Kochani,
piszę do Was jako do doświadczonych kocich Pomagaczy.
Pisałam Wam kiedyś o Skarpetce - bezdomnej, ale udomowionej kocinie, która rok temu pojawiła mi się w krzakach pod blokiem. Od roku ją karmię i się zaprzyjaźniłyśmy do tego stopnia, że ona czeka na mnie bardziej na drapanki niż michę. Wydawało mi się, że jest wysterylizowana, bo nigdy nie chodziła (chyba) z brzuchem, a i po roku znajomości, gdyby miała kociaki, to pewnie by je na tę michę przyprowadziła...
No i teraz mi się wydaje, że jednak jest w ciąży. Ale ja się na kocich ciążach nie znam, może po prostu "dobrze wygląda" na mojej misce i odłożyła sadełko na zimę?
No i nie wiem, co zrobić. Urodzi w tych krzakach, to jej dzieci zamarzną (od tygodnia czekam na budki, a mrozy przyszły). Ustawiłam swoją panią weterynarz, że mi ją wymaca, czy ciąża. Jeśli nie ciąża, to uff. Ale co jeśli tak? Nie wiem, gdzie i jak załatwić sterylizację aborcyjną, ale najlepiej dla niej, to by znaleźć jej dom tymczasowy, niech urodzi i odchowa, a potem ją ciachnąć, a dzieci wyadoptować. Ale nie mam takiego domu.
Próbowałam się dodzwonić do lokalnej fundacji, ale telefon mają wyłączony, może oni coś by poradzili.
Zaraz też zasuwam do gminy rejestrować się jako karmicielka, ale obawiam się, że pod koniec roku mogą nie mieć już budżetu na sterylki.
Macie jakieś pomysły? Czas nagli, niestety. Jeśli urodzi w tych krzakach, za chiny dzieci nie znajdę.
Skarpetka:
(z lutego)
(z wczoraj)