Pimpuś Sadełko

20.04.05, 12:50
jeśli ktoś zna ten wierszyk (o ile to był wierszyk - kompletnie zapomniałam), bardzo proszę o napisanie jego słów. Mój Mati wypina brzuszek i śmieje się, gdy do niego tak wołam. Pozdrawiam smile
    • czaroffnica24 Re: Pimpuś Sadełko 20.04.05, 15:12
      Maria Konopnicka
      Szkolne przygody Pimpusia Sadełko

      SZKOŁA

      Szkoła pani Matusowej
      głośne w świecie ma przymioty,
      uczęszczają do niej wszystkie
      dobrze wychowane koty.

      Już to sam nieboszczyk Matus
      był wybornym pedagogiem
      i prowadził przez lat wiele
      znaną pensję „Pod Batogiem ”

      Kot to był uczony wielce;
      a siadywał na zapiecku,
      pomrukując sobie z cicha
      po łacinie i po grecku.

      Osierocił wszakże szkołę
      i zostawił żonę wdowę,
      gospodarną, zabiegliwą,
      jejmość panią Matusową.

      Szkoła dalej szła swym trybem,
      tylko znak jej „Pod Batogiem ”
      usunięty został ze drzwi,
      a zrobiony: „Kot z Pierogiem”

      Łatwo pojąć, jak ta zmiana
      rozszerzyła pensji sławę,
      młode kotki na naukę
      biegły jakby na zabawę.

      Jedna matka synka wiodła,
      druga swą córeczkę małą
      byle każde z pensji godła
      choć kruszynkę skorzystało.

      Nic milszego bowiem dziatki,
      jak kot pięknie wychowany,
      taki, jak go tu widzicie,
      nad miseczką od śmietany.




      SZCZĘŚCIE RODZINNE

      Żyli sobie wtedy w mieście,
      imci państwo Sadełkowie,
      którzy mieli jedynaka,
      cudo - kotka, co się zowie!

      „PIMPUŚ” było mu na imię,
      skóra szara w żółte łaty.
      Cały dzień na rękach siedział
      to u mamy, to u taty.

      Rano, wieczór pan Sadełko
      jedynaka brał pod boki,
      mile sobie przyśpiewując
      wyprawiali różne skoki.

      A pieścili, a chuchali,
      a broń Boże do roboty!
      Zawsze tylko: „Mój ty skarbie!
      Mój ty srebrny! Mój ty złoty!”

      O, nic nie ma piękniejszego
      nad rodzinne, błogie życie!
      Słodycz jego i rozkosze
      na obrazku tym widzicie.

      Szybko biegną miłe chwile.
      Czas przemija lotem ptaka...
      Nie ma rady! Trzeba zacząć
      wychowanie jedynaka.

      Pimpuś wyrósł jak na drożdżach,
      ale w głowie – same psoty.
      W jego wieku dawno siedzą
      nad książkami inne koty.

      Tak więc państwo Sadełkowie
      rozstają się z dzieckiem drogim
      i oddają we łzach synka
      na naukę „Pod Pierogiem”



      LEKCJA TAŃCA

      Ledwie Pimpuś wszedł do szkoły,
      wnet usłyszał skoczne dźwięki,
      właśnie brały lekcję tańca
      i panicze, i panienki.

      Pierwszy Filuś, z białym gorsem
      wdzięcznie ujął się pod boki
      i podniósłszy lewą nóżkę
      śmiało daje sus szeroki.

      Przy nim śliczna Kizia-Mizia
      w żółtej szarfie, w wielkiej kryzie,
      w sukieneczce tańczy białej...
      Czy widzicie Kizię-Mizię?

      Za nią hasa Łupiskórka,
      tancerz znany z swej ochoty,
      celujący uczeń szkoły,
      co wyprzedził wszystkie koty.

      Dalej Lizuś i Trojaczek
      trzymają się za pazurki,
      naśladując żwawo skoki
      wybornego Łupiskórki.

      Z uwielbieniem i zazdrością
      patrzy na to Pimpuś z dala.
      Rad by także ciąć hołubce,
      lecz brak stroju nie pozwala.

      Wnet też pani Matusowa
      wstążkę wiąże mu u głowy
      i u pasa zręcznie spina
      półgarnitur nankinowy.

      Miauknął Pimpuś zachwycony
      tak przedziwną toaletą
      i do tańca zaraz staje
      z piękną panną Sofinetą.

      Sofinetka z wdziękiem, wodzi
      spuszczonymi w dół oczyma,
      a że jeszcze jest nieduża,
      więc łapeczkę w buzi trzyma.

      Pimpuś omal z garnituru
      i ze skóry nie wyskoczy;
      przy muzyce idzie kociej
      do wieczora bal ochoczy.

      Kot nie może być niezgrabnym
      jakby niedźwiedź jaki bury...
      Gdyby ruszyć się nie umiał,
      któż by łowił myszy, szczury?




      ROZSTANIE

      Uściskany, opłakany,
      na progu, i za progiem,
      został Pimpuś pensjonarzem
      sławnej szkoły „Pod Pierogiem”

      Zrazu żal mu nieco było
      żegnać tatę, żegnać mamę;
      popłakiwał nawet sobie,
      gdy zamknięto za nim bramę.

      Lecz się wkrótce rozweselił,
      na wysokim siadłszy stołku,
      gdy zobaczył pełen talerz
      smakołyków na podołku.

      Mama – kotka mu kupiła,
      tato – biczyk i piłeczkę,
      więc choć łza się zakręciła,
      to, ot, tylko tak... troszeczkę.

      Ale państwo Sadełkowie,
      ci utulić się nie mogą
      i miłego jedynaka
      opłakują idąc drogą.

      Już im z oczu znika szkoła
      z ogrodzeniem swym zielonym,
      a to on, to ona staje,
      by zamachać choć ogonem.

      Tak ów żeglarz, gdy na łodzi
      Od miłego brzegu płynie,
      Chustką na znak wieje białą
      Przyjaciołom i rodzinie.

      O, nie wiedzą tego dziatki,
      jaka po nich pustka głucha,
      gdy do próżnej wszedłszy chatki,
      matka staje, patrzy, słucha...

      Słucha wiatru, co przelata,
      Po szerokim wiejąc świecie...
      Czy jej wieści nie przynosi?
      Czy nie tęskni miłe dziecię?

      Późno w nocy siedzi, duma
      na samotnej chaty progu,
      aż w opiekę odda świętą
      oddalone dziecię Bogu.



      MARSZ Z KUCHNI

      Zjadłszy swoje specyjały
      oblizał się nasz kocina
      i rzekł: „Jakoś ta nauka
      wcale nieźle się zaczyna.

      Chwalić Boga, że rodzice
      do takiej mnie dali szkoły,
      gdzie prócz tańca i jedzenia
      obce inne są mozoły.

      Muszę tylko do spiżarni
      i do kuchni poznać drogę,
      a nąjpierwszym uczniem w szkole,
      na mój honor, zostać mogę!”

      Jakoż dobrał sobie Pimpuś
      kompanijkę tęgich kotów
      i wyprawił się do kuchni
      na naukę dalszą gotów.

      Biegną jeden przez drugiego
      i dalejże do kucharki:
      „A, dzień dobry, pani Piętka!
      Przyszliśmy tu zajrzeć w garnki!”

      Pani Piętka z wałkiem stała
      przy stolnicy pełnej ciasta.
      A była to popędliwa
      i niemłoda już niewiasta.

      Jak zobaczy owe koty,
      jak nie krzyknie na nich z góry:
      „A, leniuchy! A, niecnoty!
      A marsz z kuchni w mysie dziury!”

      Jaki taki, bliższy proga,
      umknął zręcznie przed pogonią,
      a zaś reszta się spotkała
      z pani Piętki twardą dłonią.

      Płacze Kizia, Sofinetka,
      płacze Pimpuś nasz uczony.
      I ze wstydem się wynoszą
      pospuszczawszy w dół ogony.



      KATASTROFA

      Trudno sobie wyobrazić
      coś milszego od tej sali,
      w której malcy z „Pod Pieroga"
      obiad co dzień zajadali.

      Okno było tam weneckie,
      co na ogród się odmyka,
      książek pełno, a na ścianie
      portret męża nieboszczyka.

      A pośrodku stół ogromny,
      osiem nakryć na nim leży,
      przy nim stoi wielki fotel
      i krzesełka dla młodzieży.

      Dobra pani Matusowa
      na fotelu zwykle siada
      białym czepcu, w okularach
      i paniątkom jeść nakłada.

      A ze ściany mąż nieboszczyk
      na siedzących patrzy z dala
      i wąsami, zda się, rusza,
      zda się, grozi lub pochwala.

      O, niejeden już tam przeszedł
      obiad smaczny i wesoły,
      kiedy Pimpuś, nasz bohater,
      „Pod Pierogiem” wszedł do szkoły.

      Serce mocno mu zabiło,
      gdy zobaczył wielką salę;
      a miał właśnie żółtą kurtkę
      i wyglądał doskonale.

      „No, siadajcie, drogie dzieci! –
      rzecze pani Matusowa.
      Tylko cicho się sprawiajcie,
      bo mnie dzisiaj boli głowa”

      Siadły kotki, milcząc jedzą,
      ten, to ów języczkiem chłepcze,
      a tak cicho, że dosłyszy,
      co tam w kątku myszka szepcze.

      Ale Pimpuś ten miał zwyczaj,
      że kołysał się na stołku.
      Raz i drugi rzecze pani:
      „Przestań, proszę, mój aniołku!”

      Pimpuś zerka na nią z boku,
      potem chwilkę siedzi cicho,
      aż znów bujać się zaczyna,
      tak go kusi jakieś licho.

      Trącają go łokciem kotki,
      że to brzydko, że nieładnie...
      „A przestańże! – woła pani.
      Bo ci jeszcze stołek padnie!”

      Ledwie słów tych domówiła,
      Rrrrym!... jak długi Pimpuś leży,
      za nim obrus, za obrusem
      grad miseczek i talerzy...

      Korzystają z chwili koty,
      gwałt się robi niesłychany...
      Groźnie patrzy mąż nieboszczyk
      i wąsami rusza z ściany...

      Pimpuś, w obrus owinięty,
      z miejsca ruszyć się nie może,
      co się dźwignie, to ze stołu
      lecą za nim łyżki, noże...

      Lizuś chwyta kubek z miodem.
      Łupiskórka mu wydziera.
      Filuś cały na stół włazi
      i łapkami sos wybiera.

      Pani iskry lecą z oczu,
      nie wie, co w tym robić piekle...
      Kizia drze się wniebogłosy,
      a Trojaczek miauczy wściekle.

      Jedna tylko Sofinetka
      z śmiechem rzecze: „Już powiadam,
      że najgorsze te chłopaki
      z całej szkoły, proszę Madam!”

      I spokojnie, jak przystało
      dla uczącej się panienki,
      siedzi sobie, tylko ogon
      jej wygląda spod sukienki.

      Jedno drapie, drugie bije,
      pełno krzyku, pisku, wrzasku,
      trudno nawet opowiedzieć
      i przedstawić na obrazku.


      BIJATYKA

      Po wieczerzy do łóżeczek
      cała poszła spać drużyna;
      ale z Filem psotnik Pimpuś
      bijatykę rozpoczyna.

      Spadła kołdra i pierzynka,
      lec
      • czaroffnica24 Re: Pimpuś Sadełko 20.04.05, 15:13
        BIJATYKA

        Po wieczerzy do łóżeczek
        cała poszła spać drużyna;
        ale z Filem psotnik Pimpuś
        bijatykę rozpoczyna.

        Spadła kołdra i pierzynka,
        lecą jaśki w różne strony,
        Filuś upadł na podłogę,
        poduszeczką przywalony.

        Reszta kotków, hyc!...na ziemię
        i do figlów... hejże dalej!
        Pościągali prześcieradła,
        całą pościel pościągali.

        Wtem ze świecą wchodzi pani.
        „Co za rwetes? Co za krzyki?
        A do łóżka! Spać mi zaraz!
        No, czekajcie, swawolniki!...

        Jak tam poszła cała sprawa,
        jak się wszystko to skończyło,
        o tym nawet, drogie dzieci,
        i wspominać mi nie miło.

        Tyle tylko wam opowiem,
        że nazajutrz przez dzień cały
        kotki wody nanosiły,
        prześcieradła prać musiały.

        A największy figlarz, Pimpuś,
        bez mundurka dla pokuty,
        od samego musiał rana
        wszystkim kotkom czyścić buty.


        PIMPUŚ BUTY CZYŚCI

        G ł o s
        Gdzie te nóżki chodziły,
        co te butki zrosiły?

        C h ó r
        A, mój miły panie,
        chodziły po łanie
        A na łanie stoi rosa
        w majowe zaranie!

        G ł o s
        Gdzie te nóżki chodziły,
        co te butki zrosiły?

        C h ó r
        Chodziły po łące,
        goniły zające.
        A na łące trawka młoda
        i kwiatki pachnące!

        G ł o s
        Gdzie te nóżki chodziły,
        co te butki zrosiły?

        C h ó r
        Chodziły na pole,
        na tę czarną rolę,
        deptały tam krasne maczki
        i modre kąkole!
      • czaroffnica24 Re: Pimpuś Sadełko 20.04.05, 15:13
        LIST

        Usiadł Pimpuś z piórem w łapce,
        chcąc rodzicom donieść w liście
        o żałosnych swych przygodach,
        i tak pisze zamaszyście:

        „Droga Mamo!Drogi Tato!
        Bardzo mi tu źle jest w szkole
        Jeżeli mnie Tato kocha,
        to do domu wrócić wolę!

        Jeść tu dają bardzo mało,
        dokazywać – ani trocha,
        proszę przysłać mi ciasteczek,
        jeżeli mnie Mamcia kocha!

        Mało serce mi nie pęknie,
        że się muszę żegnać z Wami!
        Kochający Pimpuś” Tu się
        nasz kocina zalał łzami.

        I niewiele myśląc włazi
        w trzewik męża nieboszczyka
        i wspomniawszy dom rodzinny
        gorzko płacząc, łzy połyka.


        W NOSKA

        O wy, latka młodociane!
        O dziecięcy wieku błogi!
        Jakie krótkie są twe żale,
        twoje smutki, twoje trwogi!

        Nie tak szybko w letni ranek
        srebrna rosa schnie na kwiecie,
        jak te łezki brylantowe
        w modrych oczach twoich, dziecię!

        I nie z takim chmurkę w maju
        rozdmuchuje wiatr pośpiechem,
        jak na liczku twym rumianym
        znika smutek przed uśmiechem.

        Chwilki życia na twym niebie
        złotą mienią się obręczą.
        Dusza twoja to obłoczek
        malowany śliczną tęczą!

        Tak i kotki z „Pod Pieroga”
        dnia trzeciego zapomniały
        o tej burzy,co wieczorem
        szkolny gmach wstrząsnęła cały.

        Jako znika cień o wschodzie,
        tak zniknęła w sercach troska,
        a prześliczna Kizia-Mizia
        grę prowadzi, zwaną "w noska”

        Gra ta, bardzo znakomita,
        na tym, dziatki me, polega,
        że się kotek kotka chwyta
        i po całym domu biega.

        Chwytać trzeba za obróżkę,
        a kto jej na szyi nie ma,
        tego się za nosek bierze
        i w pazurkach mocno trzyma.


        PIMPUŚ ŚMIAŁEK

        Już dawno mówią o tym:
        „Żyją z sobą jak pies z kotem”
        Ale Pimpuś nie dowierzał
        i przymierzał.

        Skoro tylko psa gdzie zoczy,
        to podejdzie, to uskoczy,
        ale z drogi mu nie schodzi
        pan dobrodziej !

        Jeden, drugi kundys krzepki
        ani dbał o te zaczepki;
        psu nie honor bić się z kotem.
        Co mu po tym?

        Przestrzegały inne koty:
        „Porzuć, Pimpuś, swoje psoty,
        bo się kiedy tak zahaczysz,
        że... zobaczysz!”

        Ale Pimpuś, harda sztuka,
        z psami wciąż zaczepki szuka
        i po nosie – trzep ich z boku...

        Psy... już w skoku!
        Już dobrały się do skóry...
        „Aj, aj! - wrzeszczy Pimpuś – Gbury!
        Toż od takiej znajomości
        bolą kości!...”

        A psy na to: „To nauka!
        Znajdzie guza, kto go szuka...
        A za taką awanturę biorą
        w skórę!”



        POSTANOWIENIE

        W nocy lament... Co takiego?
        A to Pimpuś miauczy srodze.
        Kawał futra brak na grzbiecie,
        po psich zębach znak na nodze...

        Wstaje pani Matusowa:
        kataplazmy, szarpie, plastry...
        „Ach, już nigdy – stękał Pimpuś
        – nie zaczepię psiej hałastry”

        Całą noc biegały koty,
        ten z miseczką, ten ze świecą...
        aż nad ranem ledwo Pimpuś
        obwiązany usnął nieco.

        Długie potem przyszły chwile
        rozmyślania i niemocy.
        Nieraz Pimpuś i zapłakał
        w swym łóżeczku siedząc w nocy.

        „Ach! Cóżem ja, nieszczęśliwy,
        najlepszego zrobił w świecie!
        Jakże teraz się rodzicom
        pokażę z tą łatą w grzbiecie!...

        Ach! Czekają oni ze mnie
        i pociechy, i podpory...
        A ja, próżniak niegodziwy,
        cóżem zrobił do tej pory?

        Drogi Tato! Droga Mamo!
        Miły domku mój rodzinny!
        Już ja teraz się poprawię
        i zupełnie będę inny!

        Przebacz, przebacz, drogi Tato!
        Błogosław mi, Mamo droga!
        Wasz jedynak teraz będzie
        Pierwszym uczniem z „Pod Pieroga”!

        Czy dotrzyma Pimpuś słowa,
        o to ja się już nie boję!
        Któż by ojca, matkę drogą
        chciał zasmucić, dziatki moje?

        • ewladyka1 Hej czaroffnico24, 21.04.05, 09:52
          dziękuję Ci bardzo za wszystkie wierszyki. Jestem mile zaskoczona, że jest to jakaś cała seria opowiadań o tym Pimpusiu - nie wiedziałam smile Wynika z tego, że mam nową lekturę do przyswojenia smile Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam
          Ela
Pełna wersja