klapsie??? 23.08.06, 10:46
                                              w zasadzie dyskusja sprowadza się do tego czy dawać klapsy, czy nie, ale nie
                                              wiem z jakich powodów dawanie klapsów zostało niemal przez wszystkich
                                              dyskutantów a priori zaklasyfikowane jako jednoznacznie negatywne lub
                                              przynajmniej wstydliwe???

                                              a w zasadzie co złego jest w niezbyt mocnym, jednorazowym klapsie stosowanym
                                              rzadko i w wyjątkowych stuacjach?

                                              padały stwierdzenia, że to przemoc fizyczna i jako taka powinna być całkowicie
                                              wyeliminowana z procesu postępowania z dziećmi... co w takim razie z
                                              przytrzmyaniem dziecka wybiegajacego na ulicę, co z trzymaniem wyrywajacego się
                                              dziecka podczas niezbędnego mu zastrzyku? to też jest stosowanie przemocy -
                                              stowsowanie DLA DOBRA dziecka, a nie w celu jego upokorzenia czy zadania mu
                                              bólu - tak samo jak ten opisywany klaps...

                                              padały stwierdzenia że to upokarzanie dziecka - są sytuacje w których inne,
                                              alternatywne kary moga być dużo bardziej upokarzające. można dziecka nigdy nie
                                              uderzyć a latami malteretować je psychicznie i wtedy jest ok???

                                              z własnego dzieciństwa pamiętam, że klapsa dostałem moze kilka razy, w naprawdę
                                              wyjatkowych okolicznościach - i jakoś z tego powodu strasznie nie cierpiałem,
                                              wręcz przeciwnie, kiedy mój zazwyczaj szalenie cieprliwy i tłumaczący mi
                                              wszysko po 1000 razy Tata wreszcie dał mi klapsa było to dla mnie naprawdę
                                              dajace do myślenia przeżycie, bo uświadomiłem sobie że skoro ten wspaniały,
                                              spokojny człowiek zdecydował się na coś takiego to naprawdę musiałem zrobić coś
                                              bardzo niedobrego - miało to ogromny walor wychowawczy, myślę że większy i
                                              szybszy, niż gdybyśmy wałkowali temat w rozmowach...

                                              z kolei kiedy otrzymywałem inne, proponowane na tym forum, kary typu "zakaz
                                              obejrzenia jakiegoś programu w TV" to miały one naprawdę mierny skutek. kiedyś
                                              napyskowałem cioci i za to musiałem ja przeprosić przy całej rodzinie, a potem
                                              nie mogłem obejrzeć jakiegoś strasznie ważnego dla 5-latka programu. Pomijając
                                              upokorzenie jakim były dla mnie publiczne przeprosiny, przez cały czas
                                              siedzenia w pokoju myślałem, że w drugim leci "mój" program, a ja nie mogę go
                                              zobaczyć - w rezultacie winna całej sytuacji była dla mnie "głupia ciocia",
                                              efekt wychowawczy był żaden, a sytuacja dużo bardziej traumatyczna niż w
                                              przypadku klapsów - najlepszy dowód że pamiętam ja DO DZISIAJ... naprawdę
                                              wolałbym w tej sytuacji dostać klapsa smile

                                              kończąc chcę zauważyć, że są różne dzieci i tak naprawdę tylko rodzice wiedzą
                                              co i w jakiej sytuacji najlepiej zadziała wychowawczo. jeśli macie złote
                                              dzieciaki, którym ani razu nie musieliście dawać klapsa - serdeczne gratulacje!
                                              ale pamiętajcie że nie każdy ma takie dzieci (a przynajmniej są sytuacje kiedy
                                              nawet najspokojniejsze z nich dostaje szału albo robi coś bardzo niedobrego) i
                                              nie odbierajcie innym rodzicom prawa do stosowania innych ALTERNATYWNYCH metod.
                                              nie zgadzam się z potepianiem klapsów i uznawaniem ich za porażkę wychowawczą,
                                              bo autorzy tych wszytskich światłych książek posługują się dużymi
                                              uproszczeniami (jak to zawsze w psychologii) - a przecież nie widzieli każdego
                                              pojedynczego dziecka, więc z natury rzeczy to co piszą to pewien przekrój
                                              statystyczny, który może być kompletnie nietrafiony w przypadku pojedynczego
                                              Stasia czy Karolinki bo KAŻDY CZŁOWIEK JEST INNY.

                                              pozdrawiam

        • pokeo2 Ze co?! 22.08.06, 12:21
          Przeprosiny sa kara po raz drugi?! Chyba bylas wychowywana bezstresowo skoro piszesz takie rzeczy. Przeciez to wlosy staja deba jak czytam ten watek!
          • zbig72 Re: Ze co?! 22.08.06, 13:11
            pokeo2 napisał:

            > Przeprosiny sa kara po raz drugi?!

            dla mnie wymuszone przeprosiny, kiedy dziecko nie jest przekonane o słuszności
            kary wymierzonej przez rodziaców ani nie rozumie co złego zrobiło są bez sensu.
            dziecko owszem, przeprosi ale tylko po to żeby mieć już święty spokój i móc
            wrócić do własnych zajęć, a takie postępowanie na dłuższą metę spowoduje tylko
            całkowitą dewaluację "przepraszania" które stanie się tylko wypowiadanym
            mechanicznie frazesem...

            jeśli wytłumaczymy dziecku co zrobiło źle to samo z siebie powinno wiedziec że
            trzeba przeprosić ewentualnie mozna sie zapytać "no i co masz zamiar dlaej
            zrobić, bo przecież sprawiłeś babci/cioci/mamie przykrość", natomiast dyskusje
            typu "- masz przeprosić i już - nie preproszę - przeproś bo wrócisz do kąta -
            nie przeproszę" wprowadzają więcej szkody niż samo zajście będące powodem
            przeprosin, o którym już zwykle nikt nie pamięta

            >Chyba bylas wychowywana bezstresowo

            jesli juz to "byłem", ale nie byłem, natomiast mam okazje obserwowac na swoim
            osiedlu 4-6 letnie efekty wychowania bezstresowego i ich rownie bezstresowe
            mamuśki - forum osiedla az huczy, bo to nie "dzieci" a "bachory" pełną gębą ale
            mamuskom to nie przeszkadza i nawet uwagi nie zwroca nie mówiąc o klapsie,
            tylko uważają że inni się czepiają bo dzieci muszą się przecież wyszumieć...

            > Przeciez to wlosy staja deba jak czytam ten watek!

            bo co? bo ktoś w sytuacjach NADZWYCZAJNYCH da SYMBOLICZNEGO klapsa??? i kto tu
            popiera bezstresowe wychowanie...
            • kaczor551 Re: Ze co?! 22.08.06, 13:19
              > > Przeciez to wlosy staja deba jak czytam ten watek!
              >
              > bo co? bo ktoś w sytuacjach NADZWYCZAJNYCH da SYMBOLICZNEGO klapsa??? i kto tu
              > popiera bezstresowe wychowanie...

              Nie, bo rodzic w sytuacjach nadzwyczajnych potrafi sobie poradzić jedynie klapsem.
              I, jak już pisałem, między wychowaniem bezstresowym a, nawet "symbolicznymi", klapsami, jest jeszcze dużo możliwości.

              K.
              • stypkaa Re: Ze co?! 22.08.06, 13:36
                > I, jak już pisałem, między wychowaniem bezstresowym a, nawet "symbolicznymi",
                k
                > lapsami, jest jeszcze dużo możliwości.

                Ano właśnie. I to próbuję przekazać od początku dyskusji, ale jakoś do
                niektórych nie chce to dotrzeć.
                Poza tym, nasunęła mi się taka myśl, czy przypadkiem nie jest tak, że rodzice
                którzy tak zaciekle bronią wychowywania z użyciem klapsów nie chcą w ten sposób
                usprawiedliwić się sami przed sobą (a może też przed innymi), że przecież inne
                metody nie działają na ich dziecko więc oni muszą dawać klapsy. A skoro oni
                dają to czemu inne dzieci mają mieć lepiej?
                Kaczor, co o tym myślisz?
                • silent_hill Re: Ze co?! 22.08.06, 13:48
                  stypkaa napisała:

                  > Poza tym, nasunęła mi się taka myśl, czy przypadkiem nie jest tak, że rodzice
                  > którzy tak zaciekle bronią wychowywania z użyciem klapsów nie chcą w ten
                  sposób
                  >
                  > usprawiedliwić się sami przed sobą (a może też przed innymi), że przecież
                  inne
                  > metody nie działają na ich dziecko więc oni muszą dawać klapsy. A skoro oni
                  > dają to czemu inne dzieci mają mieć lepiej?
                  > Kaczor, co o tym myślisz?

                  Droga pani Olej-Prace, jezeli Pani dziecko mialo by miec lepiej, niz moje to
                  musialo by przede wszystkim zmienic rodzicow na nieco bardziej rozgarnietych.
                  Oczywiscie - nikt nie neguje, ze miedzy wychowaniem bezstresowym a biciem, jest
                  cala gama metod wychowawczych. Po prostu nie u wszyskich dzieci i nie w kazdej
                  sytuacji te metody dzialaja i czasami, w okreslonych przypadkach trzeba posunac
                  sie do klapsa.
                  Np. pokazala Pani dziecku, ze kubek z kawa jest goracy przykladajac jego
                  paluszek do kubka. Mimo to dziecko przy kazdej mozliwej okazji, wielokrotnie
                  siega po ten kubek. Jaki jest wobec tego nastepny stopien edukacji? Co trzeba
                  zrobic, zeby dziecko nie siegalo do kubka z goraca kawa. SAMO nie siegalo, nie
                  powstrzymywane przez rodzicow.
                • kaczor551 Re: Ze co?! 22.08.06, 14:06
                  > Poza tym, nasunęła mi się taka myśl, czy przypadkiem nie jest tak, że rodzice
                  > którzy tak zaciekle bronią wychowywania z użyciem klapsów nie chcą w ten sposób
                  >
                  > usprawiedliwić się sami przed sobą (a może też przed innymi), że przecież inne
                  > metody nie działają na ich dziecko więc oni muszą dawać klapsy. A skoro oni
                  > dają to czemu inne dzieci mają mieć lepiej?
                  > Kaczor, co o tym myślisz?

                  No, chyba tak jest. Wychowywanie dzieci nie jest proste, a mnóstwo ludzi twierdzi że a) wraz z dzieckiem spłynęła na nich wszelka wiedza konieczna do jego najlepszego wychowania i b) skoro daję klapsy i dziecko przecież żyje to przecież wszystko jest OK, "wychowanie" działa.
                  No i czasem trzebaby było poświęcić trochę czasu żeby poczytać czy wysiłku, żeby spróbować jeszcze raz, a szkoda marnować cennego czasu na taką betkę jak własne dziecko, no nie? Machanie ręką nie wymaga myślenia, które tak wielu wyraźnie boli.

                  K.
                  • axamit1 wnioski 22.08.06, 20:45
                    Przeczytalam caly watek.
                    Jestem przeciwna biciu dzieci-przeciez w kontaktach (np. w dyskusji...) z
                    doroslymi raczej rzadko stosujemy rekoczyny, wiec nie powinnismy stosowac ich w
                    stosunku do dzieci.
                    Niemniej jednak stoje na stanowisku, ze matce/ojcu MOZE sie zdarzyc "wyjsc z
                    siebie" i klepnac dziecko (lekko) w pupe, gdy nic innego nie dziala. Po prostu
                    NIKT nie jest idealny, rodzice nie sa wyjatkowi, kazdy moze stracic nerwy...
                    Moj syn ma 3 lata, jest dzieckiem o mocnym charakterze, wyjatkowo czesto
                    probujacym przeforsowac wlasne "zdanie" na konkretny temat. Dostal w tylek pare
                    (4 lub 5) razy, w najgorszym okresie "buntu". Co ciekawe, do ukonczenia przez
                    niego 2 lat zdawal sie rozumiec i po namysle akceptowac wszystko, co do niego
                    mowimy i co mu tlumaczymy. Dopiero w okresie buntu probowal "ile mama
                    wytrzyma" wink I nie zgodze sie z kolega-bodajze kaczorem551 - ze w okresie
                    buntu ujawniaja sie problemy wychowawcze. Okres buntu dwu- i trzylatkow jest w
                    pewnym sensie dosc zblizony do buntu nastolatkow-po prostu kazdy MUSI go
                    przejsc, a INTENSYWNOSC tegoz buntu (nie jego wystapienie lub jego brak) jest
                    swoistym sprawdzianem dla rodzicow i ich metod wychowawczych.

                    Wychodzac naprzeciw zadaniom pozostalych interlokutorow domagajacych sie
                    cytatow fachowcow, oto cytat (A.Eisenberg, H.E. Murkoff. S.E. Hathaway-autorki
                    poradnikow dla rodzicow niemowlat oraz dwu i trzylatkow):
                    "(...) Niektorzy specjalisci (i rodzice) wierza, ze klaps w pupe w
                    niebezpiecznej sytuacji moze przeslac dziecku wazna informacje-na przyklad
                    kiedy male dziecko uparcie zmierza w kierunku ulicy lub goracej kuchenki mimo
                    ostrzezenia, ze nie wolno sie tam zblizac. Celem nie jest wywolanie bolu, lecz
                    szybkie uswiadomienie maluchowi powagi sytuacji. po takim klapsie powinno
                    nastapic wyjasnienie: jezeli wbiegasz na ulice moze cie przejechac samochod
                    (...)"
                    i drugi, z ksiazki tych samych autorow:
                    "Kazdy ma prawo kiedys wybuchnac a juz na pewno rodzice trzylatkow.kto ma do
                    czynienia z dwu- trzylatkami moze spotkac sie z wyjatkowymi trudnosciami; ich
                    irracjonalnosc i brak rozsadku moga popychac NAWET NAJLEPSZYCH RODZICOW
                    (podkreslenie moje) do granic wytrzymalosci a czasami i poza te granice.Brak
                    opanowania w szczegolnie zlym dniu jest nie tylko zrozumialy ale i wybaczalny
                    (...) Wybacz wiec sobie (...) przepros dziecko za swoj wybuch. Upewnij sie ze
                    dziecko rozumie, ze nie podobalo ci sie to, co zrobilo a nie ono samo."

                    kaczor551 napisał:
                    >No i czasem trzebaby było poświęcić trochę czasu żeby poczytać czy wysiłku, żeb
                    > y spróbować jeszcze raz, a szkoda marnować cennego czasu na taką betkę jak
                    włas
                    > ne dziecko, no nie? Machanie ręką nie wymaga myślenia, które tak wielu
                    wyraźnie
                    > boli.
                    + ze klaps to "porazka rodzicow" i "blad wychowawczy"

                    Nie podoba mi sie takie uogolnienie. Mozliwe, ze w przypadku wielu rodzicow
                    regularnie/czesto/nawet sporadycznie bijacych swoje dziecko ma ono
                    zastosowanie. Mnie to jednak zdrowo wkurzylo, gdyz de facto odnioslam je do
                    siebie (w zwiazku z tymi 4-5 klapsami). Odpowiem wiec rowniez na podstawie
                    wlasnego doswiadczenia. Spedzam z moim synem wlasciwie 24 godziny na dobe, 365
                    dni w roku. Mieszkamy zagranica, jestesmy tu sami, z dziadkami widujemy sie
                    przecietnie raz do roku. Moj maz duzo czasu spedza na wyjazdach sluzbowych bywa
                    wiec, ze jestem sama z synkiem przez kilka dni z rzedu - niewazne czy czuje sie
                    dobrze czy zle, zdrowa, chora, w euforii, "standardowo" czy przybita, pelna
                    cierpliwosci i wyrozumiala, czy zniecierpliwiona i rozdrazniona. Rozmawiam z
                    nim, tlumacze, ucze, bawie-a mimo tego, ze poswiecam mu CALY swoj czas zdaza
                    sie, ze widze jak specjalnie nie chce sluchac, "staje okoniem" itp. itd. I co-
                    ja tez mam powiedziec "jestem taka fatalna matka, za malo czasu i wysilku
                    poswiecam swojemu dziecku"? Przeciez to bzdura. Te kilka razy gdy wyprowadzil
                    mnie z rownowagi i dostal klapsa-bylo mi pozniej szalenie glupio, przeprosilam
                    i wytlumaczylam dlaczego to zrobilam. Mysle ze dzieki temu udalo mi sie
                    przekazac mojemu synowi, ze mama tez jest czlowiekiem ktory ma swoje prawa (np.
                    prawo do "wyjscia z siebie"...), ktory umie okaze slabosc, umie przyznac sie do
                    bledu, ze mozna sie pomylic, zrobic zle-wazne zeby przeprosic i probowac
                    naprawic swoja wine.
                    • silent_hill Re: wnioski 23.08.06, 01:37
                      Dziekuje za spokojny glos rozsadku w tej "ognistej" dyskusji (bo wszystkim
                      chyba puszczaly nerwy) no i za wyreczenie mnie w wyszukiwaniu cytatow wink
                      Co prawda, nie "po angielsku" jak chcial kolega, ale chyba moze byc... Co
                      prawda madry kolega kaczorek zapewne podwazy zaraz wiarygodnosc zrodel, ale
                      coz... Czekamy na nastepna porcje madrze brzmiacych slowek od kolegi kaczorka ;-
                      )
    • hanula Re: agresja trzylatka 22.08.06, 01:32
      Ja chyba mam szczescie, bo spotykaja mnie odwrotne sytuacje: jak moja coreczke
      ktos popchnie czy uderzy na placu zabaw, to mamusia agresora przewaznie
      strasznie sie kaja i najpierw jemu kaze przepraszac ofiare, a potem zaczyna
      dodatkowo mnie przepraszac. Nie raz zdarzylo mi sie mowic, zeby sie nie
      martwila, bo to przeciez normalne. A dzieci za chwile pieknie sie bawia i nie
      pamietaja o calej sprawie.
      • fidziaczek Re: agresja trzylatka 23.08.06, 10:37
        pisząc że agresja jest zakodowana genetycznie nie do końca zostałem
        zrozumiany...
        jeśli jest zakodowana i właśnie bierze góre (2,3 latek bije innego dzieciaka)
        to tłumaczenie dziecku w którym te skłonności są bardzo silne (do bicia kolegów)
        dziecku które nie posiada zdrowego rozsądku, umiejętności analizy nie może
        odnieść skutku!! to tzw. trudne dziecko i tłumaczena nie pomogą
        jeśli czyjeś dziecko nie jest agresywne wtedy można mówić o tłumaczeniach i
        rozmowach,
        w innych przypadkach to nie skutkuje i wtedy należy się uciec do wniosków
        wynikających z eksperymentów Pawłowa

        należy pamiętać że chłopcy (Ci o większych skłonnościach do agresji) biją się
        również jako 10-latki, w szkołach, na podwórkach i jest to naturalna skłonność
        mająca na celu wyłonienie lidera grupy którym dla dzieci kilkuletnich, a nawet
        klikunastoletnich jest najsilniejszy chłopak
        i choćby nie wiem jakich argumentów rodzice użyli zawsze będzie dochodziło do
        bójek mających zapewnić wyłonienie lidera w grupie - to prawo natury
        objawiające się i wśród zwierząt i wśród ludzi którzy jeszcze nie zostali
        zidoktrynowani kulturą, cywilizacją, moralnością (czyli przedwszytkim dzieci)
        • silent_hill Re: agresja trzylatka 23.08.06, 10:43
          fidziaczek napisał:

          > mająca na celu wyłonienie lidera grupy którym dla dzieci kilkuletnich, a
          nawet
          > klikunastoletnich jest najsilniejszy chłopak
          > i choćby nie wiem jakich argumentów rodzice użyli zawsze będzie dochodziło do
          > bójek mających zapewnić wyłonienie lidera w grupie - to prawo natury
          > objawiające się i wśród zwierząt i wśród ludzi którzy jeszcze nie zostali
          > zidoktrynowani kulturą, cywilizacją, moralnością (czyli przedwszytkim dzieci)

          Swiete slowa! Do niektorych nie dociera po prostu, ze roznice w zachowaniu
          zwierzat i ludzi, wynikaja nie z calkowitej odrebnosci genetycznej tych
          dwoch "form zycia", ale z norm kulturowych, ktore zostaly przez ludzi
          wypracowane i ktore sa (slusznie) narzucane wszystkim przedstawicielom
          spoleczenstwa (dla dobra ogolu).
          Wystarczy jednak poluzawnie istniejacych norm, by rzeczywista natura ludzka
          mogla sie ujawniac w calym swym kolorycie. Co ma miejsce (chyba sam to
          zauwazyles) czesto w przypadku zamieszek, rewolucji, itd. itp.
    • albert31-wawa Re: agresja trzylatka 23.08.06, 10:48
      przywal kilka razy w dupe i odrazu agresja dziecku przejdzie..
      jeśli dziecko nie będziesz za coś takiego karac to skąd wie że robi źle..?
    • pochmurna Re: agresja trzylatka 24.08.06, 23:15
      Twoje dziecko ma jakiś problem, który musi ukrywać albo którego sobie nie uświadamia. Wybierzcie się do psychologa, jeśli sami nie dacie rady tego rozwiązać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka