Dodaj do ulubionych

czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana?

11.01.07, 13:07
Zastanawiam się czy kupić, bo są bardzo drogie. Chcę jednak wcześniej
zasięgnąć języka, czy w ogóle warto. Napiszcie jeśli macie doświadczenie w
tej sprawie. Może polecacie inne metody. Moje dzieci mają 18 m-cy i 4 m-ce.
Obserwuj wątek
    • joa8 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 17:44
      ale po co uczyć czytać 18- i 4 -miesięczne dziecko??
      czy to na potem te karty?
    • molla7 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 20:47
      nawet nie podchodziłam do kupna gotowych kart, podstawowe wyrazy wg zasad tej metody smarowałam sama. Mnie wcale nie dziwi chęc rozpoczecia nauki-zabawy z niemowleciem. Czytałam ksiązkę o metodzie i autor przekonuje, ze im wczesniej tym lepiej. Bardzo trafiło mi do przekonania stwierdzenie autora metody, iż paradoksalnie kiedy przystepujemy do nauki czytania klasycznym trybem jest juz na to za późno, ponieważ został zaprzepaszczony najwiekszy potencjał dziecka do nauki. Gdyby dorosły człowiek proporcjonalnie tyle sie uczył i zapamietywal ile uczy sie male dziecko w ciągu pierwszego roku zycia, to kazdy chyba byłby geniuszem. Więc śmiało. ale nie stawaj na głowie. kolejne zdanie autora mnie rozbawiło i stępiło obawy: niewazne jak źle to bedziesz robic i tak Twoje dziecko nauczy sie czytać.
      Rzadko mam czas bawic sie z moja córka ,ale podstawy czytania globalnego ma, odczytuje proste wyrazy.
      • joa8 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 21:01
        ale czy to coś daje?
        czy nie jest tak, że potem różnice i tak się zacieraja? i potem nie widać
        różnic miedzy 10-latkami, bez względu na to, czy były czytającymi czy
        nieczytającymi niemowlakami.
        Czy z czytających niemowlaków faktycznie wyrastają geniusze?
        Czy są takie dane?
        Takie badania byłyby wiarygodne, bo samo stwierdzenie, że młody umysł chłonny
        jest, jakoś mnie nie przekonuje do rozpoczęcia nauki czytania z moim
        dwulatkiem, czy tym bardziej niemowlakiem wink Lekko mi się to absurdalne wydaje.
        • molla7 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 21:27
          Róznica jest wielka bo dzieci które umieją czytac globalnie czytają szybciej, i nie meczą sie prze ierwsze 3 lata szkoły podstawowej pozostaje im się nauczyc pisac, ktorego nauka to osobna historia. W metodzie nie chodzi o wychowywanie geniuszy leczy wykorzystywanie marnortawionego dzieciecego potencjału.
          joa, nikt nie bedzie Cie przekonywa, jesli metoda wzdaje Ci sie absurdalna to nie bierz sie za nia i juz.
          • joa8 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 21:33
            naprawdę jestem ciekawa smile bez żadnej urazy smile
            tylko mam właśnie wątpliwości, czy potem to coś daje
            a u mnie już przepadło, bo mam dwulatka wink
            • tora99 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 12.01.07, 02:41
              czytania globalnego mozna sie naumiec w kazdym wieku, tyle ze potem jest
              troszke trudniej, wiec smialo mozesz zaczynac wink
          • jola_ep Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 21:38
            > Róznica jest wielka bo dzieci które umieją czytac globalnie czytają szybciej,

            Myślę, że każde dziecko, które nauczy się dobrze czytać, czyta globalnie. Ja w każdym razie umiem czytać całkiem nieźle wink i nawet nie robią mi różnicy literówki (nie widzę przestawionych w środku literek, bo nie czytam słów po literkach). Umiem czytać nawet całkiem szybko, ale pełne zrozumienie i zapamiętanie czytanego tekstu to juz inna bajka.

            > i nie meczą sie prze ierwsze 3 lata szkoły podstawowej

            Mój synek (nie uczony czytać) w zerówce jakoś tak nagle "załapał" i idąc do pierwszej klasy czytał już w miarę "normalne" książki. Biedak nudzi się strasznie sad Teraz już się trochę przyzwyczaił.

            > W metodzie nie chodzi o wychowywanie
            > geniuszy leczy wykorzystywanie marnortawionego dzieciecego potencjału.

            Myślisz, że się marnotrawi? Dziecko ma masę rzeczy do nauczenia się. Przede wszystkim społecznych i emocjonalnych (inteligencja emocjonalna). Specjalistą nie jestem, ale z tego "liznęłam" w pierwszych latach życia dziecko uczy się masę rzeczy, które potem umożliwiają prawidłowe i dobre funkcjonowanie w społeczeństwie.

            Uczyć można. Ale wydawać na to pieniędzy IMHO już nie warto.

            Dodatkowo myślę (a mogę się mylić), że metoda Domana jest dużo lepiej przystosowana do specyfiki języka angielskiego.

            Pozdrawiam
            Jola
            • molla7 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 22:50
              droga jola_ep, gdzieś w moim poscie tak kunsztownie zacytownym przez Ciebie błąka się refleksja, że nic na siłę, ale trudno było ją zauważyc, bo zajełaś się negowaniem każdej czesci mojej wypowiedzi, ale widocznie juz taki masz styl, albo moje wypowiedzi są niedośc poprawne politycznie jak przystało na forumkę z klubu wyrodnych mateksmile
              • jola_ep Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 12.01.07, 08:42
                > bł
                > ąka się refleksja, że nic na siłę, ale trudno było ją zauważyc

                Wydaje mi się, że z mojej wypowiedzi nie wynika, iż Ty coś robisz siłę smile
                To było automatycznie przyjęte przeze mnie założenie.
                Nie wiem tylko jak inni... No i najważniejsze, odnoszę się do samej metody, a nie personalnie do Ciebie.

                > bo zajełaś się
                > negowaniem każdej czesci mojej wypowiedzi

                Dyskusją smile
                I zacytowałam fragmenty z którymi nie bardzo się zgadzam lub co do których mam wątpliwości. Na listach/grupach/forach dyskusyjnych często tak się robismile))

                Pozdrawiam
                Jola
            • tora99 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 12.01.07, 02:49
              <Myślę, że każde dziecko, które nauczy się dobrze czytać, czyta globalnie. Ja w
              każdym razie umiem czytać całkiem nieźle
              wink i nawet nie robią mi różnicy literówki (nie widzę przestawionych w środku
              literek, bo nie czytam słów po literkach).
              Umiem czytać nawet całkiem szybko, ale pełne zrozumienie i zapamiętanie
              czytanego tekstu to juz inna bajka.>

              czytanie globalne to czytanie przynajmniej 1200 slow na minute z pelnym
              zrozumieniem i zapamietywaniem tekstu.
              ale mozna czytac jeszcze duuuuuzo szybciej i po kilka tysiecy.
              przecietnie czytamy 200-300 slow na minute...
              300-400 to juz dobry wynik wink

              <Myślę, że każde dziecko, które nauczy się dobrze czytać, czyta globalnie> -
              nie. to caly czas jeszcze ewenement w naszych szkolach.





              • jola_ep Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 12.01.07, 09:26
                > czytanie globalne to czytanie przynajmniej 1200 slow na minute z pelnym
                > zrozumieniem i zapamietywaniem tekstu.

                Przyznaję, że ja spotykałam się z określeniem "globalna" w odniesieniu do słów np. "globalnie wyrazowo", "globalnie zdaniami".
                Szukałam w necie definicji, ale Wikipedia milczy sad Znalazałam np. takie coś:

                "Trzeba jednak najpierw ustalić, co to jest czytanie globalne? Wprawny czytelnik rozpoznaje słowa po ich ogólnej strukturze. Ponieważ ma w pamięci duży "bank" znanych wyrazów, nie analizuje ich szczegółowo. Można powiedzieć, że domyśla się ich treści. Im większym zasobem słów rozpoznawanych całościowo dysponuje, tym szybciej czyta." ("Edukacja i dialog")
                www.vulcan.edu.pl/eid/archiwum/1998/02/index.html
                Czytając globalnie na pewno czytamy szybciej. Szybsze czytanie jest według mnie wynikiem stosowania dobrej metody, a nie wieku dziecka. Pewnym problemem może być zapewne fakt, że gdzie-niegdzie w szkołach stosuje się jeszcze techniki utrudniające szybkie czytanie. Na przykład wymóg czytania głośno czytanek. Parę razy nie zaszkodzi, ale jak dziecko w pierwszej klasie spędza na tym dni, to wyrabia sobie IMHO nie najlepsze nawyki (np. artykułowanie bezgłośnie czytanych liter lub wyrazów).

                Poczytałam sobie troszkę w necie (bo mnie zaintrygowałaś smile
                Dobrze jest, jak dziecko przed nauką czytania metodą "literowania" zapozna się z kilkunastoma-kilkudziesięcioma wyrazami - na świecie w edukacji stosuje się także metody "globalne".

                Podsumowując:
                widzę sens w uczenia czytania "globalnie", ale mam wątpliwości
                - czy można nauczyć czytać dziecko "globalnie" - wszystkich wyrazów? Czy też wprowadza się pewnien zasób słów, a nowe dziecko poznaje, gdy nauczy się "lierkowania"?
                - czy rzeczywiście wiek ma tak istotną rolę? Czy nie równym dobrym jak niemowlęcy jest np. wiek wczesno-przedszkolny? (3-4 lata) -albo nawet lepszym. Czy są jakieś badania?

                > przecietnie czytamy 200-300 slow na minute...

                Zmierzyłam.
                Mam jakieś 800 słów na minutę. Jak się na jednym tekście skoncentrowałam, to osiągnęłam nawet 1200 ale że tekst był moim zdaniem trudny i do niczego mi nie przydatny, to zaraz zapomniałam o czym czytałam wink
                W podobny sposób czytałam na studiach: wymagało to jednak ode mnie koncetracji. Bo ile ze zrozumieniem nie mam problemów, to zapamiętanie czytanego tekstu to już inna bajka.
                Niestety internet wyrobił u mnie odruchowe odrzucanie informacji "niepotrzebnych"wink Czytam jeszcze szybciej wink

                > <Myślę, że każde dziecko, które nauczy się dobrze czytać, czyta globalnie�
                > nie. to caly czas jeszcze ewenement w naszych szkolach.

                Miałam oczywiście na myśli czytanie "globalnie wyrazowo" według definicji zacytowanej wyżej smile
                Z drugiej strony weź proszę pod uwagę, że mało dzieci czyta dobrze...

                Pozdrawiam
                Jola
        • jola_ep Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 21:30
          > Czy z czytających niemowlaków faktycznie wyrastają geniusze?
          > Czy są takie dane?

          Ja czytałam o badaniach, w których stwierdzono, że "intelektualnie stymulowane" niemowlaki-małe dzieci oraz dzieci, którym się zajmowano, ale typu gilgotki na dywanie w wieku około 7 lat mają podobny potencjał intelektualny.

          Pozdrawiam
          Jola
          • femian Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 22:15
            A mnie to "intelektualne stymulowanie" znudziło w momencie, kiedy dziecko
            zaczęło dobrze chodzić, jeździć na rowerku i więcej samodzielnie się poruszać.
            W wieku 2,5 roku umiał czytać globalnie wyrazy a teraz mając 4,5 umie czytać te
            same co kiedyś umiał globalnie, a te nowe czyta literka po literce sad. Nie wiem
            gdzie błąd popełniłam, być może błędem było to, że chciałam go nauczyć
            rozkładać wyrazy na litery i uczyłam go pisać na klawiaturze (chętnie to robił
            z własnej woli, nie zmuszałam) dyktując literkę po literce. Niestety syn
            jeszcze samodzielnie nie czyta książek, w ogóle go szczególnie ksiażki nie
            interesują. Nie potrafi słuchać czytanych ksiażek, ciągle zmienia temat,
            przerywa i opowiada własne fantazje, któych do końca nie rozumiem. A gada dużo,
            choć czasem cięzko pojąc co chodzi po jego głowie.
          • tora99 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 12.01.07, 02:55
            czytalam rozne opracowania. ale to co mnie przekonuje do globalnego czytania,
            to fakty, ze moge dac dziecku narzedzie, dzieki ktoremu w przyszlosci zamiast
            sleczec kilka wieczorow nad np "lalka" - przeczyta ja w godzine i pojdzie grac
            w pilke na dwor.
    • szyraf1 Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 22:09

    • figrut Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 11.01.07, 23:24
      Kart Domana nie znam, znam natomiast metodę tablic rejestracyjnych z których
      uczyła się liter jako zaczynająca dopiero co chodzić dziewczynka, moja 16 letnia
      dziś córka. Zamiast bajek w wieku 3 lat prosiła mnie przed snem w łóżku aby ją
      wypytywać "jaki to rodzaj" i wymieniałam jej różne przedmioty a ona odpowiadała
      - męski, żeński lub nijaki. Owszem, opowiadałam jej też wymyślone bajeczki, ale
      nie miałam do tego za bardzo umiejętności. Efekt tej nauki jest taki, że
      wszystko przychodziło jej łatwiej. W przedszkolu jako jedyna potrafiła płynnie
      czytać króciutkie teksty. W pierwszej klasie za czytanie i liczenie [liczenie to
      z dziadkiem] dostawała same słoneczka [to taka swego rodzaju ocena zamiast
      cyfry]. Przez całą podstawówkę i gimnazjum miała najwyższą średnią w klasie,
      teraz jest w liceum i też jej super idzie. Chyba na coś się przydało to
      ćwiczenie pamięci [nie nazywam tego nauką, a właśnie ćwiczeniem]. Według
      naukowców, dziecko największy potencjał na zdobywanie wiedzy ma do 4 roku życia.
      Wtedy jest w stanie najwięcej się nauczyć.
      • maksimum Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 12.01.07, 03:29
        A dlaczego ta metoda nauki czytania nie jest popularna w USA?
        Moja corka nauczyla sie czytac w wieku 4,5 roku i tej waszej metody nie znam.
        www.findarticles.com/p/articles/mi_m2843/is_3_27/ai_100755215-----------------
        The Doman method has been criticized not only by skeptics (e.g., Hines 1988,
        1995, 2001; Novella 1996) but also by academic societies (see the policy
        statement of the American Academy of Pediatrics,
        www.aap.org/policy/re9752.html, for example) due to lack of empirical and
        theoretical validation.
        ------------------
        Poza tym czytanie w tym wieku nie jest najwazniejsze.
        • figrut Re: czy ktoś uczył dziecko czytać kartami Domana? 12.01.07, 03:38
          maksimum napisał:

          > A dlaczego ta metoda nauki czytania nie jest popularna w USA?
          A czy USA to pępek świata, żeby wszystko musiało tam być znane ? W
          USA jest popularne coś innego i w Polsce coś innego - proste.
          • street_pop maximum 12.01.07, 10:55
            Ta metoda właśnie z USA się wywodzi i tam jest najbardziej znana. Tam są jej
            korzenie, tam tez została podważona no i siłą rzeczy najbardziej ją rozpropagowano.

            W przytoczonym artykule wskazuje się na "brak dostatecznych badań empirycznych i
            teoretycznych" w kontekście tej metody. I - skoro piszą o tym naukowcy - to
            pewno w istocie tak jest. Ale rozwój dziecka z dysfunkcjami ośrodkowego układu
            nerwowego w praktyce jest bardzo dynamiczny - i mówiąc językiem potocznym -
            często jest zadziwiający i zaskakujacy. Panuje taka paskudna tendencja do
            wystawiania diagnozy nt. dziecka przez poradnia psychologiczno-pedagogiczne (co,
            musi byc zrobione), ale co niestety ciagnie się za dzieckiem bo niejako
            ogranicza mu się ta oceną (często niezgodną z faktami) jego potencjał rozwojowy
            bo np. na skutek takiej opinii dziecko trafia do szkoły/klasy, do której nie
            powinno chodzic. Zdarza się to, niestety. A potem dziecko zaskakuje, czyni
            postep taki, ze nikt nie jest w stanie w to uwierzyc. Dlatego wierzę akurat w
            to, ze chłopiec z uszkodzeniem mózgu wspominany w metodzie Domana, mógł opanowac
            czytanie bez wzgledu na brak doskonalej motodologii badań tej sprawy. Ale myslę,
            że nie nalezy trzymac się kurczowo tego jedynego przypadku bo to troche tak jak
            bezrefleksyjne dążenie do magicznego uzdrowienia, które akurat u ludzi z
            dysfunkcjami mózgu nie nastepuje - nie da się wyleczyc dziecka z uposledzenia
            mózgowego, przywrócic mu w większości wypadkow sprawnosci nóg czy oczu. To
            trochę jak wyjazd do lourdes dla osoby mocno wierzącej, która po latach jest w
            stanie zacząc chodzic, wstaje z wózka choc cały świat naukowy i lekarze nie
            widzieli nadziei - to po prostu nie dotyczy wszystkich a jedynie pojedynczych
            przypadków, które niekoniecznie da się wytłumaczyc metodologicznie. nic nie jest
            ani czarne ani białe.

            Metodę Domana stosuje wielu rodziców dzieci zdrowych i z dysfunkcjami i jakoś
            nie odbiega ona specjalnie pod względem techniki, formy od metod stosowanych
            przez twórczych i poświecających czas dzieciom rodziców, którzy jej nie znają.
            Nic odkrywczego nie ma w tym, ze dzieci uczone w domu przez rodziców/starsze
            rodzeństwo czytania, mają potem łatwiej w szkole. Myslę, że nie warto kupowac
            kart, mozna kombinowac samemu i w ten sposób spedzac czas ze swoim dzieckiem -
            bo to akurat największy emocjonalny kapitał, jaki mozna mu zafundowac a czytanie
            niech będzie miłym "skutkiem ubocznym" tego spędzania czasu. A "czym skorupka za
            młodu nasiąknie..." - tym chetniej bedzie czytała ksiązki i szybciej będzie
            czerpała z tego radosc, im mniej problemów w nauce! I o to chyba chodzi!
            • maksimum Re: maximum 13.01.07, 05:02
              street_pop napisał:

              > Ta metoda właśnie z USA się wywodzi i tam jest najbardziej znana. Tam są jej
              > korzenie, tam tez została podważona no i siłą rzeczy najbardziej ją
              >rozpropagowano.

              Tak sie sklada,ze ja o tej metodzie dowiedzialem sie od was z forum i zadne z
              moich dzieci nie byly uczone czytac ta metoda.
              Problem polega na tym,ze wynalazkow obecnie jest duzo wiecej niz racjonalna
              mozliwosc ich wykorzystania.Sprawdzaja sie jedynie najlepsze,a reszta przy
              dobrej reklamie ewentualnie za granicami USA.

              > W przytoczonym artykule wskazuje się na "brak dostatecznych badań
              empirycznych i
              > teoretycznych" w kontekście tej metody. I - skoro piszą o tym naukowcy - to
              > pewno w istocie tak jest. Ale rozwój dziecka z dysfunkcjami ośrodkowego układu
              > nerwowego w praktyce jest bardzo dynamiczny - i mówiąc językiem potocznym -
              > często jest zadziwiający i zaskakujacy. Panuje taka paskudna tendencja do
              > wystawiania diagnozy nt. dziecka przez poradnia psychologiczno-pedagogiczne
              (co, musi byc zrobione), ale co niestety ciagnie się za dzieckiem bo niejako
              > ogranicza mu się ta oceną (często niezgodną z faktami) jego potencjał
              rozwojowy
              > bo np. na skutek takiej opinii dziecko trafia do szkoły/klasy, do której nie
              > powinno chodzic. Zdarza się to, niestety. A potem dziecko zaskakuje, czyni
              > postep taki, ze nikt nie jest w stanie w to uwierzyc. Dlatego wierzę akurat w
              > to, ze chłopiec z uszkodzeniem mózgu wspominany w metodzie Domana, mógł
              opanowac
              > czytanie bez wzgledu na brak doskonalej motodologii badań tej sprawy.

              Problem w tym,ze czytanie nie jest najwazniejsza umiejetnoscia dla dziecka w
              wieku 4-6 lat,a pozniej i tak wszystkie dzieci naucza sie czytac jak i jezdzic
              na rowerze.
              Czytanie jest niezbedne dla samodzielnego poglebiania wiedzy,wiec duza role
              odgrywa duzo pozniej.
              Czytanie ,poza opowiadaniem bylo jedynym przekaziorem zanim nastapila TV i
              radio.Teraz mozna genialnie nauczyc dzieci czytac poprzez programy TV.

              > Ale myslę,
              > że nie nalezy trzymac się kurczowo tego jedynego przypadku bo to troche tak
              jak bezrefleksyjne dążenie do magicznego uzdrowienia, które akurat u ludzi z
              > dysfunkcjami mózgu nie nastepuje - nie da się wyleczyc dziecka z uposledzenia
              > mózgowego, przywrócic mu w większości wypadkow sprawnosci nóg czy oczu. To
              > trochę jak wyjazd do lourdes dla osoby mocno wierzącej, która po latach jest w
              > stanie zacząc chodzic, wstaje z wózka choc cały świat naukowy i lekarze nie
              > widzieli nadziei - to po prostu nie dotyczy wszystkich a jedynie pojedynczych
              > przypadków, które niekoniecznie da się wytłumaczyc metodologicznie. nic nie
              >jest ani czarne ani białe.
              >
              > Metodę Domana stosuje wielu rodziców dzieci zdrowych i z dysfunkcjami i jakoś
              > nie odbiega ona specjalnie pod względem techniki, formy od metod stosowanych
              > przez twórczych i poświecających czas dzieciom rodziców, którzy jej nie znają.

              O to wlasnie mnie chodzi,ze gdyby to byla wspaniala metoda,to szkoly w USA by
              ja juz dawno stosowaly.

              > Nic odkrywczego nie ma w tym, ze dzieci uczone w domu przez rodziców/starsze
              > rodzeństwo czytania, mają potem łatwiej w szkole. Myslę, że nie warto kupowac
              > kart, mozna kombinowac samemu i w ten sposób spedzac czas ze swoim dzieckiem -
              > bo to akurat największy emocjonalny kapitał, jaki mozna mu zafundowac a
              >czytanie
              > niech będzie miłym "skutkiem ubocznym" tego spędzania czasu. A "czym skorupka
              za młodu nasiąknie..." - tym chetniej bedzie czytała ksiązki i szybciej będzie
              > czerpała z tego radosc, im mniej problemów w nauce! I o to chyba chodzi!

              Syn opanowal czytanie w wieku 6 lat,co jest raczej norma w USA,corka w wieku 4,5
              lat,ale jak pojechala na wakacje do babci w Polsce i nie miala stycznosci z
              czytaniem po angielsku ani angielska TV,to po wakacjach musialem ja znowu tego
              samego uczyc.No ale podciagnela sie w polskim i pozniej z bratem rozmawiali
              miedzy soba po polsku jak jaki cos w rodzaju code language,zeby ich inni nie
              rozumieli.
              A teraz najwazniejsza roznica miedzy czytaniem po angielsku a po polsku.
              W polskim wszystkie litery czyta sie zawsze tak samo,a w angielskim te same
              litery czyta sie roznie,w zaleznosci od tego gdzie wystepuja,wiec czytanie po
              angielsku jest w duzej mierze nauka pamieciowa czytania calych wyrazow a nie
              poszczegolnych liter czy zglosek.
              Krotko mowiac czytanie po angielsku jest duzo trudniejsze niz po polsku czy
              hiszpansku.
              • street_pop Re: maximum 13.01.07, 11:55
                Rozpropagowano ja w USA i tam się zrodziła jej idea. Ale to były lata 60 czy
                70-te. jej zastosowanie w szkołach nie jest realne z kilku powodów. Stosowanie
                jej przez nauczycieli byłoby technicznie trudne bo metoda polega na 10-sek.
                pokazywaniu danych słów po 5 razy dziennie w konkretnych odstepach czasu - to
                primo. Sposoby nauczania czytania i pisania w wiekszosci szkół na świecie sa
                podobne - literki, proste teksty, łaczenie w sylaby itd. i łaczą sie z pisaniem
                od razu - to secundo. W metodzie Domana nie ma nic o pisaniu bo dziecko małe nie
                ma jeszcze takich sprawnosci manualnych, grafomotorycznych by pisac. Pobudza się
                po prostu obszary OUN odpowiedzialne za widzenie. Dlatego stosują ja rodzice w
                domach.

                Czytanie nie jest najwazniejsze dla 4-6 latka - zgadzam się. Ale cwiczenia z tej
                metody, które mają na celu aktywizowanie układu nerwowego dzieci z dysfunkcjami
                OUN, wpływaja równiez na rozwój motoryczny i rozwój mowy takich dzieci, co ma
                kolosalne znaczenie dla rozwoju ich sfery poznawczej. Zresztą w wypadku zdrowych
                dzieci też, tylko pytanie, czy jest to potrzebne - w mojej subiektywnej ocenie
                nie jest.

                No i w metodzie Domana nie chodzi o czytanie liter tylko tzw. "odrozpoznawanie"
                całych wyrazów czy zwrotów. Chodzi o to, że litera, łaczenie liter dla dziecka
                2-3 letniego jest abstrakcyjne tak bardzo, że może sobie ono z tym nie razic,
                nie radzą sobie równiez z tym niektóre 8-9 latki w szkole. Więc jeśli chodzi o
                tę metodę to tradycyjna "literówka" tu zupełnie nie funkcjonuje. Za to na pewno
                się czerpie z tej metody (co nie jest jednoznaczne z całkowitym świadomym jej
                używaniem) w szkołach chocby w zakresie stosowania całych, wyrazów na daną
                literę i odpowiednich obrazków. Przy czym nie wszyscy muszą wiedziec, ze są to
                cechy tej metody.

                Dziecko teoretycznie może nauczyc się cztania będąc maluszkiem bo czytanie jest
                podobnie jak nabywanie mowy droga słuchową - czynnoscią czuciową. Za obie
                umiejetności odpowiadają podobne obraszary OUN, droga docierania impulsu
                wzrokowego odbywa się na podobnej zasadzie co dźwięku. I o to spostrzeżenie
                opierają swoja metodę jej autorzy.
                • street_pop Re: maximum 13.01.07, 11:56
                  sorry, na 1-sekundowym pokazywaniu
                • maksimum Re: maximum 13.01.07, 19:52

                  > Dziecko teoretycznie może nauczyc się cztania będąc maluszkiem bo czytanie
                  jest
                  > podobnie jak nabywanie mowy droga słuchową - czynnoscią czuciową. Za obie
                  > umiejetności odpowiadają podobne obraszary OUN, droga docierania impulsu
                  > wzrokowego odbywa się na podobnej zasadzie co dźwięku. I o to spostrzeżenie
                  > opierają swoja metodę jej autorzy.

                  Ale czytanie w wieku 3 lat nie bedzie sluzylo poszerzaniu wiedzy,bo bedzie
                  jeszcze na zbyt slabym poziomie i poszerzac wiedze beda dzieciaki w tym wieku
                  glownie poprzez ciekawe programy TV.
                  No i co to jest OUN ?
                  pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%9Brodkowy_uk%C5%82ad_nerwowy
                  • street_pop Re: maximum 14.01.07, 11:36
                    Bingo!
                    Poszerzaniu wiedzy sensu stricte w naszym rozumieniu służyc może nie będzie. Ale
                    dziecko nauczy sie odrozpoznawac wyrazy "fotograficznie" tj. uczą tego na tzw.
                    kursach szybkiego czytania. Czyli będzie czytac szybciej bo to nie będzie
                    tradycyjne literowanie a czytanie całymi wyrazami, zwrotami. A to sprawi, ze
                    będzie "łykał" ksiązki w dużych ilosciach w krótkim czasie. A takiej ilosci
                    wiedzy, jaka moze "łyknąc" z ksiązek i ze świata w ogóle, jaka może zakodowac
                    jego mózg do 8. roku zycia - takiej pracy (bezstresowej, niczym niewymuszonej) -
                    mózg nie wykona juz nigdy w późniejszym zyciu. A 5-latek już spokojnie tę
                    wiedzę w oparciu o czytanie poszerzy - podobnie zresztą jak o dobre programy tv!
                    Droga nabywania tej wiedzy poprzez tv jest tez czuciowa - słuchowa i wzrokowa
                    (mowimi tu przede wszystkim o niemowletach i małych dzieciach). Róznica między
                    tv a ksiązka w tym wypadku polega wyłącznie na tym, że tv serwuje więcej i w
                    większym nasyceniu tych bodźców słuchowych i wzrokowych w krótszym czasie
                    (np.programy typu "Animal Planet", programy dla dzieci)ale to nasycenie tych
                    bodźców (informacji płynących do mózgu z otoczenia kanałami zmysłowymi) raczej
                    żadnej szkody nie przyniesie, a wręcz odwrotnie (chyba, że zaczniesz mu
                    pokazywac horrory, nie daj Boże!). Cały bajer polega własnie na tym, że małe
                    dziecko nie uczy się, nie zdobywa wiedzy abstrakcyjnej tj. jak nasza w
                    tradycyjny sposób przekazywania środkami szkolnymi. Taki maluch po prostu
                    chłonie informacje z otoczenia jak gąbka angażując jednocześnie maxymalną ilosc
                    zmysłów. im więcej zmysłów zaangazujesz w nauczanie (niech zobaczy, posłucha,
                    pomaca, powącha) - tym bardziej mu zapadną wszystkie informacje w ten sposób
                    zdobyte i tym dłużej zostaną - ba! - zostaną na całe zycie i ciężko je będzie
                    wyplenic jeśli będą to niepożądane treści.


                    OUN - sorry - Ośrodkowy Układ Nerwowy. Czyli mózg po prostu. Taki skrótsmile

                    podłożem dostarczania bodźców, ich analizę i syntezę odpowiedzialne są tzw. pola
                    projekcyjne osrodka korowego mieszczące się w korze mózgowej.
                    Więcej o tym podłozu neurofizjologicznym znajdziesz tutaj:

                    www.archiwum.literka.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=4935
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka