Mam wielki problem i mam nadzieje, ze ktos bedzie umial mi cos doradzic. Ale od poczatku: 1 listopada br. jechalam sobie rowerem, gdy nagle zza zaparkowanych samochodow wycofala swoje punto dziewucha nie patrzac czy ma wolna droge... a tymczasem na tej drodze bylam ja. Zdazylam jeszcze tylko zatrzymac rower (wstecznego biegu moj jednoslad nie mial, wiec nie umknelam do tylu) po czym panienka staranowala mnie i przeszorowala po asfalcie. Przezylam (opatrznosc nade mna czuwala) i na szczecie oprocz paru otarc nic mi sie nie stalo. Niestety rower "poszedl sie czesac". Ja wszoku i przerazona zdazylam jeszcze od panienki "wyegzekwowac" numer telefonu i "imie". Ten cudzyslow to dlatego, ze probujac sie skontaktowac ze sprawczynia szkody w sprawie pokrycia kosztow naprawy roweru okazalo sie, ze ten numer telefonu nalezy do calkiem innej dziewczyny (przynajmniej takiej tresci dostalam SMSa spod tego numeru). Wklepalam sobie w komorke numer rejestracyjny tego auta i jest to jedyna rzecz pewna w calym tym zdarzeniu. BLAGAM!! Poradzcie jak zalatwic cala te sprawe, czyli jak sciagnac kase za naprawe roweru. Czy mimo, iz minely dwa tygodnie od calego zdarzenia moge to zglosic na policje? I czy to cos da? I co, jesli nie bedzie swiadkow zdarzenia? Licze na to, ze szybko mi cos ktos doradzi, bo jestem cala ta sytuacja mocno roztrzesiona...

Co na to prawo, czy sa na to jakies paragrafy? Acha, rower dalam do wyceny, ale jeszcze go nie naprawiali, wiec wyglada tak jak w chwili wypadku.