Dodaj do ulubionych

pomocy nie radzę sobie :(

29.06.09, 01:38
jestem mamą 3 miesięcznego ignasia i 2,4 antoszki.
z igasiem jestem w domu, 4 razy dziennie ćwiczymy vojte (mały wtedy płacze) a
2 razy w tygodniu jeździmy do ośrodka. Antosia od 10-16 jest u opiekunki
(niestety też tam śpi bo zasypia zaraz po obiadku). czasami nawet dłużej-
większość dnia jak tylko pozwala pogoda są na placu zabaw, czasami z ignasiem
też do nich idziemy.
tatuś niestety żadko bywa w domu (ok 2 razy w tygodniu - nie ma wolnych
week-endow)
mój najwiekszy problem:
córka ciągle o wszystko płacze a w zasadzie beczy - totalnie o wszystko. ja
np karmie małego a ona w tej chwili chce pić - idzie do kuchni i wyje! i tak
jest ze wszystkim - zawsze wtedy kiedy powiem już, za chwile, za moment itp
zawsze kiedy coś nie idzie dokładnie tak jak ona by tego chciała
nie wiem już zupełnie co mam robić. a niestety łapie sie na tym ze zaczynam na
nią krzyczeć i się odgrażać
dodam że tablica nagród nei działa na poziom wycia sad owszem pomogło na kilka
zachowan typu ubieranie się i sprzatanie itp ale na wycie nic nie pomaga
POMÓŻCIE PROSZĘ
Obserwuj wątek
    • coronella Re: pomocy nie radzę sobie :( 29.06.09, 08:32
      a dlaczego córka jest u opiekunki? Czy ona nie wolała by być w domu z mamą i bratem? Dziecko w tym wieku potrafi juz duzo pomóc, trzeba tylko chceć je włączać w zycie i domowe prace. Myślę, że tu lezy głównie przyczyna takiego zachowania, zastanów sie, co córka chce Ci przez nie powiedzieć.
      Bycie w domu z dwójką dzieci wcale nie jest niewykonalne. Ja radziłam sobie zupełnie sama, bez żadnej opiekunki, babci (jesli juz, to na weekendy), nie miałam samochodu, za to jeszcze wtedy chore dziecko (starsza była w trakcie leczenia astmy i ćwiczeń u logopedy). Wizyty u lekarzy miałam raz-dwa w tygodniu, i wszędzie jezdziłam z dwojką, autobusem (bo do tramwaju z wózkiem nie wsiadam)

      • mysza_myszynska Re: pomocy nie radzę sobie :( 29.06.09, 13:41
        Cornella, sorry, ale wydaje mi się, że Twoja odpowiedź jest nie na miejscu. To,
        że Ty dawałaś sobie tak świetnie radę nie znaczy, że każdy tak musi. Nie wiem,
        co autorce postu da Twoja wypowiedź, poza tym ,że może się poczuć jak ostatnia
        niedorajda ... Bez urazy, ale czasem warto pomyśleć zanim się coś napisze.

        Do autorki - sama ostatnio pisałam o swoim problemie z dzieciakami i ryk też był
        jednym z nich. Ostatnie parę dni to wytężone starania z mojej strony, żeby być
        spokojniejszą i bardziej wsłuchaną w dzieci i powiem, że jest o niebo lepiej -
        dzieci mniej 'wyją', są spokojniejsze, cierpliwsze, etc. Jak mała płacze to
        unikaj stwierdzeń typu 'za chwilę' bo dla niej to abstrakcja i tylko ją nakręca.
        Może staraj sie obracać w żart jej żale i zainteresoawać ją czymś, żeby
        przestała płakać. Pewno większe skupienie się na niej może być kluczem do
        sukcesu, choć jak domyślam się, może to byc dla Ciebie trudne (Vojta, etc).
        Trzymam kciuki.
        • coronella Re: pomocy nie radzę sobie :( 29.06.09, 15:21
          a czego takiego doczytałas sie w mojej wypowiedzi?? wiele razy były tu pytania, czy z dwójka mozna dac sobie radę. Pytam dlaczego dziecko jest u opiekunki, bo wydaje mi sie, że tu może leżeć przyczyna.
          Nie musisz czytac, nie pisałam do ciebie.

          • yula Re: pomocy nie radzę sobie :( 15.07.09, 12:58
            Vojta i rehabilitacja nic ci nie mówią? Mały ma dopiero 3 mies i musi być
            rehabilitowany to jest ciężko dla matki.
      • e.tm Re: pomocy nie radzę sobie :( 29.06.09, 22:19
        To ja się wtrące do dyskusji. Pamiętam, ze moje pierwsze trzy
        miesiące to była trauma. Mój mąż pracował od rana do nocy, co prawda
        wracał, ale ja już spałam, albo on musiał się przygotować. BYło mi
        ciężko, to mało powiedziane. Po 3 miesiącu było lepiej, ale nadat
        trudno. Starszy dawał do wiwatu i miałam wyrzuty, że młodzszej nie
        poświęcam czasu. Najgorsze były wieczory, pora kąpania iusypiania.
        Szukałam rad i rzeczy które mi ułatwią życie lub sprawią przyjemność
        oraz towarzystwa innych osób ( u mnie to nie taklie łatwe)
        KUpiłam chuste do noszenia dzieci - strzał w dziesiątke - nosiłam
        małą i miałam więcej czasu sla starszego spacery po lesie, gra w
        piłkę itd z małą na sobie smile TYmka też nosiłąm - lubił tak się
        przytulać nawet teraz czasem prosi choć na 5 min. Kupiłam też wózek
        Phil&teds dla rodzeństwa - bajer wygoda i ułatwienie.
        Założyłam bloga - to było coś wrodzaju terapii wink inaczej się patrzy
        na dzień jak trezba to przelać na papier inaczej formułuje się swoje
        frustracje i pragnienia. Polecam tę formę. Polecam podglądać innych
        to pomaga zaprzyjaźniź się z inną mamą która przeżywa to samo, albo
        sobie radzi lepiej to mobilizuje to umacnia.

        Nie było łatwo po roku mąż zrezygnował z dodatkowej pracy - byłam
        wdzięczna bo samej było mi ciężko, ale jestem szczęśliwa, że dałam
        radę. Choć myślę, ze gdybym miałą jakąkolwiek pomoc choćby opiekunkę
        na 2h dziennie (tak dla siebie byłabym o wiele spokojniejsza owiele
        cierpliwsza.

        Powiem jeszcze, zę wydawało mi się że mój syn jest taki duży i
        powinien rozumieć, siusiać do ubikacji, sprzątać jeść itd niemalże
        wydawał mi się pełnoletni smile dopiero teraz jak moja koleeżanka ma tę
        samą różnicę wieku widzę jaki Tymek był maleńki, zagubiony i
        bezradny, że chciał dobrze tylko sam nie wiedział jak. Często afera
        o cokolwiek za zimna woda za ciepłą za dużo za mało jej itd.

        Teraz kiedy szieci są starsze nadal jestem z nimi w domu albo raczej
        znowu wróciłam - to tak ważne dla nich bym była kochała tuliła
        uczyła śmiała się i czasem denerwowała.

        I nie powim czasem marze by dać Tymka do przedszkola tylko dlatego
        by było mi łatwiej, ale chyba nie oto mi chodzi w życiu więc dalej
        zbieram siły.

        Trzymam za Ciebie kciuki, jest ciężko i będzie ale dzieci rośnie i
        ich miłość do siebie zaczyna kiełkować to największy skarb jaki
        mogłąś im dać. A Ty bądź dzielną mamą, wierzącą w siebie, dużo
        przytulaj i tłumacz, opowiadaj i kochaj wymagaj alepatrz na inne 2-
        latki, zobaczysz wtedy jakie Twoje starsze dzicko jest małe i
        potrzebuje ciebie jak wody, a Ty dasz rade - jesteśmy do tego
        stworzone. Pozdrawiam Ewa.
        • maja307 Re: pomocy nie radzę sobie :( 29.06.09, 23:45
          Ale piękna wypowiedź e.tm, wzruszyłam sięwink.
          Też studiuję temat, bo za 3 m-ce zostanę ponownie mamą.
    • malabru Re: pomocy nie radzę sobie :( 30.06.09, 10:32
      Moja córka ma 6 lat i też jeszcze borykamy się z płaczem będącym reakcją na
      prawie wszystko co się wokół niej dzieje, a szczególnie na sytuacje stresowe.
      Pod płaczem Twojej córki kryje się z pewnością masa emocji. Ona nie wie jak Ci
      powiedzieć co czuje. Ba! Sama nie wie dobrze co czuje, więc płacze. Tym
      bardziej, że już wie, że płacz wywoła Twoją reakcję. Wszystko jedno jaką, byleby
      była. Po prostu córka nauczyła się, że płacz działa.
      A co może czuć? To może być po prostu zły nastrój, irytacja, niepokój,
      zniecierpliwienie albo niepewność, poczucie zagubienia, odrzucenia lub
      bezradność, smutek... Tych emocji może być naprawdę dużo różnych. Kluczem do
      sukcesu jest próba zrozumienia tego co siedzi córci w główce. Zobacz, nawet nie
      wiedza, tylko próba zrozumienia! Dla dziecka to jest niezwykle ważne, że rodzic
      stara się zrozumieć co się z nim dzieje. Wcale nie musisz trafić w dziesiątkę.
      Grunt, że zauważasz, że córka przeżywa jakieś trudne dla niej emocje.
      Jeśli płacze to ją przytul. To jest dobry sposób. Spróbuj dojść o co chodzi.
      Nawet jeśli córka ma tylko 2,5 roku to na swój sposób da ci znać, czy masz rację
      czy nie. A nade wszystko będzie się czuła zauważona...

      Coronello! Ja też odebrałam Twoją wypowiedź jako z lekka napastliwą...
    • pocholita Re: pomocy nie radzę sobie :( 01.07.09, 00:00
      Polecam bajkę dla dzieci autorstwa Astrid Lindgren "Ja też chcę miec
      rodzeństwo". U nas sytuacja była dramatyczna, bo mały był kolkowy i
      trzeba było go nosic i bujac na rękach cały czas a mała siedziała na
      podłodze i wyła do tego stopnia, że sąsiedzi wezwali mi opiekę
      społeczną. Nie pomogła nawet opiekunka, która siedziała ze mną od 8
      do 20 i choc sama wychowała dwójkę dzieci to przy moich chodziła na
      środkach uspokajających. Trafiliśmy do psychologa i tam polecono nam
      tę książkę. Czytaliśmy córce kilka razy dziennie i pomogło.
      Stopniowo ataki zazdrości zaczęły zanikac.
      Polecam!!!

    • ja_janka Re: pomocy nie radzę sobie :( 01.07.09, 00:15
      Rozumiem Cię nhania bo sama mam ten problem ze starszym synkiem - problem wycia
      związanego z tym że świat nie jest taki jak on by chciał. Mój synek potrafił wyć
      nawet nie dlatego że "za chwilę" tylko dlatego ze podałam mu w innym kubku niż
      akurat teraz wydawał mu się właściwy. W dodatku bez uprzedzenia czyli nie było
      marudzenia że "w tym to ja nie chceeee" tylko od razu wycie na maksa. Czasem
      udawało mi się dowiedzieć wśród tych spazmów o co poszło a czasem nawet nie
      wiedziałam po fakcie o co chodziło. Właściwie nie wiem po co to piszę - może tak
      na pocieszenie że innym mamom tez bywa ciężkosmile A doradzić wiele nie potrafię.
      Wiem że taka sytuacja z wyciem jest bardzo frustrująca i z moich doświadczeń - w
      trakcie to już niewiele można zrobić jedynie cierpliwie przeczekać. Za to w
      międzyczasie jak najwięcej uwagi dla córeczki, przytualania, rozmawiania kiedy
      tylko się da. My wymyślaliśmy coś w stylu bajek terapeutycznych tzn.
      opowiadaliśmy o chłopcu który się ciągle złościł i wył i myślał, że nikt go nie
      kocha i w końcu wybrał sie do czarownika (tutaj cały szereg przygód w
      zalezności od aktualnych możliwości kreacji mamy) i czarownik doradził chłopcu
      żeby np. zamiast wyć powiedział "na spleśniałe maliny przecież ja chciałem coś
      tam!" No i okazało się że wszyscy wkoło zaczęli się wiecej do chłopca uśmiechać
      i wogole sielanka. U nas efekt tych bajek był niewielki ale może akurat u Ciebie
      zaskoczy.
      Jeśli u ciebie najczęściej pojawia sie problem przy czekaniu (tak piszesz -
      zawsze wtedy kiedy powiem już, za chwile, za moment itp) to mocno wyczuliłabym
      sie nawet na przesadne opóźnianie reakcji na jęki młodszego. JA często mowiłam
      "Misiek teraz nie mogę bo czytamy z Jerzykiem książeczkę/ robimy kakao/ ubieramy
      się na spacer" i czytałam do końca a młody sobie wył. Nie wiem tylko czy tak
      możesz przy wzmożonym napięciu.
      No i na koniec - będzie lepiej!smile Trzy m-ce to naprawdę niewiele i w dalszym
      ciągu dla córeczki to jest nowa sytuacja. Za kilka miesiecy będziecie mogli
      odpuścić Vojtę, córeczka zapomni że kiedyś wogóle nie było tego "wyjca" w domu i
      wszytsko znormalniejesmile Dasz radę!
    • ewcia1980 Re: pomocy nie radzę sobie :( 01.07.09, 10:06
      ja mam ten sam problem
      corka ma 2 lata i 8 miesiecy, synek 4,5 miesiaca.
      i córka od czasu pojawienia sie brata zrobi8loa sie strasznie
      jęczaca a przez to niesłychanie irytujaca.
      płacze/jęczy własciwie o wszystko
      a jak pytam czemu placze to oczywiście nie umie odpowiedziec.
      strasznie mnie to denerwuje ale staram sie panowac nad emocjami.
      gdy jeczy i nie umien powiedziec dlaczego to prosze zeby poszła do
      swojego pokoju.
      idzie bez zadnego problemu
      a jak wołam ja zeby wyszła to odpowiada, ze chce sobie jeszcze
      troche popłakac smile

      ja juz tez nie mam pomysłu co z tym zrobic.
      licze, ze to minie niedłuigo
      a pracuje nad sobą bo tez zdarzylo sie, ze wydarlam sie na córke czy
      szrpnełam ją. a jednak powinnam panowac nad emocjami.

      pozdrawiam i zycze duzo sily.
      • piksi.dixi Re: pomocy nie radzę sobie :( 01.07.09, 23:22
        glowa do gory, jak widac wieszosc z nas ma/miala to samo smile

        czy starszak byl z opiekunka przed przyjsciem maluszka?
        moze to reakcja na opiekunke? maluszek jest ciagle z toba,
        a ona musi isc z jakas pania.
        czy niania moze wziasc na troche maluszka?
        wtedy mozesz spedzic cenny czas ze starsza corka -moze
        to zadziala?

        u mnie tez jest wiecej placzu i jeczenia ( 5m-cy i 2.2)
        teraz mam teorie, ze starsza mi placze, bo widzi, ze u
        malutkiego to dziala. maly kwiknie i matka juz leci smile
        jak jestem spokojna smile to
        prosze ja, zeby nazwala to co chce, pokazala palcem, bo
        placzu nie rozumiem. czasami dziala, przestaje plakac i
        cos mi pokazuje - od razu jej to daje, zeby wiedziala, ze
        tylko mowienie dziala.

        poza tym starsza kopiuje zachowania malego, chce lezec w jego
        lozeczku, na macie, ubiera nawet jego spiochy..

        do tego dochodzi jeszcze bunt dwulatka..

        wlasnie jestem na wakacjach u babci i dziadka i starsza
        zostala porwana przez moich rodzicow.
        ma ich kompletna uwage, maja ZAWSZE dla niej czas.
        I mala zachowuje sie po prostu super. nie placze,
        pieknie sie bawi, robi postepy w mowie - jestem w szoku!

        wychodzi na to, ze jej zachowanie to jednak
        wynik sytuacji w jakiej sie znalazla.
        Nie chce sie dolowac, ale wnioski sa jasne.
        Po kazdej wizycie sie to powtarza, zachowanie sie poprawia.
        jak sobie o tym mysle, to przykro mi, ze nie moge
        jej poswiecic tyle czasu. i zawsze zaklinam sie, ze
        bede sie bardziej starac.

        jest niecierpliwa?
        moze przygotuj sobie od razu kilka rzeczy, ktore mala
        je/pije.
        utkwilo mi tez w pamieci pytanie jakies forumki
        "kogo karmic najpierw, malucha czy starszaka?" i odpowiedz,
        ze starszaka. u mnie sie sprawdza.
        ja czasami spiewam piosenke. np. mala otwiera lodowke i wieszajac
        sie na drzwiach wola SOK - jesli jeszcze jestem spokojna, to
        spiewamy piosenke sok, sok, sok, na dowolna melodie,
        mala tanczy z niecierpliwosci i jakos idzie.
        raczej nie prosze jej zeby czekala - wiadomo, bedzie ryk.

        trzymaj sie dzielnie, bedzie lepiej smile
        u nie bylo czasami strasznie przez pierwsze miesiace.
        teraz mam towarzystwo jako-tako opanowane.
        zycze pogody ducha i spokoju!


    • thaigirl Re: pomocy nie radzę sobie :( 02.07.09, 16:04
      Hej Hania!

      No cóż Twoj opis wypisz wymaluj pasuje do teg co sie jeszcze nie tak
      dawno działo u mnie w domu.
      Sraszy synek wraz z pojawieniem sie rodzeństwa stał się potwornie
      jojczący, mędzący, do tego robił niesamowitą ilośc hałasu: piszcząc,
      drąc się, uderzając jedną zabawką o drugą, "rozjeżdżając" pchaczem
      ściany, szfaki i futryny...+ do tego bunt dwulatka...

      Pierwsze dwa miesiace tej sytuacji wykończyły mnie psychicznie.
      łapałam sie na tym, że krzycze na Jasia, że chciałabym przed nim i
      hałasem, który robi uciec, zamknąć się w innym pokoju....
      Aż powiedziałam mężowi, że sobie nie radzę, że nie możemy tak żyć
      (ja z synkiem). taka sytuacja owocowała m.in. kryzysami laktacyjnymi
      ( nie wiem czy powodem byl stres czy fakt, że moze młodsze nie ssało
      tak długo jakby miało ochotę/ potrzebę, bo kończyłam karmienia za
      wcześnie, żeby jak najszybciej wyjść z domu).

      I mąż zabrał małego na 5dniowy weekend, tylko jego. Paradoksalnie
      pomogło. Maly dostrzegł, że ktoś jest dla niego w 100%.
      Z drugiej strony ja odpoczęłam od Jasia. Stęsknilam sięwink Jestem
      bardziej cierpliwa, wyluzowana i wyrozumiała. maly to chyba czuje bo
      tez jest bardziej spokojny. Nie krzyczy, tylko ze mna rozmawia.
      Moja pediatra poradziła mi też, żebym od czasu do czasu wybrała się
      na spacer sama ze starszakiem, żeby mały poczuł, że mama z nim tez
      może być w 100%, tylko dla niego.

      Może, jeśli opiekunka się zgodzi, zostaw od czasu do czasu Ignasia z
      nią a sama porób babki w piaskownicy z Antosia?
      Trzymaj się! Tulę mocno!
      • nhania Re: pomocy nie radzę sobie :( 04.07.09, 15:26
        oj dziewczyny bardzo wam wszystkim dziekuję
        opiekunka była już u nas wczesniej jak ja pracowałam, później zagrożona ciąża i
        tak juz zostało-powód- głównie to że kocha panią i całymi dniami sa na dworzu
        bez wzglądu na pogoda (dodam że w moim mieście zlikwidowano wszystkie place
        zabaw i jest tylko jeden na którym do jedynej hyśtawki jest kolejka po
        kilkanaście-kilkadziesiąt minut minut!!! więc wyobraźcie sobie ten tłok)
        poza tym Ignasia rehabilituje 4 razy dziennie a 2 razy w tyg jezdze do osrodka sad
        mąż jest w domu ok 2 razy w tygodniu i to w zasadzie po 18 i na noc tak jest
        poza domem (wiec zadnego rytmu)
        ale kilka waszych rad mi się bardzo spodobało wiec do dzieła. udało mi się
        odpocząć troche bo była moja mama wiec od dziś działam big_grin
        dzieki za słowa wspardzia i dobre rady. napisze które u mnie zadziałały big_grin
    • nhania Re: pomocy nie radzę sobie :( 18.07.09, 23:09
      muszę się pochwalićsmile
      co u mnie działa
      - spiewanie- jak mała chce czegoś zaraz teraz natychmiast- to śpiewam np.antosia
      chce wody,wody wody wody ... ona śpiewa ze mną i mamy czas...
      - liczenia - każe jej policzyć do 10 i daje jej później to co chce
      - bajki terapeutyczne - od klikunast dni opowiadam jak to samsam uczył misiaczka
      myć głowę - i wczoraj nie było krzyków big_grin
      - czesto tez staram się mówić na zasadzie : komu pierwszemu damy pić maluchowi
      czy starszakowi? starszakowi!"
      więc mamy sukces - jest o NIEBO lepiej wielkie dzieki dziewczyny WIELKIE DZIĘKI
      • amelomiko Re: pomocy nie radzę sobie :( 12.11.09, 13:48
        To ja może jeszcze podzielę się moją obserwacją. Ponieważ i ja mam
        wścieklaka i jęczyduszę w domu, to kombinuję i obserwuję i ...
        wychodzi na to, że moje "duże" dziecko jest o niebo fajniejsze,
        jeśli poświęcę jemu i tylko jemu nawet chociaż godzinkę w ciągu
        dnia. Tylko w tym, czasie musimy robic coś fajnego (np. ukłądamy
        kolejkę, bawimy się ciastoliną), no i po czymś takim ZNACZĄCO mniej
        mi marudzi, mniej płacze i jest fajniejszy, no i robi się straszny
        przylepa. No i u nas to, że bawi się cały dzień z babcią wcale nie
        pomaga, on i tak potrzebuje mamy. Dodam, że na pierwszy rzut oka
        wcale mu nie zależy na mnie, bo uwielbia tatę i cieszy się gdy jest
        babcia, no ale wychodzi na to, że podświadomie bardzo potrzebuje tej
        uwagi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka