villemo86
17.10.12, 20:30
Miałam dwie. Pierwsza w 2009 roku po akcji, druga 2011 "na zimno". Obecnie jestem tydzień po operacji, którą musiałam przejść mając komplikacje po cięciach. Obie cesarki miałam w renomowanych prywatnych klinikach położniczych. W maju tego roku trafiłam do szpitala z ogromnym krwiomoczem. Urolog twierdził, że w życiu u tak młodej osoby (mam 26 lat) nie widział tak obszernego krwiomoczu. Męczyli mnie tydzień, miałam cystoskopię, urografię i szereg innych badań. Nie znaleźli powodu. Lekarz przy wypisie stwierdził tylko żebym diagnozowała się ginekologicznie. Miałam bolesne i czarne miesiączki, do tego mnóstwo skrzepów i plamienia co kilka dni. Chodziłam od lekarza do lekarza i ngdy nic nie znajdowali. Twierdzili, że jestem zdrowa. Dopiero moja koleżanka zaciągnęła mnie do swojego lekarza. Ten znalazł u mnie dwa mięśniaki i dziwił się, że inni tego nie zauważyli. Skierował mnie na histeroskopie do siebie na oddział. Dzień przed zabiegiem konsultował mnie profesor (jakaś tam sława z dziedziny ginekologii). Podczas badania zaskoczyło go, że podskakuje i uciekam biodrami. Zapytał czy mnie to boli. Bolało jak diabli. Stwierdził, że to normalne nie jest. Podszedł do tego życiowo i stwierdził, że skoro boli badanie, to współżycie tez nie należy pewnie do przyjemności (nie da się ukryć, unikałam zbliżeń od czasu drugiego porodu) Zaczął przeglądać moje dokumenty i doczepił się do "urologii" z maja. Stwierdził, że teraz mam problemy ginekologiczne, a zaraz zaczną się osobiste. Na następny dzień miałam histeroskopie i otwierany brzuch. Okazało się, że mój pęcherz przyrósł do zrostów macicy, że mam PID i endometrium w nieciekawym stanie. Obecnie dochodzę do siebie i ciesze się, że zostało to wykryte, ale nie mogę mieć więcej dzieci i istnieje obawa, nawrotu choroby.
To tyle. Pozostawiam do rozważenia każdemu, kto stoi przed dylematem cc czy sn