Dodaj do ulubionych

Goście naszych dzieci...

02.07.07, 11:55
Jak do tego podchodzicie? mam na myśli dzieci w wieku ok 6 lat. Odkąd jest
ciepło, codziennie mam w domu "przedszkole". Mieszkamy ne podmiejskiej wsi,
dzieci sąsiadów (koledzy i koleżanki mojego syna z przedszkola) przychodzą po
południu a od kiedy zamknięte jest przedszkole to najchętniej już w południe.
Mój syn też często chodzi do kolegów i koleżanek ale proszę by wrócił z
powrotem najdalej za godzinę, chyba ze ustalę z opiekunami tamtego dziecka,
ze może być dłużej. mam wrażenie jednak, że niektórym rodzicom jest na rekę
jak ich dziecko bawi się u sasiadów - wtedy w domu maja spokój. (ja prowadzę
własna działalność, dużo pracuję w domu i chyba niektórym się wydaje, że mam
mnóstwo wolnego czasu) Dzieciaki (stała grupa 6-cioro- chłopcy i dziewczynki)
bawią się w zasadzie zgodnie, głównie w ogrodzie ale jak to dzieci, co chwilę
wpadaja do domu na siku, ciagle chca pić,a i ja co jakis czas staram się
kontrolowac co robia na zewnatrz, reaguję jak jest za głośno. Ostatnio syn
poszedł na godzinę do kolezanki. Widziałam, ze bawia sie na podwórku, że jest
mama tamtej dziewczynki. Nie minęło 30 minut jak oboje zjawili się u nas.
Poniewaz popsuła się pogoda bawili się w domu, grali na komputerze itp.
grzecznie i spokojnie. Ale w pewnym momencie Ala mówi do mnie "proszę mi
powiedzieć, jak będzie 18-ta, bo mam wtedy wrócic do domu" Zdębiałam, była
dopiero 14-ta! W dodatku nigdy donas nie pofatygował się nikt z rodziców tej
dziewczynki aby zapytać, choćby grzecznościowo, czy nie mam nic przeciwko
wizytom ich dzieci itp. mamę taj małej znam tylko z zebrań w przedszkolu, nie
zamieniłam z nią więcej słów niz "dzień dobry". Nie wyobrażam sobie wysłac
dziecko do sasiadów na 4 godziny, nie uzgadniajac tego wcześniej z
opiekunami! szczerze mówiąd ja nigdy nie przepadałam za dziećmi więc może
dlatego tak mnie to zirytowało. Ale może na wsi sa takie zwyczaje?
że "wszystkie dzieci nasze są"? Co o tym myślicie? czepiam się i wynajduję
problemy czy jestem za mało asertywna...
Obserwuj wątek
    • rycerzowa Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 12:02
      Po prostu jesteś mamą jedynaka.
      Albo masz pusty dom,
      albo pełno obcych dzieciaków,
      albo dziwak w domu.
      Możesz wybierać.

      • lola211 Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 12:06
        U mnie bywaja kolezanki corki pojedynczo, kiedys zaprosilam kilka i to byl
        ostatni raz- wr.., gdybym chciala miec demolowane mieszkanie i wrzaski w domu,
        urodzilabym sobie kilkoro po prostu.
        Zastanawia mnie kategoria "dziwaka", mozesz rozwinac?
      • bettina16 Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 12:17
        rycerzowa napisała:

        > Po prostu jesteś mamą jedynaka.
        > Albo masz pusty dom,
        > albo pełno obcych dzieciaków,
        > albo dziwak w domu.
        > Możesz wybierać.
        >
        Nie jestem mama jedynaka (co jedynactwo ma tu do rzeczy?), mam jeszcze
        młodszego syna ale dwulatka raczej nie odwiedzaja koledzy samodzielnie, więc o
        tym nie pisałam...
        Poza tym chyba nie zrozumiałaś - nie chcę miec pustego domu ale pomiędzy pustym
        domem a często pełnym obcych dzieciaków jest jeszcze cos pomiędzy?
        A co do dziwaka - to niby mój syn będzie dziwakiem jak narzucę jakieś
        ograniczenia tych wizyt? czy to ja jestem dziwakiem bo nie chcę mieć domu
        pełnego obcych dzieci przez pół dnia? A może coś jeszcze innego miałaś na
        myśli? bo nie zrozumiałam
        • justi54 Re: bettina16 02.07.07, 12:40
          Masz prawo do prywatności we własnym domu, do zabawy tylko ze swoimi dziećmi a
          przede wszystkim masz prawo decydowania kto odwiedza twoje dziecko. Jesteś za
          mało stanowcza a swoim postępowaniem tylko utwierdasz sasiadów, ze tobie (bo
          pracujesz w domu) można podesłać gromadkę dzieciaków kiedy i na ile się chce.
          Zrób numer i odeślij raz czy drugi takiego "nieproszonego" gościa rodzicom
          nawet jeśli twoje dziecko protestuje, albo Ty zastosuj taktykę "kukułczego
          jaja" wobec sąsiadów. Ja z kolei miałam problem z jednym z kolegów syna z
          przedszkola. Mój syn przez wakacje zalicza dyżurne przedszkola, odbierany jest
          przez nas rodzoców około 16 i wracamy do domu a tam juz czatował na niego
          znudzony po całym dniu siedzenia w samotności ten kolega (opiekuje się nim mama
          lub babcia) no i one ubzdurały sobie, że dzieciaki będą się razem do wieczora
          ładnie bawić, oczywiście u nas. Zrobiłam drastyczne cięcie od razu mówiąc, że
          po całym dniu pracy chcemy być z synem a mamy na to tylko 3 godziny od 16 do 19
          bo potem kolacja i do łóżka. Wizyty są możliwe, ale nie za często i po
          wcześniejszym ustaleniu.
        • rycerzowa Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 12:48
          bettina16 napisała:

          nie chcę miec pustego domu ale pomiędzy pustym
          >
          > domem a często pełnym obcych dzieciaków jest jeszcze cos pomiędzy?

          Bardzo trudno jest być "troszeczkę w ciąży", a już dzieci to wcale nie wiedzą,
          co to umiar.

          > A co do dziwaka - to niby mój syn będzie dziwakiem jak narzucę jakieś
          > ograniczenia tych wizyt? czy to ja jestem dziwakiem bo nie chcę mieć domu
          > pełnego obcych dzieci przez pół dnia? A może coś jeszcze innego miałaś na
          > myśli? bo nie zrozumiałam

          Nie jestem teoretykiem, piszę z życia.
          Wśród moich krewnych i znajomych mam sporo rodzin z jedynakami, lub "podwójnymi"
          jedynakami. I jest jak piszę - albo znikają na całe dnie z domu, albo dom jest
          pełen ludzi ( oj, ile jest kłopotu z wykarmieniem czeredy nastolatków),albo
          delikwent jest posłuszny i spędza całe popołudnia w domu, z komputerem, z
          książkami,z telewizją, albo z mamusią. Ten trzeci typ najbardziej martwi, i
          słusznie.

          Z trojga złego opcja z domem pełnym obcych dzieciaków jest najsympatyczniejsza.
          Jasne, trzeba troszkę ograniczyć, ustalić przynajmniej godziny od-do.
          • mama303 Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 13:43
            Wśród moich krewnych i znajomych mam sporo rodzin z jedynakami, lub "podwójnymi
            > "
            > jedynakami. I jest jak piszę - albo znikają na całe dnie z domu, albo dom jes
            > t
            > pełen ludzi ( oj, ile jest kłopotu z wykarmieniem czeredy nastolatków),albo
            > delikwent jest posłuszny i spędza całe popołudnia w domu, z komputerem, z
            > książkami,z telewizją, albo z mamusią. Ten trzeci typ najbardziej martwi, i
            > słusznie.

            Najlepiej moim zdaniem miec w domu typ będacy kombinacją trzech wymienionych
            przez Ciebie
          • lola211 Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 14:57
            > Z trojga złego opcja z domem pełnym obcych dzieciaków jest najsympatyczniejsza

            Moze dla ciebie.Ja bym tego nie zniosla- czeredy dzieciakow dzien w dzien,
            koszmar jakis.
            • rycerzowa Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 16:05
              lola211 napisała:

              > > Z trojga złego opcja z domem pełnym obcych dzieciaków jest najsympatyczni
              > ejsza
              >
              > Moze dla ciebie.Ja bym tego nie zniosla- czeredy dzieciakow dzien w dzien,
              > koszmar jakis.


              Ja też. Dlatego mam czeredę własnych. wink
    • mama303 Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 12:46
      Musze Ci powiedzieć że mam podobnie z moja córką /4,5 roku/ Mieszkamy na
      osiedlu gdzie ogródki są nie ogrodzone i dzieciaki sobie chodzą swobodnie od
      domu do domu.
      Jakos tak się składa że do nas na ogródek przychodzi przeważnie kilkoro dzieci
      i się super czują. Z jednej strony to cieszy że tak lubią towarzystwo mojej
      małej i nasze ale z drugiej … no czasem jest to bardzo męczące bo chciałaby się
      mieć trochę spokoju a i nie zawsze mam dla wszystkich gości pic czy przekąskę a
      głupio tak dawać córce cos do przegryzienia w obecności innych dzieciaków.
      Dlatego przyjęliśmy pewne zasady:
      - Jak mała jest na dworze – dzieciaki mogą sobie być do woli.
      - jak jest jedzenie- córcia przeprasza gości i idzie do domu, oni Ida do siebie
      - do mieszkania może zaprosić koleżankę lub kolegę po uprzednim z
      nami /rodzicami/ uzgodnieniu warunków.
      - jeśli rodzice gościa nie uzgodnili z nami czasu wizyty – kiedy uznamy że jest
      to konieczne gość zostaje grzecznie wyproszony do domu.
      - córka ma zakaz samowolnego chodzenia sobie do mieszkania koleżanek, bez
      uzgodnienia ze mną /lub tatą/ i mojej rozmowy z rodzicami koleżanek do której
      godziny może przebywać.

      Powiem szczerze że jeśli nie chcesz mieć non stop przedszkola w domu – trzeba
      wprowadzić trochę rygoru – przyda się i dzieciom i mam wrażenie że także
      niektórym beztroskim rodzicom, którzy chętnie i często pozbywają się dziecka z
      domu i maja święty spokój, nie myśląc że inni go nie mają.
    • mor_lena Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 13:04
      Moja 6 - letnia córka jest również bardzo towarzyska, chętnie zaprasza do
      siebie dzieci, ale mamy ustalone pewne reguły. W ogródku mogą biegać, ile chcą,
      dopóki córki nie zawołam do domu (wtedy reszta dzieci jakoś tak automatycznie
      się "zmywa"). Jeśli ma iść do kogoś do domu, ustalam z rodzicami tego dziecka,
      czy nie przeszkadza i do której może być, i na odwrót - jeśli do nas przychodzą
      dzieci z sąsiedztwa, to po uprzednim (lub czasem jednoczesnymsmile) uzgodnieniu. Z
      sąsiadami mamy dobre kontakty i są to ludzie na poziomie, tak więc nie ma
      problemu, gdy np. mamy już jakieś plany, a dzieci akurat ustaliły sobie wizytę.
      Naprawdę nie mam trudności z powiedzeniem "dziś nie, bo jedziemy na zakupy/mamy
      sprzątanie/idziemy gdziekolwiek/mamy inne plany" itp.
    • kakuba Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 13:47
      ech... a za moich czasów.. tzn jak ja byłam dzieckiem (bo moja córcia ma 13
      miesiecy dopiero) rodzice nauczyli mnie, że mogę zaprosić koleżanki do domu
      tylko za zgodą i wiedzą moich rodziców
      (i o ile pamietam mogłam zaprosić nie wiecej niż 2-3 osoby na raz)
      kiedy ja chciałam do kogoś iść do domu, to też musiałam spytać moich rodziców o
      zgodę (i pamietam, że były wtedy koleżanki, które nie mogły zapraszać do siebie
      znajomych bo np mama pracowała w domu jako krawcowa czy tata jako tłumacz)

      myślę, że zamiast rozmawiać z wszystkimi dziećmi w swojej okolicy, po prostu
      porozmawiaj ze swoim dzieckiem i ustal mu zasady - kiedy i ile osób może
      zaprosić do waszego domu/ogrodu
      myślę, że dzieci zrozumieją, jeśli usłyszą, ze w domu nie można sie bawić bo
      ktoś pracuje
      za to co jakis czas można zrobić jakieś kinder-party i wtedy zrobić wieksza
      imprezę

    • bettina16 Re: Goście naszych dzieci... 02.07.07, 14:50
      dziękuje za wszystkie wypowiedzi. Chyba rzeczywiście muszę być bardziej
      stanowcza. mam wrażenie że cała sytuacja zaczęła mi wymykać sie spod kontroli,
      na zasadzie "daj palec itd..." Teraz moje dzieci wyjechały na dwa tyg do babci,
      więc będzie okazja, żeby po powrocie wprowadzić nowe zasady.
      Teoretycznie nie powinno mi przeszkadzać jak bawia się w ogródku, ale nie
      potrafię się wtedy wyłaczyć, mam wrazenie ze skoro sa na moim terenie to tez
      odpowiadam za ich bezpieczeństwo i co jakis czas zerkam, czy na cos się nie
      wspinaja albo nie robią czegoś głupiego/niebezpiecznego. W dodatku jak 5-6
      dzieci w ciagu godziny choćby raz kazde przyjdzie siku a potem pić, to i tak
      jest niezłe zamieszanie, mimo ze bawia się na dworze.
      • mozambique Re: Goście naszych dzieci... 03.07.07, 11:43
        "mam wrazenie ze skoro sa na moim terenie to tez
        > odpowiadam za ich bezpieczeństwo i co jakis czas zerkam"

        no iw łąsnei , bardzo istotny aspekt, porusozny dopeiro teraz

        gdyby cos sie któremus z dzieci stało na towim podórku ,przewróci sie,
        potłucze, wybije zeba albo złąmei palec, zosatnei podrapane pzrze kota, nie
        mówiąc o powazneijszych sparwach , albo to samo zdazry u ciebei w domu ( gdy
        dzieko wejdzie na siusiu) mogą byc niemiłe konsekwencje dla ciebie . Bo na
        twoim terenie, pod twoją obecność itp ...Moze sie okazac ze odpowiadasz za
        zycie i zdrowie kilkorga drobiazgu aich rodzice mogą to wykorzystać ( sami
        swoje dzieci mają z głowy) .
        Dlatego słusznie myslisz o wprowdzeni jasno kreslonyh zasad. MOzan zacząc od
        tego , ze gdy obce dziecko wejdzie na siusiu czy pić , mozan je zdecydowanie
        zaprowadzic do jego włąsnego domu mówić głoono i wyraźnie , aby we włąsnym domu
        jadło i załatiwało sie . NA tyle głosno aby usłyszeli to jego rodzice.
        • acorns Traktowanie dzieci jak śmieci... 03.07.07, 12:16
          > MOzan zacząc od tego , ze gdy obce dziecko wejdzie na siusiu czy pić , mozan
          > je zdecydowanie zaprowadzic do jego włąsnego domu mówić głoono i wyraźnie ,
          > aby we włąsnym domu jadło i załatiwało sie

          Jak rozumiem, analogiczne zasady stosujesz wobec swoich gości? Przyjdą Twoi
          znajomi, komuś się zachce, a Ty mu każesz załatwiać się we własnym domu?
          Dziecko tak jak dorosły ma swoją godność, a wychowanie go nie musi oznaczać
          traktowanie go jak śmiecia, którego się wyrzuca z domu.
          • mozambique Re: Traktowanie dzieci jak śmieci... 03.07.07, 13:09
            moi goscie są dorosli, nie wymagaja podsadzania na klozecik ani wycierania
            nosa , nie wsadzają palców do kontaktu i w pełni odpowiadaja za siebei

            po za tym przychodza kiedy ich zaproszę a jak wpadaja niezapowiedziani to i tak
            ich lubie , kiedy sa w domu to nie pracuję tylko spędzam z nimi czas

            obce dzieci, krecace sie po domu i podwórku z całkowitym pominieciem moejgo
            zdania, przeszkadzające, krzyczace, zawracajace mi głowe w czasie pracy,
            wymagajace jakiejs tam uwagi i patzrenai im na ręce są uciązliwą przeszkoda

            o tym traktuje ten wątek , czyż nie ?

            proste
            • mozambique Re: Traktowanie dzieci jak śmieci... 03.07.07, 13:10
              "Dziecko tak jak dorosły ma swoją godność, a wychowanie go nie musi oznaczać
              traktowanie go jak śmiecia, którego się wyrzuca z domu. '

              wychowaniem dziecka niech zajmują jego szczesliwi rodzice a ni sąsiadki , do
              których dziecko jest "wysyłane" na pół dnia , zeby matka miała probelm z głowy
              • ibulka Re: mozambique 03.07.07, 13:45
                mozambique proszę., postaraj się pisać wolniej - bardzo męczące jest
                rozszyfrowywanie wyrazów z poprzestawianymi literkami.
                • mozambique Re: mozambique 03.07.07, 14:48
                  ok, za szybko przebieram palcami po klawiaturze
            • acorns Re: Traktowanie dzieci jak śmieci... 03.07.07, 14:13
              > obce dzieci, krecace sie po domu i podwórku z całkowitym pominieciem moejgo
              > zdania, przeszkadzające, krzyczace, zawracajace mi głowe w czasie pracy,

              To są goście Twojego dziecka. Ono też mieszka w tym domu, jest jego mieszkańcem
              i z tego tytułu pewne prawa posiada. Ja wiem że trzeba towarzystwa pilnować
              żeby domu nie rozniosło, ale to akurat można zrobić nie traktując ich jak
              śmieci.
              • mozambique Re: Traktowanie dzieci jak śmieci... 03.07.07, 14:50
                czy odprowadzenie dziecka za rączkę do domu mamusi mu uwłacza ?

                gdybym chciała dziecko ponizyc wystawiłabym za bramę podwórka bez zadnych
                komentarzy
                • mozambique Re: Traktowanie dzieci jak śmieci... 03.07.07, 14:54
                  a tak poza tym - dzieci nie są goścmi dziecka tylko jego towarzyszami zabaw

                  gosci je matka ( załozycielka tego wątku) i jako gospodarz całego tego
                  dobrodziejstwa moze swobodnie decydować ile osób, jak długo i w jaki sposób
                  bawi sie z jej dzieckiem i na jej terenie i na jej odpowiedzialnosc

                  nie dorabiajmy do piaskownocowcyh zabaw nie wiadomo jakeij filozofii, dziecko
                  jest dzieckiem i jako takei nie ma pełni praw i obowiązków przypisanych
                  dorosłym
              • mgla_jedwabna Re: Traktowanie dzieci jak śmieci... 03.07.07, 14:56
                Hmm, a czy to dziecko potrafi sie zjac "swoimi" goscmi? chyba nie bardzo. Poza tym z tego co zrozumialam, to nie dziecko autorki watku zaprasza gosci, tylko te dzieciaki przylaza same, wysylane przez swoich rodzicow. trudno, zeby dziecko autorki ponosilo konsekwencje z teo powodu. Ja bym w takiej sytuacji trzymala dom i ogrod zamkniete, zeby mi ekipa nie wchodzila samowolnie. Powodow jest az nadto, z ktorych najwazniejsze to, że autorka watku pracuje w domu i dzieci przeszkadzaja jej w pracy, jesli jest ich za wiele, oraz problem odpowiedzialnosci.

                Na wsi sa nawet ludzie, ktorzy potrafia wyslac dziecko do kolegi i liczyc na to, ze tam dostanie jesc! Na drugim biegunie stoi nasza dawna sasiadka, ktorej dzieci (w wieku zblizonym do mojego) przychozily sie do nas bawic, a w porze kolacji ich mama przynosila dwa talerze dla swoich pociech i zapowiadala, ze zjawi sie za pol godziny po puste! Sa tez mamy "wywolujace" swoje dzieci na obiad do domu albo instruujace, ze "jak chcesz pic, to chodz do domu".

                Niezaproszone dzieci odsylala bym z kwitkiem do domu. I instrukcja dla rodzicow na temat umawiania sie/wpraszania sie.
              • burza4 Re: Traktowanie dzieci jak śmieci... 03.07.07, 15:49
                dzieci i goście głosu nie mają. Muszą się dostosować.
    • masandra6 Re: Goście naszych dzieci... 10.07.07, 15:32
      Czytam ja sobie te wątki i aż skóra mi cierpnie.Nie mam jeszcze dzieci,więc nie
      wyobrażam sobie tabunu bachorów kręcących się po mieszkaniu.Bo siusiu,bo
      piciu.Jazda do niefrasobliwej mamusi.A sąsiadkę z talerzami też bym pogoniła.co
      może jeszcze mam łyżki wynieść i umyć potem wszystko.Może niech bettina pobiera
      drobne opłaty.Pięć zeta za godzinę.Co innego sporadyczne wizyty,ale nie dzień w
      dzień.rodzice owych dzieci nie posiadają krzty delikatności i taktu.Zero
      klasy.Przeganiać,przeganiać i jeszcze raz przeganiać.Nie dać sobie wejść na
      głowę.ewentualnie sprawić sobie przyjaciela dobermana.
    • agni71 Re: Goście naszych dzieci... 26.08.07, 00:26
      Koszmar, co opisujesz. Ja mam yrójkę swoich, a ostatnio na spacerze
      przyczepiła się do nas dziewczynka na rowerze (mówiła, że ma 7 lat).
      Moja najstarsza ma 5 lat, to tak na marginesie. No i jechała z nami
      pod sam dom i zapytała grzecznie, czy może wejść siuę z nimi
      pobawić. I ja, wredna baba, powiedziałam NIE. Już z moja trójką mam
      urwanie głowy, a jakbym jeszcze musiała pilnować obcego dziecka, to
      juz nie wiem, jak miałabym sobie poradzić. Córki starsze (wspomniana
      5-latka) i 3-latka nie były zainteresowane, ja chciałam im szybko
      podac podwieczorek (musiałabym więc nakarmić i te dziewczynkę), żeby
      rocznej córeczce dać kolację. No i mam psa, który nie przepada za
      dziećmi - tj nie robi im krzywdy, ale tarmoszony czy znienacka
      uderzony itp. może odruchowo skoczyć i nawet przypadkiem cos dziecku
      zrobić - nie chciałam się gimnastykować jeszcze z pilnowaniem by nic
      nikomu się nie stało. Może jestem aspołeczna, ale cóż - myślę, że
      mam prawo do decydowania, kiedy i kogo zapraszam do domu.
      Bettina, musisz być bardziej stanowcza, szczególnie, że pracujesz w
      domu i musisz mieć do tego warunki. 6-latki to jeszzce jednak małe
      dzieci - ja bym się zwyczajnie bała, że komuś się coś stanie.
      Odwiedziny, owszem, ale wtedy, kiedy mogę lepiej kontrolować
      sytuację i wtedy, kiedy mi goście nie przeszkadzają w normalnym
      funkcjonowaniu.

      aga
      • mama-oliwki3 Re: Goście naszych dzieci... 17.09.07, 00:41
        Ja mam dokładnie ten sam problem. Z tą róznicą że moja córeczka ma
        niecałe 3 latka, a przychodiły do niej z okolicy dzieciaki w wieku 6-
        9 lat. Zgadzam się całkowicie, że jest to bardzo uciążliwe i nikt
        kto tak nie miał, nie zrozumie tego. Co innego wizyty dzieci co
        jakiś czas na godzinke lub dwie, a co innego kazdego dnia gościć u
        siebie gromade dzieci, które z każdym dniem zaczynają czuć się coraz
        pewniej w obcym domu. U nas była taka sytuacja, że córeczka nie
        miała już dostepu do swoich rzeczy. Dzieci chcą jeść, pić, a
        najlepiej żeby poświęcić im czas i z nimi się bawić. Przeważnie są
        to dzieciaki których rodzice nie poświecają im czasu i są bardzo
        spragnione zabawy z dorosłymi. Ponieważ jestem osobą łagodną i
        bardzo lubię dzieci, dlatego tez długo to znosiłam. Do momentu az
        zobaczyłam że te wizyty sa dla mojej córeczki bardzo męczące, że
        nawet się nie bawi z tymi dziećmi. była przyzwyczajona do swojego
        rytmu dnia a w towarzystwie takiej gromady nie mogła nic swobodnie
        robić. Zaczęłam się też zastanawiać jak rodzice tych dzieci moga w
        ogóle je posyłac do nas, chyba kazdy normalny człowiek wie że grupa
        6-9 letnich dzieci nie ma wiele wspólnego z 3-letnim dzieckiem. Te
        dzieci przychodziły pobawic się córeczki zabawkami, popatrzeć na
        bajki, zjeść coś itp. Wykorzystywały to że zgadzalismy się na to,
        przychodząć z coraz to nowymi koleżankami i kolegami z całej
        okolicy. Doszło do tego że ja z niczym się nie wyrabiałam w domu,
        nie miałam kiedy posprzątać, ugotowac obiad. Teraz kiedy zrobiło sie
        chłodniej i nie jestesmy już tak dużo na podwórku, a dzieci
        przychodza i dzwonią mówię że nie mamy czasu wyjść na dwór a nie
        moga przyjść poniewaz sprzatam czy zaraz musimy wyjść itd. Potrafią
        przychodzić 20 razy na dzien i dzwonic bez opamiętania. Czesto w
        południe budzą córeczkę po 10 minutach spania. Nauczyłam sie mówic
        jasno że nie mają przychodzic i dzwonić bo mała w południe spi, że
        nie wyjdzie na ulicę ponieważ jest za mała a ja nie mam czasu żeby z
        nią wyjść.
        Zaczęło się wszystko od tego że chciałam aby córeczka miała
        towarzystwo, żeby byla wśród dzieci. Skończyło się na tym ,ze jak ja
        pytam czy chce żeby dzieci przyszły się do niej bawić lub czy
        pójdziemy do nich na ulicę, odpowiada stanowczo NIE.
        I to wszystko chyba moja wina smile)))
        Pozdrawiam wszystkie mamy borykające się z tym samym problemem i
        zycze duzo cierpliwości smile)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka