ekseksa
25.08.08, 16:19
To ponizej to dumny wpis-rada w dyskusji miedzy mlodymi i starszymi
matkami,babciami. Dyskusja byla na forum u rencistow i taki oto
kwiatek:
grenka1: napisala
Ja wyrażałam swój pogląd jako synowa z jednej strony i z drugiej
strony jako babcia, ponieważ byłam jedną, a jestem drugą. Może
dlatego ta moja wypowiedź się rozmyła, ale wystarczyło dokładnie
przeczytać to co napisałam.
Tak jak już pisałam, moja teściowa, z którą mieszkałam 4 lata,
chociaż opiekowała się wnukiem do trzeciego roku życia, nigdy nie
wtrącała się do mojego postępowania z dzieckiem, a wręcz nawet je
pochwalała. Jeśli zasłużył na klapsa, to nie chowała go, jak to się
mówi pod spódnicę, tylko zawsze mówiła, że "lepsze bite niż
zdechłe", a pupa nie szklanka. Nawet nie rozmawialiśmy z sobą na
temat wychowywania dziecka, wystarczyło, że wymieniłyśmy się
spojrzeniami, a już każda wiedziała o co chodzi.
Sama była matką 4 synów. Ona była dla mnie wzorem matki i babci.
Chociaż ja, patrząc teraz z perspektywy lat, byłam chyba bardziej
rygorystyczna w stosunku do swoich dzieci niż ona, ale to
zaowocowało tym, że nigdy nie miałam z nimi żadnych problemów
wychowawczych, chociaż ich sama wychowywałam.
Musze powiedziec, ze zmasakrowalo mi troche psyche, chociaz to nie
moja matka i nie babcia (na szczescie)moich wnukow. Duzo
takich "skutecznych matek" w Polsce? A moze tak trzeba?