aishka007
17.11.10, 12:10
Hej dziewojki,
Od razu dodam, że przeniosłam ten wątek z Klubu Matek Wyrodnych, bo o ile dobrze zrozumiałam, wybrałam nieodpowiednie miejsce, żeby o tym pisać. "Wyrodne matki" właściwie jednym głosem grzmiały, że dietę rozszerzają zgodnie z wszelkimi normami: 5-6 mc.
Każdy "dobry" poradnik i pismo na temat wychowywania i pielegnacji niemowląt głosi, że dietę rozszerza się dopiero po skończeniu 4. lub 5. miesiąca życia dziecka (w przypadku karmienia piersią w 6. miesiącu) i zaczynamy powoli od marchewki, zupy i przecieru... Słyszałam różne opinie i w praktyce zwykle to następuje chyba wcześniej. Powiedzcie mi mamy, jak to było u Was?
Moja znajoma z przypadku podała 5 tygodniowej córce kaszkę bananową, bo twierdziła, że "córka się nie najada", innym razem zaoferowała "pociumkanie" czekolady, a gdy byłam u niej ostatnim razem w odwiedzinach to chwaliła się, że mała zaliczyła pogniecionego ziemniaka i trochę mielonego (w tym momencie strzeliłam "karpia", bo naprawdę mnie zagięła).
Nie jestem mamą, która lubi eksperymenty, ale uważam, że życie nie może się toczyć z książką w ręku. Co o tym sądzicie?
Mój syn ma skończone 16 tygodni i pije herbatki po 4. miesiącu, na noc dostaje mleko z łyżką kaszki a niedawno zadebiutował z przecierem jabłkowym. Smakowało mu, chętnie rozdziawiał buźkę, kupę miał, że tak powiem dobrą, na bóle brzucha nie cierpi.
Temat wydaje mi się kontrowersyjny, ale chcę poznać Wasze opinie. Przecież w parku nie raz słychać przechwałki mam: "a moje to już jadło to i to...",a bajtel nawet jeszcze nie siedzi...
Nie traktujcie tego, jak nagonkę... Chciałam wyrazić swoją opinię, że każde dziecko rozwija się w innym tempie i matka powinna wyczuć dobry moment na podawanie nowości. Co Wy na to?