Dodaj do ulubionych

Wiodąca tendencja w wychowaniu.

26.03.07, 13:17
Tak sobie patrzę dookoła i wywodzę następujący wniosek: wiodącą tendencją w
wychowaniu dzieci w dzisiejszej Polsce jest stawianie dziecka na piedestale.
traktowanie go jak partnera, jakkolwiek dziecko z natury rzeczy partnerem nie
jest. alokacja dóbr rodzinnych w systemie 90%/5%/5% (udziały:
dziecko/matka/ojciec). Strach przed odmówieniem dziecku czegokolwiek (bo
poczuje się gorsze od innych), lęk przed daniem klapsa czy podniesieniem
głosu (bo będzie miało traumę na całe życie), absolutne przeświadczenie, że
rodzice są dla dziecka, a nie że jesteśmy dla siebie nawzajem. brak
oczekiwania od dziecka szacunku, wdzięczności (bo to spycha dziecko do
pozycji poddanego, a przecież wiadomo że samo zarobić nie może). Pozwalanie
na podejmowanie decyzji co do kierunku wyjazdu całej rodziny (o ile rodzinę
na to stać, jeśli nie - wiadomo że wyjedzie dziecko. Rodzice w tym czasie
odmalują mieszkanie), marki samochodu kupowanego dla rodziny itd. Pozwalanie
na jedzenie wyłącznie tego co lubi, choćby to były cztery produkty w sumie.

Długo bym tak mogła.

I już się nie dziwię, że dzieci czują się zdezorientowane.
Obserwuj wątek
    • bri Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 13:30
      Przesadzasz i to grubo.
    • justi54 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 13:31
      Moja tendencja to konsekwencja w wychowaniu.
    • mama303 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 13:50
      nisar napisała:

      > Tak sobie patrzę dookoła i wywodzę następujący wniosek:
      Tak sobie patrzysz....no....ciekawy to wniosek ale nie prawdziwy.
      A masz swoje dziecko, że sie tak zapytam?
      • nisar Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 13:51
        Mam swoje dziecko, mam. I z racji tego faktu mam szerokie pole obserwacji.
        • mama303 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 15:17
          nisar napisała:

          > Mam swoje dziecko
          To jaka jest Twoja tendencja jesli chodzi o wychowanie dziecka?
        • owocoskala Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 09.04.07, 18:17
          i co twoim zdaniem gdyby jeśli dziecko dostaje często klapa i często się na nie
          krzyczy - nie przepraszając - tylko dla zasady to przestaje być
          zdezorientowane ? smile Dla wielu ludzi dziecko jest najważniejsze i oddają mu
          większość srodków. Dla dzieci się żyje - słyszałam to wiele razy od rodziców,
          czy innych starszych ode mnie, ale to nie tylko ludzie tak mają nawet zwierzęta
          się poświęcają czesto ryzykują życie w obronie młodych itd. Owszem są ludzie
          którzy źle odżywiaja dzieci - które jada na chipsach i słodyczach ale to raczej
          wyjątki niż reguła.
    • acorns Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 14:04
      Co więc proponujesz zamiast takiego podejścia? Oczywiścnie niektórzy
      przesadzają z tym uwielbieniem dla swoich dzieci, jednak jakoś ciężko by mi
      było obżerać się szynką, kiełbasami i karkówką a Młodą karmić salcesonem i
      kaszanką. Albo samemu wyjeżdżać a Młoda żeby w domu siedziała. Albo ubierać się
      w Adidasy, Reeboki, Levisy a Młodej żeby gołą dupę i co inne było widać przez
      dziury w spodniach albo żeby chodziła w ciuchach kupowanych na wagę.
      • nisar Acorns! 26.03.07, 14:24
        Problem w tym, że ja obserwuję częste sytuacje, kiedy to rodzic wsuwa
        kiełbasę "bo mała to tylko polędwiczkę lubi", matka nosi ósmy sezon to samo
        palto "bo mały tak chciał martensy", rodzice w czasie urlopu malują mieszkanie,
        bo i tak ich nie stać na wczasy po tym jak synek jedzie z kumplami na obóz
        narciarski w Alpy.
        We własnej rodzinie mam przypadek, gdzie rodzice szukali po całej giełdzie
        samochodu żółtego, bo Kasia chciała żółty samochód...

        Mnie to zbija z nóg, niestety.
        • acorns Re: Acorns! 26.03.07, 14:57
          Jakbym nie miał wystarczająco dużo kasy to też bym raczej w Młodą przede
          wszystkim inwestował a nie w siebie. Przecież nie pójdzie do szkoły jak
          dziadówa. Musi jakoś wyglądać. Wyjechać też gdzieś musi no bo jak nie wyjedzie
          nigdzie to jakie będzie miała wspomnienia z dzieciństwa? Na Mazurach widziałem
          już rodzinki pod namiotami na jakimś odludziu, dziczy. I co taki dzieciak
          będzie wspominał? Nudne 2 tygodnie pod namiotami w jakiejś dziczy, odludziu
          razem z rodzicami i wujkiem z ciocią, którzy i tak zajmowali się głównie wódką
          i łowieniem rybek?

          > We wlasnej rodzinie mam przypadek, gdzie rodzice szukali po calej gieldzie
          > samochodu zóltego, bo Kasia chciala zólty samochód...

          Może chcieli Kasi zrobić przyjemność. W czym problem? Jeśli dany model
          występował w żółtym kolorze to dlaczego by nie poszukać takiego żeby córka była
          zadowolona?
          • marghe_72 Re: Acorns! 26.03.07, 15:03
            acorns napisał:

            to jakie będzie miała wspomnienia z dzieciństwa? Na Mazurach widziałem
            > już rodzinki pod namiotami na jakimś odludziu, dziczy. I co taki dzieciak
            > będzie wspominał? Nudne 2 tygodnie pod namiotami w jakiejś dziczy, odludziu
            > razem z rodzicami i wujkiem z ciocią, którzy i tak zajmowali się głównie
            wódką
            > i łowieniem rybek?

            pomijajac ciocię i wódkę takie wakacje tez mają swój urok.
            Ja do dzis wspominam wypady pod namiot z rodzicami
            Były wyjątkowe.
            Niestety ja ich córce nie zapewnię bo z namiotów wyrosłam big_grin
            >
            > Może chcieli Kasi zrobić przyjemność. W czym problem? Jeśli dany model
            > występował w żółtym kolorze to dlaczego by nie poszukać takiego żeby córka
            była zadowolona?

            z tym się zgodzę. Dlaczego czasami nie uwzglęnić zdania dziecka?
            Zwłaszcza jesli chodzi o tak "błahą" sprawe jak kolor samochodu itp
          • nisar Re: Acorns! 26.03.07, 15:03
            Skarbie, oni kupowali samochód używany. To nie były czasy samochodów w salonie
            z paletą kilkunastu kolorów. To by mną akurat nie wstrząsnęło, chyba żeby
            dziecko zażyczyło sobie coś, co absolutnie nie pasowałoby rodzicom. Ale
            szukanie używanego samochodu z głównym kryterium koloru, bo tak chce trzylatka,
            to dla mnie przegięcie, niestety.
            • marghe_72 Re: Acorns! 26.03.07, 15:05
              nisar napisała:

              > Skarbie, oni kupowali samochód używany. To nie były czasy samochodów w
              salonie
              > z paletą kilkunastu kolorów. To by mną akurat nie wstrząsnęło, chyba żeby
              > dziecko zażyczyło sobie coś, co absolutnie nie pasowałoby rodzicom. Ale
              > szukanie używanego samochodu z głównym kryterium koloru, bo tak chce
              trzylatka,
              >
              > to dla mnie przegięcie, niestety.


              To pisz bardziej szczegółowo wink
            • acorns Re: Acorns! 26.03.07, 16:08
              > bo tak chce trzylatka,

              Ja myślałem, że Kasia to tak z 8-9 lat miała. Trzylatkę postawiłbym przed
              faktem dokonanym że kupiłem taki a nie inny wóz. Mniej by miała z tym problemów
              niż z szukaniem żółtego smile
              • a_weasley Re: Acorns! 26.03.07, 18:49
                acorns napisał:

                > > bo tak chce trzylatka,

                > Ja myślałem, że Kasia to tak z 8-9 lat miała. Trzylatkę postawiłbym przed
                > faktem dokonanym że kupiłem taki a nie inny wóz.

                Dziewięciolatki nie?
                • nangaparbat3 Ale Wy chrzanicie! 26.03.07, 20:35
                  Ludzie po prostu maja poczucie humoru, pomysł im sie spodobał, a uzasadnienie
                  było troche prawdą, a troche pewnie zeby uzasadnic coś, czego uzasadniać tak
                  naprawde nie trzeba, ale wielu ma z tym problem.
                  Moja corka od 8 roku zycia wspołdecydowała o róznych ważnych zakupach domowych,
                  jak i doborze tapet etc. - na złe to nie wyszło, wprost przeciwnie, czuje sie
                  bardziej odpowiedzialna za nasz wspolny dom, potrafi negocjować etc.
                  Ostatnio "wybrala" marke nowego auta - mialam dwie do wyboru, nie umialam
                  podjać decyzji, a ona zdecydowanie optowała za jedna z nich, pomyslalam, ze
                  skoro nie wiem, niech bedzie jak ona chce - i jest super.
                  • jola_ep Re: Ale Wy chrzanicie! 26.03.07, 21:05
                    > Ludzie po prostu maja poczucie humoru, pomysł im sie spodobał, a uzasadnienie
                    > było troche prawdą, a troche pewnie zeby uzasadnic coś, czego uzasadniać tak
                    > naprawde nie trzeba, ale wielu ma z tym problem.

                    To samo przyszło mi do głowy smile))

                    > Moja corka od 8 roku zycia wspołdecydowała o róznych ważnych zakupach domowych,

                    Ja za to mam się teraz kogo poradzić jak sobie coś z ubrania kupuję smile

                    Myślę, że pomiędzy stawianiem dziecka na piedestale, a robieniem z niego ryby ("dzieci i ryby głosu nie mają") jest miejsce na złoty środek smile))

                    Naprawdę nic złego się nie stanie, gdy nauczymy dzieci decydować, gdy je wysłuchamy i uwzględnimy ich zdanie. Ostateczna decyzja przecież i tak należy do nas smile

                    Pozdrawiam
                    Jola
                    • nangaparbat3 Re: Ale Wy chrzanicie! 26.03.07, 21:26
                      Jasne. Dam sie posiekać za to, ze w wychowaniu najważniejszą, podstawową sprawą
                      jest wysluchać, co dziecko chce nam powiedzieć.
                      No i oczywiscie kochać je, i zeby tę milość bylo widać, słychać i czuc nawet
                      wtedy, kiedy na nie krzyczymy.
                      Nie zauwazyłam, zeby jakiemukolwiek dziecku to szkodzilo, na odwrót.
                  • itaka5 ............... 01.04.07, 19:30
                    Chwileczke, dziecko chyba też należy do rodziny i to w niej powinno sie uczyc
                    życia w społeczńsrwie, tak więc dlaczego robić z dziecka kalekę i nie
                    informowac go o pewnych sprawach, nie dyskutować, nie pytać o zdanie. Przecież
                    to normalne ludzkie zachowanie. A to, ze rodzice chca dla swojego dziecka jak
                    najlepiej to chyba normalne. Oczywiście nie należy popadac w skrajności,
                    wszystko ma swoje granice. Nie rozumiem też czemu Ci przeszkadza ze inni robią
                    tak a nie inaczej?? Zazdrościsz im? Rób swoje, to co inni robią to ich sprawy.
                    Jeśli innym to nie przeszkadza a wręcz sprawia przyjemnośc, bo uwierz mi- zycie
                    dla innych i dawanie jest duzo przyjemniejsze niz branie, to niech wychowują
                    tak dzieci. To się nazywa miłość. Oczywiście zdrowa milośc, bo rozpieszczenie,
                    i inne skrajności tez są niedobre, ale od czasu do czasu i w pewnych granicach
                    takie codzienne "rozpieszczanie" to samo dobrosmile)
                • acorns Re: Acorns! 27.03.07, 14:20
                  > Dziewięciolatki nie?

                  Typowa dziewięciolatka to najczęściej jakiś już wyrobiony gust i pewne kolory
                  lubi, pewnych nie lubi. Warto zapytać ją o zdanie, a jak rodzicom nie zależy na
                  kolorze, to pozwolić jej samodzielnie wybrać. To nic nie szkodzi.
          • obyoby10 Re: Acorns! 13.04.07, 11:39
            Ludzie, pomocy!!!Niewktóre dzieci chodzą do szkoły jak dziadówy, wiem, bo
            jestem nauczycielką - czasem sa fajniejsze niż te zestrojone. To nie ma nic do
            rzeczy. A wakacje z rodzicami pod namiotem wspominam jako jedne z
            piękniejszych. Ludzie, przesadzacie. Przesadzacie!!!
            Żółty samochód, bo dziecko chce żółty - głupota.
            Dziecko to nie partner do kupna samochodu. To DZIECKO, które wy kształtujecie,
            wychowujecie. CZasem wakacje z rodzicami w głuszy są fajniejsze niż obóz w
            Alpach - bez rodziców. Kochajcie te swoje dzieci! Ale nie róbcie z nich kalek.
            Wiem, co mówię - mam córkę, którą uwielbiam, uwielbiam kupować jej markowe
            ciuchy. Uwielbiam ją uszczęśliwiać. Ale pilnuję się, żeby się gdzieś w drodze
            nie pogubić.
        • sabciasal Re: Acorns! 26.03.07, 15:34
          nisar napisała:

          > Problem w tym, że ja obserwuję częste sytuacje, kiedy to rodzic wsuwa
          > kiełbasę "bo mała to tylko polędwiczkę lubi", matka nosi ósmy sezon to samo
          > palto "bo mały tak chciał martensy", rodzice w czasie urlopu malują
          mieszkanie, bo i tak ich nie stać na wczasy po tym jak synek jedzie z kumplami
          na obóz narciarski w Alpy. We własnej rodzinie mam przypadek, gdzie rodzice
          szukali po całej giełdzie samochodu żółtego, bo Kasia chciała żółty samochód...

          wiesz co, a moim zdaniem takie postępowania do domena lat wcześniejszych. Kiedy
          to WYMAGANO od kobiety aby zrezygnowała z czegokolwiek dla siebie, jeśli tylko
          stała się matką.
          a co do sedna - przesada jest zła. w obie strony. Chociaz mnie wzruszyłoby
          akurat zachowanie rodziców szukających samochodu w wymarzonym przez córkę
          kolorze.
          > Mnie to zbija z nóg, niestety.
        • echtom Re: Acorns! 26.03.07, 22:59
          Ja na przykład zobaczyłam kawałek świata w dzieciństwie i młodości i teraz
          mniej mi na tym zależy. Wolałabym wysłać gdzieś dzieci i posiedzieć spokojnie w
          domu, nadrabiając w czasie urlopu liczne zaległości. Kiedy były młodsze,
          jeździłyśmy sporo razem, ale teraz wchodzą w etap samodzielnych wyjazdów. Za
          kilkanaście lat same będą pracować i mieć małe dzieci, więc niech się teraz
          nacieszą beztroską młodością, tak jak ja w ich wieku. Myślę, że jest to
          naturalny mechanizm - moi rodzice czegoś sobie odmawiali dla mnie, ja dla
          swoich dzieci, one dla swoich. Ważne tylko, żeby rodzice od czasu do czasu
          sygnalizowali, że też mają jakieś potrzeby - u mnie to działa, bo dziewczyny
          lubią, kiedy wychodzę czasem na imprezę i wracam w dobrym humorze, zamiast
          tylko siedzieć w domu i się poświęcać. One wychodzą częściej - dziwne, gdyby
          było na odwrót.
      • de_la_hoya Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 11.04.07, 15:35
        acorns napisał:

        > Co więc proponujesz zamiast takiego podejścia? Oczywiścnie niektórzy
        > przesadzają z tym uwielbieniem dla swoich dzieci, jednak jakoś ciężko by mi
        > było obżerać się szynką, kiełbasami i karkówką a Młodą karmić salcesonem i
        > kaszanką. Albo samemu wyjeżdżać a Młoda żeby w domu siedziała. Albo ubierać
        > się w Adidasy, Reeboki, Levisy a Młodej żeby gołą dupę i co inne było widać
        > przez dziury w spodniach albo żeby chodziła w ciuchach kupowanych na wagę.

        Moim zdaniem przesada nie jest wskazana w jedną jak i w drugą stonę. U nas
        dziecko jest na takich samych prawach jak my. Czasami jak zostanie ostatni
        kawałek mięsa to zjadamy go my a syn jak chce mięsko to dostaje parówkę. Robimy
        tak dlatego, ze chodzi do żłobka więc ma tam jedzenie jakie trzeba, odpowiednio
        zbilansowane wiec jak zamiast 2 kotleta zje parówkę to nie umrze. Jakby się
        trafiło, ze nie bylby w żłobku to miałby wybór kotlecik czy parówka, bo jak my
        zjemy parówkę to też nie umrzemy...
        Co do wyjazdów to nas akurat stać na to zeby sobie jeździć gdzie chcemy. Jednak
        często jest tak, ze jedziemy sobie na weekend a dziecko zotaje z babcia w domu.
        Gdyby jednak nie było nas na to stać to jakoś tak by się to zorganizowało zeby
        wszyscy wypoczeli...
        Ubrania. To dla mnie prosta sprawa. Syn ma 3 lata. Wyciera się gdzie popadnie,
        wspina po drzewach, drabinkach, tarza po podłodze w żłobku... Kupuję mu
        większość ubrań w ciucholandach ze względów praktycznych a sama chodze w
        markowych. Ja kupując sobie kurtkę wiem, ze bedzie mi długo służyć. Dziecku
        niekoniecznie, bo wyrośnie z niej po 6-9 miesiącach jeżeli wcześniej nie ubrudzi
        jej czymś niezmywalnym, nie podrze itp. Syn ma też oczywiście rzeczy niekupione
        w lumpexie (zawsze się przydadza jak się idzie do ludzi). Znam wiele matek które
        odmówią sobie wzystkiego oby tylko dziecko miało markowe ciuchy. Niech wiedzą,
        ze ich stać! A co! I takie biedactwo idzie na plac zabaw i słyszy: nie wchodz do
        piaskownicy bo buciki zniszczysz, nie siadaj bo się upaprze, nie wchodz na
        drabinki bo zaraz się o coś zaczepisz i bedzie dziura... To jest dopiero zboczenie!
      • anilah777 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 13.04.07, 11:45
        A według Ciebie bardziej normalne jest, gdy Tobie prześwitują dziury, acórcia w Adidasach (chodzi o markę ciuchów)spaceruje? Bo o tym pisała nisar-o nierównych udziłach w stosunkach z dziećmi.Rodzic ma prawo tyle dac dziecku, ile uważa. Musi kupić ubranie, jedzenie, ale od niego zależy, czy to bea spodnie marki polskiej czy Adidas, czy to będzie mięsko normalne na obiad , czy kawior. Pomijam skrajnoiści i patologie-sobie mięsko, diecku ziemniaki. Po prostu uważam,że nalezy dziecku zapewnić normalny rozwój, jeśli chodzi o zbytki- to wolna wola.
    • kropkacom Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 14:20
      Większość rzeczy które opisujesz to naturalna konsekwencja macierzyństwa i
      rodzicielstwa. Najpierw jest dwoje ludzi i są sami dla siebie a w momencie
      pojawienia sie dziecka zachodzi alokacja całego życia w kierunku potomka. Dziwne
      żeby w takim momencie proporcje wyglądały odwrotnie niż piszesz.



    • kayah73 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 14:33
      Zgadzam sie.

      Polecam Ci ksiazke "Kontinuum zycia" Jean Liedloff - sporo w niej o tym jak
      nienaturalne jest stawianie dziecka w centrum zainteresowania rodziny (i
      ogolnie dzieci w centrum zainteresowania spleczenstwa) i dostosowywania
      wszystkiego pod nie.

      Dziecko powinno byc czescia rodziny. Nie na zmiane ignorowane i odizolowane z
      tysiacem grajacych i swiecacych zabawek we wlasnym super-nowoczesnie urzadzonym
      pokoju oraz pozniej stawiane w centrum calej akcji - ale zawsze rowno
      uczestniczace w tym co robi rodzina, uczace sie od nich jak wyglada zycie i
      stosunki miedzyludzkie. Powinno byc satelita rodzica, a nie na odwrot. Powinno
      jesc to co jedza rodzice, podazac za rodzicem (a nie od niego uciekac) i -
      generalnie - ufac, ze rodzic podejmuje dobre decyzje i sie do tych decyzji
      dostosowac. Dawanie dziecku zbyt wielu wyborow - tendencja teraz szalenie modna
      w psychologii dzieciecej - polaczona z wieloma zakazami i nadopiekunczoscia
      prowadzi wlasnie do dezorientacji, braku zaufania w umiejetnosc decyzji
      rodzica, buntu dwulatka, trzylatka, pieciolatka, itd. W tym jak traktowane jest
      teraz dziecko nie ma ciaglosci, dziecko jest ciagle traktowane ekstremalnie i
      dostaje nawzajem wykluczajace sie informacje.
      • verdana Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 14:47
        Dawałam dziecim wiele wyborów. Fakt, bez nadopiekuńczosci.
        Dzieki temu moglam już nie martwić sie o 15-16 latki. Niemal wszystkie swoje
        sprawy załatwialy same, podejmowały decyzje, nie "wisiały" na mnie, nie wiedzac
        co i jak robić.
        Dziecko powinno jeść co jedza rodzice, o ile rodziców stać na to, by
        przyzwoicie zywic rodzine. jeśli stac ich na bardzo niewiele, dziecko powinno
        otrzymywać jedzenie lepsze, poniewaz się rozwija i jedzenie wyłacznie
        ziemniaków na zdrowie mu nie wyjdzie. Podobnie z wakacjami - rodzice mogą
        zostać w miescie, dziecko bez świezego powietrza przez cały rok moze zacząć
        chorować.
        No i nie da się ukryć - rodzice sa dla dzieci. Nie mówię, ze cale zycie
        rodziców jest dla dzieci, ale powinni być do ich dyspozycji, zawsze gdy są
        naprawde potrzebni. Skoro sie nie ma na to ochoty - nie wiem po co miec dzieci.
        • nisar Verdana! 26.03.07, 14:59
          Zgadzam się, że rodzice są dla dzieci, w tym sensie, że decydując się na
          dziecko biorą na siebie za nie odpowiedzialność. I ich obowiązkiem jest tak
          dziecko prowadzić, żeby było zdrowe, odżywione itp.

          Natomiast nie zgadzam się z pomysłem rezygnowania z siebie samego na rzecz
          dziecka i dawania dziecku wyborów niedotyczących jego samego, a nawet
          dotyczących dziecka, ale w zakresie w którym dziecko rozsądnej decyzji podjąć
          nie da rady. Jestem jak najbardziej za tym, żeby zdrowie i uśmiech dziecka były
          na pierwszym miejscu, pod warunkiem, że nie będzie to kosztem kogokolwiek
          innego. I tak jak niedawno byłam oburzona postawą koleżanki, której syn wakacje
          spędził w domu, bo rodzice chcieli wyjechać do "ciepłych krajów" we wrześniu, a
          następnie został z babcią bo we wrześniu miał przecież szkołę, tak samo budzi
          mój sprzeciw sytuacja, w której matka niedojada żeby synek pojechał w Alpy na
          narty (przykład z życia, żeby nie było).
          • marghe_72 Re: Verdana! 26.03.07, 15:04
            nisar napisała:

            > Zgadzam się, że rodzice są dla dzieci, w tym sensie, że decydując się na
            > dziecko biorą na siebie za nie odpowiedzialność. I ich obowiązkiem jest tak
            > dziecko prowadzić, żeby było zdrowe, odżywione itp.


            chyba nie tylko o zdrowie i odżywienie chodzi, prawda? smile
          • verdana Re: Verdana! 26.03.07, 15:05
            Niedojada - nigdy!
            Ale rezygnje ze swoich wakacji, by pojechalo dziecko - to już inna para
            kaloszy. Decyzja o posiadaniu dziecka dla wiekszosci osób to rezygnacja z
            bardzo wielu własnych przyjemnosci. A wlasciwie nie tyle rezygnacja ile
            podjecie wyboru, ze posuadanie dziecka jest wazniejsze od innych rzeczy -
            luksusowego mieszkania, częstych wyjazdów, a czasem i kariery.
            Dla mnie wzystko co dziecko dostaje jest kosztem kogoś innego - inaczej po
            prostu sie nie da. Oczywiscie, ze nie wzystkie koszty trzeba i warto ponosić.
            Część decyzji nie dotyczących dziecka, a całej rodziny nie musi, ale może być
            podejmowane przy współudziale dziecka. I jest to czesto bardzo kształcące dla
            obu stron.
        • kayah73 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 15:14
          Verdana, zgadzam sie ze wszystkim co piszesz.

          Kulturowo jestesmy zmuszeni do robienia takich a nie innych rzeczy.

          Jestem jak najbardziej za tym zeby dziecku dawac jak najczesciej wolna lape -
          po to zeby moglo uczyc sie o swiecie, odkrywac wlasne umiejetnosci, nabierac
          pewnosci siebie, uczyc sie odpowiedzialnosci za wlasne czyny. Nie jestem
          natomiast za bezustannym manipulowaniem - czy to dawaniem bezsensownych
          wyborow, czy ustawianiem zakazow, czy popychaniem do przodu. Nie jestem np za
          tym, zeby sie ja (moja corka ma 2 lata) bezustannie pytac "czy chcesz jabluszko
          czy moze serek a moze zupke?" "czy chcesz dzisiaj niebieskie spodenki czy
          rozowa spodniczke?" albo "wybierz sobie zabawke w sklepie" - tak jak to widze w
          ksiazkach o tym jak wychowywac dwulatka w pelni "buntu" - manipulowac dawaniem
          wyborow. Wole dac wolna reke i obserwowac, a nie bezustannie sie dopytywac co
          jej odpowiada po to zeby spelniac jej zyczenia. Wg mnie jest w tym duza roznica.

          Jesli chodzi o jedzenie - jasne, ze dziecko powinno dostawac lepsze - moje
          dziecko je wylacznie ekologiczne, my niekoniecznie. Ale - zapewniam - wszelkie
          problemy z jedzeniem corki skonczyly sie po tym jak sie ja przestalam przed
          kazdym posilkiem wypytywac na co ma ochote. Stawiam to co ugotowalam (wiem co
          lubi a czego nie lubi i daje jej to co lubi) i nagle sie okazuje ze je. Nie
          daje jej czegos czego wiem ze nie lubi, jesli daje nowa rzecz, to razem ze
          stara, nic w nia nie wmuszam. Ale raczej stawiam przed faktem dokonanym zamiast
          sie niesmialo pytac jak moge spelnic jej zyczenie.

          Moje dziecko jest czescia rodziny. Nie jest dla mnie przeszkoda, utrapieniem,
          czyms, czym sie *musze* zajmowac. Nie jest dla mnie tez centrum swiata, czyms
          do okola czego bede skakac caly dzien. Po prostu jest czescia rodziny i tak
          samo dostosowuje sie do nas, jak my do niej. Czesto uczestniczy w naszych
          zajeciach (prace domowe, w ogrodzie, wycieczki), czasami my robimy to na co ona
          ma ochote (plac zabaw, bawienie sie zabawkami, itd). Ale nie dopytuje sie jej
          caly dzien co ma ochote zrobic - uwazam, ze jest to nie fair. I nie twierdze ze
          wiele osob tak, robi, ale czesc tak.
          • jola_ep Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 16:12
            > ksiazkach o tym jak wychowywac dwulatka w pelni "buntu" - manipulowac dawaniem
            > wyborow.

            To nie jest manipulowaniem wyborem, tylko "dawanie wolnej ręki", ale z ograniczeniem. Dziecko w tym wieku nie potrafi podjąć decyzji mając zbyt wiele propozycji, dlatego ogranicza się je do dwóch. Taki jest sens tych zaleceń.

            > Jesli chodzi o jedzenie - jasne, ze dziecko powinno dostawac lepsze - moje
            > jak sie ja przestalam przed
            > kazdym posilkiem wypytywac na co ma ochote. Stawiam to co ugotowalam (wiem co
            > lubi a czego nie lubi i daje jej to co lubi)

            Nie pytam i nigdy nie pytałam. Stawiam na stole to, co przewiduję na dany dzień (trochę się kieruję preferencjami, ale nie unikam pewnych potraw tylko dlatego, że dziecko nie lubi). Dziecko ma za to prawo zjeść tylko to, co lubi i tylko tyle, ile chce.

            > Moje dziecko jest czescia rodziny.

            Dokładnie smile
            I tak jak męża nie biję i staram się na niego nie wrzeszczeć, tak samo nie biję dzieci big_grin

            Pozdrawiam
            Jola
      • kerstink Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 05.04.07, 08:38
        Masz na mysli te ksiazke:

        ksiazki.wp.pl/katalog/ksiazki/ksiazka.html?kw=37311
        'W glebi kontinuum' ?

        Tej autorki czytalam inna ksiazke (Jean Liedloff (1977): Auf der Suche nach dem
        verlorenen Glück. - 'W poszukiwaniu zaginionego szczescia', chyba nie ma po
        polsku). Lektura dala mi duzo do myslenia.
    • marghe_72 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 14:52
      nisar napisała:

      > Tak sobie patrzę dookoła i wywodzę następujący wniosek: wiodącą tendencją w
      > wychowaniu dzieci w dzisiejszej Polsce jest stawianie dziecka na piedestale.

      Nie stawiam na piedestale
      kocham, jest dla mnie najważniejsza.. ale umiem patrzeć na nią obiektywnie.
      Widze i wady i zalety


      > traktowanie go jak partnera, jakkolwiek dziecko z natury rzeczy partnerem nie
      > jest.

      Czy ja wiem? W pewnym stopniu jest. Muszę sie z dzieckiem liczyć, z potrzebami,
      z lękami, z uczuciami, z odmiennym zdaniem..

      alokacja dóbr rodzinnych w systemie 90%/5%/5% (udziały:
      > dziecko/matka/ojciec).

      u nas rozkłada sie to po równo.

      Strach przed odmówieniem dziecku czegokolwiek (bo poczuje się gorsze od
      innych),

      - nie u nas


      lęk przed daniem klapsa czy podniesieniem głosu (bo będzie miało traumę na
      całe życie),

      - to nie o lęk chodzi a o szacunek.
      A głos podnoszę , czasami nawet za często

      absolutne przeświadczenie, że rodzice są dla dziecka, a nie że jesteśmy dla
      siebie nawzajem.

      hmm.. dzieci się na świat nie pchają, to my je sprowadzamy, więc jednak na ciut
      wiecej uwagi zasługują. Aczkolwiek o sobie nie zapominamy , wychodząc z
      załozenia,ze zadowolony rodzic = zadowolone dziecko./

      brak
      > oczekiwania od dziecka szacunku, wdzięczności (bo to spycha dziecko do
      > pozycji poddanego, a przecież wiadomo że samo zarobić nie może).

      - nie u nas. Ja szanuję córkę, ona szanuje mnie. To naturalne i oczywiste

      Pozwalanie > na podejmowanie decyzji co do kierunku wyjazdu całej rodziny (o
      ile rodzinę na to stać, jeśli nie - wiadomo że wyjedzie dziecko.

      - u nas we grę wchodzą tylko wyjazdy wspólne smile

      marki samochodu kupowanego dla rodziny itd.

      - dziecko sie na samochodach raczej nie zna wink ale ubranie czy farbę do
      swojego pokoju może sobie wybrać. Bo czemu miałoby tego nei robić..

      Pozwalanie na jedzenie wyłącznie tego co lubi, choćby to były cztery produkty
      w sumie.

      - na szczęście nie mam w domu niejadka, wiec jest mi łatwiej..
      Moje dziecko jada przerózne rzeczy. Nie zmuszam, zachęcam..
      >

      Nie ja jedna mam takie podejscie do dzieci smile
      • bi_scotti Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 16:10
        Zgadzam sie z Twoimi obserwacjami, Nisar. I dorzucam swoja: ambicjonalne
        traktowanie kwestii zachowania dziecka. Jezeli dziecko zachowuje sie
        nieodpowiednio na ulicy lub w miejscu publicznym, znakomita wiekszosc rodzicow
        nie zyczy sobie by obce osoby takie dziecko upomnialy a jesli to zrobia,
        krytykuja taka osobe a nie postepowanie wlasnego dziecka. Skutek jest taki, ze
        mlodzi ludzie dorastaja w przeswiadczeniu, ze reszta spoleczenstwa nie ma
        zadnego prawa w upominaniu ich i w oczekiwaniu uprzejmego zachowania w
        miejscach publicznych. Upomniany nastolatek, ktory zachowuje sie niegrzecznie w
        miejscu publicznym zamiast skorygowac swoje zachowanie staje sie agresywny
        i/lub chamski w stosunku do osoby go upominajacej. Jest to naturalna
        konsekwencja tego, ze gdy byl niegrzecznym 3-latkiem, mama lub tata bronili go
        bez zadnych obiekcji w sytuacjach gdy uwage zwracaly mu osoby postronne.
        Sluszna jest obserwacja, ze aby wychowac mlodego czlowieka potrzebna
        jest "village" - osada ludzi, nie wystarcza rodzice - potrzebny jest wplyw
        wszystkich dookola na ksztaltowanie jednostki, ktora bedzie sie dobrze czula w
        spoleczenstwie i z ktora wszyscy inni beda sie dobrze czuc. Poniewaz duza czesc
        wspolczesnych rodzicow odsuwa "obcych" od procesu wychowania, skutek jest taki,
        ze ich wlasne dzieci nie umieja sie znalezc w swiecie innych ludzi i albo
        wchodza w konflikt z prawem, albo sie izoluja, albo zajmuje im duzo czasu zeby
        znalezc swoja droge, ktora duzo latwiej byloby im widziec gdyby rodzice
        zechcieli dostrzegac wartosc we "wtracaniu" sie postronnych doroslych. Nawet
        tu, na forum, gdzie nie mamy do czynienia z fizycznymi dziecmi, wiekszosc
        rodzicow ma odruch obronny gdy tylko zaczyna byc mowa o zlym zachowaniu. Przede
        wszystkim pojawia sie natychmiastowe "nie moje dziecko" - moje dziecko nie jest
        huliganem, chamem, leniem, bully w szkole itd. Nawet jesli z opisu roznych
        sytuacji wynika zupelnie, ze najprawdopodobniej wlasnie jest. Oczywiscie,
        nalezy bronic swoich dzieci gdy dzieje im sie krzywda ale nalezy tez bronic
        swoje dzieci przed stawaniem sie krzywdzicielami a to, jak sie okazuje, dla
        wielu rodzicow jest juz wyzsza szkola jazdy!
        • blessyou1 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 21:34
          bi_scotti napisała:

          . Jezeli dziecko zachowuje sie
          > nieodpowiednio na ulicy lub w miejscu publicznym, znakomita wiekszosc
          rodzicow
          > nie zyczy sobie by obce osoby takie dziecko upomnialy a jesli to zrobia,
          > krytykuja taka osobe a nie postepowanie wlasnego dziecka.

          I słusznie, bo jeśli dziecko jest pod opieką rodzica to rodzic jest
          odpowiedzialny za jego zachowanie i karcenie. Nikomu nic do tego, a sytuacjach
          trudnych wtrącanie się obcych ludzi częściej szkodzi niż pomaga.

          Skutek jest taki, ze
          > mlodzi ludzie dorastaja w przeswiadczeniu, ze reszta spoleczenstwa nie ma
          > zadnego prawa w upominaniu ich i w oczekiwaniu uprzejmego zachowania w
          > miejscach publicznych. Upomniany nastolatek, ktory zachowuje sie niegrzecznie
          w
          >
          > miejscu publicznym zamiast skorygowac swoje zachowanie staje sie agresywny
          > i/lub chamski w stosunku do osoby go upominajacej. Jest to naturalna
          > konsekwencja tego, ze gdy byl niegrzecznym 3-latkiem, mama lub tata bronili
          go
          > bez zadnych obiekcji w sytuacjach gdy uwage zwracaly mu osoby postronne.

          Wątpię żeby nastolatek to pamiętał.
          A czy od dorosłych nie wymagasz uprzejmego zachowania w miejscach publicznych?
          To powiedz jak często zwracasz uwagę obcym ludziom DOROSŁYM, kiedy zachowują
          sie nieodpowiednio i czy przyjmuja twoje uwagi uprzejmie.

          > Sluszna jest obserwacja, ze aby wychowac mlodego czlowieka potrzebna
          > jest "village" - osada ludzi, nie wystarcza rodzice - potrzebny jest wplyw
          > wszystkich dookola na ksztaltowanie jednostki, ktora bedzie sie dobrze czula
          w
          > spoleczenstwie i z ktora wszyscy inni beda sie dobrze czuc. Poniewaz duza
          czesc
          >
          > wspolczesnych rodzicow odsuwa "obcych" od procesu wychowania, skutek jest
          taki,
          >
          > ze ich wlasne dzieci nie umieja sie znalezc w swiecie innych ludzi i albo
          > wchodza w konflikt z prawem, albo sie izoluja, albo zajmuje im duzo czasu
          zeby
          > znalezc swoja droge, ktora duzo latwiej byloby im widziec gdyby rodzice
          > zechcieli dostrzegac wartosc we "wtracaniu" sie postronnych doroslych.

          Mnie wystarczy, że "village" wybiera sejm, prezydenta i parę innych rzeczy w
          moim życiu - najczęściej niezgodnie z moimi poglądami. Nie potrzebuję aby
          wychowywali mi dziecko. Ingerencja społeczeństwa w wychowanie jest
          wystarczająca - poprzez przedszkole, szkołę, kościół, inne organizaje i
          instytucje. Ale głos ulicy nie jest dla tym, czym zamierzam się kierować, więc
          tendencja o której piszesz jest dla mnie zupełnie zrozumiała.

          Nawet
          > tu, na forum, gdzie nie mamy do czynienia z fizycznymi dziecmi, wiekszosc
          > rodzicow ma odruch obronny gdy tylko zaczyna byc mowa o zlym zachowaniu.
          Przede
          >
          > wszystkim pojawia sie natychmiastowe "nie moje dziecko" - moje dziecko nie
          jest
          >
          > huliganem, chamem, leniem, bully w szkole itd. Nawet jesli z opisu roznych
          > sytuacji wynika zupelnie, ze najprawdopodobniej wlasnie jest.

          A ty z opisu sytuacji na forum już doskonale wiesz, że czyjeś dziecko jest
          chuliganem, chamem i leniem? Usiądziesz, przeczytasz parę linijek i już wiesz
          lepiej niż rodzice?

          Oczywiscie,
          > nalezy bronic swoich dzieci gdy dzieje im sie krzywda ale nalezy tez bronic
          > swoje dzieci przed stawaniem sie krzywdzicielami a to, jak sie okazuje, dla
          > wielu rodzicow jest juz wyzsza szkola jazdy!

          Z ostatnim zdaniem się zgadzam. Pozdrawiam
        • jola_ep Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 22:10
          > ambicjonalne
          > traktowanie kwestii zachowania dziecka.

          Słusznie.

          >Jezeli dziecko zachowuje sie
          > nieodpowiednio na ulicy lub w miejscu publicznym, znakomita wiekszosc rodzicow
          > nie zyczy sobie by obce osoby takie dziecko upomnialy a jesli to zrobia,
          > krytykuja taka osobe a nie postepowanie wlasnego dziecka.

          TAK. Ostatnia rzecz, jakiej wtedy potrzebuję, to wtrącanie się otoczenia! Które najczęściej nie wie, o co poszło, jakie są powody zachowania dziecka. To nieważne. Dziecko ma być cicho, być miłe, ułożone i grzeczne. I gdybym rzeczywiście brała pod uwagę uwagi otoczenia, to pewnie kupowałabym dzieciakowi jeszcze jeden samochodzik, bo w przeciwnym razie awantura gotowa. A wtedy to chyba tylko wlać szczeniakowi zostaje, aby uzyskać przychylność otocznia sad Chociaż nie, na pewno druga połowa byłaby oburzona moją reakcją uncertain

          A ja wredna matka, w nosie miałam otocznie (choć czasem jakieś babcie oburzone były, bo np. dwulatek biegał po parku - a co, za rączkę miał chodzić?) i nie kupowałam jeszcze jednego samochodzika. I ignorując histerię dzieciaka, jego wrzaski i "życzliwe" otoczenie wychodziłam ze sklepu. Jedna - dwie takie akcje i nie miałam większych problemów z wymuszaniem zakupów przez kilkulatka. Oczywiście metodą kija i marchewki ustalaliśmy też fajne rzeczy, które kupowałam smile (np. owoce, jogurty).
          Śmiesznie było, jak przyłapałam starszą na tłumaczeniu młodszemu, że nie warto wymuszać zakupów, bo nic z tego nie będzie wink

          Druga sprawa: prawnie nigdy nie karcę moich dzieci publicznie. To taki niemal odruch. Więc nikt tak naprawdę nie wie, jak reaguję na zachowania moich dzieci. Na spokojnie czasem okazuje się, że dzieciaki miały jakieś tam swoje własne motywy, które warto wysłuchać i uwzględnić.

          Pozdrawiam
          Jola
        • owocoskala Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 10.04.07, 08:49
          potrzebny jest wplyw
          > wszystkich dookola na ksztaltowanie jednostki, ktora bedzie sie dobrze czula
          w
          > spoleczenstwie i z ktora wszyscy inni beda sie dobrze czuc.
          Uwagę można zwrócić wtedy kiedy nie ma obok rodziców - ostatnio np. spotkałam
          jedenastolatki podpalające papierosy. Jeśli są - kierujemy zastrzeżenia do
          nich. Nic mnie bardziej nie złości niż w ogóle uwagi obcych osób na ulicy które
          często są bez sensu że np. o tej porze roku nie powinnam chodzić w sandałach.
          Niby czemu mam wysłuchiwać takich bredni? W takich uwagach przodują osoby
          wiekowe zgorzkniałe. Nie jest to przejaw troski o społeczeństwo ale chęć
          wyżycia się. Czy jesteś osobą wiekową i zgorzkniałą bi-scotti?
          • bi_scotti Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 10.04.07, 18:04
            owocoskala napisała:

            > Czy jesteś osobą wiekową i zgorzkniałą bi-scotti?

            Thee heee smile Sie ubawilam, bo jakis czas temu tak skomentowano inny moj
            post: "Re: 14-latka i koncert?
            Autor: blessyou1
            Data: 16.03.07, 09:28
            --------------------------------------------------------------------------------
            Bi_scotti chyba jestes nadal bardzo młodą osobą bo reagujesz jak typowa
            nastolatka."

            Od razu zaznaczam, ze nie mam zdiagnozowanego bi-polar, nie jestem tez Doktor
            Jekyl & Mister Hyde wink))
            Wracajac do meritum, obecnosc rodzicow nie zawsze wplywa pozytywnie na
            zachowanie dzieci. Wielokrotnie bylam swiadkiem dzieci rzucajacych smiecie na
            podloge w autobusie, w kinie, na ulicy. Rodzice byli ze swoimi dziecmi i nie
            reagowali - ja w takich okolicznosciach reaguje zawsze. I chyba tylko raz czy
            dwa spotkalam sie z wroga reakcja mamy lub taty malego smieciarza, najczesciej
            jest rumieniec, udawanie ze sie nie widzialo i nadgorliwa pomoc dziecku w
            posprzataniu po sobie. I to jest OK, o to przeciez chodzi zeby sie rodzic
            zawstydzil swojego braku ingerencji i zeby nauczyl dzieciaka takiego prostego
            odruchu "papierek-kosz". Podobnie bywa gdy dzieci sa na placach zabaw ze swoimi
            rodzicami i od czasu do czasu bywaja agresywne wobec wspol-zabawowiczow. Jezeli
            mama czy tata nie reaguje gdy ukochane malenstwo pluje na kumpli lub wali ich
            po glowach wiaderkiem, inny dorosly zareagowac musi. Z przyczyn oczywistych smile
            Jezeli kilkulatek wpycha sie do sklepu w momencie gdy ja jestem w drzwiach i
            probuje z tego sklepu wyjsc, nie mam zadnych oporow zeby sie zatrzymac i
            wspomniec o prostej zasadzie - jesli mnie pozwoli sie wyjsc, bedzie w srodku
            wiecej miejsca dla wchodzacych - i nie ma dla mnie znaczenia czy przy nieletnim
            jest rodzic czy nie, skoro jest i nie reaguje to najwidoczniej tej lekcji
            wychowania jeszcze z dzieckiem nie zaliczono a zaden czas nie jest tak dobry
            jak teraz smile Ogolnie to ja jestem za wyznawaniem i wprowadzaniem w zycie
            zasady "zyj i daj zyc innym", ingeruje gdy mam poczucie, ze mnie "nie daja zyc"
            smiecac, brudzac, pchajac sie, dotykajac mnie gdy nie lubie, domagajac sie
            czego im sie nie nalezy, wrzeszczac w mojej obecnosci itd. To, ze ktos chodzi w
            sandalach chocby i caly rok to zupelnie nie moja sprawa - na zdrowie smile

            • owocoskala Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 10.04.07, 20:34
              Jezeli
              >
              > mama czy tata nie reaguje gdy ukochane malenstwo pluje na kumpli lub wali ich
              > po glowach wiaderkiem, inny dorosly zareagowac musi. Z przyczyn
              oczywistych smile
              > Jezeli kilkulatek wpycha sie do sklepu w momencie gdy ja jestem w drzwiach i
              > probuje z tego sklepu wyjsc, nie mam zadnych oporow zeby sie zatrzymac i
              > wspomniec o prostej zasadzie - jesli mnie pozwoli sie wyjsc, bedzie w srodku
              > wiecej miejsca dla wchodzacych - i nie ma dla mnie znaczenia czy przy
              nieletnim
              >
              > jest rodzic czy nie,
              Ja generalnie zwracam się wtedy do rodzica choć przyznam się że ostatnio nie
              wytrzymałam kiedy 8-latka w przeciągu 30 sekund przeszła mi 3 razy po nogach,
              wybierając wciąż droge akurat przy samym krzesełku gdzie siedziałam. Matka
              stała obok a ja jednak odruchowo zwróciłam się do dziecka smile. Może to było już
              dla mnie na tyle duże dziecko by używać pośredników, a może stopy zbyt bolały?
              Później znajoma skomentowała że wiele razy widziała tą dziewczynkę w akcji -
              typowe wychowanie bezstresowe. W sumie szkoda dzieciaka bo mimo słodkiego
              wyglądu szybko budzi agresję swoim brakiem wychowania. Takie dzieci sa
              wychwytywane z tłumu i komentowane...
    • e-ftalo Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 16:16
      Dokładnie zgadzam się z autorem-a więc jest to tzw "bezstresowe wychowanie"-
      czytaj brak wychowania,wzorców,czasu dla dziecka.Oto nasz kierunek.Dlaczego?Bo
      mamy wolność i kazdy robi co chce i jak chce,nikt nikomu nie ma prawa narzucić
      aby wychowywałtak czy tak.
      Na tym forum tzw "wytchowanie" pojmowane jest jako techniczne problemy z 2-
      latkami.Tematy powazniejsze dotyczące starszych dzieci można policzyć na
      palcach.Po prostu nie wiadomo czy się śmiać czy płakać
      • annastengrt Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 27.03.07, 16:36
        szkoda że nie ma recepty
      • owocoskala Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 10.04.07, 08:59
        > Na tym forum tzw "wytchowanie" pojmowane jest jako techniczne problemy z 2-
        > latkami.Tematy powazniejsze dotyczące starszych dzieci można policzyć na
        > palcach.Po prostu nie wiadomo czy się śmiać czy płakać
        To nie tak. Z tymi 2- 2,5 latkami to rzeczywiście jest najgorzej. Taka 7,5
        latka to teraz aniołek mimo wszystko.
        • echtom Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 10.04.07, 15:08
          Dziecko w wieku wczesnoszkolnym to rzeczywiście aniołek, ale w gimnazjum
          zaczynają się problemy, przy których histeria dwulatka to mały pikuś. Niestety,
          na forum są praktycznie nieobecne. Nie wiem, czy rodzice wstydzą się o tym
          pisać, czy też pokolenie 40+ rzadziej korzysta z pomocy internetowych grup
          wsparcia niż ludzie młodzi.
    • jola_ep Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 16:18
      > wiodącą tendencją w
      > wychowaniu dzieci w dzisiejszej Polsce jest stawianie dziecka na piedestale.

      Czy ty mieszkasz w świecie reklamy produktów dla dzieci? wink
      Moje obserwacje na temat wiodących tendencji w wychowywaniu w _moim_ otoczeniu jest inne.

      > lęk przed daniem klapsa czy podniesieniem
      > głosu

      To to są rzeczy nieefektywne wychowawczo (długoterminowo), niepotrzebne (pójście na łatwiznę), można spokojnie obyć się bez tego. Chyba, że ktoś nie potrafi i chce tuszować swój brak umiejętności jakimiś wymówkami.


      > Pozwalanie
      > na podejmowanie decyzji co do kierunku wyjazdu całej rodziny

      Dziecko wyjeżdża też, ma więc prawo uczestniczyć w decydowaniu. Decyzję podejmują rodzice, ale po wysłuchaniu argumentów dziecka. A jak argumentacja dobra, to dlaczego nie?

      > Pozwalanie
      > na jedzenie wyłącznie tego co lubi, choćby to były cztery produkty w sumie.

      Pewnie, może proponujesz zmuszanie??? (odchowałam dwa niejadki, zawsze miały prawo jeść tylko to, na co mają akurat ochotę).

      Pozdrawiam
      Jola
    • marzec7 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 18:10
      Nisar, całkowicie zgadzam się z Tobą.

      Dzieci powinny być tak wychowywane, aby były członkami rodziny, jednymi z
      domowników, a nie centralnym jej punktem. Wydaje mi się, że kiedyś tak właśnie
      dzieci były wychowywane. Rodzice mieli bardzo dużo pracy "w obejściu" i dziecko
      musiało się dostosować do zasad obowiązujących w rodzinie, a nie rodzina do
      niego. Rodzice mieli decydujące zdanie odnośnie tego, co będzie robić rodzina.
      Dzieci wiedziały, co im wolno, a co nie. I tak było, moim zdaniem, lepiej
      zarówno dla dzieci, jak i dla całej rodziny. I tego teraz często brakuje w
      rodzinach.
      • lola211 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 21:40
        Rodzice mieli decydujące zdanie odnośnie tego, co będzie robić rodzina.
        > Dzieci wiedziały, co im wolno, a co nie

        I czesto byly traktowane jak ryby, co to glosu nie maja.Przedmiotowo.Miały byc
        karne, posłuszne i nie pyskowac.Swoje zdanie na jakis temat- wykluczone.
        A rodzic to swietosc, chocby głupi byl jak but.

        Dzekuje serdecznie za takie wzorce, do dzis w rodzinach prostych ludzi taki
        model sie praktykuje.Cos o-k-r-o-p-n-e-g-o.
        • nangaparbat3 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 21:44
          lola211 napisała:

          >> Dzekuje serdecznie za takie wzorce, do dzis w rodzinach prostych ludzi taki
          > model sie praktykuje.Cos o-k-r-o-p-n-e-g-o.


          I tu się mylisz - znam na peczki rodzin całkiem nie prostych, wprost na odwrot,
          gdzie sie praktykuje, owszem, jak najbardziej.
          • lola211 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 22:54
            znam na peczki rodzin całkiem nie prostych, wprost na odwrot,
            >
            > gdzie sie praktykuje, owszem, jak najbardziej.

            Alez wiem, bo sama widze.I mnie taki model nie odpowiada.
            Wlasnie wczoraj uslyszalam od wlasnej matki , ze "pyskuje"! Byla oburzona, ze
            sie z nia nie zgadzam i smiem wyrazic wlasne zdanie, a nawet podniesc glos! Jak
            to - do matki tak?
            Kurcze, cos sie komus pomylilo, matka to, za przeproszeniem, swieta krowa? A ja
            mam byc jak to ciele pokorne?
            • scher Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 27.03.07, 19:30
              lola211 napisała:

              > Wlasnie wczoraj uslyszalam od wlasnej matki , ze "pyskuje"! Byla oburzona, ze
              > sie z nia nie zgadzam i smiem wyrazic wlasne zdanie

              Raczej była oburzona, że wyrażasz je po chamsku.

              > Kurcze, cos sie komus pomylilo, matka to, za przeproszeniem, swieta krowa?
              > A ja mam byc jak to ciele pokorne?

              Nie do końca wyrosłaś chyba jeszcze z wieku buntu przeciw rodzicom. Kiedy
              naprawdę dojrzejesz, przestaniesz "walczyć" o prawo do bycia osobą odrębną.
              Staniesz się nią.

              Sz.
              • owocoskala Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 10.04.07, 09:43
                > Nie do końca wyrosłaś chyba jeszcze z wieku buntu przeciw rodzicom. Kiedy
                > naprawdę dojrzejesz, przestaniesz "walczyć" o prawo do bycia osobą odrębną.
                > Staniesz się nią.
                Masz szczęście w życiu scher i nie wiesz jacy potrafią być rodzice. Byc może
                ona rozmawiała całkiem normalnie jak z kims równym i miała własne zdanie i to
                wystarczyło właśnie by została oceniona jako osoba "pyskująca". Możesz mieć
                doktorat i 35 lat i być cenionym specjalistą a dla prostych rodziców tylko za
                przeproszeniem "głupim gó..arzem" sad To rodzi też wiele innych problemów tacy
                rodzice na stare lata nie chcą przyjąć żadnej pomocy materialnej czy porady od
                dzieci które z natury powinne być im "podległe". Taki model patrialchalny
                zupełnie się nie sprawdza w dzisiejszym świecie.
        • marghe_72 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 22:02
          lola211 napisała:

          > Rodzice mieli decydujące zdanie odnośnie tego, co będzie robić rodzina.
          > > Dzieci wiedziały, co im wolno, a co nie
          >
          > I czesto byly traktowane jak ryby, co to glosu nie maja.Przedmiotowo.Miały
          byc
          > karne, posłuszne i nie pyskowac.Swoje zdanie na jakis temat- wykluczone.
          > A rodzic to swietosc, chocby głupi byl jak but.
          >
          > Dzekuje serdecznie za takie wzorce, do dzis w rodzinach prostych ludzi taki
          > model sie praktykuje.Cos o-k-r-o-p-n-e-g-o.


          Interesujący rodzice z takich dzieci wyrastali..
          Na szczęście czasy się zmieniają. Banał, ale prawdziwy
        • owocoskala Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 10.04.07, 08:54
          > Dzekuje serdecznie za takie wzorce, do dzis w rodzinach prostych ludzi taki
          > model sie praktykuje.Cos o-k-r-o-p-n-e-g-o.
          Zgadza się smile, coś wiem na ten temat. Konsekwencją jest utrata miłości i
          szacunku do rodzica. Dziękuję, postoję a swoje dziecko będe wychowywać bardziej
          po partnersku.
    • a_weasley Z życia wzięte 26.03.07, 19:52
      nisar napisała:

      > Tak sobie patrzę dookoła i wywodzę następujący wniosek: wiodącą tendencją w
      > wychowaniu dzieci w dzisiejszej Polsce jest stawianie dziecka na piedestale.
      > traktowanie go jak partnera, jakkolwiek dziecko z natury rzeczy partnerem nie
      > jest. alokacja dóbr rodzinnych w systemie 90%/5%/5% (udziały:
      > dziecko/matka/ojciec).

      Do tego miejsca, z wyłączeniem traktowania jak partnera, rzecz to nienowa i w
      moim jedynackim pokoleniu (w mojej klasie podstawówce na 11 chłopców rodzeństwo
      miało czterech!) popularna. Pokolenie naszych rodziców, z traumą wojennej i
      tużpowojennej biedy, było podatne na obsesję "ja nie miałem, to niech mały ma".
      Przypuszczam, że jak nie standard życia, to ambicje konsumpcyjne 30 lat temu a
      teraz różnią się podobnie jak wtedy a 30 lat wcześniej, więc nie dziwi mnie
      działanie podobnych mechanizmów.
      I znów widzę małolatów maszerujących ulicą do figury obok kulisa z tornistrem.
      Niektórych moich kolegów też tak obsługiwano.

      > Pozwalanie
      > na podejmowanie decyzji co do kierunku wyjazdu całej rodziny (o ile rodzinę
      > na to stać, jeśli nie - wiadomo że wyjedzie dziecko. Rodzice w tym czasie
      > odmalują mieszkanie), marki samochodu kupowanego dla rodziny itd.

      Z mojej dalszej rodziny.
      Rok 1968. Moja siedmioletnia druga kuzynka jest jedynaczką. Ciocia dzieląc dobre
      rzeczy na stole, daje część sobie, część Kasi, część wujkowi. Sobie najmniejszą.
      Pewnego dnia powiedziała "Kasiu, ty podziel".
      Kasia podzieliła. Mamie dała najmniej. Nie nauczyła się, że "sobie najmniej",
      tylko, że "mamie najmniej".
      Minęło 12 lat. Kasia już nie jest jedynaczką - 10 lat temu urodził się Wojtek.
      Rodzina jest sytuowana jako tako. Dwa pokoje w bloku, skoda octavia rocznik
      1963. Nie biedni, ale żadne burżujstwo.
      Kasia wparowuje do domu z informacją, że ma okazję z koleżanką dobrze sytuowaną
      załapać się na jej rodzinny wypad na narty na lodowiec. Jest to rok szkolny
      1979/80 i wyjazd w Alpy to jest większy cymes niż teraz. I koszt, nawet jeśli
      jak na taką akcję ma być tanio, to w kategorii open jest poważny.
      Kasia obliczyła. Rodzinę stać, żeby ona pojechała.
      Była bardzo zbulwersowana, kiedy rodzice przypomnieli, że jeszcze oni i Wojtek
      też by chcieli coś z zimą zrobić...
      • a_weasley P.S.: Z życia wzięte 26.03.07, 19:56
        a_weasley napisał:

        > Do tego miejsca, z wyłączeniem traktowania jak partnera, rzecz to nienowa i w
        > moim jedynackim pokoleniu
        <ciach>
        > I znów widzę małolatów maszerujących ulicą do figury obok kulisa z tornistrem.
        > Niektórych moich kolegów też tak obsługiwano.

        a teraz widzę, że to wiele tłumaczy. Przecież właśnie dzieci tego pokolenia są
        teraz we wczesnej podstawówce.
    • vharia Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 26.03.07, 22:05
      Ja się zgadzam: tendencja jest, aczkolwiek kiedy wyraziłam swego czasu podobny pogląd, to przeczytałam, że "wcale ze nie".
      I tak uważam, że tak i że dzisiejsze rozumienie partnerstwa to już nie partnerstwo, tylko przegięcie w drugą stronę. Kiedyś dzieci miały byc podnóżkiem swoich rodziców, dziś rodzicemają służyć dzieciom.
      Tak do końca nie wiadomo, jakie będą długofalowe skutki. Być może życie i tak to wszystko weryfikuje a rodzice- cóż, ważni, ale nie aż tak, aby uniemożliwić światu "dowychowywanie" ich potomkasmile
    • e-ftalo Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 31.03.07, 14:15
      Krótko mówiąc tendencja w wychowaniu jest taka,aby zapewnić dziecku dobrobyt
      materialnyirozrywki,natomiast tą właściwa część wychowawczą zwalić na różne
      instytucje jak np szkoły,pszedszkola,świetlice,itd,bo rodzice nie mają czasu.A
      niestety wychowanie i nauczanie wymaga czasu,o czym najlepiej wiedzą
      nauczyciele,i tzw pedagodzy którzy musieli wiele czasu poświęcić aby uzyskać
      swoje dyplomy,wiele praca napisać.

      Ja nie lubię skrajności w żadnym kierunku.Całą wiedzę na temat wychowania znam
      z praktyki,z doświadczeń innych osób.Nie interesują mnie wydumane teorie,gdyby
      była taka możliwość,dużo czasu poświęciłbym na wychowanie,nauczanie,bo po
      prostu to jest mi bliskie całe życie.Rzeczy materialne są u mnie na 2
      miejscu,niestety nie mam takiej możliwości nia swoich ani nieswoich,mam
      związane ręce i brak pola do działań.

      Wy na tym forum nie wiecie jak to jest nie mieć dzieci i nie umiecie należycie
      wypełnić swojej roli wychowawczej.
      • sabciasal Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 05.04.07, 12:50
        e-ftalo napisał:
        Ja nie lubię skrajności w żadnym kierunku.Całą wiedzę na temat wychowania znam
        z praktyki,z doświadczeń innych osób. Nie interesują mnie wydumane
        teorie,gdyby była taka możliwość,dużo czasu poświęciłbym na
        wychowanie,nauczanie,bo po prostu to jest mi bliskie całe życie.

        Wy na tym forum nie wiecie jak to jest nie mieć dzieci i nie umiecie należycie
        > wypełnić swojej roli wychowawczej.


        My na tym forum faktycznie w wiekszości nie wiemy, jak to jest nie miec dzieci.
        W większości je mamy i nasze podejscie zazwyczaj wynika z praktyki.
        Ale za to mamy takie niepojęte szczęscie, ze ty jestes razem z nami.
        I może teraz dzięki tobie będziemy już należycie wypełniac swoją rolę
        wychowawczą.

        To do dzieła e-ftalosmile!!


    • aniko16 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 09.04.07, 17:40
      Jest dokładnie tak jak to opisałaś. I nie oburzajcie się tylko spojrzyjcie w
      lustro.
      • beti222 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 10.04.07, 18:12
        Zgadzam się z autorką wątku. W podobny sposób mama mojej koleżanki ją
        wychowywała. Koleżanka jest w moim wieku - dorosła - 23 lata, a zachowuje się w
        stosunku do rodziców jak i do reszty otaczającego ją świata w sposób bardzo nie
        dobry. Wymaga od matki pieniędzy i to sporo, matka pracuje, ale nie zarabia
        kokosów, koleżanka też pracuje i też ma niewiele, ale na własne przyjemności
        (mieszka z rodzicami, więc oni ją utrzymują) myślę, że 1000 złotych wystarczy,
        ale koleżanka przecież wszystko przebawiła na imprezie, a chce przecież buty,
        kurtkę skórzaną i nowe dżinsy (wszystko oryginalne oczywiście) no i zanim matka
        dostała trzynastkę, to koleżanka co do złotówki ją rozdysponowała. Matka wraca z
        pracy do domu, zabiera się za obowiązki pani domu. Sobie nie kupuje nic oprócz
        jedzenia. 23 letnia dziewczyna ciągnie od matki wszystko. Taka postawa trutnia.
        Matka jej opowiadała mi, że Kasiunia jest wspaniała, kochana i że wszystko by
        jej oddała, zawsze tak było. Kasiunia ma matkę w tym samym miejscu, w którym ta
        matka chyba sama siebie ma. Swoją drogą z Kasiunią nie mam już kontaktu, urwałam
        , ja nie jestem jej matką, na której może żerować, a właśnie tego chciała i
        bynajmniej nie chodziło o kasę. Po nie długim czasie dowiedziałam się że reszta
        jej nielicznych znajomych jak domino poleciała za mną. Kasiunia w tej chwili
        została sama, bo nikt nie chce mieć z nią nawet dalszego kontaktu. Wysysa
        energię z ludzi. Rodzice robią krzywdę dzieciom traktując ich jak centrum
        świata, bo życie okazuje się inne, znajomi już nie widzą tej doskonałości jaką
        widzą rodzice i nie potrafią się dopasować pod zachcianki rozpieszczonej już
        dorosłej osoby. Tacy ludzie tylko na tym cierpią. Swiat sobie bez nich poradzi,
        oni bez świata nie.
        • kalosze2 Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 11.04.07, 09:47
          Z trochę innej strony, ale w temacie jedzeniasmile
          U mnie w domu mama dzieliła obiad z garnków tym samym systemem: ojciec dostawał
          pierwszy, najwięcej i największy kawałek mięsa (chociaż ani nie pracował
          fizycznie, ani nie był wysokiego wzrostu), potem dzieci dostawały najładniejsze
          kąski, reszta lądowała w talerzu mamy, poza tym mama "utylizowała" resztki po
          dzieciach (żeby się nie zmarnowałowink
          Dziś kolejność jest taka: ojciec, mój 10 lat młodszy brat, mój mąż, na końcu ja
          i mama- tradycyjne resztki, a jak brakuje miejsca przy stole, sama leci do
          kuchni "dobra, zjem sama w spokoju" wink
          Ciekawe, że mojej mamie do głowy by nie przyszło, że to nie jest w porządku i
          wobec niej, i mnie, i tych jej najważniejszych facetów.
          Ja nie będę tak robić. Niech córka nie myśli, że jest z jakiejś przyczyny gorsza
          od brata, a mama gorsza od taty, i dzieci lepsze od rodziców.
          Niby drobiazg, a ile przemyśleńsmile
    • nisar Wyjaśnienie skąd mi się wziął temat. 11.04.07, 13:11
      Otóż rozmawiałam ostatnio ze swoją ciotką, której dziecko zawsze miało bardzo
      wiele - w takim znaczeniu w jakim wiele można było mieć w latach
      osiemdziesiątych, niemniej na pewno więcej niż inne dzieci (było ich stać, więc
      kupowali). Jednocześnie dziecko to miało zawsze bardzo znaczący głos przy
      podejmowaniu decyzji rodzinnych, bardzo często słyszałam "bo ona chciała".

      Dziecko ma obecnie dwadzieścia kilka lat, pracuje, ma męża, mieszkają z ciocią.
      I nasila się problem, że nie stać ich na to wszystko, co ona by chciała mieć.
      Bo ona by chciała wybudować dom, a zarobki nie te. Bo ona by chciała nowy
      samochód a nie używany. Bo ona by chciała móc chodzić do restauracji kilka razy
      w miesiącu, a nie ma na to. Bo nie stać na kurtkę za dwa tysiące. I tak dalej.
      Frustracja i rozczarowanie życiem rośnie. Doszło do wypowiedzi "jak ja mam tak
      wegetować, to wolałabym nie żyć". Nie przeceniam wagi tych
      ewidentnie "chlapniętych" słów, ale ich wydźwięk jest jednoznaczny.
      I stąd niniejszy wątek - być może przykład kuzynki jest odosobniony, ale jeśli
      nie? Jeśli posiadanie dużo w dzieciństwie warunkuje potem takie odczucia w
      dorosłym życiu? Jak wypośrodkować dawanie dziecku i oczekiwanie od niego, by
      nie było sfrustrowane że inni mają więcej, ale też by wiedziało, że nie może
      mieć wszystkiego, że na niektóre rzeczy trzeba poczekać, że potrzeby innych też
      są ważne?

      Ja bardzo poproszę o "instrukcję obsługi dziecka". To nie fair, że przychodzą
      na świat jako wielka zagadka, a potem się człowiek tylko wiecznie zastanawia
      czy robi dobrze.
      smile
      • ela_tuptus Re: Wyjaśnienie skąd mi się wziął temat. 11.04.07, 13:56
        może nie instrukcja, ale przykład z życia wzięty.
        Moje wójostwo: 2 dzieci (obecnie po 20parę lat).
        mieli prawie wszystko, co nie oznacczało:
        -od razu i w tym momencie
        -od ok. 6lat musieli sobie dozbierać 10-50% kwoty
        -rodzina nie przeliczała wszystkie na kasę i marki
        -kupowalo się i nadal kupuje to co potrzebne i dobrej jakości a nie np. markowe
        ubrania bo w innych to wstyd.
        - razem rozmawiali i planowali zakupy. decydujacy głos mieli rodzice
        - razem zajmowali sie domem, dzielili obowiązki itp
    • e-ftalo Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 11.04.07, 15:32
      Tak mi się nasunęła refleksja,że z tą naszą tendencją w wychowaniu jest coś
      nietak.Bop z jedej strony wydaje się że dziecko jest w centrum,ale z drugiej
      strony jego wychowanie jest "bezstresowe" czyli totalne olewactwo
      wychowawcze,przerzucenie najważniejszych problemów na instytucje.Jest to
      najzwyklejsze LENISTWO rodziców.

      Dziwne zestawienie,efekty tego są żałosne.Bo niby mogłoby się wydawać że
      dziecko niewychowane powinno poszukiwać zasad i dążyć do stanu naturnego jakim
      byłoby jego podporządkowanie się sile wychowawczej jak np szkoła czy ktoś inny.
      Jednak z uwagi na jego wysokie mniemanie i stanie w centrum,nie odczuwa takiej
      potrzeby,uważa że wszystkiego samo się nauczy najlepiej,jest
      samowystarczalne,nie chce aby ktoś na nie wpływał,ma bardzo silne blokady przed
      wpływem dorosłych,szkoły sobie nie radzą.
      Taki stan jest bardzo niedobry,ponieważ dziecko nie jest w stanie samo się
      wychować i samo sobie wystarczyć,zagrożony jest jego rozwój intelektualny,co
      już widać gołym okiem i naprawdę żal mi takich dzieci,które nic nie potrzebują
      niczym nie są zainteresowane a są ciemne jak noc.

      Ta tendencja jest bardzo niebezpieczna i uważam powinny ruszyć jakieś kampanie
      społeczne w polskich mediach aby rodzice sobie uświadomili.

      -------
      ps apropo powyższego posta z 31 marca,fakt nieposiadania własnych dzieci
      pozwala na szersze spojrzenie na sprawy wychowania i obserwacje.Nie jest on
      równoznaczny z brakiem kontaktu z dziećmi. W Polsce jest wiele rodzin
      bezdzietnych,wynika to między innymi z kiepskiego ustawodactwa w zakresie
      adopcji i niedoinformowania społeczeństwa.
      • verdana Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 11.04.07, 16:53
        Ja miałam to w dziecinstwie , co chcialam mieć, w granicach zarobków i rozsądku
        rodzicow. Jak na coś mieli, to kupowali. jak nie mieli- nie kupowali, a ja się
        nie domagalam, bo wiedzialam, ze nie ma i już. Rzeczy nie były problemem - stac
        nas, to możemy kupic, nie stać, to nie kupujemy - i tyle.
        I moj stosunek do rzeczy pozostał wlaśnie taki - chetnie kupię, ale niczego
        miec nie musze. Nie marzę o rzeczach. Podobnie moje dzieci, które nawet nie
        bardzo wiedzą, co chciałyby dostać na urodziny, bo "wszystko" maja. A to
        wszystko to na moje oko polowa tego co mają rówieśnicy.
        Natomiast mam co najmniej trzy przykłady dzieci wychowywanych "surowo". Rodzice
        zamozni, dziecko niemal bez pieniędzy, wychowywane w zasadzie " będziesz
        zarabiał, to bedziesz miał". Dziecinstwo spędzone na marzeniach o tym, co mialy
        inne dzieci, na co rodziców było stać "z palcem w nosie", ale nie kupowali,
        żeby dziecko sobie nie myślalo, ze może miec wszystko.
        Efekt - najwazniejsze teraz w ich zyciu sa pieniądze. Kolezanka zrezygnowała z
        wymarzonego zawodu, i zarabia, zarabia, zarabia... Szczęśliwa nie jest.
        • owocoskala Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 11.04.07, 20:50
          Rodzice
          >
          > zamozni, dziecko niemal bez pieniędzy, wychowywane w zasadzie " będziesz
          > zarabiał, to bedziesz miał". Dziecinstwo spędzone na marzeniach o tym, co
          mialy
          >
          > inne dzieci, na co rodziców było stać "z palcem w nosie",
          Nie, wiem jak to jest, może problemy pojawiaja się gdy przsadnie kładziemy
          nacisk na coś np. gdy na jedzenie pojawić sie może anoreksja, gdy zabraniamy
          ponad miarę rzeczy albo przesadnie obsypujemy dziecko nimi czyniąc z nich
          głowny "dowód miłości". Zanam przypadek gdy matka specjalnie nie zajmowała sie
          osobiście dzieckiem (moją rówieśnicą) za to dostawało ono znacznie więcej niż
          ja mimo że mój ojciec był znacznie bogatszy. Dziewczyna uważała że jej się
          pewne rzeczy po prostu "należą" szukała w dorosłym życiu bogatych starszych
          sponsorów, czy wręcz kradła pieniądze jeśli na coś potrzebowała np. matce ale
          nie tylko.
          Ale czy można to jakoś uogólniać? Może to jest też kwestia charakteru po
          prostu? Myśle po latach że ta osoba miała rys psychopatyczny w sobie - w sensie
          nikiłej uczuciowości i dążeniu do celu po trupach. Z takimi rzeczami chyba
          ludzie się rodzą.
          • verdana Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 11.04.07, 21:41
            Nie, ja mysle, ze w ogole jest niedobrze, gdy z posiadania/nieposiadania rzeczy
            robi sie wazny element wychowania. Dawanie ponad swoje możliwości, bo
            dziecko "musi mieć", jak i nie dawanie "bo sie rozpusci' to najlepsza droga do
            wychowania kogoś, dla kogo życie bedzie skladało się z tego, co moze sobie
            kupić.
            Obdarowywanie dziecko powinno wynikać z jego potrzeb, albo po prosto dlatego,
            ze mamy czasem ochote dac mu coś fajnego. jako prezent, nie tylko jako "rzecz".
            Jezeli dziecko zyje na podobnym poziomie co rodzice , jezeli w domu nie mowi
            się stale, co rodzice zamierzaja kupić, to chyba problem w ogóle nie ma
            wielkich szans się pojawić.
            Natomiast wydaje mi się, ze dziecko zyjące "ponad stan" i dziecko zyjące
            wyraźnie biedniej niż rodzice nie musi mieć wcale zadnych wrodzonych
            predyspozycji, by szczęście upartywać w tym, co jest do kupienia.
            • nisar Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 12.04.07, 11:06
              Problem zaczyna się w momencie, gdy rodziców faktycznie stać na prawie
              wszystko. I dziecko o tym wie.
              Wtedy nie ma argumentu nie kupię bo nie mam pieniędzy, wiadomo że je mam. Wtedy
              trzeba znaleźć inny wyznacznik kupowania/niekupowania. Zwłaszcza, że starsze
              dziecko coraz mniej jest kształtowane przez dom, coraz więcej przez środowisko
              np. szkolne.
              • bi_scotti Re: Wiodąca tendencja w wychowaniu. 12.04.07, 22:14
                Bo sa decyzje, ktore rodzice musza podejmowac niezaleznie od zdania dziecka na
                jakis tam temat ale jest bardzo duzo decyzji, ktore trzeba dziecku nie tylko
                wyartykulowac ale i uzasadnic logicznie na miare tego dziecka. Moi rodzice np.
                wielu rzeczy mi nie kupowali lub pozwalali z nich korzystac tylko w domu zeby
                nie robic przykrosci kolezankom, ktore takich rzeczy nie mialy. I ja to
                doskonale rozumialam, nie buntowalam sie i uwazalam za normalne, ze szpanowanie
                rzeczami jest czyms nieeleganckim i nagannym. Jakos tam moi rodzice umieli to
                przelozyc na jezyk kilku-latki podobnie jak rodzice Verdany byli w stanie
                wytlumaczyc Jej zaleznosc pomiedzy zasobami pienieznymi rodziny a spelnianiem
                marzen w sklepie. Mnie sie wydaje, ze wiele z tego, co mozna uznac za bledy
                wychowawcze wynika z niecheci lub nieumiejetnosci mowienia wlasnym
                dzieciom "nie" i uzasadniania swojego stanowiska w sposob dla dzieci
                zrozumialy. Duzo prosciej jest powiedziec "tak" i miec dziecko "z glowy". To
                sie tyczy nie tylko zakupow ale wielu zachowan, ktore chcemy modelowac a czasem
                musimy korygowac jako rodzice lub opiekunowie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka