Dodaj do ulubionych

Porozmawiajmy o szkole w Polsce...

03.11.06, 09:06
... pod nieco innym kątem. Bo debata publiczna na temat polskiej szkoły trwa
i to bardzo dobrze. Tyle że w tej debacie czasem trudno jest wychwycić(choć
też padają)propozycje i rozwiązania inne niż restrykcyjne. I tak dla polskich
szkół padają kolejne propozycje na minus- LIKWIDACJA gimnazjów, zaostrzenie
RYGORU, PODZIAŁ klas na męskie i żeńskie, tworzenie SZKÓŁ SPECJALNYCH dla
trudnej młodzieży, wprowadzenie nowych KAR, ZAKAZ używania telefonów
komórkowych etc. Nie chodzi mi o to, żeby te pomysły krytykować, tylko o to,
że mają one wydźwięk zdecydowanie "na minus"- opierają się na restrykcjach,
zakładają, że zmiany trzeba wprowadzać niejako wbrew młodzieży, są
sformułowane w charakterystyczny sposób. Tymczasem do polskiej szkoły oprócz
uczniów trudnych, patologicznych, bezwzględnych, okrutnych chodzi też mnóstwo
uczniów normalnych, sympatycznych, wartościowych. I dla nich nie ma
propozycji "na plus", choć to oni stanowią większość. A młodzież w Polsce, w
zdecydowanej większości, szkoły NIE LUBI. I trudno się dziwić, patrząc na
wiele polskich szkół. Co można zaproponować, żeby poczuli się tam lepiej?
Żeby było im lepiej się uczyć, a nauczycielom ich wychowywać? Żeby polskie
szkoły były polem współpracy i wychowywały kreatywnych, zadowolonych i dobrze
wykształconych ludzi? Jak POMÓC młodzieży przejść przez trudny dla nich
okres? Czekam na Wasze propozycje, właśnie "na plus". Bo z własnego
doświadczenia wiem, że w szkole, którą się lubi można i zrobić, i nauczyć się
o wiele więcej, niż w szkole, której się nie znosi. I że szkoła, którą
uczniowie lubią poradzi sobie z problemem lepiej, niż szkoła, której
uczniowie nie cierpią. Zapraszam więc do rozmowy o polskiej szkole- z tym, że
zależy mi, żeby była to rozmowa o naszych konkretnych propozycjach, a nie o
Ministrze Edukacji Narodowej. Więc porozmawiajmy!
Obserwuj wątek
    • dorota.konowrocka Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 11:48
      Był taki amerykanin, nazywal sie john holt, zmarł chyba w 1985 roku, jest dość
      znanym i uznanym praktykiem i teoretykiem edukacji, napisał m.in. How children
      fail, how children learn oraz teach your own. Był nauczycielem matematyki.
      Przez wiele lat próbował opracować sposoby zreformowania szkoły. W końcu doszedł
      do wniosku, że szkoły po prostu nie da sie zreformować i jedynym wyjściem jest
      uczenie dzieci w domu przez rodziców. Tylko w takim środowisku - kochającym,
      zindywidualizowanym, nastawionym na wspieranie rozwoju dziecka, relację,
      zrozumienie, samodzielność uczenia się - dziecko jest w stanie rozwinąć swoją
      inteligencję, ukształtować charakter, moralność, rozwinąć osobowość. Szkoła jako
      taka zawsze jest miejscem, w ktorym 30 uczniów usiłuje się wcisnąć w jeden
      schemat, i w którym nauczyciele uczą, ale dzieci nie uczą SIĘ. Choć Holt pewnie
      nie słyszał polskiego (polskiego?) powiedzenia "Człowiek rodzi się mądry, a
      potem idzie do szkoły", doszedł do takiego wlaśnie wniosku: dzieci byłyby
      znacznie mądrzejsze i lepsze, gdyby zostawić je w spokoju i oszczędzić im
      przymusu szkolnego. Tyle mojego wkładu do dyskusji, polecam lekturę Holta.

      Dorota Konowrocka
      • m_regina Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 14:44
        hmm... czy rezygnacja ze szkół to pomysł "na plus"? Chtba niekoniecznie... Ale
        bardzo dziękuję za jedyną na razie odpowiedź. Jednak po pierwsze: istnieje
        wielu świetnych ludzi, którym nauka w szkole najwyraźniej za bardzo nie
        zaszkodziła, więc chyba nie jest to aż takie wielkie zło... Po drugie: szkoła
        poza założeniami edukacyjno- wychowawczymi ma też funkcje socjalizacyjne, a o
        ich realizację trudno by było tylko i wyłącznie ucząc dziecko w domu, zwłaszcza
        w późniejszych etapach kształcenia... Poza tym ludzkość przez wieki nie
        wymyśliła nic szczególnie odkrywczego w tej dziedzinie- jedynym zamiennikiem
        szkoły jest nauczanie domowe, oparte na programach i zasadach nauczania w
        szkole. I wreszcie- to rozwiązanie średnio realne, a mi zależy na dyskusji
        pomysłach, które realnie mogłyby ulepszyć naukę w szkołach, które mamy dziś.
        Więc co można zrobić, żeby w szkołach wszystkim było lepiej oprócz nieposyłania
        dzieci do szkół? smile
        • dorota.konowrocka Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 15:02
          Chciałam tylko cichutko dodać, że nauczanie domowe jest realne również w Polsce,
          jest zgodne z prawem i znam kilkanaście rodzin, które uczą swoje dzieci w domu.
          Nauczanie domowe nie jest oparte na zasaadch nauczania stosowanych w szkole,
          jest wręcz z nimi zupełnie rozbieżne (nie mylic z nauczaniem indywidualnym,
          kiedy uczy nauczyciel wysłany przez szkołę).

          Jeszcze tylko chciałam dodać, że używanie w ten sposób terminu socjalizacja jest
          błędne. Socjalizacja to (słownikowo) "takie kształtowanie osobowości człowieka,
          przekazywanie mu systemu wartości, zasad i wzorów kulturowych, by był zdolny do
          dobrego funkcjonowania w społeczeństwie." Socjalizacja to uspołecznianie.
          "Przekazywanie" zachodzi poprzez przykład i presję społeczną. Przykład i presja
          społeczna grupy rówieśniczej jest zupełnie inny niż przykład i presja społeczna
          dojrzałych członków społeczeństwa. Rodzinie, dalej: dalszej rodzinie, dalej:
          grupie znajomych i sąsiadów, jest znacznie bliżej do społeczeństwa. Grupie
          rówieśniczej skoszarowanej w szkole jest znacznie bliżej do wojska, niestety.
          Nieporozumienie z socjalizacją występuje niestety strasznie często.

          Ale oczywiscie, mam świadomość, że nauczanie domowe nie jest rozwiazaniem dla
          wszystkich. Miałam po prostu nadzieję, że moja wypowiedź uzupełni obraz, który ,
          mam nadzieję, wyłoni się z szeregu postów.
    • cest_lavie Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 16:21
      Choć mamy nie rozmawiać o ministrze to tylko powiem, że coraz bardziej podobają
      mi się Jego posunięcia. Jeśli zaś chodzi o uzdrowienie szkoły, to uważam, że
      szkoła lubiana przez uczniów to taka, w której panują jasne zasady i dla
      uczniów i dla nauczycieli.Młodzież, wbrew pozorom, potrafi docenić wspaniałych
      nauczycieli i wychowawców, a wyjątki,którym się szkoła nie podoba, mogą być
      tylko niezadowolone, ale nie podejmują żadnych negatywnych działań. Myślę
      jednak, że w tym momencie restrykcje być muszą i izolacja trudnych uczniów też,
      a dopiero potem pomyślimy nad rekompensatą dla uczniów pozytywnych.
      • asiara74 Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 16:46
        Jedyne rozwiązanie na zanik agresji w szkole (a więc i polepszenie jakości pracy
        w niej) to wbicie sobie do głowy że nauczyciel nie wychowa naszego dziecka. To
        rodzice są odpowiedzialni za wychowanie, rozwijanie potrzeby uczenia się, i
        sposób zachowania się dziecka - to rodzice muszą poświęcać swój czas i uczyć
        elementarnych zasad. Nauczyciel i instytucja jaką jest szkoła może tylko
        wspierać i rozwijać wcześniejszy(przez 7 lat dziecko jest w domu z
        rodziną)wysiłek rodziców. A jeśli rodzicom za przeproszeniem wisi ich rodzone
        dziecko no to cóż...
      • turzyca Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 17:17
        Jein jak mawiaja Niemcy. Czyli i tak i nie.

        Zalezy co rozumiesz przez jasne zasady. Bo to moze byc stara szkola z dwiema
        stronami barykady, a moze to byc nowoczesna szkola z nauczycielem i uczniami
        dazacymi do wspolnego celu czyli przekazania wiedzy.

        W ramach jasnych zasad moja kolezanka uslyszala "co dla ciebie wazniejsze?
        matematyka czy zdrowie?" jakby ktos mial watpliwosci druga odpowiedz nie byla
        poprawna, bo okazalo sie, ze zdaniem dziewczyny badania kontrolne w szpitalu po
        dluuugiej chorobie byly wazniejsze od lekcji matematyki. Pani miala odmienne
        zdanie. Czy takich jasnych zasad chcemy?

        Moim zdaniem z jasnych zasad nalepsza jest: "jesli chcesz sie nauczyc, to my Ci
        pomozemy." Czyli dodatkowe konsultacje na ktore moze przyjsc kazdy uczen i
        poprosic o wytlumaczenie jakiegos zagadnienia. Na ktorych rowniez pisze sie
        nienapisane klasowki, zeby nie tracic nowej lekcji. Klarowne, ale ludzkie zasady
        zaliczen tez ulatwiaja sprawe. Sprawdzanie, w szczegolnosci na poczatku, czy
        kazdy uczen opanowal material (spora czesc mojej osmej klasy nie umiala czytac
        ze zrozumieniem - trudno zeby rozwiazywali zadania z trescia nie rozumiejac
        jej.) I najwazniejsze: cel i sposob nauki.

        Wrocmy do przykladu biologii, bo dla mnie ten przedmiot jest przedmiotem obcym,
        to znaczy nie uczylabym sie go sama ze wzgledu na np studia.

        Zaklada sie, ze uczen powinien znac budowe liscia i drzewa, wiedziec jakie
        funkcje spelniaja poszczegolne elementy, co sie dzieje z drzewem jesienia.

        Stara szkola (np. moja podstawowka): uczymy sie o budowie liscia i drzewa,
        uczymy sie rysunkow i schematow, wkuwamy terminy. Gatunkow drzew na szkolnym
        podworku wiekszosc dzieci nie jest w stanie rozpoznac.
        Nowa szkola (np. moje liceum): idziemy na spacer za szkole/do parku i zbieramy
        jesienne liscie, analizujemy na podstawie ich wygladu, w jaki sposob moga byc
        zbudowane i co sie dzieje jesienia, nauczyciel weryfikuje nasze hipotezy. Przy
        okazji spaceru uczymy sie rozrozniac gatunki drzew, analizujac tez ich
        przystosowanie do roznych warunkow.

        Oczywiscie i tu i tu na koniec jest sprawdzian. Ale w starej szkole jest to
        sprawdzian typu: "wymien...", a w nowej "jak..."

        Efekt? Za kilka lat absolwent starej szkoly nie wie nic, absolwent nowej wie
        mniej wiecej, jak drzewo jest zbudowane, jak sie zywi i dlaczego niektore liscie
        robia sie zolte a niektore czerwone.



        To co napisalam to oczywiscie nie jest program nauczania podstawowki i liceum,
        ale w tych szkolach spotkalam sie z diametralnie odmiennym podejsciem do ucznia
        i nie bylo to wylacznie zwiazane z wiekiem uczniow (w sasiednim liceum bylo
        zupelnie inaczej niz w moim), tylko z podejsciem pedagogow do sprawy.


        Aha. Moja klasa w liceum byla uznawana za trudna. Nigdy sie nie zintegrowalismy
        i do tego zadawalismy straszne pytania - w czwartej klasie pani od historii
        zrezygnowala po miesiacu, a pani od wosu wystawiala oceny na podstawie
        obecnosci. Tak sie konczy wyrzucanie dobrych pedagogow i zatrudnianie tych z
        lapanki. Raczej nikt nie lobuzowal w tradycyjnym stylu (mazanie po lawkach itd),
        ale tez nikt sie nie miescil w ramach. Nalezalo nas odseparowac i karac czy
        potraktowac jak wyzwanie? Na szczescie moja szkola byla nietypowa, ale nie wiem,
        co by bylo gdybysmy trafili do takiej szkoly, z jakiej pochodzily dwie opisane
        panie. Kazda moneta ma dwie strony.


        Nie mozna stworzyc szkoly idealnej, ale bardzo dobra owszem.
        • titta Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 21:37
          Turzyca, zgadzam sie. Jednym z bledow polskiego programu w szkole (i sposobow
          uczenia) jest to, ze podstawa jest przekazanie sychych faktow. Zupelnie pomija
          sie natomiast sprawe "po co sie tego uczyc", "jakie jest zastosowanie
          praktyczne", "w jaki sposob nas to dotyczy". Bardzo lubilam chemie. Z pasja
          uczylam sie np. zasad obsadzania orbitali elektronowych itp. "Po co"
          dowiedialam sie przez przez przypadek jak na wymianie w niemczech wpadl mi w
          rece tamtejszy podrecznik.
        • maksimum Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 04:00
          > Aha. Moja klasa w liceum byla uznawana za trudna. Nigdy sie nie
          >zintegrowalismy

          Akurat tego,to nie musialas pisac,bo to widac golym okiem.
          • haganna Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 11:54
            Taaak? A co, po pochyłości czcionki zauważyłeś, czy z fusów wróżysz?
            Dobrze pisze, ot co!
    • gaika Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 16:59
      Szkoda, by tak konstruktywny wątek(jedyny w tym zalewie złości) się zmarnowałsmile

      1.Zmiana przewagi kar nad nagrodami. Polska szkoła jest nastawiona na
      podkreślanie błędów i tego co złe. Rzadko wzmacnia się to co dobre.
      2.Pieniądze przeznaczone na specszkoly powinny trafić do szkół publicznych :
      -ograniczyć ilość uczniów w klasach (efektywność nauczania powyżej 20 osób w
      klasie radykalnie spada)
      -wyposażyć szkoły w opiekę psychologiczno -pedagogiczną
      -zatrudnić dodatkowych asystentów w klasach tego wymagających
      -rozszerzyć dostęp do *sensownych* zajęć pozaszkolnych

      3.wciągnąć uczniów (!) do poprawy sytuacji, dać im szanse na ponoszenie
      odpowiedzialności za własne czyny
      4.kontrolować stan emocjonalny uczniów i nauczycieli (wentyle bezpieczeństwa-
      metody reagowania na sytuacje kryzysowe)
      5.ustalać jasne kryteria i wykazywać konsekwencję w ich egzekwowaniu
      6.zmniejszenie biurokracji i odgórnych, jedynie słusznych zarządzeń (szkoły z
      różnych środowisk mają różne potrzeby i różne problemy i do nich należy się
      odnosić)
      7.zaangazować jak największą liczbę dorosłych do pomocy w szkole na co dzień
      (rodziców, wolontariuszy, studentów kierunków pedagogicznych)
      8.wydłużyć do roku praktyki nauczycielskie
      9.zorganizować system mentorów w edukacji (pomoc dla szkol i nauczycieli )
      10.zmiana wymagań wobec kandydatów na dyrektorów (równowaga miedzy funkcjami
      organizacyjno -urzędniczymi i "ludzkimi" ; radykalny wzrost wynagrodzenia)

      11.Konieczna jest współpraca z rodzinami trudnymi- nie mam pomysłu poza próbami
      wciągnięcia ich do pracy w szkole
      • turzyca Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 17:42
        Galka, ladna lista.
        Pozwole sobie na punkt 12.
        Na specjalizacje pedagogiczna powinien byc wysrubowany odsiew pozytywny, a nie,
        jak teraz, pelna dowolnosc czy, jak wczesniej, odsiew negatywny (moja Mama
        wspomina, ze jak ktos nie lapal sie na specjalizacje, to odsylano go na
        pedagogike, bo "on to tylko w szkole bedzie uczyl, zadna praca.")
        O odpowiednich pensjach chyba nie powinnismy pisac, ale niektorzy wola je dawac
        bylym wojskowym... sad


        pkt. 11 - ustalic dlaczego rodzina jest trudna i nawiazac wpsolprace z
        odpowiednimi organizacjami (tatus tyran domowy pijacy i bijacy powinien byc
        mozliwie wczesnie odseparowany itd). Co powoduje ze wchodzimy na moj temat
        hobbystyczny czyli brak kuratorow sadowych w Polsce.
        • m_regina Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 20:55
          No nareszcie nasza dyskusja ruszyła! Tak bardzo na to czekałam! Dzięki wielkie!!

          Moim zdaniem polskiej szkole potrzebny jest przede wszystkim dialog, w którym
          uczniowie będą podmiotem, nie przedmiotem. Oni na miarę swojego wieku powinni
          współdecydować o sprawach które ich dotyczą i na tę najbliższą sobie
          rzeczywistość mieć wpływ. I trzeba im pokazać, że wspólne działanie pomaga- tak
          na zasadzie SZKOŁA-WSPÓLNY OBOWIĄZEK- zarówno uczniowie jak i nauczyciele robią
          wszystko, żeby w tym miejscu wszystkim było jak najlepiej. I dać im się wykazać
          i pokazywać płynące z tego korzyści. Czyli- już w najmłodszych klasach dawać
          wybrać czy i gdzie dzieci chcą pojechać na wycieczkę, zachęcać do wyboru i
          przygotowania prezentów dla pani na Dzień Nauczyciela i dla płci przeciwnej na
          dzień kobiet/chłopaka(banał, ale w podstawówce zawsze robią to rodzice/Pani),
          dekoracji sali na jakieś święto etc. A w starszych? My w moim świetnym liceum z
          własnej inicjatywy wykonaliśmy projekty, znaleźliśmy sponsorów i wydrukowaliśmy
          kolekcję świątecznych naklejek, a zyski ze sprzedarzy pomogły tym, którzy mieli
          problemy z kasą pojechać na wycieczkę, organizowaliśmy koncerty, programy
          artystyczne na uroczystości szkolne, samodzielnie zorganizowaliśmy się, żeby z
          programem muzycznym poświęconym Ojcu Świętemu pojechać do oddalonej o
          kilkanaście kilometrów od naszego miasta szkoły imienia JPII, sami
          załatwialiśmy większość spraw związanych z wycieczkami (czyli pójście do biura
          etc.), studniówką, półmetkiem... Ważne decyzje dotyczące szkoły były z nami
          konsultowane. A w razie jakiejś niesprawiedliwości ze strony nauczyciela,
          zawsze mieliśmy prawo przeciwstawić się, rozmawiać, zaproponować swoje
          rozwiązanie.
          Też gorąco popieram godziny konsultacji z nauczycielami. W ogóle uważam, że
          nauczyciele powinni poświęcić uczniom więcej czasu też po lekcjach. I inne
          podejście nauczycieli... Nauczyciel-przyjaciel budzący zaufanie może o wiele
          więcej niż groźny nauczyciel budzący tylko i wyłącznie respekt(i niechęć przy
          okazji). I można mu powiedzieć o kłopotach, a jak już się zrobi coś głupiego,
          to czuje się wstyd, że się go zawiodło, a to mobilizuje do poprawy nie mniej
          niż kara.
          Myślę, że polską szkołę możnaby naprawić naprawdę niewielkim kosztem, gdyby
          tylko chcieć...
      • m_regina Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 20:57
        gaika napisała:

        > Szkoda, by tak konstruktywny wątek(jedyny w tym zalewie złości) się
        zmarnowałsmile
        >
        Dzięki wielkie gaiko za te słowa!!! Zależy mi właśnie na wątku konstruktywnym i
        pozbawionym agresji.
      • maksimum Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 04:03
        gaika napisała:
        > (rodziców, wolontariuszy, studentów kierunków pedagogicznych)
        > 8.wydłużyć do roku praktyki nauczycielskie
        > 9.zorganizować system mentorów w edukacji (pomoc dla szkol i nauczycieli )
        > 10.zmiana wymagań wobec kandydatów na dyrektorów (równowaga miedzy funkcjami
        > organizacyjno -urzędniczymi i "ludzkimi" ; radykalny wzrost wynagrodzenia)
        >
        > 11.Konieczna jest współpraca z rodzinami trudnymi- nie mam pomysłu poza
        >próbami wciągnięcia ich do pracy w szkole

        Tylko po co komu taki filozoficzny horseshit jak wystarczy zwykla selekcja.
      • teresa.wojt Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 21:09
        8.wydłużyć do roku praktyki nauczycielskie

        Już cos takiego istnieje. Każdy słuchacz Nauczycielskiego Kolegium Języków
        Obcych musi odbyć praktyki w szkole. Trwają one cały rok. Studen obserwuje
        lekcje u swojego opiekuna praktyk, u innych nauczycieli innych przedmiotów,
        chodzi na dyżury na przerwy, uczestniczy w posiedzeniach Rady Pedagogicznej
        (min. dwóch), ma spotkanie z Dyrektorem szkoły oraz z Pedagogiem no i
        oczywiście sam prowadzi lekcje. Przez ten rok każdy kandydat na nauczyciela ma
        okazję poznać jaki to "kawałech chleba". Znam takich, którzy po tym własnie
        roku stwierdzali, że to jednak nie dla nich.
        Myślę też, że w Polsce dużo do życzenia pozostawia też system tzw "kursów
        pedagogicznych" na studiach. Zajęcia są albo nie, bo kto się tam będzie
        przejmował - do szkoły można iść na żywioł, praktyki za krótkie (2x5 tygodni we
        wrześniu gdy wszystko dopiero się rozkręca). We Francji jest tak, że studia
        różnych specjalności trwają 3 lata. potem zdaje się licencjat i Ci co chcą
        zostać nauczycielami muszą studiować jeszcze dwa lata w Szkołach Wyższych
        kształcących tylko nauczycieli. Poza tym awans nauczycieli we Francji to nie
        tony papierków i opasłe segregatory, tylko widoczne efekty pracy.
        Nie można też za wszystko winić nauczycieli, ale trzeba też pamiętać, że zawód
        nauczyciela to właściwie powołanie, tak jak sa lekarze z powołania i ci którzy
        robią to tylko dla pieniędzy, tak samo i nauczyciele z powołania i ci, którzy
        się zaczepili w szkole, bo taką mieli okazję (o pieniądzach nie ma co mówić, po
        7 latach pracy, nauczyciel mianowany dostaje ok.1100zł, na rękę).
        Pozdrawiam wszystkich gorąco. wygbaczcie błedy ortograficzne i literówki.
        No i oczywiście za wychowanie przede wszytkim odpowiedzialni są rodzice.
        • nangaparbat3 Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 05.11.06, 08:15
          8.wydłużyć do roku praktyki nauczycielskie
          >
          > Już cos takiego istnieje. Każdy słuchacz Nauczycielskiego Kolegium Języków
          > Obcych musi odbyć praktyki w szkole. Trwają one cały rok. Studen obserwuje
          > lekcje u swojego opiekuna praktyk, u innych nauczycieli innych przedmiotów,
          > chodzi na dyżury na przerwy, uczestniczy w posiedzeniach Rady Pedagogicznej
          > (min. dwóch), ma spotkanie z Dyrektorem szkoły oraz z Pedagogiem no i
          > oczywiście sam prowadzi lekcje. Przez ten rok każdy kandydat na nauczyciela
          ma
          > okazję poznać jaki to "kawałech chleba". Znam takich, którzy po tym własnie
          > roku stwierdzali, że to jednak nie dla nich.


          I dlatego absolwenci kolegiow jezykowych metodycznie o wiele lepiej sie
          sprawdzaja w szkole niż osoby po filologiach uniwersyteckich.
      • nangaparbat3 Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 05.11.06, 08:12
        Gaika, zgoda, dodała bym jeszcze jedno - testy psychologiczne dla osob, ktore
        chca pracować w szkole. Moga policjanci, mogliby i nauczyciele -
    • m_regina Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 03.11.06, 21:11
      I jeszcze trzeba bardziej zaangażować rodziców w życie szkoły, choć z tym jest
      problem- oni często się migają, a nauczyciele współpracy też sięczasem boją.

      I troszkę ulepszyć funkcjonowanie instytucji pedagoga i psychologa, bo w
      większości szkół nie spełniają one nie tylko swojej, ale i żadnej innej
      funkcji, a są baaaardzo potrzebne... Więc psychologów i pedagogów trzeba do
      wykonywania swojej pracy zmobilizować i może trochę inaczej przygotować...

      I jeszcze jeden pomysł- zmienić zasady funkcjonowania samorządów, bo to też
      takie trochę "firmy-krzak". Może zamiast nich należałoby powołać komitety do
      konkretnych celów, które zrzeszałyby uczniów, nauczycieli, pracowników
      administracyjnych. Do różnych celów różne... Nie wiem czy to realne, ale myślę,
      że mogłoby być skuteczne.

      Przepraszam, że aż 3 posty na raz, ale cały dzień nie miałam czasu i dopiero
      teraz mogłam Wam przedstawić swoje pomysły. Nadal czekam na każdy głos!
      • nomani Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 00:04
        Właczę się, bo akurat jestem szkolnym psychologiem, wciąż zresztą walczącym o
        utzryamnie tego etatu, bo część "góry" traktuje to jako swego rodzaju fanaberię.

        Co robię?
        - zajęcia inetgrujące dla uczniów klas I (Sp, G, LO)
        - zajęcia nt komunikacji, asertywności, przemocy, anorekskji, wyboru zawodu,
        rozwiązywania konfliktów, tworzenia relacji z innymi, radzenie sobie ze stresem
        + co życie niesie, w zależności od zapotrzebowania
        - zajęcia dla uczniów z trudnościami w uczeniu się
        - poradnictwo dla uczniów (trudności w nauce, motywacja, zakochania i
        rozczaorwania, dogadywanie się z rodzicami itd.)
        - poradnictwo dla rodziców (wszelkie problemy wychowawcze i rodzinne)
        - interwencyjne działania w syt. podejrzenia o uzywanie środków odurzających,
        zaburzeń zachowania itp.

        Staram się wiedzieć o tym, co się dzieje, jestem podczas przerw na korytarzu,
        rozmawiam z uczniami. Udostępniam nr tel.kom. i maila. Często jestem w szkole
        poza godzinami pracy - jesli trzeba. A często trzeba.
        To wystarczy?
        Jak Wy widzicie rolę psychologa w szkole?
        • maksimum Najpierw zrobmy chlew a pozniej wszystkich leczmy. 04.11.06, 04:14
          nomani napisała:

          > Właczę się, bo akurat jestem szkolnym psychologiem, wciąż zresztą walczącym o
          > utzryamnie tego etatu, bo część "góry" traktuje to jako swego rodzaju
          fanaberię.
          >
          > Co robię?
          > - zajęcia inetgrujące dla uczniów klas I (Sp, G, LO)

          Widzisz,gdyby byla selekcja,to nie trzeba bylo by ich integrowac.

          > - zajęcia nt komunikacji, asertywności, przemocy, anorekskji, wyboru zawodu,
          > rozwiązywania konfliktów, tworzenia relacji z innymi, radzenie sobie ze
          stresem
          > + co życie niesie, w zależności od zapotrzebowania
          > - zajęcia dla uczniów z trudnościami w uczeniu się
          > - poradnictwo dla uczniów (trudności w nauce, motywacja, zakochania i
          > rozczaorwania, dogadywanie się z rodzicami itd.)
          > - poradnictwo dla rodziców (wszelkie problemy wychowawcze i rodzinne)
          > - interwencyjne działania w syt. podejrzenia o uzywanie środków odurzających,
          > zaburzeń zachowania itp.

          Wyobraz sobie,ze w NYC sa w szkolach dzieci o podobnych zdolnosciach i
          zainteresowaniach i w zwiazku z tym cala ta lista motywacyjna odpada.
          Jesli zrobisz postkomunistyczna zbiorke gamoni i dzieci zdolnych w jednej
          szkole,to oczywiscie znajdzie sie wtedy miejsce i dla psychologa,bo jaki zdolny
          dzieciak wytrzyma z lobuzem w jednej lawce.
          Zamiast isc na najprostsze rozwiazania jak selekcja wg zdolnosci,to sie
          utrudnia ludziom i ich dzieciom zycie a pozniej ich wszystkich leczy.

          > Staram się wiedzieć o tym, co się dzieje, jestem podczas przerw na korytarzu,
          > rozmawiam z uczniami. Udostępniam nr tel.kom. i maila. Często jestem w szkole
          > poza godzinami pracy - jesli trzeba. A często trzeba.
          > To wystarczy?
          > Jak Wy widzicie rolę psychologa w szkole?

          W zadnej ze szkol do ktorych uczeszczaja moje dzieci nie ma psychologa i nikt
          sie o niego nie upomina.
          Jest jeden dentysta w dystrykcie na 20 szkol i to by bylo na tyle.
          Pielegniarka jest w kazdej szkole.
          • maksimum Pojecia nie macie o organizacji szkolnictwa. 04.11.06, 04:22
            m_regina napisała:

            > ... pod nieco innym kątem. Bo debata publiczna na temat polskiej szkoły trwa
            > i to bardzo dobrze. Tyle że w tej debacie czasem trudno jest wychwycić(choć
            > też padają)propozycje i rozwiązania inne niż restrykcyjne. I tak dla polskich
            > szkół padają kolejne propozycje na minus- LIKWIDACJA gimnazjów, zaostrzenie
            > RYGORU, PODZIAŁ klas na męskie i żeńskie, tworzenie SZKÓŁ SPECJALNYCH dla
            > trudnej młodzieży, wprowadzenie nowych KAR, ZAKAZ używania telefonów
            > komórkowych etc.

            Znowu filozoficzny horseshit jakby nie mozna bylo zrobic tak jak jest w USA.
            Jakby wyprodukowanie F-16 bylo mozliwe w Polsce,to by sie go nie importowalo z
            USA,ale system szkolnictwa to juz musicie miec "lepszy" bo wlasny.

            > Nie chodzi mi o to, żeby te pomysły krytykować, tylko o to,
            > że mają one wydźwięk zdecydowanie "na minus"- opierają się na restrykcjach,
            > zakładają, że zmiany trzeba wprowadzać niejako wbrew młodzieży, są
            > sformułowane w charakterystyczny sposób. Tymczasem do polskiej szkoły oprócz
            > uczniów trudnych, patologicznych, bezwzględnych, okrutnych chodzi też mnóstwo
            > uczniów normalnych, sympatycznych, wartościowych. I dla nich nie ma
            > propozycji "na plus", choć to oni stanowią większość. A młodzież w Polsce, w
            > zdecydowanej większości, szkoły NIE LUBI. I trudno się dziwić, patrząc na
            > wiele polskich szkół. Co można zaproponować, żeby poczuli się tam lepiej?

            Bagietki z maslem czosnkowych i serem rozdawac dzieciom przy wejsciu do szkoly.

            > Żeby było im lepiej się uczyć, a nauczycielom ich wychowywać? Żeby polskie
            > szkoły były polem współpracy i wychowywały kreatywnych, zadowolonych i dobrze
            > wykształconych ludzi? Jak POMÓC młodzieży przejść przez trudny dla nich
            > okres? Czekam na Wasze propozycje, właśnie "na plus". Bo z własnego
            > doświadczenia wiem, że w szkole, którą się lubi można i zrobić, i nauczyć się
            > o wiele więcej, niż w szkole, której się nie znosi. I że szkoła, którą
            > uczniowie lubią poradzi sobie z problemem lepiej, niż szkoła, której
            > uczniowie nie cierpią. Zapraszam więc do rozmowy o polskiej szkole- z tym, że
            > zależy mi, żeby była to rozmowa o naszych konkretnych propozycjach, a nie o
            > Ministrze Edukacji Narodowej. Więc porozmawiajmy!

            Raczej pomaglujmy,bo na rozsadne rozwiazania to was nie stac.
            • gaika Re: Manifest nowojorczyka-esencja 04.11.06, 06:12
              "No właśnie. Bo jak Monika przyszła do Gatesa, to nie wiadomo dlaczego Wałęsa
              dostał Nobla. A Clinton to już w ogóle. Bo trzeba segregować (dobra tradycja
              amerykańska) i te posegregowane dzieci nagle wyrastają duuuże, że aż w kosza w
              parku sobie mogą zagrać. Ale nie byle Polak, bo taki źle głosuje, a kochane
              kaczuszki porządkują. Bush, Bush, Bush. A na linienie to najlepsze sposoby w
              Wikipedii. I na plamy. Białe. Freud dysleksję posiał Polakom specjalnie, bo jak
              inaczej kiedy w NYC nie posiał. IQ nożem i widelcem się je, bez popijania
              syropkiem co wszystko leczy. W każdym razie, bynajmniej w Ameryce. Lekarz to
              taki szarlatan jak Einstein, co to nikt go już nie używa. W końcu są lepsze
              wybielacze. A Renatka Masłowska -modyfikowana czy z piersi? Życiorys prawdę
              mnie powie."


              maksimum napisał:

              >Ja się przyznam, ze miałem na testach IQ 145

              Ty się lepiej przyznaj ile dałeś w łapę psychologowi za tę diagnozę.
              • maksimum Re: Manifest nowojorczyka-esencja 04.11.06, 21:48
                gaika napisała:

                > "No właśnie. Bo jak Monika przyszła do Gatesa, to nie wiadomo dlaczego Wałęsa
                > dostał Nobla. A Clinton to już w ogóle. Bo trzeba segregować (dobra tradycja
                > amerykańska) i te posegregowane dzieci nagle wyrastają duuuże, że aż w kosza
                w
                > parku sobie mogą zagrać. Ale nie byle Polak, bo taki źle głosuje, a kochane
                > kaczuszki porządkują. Bush, Bush, Bush. A na linienie to najlepsze sposoby w
                > Wikipedii. I na plamy. Białe. Freud dysleksję posiał Polakom specjalnie, bo
                jak inaczej kiedy w NYC nie posiał. IQ nożem i widelcem się je, bez popijania
                > syropkiem co wszystko leczy. W każdym razie, bynajmniej w Ameryce. Lekarz to
                > taki szarlatan jak Einstein, co to nikt go już nie używa. W końcu są lepsze
                > wybielacze. A Renatka Masłowska -modyfikowana czy z piersi? Życiorys prawdę
                > mnie powie."
                >
                >
                > maksimum napisał:
                >
                > >Ja się przyznam, ze miałem na testach IQ 145
                >
                > Ty się lepiej przyznaj ile dałeś w łapę psychologowi za tę diagnozę.

                W zyciu psychologa nie widzialem,ale domyslam sie,ze prezentuje poziom zblizony
                do twojego i Maslowskiej.
                Testy IQ sa na internecie i mozesz sie sama sprawdzic.
                Tylko nie podawaj swojego wyniku,please!
                • gaika Re: Manifest nowojorczyka-esencja 05.11.06, 03:23
                  maksimum napisał:

                  >W zyciu psychologa nie widzialem.
                  >Testy IQ sa na internecie i mozesz sie sama sprawdzic.

                  W necie?! Toś się obnażył! Trzeba było jednak powiedzieć, że poszedłeś do
                  psychologa.
                  • maksimum Re: Manifest nowojorczyka-esencja 05.11.06, 03:47
                    gaika napisała:

                    > maksimum napisał:
                    >
                    > >W zyciu psychologa nie widzialem.
                    > >Testy IQ sa na internecie i mozesz sie sama sprawdzic.
                    >
                    > W necie?! Toś się obnażył!

                    Bede zgadywal:Z Polski piszesz?
                    A obnazylem sie tym,ze napisalem zdanie twierdzace iz testy IQ sa na internecie?
                    Podpowiem Ci,ze w USA samochody,domy i biznesy kupuje sie przez internet.
                    Kredyty na te zakupy rowniez uzyskuje sie przez internet.
                    Testy SAT tez sa na internecie.
                    A ja ostatnio bilety elektroniczne na przelot do Polski tez kupilem na
                    internecie.Moze wiesz co to jest bilet elektroniczny?
                    To taki bilet ktorego nie masz,a masz tylko numer biletu.

                    > Trzeba było jednak powiedzieć, że poszedłeś do
                    > psychologa.

                    Sugerujesz,ze powinienem klamac?
                    Bo to takie polskie i brakuje ci tego w moich postach?
                    • gaika Re: Manifest nowojorczyka-esencja 05.11.06, 04:03
                      maksimum napisał:

                      >Bede zgadywal:Z Polski piszesz?
                      >A obnazylem sie tym,ze napisalem zdanie twierdzace iz testy IQ sa na
                      internecie?
                      >Podpowiem Ci,ze w USA samochody,domy i biznesy kupuje sie przez internet.
                      >Kredyty na te zakupy rowniez uzyskuje sie przez internet.
                      >Testy SAT tez sa na internecie.
                      >A ja ostatnio bilety elektroniczne na przelot do Polski tez kupilem na
                      >internecie.Moze wiesz co to jest bilet elektroniczny?
                      >To taki bilet ktorego nie masz,a masz tylko numer biletu.

                      Oooo. Cuda, cudeńka...


                      >Sugerujesz,ze powinienem klamac?
                      >Bo to takie polskie i brakuje ci tego w moich postach?

                      Kłamać? Za nic!
                      Zachować tę... to znaczy...... no, inteligencję.
                      • rycerzowa Re: Manifest nowojorczyka-esencja 05.11.06, 19:25
                        > maksimum napisał:
                        >
                        > >Bede zgadywal:Z Polski piszesz?
                        > >A obnazylem sie tym,ze napisalem zdanie twierdzace iz testy IQ sa na
                        > internecie?
                        > >Podpowiem Ci,ze w USA samochody,domy i biznesy kupuje sie przez internet.
                        > >Kredyty na te zakupy rowniez uzyskuje sie przez internet.
                        > >Testy SAT tez sa na internecie.
                        > >A ja ostatnio bilety elektroniczne na przelot do Polski tez kupilem na
                        > >internecie.Moze wiesz co to jest bilet elektroniczny?
                        > >To taki bilet ktorego nie masz,a masz tylko numer biletu.
                        >
                        > Oooo. Cuda, cudeńka...

                        Maksiu, w necie są też gry i kreskówki.
                        Poproś córeczkę, poinstruuje cię, jak to działa, nie będziesz się już nudził.wink
                  • beti222 Re: Manifest nowojorczyka-esencja 11.11.06, 19:25
                    Testy w necie trzeba traktować bardziej jak psychozabawę niż prawdziwy wynik,
                    mówię to jako psyholog.
              • maksimum Manifest nowojorczyka-esencja Hunter College HS 06.11.06, 15:38
                gaika napisała:

                > "No właśnie. Bo jak Monika przyszła do Gatesa,

                Tu sie duzo nie mylisz,bo jak robilem z nia testy,to ona ma IQ jak Gates.
                Uwazam,ze ma duze szanse na Hunter College H.S.
                Jak sie tam dostanie,to dam Ci znac.

                > to nie wiadomo dlaczego Wałęsa
                > dostał Nobla. A Clinton to już w ogóle. Bo trzeba segregować (dobra tradycja
                > amerykańska) i te posegregowane dzieci nagle wyrastają duuuże, że aż w kosza
                w parku sobie mogą zagrać. Ale nie byle Polak, bo taki źle głosuje, a kochane
                > kaczuszki porządkują. Bush, Bush, Bush. A na linienie to najlepsze sposoby w
                > Wikipedii. I na plamy. Białe. Freud dysleksję posiał Polakom specjalnie, bo
                >jak inaczej kiedy w NYC nie posiał.

                Ci najlepsi wyjechali,a ci z dysleksja pozostali.

                > IQ nożem i widelcem się je, bez popijania
                > syropkiem co wszystko leczy. W każdym razie, bynajmniej w Ameryce. Lekarz to
                > taki szarlatan jak Einstein, co to nikt go już nie używa.

                Obecnosc psychologow w polskich szkola ma uzasadnienie.
                No i koniecznie trzeba przesladowac ludzi,ktorzy sa madrzejsi od polskich
                lekarzy.
                A jak masz w NYC lekarzy pochodzenia
                wloskiego,niemieckiego,francuskiego,skandynawskiego i polskiego,to do ktorego
                idziesz? Jak nie kumasz po angielskiemu-to wiadomo.

                > W końcu są lepsze
                > wybielacze. A Renatka Masłowska -modyfikowana czy z piersi? Życiorys prawdę
                > mnie powie."

                Zostala juz zgloszona do Nobla,czy tylko weszla do szkol jako obowiazkowa
                lektura.
        • m_regina Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 08:04
          nomani napisała:

          > Co robię?
          > - zajęcia inetgrujące dla uczniów klas I (Sp, G, LO)
          > - zajęcia nt komunikacji, asertywności, przemocy, anorekskji, wyboru zawodu,
          > rozwiązywania konfliktów, tworzenia relacji z innymi, radzenie sobie ze
          stresem
          > + co życie niesie, w zależności od zapotrzebowania
          > - zajęcia dla uczniów z trudnościami w uczeniu się
          > - poradnictwo dla uczniów (trudności w nauce, motywacja, zakochania i
          > rozczaorwania, dogadywanie się z rodzicami itd.)
          > - poradnictwo dla rodziców (wszelkie problemy wychowawcze i rodzinne)
          > - interwencyjne działania w syt. podejrzenia o uzywanie środków odurzających,
          > zaburzeń zachowania itp.
          >
          > Staram się wiedzieć o tym, co się dzieje, jestem podczas przerw na korytarzu,
          > rozmawiam z uczniami. Udostępniam nr tel.kom. i maila. Często jestem w szkole
          > poza godzinami pracy - jesli trzeba. A często trzeba.
          > To wystarczy?
          > Jak Wy widzicie rolę psychologa w szkole?

          Ja myślę, że to wystarczy i o to właśnie chodzi. Ważne jest przede wszystkim
          to, że wiesz co się dzieje i na bieżąco rozmawiasz z uczniami i jesteś
          dostępna, kiedy Cię potrzebują. Jeżeli oni z tego korzystają, to znaczy, że
          dobrze spełniasz swoją rolęsmile
          Ja wcześniej wyraziłam nieprzychylną opinię o psychologach, dlatego że w moich
          szkołach tacy byli, ale uważam, że nie spełniali swoich zadań. Owszem,
          prowadzili lekcje(kilka razy w roku), np. o dojrzewaniu, metodach skutecznego
          uczenia się, przyjaźni, technikach zapamiętywania... Nic to nie wnosiło, ale na
          tym chyba kończyła się rola psychologa. No i jeszcze badaniach na dysleksję i
          wydawaniu zaświadczeń. Owszem, funkcjonowały dyżury, ale uczniowie zgłaszali
          się baaardzo sporadycznie. Psycholog generalnie nie wiedział o tym, co dzieje
          się w szkole, a jeśli wynikały jakieś problemy, to interweniowali wszyscy,
          tylko nie psycholog. Młodzież nie miała do psychologów zaufania...
          Z tego, co piszesz wynika, że w Twojej szkole jest inaczej. To dobry kierunek!
    • rycerzowa Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 11:04
      A ja napiszę o konkretnej szkole.
      Jest takie liceum, na blokowisku wielkiego miasta, utworzone ok. 12 lat temu,
      czyli bez tradycji. Wiadomo,ze "olimpijczycy" tam nie przychodzą, ale młodzież
      z osiedla.
      Mimo to szkoła od początku jest w pierwszej dziesiątce rankingowej.

      A najważniejsze - nie słyszy się, by dochodziło tam do aktów przemocy, nie
      słyszy się o narkotykach ani innych patologiach.
      O tej szkole dobrze mówi się na mieście.
      Może tak przyjrzeć się , jak oni to robią?

      Wiem tyle, że :
      1. Szkoła jest MAŁA, w parterowym budynku po jakimś przedszkolu; są po trzy
      oddziały każdej klasy.
      2. Do szkoły przyjmowana jest też młodzież niepełnosprawna ruchowo.
      3. Nauczyciele nie wyzywają, nie poniżają uczniów, może ze względu na obecność
      tych nielicznych niepełnosprawnych.

      Czy jest ktoś, kto może o tej szkole coś więcej powiedzieć?
      Czy to jest prawda, że może istnieć szkoła bez przemocy, dla zwykłych, nie
      "wybranych" uczniów?
      Chodzi o XV Liceum, im prof. Degi w Poznaniu.
      • delll Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 11:36
        Jestem przekonana, że właśnie tu jest pies pogrzebany. Agresja rodzi się w
        tłumie. Ciekawe, czy ktoś kiedyś zmierzył poziom hałasu w gimnazjum - molochu.
        Już tylko to sprawia, że uczniowie i nauczyciele są
        podenerwowani,zniecierpliwieni i agresywni. Kiedy wczhodzę
        trzydziestoparoosobowej klasy nastolatków, nawet nie widzę wszystkich, częśc
        schowana jest za plecami kolegów. Brak kontaktu wzrokowego źle wpływa na
        kontakty na linii nauczycyiel - uczeń. Wszyscy siedzą ściśnięci. Nie sposób
        zrobic uczciwego sprawdzianu. Jak tu nie ściągac, gdy się siedzi centymetr od
        kartki kolegi. Tak się rodzi cwaniactwo. Każdy powinien miec swoje miejsce.
        Chciałabym znac moich wszystkich uczniów z imienia, miec czas na krótką
        chociażby rozmowę, reagowac na ich gorszy nastrój spokojnie, by na lekcjach
        skupiona ale i uśmiechnięta. Tymczasem walczę z anonimowym tłumem. Aby było w
        miarę cicho na lekcji, aby się nie pozabijali na korytarzach - oto nasze
        priorytety.
        Mogłabym tak mówic długo. Ktoś wyżej napisał mądre słowa: efektywnośc nauczania
        spada, gdy jest powyżej 20 osób w klasie - podpisuję się obiema rękami.
        Zwróccie uwagę, że w ostatnich czasach wszelkie działania w oświacie miały
        jeden cel - oszczędzac, doładowywac klasy, zamykac nierentowne małe szkoły,
        pakowac w gimbusy i wysyłac do molochów - byle taniej. A nauczycielom -
        darmozjadom nie płacic przypadkiem za dużo, bo się rozbestwią.
        • turzyca Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 14:07
          W moim niezaduzym liceum wiekszosc osob sie znalo, bo przy malej grupie nawet
          jesli nie masz zajec z kims to wiesz kto to jest. Pania pedagog znalo sie na tej
          zasadzie, czasem zamienilo sie kilka slow na korytarzu. Ale gdy ktos mial
          problemy to pani pedagog taka korytarzowa rozmowke rozwijala w cos wiecej. Mialo
          sie wrazenie, ze gdzies w tle czuwa i jakby cos to sie zaktywizuje. Byla idealna.
        • gaika Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 18:35
          delll napisała:

          >Jestem przekonana, że właśnie tu jest pies pogrzebany. Agresja rodzi się w
          >tłumie. Ciekawe, czy ktoś kiedyś zmierzył poziom hałasu w gimnazjum - molochu.
          >Już tylko to sprawia, że uczniowie i nauczyciele są
          >podenerwowani,zniecierpliwieni i agresywni. Kiedy wczhodzę
          >trzydziestoparoosobowej klasy nastolatków, nawet nie widzę wszystkich, częśc
          >schowana jest za plecami kolegów. Brak kontaktu wzrokowego źle wpływa na
          >kontakty na linii nauczycyiel - uczeń. Wszyscy siedzą ściśnięci. Nie sposób
          >zrobic uczciwego sprawdzianu. Jak tu nie ściągac, gdy się siedzi centymetr od
          >kartki kolegi. Tak się rodzi cwaniactwo. Każdy powinien miec swoje miejsce.
          >Chciałabym znac moich wszystkich uczniów z imienia, miec czas na krótką
          >chociażby rozmowę, reagowac na ich gorszy nastrój spokojnie, by na lekcjach
          >skupiona ale i uśmiechnięta. Tymczasem walczę z anonimowym tłumem. Aby było w
          >miarę cicho na lekcji, aby się nie pozabijali na korytarzach - oto nasze
          >priorytety.

          Bez wątpienia w małych szkołach łatwiej wprowadzić porządek (jeżeli się tego
          chce). Większość szkół, które poznałam osobiście to szkoły raczej małe 400-450
          uczniów, ale tylko jedna z nich funkcjonowała modelowo. Kluczem do sprawy była
          dyrektorka, po prostu *obecna*. Znała imię każdego dziecka, znała rodziców.
          Każdego ranka witała uczniów przy bramie wejściowej, w czasie lekcji kręciła
          się po szkole, zaglądała do klas; udzielała największych pochwal i
          także "traktowała" największe przewinienia. To była osobowość, ale także i
          doskonale zorganizowany system. Kompletnie zlikwidowana anonimowość. W żadnej
          innej znanej mi szkole nie udało się to w takim stopniu.
          Duże szkoły wymagają innych metod. Tu już trudno, żeby dyrektor znal
          wszystkich, dlatego zadania podzielone są na więcej osób np. każdy rocznik ma
          dziekana oraz zespól psychologiczno-pedagogiczny, który zajmuje się tymi samymi
          dziećmi do końca szkoły. Uważam tez za dobry pomysł podpisywanie kontraktów
          przez młodzież i rodziców na początku roku szkolnego. Nakreśla to przynajmniej
          jakieś ramy. Statuty i regulaminy czyta się tylko w razie konieczności i są one
          bardzo bezosobowe.

          Niezłą metodą na zlikwidowanie anonimowości w klasie jest inny układ ławek.
          Ustawione w półokręgu czy podkowie pozwalają na kontakt z każdym uczniem.
          Metoda na ściąganie (niestety więcej pracy dla nauczyciela)- przygotowanie
          dwóch sprawdzianów dla jednej klasy.

          Napisałam wcześniej o mentorach i uważam tę metodę za podstawę wsparcia dla
          nauczycieli. Nauczyciel przeżywa stres nie mniejszy od uczniów. W szkole, w
          której dominuje np. przemoc i dodatkowo trafi się bezdecyzyjny i bezradny
          dyrektor, to idealna sytuacja dla nakręcania agresji- nauczyciel też w końcu
          będzie agresywny. W szkolnym systemie każdy musi czuć, że ma w kimś oparcie-i
          uczeń i nauczyciel.
          • delll Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 18:44
            Większośc rzeczy, o których pisze gaika przerabialiśmy w naszym gimnazjum, m.
            in. kontrakty. Niestety, niewiele to zmieniło.
            • delll Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 18:45
              Niestety, wiele spraw świetnie wygląda w teorii a zupełnie nie sprawdza się w
              praktyce.
              • verdana Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 19:26
                Poza rzeczami oczywistymi (mniejsze szkoły, mniejsze klasy, kulturalni
                nauczyciele, chwalenie za osiagnięcia, a nie tylko walenie jedynek za każde
                potknięcie) proponowałabym.
                Powrót do własnych klas. Teraz zapobieganie agresji jest niemożliwe z bardzo
                prostego względu. Uczeń, po kazdej lekcji musi się spakować i wyjść na
                korytarz, gdzie jest hałas, bieganina. Nie ma ani chwili na spokojny
                odpoczynek, na zjedzenie śniadania, na spokojną rozmowę. Przez 10 minut, kiedy
                ma rzekomo odpoczywać musi się spakować, przejść przez tłum, dostać się do
                nowej klasy, posiedzieć pod zamkniętymi drzwiami (dla mnie to forma
                upokorzenia) wejść do sali, rozpakować się. Po drodze młodsze dzieci gubią a.
                połowę rzeczy b. skupienie.
                Wyobraźcie sobie, zę pracujecie i co 45 minut musicie zebrac wszystkie swoje
                rzeczy i przejść do innego pomieszczenia. Będziecie praowali wydajnie - nie. W
                skupieniu - nie. Bo to niemozliwe.
                Wadalizm tez bierze się z tego, ze nic w szkole nie należy do klasy. Dziecko
                nie ma swojego miejsca. Napastnik jest anonimowy - kiedyś było od razu wiadomo,
                z czyjej jest klasy. Przesladowane dziecko nie ma gdzie się schować - kiedyś
                własna klasa była miejscem bezpiecznym. I nie przekonuje mnie do innej tezy
                wydarzenie w Gdańsku - to jeden przypadek agresji w klasie, przy świadkach, na
                parę milionów ucznió. Wiekszość bójek odbywa się na korytarzach, w zakamarkach.
                Po drugie - gimnazja, tak jak wszędzie powinny zaczynać się w 12, nie 13-14
                roku życia, czyli przed okresem dojrzewania (szczególnie u chłopców). Wtedy
                będzie czas na oswojenie "jeszcze dzieci" z nową szkołą - jest szansa, ze
                jeszcze wtedy nauczyciele moga stać sie autorytetami.
                Po trzecie - rolą szkoły jest nauczyć, a nie tylko wymagać. Gdy na wywiadówce
                nauczyciel mówi, ze 70% klasy ma jedynki i rodzice "powinni cos z tym zrobić",
                to dostaję szału. Nauczyciel nie czuje się bowiem w żaden sposób odpowiedzialny
                za to, ze albo nie potrafi zainteresować, albo nie potrafi nauczyć. W pierwszej
                klasie słyszałam "państwa dzieci nie umieja pisać ortograficznie, mają się
                nauczyć". Ja nie jestem specjalistą i nie umiem uczyć małych dzieci - od tego
                właśnie jest nauczyciel. A nie tylko od sprawdzania wiedzy nabytej poza szkołą.
                Po czwarte - jest za mały wybór przedmiotów, a właściwie nie ma żadnego wyboru.
                W szkole podstawowej - OK. Ale np. w gimnazjum niezbyt zdolne i inteligentne
                dziecko albo bedzie zaszczute, albo agresywne. Powinny być - do wyboru - oprócz
                obowiązkowych także inne przedmioty. Dla jednych będzie to np. literatura
                obca, a dla innych obróbka drewna, czy naprawa urzadzeń domowych (tak jest np.
                w Wlk. Brytanii). W tym wypadku młodziez sumienna będzie mogła otrzymywac dobre
                oceny. Nie wszyscy są stworzeni do pracy umysłowej i nie widzę powodu, dlaczego
                młodzież miła, sympatyczna, ale uzdolniona w innych kierunkach ma być
                zawsze "złymi uczniami" (a w polskiej szkole zły uczeń=zły człowiek). W liceum
                tym bardziej pewne przedmioty powinny być do wyboru - inaczej uczy się człowiek
                pod przymusem, a inaczej tego co sam wybrał.
                No i po piąte - wprowadziłabym do szkół psychologów, ale na innej zasadzie. Nie
                powinni być zatrudniani przez szkołę, tylko przez niezależną od szkoły
                instytucję, tak by mogli działać dla dobra uczniów, a nie dyrekcji (co
                niestety, czasem się zdarza).
                I wreszcie - trzeba przywrócić status wychowawcy. Wychowawca to nie jest osobą
                od statystyki nieobecności. Wychowawca powinien swoich wychowanków znać,
                wiedzieć kto i jakie ma kłopoty, powinien rozmawiać nie na zasadzie "wezwania
                na dywanik" ale na zasadzie wychowawczy i przyjaciela z uczniami i rodzicami.
                Tak, by obie strony wiedziały, ze tak jak mama broni swojego dziecka, albo
                stara się mu pomóc, tak wychowawca będzie starał się pomóc swoim uczniom.
                Mozna . Znałam taka wychowawczynię.
              • gaika Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 20:24
                delll napisała:

                >Większośc rzeczy, o których pisze gaika przerabialiśmy w naszym gimnazjum, m.
                >in. kontrakty. Niestety, niewiele to zmieniło.

                A co konkretnie nie wyszło oprócz kontraktów? Czy zdiagnozowaliście przyczyny?

                >Niestety, wiele spraw świetnie wygląda w teorii a zupełnie nie sprawdza się w
                >praktyce.

                To o czym piszę jest z życia wzięte- nie z teorii. Jednym się sprawdza, innym
                nie. Warto wiedzieć dlaczego.


                **
                Zgadzam się Z Verdaną, że podstawówka powinna kończyć się na klasie piątej.
                Dodatkowa sprawa, to przygotowanie nauczycieli do pracy w gimnazjum. Nie
                wystarczy przesunąć kadrę ze szkoły podstawowej czy liceum. Specyfika pracy w
                każdej z tych szkół jest inna.
        • maksimum Poziom nauczania spada?????????? 04.11.06, 22:17
          delll napisała:

          > Mogłabym tak mówic długo. Ktoś wyżej napisał mądre słowa: efektywnośc
          nauczania
          > spada, gdy jest powyżej 20 osób w klasie - podpisuję się obiema rękami.

          A ja ani jedna!!!!!!
          Bo jesli zmniejszysz liczebnosc klas,to bedziesz musiala zwiekszyc liczebnosc
          nauczycieli.
          Wiem,ze tego nie wzielas pod uwage,ale to sa naczynia polaczone.
          Problem w tym jaki poziom beda prezentowali ci extra nauczyciele.
          Jedno jest pewne,szkola chce zatrudniac najlepszych nauczycieli,ale jak beda
          musieli zatrudnic ich wiecej,to beda musieli zatrudnic rowniez nieudacznikow
          nauczycielskich,ktorzy przychodza do pracy odwalic byle jaka robote.
          No wiec alternatywa wyglada tak:
          Czy lepiej byc w wiekszej klasie i miec dobrego nauczyciela,lub byc w malej
          klasie i miec slabego nauczyciela?
          Ja wole,zeby moje dzieci byly w duzych klasach i mieli dobrych nauczycieli.
          Chyba rozumiesz,ze gdy rosnie ilosc-to spada jakosc?

          > Zwróccie uwagę, że w ostatnich czasach wszelkie działania w oświacie
          miały
          > jeden cel - oszczędzac, doładowywac klasy, zamykac nierentowne małe szkoły,
          > pakowac w gimbusy i wysyłac do molochów - byle taniej.

          Szkolnictwo jest wydatkiem budzetowym jak ochrona zdrowia.
          Wydasz wiecej na szkolnictwo-to zabraknie Ci na szpitale.
          Wydasz wiecej na szkolnictwo i szpitale,to podatki wzrosna do 70% i
          przedsiebiorczy i zdolni opuszcza kraj wywozac ze soba najbardziej zdolne
          dzieci.

          > A nauczycielom -
          > darmozjadom nie płacic przypadkiem za dużo, bo się rozbestwią.

          Wolny rynek powien decydowac o placach,zeby nikt sie nie rozbestwil.
      • maksimum Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 21:56
        rycerzowa napisała:

        > 1. Szkoła jest MAŁA, w parterowym budynku po jakimś przedszkolu; są po trzy
        > oddziały każdej klasy.

        Sama zauwazylas,ze szkola jest mala i dlatego moze przyjac tylko najlepszych ze
        starajacych sie o przyjecie i masz juz cala odpowiedz na dreczace Cie pytanie.
        U mojego syna jest 10 klas rownoleglych i szkola jest najlepsza w 2 mln
        Brooklynie.
        • teresa.wojt Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 22:04
          Ameryka, Ameryka....
          Inny świat, inne realia i inne możlliwosci.
          Selekcja następuje dopiero w Liceum, kiedy młodzież już w większości wie, co
          chce robić później. Nie ma mozliwości na selekcję w szkołach podstawowych i
          gimnazjach - rejon ponad wszystko. Tylko nieliczne gimnazja dostają pozwolenie
          od Wydziału Oświaty na utworzenie klas dla uczniów spoza rejonu i wtedy jest
          selekcja, ale co z tego gdy itak wszyscy są w jednym budynku?
          Mamy rozmawiać o polskiej szkole.
          • maksimum Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 04.11.06, 22:36
            teresa.wojt napisała:

            > Ameryka, Ameryka....
            > Inny świat, inne realia i inne możlliwosci.

            To inne szkolnictwo na styl amerykanski nie wymaga ZADYCH nowych nakladow!

            > Selekcja następuje dopiero w Liceum, kiedy młodzież już w większości wie, co
            > chce robić później.

            Selekcja nie wymaga nakladow finansowych i moze byc zrobiona na kazdym
            szczeblu nauczania jesli rodzice tego zazadaja od gmin.
            Kto placi podatki na szkoly?
            Okazuje sie teraz,ze rodzice placacy podatki nie maja wplywu na to jak wyglada
            szkola?????
            Nie rozsmieszajcie mnie!!!!!!
            To kto decyduje o tym jak wyglada nauczanie w polskiej szkole??
            Marsjanie czy Indianie? A moze Niemcy?

            > Nie ma mozliwości na selekcję w szkołach podstawowych i
            > gimnazjach - rejon ponad wszystko.

            Caly czas mowie o selekcji w rejonie!
            W moim rejonie jest 20 szkol podstawowych i wsrod tych szkol nastepuje selekcja
            na najlepszych wybieranych do programu "Delta".
            W Moim rejonie jest 10 gimnazjow(J.H) i do nich przyjecia odbywaja sie na
            podstawie wynikow z podstawowek.
            Najlepsi uczniowie z podstawowek ida do najlepszych gimnazjow.

            > Tylko nieliczne gimnazja dostają pozwolenie
            > od Wydziału Oświaty na utworzenie klas dla uczniów spoza rejonu i wtedy jest
            > selekcja, ale co z tego gdy itak wszyscy są w jednym budynku?

            Do dobrych gimnazjow mozna sie dostac tylko z dobrymi ocenami,a spoza rejonu
            trzeba zdac egzamin.

            > Mamy rozmawiać o polskiej szkole.

            Caly czas rozmawiamy o ORGANIZACJI szkoly a nie jezyku wykladowym w szkole.
            Organizacje polskiego szkolnictwa mozna zywcem przejac ze szkolnictwa
            amerykanskiego NIC ZA TO NIE PLACAC.
            Szkola dostaje tyle pieniedzy ile ma uczniow i problem rejonizacji jest
            rozwiazany.

    • berek_76 Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce... 05.11.06, 23:48
      Chwilowo nie mam czasu czytac całości, więc tylko odpowiem na pytanie wyjściowe:
      Przede wszystkim zmienic nauczycieli.
      W szkole, w której uczę, pierwsza rada pedagogiczna była dla mnei szokiem,
      ponieważ 2/3 czasu zajmowało omawianie idywidualnych problemów poszczególnych
      uczniów. Okazało się, że tam pracują ludzie, których obchodzi to, kogo uczą,
      czego uczą, po co uczą...
      Na plus trzeba zmienic sposób rekrutacji nauczycieli - jak na razie, uczenie w
      szkole jest śmietnikiem, na który sypią się wszystkie ofiary losu, które nie
      umieją nic innego. I nawet nauczyciel z prawdziwego zdarzenia nie ma wtedy
      szansy wykopac się spod tego stosu.
      Na pewno zmienic sposób uczenia na taki, który pokaże uczniowi, po kiego
      właściwie uczy się go tych wszystkich rzeczy. W naszej szkole w tej chwili
      przygotowywane są dwa wydarzenia ogólnoszkolne: dzien interdyscyplinarny
      poświęcony muzyce i forum związane z kulturą żydowską. W pierwszym przypadku
      uczniowie i nauczyciele, a często także rodzice, przentują rozmaite zagadnienia
      poświęcone muzyce. Na przykład jeden z biologów szykuje prezentację odgłosów
      wydawanych przez rózne ptaki smile I tak dalej. Uczniowie pchają się jeden przez
      drugiego do poszczególnych tematów.
      Podobnie w przypadku tematyki Żydów. tematy do opracowania rozmaite - od
      demografii Żydów polskich, poprzez kulturę, sztukę, wielkich polskich Żydów, aż
      do kuchni zydowskiej smile
      I wtedy widac, że dzieciakom się chce. Kiedy ja chodziłam do tej szkoły,
      pamiętam, jakie to było dla mnie ważne, kiedy widziałam, że nauczyciele uczą
      czegoś ważnego - wg nich - i że starają się nam pokazac piękno tego, czego uczą.
      A przy okazji z lekcji włoskiego wyszłam z dogłebną znajomości róznych wykonań
      poloneza fis-mol Szopena, z biologii - z umiejętnością pisania wypracowań, a z
      polskiego - ze znajomością alfabetów runicznych.
      Myślę, ze najlepszą zmianą na plus, jaką możemy zaoferowac uczniom, jest
      zapewnienie im kadry, która będzie ich uczyła z pasją, z przyjemnością i fachowo.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • maksimum Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a rzecz 06.11.06, 00:25
        berek_76 napisała:

        > Myślę, ze najlepszą zmianą na plus, jaką możemy zaoferowac uczniom, jest
        > zapewnienie im kadry, która będzie ich uczyła z pasją, z przyjemnością i
        >fachowo.

        Moze postawmy sie w roli ministra edukacji,ktoremu powiedziano,ze ani grosza
        wiecej nie dostanie nie tylkow nastepnym roku ale w ciagu mastepnych 10 lat na
        szkolnictwo i jak chce sobie reformy robic,to musi sobie pieniedzy gdzie
        indziej poszukac.
        Wy jakos dziwnie widzicie tylko jedna strone madalu,ktora polega na tym,co
        zrobic zeby ulepszyc szkoly wydajac pieniadze,ktorych sie nie ma.
        Psycholog,socjolog,okulista i psychiatra w szkolach by sie przydali,ale wtedy
        polska szkola bedzie najdrozsza szkola na swiecie przy jednym z najgorszych
        poziomow nauczania na swiecie.
        Wydac glupio pieniadze,to kazdy umie,ale zreformowac szkole bez wydatkow
        finansowych,to juz zajecie dla ludzi inteligentnych.
        • malila Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 06.11.06, 08:51
          maksimum napisał:

          > Moze postawmy sie w roli ministra edukacji,ktoremu powiedziano,ze ani grosza
          > wiecej nie dostanie nie tylkow nastepnym roku ale w ciagu mastepnych 10 lat
          na
          > szkolnictwo i jak chce sobie reformy robic,to musi sobie pieniedzy gdzie
          > indziej poszukac.

          No nie mów? To skąd on weźmie kasę na te swoje "Ośrodki"?
          • maksimum Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 06.11.06, 15:09
            malila napisała:

            > maksimum napisał:
            >
            > > Moze postawmy sie w roli ministra edukacji,ktoremu powiedziano,ze ani gro
            > sza
            > > wiecej nie dostanie nie tylkow nastepnym roku ale w ciagu mastepnych 10 lat
            > na
            > > szkolnictwo i jak chce sobie reformy robic,to musi sobie pieniedzy gdzie
            > > indziej poszukac.
            >
            > No nie mów? To skąd on weźmie kasę na te swoje "Ośrodki"?
            --------------
            Zwykla selekcja.
            Nie trzeba nowych szkol,trzeba tylko chamskich glupow wyselekcjonowac z dobrych
            szkol i wyslac do zbiorczej w ktorej beda sie czuli jak u siebie w domu.
            • titta Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 11.11.06, 02:00
              No i co potem? Wystrzelac? Problem w tym jak, chociaz niektorym z nim pomoc.
        • berek_76 Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 06.11.06, 14:05
          Maksimum, ja z Tobą dyskutowac nie będę, bo dyskusja wymaga, żeby obie strony
          chciały się wymieniac poglądami, a nie jedna nawracała druga na swój jedynie
          słuszny punkt widzenia... Wiesz, punkt to jest zwinięcie horyzontów do jednej
          kropki i to własnie prezentujesz.

          Są rzeczy, których się nie da zrobic dobrze bez nakładu sił i środków. Nie ma na
          świecie miejsca, gdzie wspaniały system edukacyjny powstał bez pieniędzy i
          wysiłku. Krótko mówiąc - albo pieniądze się znajdą, albo dalej będzie ryfa.

          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
          • maksimum Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 06.11.06, 15:07
            berek_76 napisała:

            > Maksimum, ja z Tobą dyskutowac nie będę,

            Brak Ci inteligencji i pomyslow i to jest caly problem.

            > bo dyskusja wymaga, żeby obie strony
            > chciały się wymieniac poglądami, a nie jedna nawracała druga na swój jedynie
            > słuszny punkt widzenia...

            Widzisz na wsi chlopy podpatruja tych najlepszych i sie na nich wzoruja by
            lepiej zyc,Ty natomiast chce dyskutowac dla dyskusji bez wyciagniecia zadnych
            wnisokow z tej dyskusji.
            Zacznijmy od rzeczy najlatwiej zrozumialych nawet dla ulomnych umyslowo.
            Przegladam sobie ranking najlepszych uczelni na swiecie,bo po to chodzi sie do
            podstawowki,zeby ewentualnie pojsc na uczelnie.
            Jesli w tym rankingu widze,ze najlepsze uczelnie na swiecie sa w USA,to wtedy
            zaczynam sie przygladac jak dzialaja ich szkoly podstawowe i srednie.
            A twoja "dyskusja" i innych kur domowych ma sie sprowadzac do tego,ze na
            szydelku chcecie zmajstrowac F-16.Albo ogien wymyslec,a moze i kolo.
            A za 20 lat Polak jako pierwszy czlowiek na ziemii wyladuje na ksiezycu.
            Zaraz,zaraz,przeciez Amerykanie tam juz byli!!!! I moga podzielic sie swoimi
            spostrzezeniami.
            Nie szkodzi!
            Nas nie interesuje,ze Amerykanie tam juz byli i jakie maja doswiadczenia bo my
            chcemy narodowej dyskusji i TYLKO polskich doswiadczen.

            > Wiesz, punkt to jest zwinięcie horyzontów do jednej
            > kropki i to własnie prezentujesz.
            >
            > Są rzeczy, których się nie da zrobic dobrze bez nakładu sił i środków. Nie ma
            na
            > świecie miejsca, gdzie wspaniały system edukacyjny powstał bez pieniędzy i
            > wysiłku. Krótko mówiąc - albo pieniądze się znajdą, albo dalej będzie ryfa.
            ------------
            Strzez nas Panie Boze przed takimi domowymi filozofami jak Ty!
            • teresa.wojt Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 06.11.06, 20:58
              Maksimum
              siedzisz sobie w Ameryce, wychwalasz pod niebiosa ich świetny system (nie
              przeczę być może najlepszy, ale tak naprawdę guzik wiesz o polskiej szkole.
              Może tak zgłosisz swoją kandydaturę na Ministra Edukacji, albo jako doradca i
              zaczniesz reformować, jak twierdzisz, bez nakładów finansowych
              • jogo2 Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 06.11.06, 23:40
                teresa.wojt napisała:

                > Maksimum
                > siedzisz sobie w Ameryce, wychwalasz pod niebiosa ich świetny system (nie
                > przeczę być może najlepszy, ale tak naprawdę guzik wiesz o polskiej szkole.

                Jasne, wydarzenie w Kiełpinie było unikalne i zupełnie niepodobne do tego co
                się dzieje gdzie indziej.

                > Może tak zgłosisz swoją kandydaturę na Ministra Edukacji, albo jako doradca i
                > zaczniesz reformować, jak twierdzisz, bez nakładów finansowych

                Może tak pani Teresko, powie pani skąd wziąć pieniądze na te wszystkie pomysły
                proponowane, żeby tylko nie posłać bandytów do zagród dla bandytów albo
                nakłonić nauczycieli, żeby tyle dawali z siebie w pracy, iż poza czasem na sen
                nie wiele im z doby zostanie. Może zacznijmy pani Teresko od pani? Niech
                zostanie pani zwykłą gimnazjalną nauczycielką i opowie nam pani, co pani
                zdziałała? lub o swoich wrażeniach?
                Nie chce pani??? Naprawdę???
                • gaika Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 06.11.06, 23:58
                  jogo2 napisała:

                  > Jasne, wydarzenie w Kiełpinie było unikalne i zupełnie niepodobne do tego co
                  > się dzieje gdzie indziej.

                  A to ciekawa opinia.

                  > Może tak pani Teresko, powie pani skąd wziąć pieniądze na te wszystkie
                  pomysły
                  > proponowane, żeby tylko nie posłać bandytów do zagród dla bandytów albo
                  > nakłonić nauczycieli, żeby tyle dawali z siebie w pracy, iż poza czasem na
                  sen
                  > nie wiele im z doby zostanie. Może zacznijmy pani Teresko od pani? Niech
                  > zostanie pani zwykłą gimnazjalną nauczycielką i opowie nam pani, co pani
                  > zdziałała? lub o swoich wrażeniach?
                  > Nie chce pani??? Naprawdę???


                  Nie wiem co powie Teresa, ale ja powiem, ze pieniądze ze specszkol z
                  powodzeniem wystarczą.

                  Jeżeli ministerstwo ma pieniądze na ośrodki, to może je przeznaczyć na poprawę
                  warunków nauczania w szkołach publicznych. Zmniejszenie ilości dzieci w klasach
                  i więcej kadry psychologiczno-pedagogicznej wobec takiej zapaści szkolnictwa
                  jak prezentuje to rząd, nie jest chyba cena wygórowaną. Podobno poprawa
                  sytuacji jest priorytetem, wiec i pieniądze powinny się znaleźć. Czyż nie?
                  • jogo2 Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 07.11.06, 00:05
                    >
                    > Jeżeli ministerstwo ma pieniądze na ośrodki (a ty wiesz ile ma albo skąd je
                    chce wziąć???), to może je przeznaczyć na poprawę
                    > warunków nauczania w szkołach publicznych. Zmniejszenie ilości dzieci w
                    klasach
                    >
                    > i więcej kadry psychologiczno-pedagogicznej (a ty wiesz ile to kosztuje???)
                    wobec takiej zapaści szkolnictwa
                    > jak prezentuje to rząd, nie jest chyba cena wygórowaną. Podobno poprawa
                    > sytuacji jest priorytetem, wiec i pieniądze powinny się znaleźć. Czyż nie?

                    Czy planując swoj domowy budżet też reprezentujesz takie komplente lekceważenie
                    wartości matematycznych? Kupimy coś za nie wiadomo ile, bo oszczędzimy na tym,
                    co też nie pamiętam ile kosztowało i jakoś to będzie, bo ja bardzo chcę mieć
                    ten bajer wspomniany na początku, chociaż sama jeszcze nie wiem ile będzie
                    kosztował, może dużo, może nie mam tyle, ale mało mnie to obchodzi, bo ja
                    właśnie jego chcę i już, a inne rozwiązania są do bani, bo mi się nie podobają.
                    Chociaż przyznaj się z pokorą, że lekceważysz kompletnie podstawowe fakty
                    dotyczące życia. Wytłumaczę ci dziewczynko, że np. 1 zł to jest suma niewielka,
                    ale jak nie będziesz miałą 1 zł, to ci nawet baba na straganie głupiego koperku
                    nie sprzeda. Kto ci dał maturę???
                    • kropkacom Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 07.11.06, 00:29
                      jogo2 napisała:
                      > właśnie jego chcę i już, a inne rozwiązania są do bani, bo mi się nie podobają.

                      Kiedy to właśnie Ty i Maksimum reprezentujecie takie podejście do sprawy -
                      izolować i jeszcze raz izolować. Żaden inny pomyśł się nie liczy. Ludzie tu
                      podają konkretne rozwiązania a Wy tylko hasła. Gdzie izolować, jak prowadzić
                      resocjalizację itd.? A może to nie ważne? Wystarczy zawieśc tych bandytów na
                      jakąś bezludną wyspę i zostawić ich samych sobie? Tylko że oni kiedyś tę wyspę
                      opuszczą. I co wtedy?

                      Co do pieniędzy to stworzenie nowych placówek edukacyjno-resocjalizacyjnych z
                      internatami jest kosztowniejsze niż wszystkie inne rozwiązania razem wzięte,
                      które padły tu na forum.
                      • maksimum Naturalna selekcja i profilowane gimnazja. 07.11.06, 04:36
                        > Kiedy to właśnie Ty i Maksimum reprezentujecie takie podejście do sprawy -
                        > izolować i jeszcze raz izolować. Żaden inny pomyśł się nie liczy.

                        Slyszalas kiedys w zyciu o selekcji naturalnej?
                        To jest wlasnie to o czym ja mowie.
                        Do gimnazjow dostaja sie uczniowie na podstawie wynikow testow z podstawowki.
                        Lepsi uczniowie do lepszych gimnazjow-gorsi uczniowie do gorszych gimnazjow.
                        Masz zastrzezenia co do tej selekcji?
                        K A Z D E gimnazjum w USA ma trzy kierunki nauczania:
                        1-matematyczny
                        2-ogolny(ekonomiczno-prawniczy w szkole mojego syna)
                        3-artystyczny.
                        Czy masz jakikolwiek problem z podzialem na takie klasy w gimnazjach?

                        > Ludzie tu podają konkretne rozwiązania a Wy tylko hasła.

                        Ludzie tutaj zadnych rozwiazan nie proponuja,tylko zachwalaja horseshit typu:
                        -wiecej nauczycieli
                        -lepiej wyksztalceni nauczyciele
                        -psycholog w kazdej szkole
                        -itp idiotyzmy.

                        > Gdzie izolować, jak prowadzić
                        > resocjalizację itd.? A może to nie ważne? Wystarczy zawieśc tych bandytów na
                        > jakąś bezludną wyspę i zostawić ich samych sobie? Tylko że oni kiedyś tę wyspę
                        > opuszczą. I co wtedy?

                        To nie sa jeszcze bandyci,ale zwykle lobuzy i gdy sie ich odizoluje od
                        normalnych dzieci,to sami beda chcieli wrocic do normalnego srodowiska.

                        > Co do pieniędzy to stworzenie nowych placówek edukacyjno-resocjalizacyjnych z
                        > internatami jest kosztowniejsze niż wszystkie inne rozwiązania razem wzięte,
                        > które padły tu na forum.

                        Jakie nowe placowki,jakie internaty? Kobito,o czym Ty mowisz?
                        Dzieciarnia glupieje w polskich gimnazjach,bo NIE JEST WYSELEKCJONOWANA WG
                        ZDOLNOSCI ORAZ KIERUNKU NAUCZANIA.
                        Polskie gimnazja,to sieczkarnia na wzor polskich podstawowek,a nie na wzor
                        amerykanskich gimnazjow.
                        To wyselekcjonowanie w gimnazjach na wzor amerykanski N I C NIE KOSZTUJE,a daje
                        dzieciakowi wiare w to co robi i umiejscawia go z takimi jak on sam.
                        • kropkacom Re: Naturalna selekcja i profilowane gimnazja. 07.11.06, 08:47
                          Do Maksimum. Pamiętam jak piałeś z zachwytu nad pomysłem utworzenia prez
                          Giertycha specjalnych szkół do których wysyłani byliby uczniowie sprawiający
                          problemy. Dla Twojej informacji to nie będą wyselekcjowane gimnazja ale zupełnie
                          nowe placówki z internatami. Będą to tak zwane Ośrodki Wsparcia Wychowawczego. I
                          będzie to kosztowało i to masę pieniędzy bo plany Giertych ma ambitne: 16
                          ośrodków (po jednym dla każdego województwa) ma powstać w 2009 roku. Trzeba
                          zorganizować budunki , internaty, odpowiednią kadrę(w tym jak piszecie drogich
                          psychologów). Nadal również przeraża mnie brak pomysłu na to jak ma wygladać
                          nauka w takich szkołach. A uczeń będzie mógł w takiej placówce przebywac nawet 3
                          lata.
                          Co do selekcji to ma ona miejsce w Polsce już teraz i to również w Gimnazjach.
                          Są lepsze i tak zwane gorsze szkoły. W tych pierwszych dochodzi do
                          marginalizowania i tuszowania wypadków agresji żeby tylko prestiż nie ucierpiał.
                          • maksimum Re: Naturalna selekcja i profilowane gimnazja. 07.11.06, 15:08
                            kropkacom napisała:

                            > Do Maksimum. Pamiętam jak piałeś z zachwytu nad pomysłem utworzenia prez
                            > Giertycha specjalnych szkół do których wysyłani byliby uczniowie sprawiający
                            > problemy.

                            Ja pialem z zachwytu o wprowadzeniu selekcji,a nie specjalnych szkol z
                            internatami dla niemot.
                            Troszczyc trzeba sie o najlepszych a nie o najgorszych.

                            > Dla Twojej informacji to nie będą wyselekcjowane gimnazja ale zupełnie
                            > nowe placówki z internatami. Będą to tak zwane Ośrodki Wsparcia
                            >Wychowawczego.

                            On tylko straszy,zeby chamstwo sie uspokoilo.

                            > I będzie to kosztowało i to masę pieniędzy bo plany Giertych ma ambitne: 16
                            > ośrodków (po jednym dla każdego województwa) ma powstać w 2009 roku. Trzeba
                            > zorganizować budunki , internaty, odpowiednią kadrę(w tym jak piszecie drogich
                            > psychologów).

                            A co stanie sie z poprawczakami? Zlikwiduja?

                            > Nadal również przeraża mnie brak pomysłu na to jak ma wygladać
                            > nauka w takich szkołach. A uczeń będzie mógł w takiej placówce przebywac
                            >nawet 3 lata.

                            O to wlasnie chodzi,zeby pomysl przerazal.

                            > Co do selekcji to ma ona miejsce w Polsce już teraz i to również w Gimnazjach.
                            > Są lepsze i tak zwane gorsze szkoły. W tych pierwszych dochodzi do
                            > marginalizowania i tuszowania wypadków agresji żeby tylko prestiż nie
                            >ucierpiał.

                            W tych lepszych w NYC nie ma zadnej agresji.
                            Widocznie ta selekcja w Polsce jest powierzchowna.
                            A co z profilowanymi klasami w gimnazjach?
                            Zabraklo pomyslow w Polsce,zeby stworzyc klasy
                            1-matematyczne
                            2-ogolne
                            3-artystyczne
                            Przeciez na to tez nie potrzeba pieniedzy,bo to jest dalszy ciag selekcji.
                            • kropkacom Re: Naturalna selekcja i profilowane gimnazja. 07.11.06, 15:46
                              maksimum napisał:
                              > Ja pialem z zachwytu o wprowadzeniu selekcji,a nie specjalnych szkol z
                              > internatami dla niemot.

                              Tak to jest jak się coś popiera a nawet nie zadało się sobie trudu dowiedzieć o
                              szczegółach popieranych tez. To zdaje Ty w jednej z rozmów podtrzymyawłes wątek
                              "Giertych mówi do rzeczy...Maglujesz jak nawie...".

                              > On tylko straszy,zeby chamstwo sie uspokoilo.

                              Śmieszny argument a przynajmniej niepoważny.

                              > A co stanie sie z poprawczakami? Zlikwiduja?

                              Nadal będą istniały.

                              > W tych lepszych w NYC nie ma zadnej agresji.
                              > Widocznie ta selekcja w Polsce jest powierzchowna.

                              To że ktoś się dobrze uczy lub jest zdolny nie znaczy od razu że jego charakter
                              jest wolny od agresji lub chuligaństwa. Znam takie przykłady z casów kiedy sama
                              byłam w liceum. Dobrym liceum. Tak samo pieniądze i "dobra" rodzina nie dają
                              żadnej pewności dobrego wychowania dziecka.
                              • maksimum Re: Naturalna selekcja i profilowane gimnazja. 07.11.06, 16:32
                                > To że ktoś się dobrze uczy lub jest zdolny nie znaczy od razu że jego
                                >charakter jest wolny od agresji lub chuligaństwa.

                                Dokladnie tak znaczy.
                                Najwidoczniej poziom nauczania w Polsce jest za niski i dlatego agresywni
                                chuligani moga byc w dobrych szkolach.Jedno zawieszenie w prawach ucznia oraz
                                zle oceny na kilku testach moze takiego delikwenta wyleczyc.
                                No wiecw parku bylo dwoch wyrosnietych glupow,jeden z Polski,drugi z
                                Rosji,ktorzy sporadycznie dokuczali mojemu synowi.Ten Polak jest wielki
                                byk,prawie jak ja,wiec przy grze w kosza zwalilem go na ziemie,ze padl jak
                                kloda i zajeczal tylko.Od tamtego czasu omija syna z daleka.Ruski natomiast
                                jest w tym samym wieku co syn i chcial sie dostac do tej samej szkoly co syn.
                                Niestety byl za glupi na to i dostal sie dopiero do 3-ciej najlepszej w rejonie.
                                Tam troche rozrabial i nie wiem czy go nie wyrzucili,bo juz dawno nie widzialem
                                go w parku.

                                > Znam takie przykłady z casów kiedy sama
                                > byłam w liceum. Dobrym liceum. Tak samo pieniądze i "dobra" rodzina nie dają
                                > żadnej pewności dobrego wychowania dziecka.

                                Nad wychowaniem dzieci trzeba caly czas pracowac i gwarancji nie ma zadnych.
                    • gaika Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 07.11.06, 01:38
                      jogo2 napisała:

                      > Czy planując swoj domowy budżet też reprezentujesz takie komplente
                      lekceważenie
                      >
                      > wartości matematycznych? Kupimy coś za nie wiadomo ile, bo oszczędzimy na
                      tym,
                      > co też nie pamiętam ile kosztowało i jakoś to będzie, bo ja bardzo chcę mieć
                      > ten bajer wspomniany na początku, chociaż sama jeszcze nie wiem ile będzie
                      > kosztował, może dużo, może nie mam tyle, ale mało mnie to obchodzi, bo ja
                      > właśnie jego chcę i już, a inne rozwiązania są do bani, bo mi się nie
                      podobają.
                      >
                      > Chociaż przyznaj się z pokorą, że lekceważysz kompletnie podstawowe fakty
                      > dotyczące życia. Wytłumaczę ci dziewczynko, że np. 1 zł to jest suma
                      niewielka,
                      >
                      > ale jak nie będziesz miałą 1 zł, to ci nawet baba na straganie głupiego
                      koperku
                      >
                      > nie sprzeda. Kto ci dał maturę???


                      Jogo ze słusznie przyznaną maturą, Twój strumień z koperkiem mnie oszołomił.


                      Proszę Jogo o łaskawe przedstawienie budżetu tych placówek z uwzględnieniem:

                      wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej, kadry psychologicznej, pielęgniarki,
                      lekarza, dostępu do specjalistów, kucharzy, kierowców, opieki całodobowej,
                      pralni, urzędników administracji, wyposażenia, nakładów na zajęcia pozaszkolne,
                      STYPENDIOW dla dobrze rokujących i co tam jeszcze, co kompletnie zlekceważyłam.

                      Po drugie Jogo z dobrą maturą, ale dużym poziomem agresji(skąd to się bierze w
                      szkole?) ośrodki szkolno –wychowawcze od dawna w Polsce istnieją. Może umysł
                      nielekceważący wartości matematycznych(?) przeprowadzi dowód, że taniej będzie
                      stworzyć magiczne miejsca Giertycha, niż raczej usprawnić to co już działa. Są
                      przepisy, paragrafy, sposoby reagowania, świetlice resocjalizacyjne, ośrodki
                      naprawcze dla trudnej młodzieży wszelkiej maści, hufce pracy. Może Jogo
                      wytłumaczy dziewczynce dlaczego trzeba wydać pieniążki, których przecież nie ma
                      nawet na koperek?

                      Dodatkowo bardzo proszę Jogo o przedstawienie podstaw prawnych, dzięki którym
                      Giertych wyśle uczniów do nowych ośrodków, bo dziewczynka (z powodu amnestii
                      maturalnej) takich nie zna.
                  • maksimum Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 07.11.06, 03:53
                    gaika napisała:

                    > Jeżeli ministerstwo ma pieniądze na ośrodki, to może je przeznaczyć na
                    poprawę
                    > warunków nauczania w szkołach publicznych. Zmniejszenie ilości dzieci w
                    klasach
                    > i więcej kadry psychologiczno-pedagogicznej wobec takiej zapaści szkolnictwa
                    > jak prezentuje to rząd, nie jest chyba cena wygórowaną. Podobno poprawa
                    > sytuacji jest priorytetem, wiec i pieniądze powinny się znaleźć. Czyż nie?

                    Ty po prostu nie masz ZADNYCH pomyslow na reformy i kombinujesz tylko w jaki
                    sposob wydac jak najwiecej pieniedzy.
                    Ja jeszcze w zadnej szkole amerykanskiej nie widzialem psychologa,choc
                    Amerykanow stac na to duzo bardziej niz Polakow.
                    Duzo latwiej jest zatrudnic psychologa w przychodni i bedzie on obslugiwal
                    kilka czy kilkanascie szkol w gminie.
                • teresa.wojt Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 07.11.06, 21:49
                  Tak się składa, że ucze w gimnazjumsmile))))). Robie po prostu swoje - uczę,
                  staram się byc sprawiedliwa, konsekwentna ale i przyjacielska no i nigdy nie
                  pozwalam sobie na wyjście z sali w czasie lekcji i reaguję na każdą anomalię -
                  wystarczy?
                  a propos pieniędzy - szkoła od kilku lat nie może doprosić się pieniędzy na
                  remont. No to może zbyt wielkie wymaganie, ale brakuje też na wyposażenie sal,
                  magnetofony z odtwarzaczami CD dla językowców, ba nawet na takie podstawowe
                  rzeczy jak papier toaletowy i mydło. Za ksero płacę sama z własnej kieszeni 10
                  groszy za kopię, co przy 108 uczniach daje w skali miesiąc niezłą sumkę.
                  Też uważam, że te pieniądze, które ma resort wydać na szkoły specjalne lepiej
                  byłoby wydać na normalne szkoły. dla wszystkich byłby z tego pożytek.
                  Jeśli chodzi o selekcję tak wychwalaną przez maksimum to ok ale przepisy
                  oświatowe na to nie pozwalają i tak naprawdę dopóki ci na górze nie zauważą
                  tego to my zwykli nauczyciele niewiele będziemy mogli zdziałć.
                  A póki co recepta jest jedna "Róbmy swoje" jak śpiewał kiedyś Młynarski.
                  Miłego wieczoru.
              • maksimum Re: Porozmawiajmy o szkole w Polsce...Zyczenia a 07.11.06, 04:05
                teresa.wojt napisała:

                > Maksimum
                > siedzisz sobie w Ameryce, wychwalasz pod niebiosa ich świetny system (nie
                > przeczę być może najlepszy, ale tak naprawdę guzik wiesz o polskiej szkole.

                Wiem,ze jest syfiasta i mlodziez nie moze sie doczekac,zeby z niej uciec.
                Moje dzieci bardzo chetnie chodza do szkol w NYC.

                > Może tak zgłosisz swoją kandydaturę na Ministra Edukacji, albo jako doradca i
                > zaczniesz reformować, jak twierdzisz, bez nakładów finansowych

                Jak sama wiesz,u was trzeba miec dojscia i znajomosci a fachowosc jest ostatnia
                rzecza pozadana u wiekszosci politykow w Polsce.
                U nas tak sie stalo,ze po latach niemoctwa Clintona,Bush jest bardzo dobrym
                fachowcem i Bloomberg w NYC postawil szkolnictwo na najlepszym poziomie w USA.
                Zauwaz co sie dzieje na forum.
                Ja i Jogo prezentujemy podobne opinie,a reszta jest calkiem przeciwna.
                Po powrocie do Polski musialbym walczyc z wami wszystkimi na codzien i
                tlumaczyc wam najprostsze sprawy,ktore dla mnie sa normalka.
                Szkoda mojego czasu na powrot do Polski i walke z zawzietymi ludzi bez pomyslow
                na przyszlosc jak gaika.
                Ministrowie polscy powinni byc na tyle spostrzegawczy,by sami zaproponowac
                rozwiazania,ktore najlepiej sprawdzaja sie za granicami Polski.
                Wybralismy F-16 a nie samolot rosyjski,bo byl po prostu lepszy.To samo dotyczy
                wyboru systemu edukacyjnego.
                Nie ma co wymyslac ognia,jak mozna zaadoptowac to,co juz sie sprawdzilo za
                granica.
          • jogo2 Re: berek 76 06.11.06, 23:36
            Mówiąc tonem chuligana, którego prawa do pozostawania w gronie przyzwoitych
            ludzi tak zażarcie bronisz:
            To wywalaj teraz ty wszystko co masz w portfelu, albo będzie ta twoja ryfa,
            czyli tłumacząc jak krowie przy rowie jedynie słuszny punkt widzenia maksimum,
            a tak się składa, ze i mój - albo twoje dziecko TO WŁAŚNIE co spotkało ś.p.
            Anię może spotkać. ROZUMIESZ TO WRESZCIE?! Jak chcesz rozdawać pieniądze,
            których nie ma skąd wziąć, to sama daj przykład i wywal połowę twojego
            rodzinnego budżetu na twoje z sufitu wzięte postulaty kosztujące ogromnie dużo
            pieniędzy. A w międzyczasie bandziory będą krzwdzić niewinne dzieci, dorastać w
            poczuciu bezkarności, wchodzić w dorosłość, otrzymywać prawa wyborcze cały czas
            tak właśnie mając ukształtowaną osobowość w poczuciu absolutnej bezkarności
            tego co robią itp. itd. TO TEŻ JEST DŁUGOFALOWY PROCES O TRUDNO ODWRACALNYCH
            SKUTKACH, a nie tylko te wasze wydumane reformy. Ty chyba matematykę kończyłaś
            w takiej szkole, jak ta w Kiełpinie, skoro takie pojęcie o ekonomii (co tam, o
            zwykłej matematyce) masz. A zwykły zdrowy rozsądek zabił ci chyba codzienny
            strach przed "otrzęsinami", gwałtem, wymuszeniem, itp. Już chyba wsześniej tak
            musiało być.
            Przepraszam, że mnie poniosło, ale "kocham" ludzi bezkarnie plotących bzdury w
            zaciszu swojego komputera kosztem innych.
      • paszczakowna1 Jesli chodzi o pieniadze... 08.11.06, 00:05
        Prosty rachunek wykazuje, ze za pieniadze z 'becikowego' (1000 zl na dziecko)
        mozna by w gimnazjach utworzyc klasy maksymalnie 24-osobowe zamiast 30-osobowych
        (zakladajac, ze etat nauczycielski kosztuje trzydziesci kilka tys. rocznie, i ze
        mniej wiecej tyle samo dzieci rodzi sie, ile jest w wielu gimnazjalnym - wiem,
        ze to uproszczenie). Na 20-osobowe tez by sie pieniadze znalazly. To naprawde
        nie sa porazajace sumy - tylko trzeba chciec je znalezc.
        • maksimum Re: Jesli chodzi o pieniadze... 08.11.06, 00:57
          To nie chodzi o pieniadze,ale o takie zorganizowanie gimnazjow by uczen byl w
          klasie profilowanej na swoim poziomie nauczania,a nie w kolchozie,gdzie
          wyrownuje sie braki z podstawowki.
        • maksimum Re: Jesli chodzi o pieniadze... 08.11.06, 01:02
          paszczakowna1 napisała:

          > Prosty rachunek wykazuje, ze za pieniadze z 'becikowego' (1000 zl na dziecko)
          > mozna by w gimnazjach utworzyc klasy maksymalnie 24-osobowe zamiast 30-
          >osobowych

          A jak sie wiecej pieniedzy wyda,to klasy beda 20 osobowe,a rozwydrzenie i brak
          postepow w nauce bedzie po staremu,bo dzieci nie beda wyselekcjonowane pod
          wzgledem zdolnosci ani profilu nauczania.

          > (zakladajac, ze etat nauczycielski kosztuje trzydziesci kilka tys. rocznie, i
          ze
          > mniej wiecej tyle samo dzieci rodzi sie, ile jest w wielu gimnazjalnym - wiem,
          > ze to uproszczenie). Na 20-osobowe tez by sie pieniadze znalazly. To naprawde
          > nie sa porazajace sumy - tylko trzeba chciec je znalezc.

          Jesli zwiekszysz ilosc nauczycieli,to obnizy sie ich poziom,a przy okazji
          trzeba bedzie zaplacic im wiecej,bo ich po prostu nie ma i oni beda dyktowac
          warunki.
          • linka9 małe klasy to nie wszystko 11.11.06, 12:59
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=51423783&a=51973492
            • maksimum Moda na dyscypline. 11.11.06, 17:12
              media.wp.pl/kat,38202,wid,8593899,wiadomosc.html?rfbawp=1163241724.910&ticaid=12aa2

              Bardzo dobry artykul.
              W Stanach jest duzo wieksza dyscyplina niz w Polsce i taki przypadek jak w
              Gdansku nigdy by sie w USA nie zdarzyl.
              Zawieszanym w prawach ucznia w USA jest sie za przeklinanie czy palenie
              papierosow.
              Kilka zawieszen i wyrzucaja ze szkoly.I niech sie uczen i rodzic martwia co
              dalej.
              Jak zobaczylem w Polsce dzieciaki wychodzace z gimnazjum,to sie przerazilem
              jakie to bezkarne glupole.
              • kropkacom Re: Moda na dyscypline. 11.11.06, 18:53
                maksimum napisał:
                > Bardzo dobry artykul.

                To również napisano w tym artykule: "Amerykanie nie wszędzie radzą sobie ze
                stosowaniem przemocy przez nastolatków i handlem narkotykami. Ameryka jest
                krajem wielu paradoksów: indywidualizm spiera się z solidarnością, kryzys
                rodziny z istniejącymi więziami rodziców z dziećmi. Szkoła amerykańska jest
                jakimś odbiciem tego rozdarcia". Dla mnie tęż Ameryka to kraj parodksów. Z
                jednej strony purytanizm a z drugiej rozpasanie obyczajów.
                • maksimum Re: Moda na dyscypline. 11.11.06, 20:27
                  > To również napisano w tym artykule: "Amerykanie nie wszędzie radzą sobie ze
                  > stosowaniem przemocy przez nastolatków i handlem narkotykami.

                  Mimo wszystko,przemocy i narkotykow jest duuuuuzo mniej w USA niz w Polsce.

                  > Ameryka jest
                  > krajem wielu paradoksów: indywidualizm spiera się z solidarnością, kryzys
                  > rodziny z istniejącymi więziami rodziców z dziećmi. Szkoła amerykańska jest
                  > jakimś odbiciem tego rozdarcia".

                  Jak spoleczenstwo jest zroznicowane,to i szkoly musza prezentowac bardzo rozny
                  poziom-to chyba jest zrozumiale.
                  Z tym ze wiekszosc Polakow w USA chodzi do slabych szkol i uogolniaja,ze
                  szkolnictwo w USA jest slabe.

                  > Dla mnie tęż Ameryka to kraj parodksów. Z
                  > jednej strony purytanizm a z drugiej rozpasanie obyczajów.

                  Kazdy znajdzie cos dla siebie,problem w tym,zeby np nie przesadzac z jedzeniem
                  jesli ma sie go do syta.Tu wszystkiego jest wiecej niz mozna skonsumowac i
                  kultury i rozrywki,a kazdy powinien znalezc swoja polke,zeby sie za duzo nie
                  nachapal,bo to moze mu zaszkodzic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka