instytucja publiczna wymaga ode mnie ujawnienia na piśmie danych: imię i nazwisko moje, męża, dziecka, pesele, aktualny adres zamieszkania i zameldowania wszystkich w/w, wszelkie dostępne numery tel., miejsca pracy wraz z aktualnym adresem i telefonem.
formularz po wypełnieniu przeze mnie (jedynie częściowym) trafił do osoby nr 1, od osoby nr 1 do osoby nr 2, potem do osoby nr 3, po stwierdzeniu, że dane są niezupełne formularz został przekazany osobie nr 4 i osobie nr 5 z prikazem, że jak mnie spotkają, mają nakazać mi uzupełnienie brakujących danych. wtedy to osoba 4 lub 5 przekaże kompletnie wypełniony formularz osobie nr 2, ta zaś osobie nr 3. osoba nr 3 prześle formularz do innej instytucji publicznej.
osoby nr 1, 2, 4 i 5 to szeregowi pracownicy instytucji, nie przeszkoleni w zakresie postępowania z danymi osobowymi.
w całej akcji nie pojawia się ani jedna koperta, ani jeden czynnik chroniący te zbiorowe dane calej mojej rodziny, wszyscy je sobie mogą przeczytać, skopiować, sprzedać, skrytykować, obśmiać - łotewer.
pytanie: czy taki "komplet" danych słusznie uważam już za dane osobowe podlegające ochronie? czy mogę uniknąć konsekwencji (przykrych) nie podania danych w TAKI sposób, czy sposób sam w sobie jest jak najbardziej ok, a ja się czepiam?
czy mam prawo wymagać skuteczniejszej ochrony moich danych i czy to jest możliwe bez udziału GIODO?
będę wdzięczna za konstruktywne rady osób bardziej obeznanych w ustawie