Dodaj do ulubionych

no i bedzie cesarka

05.06.09, 21:04
Ponieważ dziecko ciągle tkwi główka w górę, lekko ułożone w poprzek, dziś mój
nowy lekarz prowadzący (poprzednia lekarka sama poszla rodzic ;p) postanowił
zrobić usg w szpitalu, żeby sprawdzić czy ew. kwalifikuje się do zastosowania
obrotu zewnętrzego.
No i wyszlo ze nic z tego, mam bardzo mało wód płodowych. I wyszly w dodatku
kiepskie przepływy w pępowinie, mało brakowało a juz dzis bym musiala zostac w
szpitalu.
Po dramatycznej chwili badania na kolejnych dwóch sprzetach okazało się jednak
ze moge isc do domu, muszę tylko byc pod kontrolą.
No i cesarka na 100%, pod koniec 39 tyg, napóźniej na początku 40-tego.

Spojrzmy na to z dobrej strony, uniknę nacięcia krocza. ;p
Obserwuj wątek
    • meduza_79 Re: no i bedzie cesarka 05.06.09, 22:37
      no to ominą Cię też atrakcje skurczy i innych atrakcji porodowych.
      Są całkiem miłe aspekty planowanej cesarki. To mówię Ci ja smilesmile ja
      po dwóch cesarkach, z czego druga zaplanowana. I cchyba już dobry
      czas żebyś się przestała martwić tym, co będzie po porodzie, tylko
      sama zobaczysz smile
      A jesteś bliżej którejś opcji karmienia dziecia? czy nadal się
      wahasz?
      I nie martw się będzie dobrze... smilesmile
      • hedonistka Re: no i bedzie cesarka 05.06.09, 23:28
        Nadal waham. Mam nadzieję ze po planowanej cesarce laktacja jakos mi się nie
        rozbuja i sytuacja sama się rozwiąze. ;p Ale pewnie sprobowac - sprobuję,
        chociażby z samej zgubnej ciekawosci.
        Byle przetrwac te pare dni w szpitalu...
        • izabella_g Re: no i bedzie cesarka 06.06.09, 14:49
          rozsądne podejście))). w ten sposob minimalizujesz ilosc stresu.
          po swoich doświadczeniach- ja bym jeszcze przed porodem znalazła namiary na
          doradcę laktacyjną (najlepiej z tych młodszych, z rozsądnym podejściem), ktora w
          razie czego Ci pomoże cały ten interes a) rozkręcić b) albo wprost przeciwnie-
          bezboleśnie zakończyc, po to, żeby po porodzie, gdyby się okazało, że ktoś taki
          jest ci przypadkiem potrzebny, żeby nei szukać z obłędem w oczach.
          • shemsi1 Re: no i bedzie cesarka 06.06.09, 17:23
            cesara nie jest zla smile a planowana to juz całkiem. potem sie tylko szybko zbierz
            w kupe i wstan z wyra! smile ja po 4 godz wstalam, strasznie nie chcialam zalegnac
            a to latwe. cesraka fajna jest! smile
    • fajnyrobal Re: no i bedzie cesarka 06.06.09, 18:24
      Popieram Shem w całej rozciągłości. Cesarka fajna jest, zwłaszcza ta
      planowana. I unikniesz , poza innymi atrakcjami towarzyszacymi sn,
      efektu rozklapiąchy, co ma pewne znaczenie dla dalszego pożycia
      małżeńskiego i nie tylko wink
      Tylko z tym wstaniem po czterech godzinach po zabiegu z wyra będzie
      kłopot. Jak będziesz miała ZZO, to każą leżeć przez dobę i nawet
      głowy nie można podnieść.
      • shemsi1 Re: no i bedzie cesarka 06.06.09, 20:53
        no z tym to prawda. Tyle ze ja miałam calkowite wiec luz.
    • circa.about Re: no i bedzie cesarka 06.06.09, 22:45
      No brak nacięcia krocza jest zdecydowanie jedną z największych zalet cc. Ja
      matka dwójki dzieci, a tamte rejony wciąż jak nowe, he he..
      Muszę Cię zmartwić, ale po cc laktacja normalnie się rozkręca, z tym że później.
      Mnie akurat ominął tzw. nawał, Młody jak już się nauczył ciągnąć, to wysysał
      wszystko na bieżąco. Powiem Ci, że doskonale rozumiem Twoją niechęć do karmienia
      piersią - dla mnie było to jedno z najgorszych doświadczeń jakie niosło ze sobą
      macierzyństwo. Starszą karmiłam 6 miesięcy (i to tylko dlatego że mąż z teściowa
      mnie piłowali), a Młodego tylko niecałe 4. Mimo tej całej niechęci uważam, ze
      karmienie podczas pierwszych tygodni życia dzieciara jest niesamowitym
      ułatwieniem sobie życia. Jak by nie było, jesteś wiecznie zmęczona i niewyspana,
      a że noworodki zyczą sobie być przy piersi bardzo często i bardzo długo, to masz
      przynajmniej wymówkę, że cały czas leżysz i nic nie robisz. Przez pierwsze kilka
      tygodni życia Młodego nadgoniłam wszystkie zaległości czytelnicze, szkoda tylko
      że nie umiałam spać podczas karmienia.
      A jeśli chodzi o przesypianie nocy, to mimo ze nigdy nie miałam zbyt dużo mleka
      (co zawsze jest podawane jako powód, dlaczego dzieci budzą się często w nocy),
      Młody po raz pierwszy dał pospać od 23 do 7 rano w wieku niecałych 6 tygodni.
      smile
      • hedonistka Re: no i bedzie cesarka 07.06.09, 10:29
        Czy możesz napisać, czemu to doświadczenie uważasz za najgorsze? W było
        uciążliwe fizycznie, psychicznie?

        Dziewczyny, i mam pytanie w kwestii tego "ułatwienia sobie życia", bo mi
        karmienie piersią wcale nie wydaje się jakims ułatwieniem - no chyba że dla
        faceta, ktory nic nie musi wtedy robić.
        No bo tak: dzieci ssą czesto i długo, karmienie potrafi trwać po 40 min i tak co
        godzinę. Jak szybko dziecko obciąga butle? Dodatkowo przerwy miedzy karmieniem
        butelką są chyba dłuższe, no i może w tym matkę wyreczyć też ojciec przeciez?
        Do karmienia dziecka piersią i tak musialabym co chwilę wstawać, bo nie
        wyobrażam sobie spania z dzieckiem - mąż musialby wyladować na kanapie w innym
        pokoju i cała jego chęc pomocy zda sie w tym momencie psu na bude, a ja spałabym
        jak zając pod miedzą, cała sztywna w obawie że zasunę dziecku z lokcia albo
        zrzuce z łóżka (strasznie sie rozpycham).
        • meduza_79 Re: no i bedzie cesarka 07.06.09, 15:30
          Ja Ci powiem z mojego doświadczenia. Obaj moi synowie karmieni byli
          tylko piersią przez 6 miesięcy. Pierwszemu skończyłam dawać
          naturalną koleją zaniku mleka gdzieś koło 9 miesiąca, młodszy ma
          teraz 8,5 i w ciągu dnia mam przerwę w karmieniu od 9 do 20 (je
          wtedy różne inne rzeczy) I dla mnie cycowanie było ogromnym
          ułatiwniem zycia. To ja byłam w domu z dzieckiem, mąż pracował. A
          parzenie, mycie butelek i wstawanie w nocy żeby zabęłtać i odmierzyć
          mleko to dla mnie jakiś horror. A wiszenie dziecka przez godzinę na
          cycku co godzinę to też duża przesada. Wsztystko zalęzy od tego
          jakiCi się "egzeplarz" smile dziecka trafi. Moje najadały się w 10
          minut i miałam spokój na prawie zawsze równiutkie 3 godz.
          A śpiąc z dzieckiem wiem, że one tak łątwo nie dają się zgnieść smilesmile
          Nie chcę Cie przekonywać, ale mam wrażenie że jestes strasznie
          uprzedzona do karmienia piersią a nie bardzo wiesz jak to jest.
          Popieram znalezienie doradcy od karmienia, Rozgoni mity i pomoże ci
          podjąć decyzję która będzie i Tobie i dziecku najbardziej pasować.
          Ps. Nie wiem, jak system pracy ma twój mąż, ale jeśli nie rzuci
          pracy, to w zasadzie i tak w większości to na twojej głowie będzie
          karmienie dziecka, czy w ten czy w inny sposób.
        • circa.about Re: no i bedzie cesarka 07.06.09, 22:32
          Z tym najgorszym doświadczeniem to trochę przesadziłam, bo jak teraz sobie
          przypomnę te mordeczki przyklejone do cycka, to mi się ciepło na sercu robi smile.
          Ale różowo też nie było, bo miałam ciągle pod górę - najpierw walka z dzieckiem,
          bo nie chciało ssać, potem poranione sutki, bo nie potrafiło się prawidłowo
          przyssać, grzybica od młodego pleśniawek, no i wieczna walka o ilość (herbatki,
          sratki, laktatory itd). Jesli dodać do tego uwiązanie w domu (nie umiałam karmić
          w miejscach publicznych), to nie był to zbyt szczęśliwy okres w moim życiu. A, i
          jeszcze miałam straszliwe wyrzuty sumienia, że nie potrafię wykarmic moich
          dzieci. Taki zbiór sprzecznych uczuć - z jednej strony bardzo chciałam karmić,
          bo to dla dziecka najlepsze, a z drugiej - modliłam się, żeby to się jak
          najszybciej skończyło. A jak się skończyło (przez ową grzybicę), to było mi
          smutno, że tak wyszło..
          Na Twoim miejscu bym poprostu spróbowała - różnie moze być, albo Ci się spodoba,
          albo nie..
          • circa.about Re: no i bedzie cesarka 07.06.09, 22:35
            A cyckiem wygodniej, bo nie trzeba latać z butelkami - myć, wyparzać, odmierzać,
            mieszać - przynajmniej przez pierwsze tygodnie, kiedy to dzieciak je minimum 8
            razy na dobę.
        • mad_die Re: no i bedzie cesarka 07.06.09, 23:15
          > Dziewczyny, i mam pytanie w kwestii tego "ułatwienia sobie życia", bo mi
          > karmienie piersią wcale nie wydaje się jakims ułatwieniem - no chyba że dla
          > faceta, ktory nic nie musi wtedy robić.

          Jak to nic nie robić? A czy karmić facet musi? Jego pomoc to może być równie
          dobrze zmiana pieluchy (10 razy na dobę przynajmniej), kąpiel, przebieranie,
          podawanie dziecia do karmienia, noszenie do odbicia, usypianie na klacie (jak
          już pierś nie podziała), sprzątanie w domu, robienie zakupów, robienie obiadów,
          prania itp. Jest tyle innych rzeczy, które może zrobić mężczyzna, żeby
          czuć się potrzebny, czemu koniecznie musi to być karmienie?!

          Uprzedziłaś, nie wiadomo czemu. Poczytaj o karmieniu więcej niż piszą w necie i
          mówią mamy, które miały złe doświadczenia. Przeczytaj dobrą książkę o karmieniu
          piersią. A nie tak od razu, nie bo nie.

          > No bo tak: dzieci ssą czesto i długo, karmienie potrafi trwać po 40 min i tak c
          > o
          > godzinę.
          Ale taki stan trwa tylko kilka tygodni, potem dziecię rośnie, nabiera sił i
          szybciej i skuteczniej się najada. A te pierwsze tygodnie to właśnie facet Ci
          pomaga, daje jeść i pić, zajmuje się domem i pomaga przy dziecku - a Ty karmisz.

          -Jak szybko dziecko obciąga butle?
          A to różnie, taki maluch, co to go dopiero z brzucha wyjęli, tez nie zje w 5
          minut. On tez musi się nauczyć ssać smoka - a pierś ssie się bardziej
          naturalnie. A mycie potem butelek, wyparzanie? A jak mleko będzie nie takie?
          Karmienie piersią jest o niebo prostsze!

          > Do karmienia dziecka piersią i tak musialabym co chwilę wstawać, bo nie
          > wyobrażam sobie spania z dzieckiem - mąż musialby wyladować na kanapie w innym
          > pokoju i cała jego chęc pomocy zda sie w tym momencie psu na bude, a ja spałaby
          > m
          > jak zając pod miedzą, cała sztywna w obawie że zasunę dziecku z lokcia albo
          > zrzuce z łóżka (strasznie sie rozpycham).
          Nosz weź głupot nie pleć kochana! Dziecię takie małe stawiasz sobie w gondoli
          obok Waszego łóżka, jak kwili o jedzenie, wyjmujesz z gondoli, karmisz, i
          odkładasz do gondoli. Mąż w tym czasie śpi. A jak mąż chce się wykazać, to niech
          on wstaje i on podaje Ci dziecię do karmienia. Proste jak drut.
          A do karmienia butelką byś nie wstawała? I to ile więcej zachodu przy tym jest?
          Musisz iść do kuchni (albo mąż) i zrobić to mleko. A tak dajesz pierś i mleko
          robi się samo - W TWOJEJ GŁOWIE!

          Doprawdy, nie rozumiem Cię w ogóle. Masz najlepszy i najprostszy sposób na
          karmienie dziecka, zgodny z jego potrzebami, naturalny. To nie, wolisz dać
          butelkę. Z czego to wynika, jeśli mogę wiedzieć? Bo jeśli z lenistwa i wygody,
          bo uwierz mi - w życiu się tak nie wyleniłam karmiąc moją córkę przez te
          pierwsze kilka pierwszych tygodni jej życia! A potem to już było jak z górki -
          bo i szybciej jadła i mniej wisiała na piersi, a potem to już nowości poleciały,
          a teraz ssie tylko góra 4 razy na dobę, a tak zajada wszystko inne jak wlezie. A
          ma (o zgrozo!) już 17mscy big_grin
          • hedonistka Re: no i bedzie cesarka 08.06.09, 00:21
            Mój problem tkwi w braku akceptacji ról płciowych, uważam że bycie kobietą jest
            gorsze niż bycie facetem, a wynika to z jej fizjologii. Mężczyźni mają po prostu
            lepiej, i nienawidzę kiedy moje ciało stawia mi kolejne ograniczenia. Zaczęło
            się od pierwszego okresu, kiedy nie mogłam z tego powodu iść na basen z bratem i
            tatą, potem były sztuki walki, gdzie mimo wkładanego ogromnego wysilku i tak
            ciągle byłam gorsza/słabsza niż koledzy, potem fatalna inicjacja seksualna
            której skutki w postaci problemów z seksem ciągną się do dziś...
            Długo nie mogłam zdecydować się na ciąże, m.in. z powodu świadomości jaki będzie
            dla mnie jej koszt psychiczny. Ale chcialam mieć rodzinę, więc w końcu musiałam
            pogodzic się z tym, że jesli chce miec dziecko, to niestety ja muszę je urodzić.
            Ciąże bardzo źle znosze psychicznie, nie jest to dla mnie żaden "błogosławiony
            czas", musiałam poświęcić wszystko co do tej pory kochałam robić. Wiedziałam, że
            tak będzie, ale i tak czuję gorycz kiedy widzę, że moj mąż nie musiał do tej
            pory poświęcić niczego.
            Do tej pory żyłam myślą "oby przetrwać poród" a potem już będzie można podzielić
            się opieką nad dzieckiem i rozłożyc odpowiedzialnośc na dwoje.
            Ale im bliżej godziny zero, tym silniej zaczął uwypuklać się problem, który do
            tej pory był przyćmiewany wizją porodowej traumy - czyli karmienie piersią.
            Bo dla mnie oznacza to, że dalej to tylko ja muszę się poświęcać, i tylko na
            mnie będzie spoczywać odpowiedzialnosć za przeżycie dziecka. Bo to ja mam
            cierpieć z powodu pogryzionych sutków, nawałow i zastojów, (mam zajebiście
            wrażliwe sutki, ból sprawia mi nawet przypadkowe muśniecie dłonią), tkwić w domu
            przez pierwsze 3 m-ce z cyckami na wierzchu po kilka godzina na dobę, nie móc
            wyjśc z domu bez dziecka nie wiadomo jak długo, karmienia w miejscach publiczych
            kompletnie sobie nie wyobrażam, raczej odbierałabym to jako upokarzającą mnie
            czynnosc. No i jeszcze dochodzi kwestia stosowania ew. odpowiedniej diety i
            odmawiania sobie spożywania ulubionych produktów.

            Butelka jest po prostu dla mnie symbolem równouprawnienia.

            Z drugiej strony mam świadomośc, ze równo pod deklem to ja nie mam, i bez
            wątpienia psycholog, seksuolog a nawet psychiatra mogliby na mnie sporo zarobić.
            Pewnie więkosc kobiet skwituje powyższe wypociny wzruszeniem ramion i popukaniem
            się w głowę. Ale ja naprawdę mam problem.
            Z drugiej strony nie potrafię na 100% oświadczyć, że odmawiam karmienia piersią
            i koniec, bo przecież może stanie się cud, i wcale czarny scenariusz się nie spełni?
            Może się okaże, że ssanie wcalnie nie będzie bolesne, dziecko naje się szybko i
            skutecznie i pośpi te 3 h, bez żadnych problemow zaakceptuje dokarmianie butelka
            w sytuacji kiedy bede chciała gdzieś wyjsc, i nie będzie żadnym alergikiem,
            ktory zmusilby mnie do odstawienia ukochanego nabialu a nawet gołąbkow?

            W każdym razie mam zamiar poprosić lekarza o wystawienie recepty na lek
            powstrzymujący laktację, i trzymac ją sobie w szufladzie. I sprobuje karmić
            piersią, ze świadomością, że jesli zacznę z tego powodu odczuwać psychiczne/
            fizyczne cierpienia to po prostu przejdę na butlę, ze świadomością, że
            przynajmniej sprobowałam.
            Jeżeli jednak w szpitalu z powodu terroru laktacyjnego takiej recepty mi
            odmowią, nie podejmę w ogóle proby karmienia. Bo najbardziej na świecie nie
            znoszę jak ktoś mnie do czegoś zmusza i mówi mi co mam robić, pozbawiając mnie
            prawa do decydowania o własnym ciele, tylko dlatego że miałam pecha urodzić się
            kobietą.
            • mad_die Re: no i bedzie cesarka 08.06.09, 12:49
              Nie sądzisz, że z taką troszkę "zwichrowaną" psychiką Twoje dziecię też będzie w
              jakiś sposób "naznaczone"?
              Ja tam nie jestem od pouczania, ale na Twoim miejscu już dawno bym się tym
              problemem zajęła. Albo zaakceptowała siebie taką, jaką jesteś, pogodziła z tym,
              że facet ma tak, a babka ma tak i już. Nie zmienisz tego, a walcząc z tym,
              tracisz tylko niepotrzebnie energię, którą mogłabyś spożytkować na coś bardziej
              rozwijającego czy interesującego tongue_out


              A co do karmienia piersią jako poświęcenia - może zmień myślenie? Może
              zamiast poświęcenia myśl o tym jako o inwestycji na przyszłość swojego
              dziecka? A o sobie jako o tej wybranej, która może dać całą siebie i
              poznać smak bycia potrzebną i niezbędną?
            • mad_die i jeszcze 08.06.09, 13:04
              Bo to ja mam
              cierpieć z powodu pogryzionych sutków, nawałow i zastojów, (mam zajebiście
              wrażliwe sutki, ból sprawia mi nawet przypadkowe muśniecie dłonią), tkwić w domu
              przez pierwsze 3 m-ce z cyckami na wierzchu po kilka godzina na dobę, nie móc
              wyjśc z domu bez dziecka nie wiadomo jak długo, karmienia w miejscach publiczych
              kompletnie sobie nie wyobrażam, raczej odbierałabym to jako upokarzającą mnie
              czynnosc. No i jeszcze dochodzi kwestia stosowania ew. odpowiedniej diety i
              odmawiania sobie spożywania ulubionych produktów.

              --------------

              - Wcale nie musisz mieć pogryzionych piersi, wystarczy, że nauczysz się
              prawidłowo przystawiać.
              - Nawał możesz mieć, ale nie musisz. Poza tym, nawał jest tylko jeden (widać, że
              o karmieniu piersią masz nikłe pojęcie), około 3-4 doby po porodzie.
              Ściągasz wtedy mleko laktatorem lub często przystawiasz dziecię i po kłopocie.
              - Do zastojów może nie nie dopuścić w ogóle, wystarczy karmić często i
              regularnie opróżniać piersi i zastojów nie będzie, w ogóle!
              - Zajebiście wrażliwe sutki mam tez i ja i uwierz mi, tylko karmienie przez
              pierwsze kilka dni bylo nieprzyjemne, a potem to jak uścisk dłoni, nic się nie
              czuje. Piersi muszą się przyzwyczaić do nowej roli i już, trochę czasu i
              cierpliwości.
              - Ja nie tkwiłam z cyckami na wierzchu przez 3msce - wychodziłam do ludzi,
              karmiłam gdzie mogłam (zakryta czy nie, karmiłam - w końcu dziecko musi zjeść,
              butelkowe jedzą jak są głodne, to czemu moje ma nie zjesć, tylko się gdzieś
              chować muszę?). W domu chodziłam ubrana i moje cycki nie powiewały na wietrze. A
              Ty możesz sobie sprawić chustę i nosić dziecię i w domu i poza domem, nauczyć
              się karmić w chuście i NIKT się nawet nie domyśli, że dziecię je.
              - Ależ oczywiście że możesz wyjść z domu na niewiadomo jak długo, cycki masz
              zawsze przy sobie, jak dziecię zgłodnieje to mu dasz. Upokorzenie? Jakie? Gdzie?
              Dziewczyno, ratuj się póki możesz...
              - Diety wcale nie musisz stosować, jesz jak w ciąży i normalnie i obserwujesz
              dziecko. A to że ulewa, pręży się, kwili czy płacze - no cóż, takie są dzieci i
              nie zawsze wina leży po Twojej stronie! Dzieci muszą do wszystkiego dojrzeć,
              włącznie z trawieniem, robieniem kup i obejmowaniem swoim umysłem otaczającego
              je świata. Jak sobie nie radzą, to płaczą, bo przecież inaczej Ci o tym nie
              powiedzą, nie? Dlaczego od razu winna ma być Twoja dieta???


              Masz jeszcze trochę czasu, przeczytaj DOBRE książki o dzieciach (Korczaka czy
              Liedloff- loveindustry.pl//files/book.pdf ) i nastaw się na
              zrozumienie swego dziecka, a nie na łamanie go i dostosowanie do swoich
              potrzeb.
              • porzeczka_mocna Re: i jeszcze 08.06.09, 21:51
                Jasneee, uwielbiam takie rady!

                > - Wcale nie musisz mieć pogryzionych piersi, wystarczy, że nauczysz się
                > prawidłowo przystawiać.

                "Wystarczy". Li i jedynie - to przecież takie banalne... Naucz "się", przecież w
                każdej książce o karmieniu piersią są stosowne obrazki... Najlepiej pokazać je
                dziecku, samo załapie, jakie to proste... Moje dziecko zmasakrowało mi brodawki,
                sprawiało ogromny ból - a położne twierdziły, że przystawiane jest prawidłowo,
                ki diabeł? Za to jak dało się małej do possania palec, do zasysała aż po łokieć.

                Według mnie, nie wystarczy nauczyć się prawidłowo przystawiać dziecka - wszystko
                zależy jeszcze od siły ssania. Jedne dzieci ssą tak słabo, że trudno je przez to
                nakarmić, inne tak mocno, że karmienie jest trudne do zniesienia.

                > - Nawał możesz mieć, ale nie musisz. Poza tym, nawał jest tylko jeden (widać, ż
                > e
                > o karmieniu piersią masz nikłe pojęcie), około 3-4 doby po porodzie.


                Jasneee, nawał ma się tylko jeden... Ale stan nawało podobny może pojawić się i
                później - nie raz budziłam się z ogromnym bólem napęczniałych piersi, pomimo że
                było to juz trzy miesiące po porodzie. Powód: dziecko jadło bardzo często w
                dzień (częściej niż co 2 godziny), za to w nocy od czasu do czasu miało 7
                godzinną przerwę, co było o tyle fajne, że mogłam się wyspać, i o tyle niemiłe,
                że cholernie bolesne.

                > Ściągasz wtedy mleko laktatorem lub często przystawiasz dziecię i po kłopocie.

                Już 6 tygodni po porodzie nie mogłam ściągać laktatorem - nie udawało się,
                pomimo że miałam bardzo dobry elektryczny.

                > - Do zastojów może nie nie dopuścić w ogóle, wystarczy karmić często i
                > regularnie opróżniać piersi i zastojów nie będzie, w ogóle!

                Koleżanka miała zastoje bardzo długo. Przystawiała często, co z tego, kiedy
                dziecko nie miało ochoty ssać. To znaczy miało - przez powiedzmy 1-2 dni, więc
                rozbujało laktację, a potem odmawiało współpracy przez 2-3 dni i tak w kółko.
                Dziewczyna używała laktatora, ale nie było to jakoś super pomocne.

                > - Ja nie tkwiłam z cyckami na wierzchu przez 3msce - wychodziłam do ludzi,
                > karmiłam gdzie mogłam (zakryta czy nie, karmiłam - w końcu dziecko musi zjeść,
                > butelkowe jedzą jak są głodne, to czemu moje ma nie zjesć, tylko się gdzieś
                > chować muszę?). W domu chodziłam ubrana i moje cycki nie powiewały na wietrze.

                Jeśli ktoś się krępuje publicznego karmienia, to nie ma mu co wmawiać, że nie ma
                sprawy, bo dziecko jeść musi - w końcu sikać też trzeba, a brak ubikacji
                publicznych jednak nikt nie traktuje jako przyzwolenie na sikanie w miejscach
                publicznych.

                > - Ależ oczywiście że możesz wyjść z domu na niewiadomo jak długo, cycki masz
                > zawsze przy sobie, jak dziecię zgłodnieje to mu dasz. Upokorzenie? Jakie? Gdzie

                Hedonistce chodziło o wyjście BEZ dziecka - w końcu kobieta też człowiek, też
                czasem chce wyjść sama (lub w miejsca, do których lepiej dzieci nie zabierać).
                • mad_die Re: i jeszcze 08.06.09, 23:11
                  Moje dziecko zmasakrowało mi brodawki
                  > ,
                  > sprawiało ogromny ból - a położne twierdziły, że przystawiane jest prawidłowo,
                  > ki diabeł?

                  Diabeł tkwi w szczegółach, czasami poprawienie piersi w buzi dziecka o milimetr
                  skutkuje bezbolesnym karmieniem. Kwestia treningu i fachowej porady.

                  Jedne dzieci ssą tak słabo, że trudno je przez t
                  > o
                  > nakarmić, inne tak mocno, że karmienie jest trudne do zniesienia.

                  Jeśli ssie słabo, znaczy, że nie ma siły - można dziecię wtedy karmić wcześniej,
                  zanim z sił opadnie, lub przed podaniem piersi dać trochę mleka z innego źródła
                  niż pierś (pipetą na przykład). Ale takie sytuacje są rzadkie i zdarzają się
                  ewentualnie na początku karmienia.
                  A jeśli karmienie jest trudne do zniesienia, to znaczy, że nie dziecię mocno
                  ssie, tylko że ssie nieprawidłowo i należy popracować nad techniką ssania.

                  Ale stan nawało podobny może pojawić się i
                  > później - nie raz budziłam się z ogromnym bólem napęczniałych piersi, pomimo że
                  > było to juz trzy miesiące po porodzie. Powód: dziecko jadło bardzo często w
                  > dzień (częściej niż co 2 godziny), za to w nocy od czasu do czasu miało 7
                  > godzinną przerwę, co było o tyle fajne, że mogłam się wyspać, i o tyle niemiłe,
                  > że cholernie bolesne.
                  Karmienie na żądanie to również karmienie na żądanie matki i skoro budziłaś się
                  z piersiami nabrzmiałymi, to powinnaś albo odciągnać mleka do poczucia ulgi
                  (ręcznie, skoro laktator nie działał na Ciebie) albo nakarmić dziecko. A nie
                  męczyć się z kamieniami.

                  > Już 6 tygodni po porodzie nie mogłam ściągać laktatorem - nie udawało się,
                  > pomimo że miałam bardzo dobry elektryczny.
                  Ja też nie ściągnełam nigdy więcej niż 10ml z jednej piersi i co? I nic,
                  laktator o niczym nie świadczy. Bo to dziecko jest najlepszym laktatorem.

                  > Koleżanka miała zastoje bardzo długo. Przystawiała często, co z tego, kiedy
                  > dziecko nie miało ochoty ssać. To znaczy miało - przez powiedzmy 1-2 dni, więc
                  > rozbujało laktację, a potem odmawiało współpracy przez 2-3 dni i tak w kółko.
                  > Dziewczyna używała laktatora, ale nie było to jakoś super pomocne.
                  Problemu koleżanki nie znam, więc się nie wypowiem - może niech ona coś napisze?

                  > Jeśli ktoś się krępuje publicznego karmienia, to nie ma mu co wmawiać, że nie m
                  > a
                  > sprawy, bo dziecko jeść musi - w końcu sikać też trzeba, a brak ubikacji
                  > publicznych jednak nikt nie traktuje jako przyzwolenie na sikanie w miejscach
                  > publicznych.
                  Jasne, bo karmienie piersią to jak sikanie jest. Boszzz....

                  > Hedonistce chodziło o wyjście BEZ dziecka - w końcu kobieta też człowiek, też
                  > czasem chce wyjść sama (lub w miejsca, do których lepiej dzieci nie zabierać).
                  No jak inaczej odebrałam to co hedonistka napisała. I inaczej myślę o byciu matką.
              • fajnyrobal Re: i jeszcze 08.06.09, 22:31
                > - Diety wcale nie musisz stosować, jesz jak w ciąży i normalnie i
                obserwujesz
                > dziecko. A to że ulewa, pręży się, kwili czy płacze - no cóż,
                takie są dzieci i
                > nie zawsze wina leży po Twojej stronie! Dzieci muszą do
                wszystkiego dojrzeć,
                > włącznie z trawieniem, robieniem kup i obejmowaniem swoim umysłem
                otaczającego
                > je świata. Jak sobie nie radzą, to płaczą, bo przecież inaczej Ci
                o tym nie
                > powiedzą, nie? Dlaczego od razu winna ma być Twoja dieta???

                Tia, jasne. W przypadku gdy jedno, lub dwoje rodziców jest
                alergikami trzeba trzymać dietę i to bardzo restrykcyjną, bo
                właśnie niepokój, ulewanie i zaparcia są pierwszymi objawami alergii
                pokarmowej. Poza tym żadna zdrowo myśląca kobieta nie napcha się w
                czasie karmienia smażonym kotleciskiem, kapuchą albo czosnkiem i
                popije to czterema kawami. Więc mimo wszystko jakąś dietę się musi
                trzymać i dla wielbicielek schaboszczaka bądź bigosu jest ona
                wyrzeczeniem. O ankoholu nie wspomnę.
                A książki o karmieniu są bardzo przydatne. Do podłożenia pod nogi
                łóżeczka żeby dzieć mniej ulewał.
                Rozsądny doradca laktacyjny jest jedynym dobrym rozwiązaniem.
                • mad_die Re: i jeszcze 08.06.09, 23:16
                  Ale czy ja gdzieś napisałam, że w rodzinie obarczonej ryzykiem alergii diety nie
                  trzeba trzymać? Jeśli tak, to proszę cytat albo linka.

                  Poza tym żadna zdrowo myśląca kobieta nie napcha się w
                  > czasie karmienia smażonym kotleciskiem, kapuchą albo czosnkiem i
                  > popije to czterema kawami.
                  A kto Ci broni zjeść schabowego? Albo kapusty? Albo czosnku? Jeśli jadłaś to w
                  ciąży, to teraz też jeść możesz. Tylko na dziecko patrzeć potem. I jak źle
                  reaguje, to nie jeść jakiś czas, a potem znowu spróbować. A i 4 lekkie kawy
                  dziennie możesz wypić (lub 4 herbaty). Nie popadajmy w jakąś paranoję dietetyczną...

                  O ankoholu nie wspomnę.
                  Alkoholu to też i człowiek nie w ciąży i nie karmiący powinien unikać lub
                  stosować w umiarze. Bo alkohol szkodzi zdrowiu tongue_out Ogólnie, wszystkim, nie tylko
                  karmicielkom.

                  > A książki o karmieniu są bardzo przydatne. Do podłożenia pod nogi
                  > łóżeczka żeby dzieć mniej ulewał.
                  Nie, to książki T.Hogg służą ku temu tongue_out

                  > Rozsądny doradca laktacyjny jest jedynym dobrym rozwiązaniem.
                  No i tu się z Tobą zgodzę w 100% big_grin
    • ciaraciara Re: powiem tak... 08.06.09, 07:27
      Twoje myśli są mi bardzo bliskie...
      co do ciązy i porodu to jakoś tak podchodziałam w miarę normalnie
      choć nie ukrywam, ze miałam złości, że to ja musze z tym bębnem
      chodzić a nie mój małż...
      ale karmienie też mnie średnio bawiło, nie nastawiałam się na
      niekarmienie ale myślałam "max do 3 miesiecy i koniec" i nawet tego
      nie dotrzymałam... po porodzie nie mialam pokarmu i juz w 1 dobie
      młody był karmiony butelką... potem miałam mega nawał, zatkane
      kanaliki i cała kilkudniową akcję z tym związana - masakra... może
      samo karmienie nie było złe ale mam takie sutki, że potrzbowałam
      nakładki wiec młdodemu było ciężko ciągnąć, czasem ssał 2 godziny i
      ryczał a gdy dałam butelke wypijał jeszcze 40... dodatkowo mam mały
      biust a więc karmienie na leżąco nie wchodziło w grę, zdecydowanie
      wygodniej mi było zrobić butelkę bez względu na to czy była noc, czy
      dzień. Nie bawiło mnie siedzenie w domu, ściąganie pokarmu wiec nie
      musze Ci mówić, że szybko przeszłam na całkowite butelkowanie. Nie
      potrzebowałam nawet rzednych tabletek poprostu karmiłam coraz
      rzadziej i pokarm sam zaniknął... gdyby mnie ktoś zapytał czy teraz
      walczyłabym o to by karmić jak najdłużej - nie na pewno nie - myśle,
      że zrobiłabym dokładnie tak samo.
      Jedno jest pewne - przekonasz się dokładnie co i jak z karmieniem
      dopiero po porodzie i wtedy zadecydusz czy bedziesz karmić czy nie -
      bo może być tak jak laski piszą że bedzie całkiem całkiem...
      tego Ci życze!
    • fajnyrobal Re: tyz powiem tak :) 08.06.09, 09:55
      No jakieś resztki kobiecości się w tobie kołaczą, skoro chcesz mieć
      rodzinę wink
      Z karmieniem cycem bywa różnie. Jednym idzie to bez problemu i
      mogłyby wykarmić jeszcze dodatkowo cały pułk osesków, inne mają pod
      górę. Sama zobaczysz do której grupy należysz, ale musisz spróbować
      i podejść do tego bez uprzedzeń.
      Cycowanie w sumie nie jest takie złe, bo odpada całe to mycie,
      wyparzanie butelek, przygotowywanie ( zwłaszcza w nocy) z apteczną
      dokładnością mleka. Cycowe masz gotowe do podania, odpowiednio
      podgrzane. No i chudniesz sobie bezwiednie smile
      Mleko matki jest najlepszym pokarmem dla noworodka i tu nawet nie ma
      dwóch zdań, żadna super wypasiona mieszanka nawet się do niego nie
      umywa. No i jeszcze aspekt ekonomiczny - taka mieszanka sporo
      kosztuje, a młode pochłonie ci taką jedną puszkę w ciągu czterech
      dni. Cycowe masz za darmo smile
      Sama musisz rozważyć wszystkie za i przeciw i wybrać najlepsze
      rozwiązanie dla ciebie i dziecia.
      Ja należę do tych co miały pod górkę - musiałam walczyć o każdą
      kroplę mleka i w efekcie dokarmiać młode butlą. Gdybym miała jednak
      wybór wolałabym się tylko i wyłącznie cycować - uniknęłabym tych
      wszystkich pierepałów z zaparciami, uczuleniami na mleko i kołomyi z
      receptami. Z drugiej strony cycowanie nakładało na mnie rygor
      żywieniowy i do dziś pamiętam jak po nocach śniła mi się kawa,
      czekolada i lampka czerwonego wina smile
      • meduza_79 Re: tyz powiem tak :) 08.06.09, 14:51
        posłuchaj dziewczyno tego co Ci pisza wszyscy. Jak urodzisz to
        zobaczysz. (ja kocham nabiał i bez mleka i białego sera nie umiem
        dnia przeżyć - diety żadnej nie miałam) A to co piszesz o jakimś
        uwiązaniu czy jeszcze upokorzeniu. To fakt masz coś pod deklem
        zupełnie innego niż ja. Ja byłam przeszczęśliwa, że to ja jestem w
        ciąży, że to ja czuję młodego i mimo zmęczenia później nigdy w życiu
        bym nie oddała mężowi widoku mojej małej mordki która odrywa się od
        piersi i dosłownie kilka centymetrów od mojej twarzy i szczerzy
        uśmiech.
        Ale ja jestem zdecydowanie za karmieniem piersią jako najprotszy
        najtańszy !!! najzdrowszy dla obu stron (bo karmiąc szybko
        chudniesz...) i najfajniejszy sposób. Mimo pogryzionych do krwi
        sutków przez pierwszy tydzień.
        I np inna sprawa że zmartwień też trochę mniej, bo np. dziecko
        piersiowe może się i z tydzień nie zesrolić i to normalne, a z
        butelkowym się trza zastanawiać, co z nim zrobić, bo kupa codziennie
        musi być... itd...
        • hedonistka Re: tyz powiem tak :) 09.06.09, 18:13
          No pożyjemy - zobaczymy, nie mam zamiaru robić nic na siłę - tak jak napisałam,
          spróbuję, najwyżej przejdę na butelkę i nie będę robić z tego dramatu.
          Co do karmienia publicznie - pierś jest intymną częścią mojego ciala i tyle.
          Topless też się nie opalam.
          I tak, chodziło mi o wyjście b e z dziecka, jak tylko fizycznie będe w stanie
          wsiąść na rower.
          A co do mojej zwichrowanej psychiki - parę lat zajęło mi podjęcie decyzji o
          ciąży, jakbym miała czekać kolejnych parę na dojrzenie do karmienia piersią, to
          obawiam się, że bylabym za stara na tą ciążę. ;p
          Zresztą osobiście uważam, że kazdy ma swojego trupa w szafie, tylko albo się tym
          nie chwali, albo nie zdaje sobie z tego sprawy.

          Na chwilę obecną coraz bardziej stresuję się małą ilością wód - AFI max 4. Znowu
          dzis w szpitalu lekarz rozważal, czy mnie nie zatrzymać, kolejna kontrola w piątek.
          Coż czuję, że w przyszlym tygodniu już się nie wywinę i mnie zatrzymają...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka