bettina16
02.07.07, 11:55
Jak do tego podchodzicie? mam na myśli dzieci w wieku ok 6 lat. Odkąd jest
ciepło, codziennie mam w domu "przedszkole". Mieszkamy ne podmiejskiej wsi,
dzieci sąsiadów (koledzy i koleżanki mojego syna z przedszkola) przychodzą po
południu a od kiedy zamknięte jest przedszkole to najchętniej już w południe.
Mój syn też często chodzi do kolegów i koleżanek ale proszę by wrócił z
powrotem najdalej za godzinę, chyba ze ustalę z opiekunami tamtego dziecka,
ze może być dłużej. mam wrażenie jednak, że niektórym rodzicom jest na rekę
jak ich dziecko bawi się u sasiadów - wtedy w domu maja spokój. (ja prowadzę
własna działalność, dużo pracuję w domu i chyba niektórym się wydaje, że mam
mnóstwo wolnego czasu) Dzieciaki (stała grupa 6-cioro- chłopcy i dziewczynki)
bawią się w zasadzie zgodnie, głównie w ogrodzie ale jak to dzieci, co chwilę
wpadaja do domu na siku, ciagle chca pić,a i ja co jakis czas staram się
kontrolowac co robia na zewnatrz, reaguję jak jest za głośno. Ostatnio syn
poszedł na godzinę do kolezanki. Widziałam, ze bawia sie na podwórku, że jest
mama tamtej dziewczynki. Nie minęło 30 minut jak oboje zjawili się u nas.
Poniewaz popsuła się pogoda bawili się w domu, grali na komputerze itp.
grzecznie i spokojnie. Ale w pewnym momencie Ala mówi do mnie "proszę mi
powiedzieć, jak będzie 18-ta, bo mam wtedy wrócic do domu" Zdębiałam, była
dopiero 14-ta! W dodatku nigdy donas nie pofatygował się nikt z rodziców tej
dziewczynki aby zapytać, choćby grzecznościowo, czy nie mam nic przeciwko
wizytom ich dzieci itp. mamę taj małej znam tylko z zebrań w przedszkolu, nie
zamieniłam z nią więcej słów niz "dzień dobry". Nie wyobrażam sobie wysłac
dziecko do sasiadów na 4 godziny, nie uzgadniajac tego wcześniej z
opiekunami! szczerze mówiąd ja nigdy nie przepadałam za dziećmi więc może
dlatego tak mnie to zirytowało. Ale może na wsi sa takie zwyczaje?
że "wszystkie dzieci nasze są"? Co o tym myślicie? czepiam się i wynajduję
problemy czy jestem za mało asertywna...