08.06.09, 18:17
Do założenia tego wątku skłonił mnie "wątek przeklęty" malablu.
Ale ulżę sobie tutaj.

Od roku mieszkam w nowym miejscu. Mieszka tu wiele rodzin z dziećmi
w różnym wieku, chociaż nikt nie ma dzieci, których różnica wieku
byłaby tak mała(2 lata). I ja nie wiem jak Ci ludzie to robią, że
wszędzie zawsze jest cicho. Tamte dzieci bawią się w ogródkach,
jeżdzą rowerami, spacerują...ale wszystkie szaleństwa i piski są w
granicach normy.

A u nas ? Masakra jakaś od rana do nocy !
Nie wiem czemu te moje dzieci są takie hałaśliwe, czemu ja czasem
się niemiłosiernie wydzieram (sama na siebie)...ale normalnie mi
wstyd co Ci wszyscy ludzie sobie o nas myślą. Przecież nie jestem
nienormalna, znam zasady współżycia społecznego, staram się jak
tylko mogę...

Moje dzieci biegają piszcząc. Lepsze to niż płacz i jęczenie. Moje
dzieci śpiewają w wannie. Moje dzieci wydzierają się w niebogłosy
podczas wygłupów z tatusiem albo i bez niego. I jeszcze te cholerne
plastikowe pudła z zabawkami na panelach, z których nie wyciągają
zabawek pojedyńczo - tylko wywalają wszystko jak leci.Kiedy odnoszę
młodego do góry za karę i zamykam "bramkę" to wali w nią i szarpie
tak, że cały dom się trzęsie. Jednym zdaniem rumor i łoskot cały
Boży dzień. A ja w tym wszystkim ulatana i spocona jak koń po
westernie i wystarczy tylko jedna iskra...

Kiedyś tak nie było. Kiedyś denerwowałam się jak widziałam
rozwydrzone cudze dzieciaki. Zawsze mi to przeszkadzało. Ale ja już
nie daję rady.
Pocieszam się tylko tym, że to nie hałas histerii i rozpaczy a
przeważnie dobrej zabawy. No i jak ich wtedy ustawiać ?
Moje dzieci są niewyżyte, pomimo, że młody chodzi do przedszkola a
tam hulaj dusza. Że mają swój ogródek ze wszystkimi atrakcjami,
piaskownicami i towarzystwem. No nie mogę nad tym zapanować i mi
strasznie wstyd.

Wstyd mi za każdym razem rano, kiedy słyszę te pudła plastikowe i
myślę, że pobudzili sąsiadów z lewej.
Wstyd mi, kiedy się kąpią i śpiewają albo wydzierają się "sto lat" i
myślę, że obudzili niemowalaka po prawej...
A już najbardziej mi wstyd, kiedy puszczają mi nerwy i się
drę "młody do kąta, już !"... To tak wrednie brzmi (eh...)

Kiedy to się skończy ??????!!!!!!!!!!!!
Kiedy będę mogła włączyć telewizor, żeby usłyszeć co się dzieje na
świecie od początku do końca ? Bez jazgotu,"mamo kupę" i setki
pytań... No kiedy ?!

Kiedy ktoś mi zacznie pomagać na tym zadupiu na którym
siedzę ????!!!!!
Obserwuj wątek
    • pawelk28 Re: Jazgot 08.06.09, 18:57
      I bywa, owszem bywa czasem tak, że wychodze na prostą. Że świeci
      słonko, że wychodzimy do ogródka, że bawią się ładnie w piaskownicy
      a ja do nich spokojnie mówię, w kuchni gotuje się rosołek...

      Ale nawet wtedy wszystko musi się zesrać ! Bo następnego dnia leje
      od rana! Młody dostaje jakichś wyprysków na całym ciele a w aucie
      nie mam ani kropelki benzyny! No to pakuję gromadę na jednoosobowy
      wózek, który ledwo zipie, daję młodemu zadanie - trzymaj parasol. On
      oczywiście wywija tak, że o mało co oczu sobie, siostrze i mi nie
      powybija. Biorę drugi parasol i idziemy w ulewie do lekarza !
      Oczywiście nie da się iść po chodniku bo każdy musi parkować
      samochód tak, że się nie da przejśc z wózkiem ! Przeklinam w myślach
      ale pcham dalej ostro, przecież nie będę na deszczu stała. Lezę po
      ulicy jak krowa, nic nie widzę spod parasola. A kiedy jesteśmy
      przemoczeni do suchej nitki i już nie wiem czy w tą czy w tamtą -
      dzwonię po taksówkę. W przychodni okazuje się, że to ospa...
      A 5 minut po powrocie do domu wychodzi piękne słońce. A ja mam
      perspektywę kiszenia się w domu z dzieciarnią przez następne 10
      dni ! Wariactwo ! I jeszcze czekam kiedy młodą wysypie...

      A w tym wszystkim jestem sama.
      Bo nawet jak dzwonię do męża, żeby mu opowiedzieć... i słyszę
      wyluzowane "nie przesadzaj" to... wolę odłożyć słuchawkę...
      • pinquinek Re: Jazgot 08.06.09, 20:17
        Moja droga, co ci mogę napisać.. No napisać właściwie niewiele.

        Czasem rozmawiam z koleżankami, równie zestresowanymi, sfrustrowanymi jak ty. Ja
        jestem oazą spokoju i wiem, że te rozmowy bardzo im pomagają. Układają sobie w
        ich trakcie myśli, wyciszają się, zbierają siły do dalszego życia. Ciągle się
        szarpiąc szybko padniesz z wyczerpania. Gdzieś akumulatory trzeba ładować...

        Może poszukaj kogoś w okolicy - może innej mamy, z którą mogłabyś porozmawiać
        spokojnie. Wiem, że mężowie, lub inni ludzie, którzy nie siedzą w domu z
        dziećmi, często bagatelizują nasze wszystkie problemy i wątpliwości. Inna mama
        cię zrozumie, a może i coś doradzi smile

        I jeszcze jedno: widząc drące się ze szczęścia dzieci, a nawet drące się z
        nieszczęścia dzieci (głównie supermarket, hehe) nie przyszłoby mi nigdy do głowy
        że ich rodzice powinni się wstydzić! Kochamy nasze dzieci, wychowujemy je i
        dbamy o ich rozwój emocjonalny i duchowy jak umiemy najlepiej. Dzieci czasem się
        śmieją, czasem płaczą. Taka jaest nich natura. Hałasują! To nic zdrożnego!
        Jeśli tobie to przeszkadza to zmień coś - ale innymi sie nie przejmuj. Hałasują
        plastikowymi pudełkami? Panele wyłóż wykładziną, albo zabawki pakuj w
        siateczkowe pudełka... Wiem, że idealnie byłoby zmienić postępowanie i
        temperament dzieci, ale czy na pewno? Może trzeba im tylko pomóc oswoić
        rzeczywistość, stworzyć przyjazne do szaleństw otoczenie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka