Moja mała byłą "od zawsze" dość pasywna: na zajęciach dla maluszków
wolałą obserwować niż uczestniczyć we wrzucaniu kulek do
pudła,rzucaniem balonem czy potrząsaniem chustą. Innych dzieci
zwyczajnie się bała, wiała do nas na kolana, wczepiała się, nawet
podnosiła wrzask, płacz.
Poszła do przedszkola w wieku 2 lat i odetchnęłam: do grupy (7
dzieci) przyzwyczaiła się łatwo, oswoiła się z paniami raz-dwa,
chętnie uczestniczy we wszystkich zajęciach i panie nie mogą się jej
nachwalić. Myślałam, że bardziej otworzyła się na inne dzieci,
wynaleźliśmy takie zajęcia w sobotę dla dzieci w jej wieku i...
załamka. Dobrze, że była to gratisowa wizyta, żeby zobaczyć, czy
pomysł chwyci.
Po prostu powtórka z rozrywki, zupełnie jakby miała 1,5 roku a nie
3,5. Nie chciała bawić się z innymi dziećmi, kurczowo trzymała się
tatusia, cały zas jęczała, że chce do domu - a zajęcia napraw były
fajne i wszystkie obecne dzieci włączyły się do zabawy - tylko nie
nasza córka.
Czy ta nieśmiałość wreszcie jej minie, czy to taki etap po
prostu?... Czy też już ma taki charakter i powinnam sobie odpuścić,
nie szukać zajęć, tylko dalej organizować jej rozrywkę w domu?...
Niestety, w rodzinie nie ma dzieci zbliżonych do niej wiekiem

,
nie mamy też w pobliżu znajomych z dziećmi - weekendy spędza tylko z
nami. Zajęcia miały jej poszerzyć grono znajomych - ale widzę, że
nic z tego