Od niedawna rozszerzam dietę memu 6,5-miesięcznemu synkowi. Początkowo
karmiłam go łyżeczką. W pewnym momencie przejął inicjatywę, wziął michę w
rączki i tak sobie z tejże michy bezpośrednio żłopie. Póki co mam z tego
powodu same pożytki (je więcej, szybciej, ma czystszą buzię, jest
szczęśliwszy), ale wątpliwość mnie taka naszła: czy nie będę mieć później
problemów z przekonaniem go do sztućców? Wytłumaczyłam sobie to tak, że jak
pokarmy będą bardziej stałe, to sprawa rozwiąże się naturalnie, ale ciekawa
jestem Waszego zdania, pozdrawiam