Witajcie,
Chciałabym się podzielić z Wami moimi doświadczeniami "cesarskimi".
Urodziłam zdrową, sliczną córeczkę Maję piątego maja 2011 poprzez właśnie cesarkę. Z wyboru. Panicznie bałam się rodzić sposobem naturalnym. Paniczne. Serio. Tak nie do przeskoczenia. Na porody w prywatnych klinikach nie byl mnie zbytnio stać... Myśl o porodzie kai nam zgotowała Matka Natura spędzała mi sen z powiek. W mojej miejscowości nawet prośba o znieczulenie podczas rodzenia nie wchodziła w grę... Jak mi się udało rodzić po cesarsku? Poszłam do psychiatry na kilka wizyt opowiadając na każdej z nich jak to bardzo się boję. Lekarz bez żadnych większych wątpliwości stwierdził, że mam fobię porodową i wystawił mi skierowanie na cesarskie cięcie. Ot, tyle.
Przyszłam na wyznaczony przez Panią ordynator termin. Zapytali mnie jaką wybieram narkozę. Czy wolę spać całkowicie czy prozaicznie mówiąc - w kręgosłup i być świadomą. Wybrałam to drugie. Na salę porodową zabrano mnie dość szybko z rana. Po kolei: Pani położna założyła mi cewnik, ubrała czepek na głowę, dała jednorazową koszulkę. Założyła wenflon (nie było to bolesne aczkolwiek lekko nieprzyjemne - (ale nie myślisz o tym mając świadomość, że za kilka chwil zobaczysz swoje Maleństwo poraz pierwszy) - i przeprowadziła na salę operacyjną gdzie czekał już na mnie zespół lekarski złożony z 2 lekarzy chirurgów, anestezjolog i pielęgniarka instrumentariuszka. Usadzili mnie na brzegu stołu, pod stopy podłożyli stołeczek i kazali zrobić "koci grzbiet". Cały czas panowała serdeczna atmosfera. Krok po kroku lekarz anestezjolog tłumaczył mi co mnie dokładnie czeka. Że pozuje zimne przemywanie kręgosłupa środkamy dezynfekującymi a później poczuję lekkie ukłucie. Będzie to miejscowe znieczulenie. Następnie, będę musiała siedzieć jak pomnik nieruchomo z wygiętymi plecami do momentu zakończenia znieczulania. Tak też bylo. Do dziś jestem w szoku, że to znieczulenie w ogóle mnie nie bolało. Także jeśli usłyszycie, że znieczulenie w kręgosłup nie boli - jestem tego żywym przykładem. Faktycznie mnie nie bolało. Następnie miałam kilka sekund by wygodnie się ułożyc na stole zanim znieczulenie zacznie działać. Zaczęło niemalże błyskawicznie po jego podaniu. Czułam ciepło płunące od kręgosłupa w dól nóg a wraz z nim, czułam NIC. Po chwili byłam bez czucia w nogach, pupie aż do połowy pleców. Dziwne uczucie, ale raz jeszcze, o niczym w zasadzie nie myślisz jak o tym, że już coraz mniej dzieli Cie od zobaczenia Dziecka! Z tego wszystkiego serce zaczęło mi tak łomotać, że Pani anestezjolog miała nielada zadanie by mnie uspokoić. Udało się bez medycznej interwencji - tak werbalnie. Serducho zwolniło, głebokie oddechy i poszło. Cięcia, wiadomo nie czułam. Naczytałam się, że będę czuć natomiast ugniatania, naciągania itp. Nic takiego nie poczułam. Jedyne to co czułam, to naciskanie biodrem lekarza o moje żebra

Dla tych, co mają silne nerwy podpowiem, że mogą śledzić całą operację pomimo zasłonki - wszystko odbijało mi się w lampach nad stołem. Ja patrzyłam. Po kilku minutach, dosłownie po 2-3, uslyszałam chlust - to były moje wody płodowe. Było ich sporo, więc i plusk był wieeeelki. Poczułam też ciepło pod plecami - ciepło czytaj mokro

Za kilka chwil, słyszę płacz i jednocześnie widzę moje Dzieciątko. Takie malutjie, pokryte białą mazią, długowłose

. Caluję, przytulam się do NIEJ twarzą, bo ręce miałam uwiązane - jedna ręka do stołu a druga pod kroplówką. Najcudowniejsza chwila na świecie. zabrano mi Ją pomimo nowych przepisów - na ważenie, badania itp. Mnie zszywają a z salki obok słyszę najcudowniejszy płacz na świecie! ONA JUŻ TU JEST!!! 10/10 pkt !!!!!! Zawiniętą i umytą wynoszą do dumnego taty i babci. Ja zszyta, szczęśliwa trafiam na salę. Mam zakaz podnoszenia głowy przez 24h. W innym przypadku ponoć łeb mi z bólu pęknie. Daję radę. Później już dostaję Dzidzię do siebie i mogę Ją mieć ile chce!!!! Najgorszy był 2 i 3 dzień po operacji. A w zasadzie drugi gdy kazano mi wstać. Rana "ciągnie", w głowie się kręci. Całe podbrzusze boli, nie wspomnie po popękanych sutkach - bo przecież Dzidzia uczy się ssać

W czwartym dniu na moją prośbę wypisano mnie do domu. Dzień później musiałam się stawić na zdjęcie szwów i kontrolę. Tak było w moim przypadku. mam nadzieję, że komuś sie przydadzą moje pozytywne wibracje