chcę opisać historię, która ma miejsce w Warszawie...
nick zmieniłam, bo wiem, że ludzie z mojego osiedla czytuja różne fora, więc
nie chcę być zidentyfikowana, a chciałabym zasięgnąć rady co z robić w takiej
sytuacji:
Historia ma swoje "korzenie" w czasach kryzysu, nagminnych kradzieży
samochodów, z których nowy polonez FSO był luksusem. W tamtych czasach na
naszym parkingu osiedlowym, ludzie parkujący samochody postanowili
zawiązać "parking strzeżony społecznie". Chodziło o to, żeby co wieczór i co
noc ktoś pilnował parkingu i w ten sposób odstraszał złodziei. Ustanowione
były dyżury, i faktycznie system ten działał. Z biegiem lat jednek sytuacja
się zmieniła. Nowe auta rodziły się jak grzyby po deszczu, a co za tym idzie
ludzie zaczeli wykupywać ubezpieczenia AC. Powoli także zaczeli wycofywać się
z układu parkingowego. I tu zaczęla się męka.... Kto nie chciał pilnować,
bądź opłacać pilnowania (40 zł za 1/2 nocy), mógł się spodziewać uszkodzonego
samochodu. No i ja np. naliczyłam u siebie takie oto szkody: urwany zderzak
(bez możliwości naprawy), pourywane lusterka, porysowany lakier samochodu,
przebite opony (kilka razy), odkręcone śruby w kołach (tylko śruby,
zorientowałam się, po przejechaniu kilkunastu metrów, że coś jest nei tak z
autem...). WIele razy słyszałam groźby pod swoim adresem, pod adresme mojej
mamy. Normalnie dramat. Po pomoc udaliśmy się do Spółdzielni Mieszkaniowej,
do jej prezesa dokłądnie. No ale okazało się, że prezes spółdzielni to jedna
spółka z parkingowcami. Nie zainterweniował w żaden sposób i mafia nadal
działa. CO więcej, ustawiono na parkingu szlaban (osiedlowym, ogólnodostępnym
dla WSZYSTKICH) i teraz kto nie pilnuje, ten po 22.00 ma utrudniony wjazd na
parking. Boje sie tam stawiac samochód, bo nie wiem, czy znowu mi nie odkręcą
kół. Moja mama boi się ciągle, bo ostatnio usłyszała od jednego
z "parkingowców" groźbę "Pani to powinna uważać, bo Pani mieszka na
parterze". Oczywiście sprawę tę zgłosimy na policję, ale czy oni coś zrobią?
W październiku 2006r wymieniono asfalt na tym parkingu, warunkiem wymiany
było zlikwidowanie szlabanu... No i rzeczywiście szlaban zniknął, ale 3
tygodnie temu w jego miejsce pojawił się nowy, piękny lśniący szlaban! Gdy
powiadomiłam prezesa spółdzielnie, że "szlaban będzie usunięty" postawiono
przy nim dwóch policjantów do pilnowania! To zakrawa na absurd! Na osiedlu
kupa narkomanów, złodziei, ciągle się słyszy o jakimś napadzie, a dzielnicowy
deleguje dwóch funkcjonariuszy do pilnowania szlabanu! Jak na mój gust to
powinien im jeszcze zlecić dowożenia jedzenia noca dla pilnujących, wszak
policja ostatnio z tego słynie

Jesteśmy bezsilni wobec parkingowców, wobec spółdzielni....
Jeszcze tylko przykłądowe ceny:
pilnowanie nocne (8H) - 80 zł - czyli miesięcznie 2400zł (!!!!) dochód
nieopodatkowany
wpisowe - 50 zł (120 samochodów) - 6000zł (a wpisowe nie wiadomo na co!)
składka na malowanie pasów postojowych 20 zł - 2400(!!! to mozna hektolitry
farby za to kupić)
składka na szlaban 40 zł - 4800 zł
To tylko przykłady.....
WIem, że historia brzmi jak z czarnej komedii, ale jest to najprawdziwsz
prawda, to się dzieje i niestety przyprawia mnie o ból głowy i rozstrój
żołądka