Dodaj do ulubionych

Płaczę z bezsilności...

20.02.08, 09:46
Moj synek ma 20 miesięcy. Od jakiegos stale stal sie sprzeciwia,
dzis po raz kolejny uderzyl czyms w telewizor! Dostaje juz schizy
jak sie do niego zbliza nawet z pustymi rekami. Uparl sie okrutnie!
Wali juz wszystkim nawet rura od odkurzacza jak akurat odkurzamy,
ksiazkami, klockami, puzzlami. Do tej pory zabieralam, tlumaczylam,
prosilam, blagalam... Nic nie pomagalo a wrecz przeciwnie,
podchodzil po raz kolejny patrzac na mnie katem oka. Dzis uderzyl
tak,ze zostaly dwie glebokie krechy. Postawilam tv na ksiazkach.
Dostal po lapach, poszedl do pokoju. Ja tez sie poplakalam z
bezsilnosci i z tego, ze go uderzylam. Jeszcze nigdy mi sie to nie
zdarzylo. Poza tym i swoim "NIE" i "MOJE" to jest grzeczny. Nie
bije, nie gryzie, nie niszczy zabawek... Nie wiem juz co robic, jak
sie zachowywac. A tak mi smutno sad.
Obserwuj wątek
    • k1234561 Re: Płaczę z bezsilności... 20.02.08, 10:36
      Wiolka_u tylko spokojnie.Taki wiek i to mija,jednak nie możesz
      odpuścić.Synek musi wiedzieć co wolno a co nie.Ja bym tutaj nie
      popuściła,z uporem maniaka zabierałabym mu "niebezpieczne" narzędzia
      jeśli zamierzałby się na coś.
      Nie ma co błagać i płakać przed 20-miesięczniakiem,stanowczo i bez
      cienia wątpienia powiedzieć,NIE,NIE WOLNO!
      I bez przesady, jak mu raz dasz po łapach, to nie miej aż takich
      wyrzutów sumienia.Przecież go cięzko nie pobiłaś i nie skopałaś.
      On ma wiedzieć kto w domu rządzi i co wolno i co nie.Niestety w tym
      wieku to Ty musisz być bardziej uparta od niego i bardziej stanowcza
      inaczej się kochana wykończysz nerwowo.
      A ten etap "nie" i "moje" to niestety zupełnie normalna faza
      rozwoju.Ja też to przerabiałam,z tym,że moja córka ma już teraz 6-
      lat.Ale pamiętam jakby to było wczoraj,więc doskonale Cię rozumiem.
      Sama nieraz miałam łzy ściekłości i bezsilności w oczach,ale z
      perspektywy czasu wiem,że tylko swoim uporem,stanowczością a przede
      wszystkim SPOKOJEM możesz coś zdziałać.
      Jak on widzi,że Ty się wkurzasz,denerwujesz,krzyczysz,płaczesz
      itp.to jeszcze bardziej się nakręca.Tak więc siła spokoju może Cię
      tylko uratować.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      Pamiętaj że nie Ty jedna przez coś takiego przechodzisz.

      Anika
      • krzysztof-lis Re: Płaczę z bezsilności... 20.02.08, 10:45

        > On ma wiedzieć kto w domu rządzi i co wolno i co nie.

        Zdecydowanie. Autorce wątku polecam "Supernianię". smile
      • ta_aisha Re: Płaczę z bezsilności... 20.02.08, 10:46
        Dzieci nie wolno bić po łapach bo mają na nich dużo zakończeń nerwów
        i można coś uszkodzić
        • niewyparzony_jezyk Re: Płaczę z bezsilności... 20.02.08, 12:56
          A po czym wolno bić dzieci?
          Aha- i kto Ci powiedział o tym, ze możesz coś uszkodzić, uderzając po "łapach"?
          Rozumiem, gdyby dziecku miażdżyc palce ciężkimi buciorami, ale lekko uderzyć?
          • marghe_72 Re: Płaczę z bezsilności... 22.02.08, 00:56
            niewyparzony_jezyk napisała:

            > A po czym wolno bić dzieci?

            jakby Ci to wytłumaczyć..
            po NICZYM
    • ta_aisha Re: Płaczę z bezsilności... 20.02.08, 10:45
      Myślę, że powinnaś włożyć trochę pracy w to aby Twój synek nie robił
      tego więcej.

      Moim zdaniem mogą być dwa powody dlaczego on to robi. I nie masz dla
      niego czasu, a on znalazł sobie sposób by zwrócić na siebie uwagę,
      II w ten sposób wyładowuje swoją złość.

      Jeżeli chodzi o powód pierwszy znajdź dla niego rano czas na zabawę
      np. 15 min potem powiedz mu że juz się z nim bawiłaś i teraz musi to
      zrobić sam, ale jak będzie grzeczny to na spacerze pójdziecie na
      plac zabaw i tam się z nim pobawisz.

      Jak walnie w telewizor powiedz że źle zrobił posadź go na poduszce
      na pare minut w koncie nawet jak się będzie wyrywał i powiedz że jak
      się uspokoi to z niego wyjdzie. Ja ze swoim dzieckiem walczyłam
      pierwszy raz przez 40 min, potem już chodziły same do konta.

      Jak już będzie spokojny powiedz, że jest ci przykro, że tak zrobił ,
      że przyjmujesz jego przeprosiny ale musi ponieść konsekwencje i
      pójdziecie na spacer ale nie na plac zabaw.

      Jak wrócicie ze spaceru wytłumacz mu że byliście na nim razem i
      poszłaś tam tylko z nim, ale jak będzie grzeczny to jeszcze się z
      nim pobawisz, jak będzie grzeczny znajdź dla niego kolejne 15 min,
      jak walnie w telewizor postaw go do kąta i przypomnij mu, że
      pobawisz się z nim ale musi być grzeczny inaczej z zabawy nici, bo
      czas na zabawę wykorzystuje na stanie w kącie. Pamiętaj by go
      chwalić za każde 15 min kiedy sam się bawi i jest grzeczny.

      II powód dwulatek musi czasem zrobić awanturę i jest to tak normalne
      jak kupa w pieluszce u pól rocznego dziecka. I tak do tego trzeba
      podejść. Problem jest tylko że nie można pozwolić niszczyć dziecku
      rzeczy.

      Pokaż mu miejsce bezpieczne dla niego gdzie może się złościć. Zanieś
      go do jego pokoju i powiedz że nie wolno mu tłuc telewizora ale tu
      może się złościć jak potrzebuje i jak mu przejdzie niech Cię
      przyjdzie przeprosi. Wtedy znajdź dla niego czas i przytul go i
      powiedz że zawsze jak mu jest źle zamiast się złościć może przyjść i
      się przytulić a ty znajdziesz dla niego czas.

      Moje dzieci zaskoczyły i jak zaczynają się złościć zaraz płaczą że
      chcą się przytulić i cała złość mija w ramionach mamy. Na mojego
      synka nie działało zostawianie w pokoju był tak rozżalony że go
      porzuciłam że stawał się jeszcze bardziej agresywny. Wtedy zaczęłam
      stosować metodę że jak zaczyna się awantura łapię go mocno i mówię
      że puszcze dopiero jak się uspokoisz.

      Wyrywał się początkowo 1,5 godziny za każdym razem ten czas się
      skracał do 5 min a kończył zawsze tym że mały klepał mnie po plecach
      jakby mi chciał powiedzieć już dobrze... i jeszcze trochę czasu
      spędzaliśmy na przytulankach. Gorzej było z moją córką bo ona
      niestety była sprytniejsza i zauważyłam że znalazła sobie na mnie
      sposób bym ją przytulała. U syna ten sposób posłużył zmniejszeniu
      liczby awantur i małej ilość histerii się zwiększyła i musiałam
      zaprzestać tej metody. Jak mała zaczynała wyyyyć ( bo ona nie
      płakała tylko wyła) podchodziłam do niej i mówiłam. Ja Cię kocham,
      ale drażni mnie twój krzyk i twoja złość jak się uspokoisz to Cię
      poprzytulam. I to działało. Myślę że dla dziecka ważne jest by
      doświadczało kary ale nie czuło się odrzucone. By rodzić całkowicie
      nad sobą panował.

      • wiolka_u Ta_aisha... 20.02.08, 12:22
        Przyznaje,ze nie powinnam go uderzyc. Co prawda nie bylo to jakies
        walniecie linijka czy mocne uderzenie reka. Po prostu pierwszy raz
        to zrobilam i go to chyba bardziej zaskoczylo. A jesli chodzi o
        poswiecanie mu uwagi, uwierz,ze siedze z nim od urodzenia w domu i
        czasami sie zastanawiam czy oby nie zaduzo swego czasu mu poswiecam!
        Bawie sie z nim od samego rana az do nocy. Tatus czesto wyjezdza
        wiec praktycznie siedzimy sami. A ja staram sie mu to jakos
        wynagrodzic. Zaczynam sie zastanawiac czy nie brakuje w naszym domu
        meskiej reki. Ogolnie na prawde jest przekochany ale moze to ja
        robie jakis blad.
      • leli1 Re: Płaczę z bezsilności... 20.02.08, 14:14
        a może pomysl trochę o sobie. Sama piszesz ze spedzasz z dzieckiem duzo czasu....a masz czas dla siebie?
        Taka wyłaczność dla dziecka (juz w sumie sporego) moze poskutkowac brakiem samodzielności, uzaleznieniem sie od rodzica...chocby w tym, ze dziecko nie umie sa samo ani chwile soba zająć, zabawić, zawsze musi miec asyste lub inicjatora zabaw.
        Ja w któryms momencie tez chcialam dziecku wynafrodzić wszystkie krzywdy całego świata i byłam "cała jego", w efekcie nic nie mogłam zrobić, bo kiedy zniakałam z oczu to zaraz był krzyk ze nie ma asysty, nie mogłam nawet na chwile poczytac gazety/obejrzec cos w tv/czy nawet porozmawiac z kims bo domagal sie mojej wyłacznej uwagi.
        Pracujemy nad tym, juz z widocznymi efektami wink
        A co do twojego maluszka, puszczasz mu bajki? jesli tak to po takiej akcji powiedz ze TV zepsuty bo go uderzyles i bajek nie ma.
        Zauwazylam ze do dzieciakow bardziej przemawiają takie prozaiczne argumenty (typu tv boli jak go bijesz, czy inne głupotki) niz argumentowanie bezpieczeństwem malucha....jesli zawsze byl bezpieczny to niebezpieczenstwo dla niego jest zbyt abstrakcyjne.
      • scher Re: Płaczę z bezsilności... 21.02.08, 09:23
        ta_aisha napisała:

        > Moim zdaniem mogą być dwa powody dlaczego on to robi. I nie masz
        > dla niego czasu, a on znalazł sobie sposób by zwrócić na siebie
        > uwagę, II w ten sposób wyładowuje swoją złość.

        III. Rzuca matce wyzwanie, sprawdza, co się stanie po złmaniu reguł,
        sprawdza, kto tu rządzi...

        > Ja ze swoim dzieckiem walczyłam pierwszy raz przez 40 min, potem
        > już chodziły same do konta.

        Ale po co banki mieszać do wychowania?

        > Myślę że dla dziecka ważne jest by doświadczało kary ale nie czuło
        > się odrzucone.

        Zgadzam się.
    • dorota.konowrocka Re: Płaczę z bezsilności... 20.02.08, 15:03
      Nie, nie wolno, po łapach i do pokoju to wcale nie jest taka zła metoda. Jak on
      ma zrozumieć, co jest ok, a co nie? To Twój dom, Twój telewizor, Ty tu rządzisz,
      on ma nie niszczyć. Ja nie, to nie, nie wolno, po łapach i do pokoju. I do
      skutku. Stanowczo i bez cackania się. I bez obwiniania się, że nie masz czasu,
      on chce zwrócić na siebie uwagę, rączki go będą bolały. Dziecko nie szklanka,
      nie stłucze się. Stanowczo "nie". Uwierz mi, szybko załapie, że pewne rzeczy po
      prostu nie są dozwolone.

      Ja przerabiałam malowanie po ścianach, po podłodze, po meblach, po drzwiach.
      Były długie tygodnie tłumaczenia, proszenia, błagania, wyjaśniania, że to
      brzydko, potem trzeba będzie zamalowywać. On uważał, że to świetna zabawa,
      prowokował, w końcu wymalował jasnobeżowe kanapy zielonymi i granatowymi
      flamastrami. Nie zdzierżyłam i dostał trzy mocne, szybkie klapsy na goły tyłek.
      Mocne, mnie zapiekła ręka. Był ryk, trochę też chyba bardziej z zaskoczenia i
      upokorzenia niż z bólu. Zapowiedziałam, że kolejna próba skończy się tak samo.
      Od tej pory (jakieś 1,5 roku temu) nic już w domu nie wymalował.

      PS. I nie zaburzeń osobowości wink, nie moczy się w nocy, nie ucieka od matki, nie
      rysuje czarnym domków i samotnych ludzików i generalnie nie mam wrażenia, bym
      wyrządziła mu straszne szkody psychiczne i fizyczne. Mam raczej wrażenie, że
      oddałam przysługę i jemu, i reszcie rodziny. Lepsze trzy klapsy i spokój na
      długie miesiące niż codzienne kwasy, tłumaczenia, zadrażnienia, nerwy,
      pokrzykiwania i ogólny chaos. Szybciej się do tego dochodzi, jak ma się więcej
      niż jedno dziecko.
      • ejka.pe Re: Płaczę z bezsilności... 21.02.08, 09:10
        dorota.konowrocka napisała:

        > Nie, nie wolno, po łapach i do pokoju to wcale nie jest taka zła
        metoda. Jak on
        > ma zrozumieć, co jest ok, a co nie? To Twój dom, Twój telewizor,
        Ty tu rządzisz
        > ,
        > on ma nie niszczyć. Ja nie, to nie, nie wolno, po łapach i do
        pokoju. I do
        > skutku. Stanowczo i bez cackania się. I bez obwiniania się, że nie
        masz czasu,
        > on chce zwrócić na siebie uwagę, rączki go będą bolały. Dziecko
        nie szklanka,
        > nie stłucze się. Stanowczo "nie". Uwierz mi, szybko załapie, że
        pewne rzeczy po
        > prostu nie są dozwolone.
        >
        > Ja przerabiałam malowanie po ścianach, po podłodze, po meblach, po
        drzwiach.
        > Były długie tygodnie tłumaczenia, proszenia, błagania,
        wyjaśniania, że to
        > brzydko, potem trzeba będzie zamalowywać. On uważał, że to świetna
        zabawa,
        > prowokował, w końcu wymalował jasnobeżowe kanapy zielonymi i
        granatowymi
        > flamastrami. Nie zdzierżyłam i dostał trzy mocne, szybkie klapsy
        na goły tyłek.
        > Mocne, mnie zapiekła ręka. Był ryk, trochę też chyba bardziej z
        zaskoczenia i
        > upokorzenia niż z bólu. Zapowiedziałam, że kolejna próba skończy
        się tak samo.
        > Od tej pory (jakieś 1,5 roku temu) nic już w domu nie wymalował.
        >
        > PS. I nie zaburzeń osobowości wink, nie moczy się w nocy, nie ucieka
        od matki, ni
        > e
        > rysuje czarnym domków i samotnych ludzików i generalnie nie mam
        wrażenia, bym
        > wyrządziła mu straszne szkody psychiczne i fizyczne. Mam raczej
        wrażenie, że
        > oddałam przysługę i jemu, i reszcie rodziny. Lepsze trzy klapsy i
        spokój na
        > długie miesiące niż codzienne kwasy, tłumaczenia, zadrażnienia,
        nerwy,
        > pokrzykiwania i ogólny chaos. Szybciej się do tego dochodzi, jak
        ma się więcej
        > niż jedno dziecko.


        Coraz bardziej mi imponujesz. Raz-dwa - i po kłopocie. Ekstrametoda.
        • scher Re: Płaczę z bezsilności... 21.02.08, 09:40
          Napisałbym ci odpowiedź na ten ironiczny komentarz, ale dzieli nas
          ocean, więc musiałbym do ciebie zbyt długo płynąć.
          • szumna_wisloszosa Re: Płaczę z bezsilności... 21.02.08, 13:17
            No co ty, nie masz co płakać. Mój synek (1,4) zachowuje się
            podobnie, a nie przyszłoby mi do głowy się tym martwić. Wręcz
            przeciwnie, cieszę się, że się prawidłowo rozwija i ma charakter.
            Czasem też jego rozrabiactwo mnie śmieszy i muszę się bardzo starać
            żeby nie dać tego po sobie poznać. Generalnie mam taką zasadę, żeby
            starać się mu nie zakazywać zbyt wielu rzeczy (coraz z tym trudniej,
            bo jak spokojnie patrzeć np na próby wcelowania autkiem w szklany
            wazon), no ale czasem trzeba i wtedy po prostu mówię groźnym głosem
            że nie wolno, grożę palcem etc. i staram się odwrócić jego uwagę.
            Jak trzeba, to po prostu zabieram go w inne miejsce czy wyjmuję z
            ręki niebezpieczny przedmiot. Liczę się z tym, że do dziecka dotrze
            dopiero jak mu się powie coś 500 razy, no ale w końcu dotrze. Nie
            przyszłoby mi do głowy stosować kar. Przecież to jeszcze mały
            chłopczyk. W ogóle się nie przejmuj, smiej się z tego, samo minie
            nie wiadomo kiedy.
            • ewelina_1 Re: Płaczę z bezsilności... 22.02.08, 02:03
              szumna_wisloszosa napisała:

              > No co ty, nie masz co płakać. Mój synek (1,4) zachowuje się
              > podobnie, a nie przyszłoby mi do głowy się tym martwić. Wręcz
              > przeciwnie, cieszę się, że się prawidłowo rozwija i ma charakter.
              czyli masz demolkę w domu (porysowane ściany, zniszczone meble).
              Świetnie, że się cieszysz, jednak ja rodziców z takim dzieckiem nie
              zaprosiłabym do swojego domu.

              Generalnie mam taką zasadę, żeby
              > starać się mu nie zakazywać zbyt wielu rzeczy (coraz z tym
              trudniej,
              > bo jak spokojnie patrzeć np na próby wcelowania autkiem w szklany
              > wazon), no ale czasem trzeba i wtedy po prostu mówię groźnym
              głosem
              > że nie wolno, grożę palcem etc.
              smile))))))))

              i staram się odwrócić jego uwagę.
              > Jak trzeba, to po prostu zabieram go w inne miejsce czy wyjmuję z
              > ręki niebezpieczny przedmiot.
              przy więcej niż jednym: najpierw odwracasz uwagę jednem, tłumaczysz,
              potem drugiemu, tłumaczysz, znowu pierwszemu, zabierasz drugiego,
              wyjmujesz z rąk pierwszemu, potem.... i tak cały dzień bo jedno
              nakręca drugie. Uff, na szczęscie nie są to pięcioraczki.

              Nie
              > przyszłoby mi do głowy stosować kar. Przecież to jeszcze mały
              > chłopczyk. W ogóle się nie przejmuj, smiej się z tego, samo minie
              > nie wiadomo kiedy.
              ale wczesniej dom doprowadzi/ą do ruiny a rodziców wykończy/ą
              nerwowo. A dziecko niech się uczy bezkarności.
              Autorce chyba o to nie chodziło.
              • szumna_wisloszosa Re: Płaczę z bezsilności... 23.02.08, 13:01
                ewelina_1 napisała:

                > szumna_wisloszosa napisała:
                >
                > > No co ty, nie masz co płakać. Mój synek (1,4) zachowuje się
                > > podobnie, a nie przyszłoby mi do głowy się tym martwić. Wręcz
                > > przeciwnie, cieszę się, że się prawidłowo rozwija i ma charakter.
                > czyli masz demolkę w domu (porysowane ściany, zniszczone meble).
                > Świetnie, że się cieszysz, jednak ja rodziców z takim dzieckiem
                nie
                > zaprosiłabym do swojego domu.

                Nie mam demolki w domu, a tym bardziej nie mają jej osoby które
                odwiedzam z dzieckiem smileOczywiście nie ma też idealnego porządku, no
                ale jak ktoś chce mieć w domu jak w muzeum to powienien mieć np
                choćby rybki a nie dziecko. To że się cieszę że dziecko jest żywe
                nie znaczy, że z rozrzewnionym uśmiechem się przyglądam, jak
                demoluje ono mieszkanie.

                >
                > Generalnie mam taką zasadę, żeby
                > > starać się mu nie zakazywać zbyt wielu rzeczy (coraz z tym
                > trudniej,
                > > bo jak spokojnie patrzeć np na próby wcelowania autkiem w
                szklany
                > > wazon), no ale czasem trzeba i wtedy po prostu mówię groźnym
                > głosem
                > > że nie wolno, grożę palcem etc.
                > smile))))))))
                >
                > i staram się odwrócić jego uwagę.
                > > Jak trzeba, to po prostu zabieram go w inne miejsce czy wyjmuję
                z
                > > ręki niebezpieczny przedmiot.
                > przy więcej niż jednym: najpierw odwracasz uwagę jednem,
                tłumaczysz,
                > potem drugiemu, tłumaczysz, znowu pierwszemu, zabierasz drugiego,
                > wyjmujesz z rąk pierwszemu, potem.... i tak cały dzień bo jedno
                > nakręca drugie. Uff, na szczęscie nie są to pięcioraczki.
                >

                Mam jedno dziecko póki co, pewnie jak będzie ich dwoje czy troje to
                będę miała do nich trochę inne podejście, trudno mi teraz
                przewidzieć jak to będzie.

                > Nie
                > > przyszłoby mi do głowy stosować kar. Przecież to jeszcze mały
                > > chłopczyk. W ogóle się nie przejmuj, smiej się z tego, samo
                minie
                > > nie wiadomo kiedy.
                > ale wczesniej dom doprowadzi/ą do ruiny a rodziców wykończy/ą
                > nerwowo.
                Do jakiej ruiny? Nie rozumiem co to za problem po prostu powiedzieć
                dziecku że czegoś nie wolno i zabrać go w inne miejsce. Przecież
                chyba rodzic ma przewagę fizyczną nad małym dzieckiem i jest w
                stanie nie dopuścić do demolowania domowych sprzętów przez dziecko.

                > A dziecko niech się uczy bezkarności.

                Po prostu uważam że należy ten okres przeczekać i cieszyć się
                zdrowym i normalnie rozwijającym się dzieckiem a nie martwić się
                że "jest niegrzeczne" lub stosować wymyślne kary.
                Jak dzieciak szaleje, a ja muszę coś zrobić w domu, to po prostu go
                wkładam na jakiś czas do kojca (na szczęście jeszcze z niego nie
                umie wyjść), nie zawsze jest tym zachwycony, ale myślę że to lepsze
                niż klapsy czy wrzaski.

                Trudno mi coś konkretnego radzić autorce wątku, zwłaszcza że jej
                dziecko jest parę miesięcy starsze od mojego, po prostu chciałam jej
                przekazać, że dzieckiem należy się przede wszystkim cieszyć. Za parę
                lat będziecie się śmiać z jego rozrabiactwa w przeszłości, no ale
                wtedy pojawią się pewnie jakieś inne problemy, tak to już jest.
                Pozdrawiam.


                • ewelina_1 Re: Płaczę z bezsilności... 25.02.08, 01:37
                  szumna_wisloszosa napisała:

                  > Nie mam demolki w domu, a tym bardziej nie mają jej osoby które
                  > odwiedzam z dzieckiem smile
                  ok, wierzę. Tyle, że podpisałaś się w wątku i pod wpisem o
                  niszczeniu mebli, ścian itd. Dla mnie to demolka.

                  >Oczywiście nie ma też idealnego porządku
                  ale nie dyskutujemy tu o idealnym porządku.

                  > Mam jedno dziecko póki co, pewnie jak będzie ich dwoje czy troje
                  to
                  > będę miała do nich trochę inne podejście, trudno mi teraz
                  > przewidzieć jak to będzie.
                  ok, rozumiem. Napisałam to pod wpływem lektury tego forum, czyli
                  niektórych mamusiek jedynaków, które mają tupet pouczać, krytykować
                  (!) i dawać "złote rady" nierealne w przypadku gdy się ma więcej niż
                  1 dziecko.
                  Nie mówię tu o Tobie!

                  > Do jakiej ruiny? Nie rozumiem co to za problem po prostu
                  powiedzieć
                  > dziecku że czegoś nie wolno i zabrać go w inne miejsce. Przecież
                  > chyba rodzic ma przewagę fizyczną nad małym dzieckiem i jest w
                  > stanie nie dopuścić do demolowania domowych sprzętów przez dziecko.
                  jak wcześniej. Mowa była o niszczeniu mebli itd.
                  Co do "niedopuszczenia do demolki", to widziałam już rozpaczliwe
                  wątki (chyba na wcześniakach), gdy 2 rodziców nie nadążąło za 1 zbyt
                  ruchliwym dzieckiem, co to maksymalnie zajmnie się czymś na 2 minuty.
                  Czasem przy 2 (że nie wspomnę o większej liczbie) dzieci nie da się
                  niedopuścić do demolki jak to Ty opisujesz. Zabierasz jedno, drugie
                  wchodzi w miejsce po pierwszym (bo mają silną potrzebę powtarzania
                  jedno po drugim), zabierasz drugie - pierwsze ucieka itd. Po prostu
                  fizycznie nie dasz rady! A przecież musisz je zcasem zostawić na
                  chwilkę, gdy idziesz do toalety, zrobić coś do zjedzenia itd.

                  > Po prostu uważam że należy ten okres przeczekać i cieszyć się
                  > zdrowym i normalnie rozwijającym się dzieckiem a nie martwić się
                  > że "jest niegrzeczne" lub stosować wymyślne kary.
                  jak wcześniej. Gdyby mi dziecko niszczyło meble czy sprzęty, a wiem
                  że nie stać mnie na nowe to nie będę się zachwycać ich "zabawą". Ale
                  tak jak pisałam, mowa tu jest o niszczeniu a nie o zwykłym bieganiu.

                  > Jak dzieciak szaleje, a ja muszę coś zrobić w domu, to po prostu
                  go
                  > wkładam na jakiś czas do kojca (na szczęście jeszcze z niego nie
                  > umie wyjść), nie zawsze jest tym zachwycony, ale myślę że to
                  lepsze
                  > niż klapsy czy wrzaski.
                  u mnie jęki i wrzaski z kojca wykończyły by mnie nerwowo, bo
                  czułabym że robię im krzywdę. Ale pomijając temat wrzasków, to dla
                  moich dzieci (skończone 2 lata) kojec nie jest już od kilku miesięcy
                  żadną barierą: podciągną się trochę na rękach, szpagat i już są na
                  wolności.

                  > Trudno mi coś konkretnego radzić autorce wątku, zwłaszcza że jej
                  > dziecko jest parę miesięcy starsze od mojego, po prostu chciałam
                  jej
                  > przekazać, że dzieckiem należy się przede wszystkim cieszyć. Za
                  parę
                  > lat będziecie się śmiać z jego rozrabiactwa w przeszłości, no ale
                  > wtedy pojawią się pewnie jakieś inne problemy, tak to już jest.
                  > Pozdrawiam.
                  myślę, że każda z nas się cieszy własnymi dziećmi. Nawet taka rzecz
                  jak umiejętność wyjścia z kojca. Z jednej strony przerażenie
                  (wiadomo czemu), z drugiej radośc że się tak świetnie rozwijają.

                  Znajoma, która ma juz dorosłe bliźniaki, na wspomnienie ich
                  wczesnego dzieciństwa dostaje natychmiast gęsiej skórki. Ja jeszcze
                  na razie aż tak tragicznie nie mam, ale nawet jeśli za kilka lat
                  będziemy się śmiać z ich rozrabiania, to w tej konkretnej chwili nie
                  jest nam do śmiechu, gdy np. odkrywamy ubrudzone olejem, mąką itp.
                  meble, drzwi, podłogę, sprzęty, bo właśnie podczas Twojego 4
                  minutowego pobytu w łazience, dzieci pokonały kolejną barierę -
                  zamknięte drzwi. 4 ręcę w 4 minuty potrafią baaaardzo dużo.
                  Perspektywa kilku godzin sprzątania kosztem snu, którego i tak mam
                  patologicznie mało jest mało uśmiechająca.
                  Jako ciekawostka: z mojej perspektywy, porady typu "przeczekanie"
                  czy "cieszenie się" nie są trafione. No ale to moja perspektywa, a w
                  tym wątku NIE o mnie mowa. To było tylko takie małe wtrącenie -
                  wyjaśnienie bardziej, dlaczego wcześniej pisałam m.in.
                  o "wykończeniu nerwowym rodziców".

                  > Pozdrawiam.
                  również pozdrawiam
    • fnoll Re: Płaczę z bezsilności... 22.02.08, 02:12
      wyrzuć telewizor przez okno, bo nie jest tyle wart co szczęśliwe dzieciństwo wink
    • babcia47 Re: Płaczę z bezsilności... 22.02.08, 04:26
      "Nic nie pomagalo a wrecz przeciwnie,
      podchodzil po raz kolejny patrzac na mnie katem oka."
      pewnie to co napisze nie bedzie popularne..ale..sadzę, ze Twój syn
      sprawdza gdzie są granice tego co "moze" i w jakiś sposób znalazł to
      w czym nad Toba "panuje"..tego próbują w pewnym wieku wszystkie
      dzieci. Ja stosowałam metodę trzech etapów: w pierwszym tłumaczyłam,
      ze czegoś nie wolno i dlaczego..np. w przypadku telewizora: bo to
      droga rzecz, trzeba długo na niego pracować, wiele godzin, dni i
      tygodni ciężkiej pracy tatusia (dlatego tatusia nie ma przy nas cały
      dzień) i mamusi by za pieniadze uzyskane kupić to coś, jezeli się
      zniszczy to nie będzie nas stać na..tu wstawiamy to co dla dziecka
      jest wazne ale ze względów finansowych możemy sobie pozwolic w
      wyjatkowych, przypadkach (od "wielkiego dzwonu") mówimy, ze takie
      zachowanie sie nie podoba!!.Etap drugi..dziecko znów robi to co nam
      sie nie podoba: powtarzałam to co mówiłam wcześniej i ostrzegałam,
      że dostanie klapsa jeżeli to sie powtórzy..Etap trzeci..dziecko znów
      to robi..bez ostrzezenia klaps otwartą dłonią na pupę!! przy
      pieluszce ból żaden..działa raczej to, że nastąpiło to nagle i
      gwałtownie..oczywiscie płacz i spazmy, które trzeba ukoić ale przy
      tym powiedzieć, że dziecko dostało klapsa bo: i tu znów tłumaczenie,
      dostałeś klapsa, bo mimo, ze prosiłam żebyś tego nie robił
      niszczysz, psujesz coś co jest...taką metodę stosowałam tylko kiedy
      dziecko robiło coś co mogło być dla niego niebezpieczne (wsadzanie
      czegoś do kontaktu, ściąganie czegoś cięzkiego na siebie, robienie
      krzywdy rodzeństwu itp.) lub niszczyło coś cennego..po dwuch, trzech
      takich doswiadczeniach..nie dochodziliśmy do trzeciego etapu!!
      Dziecko wiedziało, ze nie żartuje kiedy czegos zabraniam!!..ale nie
      wolno tej metody naduzywać, nie tylko ze wzgledy na drastycznośc ale
      tez dlatego, że uzyta w przypadku "bzdury" dewaluuje sie i rodzic
      traci autorytet..zresztą kiedy młode przekona się, ze "nie wolno"
      powiedziane przez rodzica w sytuacji powaznej znaczy naprawdę "nie"
      uznaje wyznaczone "granice" i stosuje się do tego nawet przy
      sprawach bardziej błachych..nie muszę chyba dodawać, ze od
      tego "nie" nie może być wyjątków, bo jeżeli np. zabroniliśmy
      skakania po kanapie(bo psuje ją i może sobie spadając rozbić głowę),
      a za którymś razem dla świętego spokoju na to pozwolilismy..to cała
      akcja "bierze w łeb"
      • ewelina_1 Re: Płaczę z bezsilności... 25.02.08, 01:46
        oj, zgodziłabym się z Tobą babciu47.
        Chyba ten wątek jest jakoś mało zauważony, skoro jeszcze nikt nie
        odpisał, że "ta metoda to kryminał" i że "zna 100 skuteczniejszych
        sposobów zamiast bicia". Dodam tylko, że oczywiście nigdy nie
        doczekasz się przedstawienia choćby jednej z tych 100
        skuteczniejszych metod.
        • leli1 Re: Płaczę z bezsilności... 25.02.08, 12:13
          jak to nie doczekałas sie przedstawienia tych skutecznych metod......trzeba tłumaczyc!!!! smile
          • babcia47 Re: Płaczę z bezsilności... 25.02.08, 14:56
            kiedy masz perspektywę, że dziecko zrobi sobie lub rodzeństwu
            poważną krzywdę lub zniszczy b.drogą rzecz..to owszem mozna 10
            tysięcy razy tłumaczyc, ale niektóre dzieci traktuja to jak rodzaj
            zabawy lub po prostu tłumaczenia nie docierają..mozna tak postepowac
            w sytuacji kiedy nauczenie czegoć jest dla dziecka korzystne ale nic
            sie nie stanie gdy odwlecze się w czasie. Podobnie z odwracaniem
            uwagi..ale w sytuacjach niebezpiecznych dziecko moze (i pewnie
            będzie to robić) kiedy mama spuści je na chwile z oczu..a wtedy
            nieszczęście gotowe.. Nie pisałam wyżej o "maltretowaniu" biednego
            dziecka bezsensownymi klapsami..tylko o tłumaczeniu, tłumaczeniu i
            ostrzeganiu i o spełnieniu groźby, kiedy jest to niezbędne!..Zreszta
            zawsze należy dotrzymywac słowa danego dziecku..zarówno kiedy obieca
            mu sie przyjemnośc jak i kiedy obiecuje się, że poniesie karę..a
            szybki klaps, który raczej wystraszy niz zaboli w sytuacji kiedy
            mama tłumaczyła , ze "nie wolno" i dlaczego, jest bardziej
            humanitarny niż straszenie, że "tamten pan Cię zabierze" czy ze mama
            nie będzie kochać..a tak przy okazji..mówienie dziecku np. w
            sklepie, że ma czegoś nie robić bo pani sprzedawczyni bedzie zła lub
            nabije..to paranoja..trzeba dziecku powiedzieć, ze jego zachowanie
            jest nieodpowiednie i naganne, mamie sie nie podoba i to mama za nie
            ukarze np. nie kupując słodyczka..niestety z takim postępowaniem mam
            spotkać się można nagminnie sad
            • babcia47 Re: Płaczę z bezsilności... 25.02.08, 15:02
              i jak pisałam..metoda moze drastyczna ale b. skuteczna!! Nie trzeba
              jej stosować dłużej niż w 2-3 przypadkach..potem dziecko wie, że
              jeżeli mama tłumaczyła że nie wolno, zabroniła czegoś i ostrzegła,
              że dostanie klapsa..nie robi tego!!!, bo wie że mama nie żartuje..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka