Pisałam o tym w tym wątku:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49966&w=81028122&a=81028122
Nadal chodzę z nim do rehabilitantki, na razie prywatnie, bo na NFZ,
kolejki są kosmiczne.. No i z biegiem czasu okazało się, choc na
razie są to przypuszczenia, że Młodego problemem jest jednak ta
pierdzielona integracja sensoryczna. Z jakiegoś powodu jego układ
nerwowy nie jest w stanie przetworzyć wszystkich bodźców, które do
niego dochodzą i z dlatego między innymi nie chodzi i zachowuje się
tak:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49966&w=81708661&a=81708661
Widzę, że ćwiczenia, które ta rehabilitantka z nim wykonuje bardzo
dużo dają - wreszcie zaczyna próbować chodzić.
Dużo z nią rozmawiam podczas tych rehabilitacji, i podczas tych
rozmów wylazło kilka naprawdę zastanawiających rzeczy. Np. widziała
filmik nakręcony przez Ciemnąnockę z Lilką i Bartkiem w roli
głównej, i wg niej, w tym czasie (Młody miał 11 miesiecy) było
wszystko ok, nie było do czego sie przyczepic. I dlaczego Młody jak
miał 9 m-cy, mówił mama, czy brum brum, a potem przestał? Robił
papa, kosi kosi i przestał? W sumie ja nie zwróciłam na to uwagi,
myślałam, że poprostu mu sie nie chce, ale teraz po tych kilku
sesjach ćwiczeń, znowu zaczął, wydaje sie byc taki bardziej
rozumiejacy..
No i co martwi najbardziej (co wyszło przy okazji, w żartobliwej
rozmowie), to ze Bartek ma zwyczaj stojąc na czworakach kiwać się do
przodu i do tyłu, a to bardzo źle. Pół biedy, jak robi to w dzień,
kiedy można odwrócic jego uwagę, kontrolować, czy nie traci kontaktu
z rzeczywistoscia, ale jak robi to przez sen w nocy, to jest bardzo
zły objaw.
Oczywiscie nie powiedziałam o tym neurologowi, bo nie widziałam w
tym nic złego - muszę więc iść jeszcze raz, bo pewnie trzeba będzie
zrobic eeg, zeby wykluczyc wiadomo jaką chorobę.
Reha twierdzi, ze najprawdopodobniej takie zachowanie jest pokłosiem
(jest wogóle takie słowo?

) Bartkowych problemów z integracją
sensoryczną, że w ten sposób przetwarza dane, które go zewsząd
bombardują, odreagowuje, ale najpierw trzeba wykluczyć wszystkie
inne choroby..
A najlepsze w tym wszystkim jest to, że za 2 tygodnie przeprowadzamy
się do pipidówki, gdzie o pojęciu IS nigdy nikt nie słyszał.. No
cóz - będę jeździc, co przy zupełnym braku poparcia u mojego męża
(przestń wymyslać dziecku choroby!), będzie bardzo trudne..
Ale powiedzcie, czy słyszac takie rzeczy od kogos, kto jakoś tam sie
na tym zna, byście były w stanie to olać? Uznać, ze każde dziecko ma
inny charakter i rozwija się w innym tempie?
Ja nie potrafię.