Na nianię. Jest u nas od ponad półtora miesiąca. Ostatnie teksty:
"Myślałam, że już jej ten etap z kałużami przeszedł" (córka ma 1,5
roku, podejrzewam że fascynacja kałużami będzie trwać jeszcze parę
lat - a rozwiązanie jest proste, założyć dziecku kalosze i niech
sobie po kałużach lata...).
"Jestem obcą osobą". Chodziło o to, że dziecko ją gryzie, oraz
urządza sceny (w podtekście: powinniśmy cos z tym zrobić) - no to
powiedziałam, że my nie mamy z nią tego problemu (czytaj: więc jak
mamy coś zrobić). No, osobiście uważam, że po półtora miesiąca
uważać, że jest się obcą osobą dla dziecka, to znaczy że chyba cos
jest nie tak; nie mówic o tym, że musi sobie radzić z dzieckiem, na
tym m.in. polega jej praca.
"Potrzebuję trochę czasu, żeby się rozkręcić" - to na moją uwagę, że
może pobawiłaby się z dzieckiem, zaproponowała jakąś zabawę (to było
rano, po spędzeniu z dzieckiem godziny).
A poza tym jak tylko na coś zwróci jej się uwagę, to albo się
obraża, albo rozpoczyna długi monolog na temat "dla dziecka
najważniejsze jest bezpieczeństwo i zaufnie". Cóż, nie wiem, jak
jest z tym, co jest najważniejsze dla dziecka, ale ja mam trochę
większe wymagania od niani, niż tylko to, że jest...
Żeby nie było, niania nie musi sprzątać, robić zakupów, gotowanie ma
w minimalnym zakresie - zrobienie kleiku na mleku gotowanym, podanie
słoja, podanie zupy którą zrobiłam wcześniej, czasem musi ugotować
jajko. No, więc mój wkurw rosnie, a pogłębia go fakt, że dziewczyna
wyżera nam słodycze (na codzień raczej nie jemy słodyczy, ale zawsze
mamy "dla gości" - tzn. zawsze mieliśmy, bo teraz wszystko znika).
No, to się wyżaliłam. I szukam nowej niani

.