Dodaj do ulubionych

Jakość - ilość - dziecko - praca - czas

18.11.03, 12:43
Chciałabym rozpocząć wątek dotyczący sposobów spedzania przez Was czasu z
dziećmi, jeśli pracujecie zawodowo i nie ma Was w domu przez większość dnia.

Mówi się, że nie ilość, lecz jakość czasu spędzonego z dzieckiem jest
najistotniejsza. Szczerze mówiąc, trochę tego nie czuję, bo jeśli ilosć jest
dramatycznie mała, to chyba cieżko jest osiągnąć tę "jakość"...

A jednak próbujemy. A jak te próby wyglądają w praktyce? Na co "stawiacie" w
pierwszej kolejności? Na zabawę z dzieckiem, czy raczej na włączanie go w
Wasze codzienne życie? Jak wygląda Wasz odpoczynek po pracy i jak godzicie to
z potrzebami dziecka, które chce przyciągnąć Waszą uwagę?

Osobiście, juz pisałam na forum - bawić się z dzieckiem nie potrzfię.
Potrafię za to - i lubię - opowiadać córeczce o życiu, śpiewać, czytać i
wciągać ją w domowe robótki (zagniatanie pierogów - kuchnia wygląda po tym
jak pobojowisko, ale i tak jest fajnie, wieszanie prania - trwa ze trzy razy
dłużej wink i tak dalej). Mam to szczęście, że moje dziecko lubi czasem się
wyciszyć i posłuchać słowa czytanego smile w zwiazku z tym odpoczywam sobie
czytając jej bajki.

Myślę sobie tak, że często dajemy się złapać w taki kanał "mam dla dziecka
mało czasu, muszę go efektywnie wykorzystać" - tylko że wtedy może sie
zdarzyć, ze dziecko nie pozna prawdziwego zycia, nie będzie widziało,
jak "działa" jego rodzina...

Co o tym sądzicie i jak realizujecie w waszym życiu System Zapewnienia
Jakości? wink))
Obserwuj wątek
    • sylvic Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 18.11.03, 13:36
      Wydaje mi sie, ze istotniejsze jest to żeby wogóle spędzać czas razem - a co
      się w tym czasie robi to zalezy od sytuacji i chęci dziecka.

      My (ja i mąż) praktycznie cały swój czas poświęcamy dziecku bo tak lubimy.
      Po powrocie z pracy / przedszkola - lenimy sie, bawimy.
      Są momenty, że np. mąż bawi się z małym a ja w tym czasie robie kolację - albo
      odwrotnie, albo razem z małym np. zmywamy, albo robimy kanapki (jakies drobne
      prace) - ale ostatecznie i tak "spotykamy się" u małego w pokoju na dywanie -
      chyba lubimy przebywać razem ze sobą.

      Obowiązki domowe - odpuszczam bo co tam (pranie??? - mały pakuje do pralki ja
      włączam - i po praniu, prasowanie??? - na weekend, sprzątanie??? - i tak nas
      przeważnie cały dzień nie ma w domu - więc odkurzanie (ostatnio nasza ulubiona
      praca),

      Tak więc podsumowując - spędzamy wolny czas wspólnie - ale w tym czasie robimy
      wiele różnych rzeczy - od zabawy począwszy...zmienianiu wody rybce... ścieraniu
      kurzu... na rozkręcaniu komputera i zakładaniu uszczelek kończąc.
    • ginger_77 Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 18.11.03, 14:04
      Hej Adziasmile

      No wlasnie, ja tez myslalam o tym ostatnio. Balam się troszke tego, ze
      poswiecajac dziecku 100% czasu po powrocie z pracy nie naucze corci, ze mama
      musi zrobic to czy tamto i w tej chwili nie może się z nia bawic. Jak już
      zaczelam prace, to jakos to nam wszystko uklada się „samo” tzn. jak wracam z
      pracy to najpierw cycus – czasami ledwo mogę się rozebracwink Potem jem obiad,
      często ze wspolnikiemwink no i potem mamy czas dla siebie. Bawimy się zabawkami,
      czytamy ksiazeczki, rysujemy. Ale jeśli mam cos do zrobienia, staram się
      wciagnac ja w to zajecie, np. wklada ciuchy do pralki, asystuje w kuchni –
      najczesciej konczy się to Madzi gotowaniem na podlodze. Staram się jednak nie
      robic za wiele tzn. nie staje w kuchni jeśli wiem, ze przygotowanie obiadu
      zajmie mi duzo czasu (robie to jak Madzia usnie), nie zabieram się przy niej za
      wieksze porzadki – no chyba, ze Madzia bawi się ladnie sama – wtedy nie
      przeszkadzam, albo jak bawi się z tata.
      Wlasciwie to szkoda mi kazdej minuty – mam dla corci przeciez tak malo czasu –
      ale wiem, ze ona musi wiedziec, ze sa także inne obowiazki. Bardzo to wszystko
      czasami trudne, ciezko mi ja zostawiac na tak dlugo i boje się, ze przez to
      mogę ja troszke rozpiescic – chociaz staram się być konsekwentna i reagowac na
      wszystkie nieakceptowanie przez nas zachowania.
      A jak to jest z jakoscia i iloscia czasu? Wydaje mi się prawda, ze wazna jest
      jakosc, ale co zrobic jak napisalas – w sytuacji kiedy jest go tak malo? Nie
      chce coreczki „uszczesliwiac” na sile – wiecie o co chodzi.
      No i jeszcze zalamal mnie artykul z grudniowego dziecka, rozmowa z Zofia Milska-
      Wrzosinska „Nie ma jak Matka” z ktrej to wynika, ze jednak ilosc jest wazna i
      ze ja moje dziecko opuszczajac na tak dlugo funduje mu skutki w
      postaci „wycofania, chlodu emocjonalnego, niefnosci albo przeciwnie – nadmierne
      lgniecie do innych, wchodzenie w niszczace zwiazki” sad Nie mogę się z tym
      zgodzic bo uwazam, ze takie skutki maja znacznie „grubsze” podloze niż to, ze
      mama i tata pracuja a dzieckiem zajmuje się Niania.

      Tak wiec staramy się razem z mezem pracowac na nasza Jakosc. Bardzo lubie
      usiasc z nia spokojnie, opowiedziec co robilam w pracy, popytac co robila (choc
      jeszcze nie wiele mi powiewink Staram się bardzo być matka, która w tym calym
      chaosie potrafi zostawic ze spokojem inne sprawy i pobyc z Maluchem.
      • gusiak_mama_kacperka Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 19.11.03, 23:30
        ginger_77 napisała:

        > No i jeszcze zalamal mnie artykul z grudniowego dziecka, rozmowa z Zofia
        Milska - Wrzosinska „Nie ma jak Matka” z ktrej to wynika, ze jednak ilosc jest
        wazna i ze ja moje dziecko opuszczajac na tak dlugo funduje mu skutki w
        postaci „wycofania, chlodu emocjonalnego, niefnosci albo przeciwnie: nadmierne
        lgniecie do innych, wchodzenie w niszczace zwiazki” sad Nie mogę się z tym
        zgodzic bo uwazam, ze takie skutki maja znacznie „grubsze” podloze niż to, ze
        mama i tata pracuja a dzieckiem zajmuje się Niania.
        >
        Zostałam wychowana przez pracującą matkę i ojca w ciągłych rozjazdach i mogę
        Cię uspokoić. Nie jestem ani wycofana i lękliwa, ani tez zanadto nie lgne do
        ocych i nie wchodzę w destrukcyjne związki. Jetsem, pewną siebie osobą budująca
        szczęśliwą rodzinę i... pracująca. Kacpra oddałam pod opiekę Niani gdy miał 7,5
        miesiąca. Żałuję każdej godziny bez niego, ale musze pracować. Mam w dodatku
        pracę związaną z częstymi nadgodzinami. Ale wydaje mi się, że to mi bardziej
        brakuje synka, niż jemu mnie. Nie wyjeżdżam bez niego, staram się wychodzić,
        gdy zaśnie lub wracać zanim zaśnie. I po prostu być z nim. Rozmawiać, czytać,
        gospodarzyć w kuchni. Nawet bajki oglądamy razem komentując co się dzieje...
    • kari7 Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 18.11.03, 14:39
      Ja wróciłam do pracy jak mały miał 7 miesiecy a on został z nianią - tą samą na
      szczęście od ponad 2 lat.Jak mały był mniejszy to raczej usiłowałam poswiecać
      czas po pracy tylko jemu ( no wiadomoze u malucha oprócz zbawy to sma
      pielgnacja zabiera trochę czasu!)Czynnosci niezbędne do funkcjonowania w
      ordzaju gotowanie i sprżatanie , pranie i prasowania odkładałam na czas kiedy
      mały zaśnie a ze uspypiał po 20 to było spoko.Potem te pory się przesuneły i
      często padałam na nos gotujac obiad przed 24, i jako manaiczka porzadku
      mieszkanie tez musiał być opanowane i powiem szczerze to był galop!Dobra matka,
      żona, kochanka i jeszcze pracownik!Ale wysiadłam...I zmądrzałam.Mały gotowął ze
      mną, sprzatał też i wszystkie inne rzeczy.A jak to było zrobione to był czas na
      zabawe we dwójkę lub trójkę ( doliczam do tego tatę).I teraz tez tak jest tylko
      że mały potrafi zajać się sam przez chwilę wiec jak nie ma ochoty mi pomóc to
      wpuszczam go do łązienki , i robi potop myjąc umywalkę lub grzebiąc sie w
      wodzie.Aleja uważma ze to jest super jak mały urzęduje ze mna w kucni.I ta
      radosć w jego oczach - mamo będziemy robić ciasto!J ajestem w domu po 17 a mały
      zasypia o 22 weic zostaje tego czasu na zbawy typu malowanie, klocki, Bob
      Budowniczy na komputerze itp. Ale kończy się to zawsze tak ze siedzimy we
      trójke na podłodze w jego pokoju , ja i maż ukałdamy jakieś rzeczy z klocków
      bawiac sie przy tym znakomicie a mały nas olewa i bawi sie samochodzikami.Jak
      było ciepło to jeszcze zostawały popłudnia i spacery ale tutaj starałam sie
      wychodzić typowo dla przyjemnosci, no od czasu do czasu zakupy bo uważma ze
      zakupoy z 3 latkiem są nieco...męczące i nie mamnerwów ganiać z synkiem kiedy
      on szczęślwy leci z wózkiem po całym sklepie.
      Nie wiem ale myśle,z emay jest teraz bardziej zadolony po prostu będąc ze mną,
      nie wążne czy maluję z nim czy gotuję zupę.Po prostu jestem z nim. I jak patrzę
      na niego to widzę ze jest szczęśliwy Chociaż mam wyrzyty sumienia czasami jak
      pyta z nadzieją w sobotę "Mamo - bedziesz cały, cały dzień ze mną ?". Moze
      dlatego rezygujemy z życia towarzyskiego( bujnego)żeby mu nie zabiarać
      tych "dni" a jak już to jedzie z nami.
    • libra.alicja Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 18.11.03, 14:46
      Nie mam pomocy domowej, więc nie mogę całego czasu poświęcić córce, ale cały
      ten czas z nią spędzam.
      Basia ma 2 latka i robi ze mną wszystko w domu, razem gotujemy, nastawiamy
      pranie i robimy zakupy (cały czas rozmawiając, tzn, głównie ja gadam).

      Jednak każdego dnia staram się o czas, który Basia "urządza". Wtedy ona
      wybiera, co chce robic i ja jej towarzyszę, są to klocki, książki, rysowanie,
      puzzle, zabawa w lekarza, itd.
      I to jest czas POŚWIĘCONY dziecku, a nie tylko SPĘDZONY z dzieckiem, oczywiście
      w moim odczuciu.
      I nie mam tu na mysli żadnego poświęcenia (czyli męczęństwa) z mojej strony,
      jest to dla mnie właśnie ta jakość, o której pisze Adzia.
    • aluc Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 18.11.03, 14:58
      czuję się wywołana do tablicy smile

      staram się jeść z Grubym przynajmniej kolację, czasem uda nam się zjeść
      wspólnie śniadanie, ale rano jest za dużo rozgardiaszu, żeby to śniadanie było
      spokojne i Gruby czasem się buntuje

      po kolacji Gruby mi plan zajęć ustala, więc głównie rysujemy i budujemy z
      klocków ciągle ten sam garaż, czytamy książeczki, słuchamy płyt z wierszami...
      i ciągle mało jest tego czasu, i Gruby to czuje, bo odkąd wróciłam na pełny
      etat, to tak naprawdę śpiący robi się dopiero koło 10... i o 9 go kładę tylko
      dlatego, że inaczej nie miałabym nawet kwadransa na totalne nicnierobienie we
      własnym domu

      najnormalniej jest w weekendy, o ile żadne z nas nie pracuje, wtedy Gruby po
      prostu z nami jest, cokolwiek robimy, uczestniczy w masie zwykłych weekendowych
      rytuałów, jak choćby sobotnie poranne zejście do sklepu po bułki i gazetę smile

      tak naprawdę nie staram się o jakąś superhiper stymulującą jakość
      po prostu staram się przez te dwie godziny dziennie być tylko dla niego, nie
      oglądać jednym okiem tvn24 przy czytaniu wiersza, nie podczytywać gazety przy
      kolorowaniu malowanek...

      Gruby widzi jak działa nasza rodzina - tyle, że ona nie działa w rytmie
      codziennego gotowania, sprzątania i innych prac domowych

      a ja nie wychodzę sama do knajpy, nie wychodzę do kina, nie bywam nawet na
      służbowych kolacjach - bo szkoda mi tego czasu z dala od Grubego

      i - paradoksalnie - chyba nawet nie mam poczucia winy wobec Grubego, po prostu
      żal mi samej siebie, bo mi tego czasu z nim potzreba tak samo jak jemu, a może
      nawet bardziej

      pamiętam, jak wiosną zachorowała niania i wzięłam dwa dni urlopu
      to były najcudniejsze dwa dni w całym roku
      chodziliśmy po parku, oglądaliśmy suche zeszłoroczne liście, patrzyliśmy na
      kaczki w stawie i na ganiające psy...
      tego mi brakuje, a nie jakichśtam wydumanych efektywnych i stymulujących pierdu
      pierdu

      MI brakuje
      MI MI MI przede wszystkim

      ale zdaje się, że zbaczam z tematu wink
      • ginger_77 Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 18.11.03, 15:47
        aluc napisała:
        > to były najcudniejsze dwa dni w całym roku
        > chodziliśmy po parku, oglądaliśmy suche zeszłoroczne liście, patrzyliśmy na
        > kaczki w stawie i na ganiające psy...
        > tego mi brakuje, a nie jakichśtam wydumanych efektywnych i stymulujących
        pierdu
        >
        > pierdu

        No wlasnie, o to chodzi takze mi, ze nie chce z ta jakoscia na silewink
        W koncu do roku bylam na wychowawczym i wtedy kazdy dzien wypelniony byl tez
        normalnymi zajeciami domowymi - tak jak teraz w weekend. Madzi chetnie we
        wszystkim uczestniczy, albo idzie z tata na spacerek i wtedy ja
        szybciutko "zalatwiam" cale mieszkanko - na szczescie to nie wielki palacwink A
        potem mamy czas na wspolne leniuchowanie. Za tydzien ide na kilka dni urlopu i
        zamierzam po prostu pobyc z Niuska smile))))))) juz nie moge sie doczekacsmile))
      • asia_i_franio Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 18.11.03, 23:21
        aluc napisała:

        > a ja nie wychodzę sama do knajpy, nie wychodzę do kina, nie bywam nawet na
        > służbowych kolacjach - bo szkoda mi tego czasu z dala od Grubego
        >
        > i - paradoksalnie - chyba nawet nie mam poczucia winy wobec Grubego, po
        prostu
        > żal mi samej siebie, bo mi tego czasu z nim potzreba tak samo jak jemu, a
        może
        > nawet bardziej
        >
        >
        > MI brakuje
        > MI MI MI przede wszystkim
        >

        No właśnie Aluc, mam to samo.

        Asia
    • deesire Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 18.11.03, 15:37
      Prawie 3 lata byłam z synkiem w domu i ten czas zawsze starałam się spędzać jak
      najbardziej razem. Codziennie zaliczaliśmy przynajmniej dwa spacerki, łaziliśmy
      po lesie, zbieraliśmy różne różności (patyki, listki...), jeździliśmy raz w
      tygodniu na basen, rozwijaliśmy się też "towarzysko" smile. Mieliśmy dużo czasu i
      starałam się wówczas nigdzie nie spieszyć. Teraz wiem, że było warto smile

      2 miesiące temu wróciłam do pracy, a synek powędrował do przedszkola. Zmiana
      była duża dla nas wszystkich. Teraz, gdy wreszcie wszyscy dotrzemy do domu
      niewiele zostaje tego "wspólnego czasu". Po tradycyjnym wspólnym obiedzie i
      drobnym odpoczynku zwykle jest już wieczór. Dlatego najczęściej już koło 20.
      myjemy się i lądujemy w łóżkach i spędzamy tam czasem ponad godzinę na czytaniu
      książeczek, oglądaniu albumów, opowiadaniu róznych historyjek i bajek. Adaś to
      lubi i mam wrażenie, że teraz tego właśnie potrzebuje. Przedszkole bardzo go
      eksloatuje zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Widzę po nim, że w domu
      oczekuje już tylko odpoczynku i spokoju.

      W weekendy natomiast jest wspólne sprzątnie - Adi we wszystkim dzielnie mi
      pomaga, choć czasem baaaardzo to wydłuża czas trwania danej czynności smile Potem
      oczywiście jakiś spacerek - choć przyznaję się, że nie zawsze. Czasem po prostu
      się nie chce, a my od czasu naszej "małej rewolucji" z przyjemnością spędzamy
      czas w domu.

      Pozdrawiam cieplutko smile
    • asia_i_franio Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 18.11.03, 23:14
      Temat tego wątku to jest to, co czasem sen mi z powiek spędza.

      Do pracy wróciłam, gdy Franek miał 7,5 m-ca, teraz ma 15,5 m-cy. Pracuję od 8
      lub 9 odpowiednio do 16 lub 17. W domu najwcześniej jestem więc przed 17.
      Franio zasypia ok 20.30. Czasu wspólnie spędzonego, jest niewiele. Do tych
      kilku godzin po południu doliczyć nalezy jeszcze 1 godz. rano, kiedy to staram
      się robić wszystko tak, aby Franio zbytnio nie odczuł, że się spieszę, ale
      wiadomo, nie zawsze wychodzi.
      Po południu bywa różnie, raczej trudno mi uogolniać. Wiele zależy od nastroju
      Franka. Mąż wraca ciut wcześniej niż ja, odprawia nianię i albo wykonuje
      okołoobiadowe czynności z Franiem, albo ich nie wykonuje wogóle tylko bawi się
      z małym. Ja czasem jem w domu, czasem w pracy, ale raczej staram się
      doprowadzić do sytuacji, ze cała rodzina przy stole się po południu/wieczorem
      spotyka.
      Gdy nagromadzi nam się sporo prac domowych, to albo je robimy przy radonej
      asyście Frania i wtedy wieczorem, gdy mały zaśnie mamy czas na gadanie,
      czytanie, komputer, tv itd., albo nie robimy nic, tylko bawimy się lub idziemy
      na spacer, albo jedno z nas się bawi z małym, drugie robi coś tam innego.

      Nasz Franek doświadcza wszystkiego po trochu. I wygląda na zadowolonego. Ja w
      porównaniu z nim wyglądam chyba na mniej zadowoloną, bo właśnie często wpadam
      w "taki kanał". W drodze do pracy, albo w pracy myśle sobie często, jakby ten
      dzień wyglądał gdybym była z Franiem w domu...
    • mama_wiktora Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 19.11.03, 09:55
      Czasem jeszcze dopada mnie wyrzut sumienia, że czas jaki spędzam z Wiktorem
      jest mało "efektywny". Ale rozsądek podpowiada mi że to bzdurasmile

      Rano w 99% wstajemy razem około 6-6,30. Idziemy zrobić kawę, Wiktor robi
      przegląd zabawek i targa je do kuchni (mamy taki pokoj z kuchnią razem). Potem
      towarzyszy mi jak biorę prysznic (wrzuca mi do wanny kaczuszki, kubeczki,
      przecież wiadomo, że bez tego trudno się umyćsmile))). Potem ja siadam z nim do
      śniadania, chociaż tylko piję kawę. To czas na moje suszenie włosów i pogawędkę
      z Wiktorkiem. Wreszcie nadchodzi czas kiedy atakujemy śpiocha (czyli mojego
      męża) i znowu wspólna zabawa w sypialni, Wiktor budzi tatę, ja ubieram się do
      pracy. Niby nic ale ile wspólnie spędzonego czasu?

      Po pracy odbieram go od moich rodziców, jestem już padnięta, zmęczona i marzę o
      godzinnej drzemce... Ale rzecz jasna najpierw muszę wysłuchać całej relacji z
      dnia, o spacerze, zabawach, obiadkusmile Potem długie tup tup do domu, taki spacer
      z zakupami i rozmową. Wreszcie docieramy do domu. Są rzeczy które możemy zrobić
      wspólnie, np. włączenie pralki, rozwieszenie prania, starcie z blatów w kuchni.
      Prasowanie i ewentualne prace zlecone odwalam jak mały zaśnie. A wieczór raczej
      spędzamy mało ruchliwie, czytamy książki, jeździmy autkami... No ostatecznie
      godzę się na małe patatajsmile Potem chlapanie z kubeczkami w łazience, masaż i
      kremowanie i końcowe przytulanki w łóżeczku...

      Może to i mało, i mnie ciągle brak czasu, żałuję każdej chwili z dala od malca.
      Ale tyle czasu ile nie pracuję mogę mu dać i tyle musi wystarczyć...sad
    • judytak Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 19.11.03, 15:31
      Jestem w domu około piątej.
      Mały ściąga ze mnie kurtkę i buty.
      Średni skacze i z miejsca zaatakuje mnie, że "na jutro trzeba przynieść do
      przedszkola nową szczoteczkę do zębów, i będzie wycieczka, ale nie wiem, kiedy,
      i ..."
      Duża, jeśli jest w domu, łaskawie odwraca głowę w moją stronę i mówi cześć, po
      czym wraca do swoich zajęć.
      Siadam do jedzenia (biorę co jest, albo robię sobie kanapkę). Dzieci
      podobno "właśnie zjadły". Nie wątpię. Niezależnie na ogół wszystkie chcą
      właśnie teraz właśnie to, co ja jem...
      Jeśli przy tym wyciągam gazetę (w charakterze odpoczynku), to Mały mi
      mówi "mama nie gląda" i dla pewności przynosi swoje książeczki.
      Sadzam Średniego do rysowania wzorków (ćwiczenie koordynacji, rehabilitacja),
      przypominam Dużej że pewnie jeszcze nie ćwiczyła na pianinie, no a lekcje?
      I tak dalej, i tak w kółko, przez półtorej godziny.
      Jeśli mąż jest w domu, to on też mniej więcej to samo. Z tą różnicą, że nie
      daje Średniemu rysować, tylko gimnastykować się (też rehabilitacja) i nie
      zwraca uwagi czy Duża ma zrobione lekcje czy nie. Na pianino to i owszem.
      Przed siódmą napychamy Małego kaszką, większe dostają coś typu kanapki i mleko.
      O siódmej idziemy oglądać bajkę w telewizji. Wszyscy.
      Po bajce mąż ogląda dziennik, dzieci idą do siebie, bawią się, ja na ogół
      włączam pralkę i układam w szafach to, co już wyschło. Ale pranie w sumie
      miesza się z zabawą...
      Po ósmej kąpię Małego, Średni się myje, przebiera, najpierw opowiadam "bajkę
      dla małych dzidziusiów", potem czytam coś bardziej "dorosłego", odpowiedniego
      dla przedszkolaka, na czym Mały szczęśliwie zasypia...
      Jeśli ja nie zasypiam, to mogę teraz ugotować obiad na następny dzień, mąż
      zmywa, a Duża przerywa czytanie, żeby podzielić się Ważnymi Sprawami oraz "czy
      jest jeszcze coś do jedzenia?"

      Jakość razem spędzonego czasu, to chyba jakość matki i fakt jej otwieranie się
      na dziecko. To, że z uwagą słucha i szczerze mówi, to, że interesuje się tym,
      co dziecko lubi, i pokazuje dziecku własne pasje. I to, że zachowuje
      odpowiednie proporcje.

      Pozdrawiam
      Judyta
      • adzia_a Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 19.11.03, 15:53
        judytak napisała:

        > Jakość razem spędzonego czasu, to chyba jakość matki i fakt jej otwieranie
        się
        > na dziecko. To, że z uwagą słucha i szczerze mówi, to, że interesuje się tym,
        > co dziecko lubi, i pokazuje dziecku własne pasje. I to, że zachowuje
        > odpowiednie proporcje.

        Wiesz co...dawno nic na forum nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak to, co
        napisałaś smile)))
        • gusiak_mama_kacperka Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 19.11.03, 23:05
          Genialne to co napisała JUDYTAK - ryję to sobie duzymi literami.
          • mamongabrysi Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 20.11.03, 10:14
            I ja teżsmile))))
            Pozdrawiam
            Ania
          • mama.kangurzyca Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 20.11.03, 13:44
            Ja także!!!
            Pozdrav!
            • judytak Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 24.11.03, 12:48
              no nie przesadzajcie dziewczyny, cała się rumienię...
              J.
            • ulala72 Re: post miesiąca 20.01.04, 10:29
              Podpisuję się. To jest post miesiąca. Sama prawda. Samo życie.
              Pozdrawiam.
    • basik14 Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 19.11.03, 17:45
      Wróciłam do pracy, gdy córeczka miała pół roku. Oczywiście wiele bym dała,żeby
      nie musieć pracować i cały czas poświęcać dziecku. Na szczęście pracuje w
      systemie 12-godzinnym (również nocki),więc czasu dla małej mam jakby trochę
      więcej. Oczywiście są również minusy takiego systemu, a mianowicie nie mam
      weekendów czy świąt, ale wtedy zawsze jest z córką mąż, który może nadrobić
      zaległości z całego tygodnia.
      Od września córka chodzi do przedszkola, tylko na 4 godziny, ale tyle wystarczy
      mi żeby pozałatwiać sobie różne sprawy, czy wyspać się po nocce (o czym
      wcześniej nie było mowy). Jak przychodzi jestem już do jej dyspozycji, tzn.
      robimy zazwyczaj to na co ma ochotę (spacerki, wizyty u znajomych dzieci lub
      wspólne zabawy). A jeśli mam jeszcze coś do zrobienia to oczywiście w miarę
      możliwości Wiktoria mi w tym towarzyszy. Poprawiła się jakość spędzanego razem
      czasu,jestem bardziej wypoczęta,(odciążona przez przdedszkole) więc bardziej
      otwarta na córkę i chyba to bardziej mi odpowiada.
      • grzalka Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 19.11.03, 20:47
        Ja mam wieczne wyrzuty sumienia, że spędzam z Ania za mało czasu- ale z
        drugiej strony doskonale wiem, że nie nadaję się na pełnoetatową mamę
        (wariowałam już pod koniec macierzyńskiego, a gdy zdarza się, że mąż ma dyżur
        i cała dobę spędzamy we dwie to zwykle jestem wypluta fizycznie i
        psychicznie). Taka ambiwalencja, ale niewiele mogę na to poradzić. Tym
        bardziej, że tak naprawdę nie wierzę w psychologiczne naciąganki o fatalnym
        wpływie braku matki przy dziecku przez całą dobę do lat trzech. No bez
        przesady- ja zaliczyłam nianię, żłobek i przedszkole i z mama kontakt mam
        świetny, związek nietoksyczny, na chłód emocjonalny nie narzekam. No i sporo w
        moim otoczeniu tego typu „wyjątków”. Ale to trochę nie na temat, więc teraz
        będzie o czasie.
        Ania budzi się razem z nami około 6.30 i godzinę rano spędzamy razem- owszem,
        jest poranny rozgardiasz, ale jest też czas na poranne przytulanki-
        przeciąganki, na wspólne śniadanko (ja kawę, ona kaszę). Około 7.10 przychodzi
        niania i ja wtedy „dopełniam formalności” przed wyjściem. Pracuję tak, że w
        poniedziałki i piątki jestem w domu po 18.00 i wtedy cały pozostały czas
        spędzam z Ania- razem się kąpiemy, razem zasypiamy. Ania zasypia około 20.00 i
        między innymi dlatego ją usypiamy (czyli najpierw sobie czytamy, a potem przy
        zgaszonym świetle opowiadamy bajki i rozmawiamy, aż do zaśnięcia Małej, a
        czasem i Mamywink) żeby być w tym czasie razem z nią. We wtorki, środy i
        czwartki wracam około 15.15. Nie staram się tego czasu wykorzystywać jakoś
        specjalnie efektywnie, bo zauważyłam, że wtedy tracimy naturalny rytm, ja
        staje się jakaś sztuczna, a to nie o to chodzi. Odkąd odkryłam, że moja córka
        ma własne pomysły na spędzanie czasu i wystarczy jej towarzyszyć (aktywnie lub
        pasywnie)- dogrywamy się nieźle. Jak jestem padnięta po prostu leżę na
        materacu w sypialni, a ona się przy mnie bawi- zawsze rozmawiamy, bo ona jest
        straszna gadułą, a ja tez nie należę do milczących więc gadamy non stop. Z
        czynności domowych- pranie robimy razem, nie gotuję, nie prasuję, sprzątam
        niechętnie- w zasadzie razem sprzątamy zabawki. Nie bawimy się edukacyjnie i
        rozwojowo- to zostawiam niani, jest w tym zdecydowanie lepsza i
        skuteczniejsza. W te dni gdy wracam o 15.15 część czasu „oddaję” tacie- to on
        się z Ania kąpie (30 minut) i razem spędzają około godziny „sam na sam” bo
        zauważyłam, że to im obojgu dobrze robi smile. Raz na jakiś czas wychodzimy z
        mężem zostawiając Anię u babci bez wyrzutów sumienia.
        Ale- mam taki zawód, który wymaga ciągłego uczenia się. Mimo starań i tak
        jestem ciągle do tyłu. Mam tez taką konstrukcje psychiczną, że muszę mieć czas
        dla siebie, a niestety tego mi ciągle brakuje i to mnie bardzo męczy.
        Niestety sad. Nie wiem jak z tego wybrnąć- z jednej strony na przykład bardzo
        potrzebuje chodzić na aerobik, ale z drugiej strony szkoda mi tego czasu
        właśnie, który mogłabym poświecić Ani. No wiec na razie nie chodzę, ale być
        może za jakiś czas szala się przechyli na korzyść aerobiku.
        Ogólnie to wszystko nie jest proste, czasu na wszystko mam za mało i chyba
        racje maja męscy szowiniści mówiąc, że kobiety albo nie powinny być lekarzami,
        albo jeśli już są to nie powinny mieć dzieci.
        Ale mi pesymistycznie wyszło- no trudno. Temat generalnie mi bliski- jak
        widaćwink)
        • aluc Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 19.11.03, 21:56
          grzalka napisała:

          > chyba
          > racje maja męscy szowiniści mówiąc, że kobiety albo nie powinny być
          lekarzami,
          > albo jeśli już są to nie powinny mieć dzieci.
          >

          hmm... to samo mówią o kobietach-prawnikach wink
        • mama.kangurzyca Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 20.11.03, 13:52
          Grzałko-lekarko, tak samo szarpię się z brakiem czasu na wszystko i w chwilach
          depresji zaczynam wierzyć, że kobiety lekarki nie powinny zakładać rodziny...
          Ale potem trochę odsypiam, depresja mi mija i znów jakoś pcham ten wózek.
          Dzięki Bogu mój mąż swego czasu nie dostał się na medycynę smile Pozdrav i nie
          dawaj się!

          PS.Mam wrażenie, że nie musisz przynajmniej dyżurować. Ciesz się, kobieto...
        • mader1 Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 21.11.03, 15:27
          Mysle bardzo cieplo o lekarzach i mysle, ze waszymi dziecmi to sie anioly
          opiekuja, bo znam dorosle juz dzieci oddanych pracy, dobrych lekarzy.Dzieci
          wyrosly im swietne. Co do prawnikow, nie mialam takich doswiadczen, wiec jak
          zrozumialam, ze wiekszosc czasu bede w pracy, przystopowalam smile
          • mama.kangurzyca Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 24.11.03, 13:28
            Dzięki, mader1, aż mi się ciepło w swrduchu zrobiło... smile
    • igapaw Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 19.01.04, 18:36
      Czytałam artykuł Zofii Milskiej - Wrzosińskiej w grudniowym numerze „Dziecka"
      oraz wypowiedzi z forum przedrukowane w styczniowym numerze wraz z odpowiedzią
      autorki artykułu: „Między domem a pracą". Chciałabym dołączyć również swoje
      skromne zdanie.
      Mam dwoje dzieci: córka ma 12 lat, gdy ją urodziłam byłam dokładnie w
      połowie studiów. Było ciężko finansowo, ale było dobrze, bo mogliśmy z nią być
      w domu na przemian z mężem oraz babcią (na studiach w końcowych latach nie ma
      już tak dużo zajęć). Kiedy miała 2,5 roku poszłam do pracy na 20 godzin
      tygodniowo (jestem nauczycielką), a i tak tęskniłam. Teraz jestem na
      wychowawczym - synek w kwietniu będzie miał dwa lata - i JESTEM SZCZĘŚLIWA, że
      z nim jestem w domu. Naprawdę w ogóle mnie nie obchodzi zdanie kogokolwiek,
      jeśli chodzi o moje siedzenie w domu, poza zdaniem mojego męża i moich dzieci.
      Jeśli chodzi o moją wytrzymałość psychiczną, to znoszę to znakomicie (może
      dlatego, że to drugie dziecko, jest bardzo chciane i wcześniej sporo
      popracowałam), a może dlatego, że popołudniami i w sobotę trochę daję lekcji
      prywatnych. Finansowo wychodzi tak jakbym poszła do pracy oraz opłacała dobrą
      opiekunkę.
      Nie wyobrażam sobie, by moim najukochańszym dzieckiem zajmował się ktoś, kto
      go nie kocha. Chociaż z moich obserwacji u znajomych wynika, że dzieci, którymi
      zajmuje się opiekunka więcej potrafią (są bardziej wytresowane). Ja często
      pracuję w domu przygotowując lekcje i nie jestem w stanie wszystkiego
      dopilnować tak jak opiekunka, która ma mieć czas tylko dla dziecka. Jednak gdy
      mnie potrzeba - jestem natychmiast, synek widzi moją dumę i prawdziwą radość,
      gdy uda mu się osiągnąć coś nowego. U tak małego dziecka najważniejszy jest
      komfort emocjonalny (i co za tym idzie - rozwój emocjonalny). Mogłaby mnie
      ewentualnie zastąpić kochająca wnuczka babcia (ale jedna niestety nie żyje,
      druga sporo pracuje).
      Są pewne sytuacje życiowe, które zmuszają mamę do pójścia do pracy, ale to nie
      znaczy, że mamy sobie do tego tworzyć teorie.
      Po to się ma rodzinę i dzieci, aby z nimi być. I jeden z rodziców musi sobie
      zarezerwować więcej czasu - nie ma cudów.
      Agapaw
      • chalsia Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 20.01.04, 00:10
        > Po to się ma rodzinę i dzieci, aby z nimi być. I jeden z rodziców musi sobie
        > zarezerwować więcej czasu - nie ma cudów.

        A co jak jest tylko JEDEN rodzic moja droga????
        Też bym chętnie siedziała w domu do 3-go roku zycia dziecka, z opiekunką na
        parę godzin dziennie najchetniej (po to bym mogła coś dla siebie zrobić, bo
        trochę do Grzałki podobna jestem) ale za darmo sie nie da żyć.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
      • judytak Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 20.01.04, 09:12
        Po to się ma rodzinę i dzieci, aby z nimi być - tak.
        Po to się ma rodzinę i dzieci, aby z nimi być bez przerwy - nie.

        Jeden z rodziców ma zarezerwować na to cały swój czas - nie.
        Oboje rodziców mają na to zarezerwować w miarę możliwości jak najwięcej czasu.

        Im dziecko młodsze, tym tego czasu ma być więcej.
        Im dziecko młodsze, tym bardziej ten czas musi być regularnie rozłożony, w
        stałych odstępach czasu.
        Dodatkowo, im dziecko młodsze, tym bardziej istotne, żeby na czas, kiedy nie
        jest z rodzicami, zapewnić opiekę stale tej samej osoby, która dziecko lubi.

        To, że dzieci w przedszkolu lub z opiekunką szybciej się uczą pewnych rzeczy
        (korzystania z nocnika, mówienia, o co im chodzi, ubierania się itp.) według
        mojej obserwacji nie wynika z tego, że są jakoś "tresowane" (co to za używanie
        słów-obelg tak ogólnikowo, do wszystkich opiekunek, znanych i nieznanych, co to
        za nauczycielka, która w ten sposób postrzega świat i proces wychowywania,
        uczenia dzieci) a z tego, ze mają w takich sytucjach większą potrzebę
        samodzielności (co innego być zależnym od mamy, a co innego być zależnym od
        pani w przedszkolu)

        Ciszę się, że jesteś szczęśliwa
        Nigdy nie myślałam, że nie może być szczęśliwa kobieta, która z własnego wyboru
        jest pełnoetatową matką i panią domu
        Nigdy też nie myślałam, że kobieta, która jest pełnoetatową matką i panią domu,
        z definicji musi być szczęśliwa
        A ty musisz się pogodzić z tym, że twój wybór nie musi być wyborem wszystkich
        Że kobieta, która dokonała inny wybór (na przykład poszła do pracy mając
        dzieci) też może być szczęśliwa. I jej mąż, i jej dzieci mogą być też
        szczęśliwe. I, co więcej, często szczęśliwe są.

        pozdrawiam
        Judyta
    • ineta Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 20.01.04, 09:36
      Byłam z dzieckiem w domu 3 lata (a nawet trochę więcej). Nie do końca z
      przekonania - po prostu mąż pracuje do ok 19-tej codziennie, ja wracałabym o
      17-tej... i gdzie tu czas dla dziecka? Po uczciwym przemyśleniu wszystkiego
      doszłam do wniosku, że po kilku tygodniach takiego trybu życia będę miała dość
      wszystkiego - ani chwili dla siebie (a potrzebuję tego jak powietrza), dziecko
      będzie mnie irytować (w końcu wróciłam z pracy np. z bólem głowy i chcę chwilę
      odpocząć), na pomoc męża za bardzo nie mogę liczyć (no bo w czym mi pomoże
      wracając wieczorem?)itd. itp. Ale czasem naprawdę miałam dość i marzyłam o tym
      aby znaleźć się w pracy - nota bene nie lubianej. Dlatego nie oceniam matek
      które wróciły do pracy ani nie idealizuję tych co pozostały w domu. Stać nas
      było na mój urlop wychowawczy (całą pensję i tak oddawałabym opiekunce). Teraz
      po skończeniu urlopu wych. zwolniłam się z pracy i założyłam własną
      działalność, którą mogę wykonywać w domu. Po prostu uważam,tak jak jedna z Was
      już napisała, że rodzina a zwłaszcza dziecko wymaga chociaż od jednego rodzica
      większej obecności w domu.
      Nie lubię się bawić z dziećmi w wieku przedszkolnym - mam na myśli włączanie
      się do zabaw itp. ale za to mogę mu czytać, rozwiązywać różne edukacyjne
      zagadki, pokazywać przyrodę. Nie z jakiejś potrzeby wychowania geniusza - po
      prostu to lubię i mogę robić bez zniecierpliwienia. Myślę że każda z nas, i ta
      co się bawi edukacyjnie i ta co się wygłupia z dzieckiem robi to na co sama ma
      ochotę lub chociaż od tego jej nie odrzuca. No bo przecież nie da się
      codziennie zmuszać, po pracy zawodowej czy nie, do zabaw czy innych rzeczy,
      których nie znosimy. I chyba nie ma większego znaczenia czy to godzina
      dziennie czy 5 godzin - ja zostałam w domu bo byłam świadoma, że po pracy nie
      wykrzesam z siebie nawet pół godziny dla dziecka. I nigdy nie myślę o jakości
      czasu spędzanego z dzieckiem - po prostu robiny głównie to co oboje lubimy.
      • mumin_ek Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 20.01.04, 13:40
        Naleze do tych niedobrych matek, ktore wrocily do pracy, zeby zarabiac na
        maselko, bo na chlebek zarabia maz. Przyznaje sie bez biciawink

        Kazdy z nas jest inny. Wiadomo, najlepiej, jak matka siedzi z dzieckiem w domu,
        ale czy zawsze? Nie wierze, ze zestresowana i znerwicowana byciem na okraglo z
        dziecmi mama moze im dac bezpieczenstwo emocjonalne. Pewnie opiekunka tez go
        nie da, ale przeciez ta mama moze wyjsc do pracy na kilka godzin. Czy stanie
        sie wtedy cos zlego? Czy nasze matki z nami siedzialy do 3 roku zycia? Czy
        jesli siedzialy, to mialy dla nas duzo czasu? Nie sadze, przeciez to byly czasy
        kolejek, nie bylo pieluch jednorazowych i innych ulatwien.

        Moje dziecko jest dla mnie b wazne, ale lubie tez moja prace. Mam to szczescie,
        ze pracujac jako wolny strzelec (tak-tak) wychodze do biura nieregularnie i
        czesto moge byc w domu z Muminkiem, nawet pracujac. A jak nie pracuje, to nie
        siedze i nie bawie sie z nim, tylko robimy razem rozne rzeczy. Poza tym duzo mu
        czytam, spiewam, spacerujemy.

        Staram sie byc dla niego, ale tez dla meza, zeby nie zostawic mu na glowie
        utrzymania rodziny, bo w dzisiejszych czasach, to wlasnie mogloby sie zle odbic
        na naszej rodzinie. Praca nie jest dzis oczywistoscia, a bardzo pozadanym
        dobrem, ktore latwo stracic. Wiem, ze mu nie zrobie tego. Czujemy sie pewniej
        praccujac oboje i oboje dbajac o nasza rodzine. To nie byl latwy wybor, ale go
        podjelismy i staram sie nie zalowac.

        A Muminek jest szczesliwym dzieckiem.
        Kasia
    • laura_eliza Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 01.02.04, 14:24
      A ja poszlam do pracy bo nie moglam juz wysiedziec w domu. Laura miala 1,5
      roku a ja bylam na to w pelni gotowa. Ale pracuje blisko domu i 8 godzin.
      Pieniedzy z tego mam na opiekunke i jakies grosze zostaja. Ale jak wracam do
      domu to chce z nia spedzac caly czas. Nie jest tylko obowiazkiem. Gotuje to co
      zrobi sie szybko, prawie wcale nie prasuje, za to umiem tak wyprac koszule
      zeby byly prawie nie pogniecione. A Laura jest naszym oczkiem cale popoludnie
      i wieczor, az do 22.00. Potem wlasciwie juz nie wstaje po tym jak ja uspie, i
      idziemy razem spac - we dwie. Mysle ze dziecko swietnie sie bawi nie tylko
      klockami ale tez pomagajac mi w kuchni, czy np wycierajac podloge. Uczy sie ze
      te zajecia sa codziennoscia, cwiczy raczki itd. Praca to nic zlego! Jezeli my
      jestesmy szczesliwsze to wiecej damy szczescia dziecku. I nie sluchajcie
      glupich psychologow. Siedzac w domu mozna wychowac "nienormalne" dziecko, nie
      ma na to reguly. Wszystko zalezy od nas!!
    • bazylea1 Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 03.02.04, 21:39
      bardzo ciekawa dyskusja! dla mnie na razie to teoria bo jestem na
      wychowawczym, ale jestem sfrustrowana, znudzona i zmęczona i z radością
      wróciłabym do pracy gdybym mogła (ale mam taką sytuację ze nie mogę). wracam
      do pracy jak mój maluch będzie miał 1,5 roku i ilość czasu spędzana z nim
      będzie dramatycznie mała - 1 godzina rano i - jeśli uda mi sie punktualnie
      wyjść z pracy co się rzadko zdarza - 2 godziny wieczorem. i zastanawiam się
      jaki będę miała wpływ na wychowanie dziecka przy takim układzie czasowym bo
      chwilowo wydaje mi się że zaden...
    • asia.t Re: Jakość - ilość - dziecko - praca - czas 04.02.04, 13:03
      To temat dla mnie... właśnie jestem na etapie okropnych wyrzutów sumienia i
      tęsknoty za moimi dwulatkami... wróciłam do pracy, jak mieli 10 miesięcy.
      Pracuję do 16.30, wracam do domu o 17, co robimy?>jemy razem obiad, potem ja
      staram się z nimi byc - czytamy książeczki, budujemy coś.. .chłopcy mają
      siebie - bardzo często więc towarzystwo mamusi nie jest konieczne, potrafią
      mnie zostawić w dużym pokoju na dywanie z kupką książeczek i uciec do siebie,
      bo tam sa ich autka (czyli bibije wink ) Jak się czuję gorzej (niestety, zdarza
      się), puszczam im bajkę, ale jestem obok - i razem komentujemy to, co
      widzimy... Oni najchętniej się do mnie przytulują po prostu...

      ale czasu jest mało, mało, brakuje mi tego. I właśnie się poważnie zastanawiam
      nad przejściem na 3/4 etatu...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka