speedymika
26.07.09, 17:03
Witam
Jestem już chwilami na skraju nerwów. Mój mąż od początku bycia razem
nie chce traktować mnie jak równorzędnego partnera w finansach
domowych. Nie mam żadnego dostępu do jego konta. Każdy wydatek,
zakup, np. kubeczek dla dziecka, musi być obszernie umotywowany, żeby
łaskawie dał na niego pieniądze. Za chwilę zostanę bez pracy, dopóki
miałam swoje pieniądze, jakoś sobie radziłam, sama kupowałam takie
rzeczy. Prosze go od lat, żebyśmy jakoś to unormowali, nie mamy
żadnej kontroli nad całością wydatków, każdy sobie... on moje
pieniążki bierze kiedy chce, ja musze się prosić i zawsze są jakieś
komentarze pod nosem niemiłe. Chcę tylko żeby była wspólna pula "na
dom" z równym dostępem do niej, nie chcę mu zabierać wypłaty, czy
coś...
Oczywiście na piwko ma zawsze, ok 20 zł dziennie idzie na piwo, ale
dzisiaj np. odmówił w sklepie kupienia mydła w płynie dla dziecka, za
10 zł.
Przykładowo, na samym początku zamieszkaliśmy razem, ja własnie
zmieniałam pracę, wpłaciłam z tego co miałam kaucję za mieszkanie,
zapłaciłam za całe zakupy do mieszkania na początek, wiadomo,
szczotka, szmatka, czajnik itede, spora suma wyszła... nową pracę
zaczęłam ok. 3 tyg później, więc na początku byłam bez kasy, wszystko
wydałam na dom i opłaty. Prosiłam o jakieś pieniążki na śniadanie do
pracy coś tam.. dawał mi np. 50 groszy mówiąc ze na 2 kajzerki będzie
a więcej nie trzeba, wieczorem zjem, musimy oszczędzać, po czym szedł
po pracy z kolegami na chińczyka czy coś, oczywiście z piwkiem do
tego. Takich sytuacji było i jest masę.
Niedawno odmówił dania mi pieniążków na antybiotyk dla dziecka! bo on
nie uznaje antybiotyków!!! Ja też nie uznaję, ale to już nie było
zwykłe przeziębienie, córa ma 14 mcy i tylko ten jeden raz uznałam za
konieczne podanie antybiotyku. Gdyby nie to że miałam zaskórniaki,
nie wiem, musiałabym pożyczać...
Jestem przerażona tym co będzie po wrześniu, wtedy zostanę bez pracy,
znowu będzie proszenie o 10 zł na zakupy podstawowe, on będzie
oczywiście sam wszystko kupować, oczywiście tak jak on lubi i jak on
uważa. A ja na spacerze z dzieckiem znowu nie będę nawet miała jak mu
bułki czy sobie wody kupić...
Czy ja mogę jakoś sądownie wyegzekwować nakaz aby finanse były
wspólne czy coś? co mam zrobić żeby wreszcie czuć się jak pełnoprawny
członek rodziny, on mnie w ten sposób kontroluje i poniża, dzisiaj
znowu doprowadził mnie do płaczu w sklepie, cokolwiek wzięłam do
ręki, wszystko od razu krytykował, wypytywał a dlaczego a po co,
wszystko on zawsze musi wybrać i zatwierdzić....co ja mogę zrobić?
narazie nie stać mnie na odejście od tego barana, muszę się pomęczyć
póki córa bardziej nie podrośnie...