20.12.03, 15:36
Jestem tu po raz pierwszy, ale nie jestem tu przypadkiem. Piszę, poniewaz
czuję, że w moim małżenstwie jest coraz gorzej. Zacznę od początku. Dwa lata
temu wyszlam za mąż za 10 lat starszego mężczyznę z 10 letnim dzieckiem.
Zdawałam sobie sprawę, że nie zawsze będzie różowo, ale myślałam, że jak
ludzie się kochają... Mieszkamy we trójkę, dziecko ma tylko nas (nie ma
biologicznej mamy od kilku lat). Nie mogę poradzic sobie z chlopcem, a co za
tym idzie coraz bardziej sie do niego zniechęcam. Nieustannie kłócę się z
mężem - powód dziecko. Nie mam żadnych doświadczeń. Potrafię podać
obiad,sprawdzić wypracowanie, wyprasować koszulę.Nie potrafię pokochać. Nie
portafię zrozumiec, ze dziecko kłamie, ma o wszystko pretensje. Probowałam
rozmawiac o tym z dzieckiem, zabierałam na lody, spacery, by sie otworzył i
powiedzial, czego oczekuje.Nic to nie dało. Nastolatek zamyka się w sobie,
przy czym żadne tłumaczenia do niego nie trafiają. Uwielbia przy tym wszelkie
wyjazdy, wyjścia. Czuję się cora bardziej zagubiona. Ja też mam pretensje,
teraz się juz z nimi nawet nie kryję.O wszystkim informuję mojego meża.
Zresztą tylko on jest w stanie wpłynać na dziecko. Co miesiąc przeżywam
ogromny stres z powodu rachunków telefonicznych. Ciężko pracujemy, ale też
oszczedzamy żeby w domu niczego nie brakowało. Jak wytłumaczyć dziecku, że
telefon nie służy do pogaduszek z kolegami? Czy mam się pozbawić łącznośći z
rodziną (wyprowadziłam się kilkaset km od domu rodzinnego), zlikwidować
telefon z powodu dziecka? Nie mogę o tym rozmawiac z mężem, który czesto
zmienia w tej kwestii zdanie (ostatnio stwierdził, ze syn widocznie ma takie
potrzeby, a on nie będzie mu wszystkiego zabraniał). Dodam też, że w 80% ja
utrzymuję dom. Niby rozumiem mojego meża. Może ja w stosunku do własnego
dziecka też byłabym taka liberalna? Ale to wszystko boli. Czuję, że nasze
kłótnie bardzo satysfakcjonują nastolatka. Mąż mi zarzuca, że nie potrafię
nic dobrego powiedziec o dziecku. I to jest prawda. Tak wiele razy się na nim
zawiodłam, że nie potrafię. Co mam robić? Coraz cześciej myślę, żeby to
wszystko zostawic i zwyczajnie uciec. (zresztą wczoraj usłyszałam z ust
mojego ukochanego męża, że droga wolna). Wiem też, ze sama na pewno dalabym
sobie świetnie radę. Tylko, zadaję sobie pytanie, czy to najlepsze wyjście?
Czy mam przyznac się do tego, że maje małżenstwo, dla którego tak wiele
poświęciłam, okazało się porażką?
Obserwuj wątek
    • mimarzena Re: Porażka 20.12.03, 21:35
      Nie jestem psychologiem, ale może co nieco wiem o stosunku dziecko - rodzic
      przybrany. Moja siostra ma dziecko z poprzedniego, nieudanego związku. Teraz
      jest z mężczyzną podobnie jak Ty dużo starszym. Michał (syn) traktuje go jak
      tatę, ale jest między nimi naprawdę przyjazne uczucie. Nic na siłę. Nie możesz
      załozyć, że pokochasz dziecko ani, że ono pokocha Ciebie. To z czasem. Na
      poczatku wystarczy akceptacja. Nie musisz go na siłę przekonywać do siebie,
      nie musisz go wychowywać. Pokaz, że akceptujesz go jako chłopca. Wychowaniem,
      załatwianiem spraw konfliktowych powinien zająć sie Twój mąż. Ty zadbaj o
      dobrą atmosferę, uśmiech na powitanie, dobry obiad. Spokojnie. Dla dziecka
      najważniejsi sa rodzice. Ale jak zobaczy, że go akceptujesz, to jest szansa,
      że zaakceptuje Ciebie. Polecam książkę "Jak mówic żeby dzieci nas słuchały,
      jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły". Pozdrawiam. Nie rezygnuj zbyt szybko.
    • pio4 Re: Porażka 20.12.03, 22:48
      Sądzę, że najwłaściwsza byłaby porada u psychologa. Wiem, że u nas nie ma
      tradycji dobrowolnego korzystania z takich porad i że możesz czuć się urażona,
      ale mimo wszystko warto spróbować. Jeśli będziesz miała szczęście i trafisz na
      kogoś rozsądnego z pewnością dużo dowiesz się o sobie i swoich bliskich
      (szczególnie o dziecku), a to umożliwi ci podjęcie właściwej decyzji.
    • kalpa Re: Porażka 21.12.03, 07:55
      A ja trochę inaczej. Być może czytałaś mój post na "macochach" o dobrej
      macosze - w odpowiedziach. Miałam szczęście trafić na super kobietę, która
      naprawdę mnie pokochała i tak jest do dziś. Ale w prezencie od mamy dostałam
      ojczyma, który był dla mnie draniem, zmorą kilku lat. Przez niego płakałam i
      było mi źle. Niestety ten facet nigdy mnie nie pokochał, a jedynie z roku na
      rok nienawidził coraz bardziej. I to uczucie coraz bardziej przeszkadzały w
      związku małżenskim, choć moja mama starała się łagodzić, albo nie widzieć jaki
      on dla mnie jest. Na początku jako małe dziecko nie umiałam sie bronić, potem
      zaczęłam pyskować, aż w koncu tak mi dał w kość, że chciałam go zabić. I
      niestety taką aurę w domu się czuło. Oczywiście w małżeństwie działo się coraz
      gorzej, bo trudno żeby nie, aż w koncu moja mama od niego uciekła. Nie
      twierdzę, ze byłam jedyną przyczyną rozpadu ich związku, ale w pewnej mierze
      napewno. Być może, gdyby mnie nie było, byliby ze sobą do dziś. On nie był w
      stanie się do mnie przekonać, ja w końcu odwzajemniłam jego niechęć. Doszło do
      tego, że on nie zgodził sie, żebym z nimi jechała na wakacje, więc mama wysłała
      mnie z ojcem i jego żoną gdzeiś w Polskę, ale to już był gwóźdź do trumny.
      Piszę o tym dlatego, żeby Cię nieco ostrzec. Czasem wszystko się może ułożyć,
      zwałszcza, że za kilka lat syn Twojego męża może pójść w świat. Ale te kilka
      lat może być dla Ciebie zbyt ciężkie i zostaną zgliszcza. Skoro nie macie
      jeszcze dzieci, to może zastanów się, czy ten zwiazek ma sens, bo może sie za
      jakiś czas okazać, że niechęć , a może nawet z czasem nienawiść do tego
      chłopaka przewyższy miłość do męża i rozstaniecie się , ale wypaleni i
      nienawistni wobec siebie. Może to brzmi okropnie, ale tak często bywa, pewnie
      na macochach niejedno czytałaś. Lepiej czasem usłyszeć o nieudanych sprawach,
      niż łudzić się, ze wszystko sie z czasem ułozy. Zwłaszcza kiedy urodziłabyś
      Wasze wspolne dziecko, sytuacja mogłaby zrobić się nie do zniesienia. Czy to
      jest to, czego pragniesz?. I jeszcze jedno - nie uważam, że chodzenie do
      terapeuty rozwiązuje wszystkie problemy. bo po pirwsze nie każdy terapeuta jest
      naprawdę kwalifikowany, a po drugie i tak Ty sama musisz sobie z własnymi
      uczuciami poradzić. No i syn męża też musi chcieć. A jeśli on nie zechce, to...
      nic nie zrobisz. A jeśli Twój mąż wciąz będzie musiał interweniować między Was,
      to moze sie to źle skończyc dla Was wszystkich. Mój były ojczym poszukał sobie
      inną kobietę, która dziecka nie miała. I wreszcie, jak powiedział w domu zaznał
      spokoju. Dziś go trochę rozumiem. Może gdyby umiał mnie pokochać, ja też
      byłabym dla niego inna. Bo ja na początku, jak to dziecko bardzo chciałam.
      Niestety wujek był zbyt zimny i mówił wprost, że on dzieci, zwłaszcza cudzych
      nie lubi.
      Kończę, bo nie ma sensu pisać tylko na czarno. Ale potraktowałam Twoje pytanie
      poważnie
      Z szacunkiem
      Kalpa
    • justyna_dabrowska Re: Porażka 23.12.03, 16:26
      Myślę, że to bardzo złożona sytuacja i zanim podejmie PAni jakies poważne
      decyzje warto byłoby zwrócic sie o pomoc do doświadczonego terapeuty. Byc może
      cieniem na PAni relację z przybranym synem kładzie się to, że nie ma Pani
      własnych dzieci, być może jemu trudno pogodzić sie z tym, że ktoś zastępuje
      jego Matkę. Powodów może być wiele - warto przyczyny poszukać w obecności
      fachowca.
      Życzę powodzenia

      Justyna Dąbrowska
    • monika.zdz Re: Porażka 05.01.04, 12:40
      Może faktycznie zostaw to w cholere bo wydaje mi się ,że oni cię
      lekcewazą.Czasami pewne rzeczy się nie udają mimo naszych najszczerszych chęci
      i nie jets to żaden wstyd przyznać się do tego.Skoro twojemu mężowi nie zależy
      na twojej osobie,jego dziecko robi co mu sie podoba za aprobatą tatusia to
      chyba dzieje się żle.Zastanów się bo może szkoda czasu i jesteś na tyle młoda
      aby wejść w zdrowy,satysfakcjonujący cię związek i doczekać się własnych
      dzieci,które pokochasz i będziesz mieć wpływ na ich wychowanie.Wiesz,żeby w
      jesieni życia nie żałować tego czego się nie zrobiło...
    • judytak Re: Porażka 05.01.04, 14:25
      Nie uzależniaj decyzji o małżeństwie od przemyśleń typu "bo już tyle włożyłam",
      bo jak jeszcze więcej włożysz, i też nie wyjdzie, to będzie lepiej?

      Ale też nie uzależniaj decyzji o małżeństwie od stosunków z dzieckiem, bo
      dzieci dorastają, jeszcze 6-8 lat i te problemy przestają dominować w twoim
      życiu

      Co do nastolatków, są generalnie nieznośne, nawet jeśli mają do czynienia
      rodzicami, których kochają
      Nie słyszałam jeszcze czegoś takiego, żeby nastolatek "się otworzył i
      powiedział, co oczekuje" (jest to zbyt trudne nawet dla dorosłego). Ja też
      uwielbiałam wszelkie obozy, wyjazdy, wszystko jedno, aby nie być pod kuratelą
      rodziców, nie ma w tym nic niezwykłego
      Problem z telefonem łatwo jest rozwiązać: kupić dziecku komórkę na kartę,
      ustalić, za ile miesięcznie otrzyma kartę, a na domowy telefon zainstalować
      hasło / kod (jakby się nie dało, kupić sobie komórkę, a telefon stacjonarny
      zlikwidować)
      • ma.pi Re: Porażka 06.01.04, 15:01

        > Problem z telefonem łatwo jest rozwiązać: kupić dziecku komórkę na kartę,
        > ustalić, za ile miesięcznie otrzyma kartę, a na domowy telefon zainstalować
        > hasło / kod (jakby się nie dało, kupić sobie komórkę, a telefon stacjonarny
        > zlikwidować)

        A na co mu komorka, jak chce pogadac z kumplem to nich do niego podskoczy albo
        zaprosi do siebie. Ja dorastalam w czasach kiedy nawet telefon stacjonarny byl
        rarytasem, szczegolnie w mniejszych miejscowosciach.
        Telefon stacjonarny zlikwiduj, komorke kup dla siebie i nie pozwalaj nikomu
        korzystac.

        A tak wogole to (wedlog mnie) dajesz sie wykorzystywac, utrzymujesz meza i jego
        syna, a on ci mowi, ze jak Ci sie nie podoba to droga wolna. Wiesz, jakby to mi
        tak chlop powiedzial to mnie juz by tam dawno nie bylo. Ciekawe jak sobie dadza
        rade sami?

        Pozdr.
      • alfa36 do judytak 08.01.04, 09:42
        Napisałaś o haśle na domowy telefon. Jak to zainstalowac? Mam podobny problem
        co ulewa i myślę, że byloby to świetne rozwiązanie problemu telefonu w
        niejednym domu
        aga
    • solo011 Re: Porażka 06.01.04, 12:04
      Bycie macochą to bardzo trudna i niewdzięczna rola. Musisz zdać sobie sprawę,
      że a) mąż z synem kilka lat byli sami, bez ciebie i robili, co im się podobało
      b) nie będziesz dla męża najważniejsza, syn będzie zawsze przed tobą
      c) prawdopodobnie twoje reakcje dot. pasierba są przesadzone, ale niestety
      typowe. W stosunku do swojego syna byłabyś pewno bardziej pobłażliwa. Musisz
      odpowiedzieć sobie na pytania: a) czy chcesz mieć dziecko i czy koniecznie z
      tym mężczyzną b) czy możliwe jest wychowanie dziecka w takiej atmosferze i przy
      obecnym układzie c) czy to małżeństwo warte jest dalszych poświęceń.
      Poza tym, dla mnie jest bardzo dziwne, że to ty utrzymujesz dom w 80%, a do
      tego niewiele masz do powiedzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka